poniedziałek, 28 kwietnia 2014

T.E.A. Time, Kraków - Poland's First Real Ale Brewpub



W wyniku mojego pobytu w szpitalu blog umiera, ale postaram się uraczyć Was, krótką foto relacją z pobytu w krakowskim T.E.A. Time. 

 
Przy okazji koncertu legendarnego wokalisty Iron Maiden Paul'a DiAnno postanowiłem odwiedzić najnowszy punkt na piwnej trasie Krakowa. Brewpub T.E.A. Time jest dosyć dobrze zlokalizowany (ul. Dietla 1) dla piwnych wędrowców - blisko Wawelu i po drodze do Omerty, czy Strefy, łatwo trafić.  Jest to lokal wyjątkowy, gdyż jako pierwszy w Polsce warzy piwo w angielskim duchu "real ale". Duch jest solidny tym bardziej, iż ojciec jednego z szefów był właścicielem browaru, oraz piwowarem docenionym min. przez CAMRA. Obecnie jest już na emeryturze, ale podobno przekazał synowi część receptur, które są wykorzystywane przy warzeniu piwa w Polsce. Jak zrozumiałem część piw będzie klasykami wg tych receptur, a część własną inicjatywą piwowarów.

Docelowo w lokalu ma być 6 miejscowych piw w stałej ofercie. Wszystkie 6 będzie nalewane z pompy! Dla mnie po prostu genialna sprawa, gdyż kocham to urządzenie i to co robi z piwem! Podczas moich odwiedzin było niestety tylko jedno. Na oficjalne otwarcie przygotowano dwa trunki w warkach testowych (300 litrów, klasyczna będzie miała 600) i oba zeszły praktycznie w 2 dni... 1200 piw w dwa dni? Zanosi się na spory sukces, który niestety doprowadził do tego iż nie spróbowałem golden ale, którego nowa warka nie była jeszcze gotowa. Samo piwo jest podawane "po angielsku" w pintach, a nie litrach w trzech pojemnościach. 1 pinta porteru kosztowała 9 zł, dodatkowo było jeszcze pół pinty i 1/3. O dziwo w ofercie można dostać również butelkowe piwa czeskie (w myśl zasady dla każdego coś miłego, a pils i tak być musi?), cydr, oraz ciężki alkohole. Do przekąszenia mamy ciasto i smacznie pierożki, którymi zostałem poczęstowany.

Sam lokal to dwie sale i bar na paterze, oraz w piwnicy: browar, którego akurat nie dało się zwiedzić, gdyż odbywało się warzenie  i sala kibica! Tak, tak kibica :) Świetna sprawa - możliwość wypicia dobrego piwa do np.  Ligi Mistrzów.  Mecze to właśnie to czego brakuje mi w większości rodzimych wielokranów. Jest to dla mnie niezrozumiałe, gdyż telewizor i ciekawe spotkania na pewno by ściągnęły nowych klientów. Zaraz odezwą się głosy - co Ty mówisz, przyjdą kibole i wyrwą wszystkie krany... Nie dajmy się jednak oszukać, kibol stoi w bramie, lub czai się na dworcu, a nie chodzi do lokalu z piwem za kilkanaście złotych, zresztą nie trzeba pokazywać meczów z krajowego podwórka!



Jak już wspomniałem jedynym wypitym piwem był porter - Black Prince. Tutaj muszę dodać iż jedynym,
ale nie jednym, gdyż skusiłem się na kolejne pinty. W barwie trunek przechodzi z bardzo ciemnego brązu w czerń. Piana pompowa co jest synonimem piany idealnej - gęsta, kremowa, maksymalnie drobna i do samego końca trwała. W aromacie * palony słód, słodka gorzka kawa, nieco owoców. W smaku umiarkowana paloność, słodka kawa, gorzka czekolada, delikatne ciemne owoce w tle. Lekka słodycz jest równoważona przez delikatną kwaskowatość od słodu i goryczkę na dolnym pułapie średniej intensywności. Bardzo pijalne, aksamitne, smaczne i warte swojej ceny zwłaszcza iż pinta, to więcej niż pół litra. 7.75/10 Do piwa przygotowano dwa rodzaje podkładek w wersji jasnej i ciemnej.

* akurat tego dnia odbywało się warzenie, co spowodowało iż cały lokal był przepełniony cudownym zapachem słodu, co jednak utrudniało ocenę

                                                                                      



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz