niedziela, 14 sierpnia 2016

Trzy dni z Barley Wine


Dzień 1 to moje pierwsze spotkanie z amerykańskim Mad River Brewing Company. O samym browarze słów kilka przy okazji kolejnego piwa, a tymczasem John Barleycorn 2014. Barleywine Ale jak napisano na etykiecie, 10% alkoholu. Piwo warzone raz do roku w niewielkich warkach jako "zimowy rozgrzewacz".

Uwagę zwraca etykieta, pozornie przeciętna, ale po bliższej obserwacji okazuje się wyjątkowo ładna i dopracowana. Sam trunek ma rubinową barwę i jest bliski klarowności. Piana nie powala, ale utrzymuje się cienki kożuch.

W aromacie potężna dawka melasy, sporo suszonych owoców, słodu, miodu i karmelu. Czuć też obecność amerykańskich chmieli, które w świeżym piwie musiały być znacznie silniejsze. W tle lekkie ciasteczka oprószone wanilią i rodzynki.

W smaku ponownie na pierwszym planie melasa, co jest nieco dziwne, ale urocze. Świetne w tym piwie są ciasteczka owsiane z odrobiną wanilii. Są tu również: wiśnie, suszone owoce, miód. Goryczka jest naprawdę wysoka, acz krótka, lekko ziołowa, pokrzywowa. Piwo jest przyjemnie słodkie, co dobrze równoważny wspomniana goryczka. Alkohol minimalnie obecny, bardzo przyjemnie grzeje w przełyku.

Bardzo dobry, niekonwencjonalny, a do tego dobrze wyleżakowany barley wine z USA za 20 zł? Tak to był dobry zakup.

Ocena ogólna: 10/12
(Wygląd: 0.5/0.75; Zapach: 2/2.5; Smak: 6.75/8; Cena/Jakość: 0.75/0.75)

Dzień 2 to powrót do ojczyzny i debiut na blogu browaru Maryensztadt ulokowanego w Zwoliniu. Żywot Barleya to w przeciwieństwie do poprzednika nie American, a English Barley Wine.

Piwo ma różowo rubinową barwę i niską pianę z trwałym, ale bardzo cienkim kożuchem.

W zapachu świetne powidła śliwkowe, wyraziste wiśnie i mniej entuzjastycznie przyjęty, ale zgodny ze stylem karmel, bardzo silny, dominujący w warstwie słodowej. Na minus rozpuszczalnik, który pomimo niskiego stężenia jest wyraźnie wyczuwalny.

W smaku powraca marmolada śliwkowa, wiśnie, suszone morele, fajna gruszka, lekkie soczyste jabłka. W warstwie słodowej zdecydowanie dominuje karmel, nawet sympatyczny, ale za intensywny. Jest jeszcze coś dziwnego, kojarzącego się z lukrecją. Piwo jest bardzo słodkie, lekko alkoholowe, chociaż jak na ponad 9% jest dobrze. Minimalny rozpuszczalnik nie przeszkadza. Goryczka na dolnym pułapie średniej intensywności z wyraźnie ziołowym posmakiem.

Piwo jest smaczne, lekko wyklejające, bardzo słodkie, co akurat mnie nie przeszkadza, ale nieco zbyt karmelowe co już mnie drażni, nawet bardziej niż wspomniany rozpuszczalnik. Warto podkreślić, że piwo kosztowało poniżej 10 zł za 0,5l co jak na styl jest zdecydowanie na plus.

Ocena ogólna: 8.5/12
(Wygląd: 0.5/0.75; Zapach: 1.75/2.5; Smak: 5.75/8; Cena/Jakość: 0.5/0.75).

Dzień 3 to goszczące już na blogu Barley Wine od Doctor Brew w wersji leżakowanej w beczce po Bourbonie. Beczka 17.07.2017. Specyfikacja nie zaskakuje: 24 BLG, 10,5% alko. i 80 IBU.

Etykieta jak w wersji klasycznej, jedyna różnica to lak z wytłoczonym rodzajem beczki. Piwo jest bursztynowe, ze sporym zmętnieniem. Piana niska, delikatnie oblepia szkoło, kożuch jest trwały.

Piwo pachnie bardzo przyjemnie! Dużo, bardzo dużo cytrusów zwłaszcza mandarynek i grejpfruta, w tle białe owoce, minimalna żywica. Słodka słodowa podstawa, co najwyżej w minimalnym stopniu uzupełniana jest o nuty z beczki. Pachnie jak bardzo dobre Imperial IPA.

W smaku rola beczki jest znacznie większa. Bardzo przyjemna, acz delikatna wanilia, jeszcze lżejsze nutki dębiny i bourbonu. Słodowa podstawa jest potężna i zdecydowanie słodka, z minimalnym karmelem i ciasteczkami. Dominującym elementem jest jednak chmiel i to on decyduje o smaku – cytrusy, owoce egzotyczne, zioła, lekka żywica – bardzo przyjemna mieszanka, ale trzeba jasno powiedzieć, że to piwo jest imperialnym IPA, a nie BW. Goryczka jest wysoka, ale nie przytłacza, co jest sukcesem dla tego browaru. Alkohol przykryty. Po ogrzaniu leciutki kokos.

Nie wiem jak smakowało na początku, ale obecnie to piwo bardzo dobre, jedno z najlepszych w wykonaniu Doktorów. Nie jest tak dobre jak edycja Jack Daniels, albo inaczej: jest nawet lepsze, ale wtedy całą robotę wykonała beczka, a tutaj oba elementy się uzupełniają, a wpływ dębiny jest znacznie mniejszy.

Ocena ogólna: 9.25/12
(Wygląd: 0.5/0.75; Zapach: 2/2.5; Smak: 6/8; Cena/Jakość: 0.75/0.75)

Jako bonusik piwo, które degustowałem w innym terminie, ale pasujące do konwencji tego wpisu. Midtfyns Bryghus to duński browar, który gościł już na blogu z bardzo dobrym RISem, którego jakość zachęciła mnie do kupna Barley Wine.

Barwa bursztynowa, piana niska, praktycznie nic z niej nie zostaje.
W zapachu sporo drożdży, miód, karmel, słody – ogólnie słodko. Po ogrzaniu wychodzi nieco ciasteczek i wanilii, ale również alkohol. Jak na ten styl mało się dzieje.

W smaku drożdże, również odcisnęły swoje piętno, co jest zdecydowanie na minus. Silna podstawa słodowa ze sporym karmelem, miód. Suszone owoce zwłaszcza morele. Wyraźny alkohol który rośnie wraz z ogrzewaniem.

Piwo niestety nie spełnia moich oczekiwań, ale nie jest specjalnie złe. Za te pieniądze można kupić coś dużo fajniejszego, ale dołożyć i kupić coś rewelacyjnego :)

Ocena ogólna: 7/12
(Wygląd: 0.25/0.75; Zapach: 1.5/2.5; Smak: 5/8; Cena/Jakość: 0.25/0.75)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz