środa, 19 sierpnia 2015

Mikkeller kombinuje, a ja przechodzę w tryb ON-LINE!


Dzięki pomocy Piotra i Tomasza wracam do cyber świata, a co za tym idzie do częstszych publikacji! O podziękowaniach dla panów postanie pewnie jeszcze osobny wpis, ale na początek ładne D-I-Ę-K-U-J-E-M-Y! Z radości powrotu podwójna degustacja piw z Mikkeller, piw szalonych i niekonwencjonalnych, czyli takich jak lubię najbardziej :) IPA z wanilią i stout z figami!


Pamiętacie Infusion C, rewelacyjne IPA z laską wanilii i efektem białej czekolady? Liczę na powtórkę! Vanilla Sky! Z informacjami tradycyjnie skąpo, ale wiemy, że piwo uwarzono w belgijskim De Proef, wanilia stanowiła 0,6% zasypu, a alkohol w tym IPA ma 7%.

W barwie jasne złoto, ciecz zmętniona w regularny przyjemny dla oka sposób . Piana biała, obfita, trwała, a do tego oblepia szkło. Etykieta łączy w sobie plakat filmowy z wyjaśnieniem specyficznego sposobu zapylania kwiatu wanilii, o którym opowiadał w jednym z odcinków Wojciech Cejrowski.

W zapachu chmiel! Czysty oleisty, w stronę tropików i cebulki. Tak sobie wyobrażam zapach świeżej szyszki chmielu z USA roztartej między palcami. Jeżeli wyobraźnia u Was działa to wiecie, że jest to aromat bardzo przyjemny, ale wanilii nie czuję wcale…

Smak ma podobny problem, świetna olejkowa chmielowość i brak wanilii. Słodowa pełnia w zestawieniu z niesamowitym na-chmieleniem w smaku czyni piwo bardzo dobrym. Mamy cytrusy, a zwłaszcza gorzkiego grejpfruta (białe), a do tego pestki, żywica, delikatna cebulka, owoce tropikalne. Stężenie chmielu ogromne, ale goryczka sama w sobie nie jest wyjątkowo przytłaczająca, chociaż jest spora. Wanilii brak, ewentualnie minimalna ilość granicząca z autosugestiom na finiszu…

Wnioski? IPA w bardzo dobrym wydaniu, ale nic więcej, a nazwa piwa sugeruje coś innego… Dla fanów chmielu w dużych ilościach zdecydowanie tak, dla maniaków wanilii i eksperymentów niekoniecznie…

Ocena ogólna: 9.75/12
(Wygląd: 0.75/0.75; Zapach: 2/2.5; Smak: 6.5/8; Cena/Jakość: 0.5/0.75)

Nie do końca na to liczyłem, ale teraz może będzie lepiej :)

Crooked Moon Tattoo Stockholm to stout, a w zasadzie FES z dodatkiem fig i 8% alkoholu, również uwarzony w De Proef. Piwo powstało specjalnie dla studia tatuażu o tej samej nazwie. Wersja dla filii w Sztokholmie, siedziba matka również ma swoje piwo od Mikkellera. 


Barwa czarna, ze ślicznymi rubinowymi refleksami. Piana beżowa, bardzo obfita, lekko znaczy szkło. Śliczna etykieta o ile dobrze rozeznałem temat to jest autorstwa tatuażysty ze wspomnianego studia.

W zapachu ciemne owoce, figi, krem waniliowy i cytrusowa nuta chmielu. W tle nieco ciemnych słodów i kawy. Jest słodko. Po ogrzaniu wychodzi kakao i przykrywa inne nuty.

W smaku absolutna dominacja palonego słodu z odrobiną popiołu. Czuć sporą ilość chmielu z cytrusowymi nutkami, kakao, nieco ciemnych owoców, fig i kawy, a nawet ciemnego pieczywa. Gdzieś przebiegło mi skojarzenie jednej z nut z chałwą… Goryczka średnio wysoka z wpływem chmielu i słodu. Piwo wytrawne, bardzo silnie palone.

Kurde i znowu nie do końca to czego oczekiwałem… Dobrze, że są figi, ale spodziewałem się piwa słodszego, bardziej deserowego, a nie wytrawnego „wypalacza”. To dobry trunek, dla fanów takich klimatów mus, ale ja czuję niedosyt. 

Ocena ogólna: 9/12
(Wygląd: 0.75/0.75; Zapach: 2/2.5; Smak: 6/8 Cena/Jakość: 0.25/0.75)

Zakładałem bardziej spektakularny powrót, ale cytując klasyka „co zrobisz? Nic nie zrobisz…”. IPA zdecydowanie smakowało bardziej, ale figa jako dodatek bardzo przypadła mi do gustu, tylko trzeba dla niej nieco innego otoczenia.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz