czwartek, 20 sierpnia 2015

Kraftowy Rollercoaster, czyli krajowe wzloty i upadki!

Polski kraft rozpędzony premierami pędzi jak szalony rollercoaster, wchodząc niebezpiecznie w zakręty, bez mała ocierając się o groteskowość, wznosząc się na szczyt i opadając na samo dno... Konsument jedzie na tej kolejce "bez trzymanki" i pasów bezpieczeństwa, dlatego cykl ten będzie swoistym przewodnikiem i drogowskazem. Docelowo będą tylko wzloty, gdyż picie kiepskiego piwa nie tylko nie daje radości, a jeszcze opróżnia konto... Jednak mam kilka bolesnych wpadek w notesie, więc ostrzeżeń nie braknie. Zapraszam na pierwszą przejażdżkę - dwa* piwa na start!


Na początek piwo, które znam bardzo dobrze, gdyż piłem je już dwa razy w wersji lanej. Widząc jednak pewien potencjał do leżakowania kupiłem butelkę do piwnicy. Ważne do 31 maja So Far So Dark otworzyłem 20 sierpnia. Czas wydaje się dobry, gdyż piwo jest niepasteryzowane, a 6,2% alkoholu i 16 BLG również nie zachęcają do trzymania przez lata. Decydujący wpływ miała jednak kawa, piwa z jej dodatkiem w moim odczuciu niekoniecznie nadają się do trzymania latami… 

Zajmijmy się jednak samym So Far So Dark jest to owoc współpracy dwóch rodzimych browarów – Artezana i AleBrowaru. Styl? Robust Porter z dodatkiem lukrecji i kawy.

Barwa czarna, piana obfita, beżowa, drobna i trwała. Piwo w pięknej „malowanej” butelce. W zapachu ciemne owoce, zwłaszcza śliwka, kawa, lukrecja, nieco palonego słodu. Bardzo przyjemna kompozycja. W smaku również na pierwszym planie śliwka, wiśnia z lekką czekoladą, oraz w
silna kawa. Nieco słabiej pulsuje palony słód z odrobiną kwaśności, a finiszu delikatna (nie przeszkadza) lukrecja. Goryczka palona, współgra ze słodyczą ciemnych owoców, piwo dobrze z harmonizowane. W składzie nie ma laktozy, ale w smaku jest przyjemna kremowość. 

Specjalne podsumowanie jest chyba zbędne, bardzo dobre piwo w którym zmieniłbym tylko lukrecję (ot nie lubię), np. na wspomniane w ostatnim wpisie figi, które bardzo by tu pasowały. 

Ocena ogólna: 9.75/12
(Wygląd: 0.75/0.75; Zapach: 2/2.5; Smak: 6.25/8; Cena/Jakość: 0.75/0.75)

Czas na ostry spadek. Owocowe Love Czerwone z Browaru Na Jurze już swoją infantylną nazwą i nie najlepszą etykieta (gdzie obiecane zamki?) budzi obawy. Jednak owoce w składzie, brak sztucznych aromatów i sukcesy kwaśnych, również owocowych piw z Pinty, która warzy w Zawierciu przekonały mnie do zakupu. Uzupełniając informacje o składzie: wiśnie, truskawki, czerwone porzeczki, 4% alkoholu.

Barwa czerwono-bursztynowa z dużym zmętnieniem. Piana na dwa palce, biała, ale niestety bardzo szybko opada. Przelana ciecz nie pachnie za dobrze. Mokry, stęchły słód, silnie przejrzałe owoce, przyjemna jest tylko nutka truskawek, kwaskowata porzeczka i nieco cytrusów. Ogólny zapach, dopełnia lekki diacetyl co dodatkowo razi… W smaku podobnie. Kwaskowato z nutami owoców. Faktycznie czuć truskawki, wiśnie, porzeczki, może nieco przejrzałe, ale nie najgorsze. Fatalne są za to nuty słodowe. Stęchłe, mokre zboże to nie to co chcę brać do ust… Na finiszu nutka cytrusów i diacetylu. Goryczki brak.

Niestety, zmarnowane 6,80 zł. Pomysł był dobry, dlatego nie skreślam, gdyż potencjał na kwaskowate owocowe piwo na lato jest, ale dużo pracy jeszcze przed piwowarem. Jeżeli kolejne warki będą dużo lepsze to dajcie znać, chętnie sprawdzę, a teraz odradzam.

Ocena ogólna: 5.5/8
(Wygląd: 0.25/0.75; Zapach: 1 /25; Smak: 4.25/8; Cena/Jakość: 0/0.75)
 
* Oj mocno się rozpisałem więc na dziś koniec, docelowo w odcinku Rollercoastera będą 3-4 piwa. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz