środa, 26 października 2016

BrewDog, Mikkeller Barcelona / Trunki z innej półki (gin, wino)

Każdy kto planuje wycieczkę do Barcelony z piwem w tle trafi na informacje o dwóch firmowych barach słynnych zagranicznych browarów. Od nich też zacznę, aby w kolejnych wpisach przejść do tego co ciekawsze, czyli piwowarstwa katalońskiego i hiszpańskiego. Pozytywem jest to, że oba te lokale, oraz trzeci o którym będzie osobny wpis znajdują się w odstępie kilku minut spacerem. Niestety problemy z baterią utrudniły wykonanie dobrych zdjęć.


Z lokalem BrewDoga rozprawię się szybko - nuda na kranach, nuda w butelkach, ogólnie nie wypiłem tam ani jednego piwa. Nie było niczego co by mogło zaskoczyć odbiorcę z Polski. Z zagranicznych piw Nogne, sporo Belgii, bodaj Brewski, czyli wszystko co mamy na co dzień.

Dużo ciekawiej zaprezentował się lokal Mikkeller BCN, gdzie oprócz klasycznego zestawu piw domowych i gościnnych w ofercie znalazły się wina i destylaty sygnowane logo Mikkellera.




Osobną kwestią jest wybór piw butelkowych. Większość oferty to klasyka dostępna w Polsce. Do tego dochodzi kilka pereł, które wzbudzają zachwyt, ale również niedowierzanie po zapoznaniu się z cennikiem. Legendarny Dark Lord w trzech wersjach doprowadził serce do palpitacji, ale cena skutecznie mnie zniechęciła, gdyż żądana kwota była kosmiczna.

Do gustu bardzo przypadło mi logo lokalu - charakterystyczna szynka, przerobiona na ramię sięgające po piwo. Sam lokal jest w miarę elegancki i wystrój jest ok, ale pomimo tego brakuje klimatu pubu.

Jak już wspomniałem największą atrakcją były trunki niedostępne w Polsce (kosmicznie drogich butelek nie wliczam), dlatego poza dwoma piwami zdecydowałem się na degustację ginu i wina.

Beer Geek Riesling - Mikkeller/Meierer - wino, 11% alkoholu

Nie znam się na winie i po pierwsze mogę stwierdzić, że to jest białe ;)

W zapachu jest nieco przytłaczające, czymś w stylu drożdży w piwie, za to część owocowa jest bardzo przyjemna.

W smaku winogrona, rodzynki, a nawet nieco gruszek. Całkiem niezłe, półsłodkie, orzeźwiające. To  a'la drożdżowe coś, też jest obecne, ale znacznie mniej intensywne niż w aromacie. Smaczne, ale wino to nie moja bajka.

Botanical Gin (with Simcoe hops) - Mikkeller Spirits (destylarnia Braunstein), 44% alkoholu

                                   

Lubię jałowiec, a co za tym idzie również gin. Ten pachnie bardzo ładnie, wyraźnie jałowcowo, a co z chmielem? Jest coś żywicznego, iglastego, ale czy to odbryzg jałowca, czy chmiel nie potrafię określić.

W smaku również dominuje jałowiec, ale bardzo wyraźna jest również pomarańcza, igły choinki, ogólnie las i pomarańcze. Jest wyraźnie alkoholowy, ale w takim przypadku to oczywiste, zwłaszcza, że alkohol przyjemnie pali w przełyku i jest szlachetny. Niestety serwowany jest ciepły.

Booty Call - WarPigs

WarPigs to browar przy oficjalnym pubie/resteuracji Mekkellera i Three Floyds w Kopenchadze. Sesyjne IPA, 5,8% alkoholu o ładnej, złoto-słonecznej barwie. Piana nieco za szybko zmienia się w kożuch.

W zapachu  cytrusy, owoce tropikalne, iglaki, nieco misi żelek - nie pamiętam nazwy, ale nie Haribo. Przyjemnie słodki, delikatnie słodowy.

W smaku podobnie, lekka słodkawa, słodowa podstawa z odrobiną biszkoptów. Jest to jednak jedynie nośnik dla cytrusów, owoców egzotycznych (zwłaszcza marakui), oraz odrobiny igieł. Goryczka średnio intensywna, nieco przyprawowa.

Ocena ogólna: 9/12 (Wygląd: 0.5/0.75; Zapach: 2/2.5; Smak: 6/8; Cena/Jakość: 0.5/0.75)

Drugie z degustowanych piw wypadło znacznie gorzej, chociaż zapowiadało się ciekawiej.

Beer Geek Limfjordsporter to owoc współpracy browarów Thisted i Mikkeller

Piwo podobno jest porterem bałtyckim, ale mam co do tego pewne wątpliwości. 7,7% alkoholu. W barwie bardzo ciemny brąz przechodzący w czerń, piana beżowa, średnio pęcherzykowa, trwała.

W zapachu dominuje lukrecja, na tyle silna, że mnie nieco przeszkadza, ale ja jej po prostu nie lubię. Do tego nieco ciemnych słodów i bardzo silnie dojrzałych owoców.

Smak to lukrecja, lukrecja, lukrecja i bardzo mocno palony słód, oraz gorzka kawa. Dla mnie jest to nieco przytłaczające. Na plus ciemne owoce w czekoladzie. Goryczka palona, średnio intensywna.

Nie lubię lukrecji co może zaniżać ocenę, ale dla mnie piwo mocno rozczarowuje. Dzieje się tu niewiele, a porterem bałtyckim to piwo zdecydowanie nie jest.


Ocena ogólna: 7.5/12 (Wygląd: 0.75/0.75; Zapach: 1.5/2/5; Smak: 5/8; Cena/Jakość: 0.25/0.75)

Tyle. Było miło, ale nic mnie nie powaliło, nie zachwyciło, ani nie skłoniło do ponownej wizyty, zwłaszcza przy ograniczonym czasie. Odwiedzić jednak warto, zawsze można trafić na ciekawsze pozycje.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz