wtorek, 3 lutego 2015

Leksykon polskich browarów: Bazyliszek część 1

"– Czy to prawda, że bazyliszka można zabić przy pomocy lustra?
– Prawda, pod warunkiem, że trafisz go nim w łeb."

 

 Saga o Wiedźminie


Ja lustra pod ręką nie mam, dlatego zastosuję szklane butelki i nimi będę lać! Z racji sporej ilości rzeczonych gadów lać będzie się dużo, a pisać mało, ale dzięki temu powstanie swoisty przewodnik po piwach warszawiaków. W zasadzie będzie to pierwsza część cyklu przybliżająca browary do tej pory na blogu pomijane, ewentualnie obecne w niewielkim stopniu.


Bazyliszek to warszawski browar kontraktowy powiązany z wielokranem Piw Paw. Warzą swoje piwa w kilku browarach min. w Pivovarii, Trzech Koronach, Tumskim, ale w najbliższym czasie mają w planach uruchomić własny browar rzemieślniczy w oparciu o stary sprzęt ekipy Artezana. Piwowarem jest Arek Kalinowski. Na etykietach zazwyczaj nawiązują do Warszawy, jej miejsc, symboli.

Dla mnie jest to jeden z ciekawszych browarów krajowej sceny z uwagi na oryginalność receptur. Każde ich piwo jest wyjątkowe. Warzone z dodatkiem unikalnych roślin, owoców, czy po prostu z ziemniakami. Jestem wielkim zwolennikiem takich "naturalnych" wynalazków i dla mnie to jest gwarant trwania piwnej rewolucji. Wielbiciele prawa czystości słyszą ich nazwę dostają skrętu kiszek. Wracając do Bazyliszka jest z nim poważny problem i jest to dostępność. Poza Warszawą piwa są nie do kupienia, przynajmniej w południowej Polsce nie spotkałem ich nigdzie! W tej sytuacji browar pozostaje w podziemiu nawet względem podziemia rewolucji, a wielkość wybicia sprzętu Artezana nie gwarantuje wielkiej poprawy po otwarciu własnej warzelni.


Pyza na polskich dróżkach (ziemniaczana PIPA, 6,1% alk. 14,9 blg, 61 IBU, 20% zasypu to ziemniaki Agata, chmiel Sybilla). Oj dziwnie to pachnie, jest diacetyl i sporo dojrzałych owoców. W smaku podobnie aczkolwiek silne są skrobia ziemniaczane, jak woda z pokrojonymi ziemniakami np. na zalewajkę. Do tego owoce, takie dojrzałe polskie z kompotu no i niestety diacetyl. Goryczka o średniej intensywności z ziołowym posmakiem.  Oryginalności odebrać Pyzie nie można, ale diacetyl w tak dziwnym piwie totalnie rozwala smak. +2/6

 
W malinowym chruśniaku (malinowy kwas, 4% alk., 11,9 blg, 15 IBU ) Barwa różowa, mętna ot woda z sokiem z malin domowej roboty. W zapachu nadal bardzo dużo malin, taki świeży domowy sok i lekki, dziki kwas. W smaku podobnie: sok z malin, taki naturalny z wpływem pesteczek, do tego niezbyt intensywna, ale bardzo przyjemna kwaskowatość, dzikość i lekka nuta ziołowa. Goryczka niska, bardzo pijalne, orzeźwiające, acz lekko wodniste. Smaczne, acz nieco soczek, ale na upały będzie idealne. +4/6

WWA (whisky wooden ale, 18 blg, 7,2% alk.,35 IBU, płatki dębowe sherry). Wystarczy, że powąchałem i już wiem, że to moje piwo! Silne nuty torfowe, gorzka prawdziwa czekolada, lekki słód, dopalające się drewno, ale nie popiół. W smaku podobnie. Gorzka rozpływająca się w ustach czekolada miesza się ze wspaniałymi nutami torfowymi, słodem, dopalającym się drewnem. Na finiszu nuta rodzynek, a nawet wanilii, czyli płatki się sprawdziły. Goryczka niska. Słodkawe, kremowe, bardzo pijalne, kojarzy się z fanowskim SJ, ale jest nieco lepsze. Idealnie trafia w mój gust, rewelacyjne piwo! +5/6


Ciąg dalszy nastąpi... 

Z uwagi na brak klasycznych etykiet na butelkach wykorzystałem  grafiki z profilu producenta

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz