poniedziałek, 21 grudnia 2015

Kalendarz Adwentowy 12: X-Rye, Doctor Brew

12 grudnia uczestniczyłem w krakowskim koncercie legendy polskiego heavy metalu MonstruM. Spowodowało to brak wpisu, gdyż nie miałem możliwości degustacji, ale niejako w "okienku dwunastym siedział" Doctor Brew, dlatego nadrabiam zaległości, a przy okazji kilka słów o krakowskich degustacjach.


Zacznijmy jednak od końca, czyli nr 12 po czasie. W zeszłym roku Doktorzy uraczyli nas dwoma wersjami świątecznego trunku, w tym sezonie mamy jeden, acz inny od zeszłorocznych:

X-Rye, Doctor Brew, 18 BLG, 7,5% alk., 48 IBU, butelka 0,5l

Świąteczne Ale z dodatkiem goździków, curacao, oraz uwaga (!) aromatu pomarańczowego, uwarzone w Browarze Bartek.

W barwie często spotykane u Dr błoto, piana średnio obfita, lekko znaczy szkło.

W aromacie lekkie goździki, piernik i bardzo silny, acz nieco sztuczny, czy może za mocny zapach pomarańczy. Przyjemnie dla nosa, ale nieco nienaturalnie.

W smaku jest podobnie chociaż do głosu dochodzi słód z lekkim kakaowym posmakiem i wyraźne nuty chmielowe z średnio intensywną goryczką. Do tego oczywiście wspomniane goździki, coś jak nutka piernikowa i pomarańcze, dużo i intensywnie, zarówno w formie miąższu, soku jak i pestek, oraz skórki.

Jest smaczne, ale czy rzemieślnicze? Z jednej strony jednorazowy wybryk potrafię zaakceptować, ale z drugiej strony nie jest to dobra droga, gdyż na końcu czeka kraftowy sok do piwa! Już teraz to piwo przypomina nieco grzańca. Podkreślę jeszcze raz jest dobre, ale martwi sposób uzyskania smaku.

Ocena ogólna: 8.5/12
(Wygląd: 0.5/0.75; Zapach: 1.75/2.5; Smak: 5.75/8; Cena/Jakość: 0.5/0.75)

Po przyjeździe do dawnej stolicy Polski udałem się po nowe opowiadanie o przygodach Kacpra Ryxa, a następnie czekając na kolegę wstąpiłem na jedno do Viva la Pinta, lokalu który już wcześniej mnie nie zachwycił, ale na jego korzyść przemawiała lokalizacja. Niestety lokal kolejny raz rozczarował, największym mankamentem była woń smażonego jedzenia, czułem się jak w smażalni kurczaków, co zdecydowanie nie idzie w parze z degustacją piwa kraftowego. Samo piwo było jednak świetne:

Buena Vista Brown, Piwne Podziemie, lane 0,5l
Brown Ale z dodatkiem ziaren kakaowca i kawy, 13.8 BLG i 5,2% alk. Rubinowa barwa, piana średnio ziarnista, niska ale bardzo trwała, znaczy szkło.

W zapachu fajne espresso, silna, prawdziwa czekolada, sporo ciemnych owoców, marmolada śliwkowa. Piwo pachnie super, ale jak wspomniałem nie współgra to z zapachem lokalu.

W smaku szał, zwłaszcza jak na ten styl. Orzechy, migdały, czekolada, ciemne owoce w formie marmolady, a to wszystko gładkie, kremowe z waniliową nutką. Ten smakowy pejzaż uzupełnia silna kawa, wnosząca leciutką kwaskowatość. W tle delikatna paloność z odrobiną popiołu. Goryczka bardzo niska.

Całość sprawia wrażenie kawowego deseru, jest to jeden z najlepszych brown ale jakie piłem.
  
Ocena ogólna: 10/12
(Wygląd: 0.75/0.75; Zapach: 2.25/2.5; Smak: 6,25/8; Cena/Jakość: 0.75/0.75)

Kolejnym przystankiem po drodze na koncert był wspomniany już brewpub T.E.A. Time. Od samego wejścia wiedziałem, że mój wybór padnie na milk stout:

Sweet Ol' Kraków, T.E.A. Time, 5,7% alk., lane 0,5l
Wizualnie piwo i piana prezentują się wzorowo, ale czego innego oczekiwać po pompie? Na uwagę zasługuje natomiast całkiem udana "etykieta" na kran.

W zapachu cappuccino z kremową pianką - dosłownie.

Niestety smak odbiega mocno od aromatu. Jest silna nuta palonego słodu ze zdecydowanie za dużą kwaskowatością i lekką kawą. Doszukałem się jeszcze delikatnych owocowych wstawek. Goryczka na górnym pułapie niskiej.

Wytrawny, kwaskowaty milk stout? Zdecydowanie nie jest to moja bajka, a samo wykonanie pozostawia wiele do życzenia. Przez myśl przeleciały mi również magiczne literki układające się w DMS, ale to jednak nie to.

Ocena ogólna: 7.5/12
(Wygląd: 0.75/0.75; Zapach: 2/2.5; Smak: 4.5/8; Cena/Jakość: 0.25/0.75)

Czas pozwolił na jeszcze jedną degustację, która miała zatrzeć niekorzystne wrażenie. Wybrałem do tego IPA z epicką (Rhapsody i ManOwaR się kłania) nazwą i klimatyczną etykietą - Land of Hop & Glory (15 BLG, 6% alk.). Niestety potężny aromat i smak chmielowego granulatu skutecznie ostudził mój zapał, zwłaszcza, że w smaku dochodzi jeszcze wyraźna łodyga.

Ponowne odwiedziny w TEA Time zatarły korzystne, pierwsze wrażenie. Niestety dwa przeciętne piwa i nic więcej.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz