niedziela, 10 lipca 2016

Kacper Ryx i renesansowy Kraków

Ostatnio tylko piłka i piłka, dlatego czas na książki! Dawno nie było kącika literackiego, więc dziś w kilku słowach o piwie i serii historycznych powieści kryminalnych o krakowskim inwestygator J.K.M., który świadczył swe usługi czterem polskim władcą. 


Mariusz Wollny, autor poniższych serii zabiera nas w pierwszej kolejności do Krakowa-stolicy, pełnego bogactwa, przepychu, majestatu, wielkich postaci znanych nam z historii i polskiego, a jednocześnie do miasta pełnego biedy, przemocy, zorganizowanej przestępczości, korupcji, tumultów studenckich i religijnych zgrzytów. Do miasta fascynującego, pięknego i jakże znajomego. Jak pisze sam twórca ok 90% tego o czym przeczytacie to historia, co czyni książki jeszcze bardziej ekscytującymi i klimatycznymi. Naszym przewodnikiem po przeszłości jest Kacper Ryx jak dziś byśmy go nazwali - agent specjalny JKM, a jednocześnie prywatny detektyw. Naszymi kompanami do dzbana i szabli stają się sławetny hetman Żółkiewski, poeci Sęp-Szarzyński i Kochanowski, a wszystkiemu przygląda się sam kanclerz Zamoyski. Historia ożywa, wraz z nią wyblakłe postacie z podręczników nabierają barw i charakteru, to nie jest zero-jedynkowy świat, a rzeczywistość z ludźmi takimi jak my, z wadami i problemami. Tyle zachęty, fabuły nie zdradzam, ale jest wszystko co w serialach HBO…



Podstawowa seria to czworoksiąg, prezentujący losy Kacpra Ryxa. Każdy tom rozgrywa się za panowania innego władcy i prezentuje nie tylko karierę i losy głównego bohatera, ale co chyba jeszcze ciekawsze – Kraków, Polskę, przemiany i zaskakujące, mało znane fakty, anegdoty historyczne co tworzy wspaniały klimat i zabiera nas w unikalną podróż w czasie.

Niejako kontynuacją serii jest trylogia Krwawa Jutrznia. Powieść przedstawiająca losy syna Kacpra jest dużo mroczniejsza i historycznie osadzona w czasie wypraw moskiewskich, co nadaje jej zupełnie inny klimat, przez co ciężko tu mówić o ciągłości. Z oczywistych względów na dalszym planie pojawiają się starzy bohaterowie, ale jest to bardziej puszczenie oka do starych czytelników, a znajomość losów ojca nie jest konieczna aby cieszyć się lekturom.
Najnowszy cykl zatytułowany „Nazywam się Ryx” to seria krótkich opowiadań z jednej strony stanowiących zamkniętą całość, a z drugiej będącymi uzupełnieniem, czy rozszerzeniem wątków poruszonych w podstawowych tomach. Do tej pory ukazały się 3 opowiadania, przy czym pierwsze (Król Żebraków) było preludium do gry planszowej.

Poza wspomnianą grą ukazał się również przewodnik po Krakowie śladami głównego bohatera serii. Dzięki niemu możemy zwiedzać miasto szlakiem obiektów i miejsc przedstawionych w powieści, odkrywając nieznane historie poszczególnych, kamienic, kościołów, czy karcz, z legendarnym „Rzymem” i domem mistrza Twardowskiego na czele.

Kacper Ryx
doczekał się również własnego piwa! Krakowski Beer City uwarzył Polskie IPA (PIPA), które z uwagi na parametry jest po prostu Pale Ale. 12 BLG, 5% alk., 45 IBU i chmiele: Marynka, Lubelski i Sybilla. Dobór stylu totalnie nie pasuje do historii książkowej, nad czym ubolewam, gdyż fajnie było by poszperać w księgach i odtworzyć chociaż w przybliżeniu coś z czasów Ryxa. Piwo trochę przestało w lodówce i lekko się przedatowało, dlatego będzie bez oceny, a ewentualne nuty utlenienia nie są winą browaru.

Etykieta jest nieco tandetna, ale ma swój urok. Piwo złote, bliskie klarowności, piana biała o średniej obfitości i umiarkowanej trwałości.

W aromacie słód, zielony chmiel, lekkie owoce i miód.

W słodowej warstwie piwo jest lekko ciasteczkowe, a nuty miodowe świadczą o utlenieniu, acz jest to jego bardzo przyjemny odcień. Na plus również nuty owoców, gruszka, mirabelka. W tle lekki karmel. Niestety jest również negatywny efekt utlenienia, coś pomiędzy grafitem, a mokrym kartonem. Goryczka to faktycznie okolice 40-45 IBU. Niskie wysycenie dla mnie jest OK, zwłaszcza w zestawieniu ze słodkim charakterem piwa.

Przyjemne piwo, które powinno zrobić pozytywną reklamę wśród czytelników serii nie siedzących w krafcie. Bardziej zaawansowani piwosze, powinni być zadowoleni, acz w zachwyt raczej nie wpadną. Powtórzę: szkoda, że nie sięgnięto do piw i historii związanych z Krakowem...



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz