poniedziałek, 28 listopada 2016

Kalendarz Adwentowy 2016:Coure Winter Ale, Art Cervesers



27 listopada przypada pierwszy dzień adwentu, a co za tym idzie jesteśmy o krok od mojej ulubionej piwnej serii! Jak co roku zapraszam na 24 piwa świąteczne w 24 dni! Degustację zacznę klasycznie pierwszego, ale już dziś przedstawiam pierwsze piwo świąteczne, które niejako łączy się z serią o  Barcelonie, gdyż właśnie tam miałem okazję zdegustować trzy piwa zimowe! Pierwsza degustacja w porcie stolicy Katalonii!



Coure Winter Ale z browaru ART Cervesers 

Ciężko jednoznacznie powiedzieć co to za piwo. Informacji jest mało i są sprzeczne. Wnioski mam następujące: jest to zimowa wersja piwa Coure, które sklasyfikowano jako English Strong Ale.  8,3% alkoholu, 53 IBU, klarowane mchem irlandzkim. W składzie gałka muszkatołowa, ale również woskownica europejska, podobno aromatyczna roślina stosowana w piwowarstwie w średniowieczu, w Polsce obecnie pod ścisłą ochroną. Gdzieś już na nią trafiłem, ale nie pamiętam gdzie...

Trunek ma barwę pomarańczowo-miedzianą, jest lekko zmętniony, opalizujący. Piana niska, ale gęsta i trwała.


W zapachu świetne ciasteczka owsiane z czekoladą, takie świeżo zdjęte z blachy, mocno przypieczone. Lekko słodowe, karmelowe, delikatna skórka pomarańczy.

W smaku ostrzejsze niż sugeruje zapach. Pierwsze skojarzenie to liść laurowy, ale rozum podpowiada, że to wspomniana wyżej woskowica. Silnie słodowe, delikatnie karmelowe. Ciasteczka owsiane, czekolada-kakao znacznie słabsze, niż obiecywał zapach, delikatna skórka pomarańczy, w tle leciutka figa. Goryczka średnio intensywna, ziołowa. Pełne, nisko wysycone, leciutko cierpkie, słodkie w belgijski sposób, kojarzący się z cukrem kandyzowanym.

Ocena ogólna: 8.75/12
(Wygląd: 0.75/0.75; Zapach: 2/2.5; Smak: 5.5/8; Cena/Jakość: 0.5/0.75)

Dobre piwo, nieco drożdżowe, ale to moja wina, gdyż w drodze do portu zostało wzburzone. Czy świąteczne? Jednoznacznie nie odpowiem... Z jednej strony ma w sobie wyjątkowość, inność, ale to nie święta w polskim wydaniu, co oczywiście nie jest wadą, a zaletą, gdyż o odkrywanie nowych smaków w tym wszystkim chodzi :)



piątek, 25 listopada 2016

Barcelona - The Glowler

O odwiedzinach w kolejnym lokalu zdecydował przypadek. Podczas jednego z licznych spacerów, do których Barcelona nadaje się perfekcyjnie, natrafiłem na szyld The Glowler przyozdobiony informacją o piwie rzemieślniczym. O tym miejscu nie znalazłem informacji przed wyjazdem, gdyż jak dowiedziałem się na miejscu, działa od niedawna i jeszcze nie zaistniało w rankingach typu ratebeer.


Lokal to 10 kranów z czego 9 przeznaczone na piwa lokalne, a do tego ogromny wybór katalońskich i hiszpańskich piw butelkowych! Ich wybór jest ogromny! Samych RISów było, aż 6! Gdybym miał możliwość na pewno zostawiłbym tam kilka euro, ale bez bagażu lukowego nie mogłem zabrać butelek do samolotu. Skończyło się na jednym z 3 najlepszych risów w Hiszpanii, oraz dwóch piwach świątecznych. Piwa w przystępnych cenach oscylujących w okolicy 3 euro za butelkę.

Dodatkowo zdegustowałem dwa piwa lane, przy czym notatki poczyniłem bardzo skromne.

Nicotto - Barcelona Beer Company (6% alk., 35 IBU)

Zasadniczo to jedyne niekonwencjonalne, wykonane przez miejscowych piwo jakie piłem w trakcie pobytu w BCN. Chmielone Sorachi Ace z dodatkiem japońskiej zielonej herbaty, jaśminu i skórki mandarynki. Smakowało po prostu dziwnie, bardzo nietypowo. Poszczególne składniki w połączeniu stworzyły coś nowego, nietypowego, ale sam nie wiem czy smacznego...


 
 
Liska - Lo Vilot (6% alk., 60 IBU)

Barman poinformował mnie, że ta IPA jest na katalońskich chmielach, ale jak wyczytałem już w domu faktycznie są one uprawiane lokalnie w Katalonii, ale mimo wszystko to odmiany amerykańskie Chinook i Cascade.

W zapachu dzieje się mało, za to w smaku ogromna porcja owoców, głównie egzotycznych, nieco słodu z odrobiną karmelu. Pojawia się skojarzenie z żelkami-misiami, ale nie Haribo. Lekko zalegająca ziołowa goryczka.


Miejsce zdecydowanie warte odwiedzenia, bo w końcu w Barcelonie najlepiej pić lokalne piwa :)

środa, 23 listopada 2016

Przegląd porterów krajowych: 652 m n.p.m. Edycja 2016

Podgórz powraca ze swoim porterem bałtyckim 652 m n.p.m.. Edycja 2016 ma zwiększony ekstrakt do 22 BLG przy niezmienionym alkoholu 8%. Piwo leżakowało podobnie jak pierwsza wersja 12 miesięcy. Zeszłoroczna edycja została opisana TUTAJ

Barwa czarna, piana niska, błyskawicznie znika.

W aromacie silne nuty zbożowe, kawa, palony słód, czekolada, delikatne ciemne owoce.

W smaku czuć złożoność i efekty długiego leżakowania. Piwo jest bardzo gładkie, kojarzy się z rozpuszczającej się na podniebieniu kostką mlecznej czekolady. Ciemne słody wniosły sporo paloności, nuty zbożowe, a nawet delikatny popiół ocierający się o drzewo. Do tego: rodzynki z nutką rumu, śliwki, wiśnie, a nawet lekkie herbatniki, ciasteczka i wanilia, co trzeba uznać, za efekt leżakowania. Goryczka niska, minimalnie ziołowa. Jest sporo słodyczy, ale również lekka kwaskowatość od palonego słodu.

Piwo jest drogie (0.5l za 18zł), ale leżakowanie to w dużej mierze uzasadnia, a smak jej broni. Największym plusem jest harmonia, gładkość, kompozycja tego piwa, którą dopieścił czas.

Ocena ogólna: 9.75/12
(Wygląd: 0.5/0.75; Zapach: 2/2.5; Smak: 6.75/8; Cena/Jakość: 0.5/0.75)




Jako bonus pierwszy raz na blogu browar Okrętowy z piwem Langskip. Ich interpretacja sahti, a może gotlandsdrick to 18.5 BLG, 7.3% alkoholu. Warto zwrócić uwagę na słód wędzony brzozą, jałowiec i drożdże Kveik.

Piwo jest mętne, miedziane, piana znika nieco za szybko.

W aromacie najpierw delikatna, ale bardzo przyjemna nuta wędzona, ocierająca się o makrelę, a następnie potężna dawka słodkich owoców i nieco słodowego karmelu.

Super smak! Bardzo specyficzny! Marmolada, rodzynki, owoce świeże, oraz suszone ocierają się o nuty rumowe! Bardzo fajna, acz delikatna drzewna wędzonka w stronę szynki, ryby. Słodka słodowa podstawa z elementami karmelu. Jałowiec bardzo delikatny, obecny w finiszu. Goryczka niska. Całość słodka, minimalnie kojarzy się z kompotem z suszu. Zdecydowanie warto kupić, ale nie wszystkim posmakuje ;)

Ocena ogólna: 9.5/12
(Wygląd: 0.5/0.75; Zapach: 2/2.5; Smak: 6.25; Cena/Jakość: 0.75/0.75)

sobota, 19 listopada 2016

Autografy, La Masia, FC Barcelona...


Dzisiejszy tekst dedykowany jest sympatykom FC Barcelony i to też nie wszystkim, ale tym bardziej „wkręconym”. Będzie o tym czy warto pojechać „za miasto”, aby zobaczyć słynne La Masia i zdobyć autograf pod Ciutat Esportiva Joan Gamper.






Najsłynniejsza szkółka piłkarska świata i ośrodek treningowy min. pierwszego zespołu FC Barcelony znajduje się „za miastem” w miejscowości Sant Joan Despi. Podróż z symbolicznego centrum to 40-60 minut w zależności od miejsca startu. Należy wyszukać odpowiednią linię metra, a następnie dojechać do stacji, która łączy się z linią tramwajową T3. Wysiadamy na ostatnim przystanku i po 3 minutach spaceru jesteśmy na miejscu.





Sam kompleks jest ogromny i oczywiście zamknięty dla zwiedzających. Kilkanaście boisk, La Masia, ośrodek piłkarzy ręcznych. Wszystko można oglądać jedynie z zewnątrz, przy czym w kilku miejscach siatki ochronne są pozrywane i można zobaczyć co i jak.



Jak zdobyć autograf piłkarzy FC Barcelony? Dziś już wiem, że najlepiej przyjechać przed treningiem, o czym będąc w mieście nie wiedziałem… Czemu przed? Gdyż praktycznie wszyscy zawodnicy wjeżdżają przez główną bramę, a oczekujących na autograf jest dużo mniej niż po. Trening zazwyczaj zaczyna się o 11, a pierwsi zawodniczy wyjeżdżają powiedzmy ok 100 minut po starcie. Ostatni po kilku godzinach (zajęcia indywidualne, wywiady, konferencje, zabiegi itp.). Kolejny problem po treningu to CZTERY bramy, którymi zawodnicy wyjeżdżają. Największa liczba graczy nadal opuszcza obiekt bramą główną, ale czeka tam najwięcej osób, co zniechęca zawodników do zatrzymania. Mniej graczy wyjeżdża bramami bocznymi, ale czeka tam również dużo mnie fanów. Brama północna jest najlepiej ukryta, ale to tam udało się zrobić powyższe zdjęcie. Zadowolone były również osoby spod bramy zachodniej. Nie słyszałem o sukcesach na wschodniej, ale to nie znaczy, że ich nie było.

Co robić w czasie treningu? Ciekawą opcją jest spacer do miasteczka, gdzie można dużo taniej niż w Barcelonie zjeść tapas, śniadanie czy po prostu się poszwendać. Jest sympatycznie i znaczniej mniej turystycznie, niż w BCN. Dla leniwych przy bramie głównej ośrodka jest sporo ławeczek i Aldi.

Czy warto? Wszystko zależy od waszych priorytetów. Jeżeli jedziecie do Barcelony ze względu na FCB to zdecydowanie tak, jeżeli nastawiacie się na zwiedzanie miasta to niestety musicie zakładać, że taka wyprawa to strata połowy dnia. Zaryzykuję twierdzenie, że z zawartymi tutaj informacjami Wasze szanse na sukces takiej wyprawy znacznie wzrosną, a „zdobyłem” tylko jedno zdjęcie i dwa autografy, ale następny raz już będę widział co i jak.

Pisząc ten tekst  obejrzałem bardzo słaby mecz Barcelony z Malagą (0:0) i zdegustowałem Groninger z Bzem z browaru Roch. Ogromne przegazowanie sugeruje dofermentowanie piwa z butelce. W smaku absolutnie dominuje czarny bez, przez co trudno nawet tu pisać o piwie jak o witbierze.
 

środa, 16 listopada 2016

Przegląd RISów krajowych 6: WRCLW Rye RIS, Stu Mostów

Miała być Barcelona, ale pogoda taka paskudna, że postanowiłem obejrzeć mecz i wypić coś rozgrzewającego. Padło na kolejnego RISa...

WRCLW Rye RIS to żytni Russian Imperial Stout z wrocławskiego browaru Stu Mostów. Dziś degustowałem wersję klasyczną, ale mam jeszcze dwie inne edycje tego piwa. Podstawa to 23 BLG 10,2% alkoholu i 62 IBU, piwo należy spożyć przed 9 grudnia i tak czynię ;)

W barwie czerń, acz nie smolista, piana niska, szybko pozostaje tylko pierścień.

W zapachu dominuje zboże idące w stronę kawy Inki. Jest sporo czekolady, powidła śliwkowe, nieco miodu w stronę gryczanego. Ładnie i słodko to pachnie.

Na początku fala słodyczy: czekolada, ciemne owoce (zwłaszcza śliwki), miód (ni to gryczany, ni to wrzosowy), słodkie dojrzałe winogrona (jeszcze nie rodzynki), nutki zbożowe. W kontrze potężna dawka palonego słodu od którego pochodzi lekka kwaskowatość, uzupełnia to mocno, gorzka kawa.  Bardzo przyjemna pełnie, niewątpliwie  wzmocniona przez "żytni kisiel".

Piłem już kiedyś to piwo i było przeciętne, przez rok zyskało ogromnie, a potężna paloność zyskała atrakcyjną kontrę. Nie pamiętam ceny, ale drogie nie było, przy czym do ceny należy doliczyć nieco cierpliwości ;)

Ocena ogólna: 9.5/12
(Wygląd: 0.5/0.75; Zapach: 2/2.5; Smak: 6.5/8; Cena/Jakość: 0.5/0.75)

Jako bonusik piwo na które polowałem od dłuższego czasu i dopiero w zeszłym tygodniu odniosłem sukces.

Piwo z Grodziska Edycja Piwobranie 2016,  Browar w Grodzisku Wielkopolskim


Edycja 2015 była bardzo smaczna, ale przeszła do historii. W 2016 piwo zostało potraktowane ponownie chmielem Citra, oraz dodatkowo zieloną herbatą Sencha Earl Grey. 7.7 BLG i 3,1% alkoholu.

Bardzo obfita piana o niezintegrowanej strukturze sugeruje prze-gazowanie. Barwa słomkowa, minimalnie zmętniona.

Zapach jest zwyczajny. Wyraźnie słodowy, lekko wędzony z muśnięcie bergamotki, zielonej herbaty i cytrusów. Pachnie przyjemnie, acz bez fajerwerków i intensywności.

Prawdziwa eksplozja jest dopiero w smaku! Cytrusy, bergamotka, zielona herbata, nieco miodu, delikatna słodowość i minimalnie za słaba wędzonka, za to orzeźwienie jest przepotężne, acz piwo słodkawe. Goryczka niska.

Pyszne! Gdyby tylko było lato...

Ocena ogólna: 9.75/12
(Wygląd: 0.5/0.75; Zapach: 1.75/2.5; Smak: 6.75/8; Cena/Jakość: 0.75/0.75)

Dziwnie wyszło - grodzisz lepszy od RISa, ale oba piwa są godne pochwały - oceny mówią wszystko :)

poniedziałek, 14 listopada 2016

Przegląd RISów krajowych 5: Mr Hards Rock American Man

Wybory w USA za nami, ale jeszcze chwile pozostanę w klimacie USA, gdyż Pracownia Piwa zaserwowała nam nową wersję swojego RISa, który właśnie do ameryki nas zabiera!







Mr Hards Rock American Man (25 BLG i 10,5% alkoholu)


Wizualnie bez niespodzianek: czarna barwa i niska beżowa piana, która nieco za szybko redukuje się do kożucha.

W zapachu świetna czekolada, ciemne owoce, rodzynki, cytrusy, miód, igły. Całość zwiastuje słodycz, ale wyraziste są również palone słody.

Smak to potężna dawka czekolady mlecznej, deserowe, gorzkiej, wraz z ciemnymi owocami, rodzynkami, lekkim karmelem i delikatnym miodem. To była słodka strona, a teraz kontra: wysoka paloność z nutami popiołu i gorzkiej kawy wzmocnione sporą goryczką z iglastym i żywicznym posmakiem. Chmiel wniósł również sporo cytrusów. Po ogrzaniu wzrasta miodowość, a wraz z nią słodycz i odczucie pełni. W kontrze rośnie również popiół.

American Russian Imperial Stout to styl tego piwa! Czemu to podkreślam? Gdyż zazwyczaj mamy wrażenie, że pijemy po prostu Imperial Black IPA, a tutaj jest RIS na amerykańskich chmielach, o przyjemnej podstawie i słodyczy za co brawo! Oleistość i kilka blg więcej by nie zaszkodziły, ale już teraz piwo jest bardzo dobre i warte degustacji!

Ocena ogólna: 10.25/12
(Wygląd: 0.5/0.75; Zapach: 2.25/2.5; Smak: 6.75/8; Cena/Jakość: 0.75/0.75)

W następnych wpisach wracamy do Barcelony :)

czwartek, 10 listopada 2016

Wybory w USA z Founders!

Takich emocji związanych z wyborami poza granicami Polski jeszcze nie przeżywałem, ale ich waga dla całego globu jest ogromna! W oczekiwaniu na wyniki postanowiłem zdegustować kolejną porcję piw, oczywiście z amerykańskiego browaru Founders!


W oczekiwaniu na decydujące wieści z Florydy degustuję Dirty Bastard - scotch ale o mocy 8,5% alkoholu.

Barwa brązowo rubinowa, piana niska, trwały kozuch.

Zapachem piwo czaruje! Ciasteczka owsiane, krem waniliowy, powidła śliwkowe, cukierki krówki, a nie ordynarny karmel, słody. Wspaniały intensywny, słodki aromat!

W smaku ciasteczka owsiane również na pierwszym planie, wraz z nieco słabsza nutą kremu waniliowego. Warstwa słodowa jest wyraźnie karmelowa, tostowa. Nieco wędzone, ale to chyba fenole, a nie słody. Do tego fajne śliwki/powidła śliwkowe, delikatne rodzynki, suszone owoce. Zaskakująco wysoka, nieco zalegająca, ziołowa goryczka, która jak na takie piwo jest za wysoka.  Znalazłem informację o 50 IBU, ale na moje kubki jest tego więcej.

Bardzo dobre piwo, w przystępnej cenie (ok 3-3,5 euro)! W Polsce pewnie nie spotkanie, ale w europie bywa dostępne, dlatego możecie brać w ciemno :)

Ocena ogólna: 10/12
(Wygląd: 0.5/0.75; Zapach: 2.5/2.5; Smak: 6.25/8; Cena/Jakość: 0.75/0.75)

Nadal nic nie wiadomo, ale walka jest zacięta i wbrew sondażom wszystko jest możliwe!

Nie tracą nadziei otwieram specjalną wersję tego piwa, leżakowaną w beczce po bourbonie, czyli Backwoods Bastard 2015 Bourbon BA. Ten bourbon budzi nieco wątpliwości, gdyż na etykiecie jest napisane o szkockim single malt, ale może coś pomyliłem ;) 11,6% alkoholu.

Wizualnie piwo nieco jaśniejsze, bardziej rubinowe.

Nie wiem co napisać w kwestii zapachu! Był rewelacyjny, a teraz został wzmocniony o kokos z bourbon z beczki, więc jaki jest teraz?!

Podobnie w kwestii smaku, piwo ma wszystkie cechy wersji zwykłej plus świetne nutki kokosu, szlachetnego bourbonu, minimalnie ściągającej dębiny. Goryczka zdaje się niższa i nie zalega. Lekko rozgrzewa w przełyku.

Rewelacyjne piwo, które jest w 100% warte zakupu! Kosztuje bodaj 1 euro więcej niż wersja zwykła, a w smaku znacznie lepsza! Wanilia, kokos, ciasteczka i bourbon to perfekcyjne połączenie smaków i zapachu!

Ocena ogólna: 10.75/12
(Wygląd: 0.5/0.75; Zapach: 2.5/2.5; Smak: 7/8; Cena/Jakość: 0.75/0.75)

Wyniki są obiecujące, nawet bardzo, więc czas iść spać!

O piwach z tego browaru przeczytacie również tutaj i tutaj!

niedziela, 6 listopada 2016

Barcelona - La Bona Pinta (Omnipollo - Anagram)

Kolejnym punktem odwiedzonym, a jednocześnie wartym odwiedzenia w Barcelonie jest nieduża knajpka La Bona Pinta, gdzie zdegustowałem serniczek z jagodami i lokalne APA!


Ta nieduża knajpka z siedmioma kranami ma specyficzny, swojski urok, coś jak osiedlowy bar z kraftem. Na uwagę zasługuje również spory wybór ciekawych butelek (w tym Doctor Brew) w przystępnych jak na Barcelonę cenach.

Gwiazdą kranów niewątpliwie był RIS ze szwedzkich browarów Omnipollo i Dugges, wywołujący spore poruszenie w naszym kraju Anagram. Piwo przedstawiane jest jako Blueberry Cheesecake Stout, czyli sernik z jagodami. Piwo bardzo mocne bo 12% i jak przystało na Omnipollo zostało potraktowane aromatami spożywczymi, czego nie pochwalam i traktuję jako pójście na skróty, a nie o to w krafcie chodzi.

Piwo wygląda bardzo zacnie - opalizujący rubin i czerń, przyozdobione drobną brunatną pianą.

W zapachu budyń czekoladowy, sernik, wanilia, biszkopty, oraz nieco słabsze jagody. Aromat jest mało piwny, ale pachnie jak zachwycający deser!

W smaku jagody są już pierwszoplanowe, a reszta? Po prostu sernik na spodzie z biszkoptów z wanilią i jagodami! Do tego solidna porcja czekolady i umiarkowana paloność. Goryczka niska. Słodkie, acz niepozbawione akcentów kwaskowatych i palonych. Alkohol całkowicie ukryty, piwo gładkie, ułożone, po prostu deser w płynie!

Najlepsze piwo z Omnipollo jakie piłem i tutaj pojawiają się wątpliwości... Piwo na aromatach spożywczych... Mnie taka wizja kraftu nie przekonuje, ale jeżeli popatrzymy na ten trunek jak na deser w płynie, a nie piwo i wtedy będziemy zadowoleni, nawet bardzo!


 
Zdegustowałem jeszcze APA z barcelońskiego browaru FORT. Przyjemne słodowe American Pale Ale, które niczym nie zachwyciło, a z uwagi na toczone dyskusje notatek nie czyniłem.

Miałem jeszcze ochotę sprawdzić coś z butelki, ale czas nie pozwolił. Miejsce bardzo przyjemne i warte odwiedzenie.





piątek, 4 listopada 2016

Stout Day - Mexican Cake - Westbrook

O tym, że dziś będzie piwo kultowe i legendarne nikogo przekonywać nie muszę, ale po degustacji dodaję niepowtarzalne, wspaniałe, nietuzinkowe, przepełnione bogactwem smaku, świetnie skomponowane, dodatki w świetnych proporcjach! Szperam w pamięci, ale wszystko wskazuje na to, że to najlepsze degustowane piwo w 2016 roku!


Westbrook to browar, którego przedstawiać miłośnikom amerykańskiego piwowarstwa nie trzeba. Podobnie Mexican Cake, ale dla formalności: uwarzony pierwszy raz w 2011 na pierwsze urodziny browaru RIS z dodatkiem kokosu, wanilii, cynamonu i papryczek habanero. 10,5% alkoholu.
  
Aromat po prostu zwala z nóg! Niesamowicie intensywne ziarna kakaowca pachną nieziemsko i idealnie łączą się się ciasteczkami! Już to połączenie daje rewelacyjny efekt, a uzupełnia go wanilia, kawa z mlekiem, figi, ciemne owoce, krem kokosowy z Rafaello. Pojawia się również subtelny cynamon, a w tle bardzo delikatne papryczki. Ten aromat to czyste mistrzostwo!

Wspaniała jest już podstawa tego piwa -€“ ciasteczka owsiane, ciasteczka czekoladowe! OK są nuty ciemnych słodów, lekka paloność, ale podstawa to ciasteczka! Ziarna kakaowca są świetne, ale nie tak mocne jak w zapachu - ziarna, budyń czekoladowy, mleczna czekolada! Cynamon, świetna wanilia, migdały, kokos-krem z Rafaello, kawa z mlekiem, rodzynki, figi, ciemne owoce. Czas na papryczki! Są wyczuwalne w smaku, wyraziste, acz nie przytłaczające, stanowią część mozaiki, a nie jej podstawę. W przełyku „dają ostro popalić”, to pikantny, palący, ale nie przesadzony finisz! Alkohol niewyczuwalny, wysycenie i goryczka bardzo niskie.
  
Aromat jest zupełnie inny niż smak, ale nie jest to różnica negatywna! Po prostu doznania są różne, ale w obu przypadkach wyjątkowe i wspaniałe! Najlepsze degustowane piwo w tym roku! TOP 3 najlepszych RISów i TOP 5 najlepszych piw jakie piłem! Maestria smaku! Gdy próbowałem go pierwszy raz było bardzo dobre, to co piję teraz to inny świat! Czemu nie 8 na 8? Minimalnie brakuje oleistości.
 
Ocena ogólna: 11.25/12

(Wygląd: 0.5/0.75*; Zapach: 2.5/2.5; Smak: 7.5/8; Cena/Jakość: 0.75/0.75)

W całym tym podnieceniu zapomniałem o wyglądzie ;) Etykieta oczywiście piękna, barwa czarna, a piana? Średnio obfita, brunatna, tylko odrobinę za szybko znika.

czwartek, 3 listopada 2016

Przegląd porterów krajowych 24: Porter 180, Staropolski

Browar Staropolski nie należy do świata kraftu, dlatego ich Porter 180 niejednego zaskoczył. Parametry są obiecujące, gdyż zdecydowano się na wyższy ekstrakt 22 BLG, co zaowocowało alkoholem 9,7%.

Etykieta jest hmmm w sumie niezła, chociaż trzeba sporej elastyczności aby ją docenić. Niestety głupota definicji w której pomylono porter bałtycki z angielskim woła o pomstę do nieba! Piwo jest rubinowo-mahoniowe, przyozdobione średnio obfitą, beżową pianą.

W zapachu palony słód, zboża, mleczna czekolada, ciemne owoce, zwłaszcza wiśnie.

Smak również na plus! Śliwki, wiśnie w likierze, czekolada deserowa, mleczna, do tego palony słód z odrobiną popiołu i nieco nut zbożowych, karmelowych. Piwo jest słodkie, acz nieco cierpkie od palonych słodów z niską goryczką. Całość słodka, nieco alkoholowa. Po ogrzaniu uwydatnia się kawa, ale również alkohol

Dobry porter, zdecydowanie nie top 3, ale na plus. Piwo na pewno zyska na leżakowaniu, gdyż czuć w nim świeżość i potencjał. Butelka kosztowała 7-8 zł.

Ocena ogólna: 8/12
(Wygląd: 0.25/0.75; Zapach: 1.75/2.5; Smak: 5.5/8; Cena/Jakość: 0.5/0.75)

Jako bonus piwo z browaru, który nie kojarzy się z nową falą piwowarstwa, ale w swojej nowej serii "warzy śmiało".

Sosnowe APA, (Warzy Śmiało) Miłosław

Pale Ale z dodatkiem pędów sosny, 12 BLG, 4,8% alkoholu i 37 IBU.

Ładna złoto-pomarańczowa barwa, piwo bliskie klarowności. Piana obfita, różnoziarnista, utrzymuje się gruby kożuch. Etykieta nie zachwyca.

W zapachu bardzo wyraźne i przyjemne nuty sosnowe, nieco nutek chmielowych, a do tego słód, karmel i lekki miód.

W smaku również czuć sosnowe nuty, wyraźne, acz nie przytłaczające. Fajny miód i leciutkie cytrusy z mango. Strona słodowa wyraźna z karmelem. Goryczka leciutko ziołowa, przyjemna, średnio intensywna.

Bardzo fajne pale ale, o dobrej dostępności i cenie poniżej 5 zł.

Ocena ogólna: 8.5/12
(Wygląd: 0.5/0.75; Zapach: 2/2.5; Smak: 5.25/8; Cena/Jakość: 0.75/0.75)