piątek, 1 stycznia 2016

Co w styczniu? Z premierami 2015 w tle.

Zaległości, awarie, brak czasu, nieukończone teksty i relacje, a czasami brak chęci, motywacji. Tak w skrócie wyglądał rok 2015 na blogu. Zamiast iść do przodu stałem w miejscu, gdy piwny światek gnał na złamanie karku...  Były również plus i odkrywanie nowych horyzontów, świetne wycieczki, pyszne piwa, ale nie o tym będzie dziś. 


Nowy rok już za dwa dni, a ja mam zaległości na dwa-trzy miesiące intensywnych publikacji... Część materiału na pewno pójdzie do kosza, ale obiecałem sobie przez styczeń ukończyć przynajmniej fragment obiecanych i planowanych materiałów. Zależy mi również na skończeniu relacji z wycieczek, gdyż w pamięci szczegóły się zacierają, a to jednak fajna pamiątka.

Dlatego w styczniu spodziewajcie się jedynie 2-3 świeżych tekstów i całej masy odrabianych zaległości :)  Już teraz startuję z czyszczeniem lodówki i folderów.

Prosto z lodówki jeden z ostatnich browarów debiutujących w 2015 roku. HopKins to projekt, który wyłonił się z browaru Brodacz, a warzy kontraktowo w Starym Browarze Kościerzyna.

Transfuzja, HopKins, butelka 0,5l
Barwa czarna, piana beżowa, drobna, niska, ale z trwałym kożuchem.
Jelonek z prawdziwego oscypka <3
W aromacie dużo kakao, nieco gruszki i tyle... Miło, ale ubogo, bardzo ubogo... Po ogrzaniu wychodzi coś przykrego, stęchłego.

W smaku palony słód z wyraźnym popiołem i kakao. Zarówno kakao jak i słód nie są pierwszej jakości, jakby leżały trochę za długo. Najfajniejsza jest tutaj słodka gruszka, co dziwne bo jak rozumiem moczone w whiskey były wióry z drzewa, a nie owoce. Czuć jednak owoc i to bardzo fajnie. Jest również lekko kwaskowata wiśnia. Nutka whiskey, ale nie whisky, obecna, acz delikatna. Goryczka niska, całość słodko-kwasna, minimalnie cierpka zapewne od płatków/wiórów. 

Skupiłem się na mankamentach, ale nie jest źle. Pije się dobrze, czemu sprzyja niskie wysycenie.

Ocena ogólna: 7.75/12
(Wygląd: 0.75/0.75; Zapach: 1.5/2.5; Smak: 5/8; Cena/Jakość: 0.5/0.75)

Kupionym i zapomnianym piwem był jednochmiel z serii Dziedzictwo, w której Perun przedstawia polskie odmiany chmielu. Brawo za pomysł i odwagę w jego realizacji. Pierwszym chmielem była Marynka, pita i chwalona prze zemnie w wersji lanej, ale w butelce podobno było gorzej.

Dziedzictwo Iunga, Perun, 13 BLG, 5,5% alk.
W tle 3 petardy z Hoppin Frog
Pale Ale uwarzone w browarze regionalnym Wąsosz. Piwo ma złoto bursztynową barwę i jest lekko zmętnione. Obfita, biała piana oblepia szkło i powoli opada do trwałego kożucha.  

W zapachu przyjemna, delikatna słodowa słodycz, lekkie miodowe ciasteczka i bardzo miła nuta ziołowo-sosnowa, cytrusów i owoców tropikalnych. W ciemno bym typował chmiel rodem z USA.

Smak równie dobry! Słodowa słodka podstawa, łączy się z ciastem miodowym (ewentualnie połączenie ciasteczek i miodu) dając świetny bardzo aksamitny efekt. Warstwa chmielowa robi wrażenie: delikatnie ziołowe, sosnowe, a jednocześnie z nutami owoców tropikalnych i cytrusów! Goryczka ładnie zaakcentowana, w dolnym pułapie średniej intensywności.

Świetne Pale Ale, jedno z lepszych na krajowym podwórku, aż trudno uwierzyć, że te wszystkie nuty dała Iunga! Z drugiej strony już norweskie Nogne O pokazało co ten chmiel potrafi!

Ocena ogólna: 10/12
(Wygląd: 0.75/0.75; Zapach: 2/2.5; 6.5/8; Cena/Jakość: 0.75/0.75)

Teraz coś z folderu:

Anabella, Doctor Brew & Simon Martin, 18 BLG, 8,5% alk., 100 IBU
Musiałem poprosić o pomoc Muldera w wyjaśnieniu i zrozumieniu przyczyn i okoliczności w jakich kupiłem to piwo... Serio jakieś zaćmienie miałem, gdyż nie kupuję krajowych belgian IPA, a na piwa od Dr szczególnie uważam...

Mulder pomocy!

Barwa miedziano-czerwona, opalizująca, piana niska, szybko pozostaje po niej dziurawy kożuch. W zapachu "polska" Belgia, jeżeli wiecie o czym piszę ;) Do tego dużo chmielu, ale w trawiasto łodygowej formie, w tle krajowe, słodkie owoce. W smaku mocno czuć belgijskie drożdże z ich pieprznymi, przyprawowymi nutami, masą fenoli, a nawet nieco stajni, ale nie takiej z geuze, a bardziej takiej wiejskiej chaty z obornikiem (kanaliza?). Do tego słodki karmel za którym nie przepadam, ale tutaj daje radę, gdyż to takie słodkie toffi. Wyraźnie słodowe, z dodatkiem swojskich owoców. Goryczka spora, ale ostra, ziołowo-trawiasta (jest to zupełnie inna trawa niż w piwach z USA) z elementami łodygi. Nie lubię takiej. Jest spore ciało i czuć, że piwo jest mocne z lekkim alkoholem. Pasuje do belgijskich klimatów.

Totalnie nie mój smak, może miłośnikom stylu i browaru podejdzie, ale ja jestem na nie.

Ocena ogólna: 6.5/12
(Wygląd: 0.5/0.75; Zapach: 1.5/2.5; Smak: 4.25/8 Cena/Jakość: 0.25/0.75)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz