niedziela, 30 czerwca 2013

Imperial IPA, relikt epoki lodowcowej i Ingrid Bergman

Hello My Name Is Ingrid, Szkocja, Brew Dog, butelka 0,33 – 18,50 zł

Dziś piwo bardzo ciekawe i nietypowe, mianowicie Imperial IPA z dodatkiem szwedzkich malin moroszka, które są reliktem epoki lodowcowej i należą do grupy różanych. Niczym nie przypominają maliny w naszym rozumowaniu, ciekawskim polecam wyszukać zdjęcie w internecie. Samo piwo warzone jest głównie na rynek szwedzki z pomocą tamtejszych piwowarów. Również sama nazwa nawiązuje do słynnej aktorki Ingrid Bergman urodzonej w Sztokholmie, której dedykowane jest piwo. Sama etykieta w barwach szwedzkiej flagi prezentuje się bardzo dobrze i wyróżnia na sklepowych półkach. Użyto chmieli: Citra, Nelson Sauvin, Bramling Cross, 8,2% alkoholu.

Barwa: jasno złota ze sporym zmętnieniem.

Piana: dość niska, o kremowej barwie i mieszanej ziarnistości. Utrzymuje się dziurawy kożuch. 0.25/0.5

Zapach: bardzo przyjemny chmielowy aromat z nutami cytrusowymi (grejpfrut, lekka pomarańcza) . Do tego aromat przywodzący na myśl owoce leśne. 1/1

Smak: solidny podkład słodowy z charakterystyczną dla Imperial IPA słodyczą. Nuty chmielowe o cytrusowym i egzotycznym charakterze mieszają się ze świetnym smakiem wspomnianych malin. Moroszki nigdy nie spotkałem, ale zakładam, że to właśnie jej efekt: jakby połączenie jagody, borówki, zapach lasu odrobina naszej maliny– taki leśny miszmasz. Goryczka na średnim poziomie, bardzo przyjemnie dystansuje słodową słodycz. Daje minimalnie cierpki efekt. 7.5/8

Stosunek ceny do jakości: piwo jest bardzo dobre i bardzo drogie, mimo wszystko warto. 0.5/0.5

Uwagi: alkohol niewyczuwalny, pije się bardzo dobrze i ma ochotę na więcej.

Ocena: 9.25/10

Wyśmienite piwo! Zważywszy na cenę miałem spore opory przed zakupem, ale było warto. Ciekawa otoczka nie jest tylko chwytem marketingowym.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz