wtorek, 7 kwietnia 2015

Czeskie RISy

W powszechnej świadomości Czechy to piwny raj dla miłośników klasyki i lekka peryferia dla rewolucjonistów. Ci drudzy poczynają sobie coraz śmielej i ruszają do ofensywy! Dziś dwa Imperialne Stouty i to takie z przytupem. Beczka po whisky i płatki dębowe zapowiadają solidne starcie! 


Na początek Russian Imperial Stout Barrel Aged (tak, to taka oryginalna nazwa) Bievnovsky Benedict z praskiego browaru świętego Wojciecha. Będę tam gościł w czerwcu i wtedy opowiem o browarze, dziś tylko o piwie. 

Leżakowane w beczce po szkockiej whisky, niestety nie podano po jakiej. 8,5% alkoholu, nie podano ekstraktu.

W barwie smolista czerń, przyozdobiona bardzo ciemną drobną pianą, która niestety błyskawicznie znika. Etykieta nawiązująca do klasztornych naleciałości, no i mała butelka zamykana na krachle, które uwielbiam.

Aromat jest świetny! Potężna dawka torfu, gorzka czekolada, śliwka, rodzynki i powiew wanilii.

Dotarły do mnie plotki odnośnie smaku i niestety faktycznie coś poszło nie tak... Jest spora kwaskowatość, która w zestawieniu z silną nutą ciemnych owoców (wiśnia, śliwka, malina) sprawia wrażenie soku owocowego. Nie przykrywa ona jednak silnych nut torfowych, które kocham i słabszej gorzkiej czekolady, kakao, lekkiej wanilii. Palony słód wspólnie z silną nutą drewna powoduje wyraźne cierpkości i ściąganie na języku. Goryczka niska.

Nie żałuję zakupu, serio! Mimo tej kwaskowatości to nadal świetne piwo, w którym objawia się magia beczki i torfu! Jeżeli kochacie te klimaty to kupujcie, ale jeżeli jesteście uczuleni na kwaśne piwa i ściąganie to odradzam.

Nie jestem w 100% pewny, czy ta kwasność to zakażenie, ale zapewne tak. Piwo degustowałem jednak 9 dni po zabutelkowaniu, a do tego 8.5% alkoholu nie pozwoliło na jakieś silne zakażenie. To co powiem może będzie kontrowersyjne, ale ten RIS jest super! Kwaskowatość owocowa czyni go innym od wielu, a beczka wieńczy dzieło. Polecam i przestrzegam, to piwo tylko dla geeków!

Ocena ogólna:  10.25/12
(Wygląd: 0.5/0.75; Zapach: 2.5/2.5; Smak: 6.75/8; Cena/Jakość: 0.5/0.75)

Drugą gwiazdą wieczoru jest Sarah. Ta sympatyczna roboto-dziewczynka została zmajstrowana przez nawiedzonych wynalazców z browaru Clock. 24% ekstraktu zeszło do 8,5% alkoholu co zapowiada piwo treściwe i gęste (to lubię) do tego, aż 100 IBU, ale to nie głupie bo coś musi łamać słodycz.  Na dokładkę piwo leżakowane z płatkami dębowymi z beczki (najpewniej po winie).

Etykieta ładna, barwa nieprzeniknionej czerni i tylko piana się nie tworzy prawie wcale, co budzi lekki niepokój. Zapach również nie wzbudza entuzjazmu. Dominuje palony słód, a uzupełnia go odrobina czekolady i karmelu. Po ogrzaniu wychodzi jeszcze lekka wanilia, ale ogólnie aromat przywodzi na myśl średniej klasy porter bałtycki. RIS obiecuje nieco więcej.

Na szczęście w  smaku jest już o niebo lepiej! Piwo jest bardzo gęste, czekoladowe, a silna paloność łamie słodycz i wnosi odrobinę kwaskowatości. Ciemne owoce, lekko ściągająca taniniczność beczki i nutka wanilii uzupełniają główny plan.  W tle jest jeszcze gorzka kawa, nieco karmelu oraz odrobina cytrusów i korzeni od chmieli, które dają sporą, acz krótką goryczkę.Jest taka nutka kojarząca się z bourbonem, więc może moja teoria o beczce po winie była błędna. Alkohol minimalnie za mocny, miesiąc dłużej na leżaku i zapewne by się do reszty ułożył, przywodzi na myśl likier.

Nieco lepsze od RISa Doktorów, ale wyraźnie gorszy od Mr. Hard's Rocks z PP. Zdecydowanie warte zakupu i leżakowania. nic nie wskazuje negatywnych zmian, a wręcz przeciwnie, powinno jeszcze zyskiwać.

Ocena ogólna: 9.25/12
(Wygląd: 0.5/0.75; Zapach: 1.5/2.5; Smak: 6.5/8; Cena/Jakość: 0.75/0.75)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz