wtorek, 30 maja 2017

Sztos miesiąca - Angel's Share, Lost Abbey

Przynajmniej raz w miesiącu degustuję coś wybitnego, piwo cieszące się w świadku ogromnym uznaniem, a co za tym idzie jest to trunek wobec, którego oczekiwania są bardzo duże. W maju nie wszystko zakończyło się zgodnie z przewidywaniami...



Angel's Share, czyli "whisky dla aniołów" to część alkoholu, która wyparowuje z beczek do nieba w procesie leżakowania. W tym wypadku do nieba uleciało barley wine leżakowane w beczce po brandy. Trunek jest bardzo mocny - 12,5% alkoholu. Piwo czekało na swoją kolej przeszło dwa lata, dlatego spodziewam się czegoś jeszcze lepszego niż sugeruje TOP 50!

Jak zawsze w przypadku Lost Abbey piwo jest pięknie opakowane. W barwie rubin, piany całkowity brak, co świadczy o zerowym wysyceniu.



W zapachu karmelowo-ciasteczkowa podstawa, oraz dużo słodkich winogron, rodzynek, fig z delikatną wanilią. Słodko i bardzo przyjemnie.

W smaku silna karmelowa podstawa z wyraźnymi ciasteczkami, nutami dębiny i wanilii. Przepełnione ciemnymi owocami, rodzynkami, winogronami, wiśniami, oraz nutami winnymi. W tle delikatne ciasto czekoladowe. Goryczka niska. Alkohol wyraźnie wyczuwalny, co zaskakuje przy tak długim leżakowaniu. Na finiszu lekki grafit co zapewne świadczy o zbyt długim leżakowaniu. Nuty beczki, oraz brandy obecne.

Bardzo dobre piwo, złożone, słodkie, pełne, ale w każdym z tych aspektów nie tak bardzo jak oczekiwałem. Możliwe, że leżało za długo, ale z drugiej strony alkohol mógł być znacznie silniejszy...

Ocena ogólna: 10/12
(Wygląd: 0.5/0.75; Zapach: 2.25/2.5; Smak: 6.75/8; Cena/Jakość: 0.5/0.75)

Nieco większe wrażenie zrobiło na mnie degustowane kilka dni wcześniej scotch ale z The Bruery - Chronology 6: Wee Heavy. Piwo leżakowało w beczce po bourbonie i stanowi blend 4 wersji - jeżeli dobrze zrozumiałem to 6, 12, 18 i 24 miesięcznej.

Nie robiłem notatek, ale coś tam zapamiętałem, chociaż to Wee Heavy było na tyle bogate, że na pewno sporo uleciało z mej dziurawej pamięci. Samo w sobie piwo jest silnie karmelowe, ale w pozytywnym sensie, do tego mleczna czekolada, śliwki, rodzynki, ogólnie silna słodka, słodowa podstawa. Efekt beczki jest jeszcze przyjemniejszy, czyli to co Bourbon daje najlepszego wanilia, kokos, mokre drewno i sam szlachetny alkohol (13,7%). 

Nie było to najlepsze The Bruery jakie piłem, ale z gwiazdą maja wygrywa :) Piwo degustowane w towarzystwie półfinalistów katowickich bitew piwnych Beer Cup, zaraz po ich awansie - powodzenia w kolejnej rundzie!

Sztos miesiąca:
Styczeń - Box Set: Track #10 Bat out of Hall - Lost Abby/Port Brewing
Luty - Apple Brandy Barrel Noir - Prairie Artisan Ales 
Marzec - Cafe BORIS, Hoppin Frog
Kwiecień - S'more Money, S'more Problems, Pipeworks

środa, 24 maja 2017

Kraftowy Rollercoaster po Śląsku III/17

Dziś przejażdżka po lokalnych browarach! Co słychać w śąskich browarach restauracyjnych? Sprawdziłem Piwnicę Gawronów w Bytomiu, oraz gliwickiego Majera. Dodatkowo bonusik z chorzowskiego Redenu!


W Bytomiu w Minibrowarze Piwnica Gawronów wypiłem dwa piwa, trafiłem na happy hours w którym piwo kosztowało jedyne 5 zł.

Na początek Milk Stout - 15 BLG (2 od laktozy), 4,5% alkoholu, dodatkowo płatki owsiane w zasypie.

Piana bardzo drobna, kremowa w barwie i konsystencji. Piwo czarne, z rubinowymi refleksami.

W zapachu ciemne i karmelowe słody, rodzynki, nieco świeżych śliwek. W tle nieco czekolady, kakao, cukierki kukułki.

W smaku słodkie, czyli takie jak lubię, wytrawne milk stouty to lekka kpina. Tutaj mamy sporo karmelu, cukierki kukułki, wyraźnie (w przyjemnej formie) czuć laktozę. Wyraźne nuty świeżych, słodkich śliwek, a słabiej kawa, czekolada, rodzynki. Płatki dały efekt, jest pełne (jak na takie BLG), nieco "śliskie". Goryczka niska, minimalnie chmielowa.

Bardzo dobry, klasyczny milk stout. Brakuje nieco mocniejszej kawy, czekolady, może odrobiny palonego słodu, ale nie ma co marudzić, bo jest dobrze :)

Ocena ogólna: 9/12
(Wygląd: 0.75/0.75; Zapach: 1.75/2.5; Smak: 5.75/8; Cena/Jakość: 0.75/0.75)

Drugim piwem był Brown Porter (13 BLG, 4,7% alkoholu), czyli styl do którego mam pewien dystans, ale nie było źle!

W barwie od miedzi po czerń, piana drobna, redukuje się szybko, ale do solidnego kożucha. Oblepia szkło.

Aromat o bardzo niskiej intensywności, czuć tylko nieco słodu i słodkich, suszonych owoców. Przyjemny, ale wątły zapach.

W smaku silnie zbożowe z nutami kawy Inki, suszonymi owocami (śliwki, morele), a do tego sporo karmelu w przyjemnej formie. W tle posmak dobrego kakao, goryczka niska.

Ocena ogólna: 8.5/12
(Wygląd: 0.75/0.75; Zapach 1.5/2.5; Smak: 5.5/8; Cena/Jakość: 0.75/0.75)

Obecnie w browarze pojawiło się AIPA, które degustowałem, ale nie robiłem notatek.

Drugim odwiedzonym miejscem był gliwicki browar hotelowy Majer. Miejsce bardzo eleganckie, ale drogie, nie nastawione na piwoszy, a na gości hotelowych, dlatego cieszy odwaga przy wyborze nowego piwa, którym jest APA Wędzone.

Pale Ale o miedziano-bursztynowej barwie, piana na dwa palce, ładnie oblepia szkło.


W zapachu owoce (zwłaszcza truskawki) w śmietanie. Tak to diacetyl, ale przyjemny. W głębszych warstwach słód i wędzonka.


W smaku owocowa APA z dominującymi truskawkami i delikatnym, śmietankowym diacetylem, który wraz z ogrzewaniem staje się nieco za mocny. Do tego delikatna wędzonka z szynkowym posmakiem. Goryczka o średniej intensywności, trawiasto-grejpfrutowym posmaku lekko zalega.

Fajne piwo, niby dla mnie za słabo wędzone, ale to browar restauracyjny więc ma to uzasadnienie.

Jako bonus piwo totalnie nie w moim stylu z którego nie robiłem notatek, ale na pewno warte wspomnienia. Dlaczego? Gdyż Marcowe z browaru Reden w Chorzowie to perfekcyjny przykład piwa piwnicznego! Wbrew podpisowi to nie oktoberfest bier, a rasowy, bardzo rzadko spotykany kellerbier.

czwartek, 18 maja 2017

Pijesz? Czytaj! Tradycje Piwowarskie Zagłębia Dąbrowskiego

Pijesz? Czytaj! To nowa seria w której w kilku zdaniach będę przedstawiać książki związane z branżą piwowarską. Jako wielbiciel słowa pisanego i historii twierdzę, że kochając piwną rewolucję i kraft należy znać również historię piwowarstwa w Waszym mieście, regionie, a z czasem i w kraju. Omawiana dziś książka dotyczy właśnie historii piwowarstwa w moim regionie.


O czym będzie omawiany dziś pozycja mówi już jej tytuł "Tradycje piwowarskie Zagłębia Dąbrowskiego" autorstwa Witolda Wieczorka. Autor, z wykształcenia ekonomista, z zamiłowania regionalista zabiera nas w podróż w czasie i przenosi do okresu świetności regionu i browarnictwa, aby poprowadzić do chwili ich upadku. Jest to podróż dwutorowa, z jednej strony poznajemy miejsca, ludzi, piwa, w miarę możliwości ich losy. Nie zawsze udaje się odnaleźć informacje szczegółowe, czasami mamy dużo dziur, niejasne są losy właścicieli i przyczyny upadku, rzadziej historia jest dobrze udokumentowana. Opowieści sięgają XIX wieku, a kończą się na powstaniu Browaru Na Jurze. Na drugim torze mamy nieco wykresów, tabelek, statystyk, suchych danych.



Omówiono browar w Będzinie, Sosnowcu, Sławkowie, Dąbrowie Górniczej, Siewierzu, Zawierciu, Kromołowie, Jaworzniku, oraz dodatkowo "ku pamięci" w Brzozówce i Zarzeczu. Książka zawiera (jeżeli się zachowały) fotografie browarów, artykuły prasowe, mapy, zdjęcia aktualnego stanu budynków, etykiet, reklam, szkieł. Pewnie nie jedna osoba się zdziwi :)

Ogromny nakład pracy twórcy przyniósł piękny rezultat, ale nie została w pełni dokończona, dlatego jeżeli macie jakieś informacje, które pozwolą uzupełnić braki to piszcie do autora bartosz98@o2.pl

Ta książka to pozycja obowiązkowa dla lokalsów, ale również ciekawa lektura dla pasjonatów piwowarstwa i historii. To wspaniały pomnik historii, który pozwoli przetrwać w pamięci przyszłych pokoleń twórcą naszego ulubionego napoju.

Przypisaniu tych słów towarzyszyło mi piwo z odległej Hiszpanii, z browaru Nomada, który z Zagłębiem nie ma totalnie nic wspólnego, ale Imperial Coco Stout brzmiało tak zachęcająco, że nie mogłem sobie odmówić ;) 10,5 % alkoholu, 25 BLG i 50 IBU. Chmielone Magnum i Sorachi Ace. Etykieta nieco sugeruje dodatek aromatów, ale na stronie browaru dotarłem do szczegółowego zasypu i nie wspomniano aromatów, a jedynie kokos. 

Wizualnie jest dobrze: czarne piwo, średnio obfita, beżowa piana. W zapachu dużo palonego słodu, nieco karmelu, czekolady, chmielu, ale mało kokosu. W smaku jest on dużo wyraźniejszy, nieco kojarzy się z mlekiem kokosowym. Do tego sporo palonego słodu, kawy, dużo mlecznej czekolady, nieco karmelu, ciemnych owoców i miodu. Goryczka średnio intensywna, z wyraźnym chmielem w tle. Alkohol minimalnie daje o sobie znać, całość umiarkowanie słodka, ciało adekwatne do ekstraktu. Dobre piwo w dobrej cenie. Ocena: 8.75/12

sobota, 13 maja 2017

Przegląd RISów krajowych 10: Mr Hards Rocks Peated

Dawno, dawno temu w pradawnej Polsce marzyłem o RISach, chociaż kilku… Kilkanaście było by już absolutnym spełnieniem… Chociaż nie… wcale nie było to dawno, bo czym są 3 lata? W Polskim piwowarstwie są jak lat 300… Obecnie ilość piw w tym stylu onieśmiela i trudno jest wszystkie spamiętać, a co dopiero kupić i wypić. Zaczynam nadrabiać!



Dzisiejszego bohatera w klasycznym wydaniu zapewne znacie wszyscy, wszak Mr Hard's Rocks debiutował jeszcze na nieodżałowanej Birofilii. Zasłużony nestor doczekał się jednak potomków i dziś degustacja Mr Hards Rocks Peated czyli torfowy Smoked Imperial Stout oczywiście z Pracowni Piwa. 10% alkoholu, 25 BLG 60 IBU, piwo kilkanaście dni po terminie.

Potężna dawka torfu w mocno ekstremalnej -€“ lizolowej - wersji! Do tego śliwki, rodzynki, mleczna czekolada i odrobina palonego słodu.

W smaku mleczna czekolada w płynie – gęsta, słodka przepełniona nutami torfu, lizolu, palonych kabli! Piękne połączenie, które uzupełniają nuty rodzynek, śliwek, karmelu! Gdzieś za horyzontem odrobina kawy, oraz fig. Goryczka niska.

To piwo ma pełnie i ciało, którego brakło w Soft DK. Tak naprawdę jedynym mankamentem jest za wysokie wysycenie. Warto kupić, warto leżakować -€“ pozycja obowiązkowa dla fanów torfu.

Ocena ogólna: 10.25/12
(Wygląd: 0.5/0.75; Zapach: 2.25/2.5; Smak: 6.75/8; Cena/Jakość: 0.75/0.75)

Piwo gościło już tutaj w wersji Whisky BA, do tego Mr Hards Rocks American Men, oraz podstawa

Jako bonus Soft DK imperial stout (10,4% alkoholu) od Evil Twin. Piwo znane również jako Soft Dookie. RIS leżał u mnie długo, podejrzewam, że jakieś 2 lata.

Piwo oczywiście czarne, ale piany praktycznie brak.

Już w zapachu czuć utlenienie! Potężna dawka rodzynek i śliwek z dodatkiem miodu wypełnia nozdrza! Do tego delikatny aromat pumpernikla, palonego słodu i mlecznej czekolady.

W smaku jest podobnie: dominują rodzynki, śliwki i miód, ale jest również wyraźna paloność z odrobiną grafitu, delikatny pumpernikiel, kawa, orzechy i mleczna czekolada. Goryczka niska, palona. Alkohol świetnie ukryty. Niestety brakuje tutaj ciała, gęstości, chociaż jest sporo słodyczy.

Świetny efekt leżakowania wydaje się tutaj decydujący. Przy braku ciała i sporej paloności, gdyby nie utlenienie, mogło by być różnie, a tak wypiłem bardzo, bardzo dobre piwo.

Ocena ogólna: 9.75/12
(Wygląd: 0.25/0.75; Zapach: 2.25/2.5; Smak: 6.5/8; Cena/Jakość: 0.75/0.75)

Piwa na bardzo podobnym i bardzo wysokim poziomie! Dla mnie Pracownia wygrywa z Evil Twin, ale ma na to wpływ moja miłość do torfu i słodkich RISów!

poniedziałek, 8 maja 2017

Kraftowy Rollercoaster II/17

Zasady tej serii znacie dlatego jedziemy z koksem bez pitu pitu!


Chyba nigdy się nie nauczę, aby nie kupować piw od Doctor Brew... Skusiłem się na Old Ale, bo fajny styl i dodatek migdałów, które bardzo cenię. 20 BLG, 8.5% alkoholu, 55 IBU, migdały w płatkach.

Już wizualnie szału nie ma. Piwo mocno zmętnione, piana niska, szybko redukuje się do dziurawego kożucha.

W zapachu jest jeszcze gorzej. Mokra szmata, zawilgocony, stary słód i przyjemna słodka nuta z odrobiną migdałów.

Ooo smak zaskakuje na plus względem zapachu! Migdały się sprawdziły, mamy tutaj klasycznego migdała, nieco orzechów i lekko waniliowy posmak, co przyjemnie łączy się z ogólną gładkością i słodyczą. Warstwa słodowa słodka, nieco karmelowa, w tle jakiś (szmata? popsuty słód?) nieprzyjemnym posmakiem. Sporo owoców, odrobina nut korzennych. Goryczka na górnym pułapie niskiej. Po ogrzaniu minimalny alkohol, grzejący w przełyk.

Zapach nie najmilszy, ale smak nie jest taki zły, ogólnie piwowarzy domowi mogą kupić, aby sprawdzić efekt migdałów.

Ocena ogólna: 6.75/12
(Wygląd: 0.25/0.75; Zapach: 0.75/2.5; Smak: 5.5/8; Cena/Jakość: 0.25/0.75)

Foto termometrem robione
Zupełnie innym piwem jest Pop Up Mexican Porter z Innych Beczek.  Porter angielski z dodatkiem wędzonych papryczek chipotle, cynamonu i kawy.

W barwie bardzo ciemny brąz przechodzący w czerń, piana minimalnie za szybko znika.

W zapachu dużo czekolady, do tego ciasteczka, cynamon delikatna papryczka. Miło!

W smaku postawę stanowią ciemne słody i szlachetna czekolada, uzupełniają to przyjemne nuty ciasteczek, cynamonu, delikatnie grzejąca papryczka. Goryczka niska. Brakuje nieco ciała, ale zważywszy na parametry ciężko o nie.

Bardzo dobre piwo, taka namiastka kultowego Mexican Cake, wiadomo legenda jest razy 10, ale to piwo zwłaszcza przy tak niskich parametrach jest bardzo dobre!

Ocena ogólna: 9.5/12
(Wygląd: 0.5/0.75; Zapach: 2/2.5; Smak: 6.25/8; Cena/Jakość: 0.75/0.75)

Teraz piwo, które miałem pokochać od pierwszego łyku, jak było z edycjami z konkursu 2014 i 2015, czyli Kormoran warzy Rosanke z piwowarem domowym, który wygrał Warmiński Konkurs Piw Domowych. Edycje są oznaczane  następująco 2016 to data konkursu, a piwo ukazało się w 2017. Dziś najnowsza uwarzona z Mariuszem Sekulskim - pseudonim Warmiński Chłop Bosy. Do piwa trafiło sporo dodatków: samopsza, otręby orkiszowe, pączki sosny, jałowiec, chaber, kurdybanek, krwawnik. 11 BLG, 3.9% alkoholu.
 
Po odkapslowaniu uderza nas intensywny aromat owoców (maliny, truskawki), zioła i lekka nutka sosny. Do tego coś niepokojącego, trudnego do rozpoznania.

Pierwszy, drugi, trzeci łyk i straciłem serce do tego piwa… Nie będzie oceny. Dla jasności wypije je do końca, piłem znacznie grosze premiery w tym roku, ale dla mnie to ogromne rozczarowanie. Edycja I i II były rewelacyjne, ta jest przeciętna.

Miało być więcej pozycji, ale dziś na tym koniec... Idę opracować recepturę Rosanke :) 

piątek, 5 maja 2017

Silesia Beer Fest 2017


Na trzeciej edycji katowickiego festiwalu Silesia Beer Fest gościłem tylko pierwszego dnia, ale impreza pozytywnie zaskoczyła!



O mankamentach edycji drugiej, pierwszej w nowej lokalizacji, już pisałem. Niestety problem komunikacyjny pozostał, a chamstwo kierowcy zrozumie tylko ten kto korzysta z usług KZK GOP. Pozostał również problem szkła bez cechy, co w niektórych przypadkach budziło wątpliwości w kwestii poprawnej ilości cieczy.

Przejdźmy jednak do plusów, ilość wystawców wydała się odpowiednia, a piwa przez nich zaproponowane były bardzo pozytywnym zaskoczeniem! Podobno było ponad 20 premier, a do tego sporo nowych piw na rynku, cydry i miody pitne. Posilałem się u Kani, który rozpalił swój nowy grill. Jedzenie bardzo dobre, ale porcje powinny być większe.

Jak to bywa na festiwalu notatek nie robiłem, ale o kilku piwach wspomnieć muszę. Na specjalną uwagę zasługuje Luna. Rewelacyjny, leżakowany w beczce po winie bordeaux flanders. Do piwa jeszcze kiedyś wrócę, gdyż posiadam buteleczkę tego pysznego nektaru z chorzowskiego Redenu.


Wielkie kolejki ustawiały się do ekipy Deer Bear. Kupiłem od nich Gose ze Śliwką z serii Lets Cook. Było wyborne, ale w smaku to zdecydowanie śliwki mirabelki! W międzyczasie skosztowałem po łyczku jeszcze 2 innych ich piwa i również były super.

Największym zaskoczeniem i szaleństwem festiwalu było jednak piwo Gąska Beerbinka z PiwoWarowni. Ogórkowy kwas będący połączeniem wody z pod kiszonych ogórków, a świeżo zerwanym z krzaka ogórkiem! Brzmi może odstraszająco, ale smakuje wybornie i niewątpliwie to było marzenie następnego dnia rano wielu uczestników zabawy. Dostali mój głos w konkursie na najlepsze piwo festiwalu. O najlepszym, najlepszym tam degustowanym był już wpis, ale to nie ta klasyfikacja.


Co jeszcze? Z krajowych piw muszę wspomnieć dwie solidne pozycje. Pierwszym jest Angels Share  z browaru Komitet. Wędzone torfem Scotch Ale z dodatkiem soli. Drugie to FES od browaru Brewera, który warzy w regionalnym Na Jurze. Tylko nazwa mało oryginalna - Dark. Bardzo solidne pozycje.

Największą gwiazdą festiwalu byli jednak goście z Holandii, którzy do Katowic przyjechali ze swoimi klasycznymi, oraz limitowanymi "craft beer" na zaproszenie lokalu Browariat. Była to oczywiście popularna Sówka, czyli Uiltje. W swojej degustacji skupiłem się na ich limitowanych piwach, których na co dzień nie kupimy.

Był eksperymentalny, owocowy kwasik Beta 5


Był potężny (14%) RIS Mind Your Step z dodatkiem żurawiny, jałowca, ziaren kakaowca i kawy.


Był nawet porter bałtycki o przykrej nazwie Matryoshka Doll


Był na sam koniec, już seryjny dry stout Harlem Rose


Na tym kończę wyliczankę :)

poniedziałek, 1 maja 2017

Derby i Braggoty!

Od bardzo dawna do El Classico nie podchodziłem z takim dystansem i obojętnością. Niestety fatalna forma i tegoroczne wyniki FCB nie dają najmniejszych podstaw do optymizmu, a jedynym pozytywnym akcentem jest stwierdzenie, że Derby to Derby. Mało. Dużo więcej optymizmu wzbudzają we mnie dwa piwa, które przygotowałem na dwie połowy dzisiejszego starcia. Będzie to pojedynek braggotów! Mimo szumnych zapowiedzi nie doczekaliśmy się tego napitku od ostro pikującego AleBrowaru, ale wyzwanie podjęła Piwoteka i Perun.


Czym w zasadzie jest braggot? To napój historyczny będący czymś pomiędzy miodem pitnym, a piwem. Innymi słowy jest to połączenie przy warzeniu miodu i słodu, gdzie miód powinien przeważać. Oczywiście nie wiemy jak ten trunek smakował, dlatego można założyć jedynie, że był mocny, gładki, długo leżakowany, acz nie tak długo jak miody. Zasyp słodowy zapewne był zmienny w zależności od regionu, gdzieś czytałem również o dodawaniu ziół co wydaje się logiczne. Obecnie w nowej fali piwowarstwa browary starają się łączyć miód z konkretnymi stylami i tak jest w przypadku omawianych dziś piw. Mamy barley wine i RISa, przy czym z uwagi na krajowe prawo w trunkach tych przewagę ma słód, a nie miód.



Na początek Perun i jego Braggot BarleyWine. 25 BLG, 12,4% alkoholu, miód gryczany i znacznie mniej wielokwiatowego.

Etykieta ani ziębi, ani grzeje. Barwa miedziano-rubinowa, nieco zamglona. Piana niska, zostaje tylko cienki pierścień.

W zapachu absolutnie dominuje miód gryczany lekko podbity przez alkohol.

W smaku również zdecydowana dominacja gryki, ale mamy też nieco miodu wielokwiatowego, słodowo-karmelowe wsparcie, oraz lekkie owoce, zwłaszcza wiśnie z delikatnym waniliowym finiszem. Gdzieś w tle pojawia się nawet delikatna kawa zbożowa. Goryczka średnio intensywna, ziołowa. Alkohol wyraźny, nieco przeszkadza, nie tyle swoją siłą, co formą. Piwo jest słodkie, ale nie przesadnie, jest pełne, gładkie, ale nie wyklejające.

Silnie miodowe, silnie gryczane, bardzo przyjemne, ale nie wybitne. Gdy alkohol się lepiej ułoży, a piwo delikatnie utleni może być spory postęp smakowy.

Ocena ogólna: 8.5/12
(Wygląd: 0.5/0.75; Zapach: 1.75/2.5; Smak: 5.75/8; Cena/Jakość: 0.5/0.75)

W pierwszej połowie działo się sporo, do żywych wrócił wreszcie Messi, który gra najlepsze zawody w tym sezonie. Na chwilę obecną starczyło to na wyrównującego gola i mamy 1:1. Barcelona miała kilka okazji, sędzia jak to w LaLiga daje się we znaki. Druga połowa rozpoczęła się nieciekawie i to Real ma przewagę…


GOOOOLLLL Ivan Rakitic przepięknym strzałem sprzed pola karnego pokonuje Navasa i mamy 1:2!!!!

Otwieram 1423 czyli Braggot z Piwoteki w wersji FES czy może RIS, czyli zasyp – podstawa takiego piwa, a do tego 700 kg miodu wielokwiatowego. 26 BLG i 11% alkoholu.

Niestety nie jest to mój smak. Piwo jest bardzo silnie palone, cierpkie, goryczkowe w nieprzyjemny, łodygowy sposób. Jest jakaś czekolada, jakieś owoce, miodowa gładkość, ale nie bardzo smak. Ta chamska łodyga wszystko tłumi, a język drętwieje. Męczące, ciężko dopić.

Sergio Ramos wylatuje z boiska za brutalny faul, a co najmniej dwóch jego kolegów ma zakusy na podobne opuszczenie boiska! Do tego Pique nie wykorzystuje 100% okazji. Oczywiście niewykorzystane sytuacje się mszą i kolejny raz jest tego potwierdzenie… 2:2 86 minuta meczu… Sędzia dolicza jedynie 2 minuty.

Jedyna nadzieja dla tego piwa to długie leżakowanie. W obecnej formie jestem na NIE.

Ocena ogólna: 6.25/12
(Wygląd: 0.75/0.75; Zapach: 1.25/2.5; Smak: 4.25/8; Cena/Jakość: 0/0.75)

Piwa nie dopiłem, ale w ostatniej minucie GOOOOOOOOOOOOOOOOL! MESSI!!!!!! który zagrał najlepszy mecz w ty sezonie zapewnia 3 punkty!!!!! Wniosek? Barcelona nawet w wielkim kryzysie potrafi wznieść się na wyżyny, zwłaszcza, gdy totalnie nic tego nie zapowiada... To były Wielkie Derby! O ile pierwsze starcie w tym sezonie rozczarowało, to ten mecz porwał i zachwycił! Oczywiście nie zmienia to faktu, że to Real nadal pozostaje murowanym faworytem do wygrania ligi.