poniedziałek, 30 listopada 2015

Premiery na gorąco

"Dziś relacja na żywo z multitapu!" Tak miał wyglądać ten wpis - relacje na bieżąco z weekendowych premier. Niestety przeziębienie uniemożliwiające sensoryczne doznania zakończyło projekt już pierwszego dnia, czyli w piątek, dlatego tylko dwa piwa...


Dynastia, czyli kolejna Pinta Miesiąca! Łatwo zgadnąć po nazwie, że będzie to imperialna (BLG: 19,1; Alk.: 7%) wersja Dyniamitu, czyli sezonowego piwa dyniowego.

Barwa pomarańczowo-czerwona, lekko opalizująca, piana niska, utrzymuje się cieniutki kożuch. W zapachu dużo goździków, słód, przyprawy, nieco trawiastego chmielu, nutka dyniowo-marchewkowa. W smaku czuć sporą pełnię z bardzo silną dynią i gryzącymi (pieprznymi) przyprawami, co jest przyjemne. Goździki są niesamowicie potężne, mega fenolowe. Pozostałe przyprawy stanowią zwarty miks, ale stawiałbym min. na imbir i cynamon w nieco gorzkiej formie. Lekka nuta pomarańczy (skórka słodka) i kandyzowane owoce. Goryczka średnio intensywna, nieco szorstka.

Bardzo fajny pumpkin, który jednak nie zdetronizuje królowej sezonu, czyli Grubej Kaśki!

Ocena ogólna: 
(Wygląd: 0.5/0.75; Zapach: 2/2.5; Smak: 5.75-6/0.75

Łódzkie Grafitti (14 BLG, 5,5% alk.) to drugie piwa, które udało mi się zdegustować, tylko czy to nadal piwo? Piwoteka kolejny raz wykazuje się pomysłowością i wyznacza nowe szlaki. Graff to połączenie piwa i cydru - przy warzeniu użyto soku z jabłek.

Barwa żółto-złota, lekko zamglone, piana biała, drobna, niska. W aromacie słody, lekki banan, jabłko, ale i silna nuta siarki, która psuje całość... Po mimo lekkiego kataru siarka jest intensywna. Silnie jabłkowy, w stronę soku-cydru, ale słodkawego, chociaż są elementy kwaskowate. Wyraźna słodowość z lekką nutą banana w stylu pszenicy. Kanaliza w zasadzie nie występuje, no może gdzieś ją czuć podświadomie z uwagi na zapach. Goryczki praktycznie brak. Dobre, ciekawe, acz wymaga dopracowania, bardzo orzeźwiające.

Ocena ogólna: 7.75/12
(Wygląd: 0.5/0.75; Zapach: 1.25/2.5;Smak: 5.5/8; Cena/Jakość: 0.5/0.75)
Ocena jakoś tak niższa niż ogólne wrażenie, ale wynika to z mocnej wady...

sobota, 28 listopada 2015

Ponad dwuletni BLACK na 11go listopada!

Wznoszę toast za Marszałka bez którego by Polski nie było i który by nie dopuścił, aby była taka jak teraz, za rycerzy z pod kresowych stanic, za powstańców, żołnierzy wielu frontów i wojen, za bezimiennych bohaterów, których działania i poświęcenie doprowadziły do odrodzenia Ojczyzny. Za Polskę, aby była silna, niezależna i dumna, aby była prawdziwą matką dla obywateli, którzy noszą ja w sercach!


To już trzecie obchody 11 listopada na blogu. Do tej pory toast za Marszałka i Ojczyznę wznosiłem legendarnym Westvleteren 12, oraz rodzimy, leżakowany w beczce po winie Duke of Flanders. Tym razem kolejna legenda, Mikkeller Black! Prawdziwa magia tej butelki wynika z jej wieku. Piwo leżakowało u mnie w piwnicy dwa lata, a oczywistym jest, że zanim do mnie trafiła też nieco czasu upłynęło. Ten potężny Russian Imperial Stout to 16,5% alkoholu (chociaż pojawiają się informacje o 17,5%) i ekstrakt w okolicach 40 BLG!

W barwie zgodnie z nazwą najczarniejsza czerń, zaskakuje bardzo obfita i bardzo drobna, beżowa piana, znacząca szkło i obecna do samego końca piana. Etykieta również robi klimat. Innymi słowy, wizualnie ekstraklasa.

Masa, po prostu ogrom owoców! Rodzynki, śliwki, figi, suszona mieszanka! Jest krem śmietankowy, wanilia, mleczna czekolada, lekki miód i paloność. Wyraźne są również wpływy chmielu w kwiatowych, lekko cytrusowych nutach.

Pierwszy łyk i wszystko wiem, no prawie wszystko*, ale po kolei. Silnie palona podstawa jest równoważona przez czekoladę (mleczną, deserową), to jednak nie koniec walki goryczy, ze słodyczą! Kolejny front to nuty miodowe i mocniejsze owocowe (głównie śliwki, rodzynki, ale nie tylko) kontra nieco ściągająca dębina i chmielowa goryczka (gorycz "białego" z cytrusów i cytrusów) podbijana jeszcze przez alkohol. No właśnie alkohol... 16% jest wyczuwalne, grzeje w przełyk, jest pikantny, ma w sobie coś z mocniejszych trunków Co jeszcze? Cukier kandyzowany, krem waniliowo-śmietankowy, a po mocniejszym ogrzaniu nieco żywicy i owoców leśnych. Ogólnie słodycz wygrywa ten pojedynek, co utwierdza czas/temperatura. Inna kwestia to konsystencja, piwo jest niesamowicie gęste, to prawie syrop, co dodaje mu uroku.

Do myślenia daje stężenie alkoholu, jeżeli teraz jest on tak wyraźnie wyczuwalny to co było w świeżym piwie? To jest taka kategoria RIS-IPA, czyli mocniej, bardziej, imperialnej i nie BIPA, bo bardziej RIS, ale jednak mocno chmielone, bardzo mocno. Na pewno nie jest to mój nr 1, ba nawet nie top 3, ale i tak piwo bardzo dobre.

Ocena ogólna: 11/12
(Wygląd: 0.75/0.75; Zapach: 2.5/2.5; Smak: 7.25/8; Cena/Jakość: 0.5/0.75)

* brzmi słabo? Pewnie tak, ale znam ten typ RISów i wiem, że wiele się nie zmienia i miałem rację ;)

czwartek, 26 listopada 2015

Browar Lwów i rezydencja Zamoyskich

 
Pałac Zamoyskich w pełnej krasie

Ostatnia w tym roku tułaczka zawiodła mnie do Lublin, miasta w którym działają, aż cztery browary, a w okolicy znajduje się kilka ciekawych zamków o innych atrakcjach nie wspominając. O samym mieście i miejscowym zamku napiszę przy okazji Grodzkiej 15, a dziś browar hotelowo-restauracyjny Lwów, oraz rezydencja Zamoyskich w Kozłówce!


Jak wspomniałem bazą wypadową był Lublin, miasto posiadające jedynie wewnętrzną komunikację miejską co pociąga za sobą konieczność korzystania z prywatnych busów. Chwilę zajmuje zrozumienie co, jak, gdzie, dlaczego i czemu tak drogo, ale gdy to mamy za sobą można planować trasy. Tutaj nie polecam zdawać się na internet, gdyż nie wszystkie busy są uwzględnione, dlatego łatwiej wypisać wszystko z rozkładów na dworcu, a o nieuniknione przesiadki dopytać kierowców.

Zamek-pałac Lubartów

Moim pierwszym celem był kompleks pałacowy Muzeum Zamoyskich w Kozłówce, ale żeby tam dotrzeć konieczna jest przesiadka. Dobra przesiadka to taka, która pozwala zobaczyć coś więcej niż przystanek i właśnie Lubartów spełnia ten warunek! Największą atrakcją jest XVI wieczny zamek Firlejów przebudowany na pałac przez Sanguszków od których nazwiska pochodzi obecna nazwa Pałac Szanguszków w którym siedzibę ma Starostwo Powiatowe. Za pałacem znajduje się park, oraz jezioro. Nie można pominąć również pięknej Bazyliki św Anny.

Po zapoznaniu się z atrakcjami wsiadamy na rynku w kolejny busik i jedziemy praktycznie pod sam kompleks pałacowy.

Dawna rezydencja rodziny Zamoyskich obecnie jest własnością Państwa, ale poprzedni właściciele nadal ją odwiedzają, ciesząc się sporymi przywilejami. 

Wspaniale zachowany zespół pałacowy otoczony parkiem z ptaszarnią i różanymi ogrodami, które niestety już przekwitły, robi rewelacyjne wrażenia, a uroku dodają mu  spacerujące pawie. Prawdziwym WOW są jednak wnętrza. Ich zwiedzanie odbywa się z przewodnikiem, a bilet kosztuje 20 zł. Dodatkowo można dokupić wejściówkę do powozowni (ładna, ale to nie Łańcut) za 5 zł. Nie skorzystałem z wystawy socrealizmu - to nie moje klimaty.



Wnętrza pałacu przenoszą nas w czasie, dosłownie! Czas stanął tutaj w miejscu! Pokoje, korytarze, są
W sezonie kwitnie tu kilka tys róż
od podłogi do sufitu obwieszone obrazami, od malutkich, po wielkie całościenne dzieła. Salony, sypialnia, pokój dzienny - wszystko wyposażone, jak by czekało, aż pan wróci z polowania i zasiądzie w fotelu. Czujemy się jak w filmie kostiumowym. Jak to możliwe? Większość polskich zabytków zniszczyły wojny i okupacje, a na dobitkę liczne pożary. Dla Kozłówki los był łaskawy i wojenne zawieruchy obeszły się z pałacem na tyle łaskawie, że przetrwały nawet zestawy porcelany.

W środku nie wolno robić zdjęć więc zainteresowanych odsyłam na google. Tradycyjnie nie będę pisał o historii i przeobrażeniach rezydencji, bo od tego są specjaliści. Napiszę tylko "punkt obowiązkowy" każdego miłośnika historii i zabytków.

Żegnając się z pałacem warto pamiętać, że busiki nie jeżdżą co 5 minut i lepiej sobie zawczasu wszystko sprawdzić. W czasie mojej wizyty rozkład był zerwany, ale bez problemu znajdziecie pracownika muzeum, który wie co i jak. 

Browar Perła

Po powrocie z wycieczki postanowiłem coś zjeść i wypić w lubelskim browarze Lwów. Ze starego miasta to około 15-20 minut spacerem, który warto odbyć, gdyż po drodze mijamy Browar Perła. Sam Lwów to popularne 3 w 1 - hotel, restauracja, browar. Z zewnątrz budynek prezentuje się przyjemnie dla oka, a przerobiony wóz strażacki na Pogotowie Piwne stanowi pocieszne dopełnienie.

Podczas mojej wizyty było dostępnych pięć piw - Jasne, Bursztyn, Pszenica i Karmelowe, które można było zamówić w formie deski degustacyjnej, oraz sezonowe Miodowe do dokupienia osobno. Takie rozwiązanie właśnie wybrałem.


Jasne 12,5 BLG, 5,2% alk.
Klasyczny pils z browaru restauracyjnego. Słód z delikatną nutą chlebową, nuta chmielu w stronę pokrzywy, oraz lekkie żelazo również pochodzące od chmielu. Goryczka niska, chociaż jak na styl i miejsce to całkiem przyzwoita. Z perspektywy całości najlepsze z degustowanych piw. -4/6

Bursztyn 14 BLG 5,6%
Wbrew nazwie piwo o złotej barwie, bardzo podobne do pierwszego, a w zasadzie jego gorsza wersja. Słodkie, nieco puste, słabo nachmielone i to wszystko. -3/6

Pszenica 12,5 BLG 5,1% alk.
Uwagę zwraca świetna piana - wypiłem 2 próbki, zjadłem zupę, a ona nawet nie drgnęła. Pachnie bardzo obiecująco: goździki, banan, nieco drożdży i słodu. Niestety w smaku dominują drożdże i słód, co nie do końca trafia w mój gust. Z pod spodu wydobywa się lekki banan i goździk. Jest kwaskowate, rześkie, daje radę! +3/6


Deska piw
Karmelowe bd
Ała... Miks karmelu z potężnym diacetylem w formie margaryny to dla mnie dawka nie do przejścia. Słodkie, ulepkowate, złe! Jedyny plus to lekkie nuty słodowe... 2/6

Tym przykrym akcentem skończyłem degustację piw "z deski", do spróbowania zostało dokupione osobno (0.3l -7zł):

Miodowe bd
Kolor, barwa, smak, potwierdzają jednoznacznie, że mamy tutaj do czynienia z Jasnym z dodatkiem miodu. Działa to na plus, gdyż czuć, że to piwo, a nie przesłodzony napój, a miód nadaje umiarkowanej pełni i smaku co dobrze komponuje się z nutami słodu, chleba i chmielu.  Na plus.

Pozostaje kwestia jedzenia. Było smaczne, ale drogie i nieadekwatne do ceny. Solianke (kilka wersji pisowni, więc niech będzie swojska) jadłem pierwszy raz więc nie mam porównania, aby oceniać. Za to pielmienie były zwykłymi (smacznymi) pierogami z mięsem, ale nie tym czym miały być. Farsz był zbity w bryłę i suchy co sugeruje mrożenie, a w pielmieniach przecież chodzi o formę i specyfikę nadzienia.


W czasie mojej obecności odbywało się w browarze warzenie i próbowałem podpytać piwowara o nastawienie do piw nowofalowych, amerykańskich chmieli itd., ale niestety nie znaleźliśmy płaszczyzny do rozmowy, gdyż nie orientował się w tym temacie. Potwierdza to wniosek, który nasunął mi się po degustacji - to jeden z tych browarów warzących piwo według instrukcji dołączonej do sprzętu i według schematu jasne, pszenica, miodowe jakieś marcowe czy inny koźlak jako sezonowe. W zasadzie to nic szczególnie złego, gdyż takie miejsca celują w nieco inną klientelę, ale piwa z książeczki powinny być dobre, albo bardzo dobre tutaj są co najwyżej przeciętne.

Na dziś to koniec, ale z Lubelszczyzny będą jeszcze dwa lub trzy wpisy oczywiście tyczące piwa, browaru, ale również miodu pitnego i w szczególności zamków!

Paw

niedziela, 22 listopada 2015

Satan i Eva

Mroook i złooo wypełzło z dębowej beczki opętało Ewę i spotykając na swojej drodze demonicznego i przewrotnego Świętego Satanislava! Czarny duet opętał okolicę i zawładnął przełykami ludu kraftowego! 


Saint Satanislav (22 BLG, 8 alk.) to bękart Bednarów i Centrali Piwnej o smoliście czarnej barwie i krótkiej, beżowej, gęstej czuprynie! Zamiast oparów siarki pachnie tutaj czekoladą, palonym słodem, kawą, śliwkami, rodzynkami! Smak to gorzkawy, palony słód i słodycz ciemnych owoców, winogron i rodzynek. Do tego sporo kawy, czekolada deserowa, mleczna, lekki herbatnik w gorzkiej. Nuta alkoholu wyraźna, acz specjalnie nie przeszkadza. Goryczki chmielowej brak, ale czuć gorycz ciemnego słodu. Delikatna lekko torfowa nutka wędzona nadaje wszystkiemu uroku. Czuć, że jest młody, ale nie znaczy, że to niedojrzały świeżak.

Dobry RIS, którego poziom, może nie jest jeszcze międzynarodowy, ale na krajowym podwórku robi dobrze. Buteleczka do piwnicy, przyda się nieco gładkości, powinien z wiekiem zyskiwać. Cieszy rosnąca ilość RISów w kraju, a tym bardziej ich solidny poziom. Przyjazna jest również cena - lane 0,4l - 13,50, a butelka 0,33l za 10 złociszy.

Ocena ogólna: 9.5/12
(Wygląd: 0.75/0.75; Zapach: 2/2.5; Smak: 6/8; Cena/Jakość: 0.75/0.75)

Kręte drogi przebyła Miss Eva (18 BLG, 7% alk.) by wydostać się z dębowej beczki po bawarskiej whiskey Slyrs i dotrzeć do celu. W zamknięciu spędziła 6 miesięcy i pewnie nie raz wzywała Satanislava... Jej twórca Wojtek Frączyk i ciemiężyciel (Browar Widawa) brylował ostatnio w Kuchennych Rewolucjach, czy dziś zalśni Ewa?

Wizualnie Ewka ma nieco jaśniejszą karnację od Stanisława, ale czupryny mają bardzo podobne. W zapachu jest bardzo przyjemnie - rodzynki, śliwki, lekka nuta kojarząca się z flandersem, nieco czekolady i herbatników. Nutka beczki bardzo subtelna z dominującą whiskey. Lekki miód.  Niestety w smaku jest dużo gorzej. Piwo jest nieułożone, a wręcz płaskie, jednowymiarowe. Mocno słodowe z lekkim karmelem, sporo ciemnych owoców, lekko ściągająca dębina i dużo whisky. Wszystko jest płaskie, podsycone sporym jak na 7% alkoholem. Lekko kwaskowate. Goryczka o zabarwieniu chmielowym. Jest wręcz męczące i przepełnione alkoholem z beczki, który nie do końca wydaje się szlachetny.

Piwo dużo słabsze od Stasia, a cena nieporównywalnie większa, przy czym to BA więc musi być droższe, ale nie jest lepsze... Stawiam, że pozostałości z beczki podbiły alkohol, bo w 7% ciężko uwierzyć. Butelka do piwnicy, zapach dużo obiecuje, chociaż smak budzi obawy. Aaaa pamiętajcie, że to nie RIS, a Imperial Brown Porter

Ocena ogólna: 8.25/12
(Wygląd: 0.75/0.75; Zapach: 2.5/2.5; Smak: 4.75/8; Cena/Jakość : 0.25/0.75)

No to mamy pół na pół, sukces i lekkie rozczarowanie, ale oba trunki idą do piwnicy, więc za rok, może dwa efekty będą znacznie różne. W tej chwili bezapelacyjnie lepszym piwem jest Satanislav!

środa, 18 listopada 2015

Japończyk w Polsce

Co tu dużo pisać - Sorachi Ace to świetny japoński chmiel, bijący swoją kokosową nutą niejednego "amerykańca". Niestety nie jest on częstym gościem w naszych butelka, ale w ostatnim czasie pojawiły się na rynku dwa trunki z jego pierwszoplanowym udziałem i to o nich będzie ta opowieść... 


Na początek debiut na blogu, chociaż sympatycy z Facebooka już się z nim spotkali. PiwoWarownia to kolejny browar kontraktowy warzący w strzyrzyckiej Marysi. Spójna dla wszystkich piw szata graficzna i logo do mnie nie trafiają, ale Kameleon już tak!

Kameleon, PiwoWarownia, 14 BLG 5,8% alk., 70 IBU
Barwa bursztynowa, piana obfita, trwała lekko znaczy szkło. Subtelna nuta kokosu w formie rafaello, owoce, coś jak trawa cytrynowa i lekka słodowość. W smaku sporo grejpfruta, pomarańczy (lekki sok cytrusowy), owoce, leciutka nutka kokosu, zioła w stronę herbaty. Dużo słodu. Goryczka średnio intensywna, lekko ściągająca. Umiarkowana słodycz złamana goryczką.

Dobre, to najlepsze słowo, nie wybija się na najwyższy pułap, ale też zdecydowanie jest ponad przeciętne. SA potwierdza że jest wyjątkowo dobrym chmielem, nawet bardzo dobry, a kokosowe nuty w piwie mnie zawsze nastrajają pozytywnie. Podkreślam kokosowe, a  nie jakieś koszmarki z Bojanika Kokosowego!  Cena standardowa.

Ocena ogólna: 9.25/12
(Wygląd: 0.75/0.75 Zapach: 2/2.5  Smak: 5.75/8 Cena/Jakość: 0.75/0.75)

Drugim bohaterem jest single hop IPA od dobrze Wam znanego Doktora:

Sorachi Ace, Doctor Brew, 16 BLG, 6,2% alk., 71 IBU
Piwo ma ładną pomarańczową barwę, ale jest bardzo brzydko zmętnione. Pływa sporo osadów, drobinek, a do szkła nie nalałem wszystkiego z butelki... Piana niska, biała drobna, utrzymuje się tylko cienki kożuch, za to etykieta bardzo ładna. W aromacie sporo słodu i herbaty, ale nie czuję kokosów wcale... Jest to oczywiście przyjemne, ale na co innego liczyłem. W smaku na pierwszym planie słodowość z przyjemną nutą chlebową, na drugim nuty chmielowe ze sporą ilością herbaty, trawy, ale i owoców w stronę ananasów. Słodkawe, ale również goryczkowe, w średnio intensywnej i lekko zalegającej formie.

Daje radę, to najlepsze określenie. Jest ok, pije się z przyjemnością, ale nie udało się wydobyć najlepszych cech SA.

Ocena ogólna: 7.75/12
(Wygląd: 0.25/0.75; Zapach: 1.75/2.5; Smak: 5.25/8; Cena/Jakość: 0.5/0.75)

Liczby najlepiej obrazują, które jest lepsze i  z tym Was zostawiam. 

niedziela, 15 listopada 2015

Roch jaki jest, każdy widzi...

Koń jaki jest, każdy widzi*

 

Tą legendarną sentencją z pierwszej polskiej encyklopedii chciałbym zacząć i zakończyć ten wpis.

 
Nokota - American Pale Ale

Fryz - Black IPA - najlepsza BIPA jaką piłem w tym roku

Arden - Smoked (tylko w nazwie) Oatmeal Stout i jako stout owsiany jest świetne!

Dobra tak naprawdę to nie wpis, gdyż pijąc piwa ze zdjęć nie miałem czasu/chęci/możliwości czy czego tam jeszcze, aby zrobić notatki. Są one jednak na tyle dobre, że grzechem by było o nich nie napisać, a jeżeli pozostałe trzymają poziom tej trójcy to zapowiada się debiut roku! 

* OK to jeszcze dla nie wtajemniczonych Browar Roch to nie tylko miłość do piwa, ale i do najwierniejszego przyjaciela Polaka, czyli konia! To właśnie do tych najszlachetniejszych czworonogów nawiązują nazwy piw. 

poniedziałek, 9 listopada 2015

Trunki z innej półki: dwójniaki od Jarosa część 1

Już kilkukrotnie pisałem o miodach pitnych, ale tyczyło to tylko moich ulubionych półtoraków. Dziś sprawdzam jaką prezentują formę dwójniaki z rzemieślniczej miodosytni Jarosa! W ofercie mają, aż 5 miodów z tej kategorii, dlatego tekst i zakup podzieliłem na części. Na początek Lipiec i Koronny.



Lipiec, Jaros
Miód lipowy uważany jest za jeden z najszlachetniejszych, dlatego oczekiwania mam duże! Jak łatwo zgadnąć pierwszym stadium jest kwiat lipy. Alkohol na poziomie 16%. Zaskakująco jasna barwa, pływa kilka drobinek.  Zapach jest bardzo delikatny: lipa, kwiaty, w tle szczypta "zielonych" ziół. Jednoznacznie miodowy. W smaku dominuje miód lipowy co oczywiście czyni go delikatnym i podnosi walory smakowe. Jak na dwójniak jest słodki, ale łamie to jakby ziołowa goryczka, do tego lekkie nutki kwiatowe.

Lipowo miodowy profil jest świetny, spora gęstość i słodycz, razem daje to najlepszy dwójniak w mojej karierze. Zachwyca aksamitność i balans. Pomyślcie jak smakował by taki półtorak...


Dwójniak Koronny, Jaros
Z ciemnych miodów jesiennych, czyli mieszanka późno kwitnąca. 16% alkoholu. Barwa miedziano czereśniowa. W zapachu sporo śliwek, nut korzennych, odrobina leśnych.  W smaku podobnie sporo śliwek, wiśni, jakieś owoce leśne (jeżyny?) i sporo przypraw korzennych. Stawiałbym na mieszankę ze wskazaniem na owoce leśne. Jest słodkie, ale i odrobinę goryczkowe, ściągające.

Przyjemny, ba! Całkiem smaczny, ale nie wzbudza wielkiego zachwytu, przy tej cenie (taka sama jak Lipca) ponownie nie wybiorę. 

Pierwszy wniosek? Dwójniak to nie półtorak, ale Lipiec pokazał, że może wywołać uśmiech :)

Porządkując ten tekst degustowałem piwo, które z miodem ma dużo wspólnego!

Fenegryka, Beer Bros, 14,5 BLG, 5% alk.

Red Ale to nieco nudny styl, dlatego twórcy piwa pokusili się o doprawienie go przyprawami. Podejrzewam, że to właśnie te dodatki stworzyły miodowy charakter piwa, które smakuje jednoznacznie jak  miód gryczany! Bardzo specyficzny smak, który trzeba poznać, aby wiedzieć o co chodzi. Znajomi pomylili to z magi, ale jest to coś zupełnie innego. Do tego klasyczna skórka od chleba i nuta karmelowo-słodowa, czyli cechy typowe dla stylu.


Bardzo specyficzne i smaczne, acz nie dla każdego. Skojarzenia z miodem są nieprzypadkowe, a charakterystyczny smak miodu gryczanego nie każdego zadowoli.

sobota, 7 listopada 2015

Dyniowe, świąteczne, wędzone koźlaki... Piwa sezonowe, warzone zazwyczaj raz do roku to wspaniała uczta dla wszystkich miłośników wyjątkowości w smaku piwa. Picie orzeźwiającej pszenicy w mroźny wieczór, czy RISa w upalny letni dzień nie daje tyle radości co w odwróconej, prawidłowej kombinacji. Polskie browary nie do końca pojmują i akceptują stylową prawidłowość i często w upał trudno dostać piwo orzeźwiające (ten rok był nieco lepszy od poprzedniego), gdy na jesień jest ich cała masa... Nie widzę nic złego w piciu pszenicy zimą, a porterów na wiosnę, ale proporcje produkcji powinny być zachowane. Planowanie i logistyka! Przemyślane style, warki testowe, a nie warzenie czegoś bo konkurencja uwarzyła, bo potrzeba na szybko nowej premiery...  Czemu o tym piszę akurat teraz? Gdyż amerykańska moda na piwa dyniowe od 2-3 lat odciska się na naszym rynku, ale browary miały poważny problem z wyrobieniem się na ostatni dzień października i piwa do części odbiorców trafiały ze sporym opóźnieniem. Dotyczy to jednak wszystkich piw sezonowych, a nie tylko dyniowych, którym tym razem prawie się udało! Prawie, gdyż imperialny pumpkin z Pinty będzie dopiero pod koniec listopada... Oby browary urealniły swoje plany produkcyjne i warzyły piwa na czas... Zwłaszcza, że zbliża się sezon na moje ulubione piwa świąteczne :) Optymalnym czasem na premierę świątecznych są okolice 6go grudnia, gdy piwo wchodzi na rynek 3-4 dni przed wigilią to zdecydowana większość odbiorców przez święta go nie zdegustuje...


Jeżeli już przy piwach dyniowych jesteśmy to wypada mi napisać kilka słów o tegorocznych pumpkinach, degustowanych w ostatnich dniach.

Gruba Kaśka, Bazyliszek, 16,5 BLG, 5,5 Alk., 35 IBU
Nie jest to premiera, gdyż piwo było dostępne już rok temu, ale wtedy Bazyliszek był poza zasięgiem. Teraz nadrabiam zaległości i stwierdzam hit!  Barwa złoto-pomarańczowa, piana o umiarkowanej obfitości i trwałości. Świetny aromat przypraw korzennych, cynamonu, pierników. Dyni niewiele, ale uwielbiam takie klimaty, dla nas dużo bardziej świąteczne w sensie Bożego Narodzenia :) W smaku podobnie, aczkolwiek dynia bardzo wyraźna, kojarzy się trochę z marchewką. Przyprawy korzenne, cynamon, pierniki, skórka pomarańczy, goździki, lekki imbir. Słodkawe, acz w ziołową średnio intensywną goryczką.

Pyszne, w zapachu Boże Narodzenie, w smaku ok niech będzie, że halloweenowa dynia, chociaż to mocne nadużycie, gdyż nigdy nie jadłem tych amerykańskich ciast. Najważniejsze, że piwo jest pyszne!

Ocena ogólna: 10/12
(Wygląd: 0.5/0.75; Zapach: 2.25/2.5; Smak: 6.5/8; Cena/Jakość 0.75/0.75)

Zaległości nadrobione, czas na premiery 2015!


Zośka Straszybotka, Piwoteka, 14 BLG, 5,5% alk.
Łódzka czarownica? Dynia w occie? Dyniowe gose! Po śledziowym stoucie, kolejne niekonwencjonalne piwo od Piwoteki, co bardzo się chwali! Barwa słomkowa, piana jak na pszenicę nieco za niska, acz biała i drobna. W zapachu dużo słodu pszenicznego, goździków, banana, nieco imbiru, cynamonu i przypraw korzennych, słonawe, z zieloną wstawką. W smaku mniej bogato, ale bardzo przyjemnie - klasyczne gose dominuje z wyraźną słonością i nutami pszenicy, ale dynia nadaje miąższowej pełni (marchwiowo jabłkowy - papierówka). Bardzo dużo goździka, lekki imbir, banan, cynamon przyprawy korzenne - pierniki. Goryczka chmielowa, ziołowa niska.

Niekonwencjonalne, orzeźwiające, wyraźnie pszeniczne, bardzo smaczne!

Ocena ogólna: 9.25/12
(Wygląd: 0.5/0.75; Zapach: 2.25/2.5; Smak: 5.75/8; Cena/Jakość: 0.75/0.75)

Piotrek z Bagien: Pumpkin Ale, Jan Olbracht (Piotrków) 12,5 BLG, 4,7% alk., 26 IBU
Seria Piotrków nie wprawiła mnie w zachwyt, ale Olbracht z Piotrkowa ostatnio mocno punktował, dlatego jest nadzieja. Mroczna etykieta pasuje do klimatu. Barwa w stronę czerwieni, piana o średniej obfitości, drobna, pozostawia delikatne znaki na szkle. W zapachu na pierwszym planie stary słód z nutą karmelu, nieco przypraw i owoców. Przechodzę do smaku i nie jest to smakołyk... Dominuje słód z karmelem i zalegająca trawiasta, cierpka goryczka... O sporej intensywności, ale nieprzyjemnej formie. Jest karmel, dynia w formie pestek, a nie miąższu i nieco fenoli w tle.

Nie ma się nad czym rozpisywać, piwo nie jest smaczne, ale brakuje  mu do piwnego koszmaru. 

Ocena ogólna: 6.25/12
(Wygląd: 0.75/0.75; Zapach: 1.5/2.5; Smak: 4/8; Cena/Jakość: 0/0.75)

Miało byś jeszcze Muerto, które bardzo smakowało mi rok temu, ale zapach tegorocznej warki mnie odstraszył.

Inne piwa dyniowe omawiane na blogu:
- Heirloom Pumpkin, USA, Almanac - rewelacyjne barley wine
- Fall Hornin', USA, Anderson Valley - świetny, klasyczny pumpkin
- Post Road Pumpkin Ale, USA, Brooklyn Brewery - zdecydowanie niższy poziom od poprzednich
- Charon, Polska, Olimp - nuda i strata $$$$
- Naked Mummy, Polska, AleBrowar - całkiem niezłe, ale w tym roku podobno nie uwarzone
- The Fear, USA, Flying Dog - piłem dawno temu, ale smakowało :)

czwartek, 5 listopada 2015

Malinowa inwazja Geezera!

Geezer - Turbo Geezer - Turbo Geezer Bourbon BA - Turbo Geezer Bourbon BA leżakowany z malinami... Imponujący rozwój jak na piwo, którego pierwsze stadium miało premierę w lutym tego roku! Do tej pory degustowałem dwa pierwsze Geezery, ale blog o tym milczy. Czemu? No właśnie czemu?! Publikacja tekstu nastąpi dzień później, ale będzie bogatsza o recenzję Turbosa, którego butelka gdzieś leżakuje. Klasyczny BA idzie do piwnicy, a na dziś wersja z malinami!


Ta bardzo limitowana, wręcz reglamentowana w sklepach seria piw to urodzinowy tort dla piwoszy z okazji pierwszej rocznicy istnienia browaru. Piwo ma parametry wersji Turbo to jest: 8,3% alkoholu i 19,1% ekstraktu.  W składzie kawa, laktoza, wanilia, cukier kandyzowany. Wersja normalna leżakowana jest z płatkami dębowymi, natomiast urodzinowa w beczce po bourbonie, w omawianej wersji z dodatkiem malin. Piwo niepasteryzowane, refermentowane w butelce

Sygnowany kapsel, piękna etykieta autorstwa Alka Morawskiego i czarna butelka tworzą niesamowitą oprawę przy której nawet brak piany szczególnie nie przeszkadza. Piwo w moim szkle ma barwę nieprzeniknionej czerni, ale w węższym szkle pewnie będzie jaśniejsze.

Świetny aromat kawy z malinami (dla mnie nowe, ale bardzo przyjemne połączenie), w tle czekolada i wanilia. Hmm po ogrzaniu gdzieś w oddali przewija się minimalny kokos. Słodko i zachęcająco.

Maliny, w smaku dużo malin, świeżych, naturalnych, minimalnie kwaskowatych, pysznych! Do tego sporo kawy, intensywnej, również nieco kwaskowatej, uzupełnionej lekką czekoladą, nawet nie paloną, a smolistą, może nawet lekko torfową nutą ciemnych słodów. Co z beczką? Lekka dębina, lekka wanilia i równie lekka nuta bourbonu przyczajona jak alkohol pod powierzchnią. Stanowi ona uzupełnienie, nadaje smaczków, a nie jest dominantą. To oczywiście dobrze, gdyż tutaj mają rządzić maliny. Goryczka i wysycenie bardzo niskie.

Bardzo pijalne, dobrze ułożone, po prostu bardzo dobre piwo! Taaa za dużo tego bardzo i dobrze, ale tak musi być! Kosztowało 18 zł i jest to uczciwa cena.

Ocena ogólna: 10.5/12
(Wygląd: 0.75/0.75; Zapach: 2.25/2.5;  Smak: 6.75/8; Cena/Jakość: 0.75/0.75)

Teraz kwestia dla wielu pewnie najistotniejsza: pić czy leżakować? Ja niestety nie miałem możliwości zakupu dwóch butelek, dlatego dokonałem wyboru zwykły BA na leżak, a wersja z malinami na już.  Dlaczego? Ciemne mocne piwo powinno zyskiwać o czym pisałem Wam już nie raz i wielokrotnie potwierdzały to degustacje. Dużo mniejsze szanse na sukces, są w przypadku piwa z owocami gdy wzrasta możliwość zakażenie, czy większego zakwaszenia.  Po tej degustacji wyboru nie żałuję i stwierdzam, że piwo jest gotowe do picia, ale jeżeli nie korci Was to 2-3 miesiące powinny nadać mu większej gładkości.

Dobra to na szybko jeszcze wspomniany Turbo Geezer w wersji klasycznej. O jego parametrach pisałem już wyżej. Piwo około miesiąca po terminie, leżakowane w lodówce.

Czarna barwa, beżowa drobna piana, która lekko znaczy szkło. W zapachu sporo kawy i czekolady deserowej, uzupełniają to śliwki, wiśnie, nuty utlenienia z leciutkim grafitem. Całość otulona palonym słodem. W smaku na pierwszym planie czekolada, ale kawy jest niewiele mniej. Bardzo przyjemna śliwka z rodzynkami, dobrze przysłaniająca delikatny grafit.  Co fajne jest wyraźna, acz lekka nuta płatków i beczki. Nieco kwaskowate od palonego słodu i kawy. Goryczka niska.

Dłuższe leżakowanie nie miało by sensu.

Ocena ogólna: 9.5/12
(Wygląd: 0.75/0.75; Zapach: 2/2.5; Smak: 6/8 Cena/Jakość: 0.75/0.75)