piątek, 5 maja 2017

Silesia Beer Fest 2017


Na trzeciej edycji katowickiego festiwalu Silesia Beer Fest gościłem tylko pierwszego dnia, ale impreza pozytywnie zaskoczyła!



O mankamentach edycji drugiej, pierwszej w nowej lokalizacji, już pisałem. Niestety problem komunikacyjny pozostał, a chamstwo kierowcy zrozumie tylko ten kto korzysta z usług KZK GOP. Pozostał również problem szkła bez cechy, co w niektórych przypadkach budziło wątpliwości w kwestii poprawnej ilości cieczy.

Przejdźmy jednak do plusów, ilość wystawców wydała się odpowiednia, a piwa przez nich zaproponowane były bardzo pozytywnym zaskoczeniem! Podobno było ponad 20 premier, a do tego sporo nowych piw na rynku, cydry i miody pitne. Posilałem się u Kani, który rozpalił swój nowy grill. Jedzenie bardzo dobre, ale porcje powinny być większe.

Jak to bywa na festiwalu notatek nie robiłem, ale o kilku piwach wspomnieć muszę. Na specjalną uwagę zasługuje Luna. Rewelacyjny, leżakowany w beczce po winie bordeaux flanders. Do piwa jeszcze kiedyś wrócę, gdyż posiadam buteleczkę tego pysznego nektaru z chorzowskiego Redenu.


Wielkie kolejki ustawiały się do ekipy Deer Bear. Kupiłem od nich Gose ze Śliwką z serii Lets Cook. Było wyborne, ale w smaku to zdecydowanie śliwki mirabelki! W międzyczasie skosztowałem po łyczku jeszcze 2 innych ich piwa i również były super.

Największym zaskoczeniem i szaleństwem festiwalu było jednak piwo Gąska Beerbinka z PiwoWarowni. Ogórkowy kwas będący połączeniem wody z pod kiszonych ogórków, a świeżo zerwanym z krzaka ogórkiem! Brzmi może odstraszająco, ale smakuje wybornie i niewątpliwie to było marzenie następnego dnia rano wielu uczestników zabawy. Dostali mój głos w konkursie na najlepsze piwo festiwalu. O najlepszym, najlepszym tam degustowanym był już wpis, ale to nie ta klasyfikacja.


Co jeszcze? Z krajowych piw muszę wspomnieć dwie solidne pozycje. Pierwszym jest Angels Share  z browaru Komitet. Wędzone torfem Scotch Ale z dodatkiem soli. Drugie to FES od browaru Brewera, który warzy w regionalnym Na Jurze. Tylko nazwa mało oryginalna - Dark. Bardzo solidne pozycje.

Największą gwiazdą festiwalu byli jednak goście z Holandii, którzy do Katowic przyjechali ze swoimi klasycznymi, oraz limitowanymi "craft beer" na zaproszenie lokalu Browariat. Była to oczywiście popularna Sówka, czyli Uiltje. W swojej degustacji skupiłem się na ich limitowanych piwach, których na co dzień nie kupimy.

Był eksperymentalny, owocowy kwasik Beta 5


Był potężny (14%) RIS Mind Your Step z dodatkiem żurawiny, jałowca, ziaren kakaowca i kawy.


Był nawet porter bałtycki o przykrej nazwie Matryoshka Doll


Był na sam koniec, już seryjny dry stout Harlem Rose


Na tym kończę wyliczankę :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz