niedziela, 25 maja 2014

I Krakowski Festiwal Piwa w Zabierzowie

I Krakowski Festiwal Piwa w Zabierzowie

Obawy i wątpliwości co do tego festiwalu miałem od dawna. Jarmarczna, festynowa oprawa strony, masa informacji, o jakichś totalnie nie związanych z piwem artystach, dmuchańcach (co za słowo;)), zabawach dla dzieci, szaszłykach itd. wyłaniały obraz dni Krowiej Górki, a nie piwnego święta. Na stronie festiwalu o piwie było tyle co kot napłakał, ale od organizatora słyszałem zapewnienia o ok. 40 browarach i kilkunastu premierach. Na tydzień przed rozpoczęciem festiwalu pojawiła się wreszcie informacja o browarach jakie będą dostępne. Niestety informacja ta znalazła się tylko na stronie Facebook, a na www imprezy nic, a nic w tym temacie... Ostatecznie lista browarów liczyła ponad 30 pozycji i prezentowała się całkiem, całkiem jak na nowy festiwal, dlatego w sobotę (24.V) jechałem ze pozytywnym nastawieniem :)

Dojazd
Sama impreza mimo Krakowa w nazwie odbywała się w miejscowości Zabierzów. Powodowało to pewne obawy co do dojazdu i nie były one pozbawione podstaw. O ile dojście ze stacji PKP było proste i dobrze oznaczone to osoby korzystające z komunikacji miejskiej i busów siarczyście przeklinały idąc drogą wzdłuż rzeki przekonani, iż tam będzie wejście. Osób takich było dużo, a brak jakichkolwiek drogowskazów to fatalna organizacyjna wtopa. Rozmawiając ze znajomymi kierowcami słyszałem to samo – "fatalnie, zero oznaczeń", "jeździliśmy 3 razy w kółko" itp.

Lokalizacja
Pomijając problemy z dotarciem na miejsce same „zabierzowskie błonia” (w trakcie pobytu kilkakrotnie padało pytanie „czemu nie krakowskie?”, przecież to lepszy punk itp.) są bardzo ładnie zlokalizowane, otaczające to miejsce lesiste wzgórza, tworzą klimatyczny krajobraz. Teren imprezy jest bardzo duży posiada parking na dwa tysiące aut, ogromne przestrzenie, które można wykorzystać na stoiska z piwem, a nie odpustowy szajs. Jest to ogromny potencjał rozwoju, ale organizatorzy musieli by chcieć stworzyć prawdziwie piwny festiwal. Sporym minusem jest minimalna ilość miejsc zacienionych – chwilami ludzie smażyli się jak na patelni i jedynie w namiocie można było posiedzieć w cieniu.

Informacje ogólne
Wstęp na teren festiwalu był płatny: 3 zł bilet ulgowy, 5 zł normalny, aczkolwiek były pewne ulgi pozwalające wejść bezpłatnie. Niestety przy wejściu miał miejsce pewien zgrzyt – na teren imprezy nie można wnosić wody mineralnej i butelek z napojami! Rozumiem zakaz wnoszenia alkoholu, ale wody!? Ktoś tu upadł na głowę, a jak leżał to jeszcze go kopną kucyk krążący po okolicy! Upał, patelnia, brak możliwości przepłukania szkła, czy ust między degustacjami – ciekawa opcja. Polak i tak wniesie, ale po co te cyrki? Po trzepanku na bramce idziemy dalej, a tam istny festyn – karuzele, słynne dmuchańce, scena, strefa gastronomiczna, drewniany gród u którego bram kupowało się żetony... No właśnie żetony były tutaj
środkiem płatniczym, niestety nie wszędzie - jedzenie, piwa butelkowe, szkło za złotówki, a lane za żetony. Powodowało to spore zamieszanie i utrudniało sensowne dysponowanie budżetem. Wpłynęło również negatywnie na ceny 1 żeton stanowił równowartość 3 zł, co spowodowało, iż te same piwa u jednego wystawcy były droższe niż we Wrocławiu. Ładne szkło festiwalowe kosztowało bodaj 12 zł. 

Stoisk gastronomicznych było sporo, jeżeli człowiek trochę pochodził  to bez trudu mógł trafić na smakołyki w przyzwoitych cenach. Hitem były pyszne langosze sprzedawane przez bardzo sympatyczną Czeszkę. Pod względem żywieniowym festiwal wypadł pozytywnie. 

Piwa i wystawcy
Tutaj zaczynają się problemy wystawców było po prostu mało! Swoje stanowiska miały min. Bednary, Doctor Brew, Reden. Piw z Pracowni Piwa czy Artezana można było spróbować na stoisku Strefy Piwa - niestety 1 kran na Artezan i 2 na PP to ilość poniżej oczekiwań. Nie jest to oczywiście wina Strefy, a organizatora. Niestety wielu z zapowiadanych trunków przez cały dzień pobytu nie udało mi się ujrzeć. Całkowicie niedostępne były min. Thornbridge, Nomad, Haust, a inne sprowadzały się do jednego piwa jak np. Anchor, czy Ohara's.

Nie oznacza to jednak tragedii, dobrego piwa było sporo. Doctor Brew przedstawił dwie nowości, bezpłatnie można było pozyskać etykiety, oraz podkładki. Była okazja zdegustowanie kilku świeżych wypustów jak: Luzy Rajtuzy, Świński Ryjek. Nadrobiłem również braki w degustacji Bednarów.
Dodatkowo w sklepie festiwalowym można było zakupić piwa butelkowe i gadżety z logo KFP. Oferta piw to głównie Skandynawia: Mikkeller, To Ol, BeerHeer, HornBeer i prawdziwy hit cenowy – HaandBryggeriet. Z browaru tego piłem do tej pory tylko jedno piwo z uwagi na wysokie ceny (30-40 zł) tutaj piwa były w graniach 19-24 zł. Nie oznacza to jednak iż wszystko było tanie, o nie! Np. BrewDog Paradox kosztujący normalnie ok 37 zł tam kosztował grubo ponad 40.

Błędy
Na koniec kilka uwag ogólnych. Na festynie panował ogromny hałas! Muzyka, wystąpienia, komentowanie nadziewania szaszłyka, to wszystko zagłuszało rozmowy i było przytłaczające! Jeżeli nie słyszysz osoby siedzącej naprzeciw Ciebie to coś jest nie tak! Podobno organizacyjną wtopą był również konkurs piw domowych na, którym dochodziło do kuriozalnych sytuacji w których jeden sędzia musiał ocenić ponad 40 piw! Sprzedaż żetonów w godzinach porannych, gdy ludzi nie było dużo, prowadzona była przez 4 osoby, po południu, gdy zaczęły schodzić się tłumy zmniejszono obsługę do 2 osób, co spowodowało spore kolejki. Na szczęście, ktoś to w porę naprawił. Myjka – to był fenomen, działkowy kran do mycia szkła to nowość na krajowym rynku :) Akcent bardziej humorystyczny, bo mimo śmieszności spełniał swoje zadanie.

Perspektywy
Mimo sporej ilości słów krytyki festiwal ma potencjał, ale trzeba zmienić kilka kwestii, aby impreza za rok
była dużo lepsza:
  • termin maj, czerwiec to największe nasilenie piwnych imprez, dlaczego wcinać się między wódkę, a zakąskę? FDP, Birofilia, a w międzyczasie jeszcze inne imprezy w kraju i za granicą. Nie lepiej przenieść festiwal na nudnawy sierpień? Powinno to ściągnąć więcej ludzi i ułatwić sprowadzanie browarów, które uzupełnią zapasy piwa i nie będą w rozjazdach.
  • oznakowanie (o tym było już wcześniej)
  • walka z hałasem
  • ograniczenie strefy zabawowo muzycznej i skupienie się na piwie! Więcej browarów, więcej piwa lanego i najważniejsze – więcej reklamy samego piwa! Komercyjna część jest dla mnie zrozumiała i mam świadomość, że potrzebna, ale trzeba reklamować imprezę również wśród piwoszy i przygotować część oferty typowo dla nich.

To tak na szybko. Może wyszło nieco zbyt krytycznie, ale nie jest to krytyka złośliwa, a uwagi warte przemyślenia, gdyż chciałbym aby festiwal odbył się również za rok i był zdecydowanie lepszy. Pierwsze koty za płoty, nie było tragedii, ale mogło być lepiej i wierzę iż za rok lepiej będzie:) Pozdrowienia dla wszystkich znajomych spotkanych na festiwalu, towarzyszy degustacji i do zobaczenia w Żywcu :)

Na koniec mistrzowie kupażowania:



Lista degustacji:
  • Mordyr - IPA
  • Doctor Brew – American Weizen
  • Colomba – Biere Blanche
  • Świński Ryjek – Opolski Łącznik
  • Doctor Brew – Weizen
  • Bednary – Pale Ale
  • Pod Kycmolem – Tmave
  • Bednary – Amber Ale
  • Pod Kycmolem – 11
  • Podgórz – Luzy Rajtuzy
Dodatkowo po otrzymaniu przez Pana B. informacji o zdobyciu mistrzostwa Polski przez pewien klub z którym on sympatyzuje, rozpoczęła się mistrzowska feta piwami butelkowymi:
  • Lucky Bastard – Weizen
  • To Ol – Goliat Bourbon BA – najlepsze piwo tego dnia :)

3 komentarze:

  1. Uwaga-pierdoła "Nie oznacza to jednak tragedii, dobrego piwa było sporo. Doctor Drew przedstawił dwie nowości" Doctor Brew :)

    Miałem być -nie wyszło. Life...Ale i tak dla mnie by było za gorąco...
    javiki

    OdpowiedzUsuń
  2. literówka zaraz zostanie poprawiona - dzięki :)

    Upał faktycznie był spory, kark do tej pory piecze. Dopiero po południu spadł deszcz, który spowodował przyjemne ochłodzenie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Diagnoza zbyt pobłażliwa, to był wiejski festyn a nie festiwal piwa:(

    OdpowiedzUsuń