niedziela, 31 lipca 2016

Urodzinowe specjały: Paradox Compass Box, BrewDog

Obudzić się martwym w urodziny? Nie tym razem, ale pierwszy ze specjałów był naprawdę świetny, dlatego piąty już Paradox w moim dorobku będzie musiał udowodnić swoją wartość i sens kontynuowania tradycji celebracji urodzin z tym piwem!


Tym razem wspaniały Russian Imperial Stout ze szkockiego Brew Doga trafił do dębowej beczki po whisky od londyńskiego producenta Compass Box. Słowo "producent" zamiast "destylarnia" jest tutaj jak najbardziej na miejscu, gdyż firma skupuje i miesza trunki z różnych destylarni, a następnie sprzedaje je pod swoim logo.

Piwo jest pierwszym z tej serii w nowej oprawie, która nie wygląda tak dobrze jak w starych Paradoxach. W poprzednich oprawach było czuć tą ekskluzywność towaru, etykiety wyróżniały się znacznie spośród innych piw tego browaru. Co do pudełka to pisałem już kiedyś – fajny bajer, ale wolę płacić mniej za piwo, niż dopłacać do kartonika. RIS oczywiście czarny, przyozdobiony drobną, beżową i jak na styl trwałą pianą.

Aromat mówi wiele, w tym najważniejsze – to będzie świetne piwo! Potężna wanilia, delikatny kokos, szlachetna nuta whisky (niestety nie torfowej) to dzieło beczki. Do tego mleczna i gorzka czekolada, delikatna paloność, ciemne owoce, zwłaszcza wiśnie, rodzynki.

W smaku trwa wojna. Z jednej strony piwo jest gęste, bardzo słodkie, przepełnione nutami czekolady, zwłaszcza gorzkiej. Z drugiej bardzo silnie palone, co czyni je wytrawnym. W warstwie słodowej mamy również ciemne pieczywo w stronę pumpernikla. Zaskakuje wyraźna nuta suszonych pomarańczy. Whisky bardzo wyraźna, szlachetna, acz mocno podbudowana alkoholem, który silnie grzeje w przełyku. Oczywiście są ciemne owoce w postaci kwaskowatych wiśni, słodkich śliwek, rodzynek, lekki kokos, coś z figi.

Kolejny rok leżakowania nada temu piwu delikatności, spójności i usadzi alkohol. Już teraz jest świetne, ale to jeszcze nie to. Ceny nie pamiętam, ale było drogie, dużo droższe niż wcześniejsze edycje, dlatego pozycja tylko dla maniaków RISów. Do tego odnoszę wrażenie, że beczka dała najmniej z dotychczas degustowanych.

Ocena ogólna: 10.25/12
(Wygląd: 0.75/0.75; Zapach: 2.5/2.5; Smak: 6.75/8; Cena/Jakość: 0.25/0.75)

Seria Paradox:
Urodziny 2013 - Jura
Urodziny 2014 - Isle Of Arran
Święta 2014 - Christmas 2012 - Rum

Urodziny 2015 - Heaven Hill
Urodziny 2016 - Compass Box
Urodziny 2017 - ??? 

środa, 27 lipca 2016

Urodzinowe specjały: 6cio letni Wake Up Dead z Left Hand!

Jak co roku czas na urodzinowe degustacje, czyli petarda plus nowy Paradox! W roli petardy w tym roku RIS z amerykańskiego Left Hand, ale to nie taki zwykły imperial stout, a piwo sześcioletnie!


Wake Up Dead ze słynnego Left Hand to Russian Imperial Stout o sile 10,2%, tylko 22 BLG, 45 IBU. Podobno następnego dnia po degustacji obudzę się jak martwy, czyli kac gwarantowany?! :P

Do degustacji koncert KISS na żywo prosto z USA!!!!


Piękna etykieta, bardzo ładnie skomponowana. Piwo oczywiście czarne, piana lepsza niż na zdjęciu – wykonanie akceptowalnego, zajęło sporo czasu ;)

Wanilia! Wspaniała wanilia w zapachu to najpewniej efekt utlenienia, gdyż nie jest to wersja BA! Do tego mleczna czekolada, ciasteczka owsiane, rodzynki, powidła śliwkowe, palony słód! Wspaniały zapach!

Pierwszy łyk i ekstaza! Jakie do dobre!!!! Na początek ciasteczka owsiane i wanilia – cudowne uderzenie po którym nadchodzi fala mlecznej, oraz gorzkiej czekolady, potężna dawka rodzynek i śliwek, oraz długi palony finisz. Jest jeszcze tajemnicza nutka będąca czymś pomiędzy miodem wrzosowym, a fiołkami, jakieś leśne owoce, borówki. Alkohol rozgrzewa, a goryczka zaskakuje swoją intensywnością z lekką nutką amerykańskich chmieli z cytrusowym posmakiem. Zaskakujące, że po takim czasie z chmieli coś zostało! Po ogrzaniu dochodzi kawa i figi, ale całość nieco się spłaszcza.

Słodkie, pełne, złamane palonym słodem i goryczką. Z jednej strony jest bardzo gładkie, ułożone, a z drugie zadziorne z charakterkiem! To chyba w tym tkwi magia tego RISa! I w leżakowaniu oczywiście :) KISS dla uszu, Wake Up Dead dla kubków smakowych i nosa! Po prostu odlot! Na koniec muszę przypomnieć – to nie jest barrel aged!

Ocena ogólna: 11.25/12
(Wygląd: 0.75/0.75; Zapach: 2.5/2.5; Smak: 7.25/8; Cena/Jakość: 0.75/0.75)

wtorek, 26 lipca 2016

Przegląd porterów krajowych 20: Jolly Roger Rum BA, Kraftwerk


Zniesmaczony porterami z Dukli kontynuuję degustowanie „czarnych pereł” leżakowanych w dębowych beczkach.


Klasyczny Jolly Roger z browaru Kraftwerk czeka na degustację gdzieś w piwnicy, dlatego będzie trochę od tyłu – najpierw wersja leżakowana w beczce po rumie Martynika, a w przyszłości klasyka. Piwo ma 21 BLG, 9.5% alkoholu (pierwotnie 8.9%, czyli beczka dodała), 35 IBU, oraz dodatek lukrecji i wanilii. Za lukrecją nie przepadam.

Wizualnie jest bardzo dobrze: średnio obfita, beżowa, bardzo drobna i stosunkowo trwała piana, oraz porter o czarnej barwie.

W zapachu czekolada, kawa, lukrecja i delikatny palony słód. W tle wanilia i ciemne owoce. Miło.

W smaku dominuje silna mleczna i gorzka czekolada, oraz lukrecja. Na drugim planie palony słód i ciemne owoce (zwłaszcza śliwka), rodzynki, kawa a w tle nutka alkoholu z beczki, delikatna wanilia. Alkohol wyczuwalny, ale nie przeszkadza, minimalnie ściągające na języku, nieco kwaskowate od palonych słodów. W ogólnym rozrachunku nieco ciała, piwo pomimo słodkich akcentów jest wytrawne.

Porter jest ok, nie zachwyca, ale smakuje i zasadniczo o to chodzi. Cena? 15 zł za 0,25l w barze.

Ocena ogólna: 8.5/12
(Wygląd: 0.75/0.75; Zapach: 2/2.5; Smak: 5.5/8*; Cena/Jakość: 0.25/0.75)

* dla fanów lukrecji 5.75-6

piątek, 22 lipca 2016

Przegląd porterów krajowych 19: Porter Bałtycki, Dukla w 5 odsłonach


Dziś spotkanie z piracką ekipą Dukli, której porter bałtycki z dodatkiem Suski Sechlońskiej trafił do czterech różnych dębowych beczek po cięższych alkoholach. Etykiety wyraźnie wzorowane na bohaterach Piratów z Karaibów wyglądają ładnie, zwłaszcza na zalakowanych butelkach.


Ruszamy w MORZE! Gotowi do abordażu?



Pierwszy raz porteru bałtyckiego z wędzoną śliwką z Dukli skosztowałem na warszawskim festiwalu, gdzie dostępna była edycja czysta, czyli piwo które nie zmieściło się w dębowych beczkach. Piwo nazywało się po prostu Porter Bałtycki. Niestety nie czyniłem wtedy notatek, a od festiwalu upłynęło kilka miesięcy i wspomnienia się zatarły – pamiętam jedynie, że było bardzo smaczne, acz drogie.

Wszystkie piwa mają 21 BLG, podobno 8,5% alkoholu i 35 IBU. Nie różnią się również wyglądem - oczywiście poza etykietami. Trunek jest nie do końca czarny, jeżeli wiecie o co chodzi ;) Piana tworzy się z problemami, jest minimalna i szybko znika.

Jack Bourbon Barrel Aged
Zapach winny, bliski brandy, ale nie mający nic wspólnego z bourbonem. Ciemne słody, wiśnie, śliwki i wyraźna kwaskowata nuta zakażenia.
Smak ratują tutaj śliwki, które są pyszne, wyraziste i wędzone! Piwo jest bardzo wytrawne, winne, ściągające od dębiny i wyraźnie zakażone, acz w stopniu, który jeszcze nie przeszkadza. Do tego wiśnie, palony słód, lekka czekolada.

Bourbon? Kokos? Wanilia? Zapomnijcie… Niestety to piwo to spora wtopa, zwłaszcza z perspektywy ceny.

Ocena ogólna: 6.75/12
(Wygląd: 0.5/0.75; Zapach: 1.5/2.5; Smak: 4.75/8; Cena/Jakość: 0/0.75)

Sherry Sherry Barrel Aged
Uff pachnie dużo lepiej! Wiśnie, czekolada, wędzona śliwka, lekka dębina – miło.

Palone, wytrawne z gorzką czekoladą i dębiną, co równoważy mleczna czekolada, słodkie sherry ze specyficzną nutką rodzynek, a do tego oczywiście wędzone śliwki. Goryczka niska. Brak zakażenia.

Dla mnie to było najlepsze z całej czwórki, ale dla Mariusza z którym degustowałem piwa na pół, lepsze było następne...

Ocena ogólna: 9/12
(Wygląd: 0.5/0.75; Zapach: 1.75/2.5; Smak: 6.25/8; Cena/Jakość: 0.5/0.75)

Will Brandy Barrel Aged
W zapachu sporo nut słodowych, niekoniecznie palonych. Do tego dobrze już znane nuty wisni i śliwek. Pierwszy raz bardzo wyraźny wpływ alkoholu z beczki, tyle, że nuta brandy mocno kojarzy się z bimbrem pędzonym z wina.

W smaku dużo przyjemnej słodyczy w postaci mlecznej czekolady, palony słód. Wiśnie i śliwki przykryte przez silne nuty brandy, przy czym ja to odczuwałem jako bimber destylowany z wina, a Mariuszowi bardzo smakowało. Po ogrzaniu delikatna wanilia!

Smaczne, ale nie do końca trafia w mój gust. W tym piwie najsilniej czuć alkohol z beczki.

Ocena ogólna: 8/12
(Wygląd: 0.5/0.75; Zapach: 1.5/2.5; Smak: 5.75/8; Cena/Jakość: 0.25/0.75)

Roger Rum Barrel Aged
Po rumie obiecywaliśmy sobie najwięcej i zapach zdawał się to uzasadniać. Mleczna czekolada, wanilia, palony słód, wędzone śliwki, wiśnie… Bardzo przyjemnie!

Pierwszy łyk i szok! Kwaśne i to podle kwaśne! Może nie do końca kwas żołądkowy, ale coś jest w tym porównaniu. W tle mleczna czekolada, śliwka, wiśnia, palony słód i brak wpływu beczki i rumu.

To piwo nie powinno trafić do sprzedaży zwłaszcza w takiej cenie! Ogromna wtopa i powód do wstydu dla Dukli! Takiego podłego zakażenia dawno nie spotkałem.

Ocena ogólna: 4.75/12
(Wygląd: 0.5/0.75; Zapach: 2/2.5; Smak: 2.25/8; Cena/Jakość: 0/0.75)

Niestety całościowo degustację trzeba uznać za klęskę. Dwa z czterech piw są zakażone i nie powinny być sprzedawane zwłaszcza za takie pieniądze. Pozostałe dwa są smaczne, ale również bez rewelacji. Wszystkie piwa są dużo wytrawniejsze niż sugerował by stosunek ekstraktu do alkoholu, dlatego podejrzewam, że piwo mogło dofermentować. Najlepiej będę wspominał wersję bez beczki… Za te pieniądze nie warto! 

wtorek, 19 lipca 2016

Kolejny raz GRODZISZE!

Grodzisze, ach grodzisze! Było już o nich tyle, że szkoda czasu kolejny raz się rozpisywać, trzeba degustować!



Dębowa Panienka z browaru Dukla pierwszy raz światu pokazała się już w zeszłym roku. Niestety wtedy piwa nie udało się kupić, ale co się odwlecze… Na komiksowej etykiecie informacji mamy niewiele, 7.7 BLG i 2,9% alkoholu, niestety nie ma informacji o drewnie którym wędzono słód.
 
Barwa słomkowa. Piana biała umiarkowanie obfita, średnio pęcherzykowa, nieco za szybko redukuje się do cienkiego kożucha. Kolejnemu browarowi nie udało się uzyskać klarowności.

W zapachu sporo słodu pszenicznego, wędzona kiełbasa i nutka chmielu. Jest lekko kwaskowate, ale nie w stylu zakażenia.

Kwaskowatość mocno odbija się na smaku Z jednej strony to orzeźwienie, ale z drugiej nie pasuje do „wody z kiełbasy” z odrobiną oscypka. Jest też „zielona” nutka chmielu, przy intensywnej jak na styl goryczce.

Piwo jak na grodziskie jest drogie, prawie 10 zł za sesyjny trunek, o niskim ekstrakcie to przesada, zwłaszcza, że smakowo jest średnio.

Ocena ogólna: 7/12
(Wygląd: 0.5/0.75; Zapach: 1.75/2.5; Smak: 4.75/8; Cena/Jakość: 0/0.75)

Drugim grodziskim są Fabrykanckie Świnie! Po piwie ze śledziami browar Piwoteka uraczył nas trunkiem z dodatkiem wędzonego boczku!
Poza etykietą piwo prezentuje się znacznie lepiej niż Panienka. Jest dużo klarowniejsze, piana utrzymuje się dużej i pięknie krążkuje. 

 
W zapachu na pierwszym planie jest chmiel, intensywny, trawiasty. W tle wędzony ser, słód pszeniczny i powiedzmy, że wędzony boczek, chociaż bardziej po prostu wędzone wyroby mięsne.

W smaku ponownie dominuje chmiel – trawiasty, łodygowy – który psuje odbiór piwa. Jest boczek wędzony, ale nie taki chrupiący, jest ser w wędzonej formie, ale coś w słodowej stronie nie gra. Goryczka wysoka z perspektywy stylu.

Finansowo piwo jest nieco tańsze (ok 8 zł), co w zestawieniu z nieco lepszym smakiem daje korzystniejszy wynik.

Ocena ogólna: 7.75/12
(Wygląd: 0.75/0.75; Zapach: 1.75/2.5; Smak: 5/8; Cena/Jakość: 0.25/0.75)

Niestety piwa nie zachwyciły. Oba są przechmielone, przez co ich wędzony charakter zszedł na dalszy plan.  

Na koniec coś zapomnianego, ale pysznego! Piwo piłem dawno i było bardzo dobre, więc głupio by było go nie opisać, pomijając, że do sprzedaży trafiła już edycja 2016. Oryginalny grodzisz jest refermentowany, więc czas mu nie szkodzi.

Piwo z Grodziska - Edycja specjalna: Piwobranie 2015, Browar w Grodzisku Wielkopolskim (Fortuna II)

Barwa słomkowa z delikatną mgiełką zmętnienia. Piana jest bardzo obfita, ba ona wręcz wyskakuje z butelki. Jest biała, średnio ziarnista, bardzo trwała.
W zapachu bardzo przyjemna wędzonka ocierająca się o oscypka, delikatna słodowość i świetna nuta chmielu z lekko cytrusowym orzeźwieniem.
Podobnie jest ze smakiem. Nuty wędzonego słodu ocierające się o oscypek, szynkę są bardzo wyraźne i przyjemne, a świetna nutka rześkiego nieco cytrusowego chmielu czyni piwo niesamowicie orzeźwiającym i zwyczajnie pysznym! Ta wersja to hit! Goryczka średnia w stronę niskiej.

czwartek, 14 lipca 2016

Przegląd RISów krajowych 4: Imperial Smoky Joe, AleBrowar

Dziś w Przeglądzie piwo doskonale Wam znane z wersji klasycznej, fanowskiej i z czekolady. Tym razem Smoky Joe z Ale Browaru doczekał się edycji imperialnej!


Kolejna mutacja Joe to 24 BLG, przy alkoholu 9,8% i 65 IBU, w zasypie płatki owsiane, oraz chmiele Columbus, Cascade i Willamette. Piwo oczywiście jest warzone z dodatkiem słodu wędzonego torfem, dlatego jak styl podano Imperial Whisky Stout.

Etykieta typowa dla AleBrowaru. RIS oczywiście jest czarny, a beżowa, drobna, średnio obfita piana nieco za szybko redukuje się do dziurawego kożucha.

W aromacie ogromna porcja torfu co wywołuje oczywiście szczery uśmiech. Na drugim planie palony, odrobinę kwaskowaty słód, mleczna czekolada, a w tle nieco kawy i chmielu.

Torf, sporo torfu, idącego w stronę whisky, mleczna czekolada, spora słodycz w stylu mocno laktozowego milk stoutu. Równie istotne są silne nuty palone, minimalnie cierpkie i kwaskowate, co dobrze łamie wysoką słodycz. Paletę smaków uzupełnia kawa, sporo ciemnych owoców, odrobina amerykańskiego chmielu. Alkohol jako taki jest ukryty, ale grzeje w przełyku. Goryczka o cechach chmielowych, oraz palonych na dolnym pułapie średniej intensywności.

Ocena ogólna: 9.75/12
(Wygląd: 0.5/0.75; Zapach: 2/2.5; Smak: 6.5/8; Cena/Jakość: 0.75/0.75)

Pełne, słodkie, torfowe w stronę whisky, bogate w smaku, ale nie do końca ułożone. Butelka 0,5l kosztuje 15 zł co jest akceptowalne i myślę, że jedną butelkę warto posłać do piwnicy. Od czasu premiery na WFP zdecydowanie zyskało. Wersja z dębowej beczki będzie totalnym hitem, jeżeli piwo zyska nuty wanilii, kokosu.  

niedziela, 10 lipca 2016

Kacper Ryx i renesansowy Kraków

Ostatnio tylko piłka i piłka, dlatego czas na książki! Dawno nie było kącika literackiego, więc dziś w kilku słowach o piwie i serii historycznych powieści kryminalnych o krakowskim inwestygator J.K.M., który świadczył swe usługi czterem polskim władcą. 


Mariusz Wollny, autor poniższych serii zabiera nas w pierwszej kolejności do Krakowa-stolicy, pełnego bogactwa, przepychu, majestatu, wielkich postaci znanych nam z historii i polskiego, a jednocześnie do miasta pełnego biedy, przemocy, zorganizowanej przestępczości, korupcji, tumultów studenckich i religijnych zgrzytów. Do miasta fascynującego, pięknego i jakże znajomego. Jak pisze sam twórca ok 90% tego o czym przeczytacie to historia, co czyni książki jeszcze bardziej ekscytującymi i klimatycznymi. Naszym przewodnikiem po przeszłości jest Kacper Ryx jak dziś byśmy go nazwali - agent specjalny JKM, a jednocześnie prywatny detektyw. Naszymi kompanami do dzbana i szabli stają się sławetny hetman Żółkiewski, poeci Sęp-Szarzyński i Kochanowski, a wszystkiemu przygląda się sam kanclerz Zamoyski. Historia ożywa, wraz z nią wyblakłe postacie z podręczników nabierają barw i charakteru, to nie jest zero-jedynkowy świat, a rzeczywistość z ludźmi takimi jak my, z wadami i problemami. Tyle zachęty, fabuły nie zdradzam, ale jest wszystko co w serialach HBO…



Podstawowa seria to czworoksiąg, prezentujący losy Kacpra Ryxa. Każdy tom rozgrywa się za panowania innego władcy i prezentuje nie tylko karierę i losy głównego bohatera, ale co chyba jeszcze ciekawsze – Kraków, Polskę, przemiany i zaskakujące, mało znane fakty, anegdoty historyczne co tworzy wspaniały klimat i zabiera nas w unikalną podróż w czasie.

Niejako kontynuacją serii jest trylogia Krwawa Jutrznia. Powieść przedstawiająca losy syna Kacpra jest dużo mroczniejsza i historycznie osadzona w czasie wypraw moskiewskich, co nadaje jej zupełnie inny klimat, przez co ciężko tu mówić o ciągłości. Z oczywistych względów na dalszym planie pojawiają się starzy bohaterowie, ale jest to bardziej puszczenie oka do starych czytelników, a znajomość losów ojca nie jest konieczna aby cieszyć się lekturom.
Najnowszy cykl zatytułowany „Nazywam się Ryx” to seria krótkich opowiadań z jednej strony stanowiących zamkniętą całość, a z drugiej będącymi uzupełnieniem, czy rozszerzeniem wątków poruszonych w podstawowych tomach. Do tej pory ukazały się 3 opowiadania, przy czym pierwsze (Król Żebraków) było preludium do gry planszowej.

Poza wspomnianą grą ukazał się również przewodnik po Krakowie śladami głównego bohatera serii. Dzięki niemu możemy zwiedzać miasto szlakiem obiektów i miejsc przedstawionych w powieści, odkrywając nieznane historie poszczególnych, kamienic, kościołów, czy karcz, z legendarnym „Rzymem” i domem mistrza Twardowskiego na czele.

Kacper Ryx
doczekał się również własnego piwa! Krakowski Beer City uwarzył Polskie IPA (PIPA), które z uwagi na parametry jest po prostu Pale Ale. 12 BLG, 5% alk., 45 IBU i chmiele: Marynka, Lubelski i Sybilla. Dobór stylu totalnie nie pasuje do historii książkowej, nad czym ubolewam, gdyż fajnie było by poszperać w księgach i odtworzyć chociaż w przybliżeniu coś z czasów Ryxa. Piwo trochę przestało w lodówce i lekko się przedatowało, dlatego będzie bez oceny, a ewentualne nuty utlenienia nie są winą browaru.

Etykieta jest nieco tandetna, ale ma swój urok. Piwo złote, bliskie klarowności, piana biała o średniej obfitości i umiarkowanej trwałości.

W aromacie słód, zielony chmiel, lekkie owoce i miód.

W słodowej warstwie piwo jest lekko ciasteczkowe, a nuty miodowe świadczą o utlenieniu, acz jest to jego bardzo przyjemny odcień. Na plus również nuty owoców, gruszka, mirabelka. W tle lekki karmel. Niestety jest również negatywny efekt utlenienia, coś pomiędzy grafitem, a mokrym kartonem. Goryczka to faktycznie okolice 40-45 IBU. Niskie wysycenie dla mnie jest OK, zwłaszcza w zestawieniu ze słodkim charakterem piwa.

Przyjemne piwo, które powinno zrobić pozytywną reklamę wśród czytelników serii nie siedzących w krafcie. Bardziej zaawansowani piwosze, powinni być zadowoleni, acz w zachwyt raczej nie wpadną. Powtórzę: szkoda, że nie sięgnięto do piw i historii związanych z Krakowem...



sobota, 9 lipca 2016

EURO półfinał

O pierwszym półfinale nie ma co pisać, Portugalia to dla mnie taka Grecja bis i tyle... Nigdy ich nie darzyłem sympatią, nie jestem obiektywny. Inaczej sprawa się ma ze starciem Francji z Niemcami! Dla wielu przedwczesny finał, ja liczyłem na nieco inny, ale nie będę się sprzeczał ;) Problem w tym starciu był jeden - sędzia! Niestety jego praca nie została należycie wykonana, to ten szalony karny ustawił mecz i doprowadził do nokautu Niemców w drugiej połowie. Niestety karny nie był jego jedynym błędem, a najgorszy był brak konsekwencji, gdyż podobne zagrania dla Francji gwizdał, a dla Niemiec nie... Z perspektywy jego innych decyzji w pierwszej połowie Mistrzom Świata również należał się karny... Słabo, bardzo słabo. Świetna gra Niemiec i potężna dominacja w pierwszej połowie zapowiadała ich awans. W następstwie wspomnianego karnego, rolę się odwróciły i na drugą połowę wyszły zupełnie odmienione ekipy. Później było 2:0 i koniec... Brakło wiary w odrobienie strat, brakło walki do ostatniej minuty, nie pokazali charakteru który wyróżnia zwycięzców i który od lat był ich wręcz przysłowiową cechą.


Meczowe piwo wygrzebałem z czeluści składziku, gdzie leżało bodaj od końca 2013 lub początku 2014 roku.

Liquid Confidence to Russian Imperial Stout z duńskiego To Ol, które degustowałem w wersji leżakowanej przez 4 miesiące w beczce po sherry i które zafascynowało mnie na tyle, że kupiłem Cognac Barrel. Piwo jest mocne, ma 12,2% alkoholu, a w zasypie papryczki chilli.

Zielona butelka z grubego szkła prezentuje się dobrze, ale etykieta jest nieco uboga. Piwo ma czarną barwę i bardzo obfitą, drobną i trwałą pianę o beżowej barwie.

W zapachu dominuje mleczna czekolada, sporo ciemnych owoców, palony słód, oraz wanilia. W tle delikatna dębina, orzechy, papryczki.

W smaku ponownie na pierwszym planie mleczna czekolada i ciemne owoce, zwłaszcza śliwki, oraz rodzynki. Istotne są również nuty palonego słodu i wanilia. Ta ostatnia jest najsilniejszym efektem beczki – nuty koniaku i dębiny są bardzo delikatne i schowane w tle (podobnie jak orzechy), acz stanowią przyjemne uzupełnienie. Słodką całość kontrują grzejące w przełyk papryczki, które są wyraziste, ale nie przesadnie intensywnie. Alkohol dobrze ukryty. Po ogrzaniu dochodzi delikatny, bardzo miły kokos w stylu nadzienia z Bounty. Umiarkowanie słodkie, leciutko ściągające od dębiny i palonego słodu.

Piwo kosztowało poniżej 25 złotych, co jak na BA na tym poziomie jest ceną bardzo korzystną. Jest bardzo smaczne, bogate i zaskakująco pijalne, a przy tym gładkie, ułożone. Świetna i intensywna wanilia robi dobrze :)

Ocena ogólna: 10.5/12
(Wygląd: 0.75/0.75; Zapach: 2.25/2.5; Smak: 6.75/8; Cena/Jakość: 0.75/0.75)

poniedziałek, 4 lipca 2016

Stary człowiek, a OZZY! czyli piwo i Black Sabbath w Krakowie!

Dziś częstuję metalem w piwnej otoczce! Pierwszy raz na Black Sabbath z Ozzym, pierwszy raz na trybunach, a do tego pierwszy raz w Tauron Arena!


Latka lecą, koncerty i muzyka nie są już tak priorytetowe jak za „starych czasów”, ale pewne luki i braki trzeba uzupełnić. Jedną z pokaźniejszych dziur był koncert legendarnego Black Sabbath z Ozzym na wokalu. Wcześniej widziałem ich tylko z niezapomnianym Dio, dlatego praktycznie od razu po ogłoszeniu koncertu w Krakowie w ramach pożegnalnej trasy The End pobiegłem po bilet… Niestety zakup nie był prosty z uwagi na zdzierstwo i poronione metody dystrybucji, ale ostatecznie kupić się udało. Pozostało tylko czekać prawie 10 miesięcy i oto dokonało się!



Wchodząc do hali Tauron Arena byłem pełen obaw o kondycję i formę wokalną Ozziego, ale też nie wiedziałem czego się spodziewać po samym obiekcie. Nastawiałem się na nowoczesną wersję Spodka, a tymczasem hala jest dużo większa, wręcz ogromna, kilkupoziomowa, całkowicie inaczej skonstruowana. Robi ogromne wrażenie, praskie O2 może się schować!

Kolejny znakiem zapytania było wykupione miejsce. Pierwszy raz na wielkim koncercie zdecydowałem się na trybuny. Lata temu coś niewyobrażalnego, teraz fakt i satysfakcja! Zamiast stać godzinami czekając najpierw na otwarcie bram, później męczyć się na zazwyczaj beznadziejnych supportach, aby wreszcie wkurzać się na opóźnienia, wchodzisz na luzie, wypoczęty i gotowy na spektakl 15 minut przed czasem. O nic się nie troszczysz, nie gnieciesz, nie walczysz o widoczność, czy inne barierki. Luz, wygoda, oszczędność czasu i zdrowia. Dobra widoczność, dobre nagłośnienie, koncentracja na muzyce i możliwość chłonięcia całego widowiska, ogromu tego co się dzieje, falujących tysięcy ludzi, energii i emocji. Będąc na płycie odbieramy jedynie niewielki wycinek całego spektaklu. Trybuny są super i przy dobrze dobranym miejscu to wspaniała sprawa – polecam! Jeżeli nie macie w planie walki o barierki i łupy to trybuny są najlepsza opcją.

Waligóra jak Black Sabbath ;)
Na koniec muzycznej części został sam koncert. Koncert wspaniały, pokazujący wielkość muzyków i ich dorobku. Scena minimalistyczna, bez ozdób, wybuchów, krwi i innych bajerów, które uwielbiam, ale nie zawsze są potrzebne. Tym razem były całkowicie zbędne, gdyż muzyka była wszystkim, a minimalizm tworzył nastrój. Dostojni, statyczni (Iommi i Butler) zastępowali scenografię i razili dźwiękiem, a Ozzy, którego forma wokalna i witalność totalnie mnie zaskoczyły. Szalał, biegał/drobił swoimi charakterystycznymi kroczkami, padał na kolana, lał wodą i co tam jeszcze. Do żywiołowej strony zaliczyć należy również popisy perkusyjne Clufetosa. Nie jestem muzykiem, aby rozpisywać się o poszczególnych kawałkach, ale najbardziej utkwiły mi w głowie otwierający Black Sabbath, a dalej Into the Void, Snowblind, ale prawdziwą perłą i najcudowniejszym momentem był IRON MAN!!! Dosłownie włosy stają dęba, a ciarki nie wiedzą gdzie pędzą! Set był w zasadzie tym czym powinien być na ostatniej trasie. Brakło jednego utworu, który musiał być, ale co zrobić… Wspaniały koncert MOC i POTĘGA!


Bardzo dobre nagłośnienie, atmosfera, a przede wszystkim muzyka tworzy niezapomniany spektakl i kto był nie powie złego słowa! Marudy typu „a fee skok na kasę” zostali zmiażdżeni i mogą tylko popłakiwać w poduszkę, że na koncercie nie byli! Tyle o muzyce, czas na piwo...

Tekst ten po części powinien być Przeglądem RISów Krajowych, gdyż podczas pobytu w Krakowie degustowałem dwa Russian Imperial Stouty, oba leżakowane w dębowych beczkach.

Pierwszym degustowanym piwem był Waligóra Bourbon Barrel Age z browaru Solipiwko. Piwo ma 24% ekstraktu i 10,4% alkoholu, przy 67 IBU. Na uwagę zasługuje świetne szkło degustacyjne o pojemności 100 ml w Tap House. Samo piwo jest dosyć wytrawne, palone, acz nie pozbawione słodkich nut czekolady, rodzynek. Beczka wnosi bardzo szlachetny alkohol, coś pomiędzy rumem, a bourbonem, jest lekka dębina i bardzo przyjemna nuta, acz delikatna kokosowo-waniliowa. Silnie rozgrzewa i faktycznie duże walić może góry! Bardzo dobre piwo, którego butelkę widziałbym na leżaku.

Drugim „maluszkiem” było premierowe piwo z Pracowni Piwa w przedziwnym pseudo stylu rye milk smoked pale ale Puszka Pandory. Piwo jest przyjemne, acz nieco dziwne. Wędzonka na bardzo niskim poziomie, delikatny żytni kisiel i podwyższona pełnia/słodycz. Poza tymi drobnostkami to mimo wszystko solidne pale ale.

Następnym punktem wycieczki były moje pierwsze odwiedziny w Multi Qulti. Lokal jest kiepsko oznaczony, zwłaszcza od ulicy, ale ma przyjemny klimat mieszkania. Padło na wspólne piwo browarów Piwoteka i Antybrowar o nazwie PROjekt Piwoteka. Piwo to jasne czekoladowe ale z dodatkiem kakao i laktozy o ekstrakcie 14 BLG i alkoholu 4,9%. Niestety czekoladowe piwa w których czekolada nie jest od słodu, lub/i ziaren kakaowca mają specyficzny, nieco sztuczny posmak. To piwo zyska spore uznanie, ale mnie nie przekonuje. Taka jasna, nieco lepsza wersja Organic Chocolate Stout od Samuel Smith's.

Już po koncercie, w końcówce dogrywki i karnych meczu Niemcy : Włochy zdegustowałem wędzoną wersję Mr Hard's Rocks czyli Mr. Hard's Rocks Peated Whisky Barrel Aged. Piwo bardzo fajne, od słodów torfowe, od whisky, a raczej whiskey nasycony nutami tego alkoholu, który torfowy raczej nie był. Przyjemne, lekko kawowe, orzechowe, z odrobiną ciemnych owoców, acz nie do końca ułożone, na pewno potrzebuje jeszcze czasu, aby było bardziej zbalansowane. Na degustację czeka wersja Peated nie leżakowana w beczce.  



piątek, 1 lipca 2016

EURO Polska : Portugalia

Oglądanie drugi raz tego meczu to lekki masochizm, ale...

Co można napisać po takim meczu? Z jednej strony serce: ogromny smutek, żal, przeświadczenie, że mogliśmy osiągnąć więcej i było to tak blisko... Z drugiej rozum sugerujący, że odnieśliśmy ogromny sukces, Polska jest pierwszy raz w historii w 8 najlepszych w EUROpie, co więcej nie przegraliśmy meczu i pozostawili po sobie świetne wrażenie... Tylko odpadła ekipa, która meczu nie przegrała z zespołem, który meczu nie wygrał...

Mecz oglądałem w pracy, dlatego teraz oglądam drugi raz, na pewno nie na spokojnie, ale w fotelu i w towarzystwie piwa. Dog B to piwo uwarzone w 2013 (butelkowane 17.06) roku z okazji 6 urodzin browaru Brew Dog. Pierwotnie piwo powstało jako Abstrakt AB:04, obecnie ukazuje się raz w roku jako kolejny Dog w alfabecie. Ten imperial stout to 15,1% alkoholu ziarna kakaowca i kawy, oraz jedne z najostrzejszych papryczek Naga Chilli. Piwo fermentowane drożdżami do szampana.

Trunek pięknie opakowany, jeszcze według starej, ładniejsze stylistyki. RIS oczywiście czarny, beżowa piana jest niska i szybko odchodzi w zapomnienie.

W aromacie bardzo intensywne ziarna kakaowca, herbatniki w gorzkiej czekoladzie, kawa, delikatna wanilia, rodzynki, śliwki, wiśnie, figi. Słodowa podstawa i palony słód z odrobiną kwaskowatości. Lekka papryczka wyczuwalna. Zapach bogaty, intensywny, głęboki... 

Słodka, mleczna czekolada, ziarna kakaowca, herbatniki w gorzkiej czekoladzie, ciemne słody, palone słody, kawa, rodzynki, figi, śliwki, wiśnie, delikatna wanilia, odrobina whisky. Papryczki są silne, wyraźnie pikantne, co czuć w gardle, wydaje się że wspierane są przez mocno grzejący alkohol. Goryczka średnio intensywna, palona. Piwo jest gęste, pełne, ale nie wyklejające, jest w nim coś rześkiego, owocowego i jak dla mnie to efekt drożdży szampańskich. Ma w sobie również coś z BA. Pije się długo - bardzo degustacyjne. Słodkie, kwaskowate, palone.

Jest gęste, pełne, głębokie w smaku, ale nieprzesadnie słodkie, czy wyklejające. Wszystkie składniki wniosły dużo i odbiły się na smaku, nawet drożdże. Cena niestety nie jest atrakcyjna i świeżej wersji bym nie kupił, ale jeżeli spotkacie coś długo leżakowanego to możecie to przemyśleć.

Ocena ogólna: 10/12
(Wygląd: 0.5/0.75; Zapach: 2.5/2.5; Smak: 6.75/8; Cena/Jakość: 0.25/0.75)

Miałem pisać  o meczu, ale najlepiej dramatyzm i rozdarcie po tym spotkaniu oddaje ten wywiad z Łukaszem Fabiańskim...

Na spokojnie za dzień, lub dwa pokuszę się o konkretne podsumowanie naszego występu na EURO 2016 i na pewno będzie w tym wpisie wiele radości.