piątek, 29 kwietnia 2016

Piwne dodatki: marchewka, krew i cynamon

Dziś druga odsłona piwnych dodatków, czyli serii sprawdzającej co warto do piwa dodać, a czego unikać. W pierwszej odsłonie cyklu przyjrzałem się wędzonej śliwce i meksykańskiemu mole. Dziś będzie równie ciekawe, gdyż na warsztat idzie MARCHEWKA, sok jabłkowy, oraz cynamon. Na deser piwo o smaku krwi.


Na pierwszy ogień idzie prawdziwe dziwadło z Browaru Stu Mostów - ART+ 6 Orkiszowe z Marchwią. Orkisz (dawna pszenica) i miód w piwowarstwie to popularny składnik, ale marchew i sok jabłkowy?

Barwa adekwatna do pszenicy, czy orkiszu, również duże zmętnienie nie przeszkadza. Piana biała, drobna, tylko jej trwałość nieco rozczarowuje.

W zapachu nuta chlebowo-słodowa i co tu dużo pisać – tarta marchewka z jabłkiem! Pachnie to całkiem przyjemnie.

W smaku również pozytywnie, ale marchewka jest już bardziej osamotniona i sucha, starta. Chociaż nie, jest również jabłko, ale bardziej jako osobna nuta. Do tego dużo słodu, chlebowość, słodka, przyjemna pełnia i bardzo duże orzeźwienie. Goryczki w zasadzie brak.

Fajne, to to! Na upały będzie hit! Nie spodziewałem się tak dobrego efektu, od warzywa, które zdawało się do piwa całkowicie nie pasować. Dodatek soku jabłkowego też może robić swoje, szkoda, że nie podali ile stanowi procentowo.

Z piwo dziękuję Martynie, pyszny prezent :) 

Ocena ogólna: 9.25/12
(Wygląd: 0.5/0.75; Zapach: 2/2.5; Smak: 6/8; Cena/Jakość: 0.75/0.75)

Jako wsparcie ogniowe piwo po terminie (06.10.2015), acz trzymane w lodówce i raczej predysponowane do przemyślanego leżakowania (6% alk.). Jedyna obawa to dodatek cynamonu, który jednak sam w sobie jest na tyle trwały i intensywny, że nie powinien zwietrzeć. Czy już wiecie co to za piwo? Cynamonowy stout owsiany Key Largo z browaru Raduga!

Piwo wygląda dobrze, nie ma objawów zakażenia. Barwa czarna, piana niska, acz ładna z trwałym kożuchem.

Pachnie jeszcze lepiej niż wygląda! Budyń czekoladowy, krem cynamonowo-waniliowy, ciemne owoce wyraźnie uwydatnione przez utlenienie. W tle nieco ciemnych słodów i kawa. Słodko, deserowo.

W smaku mamy te same nuty, tylko akcenty rozłożone są nieco inaczej. Czekolada, a w zasadzie budyń jest nadal na pierwszym planie, ale już ciemnie owoce (zwłaszcza wiśnie w stylu Mon Cheri, ale również śliwki), oraz palony słód mocno zyskały na intensywności i wychodzą na pierwszy plan. Cynamon stanowi otoczenie wspomnianych nut i bardzo dobrze się z nimi łączy. Uzupełnia go delikatna wanilia, kawa i orzechy. Goryczka niska, palona. Słodkie, acz to słodycz łamana przez paloność, do tego pijalne, umiarkowanie wysycone, dobrze ułożone, gładkie.

Pyszne piwo, rewelacyjne wręcz, ale uprzedzam uwielbiam cynamon, dlatego pewnie nieco zawyżam jego ocenę. Leżakowanie dodało mu ciemnych owoców i balansu, piłem je również na świeżo więc wiem o czym piszę ;)

Ocena ogólna: 10/12
(Wygląd: 0.5/0.75; Zapach: 2.5/2.5; Smak: 6.25/8; Cena/Jakość: 0.75/0.75)

Jako zabawna ciekawostka Głupia Gęś, czyli gose z Bazyliszka. Co to ma wspólnego z tym tematem? Odpowiedz na pytanie jak uzyskać piwo o smaku krwi! Mocno słona pszenica z żelazem i gotowe :) Smak uzupełniają nutki jabłkowe. Informacja ciekawa zwłaszcza dla piwowarów domowych, którzy chcieli by zaskoczyć znajomych piwem o smaku krwi na jakimś horror party, czy czymś w tym stylu ;) Tylko na odpowiednią barwą trzeba by pomyśleć.

wtorek, 26 kwietnia 2016

Przegląd RISów krajowych 2: Kraina Welesa, Perun

Co tu dużo pisać! Jest kolejny RIS do wypicia i oceny, więc jedziemy z koksem!


Oj nie często Perun gości na blogu, ale jak się już pojawił to z piwem, które pachnie TW "Bolkiem". Sama nazwa Kraina Welesa nie nawiązuje do Wałęsy, ale jednoznacznie się z nim kojarzy. O co więc chodzi? O mitologię Słowian, jak w większości piw Peruna. Historia jest ciekawa, dlatego sami zbadajcie szczegóły :)

Sam trunek jest również nieco kontrowersyjny z uwagi na niski jak na styl ekstrakt 19 BLG. W zasypie płatki owsiane, piwo pasteryzowane, 8,2% alkoholu. Do sprzedaży piwo trafiło pod koniec zeszłego roku i od tego czasu czekało na degustację. Uwarzone w browarze Wąsosz.

Beżowa obfita, drobna piana, bardzo ładnie krążkuje. Piwo ma barwę czarną.

Pachnie przyjemnie, acz jak na styl ubogo. Na pierwszym planie czekolada i palony słód z lekką kwaskowatością, a na dalszym planie ciemne owoce i lekki grafit, czyli efekty utlenienia.

Łyk składa się z dwóch uzupełniających się etapów. Na początku słodka strona, czyli mleczna, deserowa czekolada, budyń czekoladowy, ciemne owoce, rodzynki, krem śmietankowy, a następnie finisz z silną nutą palonego słodu i kwaskowatości, oraz gorzkiej kawy. Na horyzoncie grafit. Goryczka palona, niska w stronę średniej. Słodko-palone, płatki owsiane dały przyjemną pełnię, jest bardzo dobrze ułożone, z przyjemnymi nutami utlenienia. Po ogrzaniu minimalny karmel, a piwo staje się bardziej budyniowe.

Gładkość i balans to sekret tego bardzo dobrego piwa, które w pełni zasługuję na miano RISa chociaż takiego sesyjnego, bardzo pijalnego w którym pełnię ratuje dodatek płatków owsianych.

Ocena ogólna: 9.75/12
(Wygląd: 0.75/0.75; Zapach: 2/2.5; Smak: 6.25/8; Cena/Jakość: 0.75/0.75)

W pierwszej części cyklu opisałem Imperialny Stout z Tenczynka, oraz zebrałem wpisy o krajowych RISach. 

sobota, 23 kwietnia 2016

Speedway Stout na Hawajach!

Jest kilka, no może kilkanaście, chociaż... Zresztą nieważne! Są piwa, a zwłaszcza RISy które rozbudzają wyobraźnie, obiecują coś więcej niż tysiące innych piw na świecie,  swoją legendą i niedostępnością potęgują chęć spróbowania tych najwspanialszych czarnych diamentów. Bourbon County, Toppling Goliath, Dark Lord, Black Tuesday, czy upolowany właśnie w gliwickim Dobrym Zbeerze Speedway Stout Hawaiian! 


Hawaje w naszych oczach to magiczna, wręcz rajska wyspa z filmów i programów podróżniczych. Właśnie tam zabiera nas amerykański AleSmith w limitowanej wersji swojego najsłynniejszego, wręcz legendarnego piwa - Speedway Stout. Klasycznie to Russian Imperial Stout z dodatkiem kawy, słusznie uważany za jednego z najlepszych na świecie przedstawicieli gatunku.  W wersji Hawaiian uwarzony z dodatkiem kawy, wanilii i wiórków kokosowych. Zgodna z oryginałem jest zawartość alkoholu, czyli 12%.

Wizualnie piwo ma piękną barwę smolistej czerni, ale piana to nie budząca zachwyt korona, a co najwyżej diademik podrzędnej księżniczki.

Emocje rosną, pierwszy wdech i...

...w aromacie na pierwszym planie kokos, kokos w stylu batonika bounty! Do tego wspaniała wanilia, czekolada, a w zasadzie wyraziste ziarna kakaowca! W tle palony słód i kawowe muśnięcie.

Już w pierwszym łyku zaskoczenie! RIS jest bardzo gładki, może nie aksamitny, ale bliski tego stanu. Piwo jest zbalansowane, acz dominuje kokos w takiej wilgotnej formie jak nadzienie z batonika Bounty, co uwydatniają nuty czekoladowe, chociaż to bardziej ziarna kakaowca. Na uwagę zasługuje wanilia, która do złudzenia przypomina tą z najlepszych beczek, a nie z laski!* Jak oni to robią? Też tak chcę! W tle nutki słodowe z dominującą rolą palonego, oraz zaskakująco delikatna kawa. Goryczka bardzo niska, piwo słodkie, ale na pewno nie przesłodzone. Bogate, acz nie "czterdziestowymiarowe", za to świetnie ułożone, stanowiące zgrabną całość.

12 % alkoholu brzmi groźnie, ale to tylko straszak, rzeczony jest wyczuwalny bardzo delikatnie, a co więcej nadaje piwu szlachetności. Niskie wysycenie, a w konsekwencji szokująca pijalność! Piwo znika w zastraszającym tempie i po każdym łyku mamy ochotę na następny! Niestety szybko dochodzimy do momentu w którym następnego już nie ma :(

Tak wygląda butelka, zdjęcie z oficjalnego profilu AleSmith

Ocena? Hmm 10,75/12, acz nie robiłem bieżących wyliczeń. Zapewne piwo miesiąca, ale mam coś jeszcze do sprawdzenia.

Osobnym tematem jest kwestia ceny, która jest cholernie wysoka! Co więcej to najdroższe lane piwo na moim piwnym szlaku! Boli, gniecie, kłuje, a na kolacje chleb z masłem, ale czy żałuję? Oczywiście nie i wszystkim zaawansowanym maniakom RISów polecam degustację! Taaak, podkreślenie ma znaczenie, jeżeli nie piłeś wcześniej kilku topowych piw w tym stylu dostępnych za dużo niższe pieniądze to wybierz coś innego (np. Emelisse White Label, Samiec Alfa, George, Spaghetti Western). Oby więcej takich perełek trafiało do naszego kraju!

To był udany wieczór :)

*tak, tak moi mili beczka dębowa potrafi oddać dużo szlachetniejsze i przyjemne nuty niż laska wanilii

czwartek, 21 kwietnia 2016

Nowa Zelandia zdobyta!

Fascynacja najlepszym trunkiem świata to nie tylko degustacje, odwiedziny w browarach, czy wielokranach, ale również powiew egzotyki, odległych krain i fascynujących historii. Dziś pierwsze piwo z wysp Nowej Zelandii, miejsca, które urzekło i pozostało w pamięci dzięki epickim plenerom z Władcy Pierścieni! 


Browar 8 Wired  to nawiązanie do drutu! "No 8 Wired" to drut symbol Nowej Zelandii, którego używali prawie wszyscy i prawie do wszystkiego, przez co stał się symbolem pomysłowości i zaradności Kiwi. Takie też mają być piwa tworzone w browarze, nowoczesne i pomysłowe. 

Właśnie nowoczesną wersją RISa jest omawiany dziś iStout. Piwo pochodzi z roku 2012 lub 2013. Czekało cierpliwie w piwnicy na swoją kolej i na początku kwietnia tego roku się doczekało. Nowoczesność przejawia się w zastosowaniu chmieli: Southern Cross, Chinook, Cascade. Piwo ma moc 10% i 70 IBU.

Etykieta minimalistyczna, ale bardzo elegancka. Obfita brunatna piana jest jak na styl trwała i solidna, a czarna barwa dopełnia obrazu wzorcowego RISa.

W zapachu na pierwszym planie gorzka i mleczna czekolada miesza się z palonym słodem. Ważną rolę odgrywają również ciemne owoce (zwłaszcza śliwka, wiśnie) i rodzynki. W tle kawa i krem waniliowy. Pachnie słodko, bardzo przyjemnie, obiecująco...

Oj co to za smaki!? W pierwszej fazie po podniebieniu spływa fala słodkiej mlecznej czekolady w której zostały zatopione śliwki, wiśnie i rodzynki, a nawet lekkie maliny, oraz krem waniliowy. Ot taki rozkoszny deser w który wdzierają się silne nuty palonego słodu zmieszanego z gorzką czekoladą i kawą. Palony słód sprawia, że słodycz pod naporem kwaskowatości ustępuje, a w ustach czujemy lekkie ściąganie! Po ogrzaniu pojawiają się nuty róży i czekoladowego budyniu.

Piwo jest gęste, acz to jeszcze nie olej. Ma w sobie wiele magii i śmiało, można zaryzykować twierdzenie, że Bilbo z Frodem raczyli się tym runkiem przy kominku w swej norze. Palone i kwaskowate RISy to nie mój cel, ale ten to chyba nr 1 wśród nich! Zaryzykuję twierdzenie, że to leżakowanie uczyniło to piwo po części aksamitnym i owocowym co uwydatniło słodkie akcenty i stworzyło świetną ułożoną mozaikę smaków. Dlatego ten mały minusik w punktacji za stosunek ceny do jakości - świeże pewnie by było za mocno palone i za bardzo kwaskowate...

Ocena ogólna: 10.75/12
(Wygląd: 0.75/0.75; Zapach: 2.5/2.5; Smak: 7/8 Cena/Jakość: 0.5/0.75)

wtorek, 19 kwietnia 2016

Trunki z innej półki: wino słomkowe

O winie napisano wszystko, od katalogów, przez poradniki po encyklopedie. Są setki epickich cytatów wychwalających ten trunek, ale dla mnie ten sukces to jedna wielka zagadka! Próbowałem, kupowałem, testowałem, smakowałem i nic! Szkocka whisky, miody pitne, sherry i kilka innych trunków to prawdziwe smakowe petardy, ale wino?! Dziś mogę powiedzieć, że znalazłem coś dla siebie, ale ponownie nie jest to klasyczne wino... 


Po winiarskich klęskach zostały mi do sprawdzenia dwie odmiany wina: słomkowe i lodowe, czyli w teorii bogate w smaku i słodkie odmiany. Dziś na warsztat idzie morawskie wino słomkowe Sing Wine 2011 Slamove Vino Svatovavriniecke słodkie, czerwone o mocy 12,3% alkoholu.

Czym jest tajemnicze wino słomkowe? To trunek do którego grona są zbierane ręcznie ze szczególną starannością, gdyż plon jest rozkładany na słomie, gdzie leżakują przez trzy miesiące. Ma to na celu odparowanie wody i skondensowanie zawartego w owocach cukru. Są to wina rzadkie, wymagające większego wysiłku, a przez to droższe.

Przejdźmy jednak do konkretów i pamiętajcie, że to ocena piwosza, a nie "winnego geeka".

Aromat jest winny ;) Po naszemu najbliżej mu do lambików - wyraźna kwaskowatość, może nawet lekka dzikość w stronę siana, stajni. Zapach jest jednak podbudowany słodką nutą miodu, poziomek, suszonych moreli co zdecydowanie dodaje mu uroku.

Smak jest równie ciekawy, acz zdominowany już przez słodycz. Słodycz miodowa, kwiatowa, owocowa, pełna słodkich winogron, suszonych owoców, zwłaszcza rodzynek, ale również poziomek, moreli. Doszukałem się również soczystych gruszek i odrobiny jabłek. Trunek jest gęsty, oleisty, ale nie zalepia, gdyż słodycz kontrowana jest przez orzeźwiającą kwaskowatość ze stajennym/słomianym posmakiem. Przy tym bogactwie i słodyczy, zachowuje winny charakter, acz ociera się minimalnie o miód pitny.

Bardzo dobre, idealne dla wszystkich wielbicieli słodkich, mocnych piw. Problemem jest niestety cena, nieadekwatna do wielkości butelki. Warto spróbować, gdyż udowadnia, że wino może być jednak smaczne :)

piątek, 15 kwietnia 2016

Piwny szlak: Browar Jana

Z zewnątrz niepozornie, ale w środku...

Zawiercie to bardzo sympatyczne miasto będące ostatnim bastionem, kiedyś bardzo potężnego przemysłu piwowarskiego w Zagłębiu Dąbrowskim. Obecnie działają tam, aż dwa browary, czyli Na Jurze i młodszy, świeżo otwarty Browar Jana o którym dziś kilka słów.


Jeżeli jesteście w Zawierciu pierwszy raz i nie wiecie jak trafić do browaru to pytajcie o hotel i centrum wypoczynkowe Villa Verde, którego część stanowi Browar Jana. Inaczej traficie zapewne do drugiego o wiele starszego Browaru Na Jurze o którym będzie w osobnym wpisie. Żałuje, że nie zrobiłem zdjęcia samego kompleksu, ale nie ma co się oszukiwać żyłki i wyczucia fotografa nie mam w sobie za grosz...

Browar znajduje się w niepozornym, acz nowoczesnym hangarze o stosunkowo "lotnej" konstrukcji co w przyszłości stwarza możliwości szybkiej rozbudowy.

Zajcew z rąk piwowara

Sam browar jest nowoczesny i zaskakuje sporymi przestrzeniami, które nie są częste w krajowych browarach. Bardzo wygodnym rozwiązaniem jest automatyczny przesył słodu ze śrutownika do "gara". W sieci pojawiły się informacje jakoby browar powstał z myślą o kontraktowcach, ale podobno nie jest to prawdą. Inne browary oczywiście wynajmują tam moce, ale to firmowy Browar Jana jest najważniejszy. Część produkcji sprzedawana jest na miejscu w hotelowej restauracji, a reszta trafia do beczek i butelek, które zapewnia linia rozlewnicza, co zwłaszcza w początkowych fazach działania nie jest standardem w naszym kraju
.

Podczas zwiedzania browaru miałem możliwość spróbowania prosto z tanku dwóch najnowszych piw, czyli RISa i wędzonego stoutu. Zacznijmy na opak, czyli od cięższego kalibru. Zajcew to imperialny stout o ekstrakcie 24% odfermentowany do 11% alkoholu, czyli stosunkowo głęboko. Do tego goryczka w granicach 60 IBU. W piwie czuć procenty, ale mnie to nie przeszkadza zwłaszcza z perspektywy czasu - przez miesiąc, który upłynął od degustacji do premiery piwo na pewno się ułożyło i wykorzystało potencjał. Rzeczony jest spory, gdyż w smaku działo się dużo (od czekolady, przez karmel, nuty kawowe i ciemne owoce), ale o szczegółach powiedziecie się, gdy kupię butelkę do przeglądu RISów.

Drugim testowanym piwem był John Smoker wędzony stout uwarzony we współpracy z Wojtkiem Frączykiem z Widawy. 16,5 BLG i 6,2% alkoholu, a w konsystencji aksamit! Niesamowicie gładkie, wyraźnie wędzone i czekoladowe! Jeżeli po drodze nic się nie wydarzy to będzie prawdziwy hit i jedno z najlepszych piw w Polsce w tej kategorii!

Na koniec miejsce, które dało najwięcej radości i stanowiło ukoronowanie zwiedzania, czyli leżakowania z beczkami. Czy trzeba coś dodawać?


Najpierw Jim Beam, a później szkocka

Na koniec muszę rozwiać swoje i pewnie części z Was obawy! Gdy we wrześniu piwa sygnowane nazwą Jana trafiły do sprzedaży wywołały pewne obawy. Niby browar rzemieślniczy, a piwa uwarzone w Olbrachcie. Do tego Pszeniczne, które kupiłem okazało się delikatnie mówiąc przeciętne, chociaż słabe to chyba trafniejsze określenie. Niefortunny start... Na szczęście po falstarcie zaczął się szybki bieg o którego wynik jestem spokojny. To co zobaczyłem i usłyszałem przekonało mnie, że pracują tam ludzie pełni pasji (prawie sami piwowarzy domowi), pomysłów (będzie się działo) i rozmachu w działaniu. 

Pozdrowienia, oraz podziękowania za oprowadzenie dla piwowara Wiktora Saczuka, który wyczerpująco odpowiadał na liczne pytania. 

poniedziałek, 11 kwietnia 2016

Japonia I/Przegląd porterów...: BałtykPacific, Baird Beer/Pinta

Moda na Japonię w naszej Ojczyźnie trwa od dawna, a teraz dotarła również do piwnego światka! Zaowocuje to, aż trzema wpisami o japońskich smakach na które złożą się: dzisiejsza degustacja polsko-japońskiego porteru, relacja z panelu degustacyjnego sake, oraz na zakończenie dwa, już czysto japońskie piwa.


Ekipa Pinty wybrała się do odległej Japonii, aby uwarzyć pierwsze międzykontynentalne piwo kooperacyjne! Padło na Baird Beer z Shuzenji z którym uwarzono porter bałtycki z dodatkiem japońskiego cukru Shinshuwase, co odzwierciedla nazwa Bałtyk Pacific. Piwo jest refermentowane, zawiera 8,5% alkoholu.

Etykieta jest zwyczajnie inna, podobnie jak kształt butelki. Ma to swój urok i działa na plus podobnie jak dwujęzyczne napisy na etykiecie. Niestety, dalej jest gorzej. Oj co tu się podziało... Rubinowa, opalizująca barwa z porterem bałtyckim nie ma nic wspólnego i nie ma co ukrywać mocno szokuje! Uzyskanie wielu barw może sprawić piwowarowi kłopot, ale czerń jest najprostszą, dlatego nie mam pojęcia co tu zaszło...  Beżowa piana jest niska, ale trwały kożuch jakoś ratuje sytuację.

W aromacie dużo słodu w zbożowej formie, nieco przykry karmel w połączeniu z drobiną mokrej szmaty. Na plus fajna nuta wiśniowa.

Ooo i kolejne zaskoczenie! Tym razem bardzo pozytywne! Krem kawowy do bez ze sklepu Społem, coś jak tiramisu, wiśnie, jest coś dziwnego, owocowego może to efekt japońskiego cukru? Dominuje jednak Karmel, potężna dawka słodu również przyjemniejszy niż w zapachu. Goryczka na górnym pułapie średniej intensywności, ziołowa.

Co tu napisać? TO NIE JEST PORTER BAŁTYCKI i nawet się do takowego nie zbliża... Szkoda, że w odległej Azji nie zasmakują naszego specjału, a do tego mogą mieć mylne pojęcie o stylu. Nie porter, więc co? Najbliżej temu do Belgian Strong Ale, co jeszcze pogłębia specyficzna cukrowość, nieco inna od kandyzowanej belgijskiej, ale to podobne doznanie smakowe. Sprawa ceny jest prosta, wypad, transport i warzenie w Japonii to droga zabawa i piwo musi kosztować, ale jakość niekoniecznie rekompensuje kłucie w portfelu.

Ocena ogólna: 7.75/12
(Wygląd: 0.25/0.75; Zapach: 1.5/2.5; Smak: 5.5/8; Cena/Jakość: 0.5/0.75)


czwartek, 7 kwietnia 2016

Pracownia Piwa: Wee Heavy w dwóch odsłonach!

Na początku 2015 roku Pracownia Piwa wypuściła na rynek swoje pierwsze piwo w ciekawym i mało popularnym stylu Wee Heavy. Manewr ten powtórzono w 2016, dlatego dziś przypatrzę się i jednej i drugiej pozycji, przy czym ta pierwsza jest już 9 miesięcy do terminie...


Wee Heavy to styl mało znany i rzadko warzony w kraju dlatego mini dawka teorii. Szkocja z Anglią podobno darzy się "miłością" zbliżoną do tej jaką darzymy rosyjskiego ex-zaborcę. Właśnie podobno z tych uczuć wyłoniło się Wee Heavy, które miało być odpowiedzią na angielskie Old Ale. W teorii mamy tutaj coś na kształt nieco lżejszego barley wine z nutką wędzoną, która jest wynikiem pracy drożdży. W praktyce wędzonka zazwyczaj pochodzi od słodów, najczęściej wędzonych torfem co jednoznacznie kojarzy się właśnie ze Szkocją.

Zaczynamy od najświeższej produkcji czyli (prawie) krakowskiego SMOGu. 9,2% alkoholu, 20 BLG i 30 IBU, a w zasypie słód wędzony torfem.

Piana ma kremowy odcień, jest drobna i pięknie oblepia szkło. Piwo ma barwę miedzianą, jest lekko zamglone i opalizujące.

Z pokala unosi się wspaniały aromat torfowy, uzupełniony o rodzynki, śliwki (powidła), karmel, mleczna czekolada. Zapach jednoznacznie słodki, zapowiada wspaniałe piwo!

W smaku torf ponownie dominuje, ale całość jest bardzo gładka, aksamitna z nutami śliwek, rodzynek, karmelu (Werthers Original), mlecznej czekolady. Zaskakująco wysoka goryczka, pieprzna co sugeruje efekt pracy drożdży, a nie chmielu.

Świetne, niesamowicie gładkie, ułożone. Do pełni szczęścia brakuje tylko dębowej beczki! Polecam, jedna z najlepszych tegorocznych premier!

Ocena ogólna: 10.5/12
(Wygląd: 0.75/0.75; Zapach: 2.25/2.5; Smak: 6.75/8; Cena/Jakość: 0.75/0.75)

Teraz wsiadamy do wehikułu czasu i ruszamy na spotkanie Szkota!

Szkot w Krakowie, Pracownia Piwa + Łukasz Kantor 18 BLG 7% alk., 25IBU

Piwo uwarzone we współpracy z Łukaszem Kantorem, piwowarem domowym i sędzią PSPD, który mieszka/mieszkał (???) w Szkocji co uzasadnia wybór stylu.

Butelkowe piwa pracowni są niepasteryzowane i niefiltrowana, a to jest już 9 miesięcy po terminie dlatego absolutnie nie wiedziałem czego się spodziewać i tym bardziej nie byłem pewny pozytywnego wpływu leżakowania.

Piwo jeszcze w starej etykiecie i dużej butelce. Oczywiście zarówno butle 0,5l jak i stara oprawa graficzna są bliższe mojemu sercu, niż obecne rozwiązania. Piwo ma rubinową barwę, a okraszone jest niską i niezbyt trwałą pianą.

W zapachu rewelacja - powidła śliwkowe, rodzynki, lekkie nuty wędzone, karmel w czekoladzie, wanilia, słód. Nuty utlenienia wzbogaciły aromat czynią go bogatym i urzekającym.

Smak niestety wypada dużo gorzej. Z jednej strony piwo zyskało świetną gładkość, ale z drugiej niestety smak stał się jednowymiarowy - chociaż to miły wymiar. Słodowa wędzonka, nutki utlenienia - rodzynki, śliwkowe powidła, ponownie karmel w czekoladzie i bardzo delikatna wanilia. Goryczka niska.

Wee Heavy zyskało i straciło, ale nadal jest bardzo smaczne i pije się z przyjemnością. Najpewniej popełniłem błąd leżakując je tyle czasu. Kilka miesięcy krócej i pewnie było by optymalnie.

Ocena ogólna: 9/12
(Wygląd: 0.5/0.75; Zapach: 2.25/2.5; Smak: 5.5/8; Cena/Jakość: 0.75/0.75)

PIERWSZY RAZ NA BLOGU PIWO Z SOKIEM PRZEZ SŁOMKĘ!

Jako bonusik, primaaprilisowy żart Pracowni, czyli piwo ze sokiem yy znaczy Piwo z Sokiem. Już sama nazwa gwarantuje marketingowy sukces: maniacy kupią by sprawdzić co to za cudak, ale niedzielni goście multitapów będą brać w ciemno z wielkim uśmiechem ;)

Nie bardzo wiadomo jaki sok został dodany do piwa, ale wspomniano o kiwi, kokosie i mandarynkach. Jest to trunek lekki 14 BLG, słabo od-fermentowany 4,3% alk.

Piwo ma pomarańczowo-złotą barwę i jest silnie zmętnione. Piana jest niska i szybko redukuje się do cienkiego kożucha.

W zapachu chlebowa słodowość, zielone nuty chmielu, lekka owocowość i siarka.

W smaku również dominuje słodowość z chlebem w dużej ilości. Owoce są zarówno w formie kompotu (lekki agrest, trochę truskawek) jak i owoców z soku, czyli wyraziste kiwi, bardzo delikatna mandarynka. Kokosu nie stwierdzono. Goryczka średnio intensywna, ale trawiasta, a nawet nieco łodygowa (będzie razić pewną część odbiorców). Cierpkie, kwaskowate, ale i słodkawe.

Nie jest to piwo dla maniaków, nie jest również dla niedzielnych i przypadkowych gości wielokranów. Tragedii nie ma, ale to coś z cyklu "wypij - zapomnij". Do tego piwo jest drogie i jedynie o 0,5 gr tańsze od o niebo lepszego Smoga.

Ocena ogólna: 7/12
(Wygląd: 0.5/0.75; Zapach: 1.5/2.5; Smak: 4.75/8; Cena/Jakość: 0.25/0.75)