sobota, 4 listopada 2017

6 beczek na zamku w Muszynie

Plany były zupełnie inne, ale z uwagi na niekorzystne zestawienie kilku czynników wyjazd na zamki krzyżackie nie doszedł do skutku. Miało to jednak również pozytywne skutki, gdyż odwiedziłem dwa zamki mocno związane z historią polski, miejsca niezwykle ciekawe, urokliwie położone i idealne do relaksu, oraz degustacji. Dziś zapraszam do ruin średniowiecznego zamku w Muszynie. 


Ruiny zamku w Muszynie odwiedziłem już kilkanaście lat temu. Były wtedy obiektem typowo ruiniarskim, bez ingerencji "ekspertów". Niestety obecnie wygląda to nieco inaczej, ale o tym na sam koniec.

Zacznijmy jednak od początku. Zamek wzniesiony został na malowniczym i stromym wzgórzu.  Początkowo był własnością biskupów, ale przeszedł w ręce Władysława Łokieta, został rozbudowany przez Kazimierza Wielkiego i stanowił istotną strażnicą na szlaku handlowym na Węgry. Za panowania Władysława Jagiełły wrócił do biskupów, aby stać się głównym punktem, jednego z ciekawszych elementów Rzeczpospolitej - Państwa Muszyńskiego. Była to jednostka autonomiczna, posiadała własne wojsko i administrację. Sam zamek został zdobyty i uszkodzony przez Węgrów w 1474, po naprawach był elementem strategicznym, aż do połowy/końca? XVII wieku, by ostatecznie popaść z ruinę. Z czasów Państwa Muszyńskiego przetrwały w lepszym stanie: dwór starostów (obecnie kawiarnia/dom kultury), karczma (muzeum regionalne) i koszary (dom mieszkalny).

Tyle historii, teraz czas na łyk piwa:)

Co degustowałem? Owsianego stouta (RISa? FESa?) z kawą z doskonale znanego wszystkim, duńskiego Mikkeller i równie znanej serii Beer Geek Breakfast w wersji Brunch Big Blend. Jest to mieszanka piwa bazowego leżakowanego w sześciu (six barrel aged blend) różnych beczkach dębowych. Beczki były po bourbonie, whisky, koniaku, winie, brandy i tequili. Piwo miało 8% alkoholu.

Piwo czarne jak smoła, brunatna fala piany rozlewa się po okolicy, jak swego czasu brunatne koszule po niemieckim państwie.

W zapachu dominuje kawa i co charakterystyczne dla tej serii silny, palony słód. Słabsza gorzka czekolada, herbatniki, minimalna tequila. Bez głębi i intensywności godnej sześciu beczek, czy chociaż jednej.

W smaku ponownie dominacja palonego słodu, sporo kawy, wiśnie, gorzka czekolada, leciutka dębina. Z beczkowych alkoholi absolutna dominacja tequili, wyczuwa się brandy i wino, na siłę koniak. Po whisky i bourbonie nie ma śladu. Goryczka średnia z chmielowymi akcentami. Palone lekko kwaskowate od słodu i kawy, ze słodkimi akcentami. Piwo gęste, powoli spływa i oblepia szkło.

Dobre piwo w fajnej cenie (poniżej 25 zł), ale liczyłem na więcej, idea blendu nie do końca się sprawdziła, nie udało się osiągnąć bogactwa i głębi.

Ocena ogólna: 8.5/12
(Wygląd: 0.25/0.5; Zapach: 1.5/2.5; Smak: 6/8; Cena/Jakość: 0.75/1)

Czas wrócić do zamku. W 2010 roku rozpoczęła się kilkuetapowa, połączona z pracami archeologicznymi rewitalizacja ruin. Niestety efekt tych prac jest brzydki, zamiast rozbudzających wyobraźnię ruin, mamy brzydki bunkier... Co ciekawe bunkier i część wyremontowana to tylko połowa obiektu, reszta została rozgrzebana przykryta folią i zarosła - wygląda to fatalnie, widać, że teren został zabezpieczony do następnego etapu prac archeologicznych, które nigdy nie nastąpiły i wszystko się sypie, podobnie jak drewniane podejście. Marnie to wygląda.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz