wtorek, 31 stycznia 2017

Kalendarz Adwentowy 23: Xocoveza, Stone Berlin

Xocoveza otwarła Kalendarz Adwentowy 2016 i ona go zakończy! Po piwie z Stone USA czas na wersję z nowo otwartego oddziału w Berlinie. Czy klon dorówna wspaniałemu pierwowzorowi?


Imperial Milk Stout, 8,1% alkoholu, laktoza, oraz dodatki: kakao (nie określili ziarno czy proszek), kawa, pieprz, cynamon, wanilia, chilli, gałka muszkatołowa.
 
Piwo czarne, pod światło przebłyski. Piana niska, średnio trwała.

Delikatna paloność, silne zboża, odrobina orzechów, coś w stronę mokrej szmaty… Z dodatków tylko bardzo przyjemny cynamon.

W smaku również zdecydowanie dominują zboża i słody, dochodzi jednak szlachetna gorzka czekolada, pieprz, kawa, fajne, acz delikatne połączenie laktozy z wanilią i ponownie świetny cynamon. Goryczka niska. Na finiszu papryczki delikatnie palą w przełyku.

O ile zapach jest cieniem tego z oryginału, to smak wypada znacznie lepiej - jest tylko o klasę gorszy.

Ocena ogólna: 8.5/12
(Wygląd: 0.5/0.75; Zapach: 1.5/2.5; Smak: 6/8; Cena/Jakość: 0.5/0.75)

Berlin! Wiele nauki przed Wami!

niedziela, 29 stycznia 2017

BUBA Extreme!


Była Buba, później Buba Fest, a teraz ta najbardziej pożądana Buba Extreme!

Co kryje ta rozpalająca internety i podniebienia piwosz butelka? To opisywana już Buba Fest, która została poddana procesowi wymrażania. Zabieg ten ma na celu pozbycie się z piwa części wody co powoduje zwiększenie gęstości piwa, podnosi jego esencjonalność i alkohol. Dodatkowo piwo zostało rozlane do trzech różnych beczek po: koniaku, calvadosie i Jacku Danielsie. Innymi słowy jest to lodowy quadrupel barrel aged! Podobno, każdego z piw było 500 butelek, które są numerowane.

Spróbować udało mi się jedynie dwóch z trzech piw. Ominął mnie Jack Daniels, podobno najlepszy, ale i najrzadziej spotykany. Wspomniałem, że skład się nie zmienił, a zwiększony został jedynie alkohol do 16%.

W czasie degustacji zasadniczo nie czyniłem notatek dlatego nie będzie to klasyczny wpis - recenzja, a jedynie kilka uwag.


Pierwsze zaskoczenie to piana, lich bo licha, ale jednak jest. Co za tym idzie zaskakuje również wysycenie, które nie jest tak niskie, jak można by wnioskować z procesu produkcji.

Druga kwestia to beczki. Piłem kilkanaście piw leżakowanych w beczkach po koniaku i tutaj z beczki udało się wyciągnąć wszystko co najlepsze. Jest kokos, wanilia, koniak i specyficzna nuta dla tych beczek, wynikająca bodaj z gatunku dębiny. Dużo trudniej ocenić beczkę po kalwadosie, która jest rzadkością, a ja go nawet nie piłem. Mnie jej wpływ kojarzy się z winem w stylu Malaga, ale kolega z którym degustowałem potwierdza, że to Calvados. Znacznie słabsze są w tej wersji nuty kokosu i wanilii.

Po trzecie wreszcie samo piwo. Wymrażanie dało oczekiwany efekt. Z Buby Fest  została esencja, która wyniosła znane nam smaki na wyższy poziom, nadała im szlachetności i intensywności co czuć zwłaszcza w wersji leżakowanej w koniaku, która jest znacznie bogatsza, wielopoziomowa. Edycja Calvados jest silniej karmelowa, bardziej jednowymiarowa. Jedynie kardamonu brak.

Kwestię ceny pomijam, gdyż rynek to zweryfikował...

Wnioski? Mamy do czynienia z piwami jak na krajowe warunki wybitnymi. Koniak jest lepszy i bogatszy w smaku, ale kalwados za to ciekawszy w sensie coś nowego, innego. Na pewno obok Prunum to najlepsze krajowe piwa 2016 roku. Nieco inaczej wygląda sytuacji z punktu widzenia światowego. Jeżeli piliście nieco piw z najwyższej półki ciężkich i leżakowanych w beczka piw to nie padniecie z zachwytu. Piwo z wybitnego staje się zwyczajnie bardzo dobry i jest to powód do dumy SzałuPiw i kierunek dla pozostałych browarów.

czwartek, 19 stycznia 2017

Kalendarz Adwentowy 22: Gordon Xmas + Too Young To Be Herod

Czas wreszcie skończyć edycję 2016 Kalendarza Adwentowego! W przedostatnim odcinku kolejne piwo z Belgii i nieco zmodyfikowana wersja Heroda z dodatkiem tonki!


Gordon Xmas to piwo świąteczne raczej tylko z etykiety, gdyż jest klasyfikowane jako  Scotch Ale i podobno pierwotnie było warzone właśnie w Szkocji, ale po upadku tamtejszego browaru receptura przeszła w ręce browaru John Martin, warzącym w belgijskim Palm. Gordon to nazwisko szkockiego klanu i niejaki hołd dla niego. Z danych tylko alkohol - 8,8%.

Wizualnie wszystko super: ładna etykieta, oryginalny kapsel, obfita, znacząca szkło piana, miedziano-rubinowa barwa piwa.

W aromacie ogromna porcja słodu i karmelu, okraszona nutą "belgijskich" przypraw od drożdży. W tle nieco suszonych owoców.

W smaku bardzo dużo słodu, karmelu i odrobina ciemnego pieczywa. Do tego rodzynki, suszone owoce, cukier kandyzowany, nuty przypraw od drożdży. Piwo o sporej pełni i słodyczy, którą kontruje jak na styl wysoka goryczka.

Do bólu klasyczne, nieco nudne, ale na tle innych belgijskich świąteczniaków wypada całkiem nieźle. Najfajniejsze są rodzynki. Nasuwa się porównanie do Fest Buby, która by ten pojedynek wygrała!

Ocena ogólna: 8.75/12
(Wygląd: 0.75/0.75; Zapach: 1.75/2.5; Smak: 5.75/8; Cena/Jakość: 0.5/0.75)

Sam nie wiem, czy to piwny bonus, czy kolejne okienko w KA:

Tegoroczny Too Young To Be Herod z browaru Artezan, różni się od edycji wcześniejszych, dlatego wersja 2016 zostanie przedstawiona we wpisie. Do klasycznych dodatków skórki pomarańczy i ziaren kakaowca dodano ziarna tonki.

Etykieta nieco zmieniona, fajnie skomponowana. Piwo czarne, piana bardzo szybko znika.

W zapachu absolutnie dominuje czekolada, w tle nieco zboża, paloności, tonko-wanilii. Po ogrzaniu wychodzi pomarańcza.

Gorzka czekolada, praliny, zboża, palony słód, delikatny słonecznik, gorzka kawa. Pomarańcze bardzo fajne, bardziej świeże niż skórka, w tle ciemne owoce. No i ta tonka - ni to wanilia, ni to migdały, a nawet kokos. To moje drugie piwo z tym dodatkiem i ponownie tonka daje radę! Goryczka niska, minimalnie ziołowa. Piwo jest pełne, słodkie i bardzo dobre!

Świetne piwo! Ciężko ocenić czy lepsze od wcześniejszych wersji, bo wymagania rosną, ale jest to chyba najlepszy krajowy FES i TOP 10 premier w 2016 roku. 

Ocena ogólna: 10/12
(Wygląd: 0.5/0.75; Zapach: 2/2.5; Smak: 6.75/8; Cena/Jakość: 0.75/0.75)

poniedziałek, 16 stycznia 2017

Tropsztyn: zamek, piwo i skarb Inków



Mało jest w Polsce tak urokliwie położonych zamków jak Tropszty we wsi Wytrzyszczka. Obiekt kupiony i odbudowany przez prywatną firmę, która udostępnia go dla zwiedzających jedynie w okresie wakacji. Wstęp jest płatny, jeżeli dobrze pamiętam kosztuje 7 zł.


Największym atutem zamku są wspaniałe widoki!  Dunajec i góry, tworzą wspaniały krajobraz w który zamek wpisuje się idealnie i tylko lądowisko dla helikopterów zakłóca harmonię.




















W sumie to nie tylko to, gdyż wnętrza są w dużym stopniu niewykończone, a to co powstało dla zamkowych konserwatystów jest zdecydowanie za nowoczesne. To jednak tylko drobne mankamenty.





Warto nadmienić, że zamek ma ciekawą historię. Był między innymi twierdzą broniącą szlaków handlowych i zbójeckim gniazdem, jednak wyobraźnię najbardziej porusza skarb Inków. Sama opowieść związana jest z zamkiem w Niedzicy, jednak inkaskie kipu wyciągnięte ze skrytki 1946 roku przez potomków polskiego szlachcica i inkaskiej księżniczki podobno wskazują na Tropsztyn. W samym otwarciu skrytki towarzyszyła potomkowi milicja, straż graniczna i miejscowy sołtys co zdaje się potwierdzać historię. Poszukiwania skarbu zakończyła tragiczna śmierć w wypadku samochodowym odkrywcy Andrzeja Benesza

Skąd Inkowie w Polsce? Opowieść jest długa, a główny bohater podobno przebywał wśród kozaków, walczył w Indiach przeciw Anglikom, pływał po morzach, by wreszcie dotrzeć do Peru, gdzie ożenił się z Inkaską szlachcianką i walczył w powstaniu przeciw hiszpańskim okupantom. Powstanie upadło, a skarb i niedobitki jego uczestników jakoby trafiły do Niedzicy. Ile w tej historii jest prawdy, a ile legendy ciężko ocenić.

Temat ten porusza również w powieści przygodowej "Krew Inków" Mariusz Wollny.

Historia historią, a nie było jeszcze piwa ;) W tych pięknych okolicznościach towarszyszło mi piwo bardzo dobre, chyba najlepsze w dorobku browary ReCraft - Bourbon Bock. Nie jest to jednak koźlak zwykły, a wędzony, podwójny, weizenbock, leżakowany z płatkami dębowymi z beczki po bourbonie!


Zdjęć z wnętrz nie mam, gdyż nie warto było ich robić, a ten z podziemi z uwagi na oświetlenie wyszły bardzo źle.












Polecam zamek, polecam piwo!

piątek, 13 stycznia 2017

Wszyscy mają Bube...

Szaleństwo w około Buby lodowej skłoniło mnie do sprawdzenia jak smakuje podstawa tego, podobno wybitnego trunku. Warto przypomnieć, że Extrim to trzecia wersja tego quadrupla. O pierwszej już pisałem. Na drugim biegunie tego wpisu Grand Chempion 2017, czyli truskawkowa pszenica.


Fest Buba z browaru Szał Piw pojawiła się w sklepach jakiś rok temu i czekała spokojnie na swoją kolej prawie rok. Czemu się doczekała napisałem we wstępie, dlatego teraz konkrety. Quadrupel 25 BLG, 11% alkoholu, warzone z dodatkiem cukru i kolendry.

Rubinowo-herbaciana barwa i niska, szybko redukująca się do pierścienia piana.

Aromat bardzo silnie słodowo-karmelowy z dodatkiem ciemnych i suszonych owoców, winogron, rodzynek z odrobiną czekolady.

W smaku jeszcze więcej słodu! W formie klasycznej, karmelowej, oraz ciemnego pieczywa. Do tego bardzo dużo suszonych owoców, ciemnych owoców (zwłaszcza śliwek), oraz rodzynki, dojrzałe winogrona. W tle nieco mlecznej czekolady, miodu. O dziwo wyczuwalna, acz nie nachalnie jest również kolendra. Goryczka na górnym pułapie średniej intensywności. Alkohol obecny, acz nie przeszkadza. Całość słodka gęsta, wyklejająca.

Kurde! To piwo ma potencjał i uwierzyłem, że w wersji lodowej może być prawdziwą petardą... Tylko cena jest ciężka do przebrnięcia :/ Muszę to przemyśleć...

Ocena ogólna: 9.5/12
(Wygląd: 0.5/0.75; Zapach: 2/2.5; Smak: 6.25/8; Cena/Jakość: 0.75/0.75)

Drugim zaległym piwem jest Grand Champion 2016, ale tutaj zaległość jest niewielka, gdyż piwo miało premierę 6go grudnia. Zwycięzcą Konkursu Piw Domowych został Piotr Machowicz ze swoim Fruit Wheat, czyli piwem pszenicznym z dodatkiem truskawek. Do produkcji piwa w Brackim, czy też Zamkowym Cieszyńskim browarze użyto truskawek liofilizowanych, piwo ma 12,5 BLG i 5,5% alkoholu.

Etykieta jak wszystkie z Cieszyna, co jest minusem - Grand Chempion powinien się wyróżniać! Do tego kapsel masówka, a nie dedykowany. Piwo złote, piana obfita. 

W aromacie bardzo dużo słodu i nieco truskawek liofilizowanych. Każdy kto je jadł odróżni bez problemu od świeżych, ale pomijając to są smaczne. Do tego mam wrażenie lekkiego diacetylu.

Fajna słodowo-truskawkwowa baza, o delikatnej słodyczy i orzeźwiającej (chociaż przy -15 to raczej zbędne) kwaskowatości. W około tej bazy jednak nic nie powstało. Goryczka niska. Pszenica tylko w warstwie słodowej, czyli bez bananów czy goździków od drożdży.

Nie jest to piwo, które zachwyca, nie jest to Grand Chempion, którego będziemy wspominać po latach. Jest to dobre piwo do meczu, czy wakacyjnego posiedzenie w lesie, ale z uwagi na wysoką cenę nie nadaje się do tego.

Ocena ogólna: 8/12
(Wygląd: 0.5/0.75; Zapach: 1.75/2.5; Smak: 5.5/8; Cena/Jakość: 0.25/0.75)

niedziela, 8 stycznia 2017

Speedway Stout w Wietnamie

Pamiętacie wyprawę na Hawaje w towarzystwie Speedway Stout?  Dziś z tym legendarnym RISem udamy się do Wietnamu!

 
Speedway Stout Vietnamese Coffee od AleSmith to oczywiście Russian Imperial Stout z dodatkiem wietnamskiej kawy i laktozy. Alkohol jak zazwyczaj w tej serii to 12%.
 
Barwa czarna, piana obfita, oblepia szkło i jest trwała.

W zapachu zielona i palona kawa, delikatne zioła i tytoń, a do tego czekolada, lekkie ciemne owoce.

Likier! Likier czekoladowo-kawowy, czekolada deserowa i gorzka, kawa palona i zielona, a do tego nieco ziół, tytoniu, bardzo delikatny karmel, silniejsze ciemne owoce (wiśnie, śliwki). Po ogrzaniu gdzieś tam się przewija marcepan, na horyzoncie laktozowa kremowość. Słodowa warstwa umiarkowanie palona. Słodkie, likierowe, z alkoholem świetnie ukrytym, leciutko grzejącym w przełyk. Goryczka na dolnym pułapie średniej.

Piwo z najwyższej półki i nie ma o  czym dyskutować. Kokos był nieco lepszy. Do ścisłego TOPu nie wchodzi, ale zdecydowanie polecam. 
 
Ocena ogólna: 10.25/12
(Wygląd: 0.75/0.75; Zapach: 2/2.5; Smak: 7/8; Cena/Jakość: 0.5/0.75)

Czas na krótką wizytę w Belgii, a konkretnie w Baarle-Hertog, gdzie w 2007 roku holenderskie małżeństwo otworzyło browar De Dochter van De Korenaar.

To moje pierwsze spotkanie z ich produktami, a konkretnie z piwem Charbon. Jest to smoked vanilla stout (7% alkoholu).

Barwa czarna, piana beżowa, drobna, średnio obfita, utrzymuje się kożuch. Pewnie byłby komplet, ale na wspomnienie piany Speeda muszę zachować umiar ;)

W aromacie na pierwszym planie karmel, a w zasadzie jakiś deser karmelowy w stronę krówek, wanilia, nieco czekolady deserowej, delikatna wiśnia i powiew słodu, wędzonego gdzieś daleko oscypka. Obiecująco i deserowo…

Intensywna wanilia podbudowana tym razem karmelem-karmelem, nieco sztuczna czekolada, wiśnie. Słód, palony, może przypalony, ale mało wędzony, chociaż pewna drzewność w stronę popiołu jest. Goryczka średnio intensywna, palona. Po ogrzaniu pumpernikiel, ciemne pieczywo, lekkie rodzynki.

Fajne piwo, ale spodziewałem się czegoś o klasę wyżej. „Smoked” jest nieco mylące, gdyż czuć znacznie bardziej popiół z ogniska niż wędzonkę, a to zapewne efekt palonego, a nie wędzonego słodu. Wanilia wyrazista i fajna, czekolada nieco sztuczna.

Ocena ogólna: 8.25/12
(Wygląd: 0.5/0.75; Zapach: 1.75/2.5; Smak: 5.5/8; Cena/Jakość: 0.5/0.75)

wtorek, 3 stycznia 2017

2017 - hit na start!

Życząc Wam pomyślności, wspaniałych piw i zdrowia w nowym roku, zapraszając na degustację wielkiego hitu z USA o skromnej nazwie Track #10!


Box Set: Track #10 Bat out of Hall ze słynnego kalifornijskiego Lost Abby/Port Brewing to specjalna wersja Serpents Stout z dodatkiem ziaren kakaowca i kawy, która następnie trafiła do beczki po amerykańskim bourbonie! Track dedykowany Meat Loaf. Klasyczna wersja ma 11% alkoholu, a #10 to już 13.5% co potwierdza to o czym mówię od dawna - alkohol pozostały w drewnie podnosi %, czego część browarów nie uwzględnia!
 
RIS oczywiście intensywnie czarny, tylko piana nieco niedomaga, ale niskie wysycenie to tłumaczy.
 
Wspaniały aromat kokosu, wanilii, szlachetnej czekolady,do tego palony słód, delikatny bourbon, wanilia i kawa. Jedyny minus za intensywność, która powinna być nieco wyższa.
 
Smak ma jednak ogrom intensywności! Czekolada, ziarna kakaowca, budyń czekoladowy! Trochę takie mousse w płynie:) Kawa również wyraźna, acz nie tak intensywna, dała bardzo dobry efekt,€“ bez kwaskowatości. Leżakowanie w beczce przyniosło rezultaty wspaniałe: kokos, miesza się z dębiną, bourbon nadaje szlachetności, a wanilia świetnie uzupełnia tło. Palony słód ma odpowiednią intensywność względem całości, która jest delikatnie słodka i bardzo aksamitna. Nietypowe, ale fajne ciasteczka. Gdzieś w tle pałętają się ciemne owoce, figi, ale to taki horyzont smaku. Alkohol delikatnie wyczuwalny, przyjemnie grzeje w przełyku, tak nieco papryczkowo. Goryczka niska, palona.

Wspaniałe piwo, doskonały początek roku, życzyłbym sobie i Wam jak najwięcej piw na tym poziomie i jeszcze wyższym, chociaż to jest już blisko najwyższego pułapu!

Ocena ogólna: 10.75/12

(Wygląd: 0.5/0.75; Zapach: 2.25/2.5; Smak: 7.25/8; Cena/Jakość: 0.75/0.75)

Niech ocena Was nie zmyli -€“ jest znacznie lepsze od SS! Po prostu w międzyczasie piłem dużo rewelacyjnych piw i punktacja się zaostrza, a i skala ocen się zmieniła!