czwartek, 26 listopada 2015

Browar Lwów i rezydencja Zamoyskich

 
Pałac Zamoyskich w pełnej krasie

Ostatnia w tym roku tułaczka zawiodła mnie do Lublin, miasta w którym działają, aż cztery browary, a w okolicy znajduje się kilka ciekawych zamków o innych atrakcjach nie wspominając. O samym mieście i miejscowym zamku napiszę przy okazji Grodzkiej 15, a dziś browar hotelowo-restauracyjny Lwów, oraz rezydencja Zamoyskich w Kozłówce!


Jak wspomniałem bazą wypadową był Lublin, miasto posiadające jedynie wewnętrzną komunikację miejską co pociąga za sobą konieczność korzystania z prywatnych busów. Chwilę zajmuje zrozumienie co, jak, gdzie, dlaczego i czemu tak drogo, ale gdy to mamy za sobą można planować trasy. Tutaj nie polecam zdawać się na internet, gdyż nie wszystkie busy są uwzględnione, dlatego łatwiej wypisać wszystko z rozkładów na dworcu, a o nieuniknione przesiadki dopytać kierowców.

Zamek-pałac Lubartów

Moim pierwszym celem był kompleks pałacowy Muzeum Zamoyskich w Kozłówce, ale żeby tam dotrzeć konieczna jest przesiadka. Dobra przesiadka to taka, która pozwala zobaczyć coś więcej niż przystanek i właśnie Lubartów spełnia ten warunek! Największą atrakcją jest XVI wieczny zamek Firlejów przebudowany na pałac przez Sanguszków od których nazwiska pochodzi obecna nazwa Pałac Szanguszków w którym siedzibę ma Starostwo Powiatowe. Za pałacem znajduje się park, oraz jezioro. Nie można pominąć również pięknej Bazyliki św Anny.

Po zapoznaniu się z atrakcjami wsiadamy na rynku w kolejny busik i jedziemy praktycznie pod sam kompleks pałacowy.

Dawna rezydencja rodziny Zamoyskich obecnie jest własnością Państwa, ale poprzedni właściciele nadal ją odwiedzają, ciesząc się sporymi przywilejami. 

Wspaniale zachowany zespół pałacowy otoczony parkiem z ptaszarnią i różanymi ogrodami, które niestety już przekwitły, robi rewelacyjne wrażenia, a uroku dodają mu  spacerujące pawie. Prawdziwym WOW są jednak wnętrza. Ich zwiedzanie odbywa się z przewodnikiem, a bilet kosztuje 20 zł. Dodatkowo można dokupić wejściówkę do powozowni (ładna, ale to nie Łańcut) za 5 zł. Nie skorzystałem z wystawy socrealizmu - to nie moje klimaty.



Wnętrza pałacu przenoszą nas w czasie, dosłownie! Czas stanął tutaj w miejscu! Pokoje, korytarze, są
W sezonie kwitnie tu kilka tys róż
od podłogi do sufitu obwieszone obrazami, od malutkich, po wielkie całościenne dzieła. Salony, sypialnia, pokój dzienny - wszystko wyposażone, jak by czekało, aż pan wróci z polowania i zasiądzie w fotelu. Czujemy się jak w filmie kostiumowym. Jak to możliwe? Większość polskich zabytków zniszczyły wojny i okupacje, a na dobitkę liczne pożary. Dla Kozłówki los był łaskawy i wojenne zawieruchy obeszły się z pałacem na tyle łaskawie, że przetrwały nawet zestawy porcelany.

W środku nie wolno robić zdjęć więc zainteresowanych odsyłam na google. Tradycyjnie nie będę pisał o historii i przeobrażeniach rezydencji, bo od tego są specjaliści. Napiszę tylko "punkt obowiązkowy" każdego miłośnika historii i zabytków.

Żegnając się z pałacem warto pamiętać, że busiki nie jeżdżą co 5 minut i lepiej sobie zawczasu wszystko sprawdzić. W czasie mojej wizyty rozkład był zerwany, ale bez problemu znajdziecie pracownika muzeum, który wie co i jak. 

Browar Perła

Po powrocie z wycieczki postanowiłem coś zjeść i wypić w lubelskim browarze Lwów. Ze starego miasta to około 15-20 minut spacerem, który warto odbyć, gdyż po drodze mijamy Browar Perła. Sam Lwów to popularne 3 w 1 - hotel, restauracja, browar. Z zewnątrz budynek prezentuje się przyjemnie dla oka, a przerobiony wóz strażacki na Pogotowie Piwne stanowi pocieszne dopełnienie.

Podczas mojej wizyty było dostępnych pięć piw - Jasne, Bursztyn, Pszenica i Karmelowe, które można było zamówić w formie deski degustacyjnej, oraz sezonowe Miodowe do dokupienia osobno. Takie rozwiązanie właśnie wybrałem.


Jasne 12,5 BLG, 5,2% alk.
Klasyczny pils z browaru restauracyjnego. Słód z delikatną nutą chlebową, nuta chmielu w stronę pokrzywy, oraz lekkie żelazo również pochodzące od chmielu. Goryczka niska, chociaż jak na styl i miejsce to całkiem przyzwoita. Z perspektywy całości najlepsze z degustowanych piw. -4/6

Bursztyn 14 BLG 5,6%
Wbrew nazwie piwo o złotej barwie, bardzo podobne do pierwszego, a w zasadzie jego gorsza wersja. Słodkie, nieco puste, słabo nachmielone i to wszystko. -3/6

Pszenica 12,5 BLG 5,1% alk.
Uwagę zwraca świetna piana - wypiłem 2 próbki, zjadłem zupę, a ona nawet nie drgnęła. Pachnie bardzo obiecująco: goździki, banan, nieco drożdży i słodu. Niestety w smaku dominują drożdże i słód, co nie do końca trafia w mój gust. Z pod spodu wydobywa się lekki banan i goździk. Jest kwaskowate, rześkie, daje radę! +3/6


Deska piw
Karmelowe bd
Ała... Miks karmelu z potężnym diacetylem w formie margaryny to dla mnie dawka nie do przejścia. Słodkie, ulepkowate, złe! Jedyny plus to lekkie nuty słodowe... 2/6

Tym przykrym akcentem skończyłem degustację piw "z deski", do spróbowania zostało dokupione osobno (0.3l -7zł):

Miodowe bd
Kolor, barwa, smak, potwierdzają jednoznacznie, że mamy tutaj do czynienia z Jasnym z dodatkiem miodu. Działa to na plus, gdyż czuć, że to piwo, a nie przesłodzony napój, a miód nadaje umiarkowanej pełni i smaku co dobrze komponuje się z nutami słodu, chleba i chmielu.  Na plus.

Pozostaje kwestia jedzenia. Było smaczne, ale drogie i nieadekwatne do ceny. Solianke (kilka wersji pisowni, więc niech będzie swojska) jadłem pierwszy raz więc nie mam porównania, aby oceniać. Za to pielmienie były zwykłymi (smacznymi) pierogami z mięsem, ale nie tym czym miały być. Farsz był zbity w bryłę i suchy co sugeruje mrożenie, a w pielmieniach przecież chodzi o formę i specyfikę nadzienia.


W czasie mojej obecności odbywało się w browarze warzenie i próbowałem podpytać piwowara o nastawienie do piw nowofalowych, amerykańskich chmieli itd., ale niestety nie znaleźliśmy płaszczyzny do rozmowy, gdyż nie orientował się w tym temacie. Potwierdza to wniosek, który nasunął mi się po degustacji - to jeden z tych browarów warzących piwo według instrukcji dołączonej do sprzętu i według schematu jasne, pszenica, miodowe jakieś marcowe czy inny koźlak jako sezonowe. W zasadzie to nic szczególnie złego, gdyż takie miejsca celują w nieco inną klientelę, ale piwa z książeczki powinny być dobre, albo bardzo dobre tutaj są co najwyżej przeciętne.

Na dziś to koniec, ale z Lubelszczyzny będą jeszcze dwa lub trzy wpisy oczywiście tyczące piwa, browaru, ale również miodu pitnego i w szczególności zamków!

Paw

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz