poniedziałek, 31 sierpnia 2015

KWACH i inne kwaski!

Moda na piwa kwaśne od dłuższego czasu jest lansowana, a wręcz przedstawiana jako nowy kierunek piwnej rewolucji. Osobiście lubię piwa tego typu, ale nie zgadzam się z takim przedstawianiem sprawy. Beczka i gruit to drogi rewolucji! Kwasy pomimo swej różnorodności nie są w stanie przekroczyć granicy smakowej ekstazy, którą z łatwością łamią wszelkie "leżaki". Jeżeli już jesteśmy przy różnorodności to dziś kilka premierowych kwachów z Polski. Różne oblicza i podejścia do tematu, niektóre bardzo udane inne wręcz godne potępienia.


Kwach, Bazyliszek, wheat sour ale, 11,3 BLG 4,5% alk, 

Polityka i piwo to połączenie za którym nie przepadam, gdyż piwo ma łączyć, a nie dzielić... Jednak ta etykieta jest tak urzekająca, że nie sposób jej nie oceniać pozytywnie. 

Barwa słomiana, bardzo duże zmętnienie. Piana niska, prawie się nie tworzy. W aromacie nuta słodu pszenicznego, jabłka, lekki banan wyraźna kwaskowatość. W smaku podobnie: pszeniczna pełnia, sporo jabłek, lekki banan. Słodkawa pełnia łamana kwaskowatością o średniej mocy. Kwaskowatość jest zdecydowanie cytrynowa. Goryczka niska, podobnie jak wysycenie.

Orzeźwiające bardzo pijalne i smaczne. W swojej kategorii bodaj lider, taki Kwas Alfa był dobry, ale to jest dużo lepsze :) Czuć bardzo wyraźnie wpływ słodu pszenicznego. Moja ocena jest, nieco wyższa w stosunku do zdania znajomych, którzy je również pili... 

Ocena ogólna: 9.5/12
(Wygląd: 0.5/0.75; Zapach: 2/2.5; Smak: 6.25/8; Cena/Jakość: 0.75/0.75)

Sherrylock Holmes, Hopium, wiśniowe Pale Ale, 12 BLG, 4,8% alk.

 
Barwa i zmętnienie kompotu z czerwonych owoców. Piana średnio obfita, utrzymuje się jedynie cienki kożuch. W zapachu dominują kwaśne wiśnie, a w tle lekki słód i malina. Gdzieś pałęta się coś zielonego.  W smaku bardzo podobnie, mamy kwaśne wiśnie, z odrobiną malin. Bardzo wyraźnie wyczuwalna nuta słodowa. Goryczka niska. Kwaśne, wytrawne i nie kojarzy się z wodą z sokiem, za co plus.

Było to moje drugie spotkanie z nową inicjatywą Hopioum i ponownie wypiłem piwo bardzo solidne, acz nie osiągające jeszcze poziomu ekstraklasy.

Ocena ogólna: 8.5/12
(Wygląd: 0.5/0.75; Zapach: 2/2.5; Smak: 5.5/8 Cena/Jakość: 0.5/0.75)

Dark Angel, Słociak & Rafał Słociak, milk stout, 12 BLG, 5% alk.

Zaskoczeni? Milk stout w tekście o kwasach? Niestety piwo, które trafiło do sprzedaży pod tym szyldem kwasem się okazało... Wiemy to już po powąchaniu - przyjemny palony słód, wiśnie w czekoladzie, kakao ustępują miejsca nucie kwaśnej, nieco kapuścianej, jednoznacznie świadczącej o zakażeniu. Smak potwierdza zakażenie, którego kwaśne oblicze jest na pierwszym planie. Pod spodem spora paloność, ciemne owoce (zwłaszcza wiśnie). Niestety woda z ogórków psuje wszystko.

Piwo kupione w browarze, przechowywane w lodówce przez kilka dni, więc nie ma mowy o niewiedzy, czy zepsuciu w drodze. Browar Słociak wypuszczający zepsute piwo łapie duży minus, zwłaszcza, że to nie jest przyjemny kwas jak w przypadku Doktora Fausta.

Ocena ogólna: 5.75/12
(Wygląd: 0.5/0.75; Zapach: 1.25/2.5 Smak: 4/8 Cena/Jakość: 0/0.75 )

Sezon ogórkowy, Piwne Podziemie, ogórkowy saison, 11,3 BLG, 5% alk.

Do tej pory było kwaśno, ale zwyczajnie, teraz prawdziwy piwny dziwak, czyli coś co lubię. Piwo z dodatkiem ogórków i skórki z cytryny!


Barwa jasnozłota, bliska klarowności - jak trafnie zauważył Michał z katowickiej Kontynuacji - sok jabłkowy. Piana biała, niska, znika nieco za szybko. "Nos w szkło" i czuję zapach ogórków prosto z krzaka na działce u cioci. Słodko kwaśny aromat. W smaku ponownie świeży ogórek z działki, lekka przyprawowość i coś jeszcze, tylko co? Jest kwaskowate, minimalnie cierpkie, nisko wysycone, słodkawe i co najciekawsze na finiszu lekko słone. Przy jednym z ostatnich łyków przyszło olśnienie - KOPEREK! To ten niezidentyfikowany smak!

Dobre, ale cholernie dziwne, raczej ciekawostka niż piwo na co dzień, ale zdecydowanie warto spróbować.

Ocena ogólna: 9.25/12
(Wygląd: 0.5/0.75; Zapach: 2/2.5 Smak: 6/8 Cena/Jakość: 0.75/0.75

To jedynie kilka oblicz piw kwaśnych, jest tego więcej w Polsce i dużo więcej w świecie. Na pewno kolejne pozycje tego typu opiszę wkrótce.

czwartek, 27 sierpnia 2015

Moc Kwiatów i trzeci porter świata!

Smuttynose Porter Bałtycki to 3 piwo w tym stylu na świecie według ratebeer, czy naprawdę jest takie dobre? Jak wypadnie na tle naszych rodzimych czarnych pereł z których jesteśmy tak dumni?

Piwo zamówione, ale piana jest jak krem do jedzenia łyżeczką przez co czas nalewania musi być długi, a co za tym idzie był czas spróbować czegoś innego. Padło na piwo lekkie i niezmiernie interesujące, czyli kolejna kombinacja z Bazyliszka.

Flower Power, Bazyliszek (Pale Ale z macerowanymi kwiatami jaśminu, dzikiej róży, czarnego bzu i akacji). 10,5 BLG, 4,2% alkoholu i 20 IBU.

Piana obfita, biała, drobna, trwała. Barwa żółta złocista, z opalizującą mętnością.

Wspaniała słodka mieszanka kwiatowa, wyczuwalny na pierwszym planie jest jaśmin i bez, w tle delikatna róża, akacja, a ja doszukałem się również fiołków.

Podstawa piwa lekko słodowa, bardzo delikatna, wręcz nieco wodnista, ale dzięki temu nic nie zakłóca świetnych nut kwiatów: jaśminu, róży, fiołków, tym razem słabsze nuty akacji i bzu. Do tego delikatny sok z grejpfruta. Goryczka niska. Bardzo delikatna nuta ryżu na mleku (nie ma nic wspólnego z diacetylem).


Ocena ogólna: 10.5/12
(Wygląd: 0.75/0.75; Zapach: 2.5/2.5; Smak: 6.5/8; Cena/Jakość: 0.75/0.75)

Uwielbiam takie klimaty, ale jeżeli nuty kwiatowe nie są tym co lubicie to nie piwo dla Was. Uznać je jednak można za bardzo przystępne i większości przypadnie do gustu.

Koniec rozgrzewki, czas na gwiazdę wieczoru!

Baltic Porter, Smuttynose, 9% alkoholu, beczkowane 19.03.15 

Jest to moje pierwsze spotkanie z browarem z nadmorskiego (nadoceanicznego jakoś głupio brzmi) Hempton (New Hampshire), którego nazwa nawiązuje do jednej z miejscowych wysp. Obecnie jest opuszczonym schronieniem dla fok (jedna z nich jest w logo browaru), ale dawniej podobno była pirackim gniazdem. Browar jest również ważnym ośrodkiem lokalnej społeczności, organizuje min. spotkania z senatorami i kandydatami na prezydenta. Politykę traktują jednak z przymrużeniem oka i goszczą kandydatów z obu stron barykady.

Barwa czarna, piana widoczna na zdjęciu...

Orzech laskowy, gorzka czekolada, nuta kojarząca się z bourbonem, leciutkie, ciemne owoce, rodzynki i palony słód w tle to walory aromatyczne.

Po przełknięciu pierwsza myśl "to nie krem, a wręcz puszek, deser"! Wyraźna, ale nie dominująca paloność miesza się z silną gorzką czekoladą z dużą zawartością kakao, a do tego rodzynki i śliwki. Deser z mlecznej czekolady, nadal nutka bourbonu i lekka kawa w tle. Po ogrzaniu minimalna kwaskowatość od palonego słodu, ale ogólnie słodkie, bardzo gęste, pozostałości osadzone na szkle są widoczne bardzo wyraźnie, ale nie chcą spływać. Alkohol świetnie ukryty. Rewelacyjna kompozycja, wyraziste smaki świetnie wkomponowane w bukiet!

Ocena ogólna: 11.25/12
(Wygląd: 0.75/0.75; Zapach: 2.5/2.5 Smak: 7.25/8 Cena/Jakość: 0.75/0.75)


Byłem przekonany, że Amerykanie raczej nie warzą porterów bałtyckich zdecydowania lepszych od nas. OK może trochę bogatsze, lepiej ułożone, ale to piwo jest o dwie-trzy klasy lepsze od naszych! Długa droga przed nami, ale o krajowych porterach, możecie poczytać pod tagiem Przegląd porterów krajowych.

poniedziałek, 24 sierpnia 2015

Kraftowy Rollercoaster, czyli krajowe wzloty i upadki! Część 2

Dziś karuzela debiutantów! Dawniej nowe piwa wzbudzały ogromne emocje i radość, która jeszcze rosła gdy mowa była o nowym browarze! Obecnie uczucia te zmieniły się w obawę przed przeciętnością i stratą pieniędzy. Ja zaryzykowałem i sprawdziłem kilka piw z nowych inicjatyw!


Bardzo rzadko kupuję piwo dla etykiety, a tym razem to był mus. Inwazja Jaszczurów od nowego kontraktowca Bulkers, warzącego w Olbrachcie z Piotrkowa to New Zeland Brown IPA. Nie tylko prześliczna, dopracowana, wydrukowana na dobrym papierze, kiczowata etykieta, trzyma poziom S-F lat 80-90, ale i opowieść do tego nawiązuje. Oryginalne V jak nic :) Tak pozytywnie nastawili mnie etykietą, że aż głupio by było gdyby piwo to zaprzepaściło.

Piana średnio obfita, drobna, oblepia szkło. Barwa miedziano-czerwona, lekko zamglona. W zapachu absolutna dominacja chmielu w formie ziołowo herbacianej, z odrobiną trawy cytrynowej, a w tle nieco słodu i karmelu. Smak bardzo podobny: trawa cytrynowa, cytryna, herbata, zioła, a w uzupełnieniu lekki słód i karmel. Po ogrzaniu wychodzi sporo owoców tropikalnych. Goryczka krótka, wysoka, jestem w stanie uwierzyć w deklarowane 80 IBU. Sporo przyjemnej słodyczy.

Bardzo solidny debiut, piwo, może nie tak dobre jak etykieta, ale i tak na wysokim poziomie zwłaszcza jak na pierwsze, które trafiło do sprzedaży. Wad nie stwierdzono, a koncepcja i poszczególne smaki dobrze się komponują, cieszy i dobrze wróży przemyślane piwo na start.

Ocena ogólna: 9.25/12
(Wygląd: 0.75/0.75; Zapach: 2/2.5; Smak: 5.75/8 Cena/Jakość: 0.75/0.75)

Idąc tropem ciekawych etykiet, trafiamy do browaru Marysia, gdzie warzy Brokreacja. Nie są tak dobre jak opisana wcześniej, ale zdecydowanie wyróżniają się na sklepowej półce i dobrze wyglądają, a o to przecież chodzi.

Na pierwszy ogień poszedł The Farmer, American Wheat 12 BLG, 5% Alk. i 40 IBU. Wypity z kolegą na pół, więc notatek większych nie czyniłem, ale wrażenia smakowe były zdecydowanie pozytywne: cytrusy z grejpfrutem, lekka żywica, miód wielokwiatowy. Słodkie gładkie o niskiej goryczce. Tylko na aromat trochę marudziłem, gdyż nie tylko był słabo wyczuwalny, ale i zawierał powiew siarki. Ogólny obraz zdecydowanie na plus.

Na zakończenie The Lumberjack kolejne piwo z Brokreacji, american stout degustowany niejako "na żywo" przy pisaniu tego tekstu.

Barwa czarna z rubinowymi refleksami. Piana bardzo niska, utrzymuje się
dziurawy kożuch. Specyficzne połączenie palonego słodu i igieł od chmielu daje  zapach charakterystyczny dla BIPA. Do tego nieco ciemnego pieczywa, owoców i cytrusów co utwierdza nas w tym odczuciu. Smak również bardziej przypomina ciemne IPA, niż american stout. Palony słód w połączeniu z igłami jest bardzo wyrazisty, wręcz agresywny. Do tego czekolada deserowa, nieco ciemnych owoców i cytrusów, oraz nuty zbożowe kojarzące się z ciemnym pieczywem. Goryczka wydaje się zgodna z deklaracją, a podstawa piwa jest zdecydowanie słodka, a nawet lekko miodowa.

Piwo trzyma poziom, ale nie do końca trafia w mój gust. Nie wszystkie elementy pasują do siebie, ale zdecydowanie jest bezkompromisowe jak drwal w kniejach, a nie hipster na Mariackiej ;)

Ocena ogólna: 8.25/12
(Wygląd: 0.5/0.75; Zapach: 1.75/2.5; Smak: 5.5/8 Cena/Jakość: 0.5/0.75)  

niedziela, 23 sierpnia 2015

Szable i kawowy RIS!

Nieczęsto los zsyła mi bonusowy wolny wieczór, ale gdy to nastąpi tym bardziej trzeba takie chwile celebrować. W lodówce zawsze czeka jakieś specjalne piwo, a dziś dołączy do niego mój najnowszy zakup książkowy, piękny album/katalog "Polskie szable i pałasze XX w. ze zbiorów Pawła Komorowskiego".


Shattered Dream to setna warka angielskiego Siren. "Śniadaniowy" Imperialny Stout z dodatkiem laski wanilii, ziaren kakaowca, kawy i laktozy! 9,8% alkoholu, RIS dwa miesiące po terminie ważności.

Barwa czarna z wyraźnymi rubinowymi przebłyskami. Piana niska, drobna, ale nieco za szybko kończy żywot. 

W aromacie dominuje kawa ze sporą dawką palonego słodu. Jak łatwo zgadnąć wnosi to nieco kwaskowatości. Są również ziarna kakaowca, gorzka czekolada i ciemne owoce, głównie w postaci śliwki.

W smaku od razu zaskakuje ogromna, laktozowa kremowość z charakterystyczną, bardzo słodką gładkością, kojarzącą się z mlekiem w tubie. Niewątpliwie kontrastuje to z potężną ilością kawy ze sporą nutą kwaskowatą. Jest paloność, są ziarna kakaowca przechodzące w gorzką czekoladę. Jest nawet wanilia, ale kolejny raz mogę się przekonać, że waniliny z laski dają dużo gorszy efekt niż z dębowej beczki.  Sporo ciemnych owoców, zwłaszcza śliwek, ale doszukałem się również rodzynek. Goryczka niska. Słodkie z kwaskowatym posmakiem.

Dla wielbicieli piw kawowych "musisz wypić", pozostali poczują pewien niedosyt. Brakuje nieco głębi, mozaiki smaków, czyli idealnej, bogatej kompozycji. Kawa zdominowała środowisko. RIS bez historii, acz nadal bardzo smaczny, gdyż pamiętać należy, że nawet słabsze piwo w tym stylu zazwyczaj jest lepsze od innych, co obrazuje wysoka ocena ogólna.

Ocena ogólna: 9.25/12
(Wygląd: 0.5/0.75; Zapach: 2/2.5 Smak: 6.25/8 Cena/Jakość: 0.5/0.75)

czwartek, 20 sierpnia 2015

Kraftowy Rollercoaster, czyli krajowe wzloty i upadki!

Polski kraft rozpędzony premierami pędzi jak szalony rollercoaster, wchodząc niebezpiecznie w zakręty, bez mała ocierając się o groteskowość, wznosząc się na szczyt i opadając na samo dno... Konsument jedzie na tej kolejce "bez trzymanki" i pasów bezpieczeństwa, dlatego cykl ten będzie swoistym przewodnikiem i drogowskazem. Docelowo będą tylko wzloty, gdyż picie kiepskiego piwa nie tylko nie daje radości, a jeszcze opróżnia konto... Jednak mam kilka bolesnych wpadek w notesie, więc ostrzeżeń nie braknie. Zapraszam na pierwszą przejażdżkę - dwa* piwa na start!


Na początek piwo, które znam bardzo dobrze, gdyż piłem je już dwa razy w wersji lanej. Widząc jednak pewien potencjał do leżakowania kupiłem butelkę do piwnicy. Ważne do 31 maja So Far So Dark otworzyłem 20 sierpnia. Czas wydaje się dobry, gdyż piwo jest niepasteryzowane, a 6,2% alkoholu i 16 BLG również nie zachęcają do trzymania przez lata. Decydujący wpływ miała jednak kawa, piwa z jej dodatkiem w moim odczuciu niekoniecznie nadają się do trzymania latami… 

Zajmijmy się jednak samym So Far So Dark jest to owoc współpracy dwóch rodzimych browarów – Artezana i AleBrowaru. Styl? Robust Porter z dodatkiem lukrecji i kawy.

Barwa czarna, piana obfita, beżowa, drobna i trwała. Piwo w pięknej „malowanej” butelce. W zapachu ciemne owoce, zwłaszcza śliwka, kawa, lukrecja, nieco palonego słodu. Bardzo przyjemna kompozycja. W smaku również na pierwszym planie śliwka, wiśnia z lekką czekoladą, oraz w
silna kawa. Nieco słabiej pulsuje palony słód z odrobiną kwaśności, a finiszu delikatna (nie przeszkadza) lukrecja. Goryczka palona, współgra ze słodyczą ciemnych owoców, piwo dobrze z harmonizowane. W składzie nie ma laktozy, ale w smaku jest przyjemna kremowość. 

Specjalne podsumowanie jest chyba zbędne, bardzo dobre piwo w którym zmieniłbym tylko lukrecję (ot nie lubię), np. na wspomniane w ostatnim wpisie figi, które bardzo by tu pasowały. 

Ocena ogólna: 9.75/12
(Wygląd: 0.75/0.75; Zapach: 2/2.5; Smak: 6.25/8; Cena/Jakość: 0.75/0.75)

Czas na ostry spadek. Owocowe Love Czerwone z Browaru Na Jurze już swoją infantylną nazwą i nie najlepszą etykieta (gdzie obiecane zamki?) budzi obawy. Jednak owoce w składzie, brak sztucznych aromatów i sukcesy kwaśnych, również owocowych piw z Pinty, która warzy w Zawierciu przekonały mnie do zakupu. Uzupełniając informacje o składzie: wiśnie, truskawki, czerwone porzeczki, 4% alkoholu.

Barwa czerwono-bursztynowa z dużym zmętnieniem. Piana na dwa palce, biała, ale niestety bardzo szybko opada. Przelana ciecz nie pachnie za dobrze. Mokry, stęchły słód, silnie przejrzałe owoce, przyjemna jest tylko nutka truskawek, kwaskowata porzeczka i nieco cytrusów. Ogólny zapach, dopełnia lekki diacetyl co dodatkowo razi… W smaku podobnie. Kwaskowato z nutami owoców. Faktycznie czuć truskawki, wiśnie, porzeczki, może nieco przejrzałe, ale nie najgorsze. Fatalne są za to nuty słodowe. Stęchłe, mokre zboże to nie to co chcę brać do ust… Na finiszu nutka cytrusów i diacetylu. Goryczki brak.

Niestety, zmarnowane 6,80 zł. Pomysł był dobry, dlatego nie skreślam, gdyż potencjał na kwaskowate owocowe piwo na lato jest, ale dużo pracy jeszcze przed piwowarem. Jeżeli kolejne warki będą dużo lepsze to dajcie znać, chętnie sprawdzę, a teraz odradzam.

Ocena ogólna: 5.5/8
(Wygląd: 0.25/0.75; Zapach: 1 /25; Smak: 4.25/8; Cena/Jakość: 0/0.75)
 
* Oj mocno się rozpisałem więc na dziś koniec, docelowo w odcinku Rollercoastera będą 3-4 piwa. 

środa, 19 sierpnia 2015

Mikkeller kombinuje, a ja przechodzę w tryb ON-LINE!


Dzięki pomocy Piotra i Tomasza wracam do cyber świata, a co za tym idzie do częstszych publikacji! O podziękowaniach dla panów postanie pewnie jeszcze osobny wpis, ale na początek ładne D-I-Ę-K-U-J-E-M-Y! Z radości powrotu podwójna degustacja piw z Mikkeller, piw szalonych i niekonwencjonalnych, czyli takich jak lubię najbardziej :) IPA z wanilią i stout z figami!


Pamiętacie Infusion C, rewelacyjne IPA z laską wanilii i efektem białej czekolady? Liczę na powtórkę! Vanilla Sky! Z informacjami tradycyjnie skąpo, ale wiemy, że piwo uwarzono w belgijskim De Proef, wanilia stanowiła 0,6% zasypu, a alkohol w tym IPA ma 7%.

W barwie jasne złoto, ciecz zmętniona w regularny przyjemny dla oka sposób . Piana biała, obfita, trwała, a do tego oblepia szkło. Etykieta łączy w sobie plakat filmowy z wyjaśnieniem specyficznego sposobu zapylania kwiatu wanilii, o którym opowiadał w jednym z odcinków Wojciech Cejrowski.

W zapachu chmiel! Czysty oleisty, w stronę tropików i cebulki. Tak sobie wyobrażam zapach świeżej szyszki chmielu z USA roztartej między palcami. Jeżeli wyobraźnia u Was działa to wiecie, że jest to aromat bardzo przyjemny, ale wanilii nie czuję wcale…

Smak ma podobny problem, świetna olejkowa chmielowość i brak wanilii. Słodowa pełnia w zestawieniu z niesamowitym na-chmieleniem w smaku czyni piwo bardzo dobrym. Mamy cytrusy, a zwłaszcza gorzkiego grejpfruta (białe), a do tego pestki, żywica, delikatna cebulka, owoce tropikalne. Stężenie chmielu ogromne, ale goryczka sama w sobie nie jest wyjątkowo przytłaczająca, chociaż jest spora. Wanilii brak, ewentualnie minimalna ilość granicząca z autosugestiom na finiszu…

Wnioski? IPA w bardzo dobrym wydaniu, ale nic więcej, a nazwa piwa sugeruje coś innego… Dla fanów chmielu w dużych ilościach zdecydowanie tak, dla maniaków wanilii i eksperymentów niekoniecznie…

Ocena ogólna: 9.75/12
(Wygląd: 0.75/0.75; Zapach: 2/2.5; Smak: 6.5/8; Cena/Jakość: 0.5/0.75)

Nie do końca na to liczyłem, ale teraz może będzie lepiej :)

Crooked Moon Tattoo Stockholm to stout, a w zasadzie FES z dodatkiem fig i 8% alkoholu, również uwarzony w De Proef. Piwo powstało specjalnie dla studia tatuażu o tej samej nazwie. Wersja dla filii w Sztokholmie, siedziba matka również ma swoje piwo od Mikkellera. 


Barwa czarna, ze ślicznymi rubinowymi refleksami. Piana beżowa, bardzo obfita, lekko znaczy szkło. Śliczna etykieta o ile dobrze rozeznałem temat to jest autorstwa tatuażysty ze wspomnianego studia.

W zapachu ciemne owoce, figi, krem waniliowy i cytrusowa nuta chmielu. W tle nieco ciemnych słodów i kawy. Jest słodko. Po ogrzaniu wychodzi kakao i przykrywa inne nuty.

W smaku absolutna dominacja palonego słodu z odrobiną popiołu. Czuć sporą ilość chmielu z cytrusowymi nutkami, kakao, nieco ciemnych owoców, fig i kawy, a nawet ciemnego pieczywa. Gdzieś przebiegło mi skojarzenie jednej z nut z chałwą… Goryczka średnio wysoka z wpływem chmielu i słodu. Piwo wytrawne, bardzo silnie palone.

Kurde i znowu nie do końca to czego oczekiwałem… Dobrze, że są figi, ale spodziewałem się piwa słodszego, bardziej deserowego, a nie wytrawnego „wypalacza”. To dobry trunek, dla fanów takich klimatów mus, ale ja czuję niedosyt. 

Ocena ogólna: 9/12
(Wygląd: 0.75/0.75; Zapach: 2/2.5; Smak: 6/8 Cena/Jakość: 0.25/0.75)

Zakładałem bardziej spektakularny powrót, ale cytując klasyka „co zrobisz? Nic nie zrobisz…”. IPA zdecydowanie smakowało bardziej, ale figa jako dodatek bardzo przypadła mi do gustu, tylko trzeba dla niej nieco innego otoczenia.

sobota, 15 sierpnia 2015

Pseudo-Konstancin chmieli i pali

Browar regionalny Konstancin to już przeszłość. Twórcy pierwszego, a w szczytowych warkach rewelacyjnego piwa Żytniego zostali wykupieni, a następnie zamknięci przez spółkę Gontyniec. Sprzęt przeniesiono do Kamionki, gdzie nadal warzy się piwa pod marką Konstancin, a co więcej na rynek właśnie weszły dwie premiery IPA i mleczny stout owsiany.


Piwa kupiłem z dwóch powodów A) cena, oba poniżej 6 zł, stout nieco tańszy od IPA B) chęć sprawdzenia co będzie mógł w markecie kupić mało wtajemniczony konsument, czy się zniechęci, czy wręcz przeciwnie... Oczekiwania mam niewielkie, a obawy tyczą głównie IPA i słodów karmelowych...

Konstancin IPA, Browar Kamionka (?), chmiele Citra, Mosaic, Chinook, 6,2% Alk., 16,5 BLG
Barwa miedziano-czerwona, piana niska, utrzymuje się tylko dziurawy kożuch. Nie wygląda to najlepiej. W zapachu dużo owoców i karmelu, oraz lekki diacetyl... Niska intensywność nie pokazuje na co stać chmiel z USA. W smaku dominują nuty słodowo-karmelowe, oraz masa nieco "ciężkich" owoców. Po języku przepływa jeszcze nieco cytrusów i diacetylu. Goryczka zaskakująco wysoka, ale zalegająca i łodygowa. East Cost IPA  (czyli wersja ciemniejsza, ze słodami karmelowymi) to nie mój faworyt, a do tego gdy chcę Atak Chmielu to kupuję oryginał ;) To jest bardziej goryczkowe, ale w mniej szlachetny sposób, porcja karmelu podobna, ale tutaj mniej cytrusów...  Dla mnie strata czasu i pieniędzy, ale dla początkujących i fanów karmelu może się coś znajdzie ciekawego. Nie najgorsze, ale ja szukam czegoś więcej.
Ocena ogólna: 6.25/12

Konstancin Stout, Browar Kamionka (?), 6,2% alk., 16 BLG, płatki owsiane + laktoza
Owsiany milk stout to brzmi bardzo dobrze! Po przelaniu nie wygląda jednak za dobrze. Czarne jest, ale piany praktycznie brak - lałem bez ścianki i nawet to nie pomogło. W zapachu jest lepiej, palony jęczmień, nieco ciemnych owoców, lekka mleczna czekolada i odrobina laktozy. W smaku jeszcze lepiej: palony słód w bardzo przyjemnej formie bez kwaskowatości (no może odrobinka), dużo czekolady, lekkie ciemne owoce (wiśnia, śliwka), nieco lukrecji (nie lubię, ale w tym stężeniu nie przeszkadza), Goryczka niska. Gładkie, gęste, ale bardziej wytrawne niż słodkie. Zaskoczeni? Ja tak, gdyż to piwo bardzo dobre, zwłaszcza w przedziale poniżej 6 zł!
Ocena ogólna: 8.5/12

Dwa - trzy lata temu te piwa były by hitem  i sensacją, obecnie takich i lepszych IPA mamy na kraty i nikomu nie jest potrzebny kolejny przeciętniak. Stout to też nieco spóźniona atrakcja, ale tutaj smak broni piwa i owsiankę z mlekiem polecam!


czwartek, 6 sierpnia 2015

Urodzinowe specjały - Paradox Heaven Hill

To już moje czwarte spotkanie z serią Paradox. Potężne (15% alkoholu) RISy leżakowane w przeróżnych beczkach to na pewno perła w kornie piwowarów ze szkockiego BrewDoga, a dla mnie swoista urodzinowa tradycja. Piwo kupione w okolicach urodzin, leżakuje przez rok, aby zostać zdegustowanym w dniu kolejnych urodzin.


Paradox Heaven Hill, BrewDog, Szkocja, butelka 0,33l

Barwa smoliście czarna, piana niska, beżowa bardzo szybko znika. Opakowanie piękne, tylko po co przepłacać?

W zapachu masa czekolady (mleczna, herbatniki w czekoladzie), dużo śliwek, mniej rodzynek. Lekka nuta kojarząca się bardziej z rumem niż bourbonem.  Minimalna wanilia, w tle delikatna paloność. Aromat bardzo przyjemny, ale powinien mieć więcej intensywności!

Pierwszy łyk ujawnia szlachetny, silnie rozgrzewający i bardzo wyraźny alkohol. 15% to nie przelewki, ale w edycjach wcześniejszych był lepiej ukryty. Wyraźny jest również palony słód z lekką kwaskowatością i ogrom czekolady w przeróżnych odmianach i konfiguracjach. Od mlecznej przez gorzką, po herbatniki w czekoladzie. Są oczywiście również śliwki i nieco słabsze rodzynki, lekka nutka kojarząca się z sokiem z winogron. Wanilia jest delikatna, bardziej laskowa niż od beczki. Nuty bourbonu wyraźne, ale to nie ta intensywność i radość degustacji co w przypadku szkockiej. RIS bardzo gęsty, pełny, wyraźnie słodki, ale i silnie palony.

Mam problem, piwo nadal świetne, ale słabsze od poprzednich, a co gorsza znacznie droższe. Podwyżka cen jest bardzo wyraźna, ale nie idzie za tym wyższa jakość piwa, dla mnie sam kartonik to za mało, aby usprawiedliwić tak drastyczny wzrost. Na następne urodziny kupiłem, ale jak sytuacja się powtórzy to będzie trzeba pomyśleć o zmianie...

Ocena ogólna: 10/12
(Wygląd: 0.5/0.75; Zapach: 2.25/2.5; Smak: 7/8; Cena/Jakość: 0.25/0.75)

Seria Paradox:
Urodziny 2013 - Jura
Urodziny 2014 - Isle Of Arran
Święta 2014 - Christmas 2012 - Rum

Urodziny 2015 - Heaven Hill
Urodziny 2016 - piwo leżakuje :)

środa, 5 sierpnia 2015

... spektakularne klęski.

W ostatnim wpisie prezentowałem piwa, które nieco niespodziewanie okazały się ponadprzeciętnymi smakołykami! Sielanka nie może jednak długo trwać, dlatego dziś przeciwieństwa hitów, czyli spektakularne klęski, rodzimego kraftu.

Call Me Simon 2015, Pinta & Simon Martin, 19,1 BLG, 8,1% alk., 80 IBU, butelka 0,5l
Nazwa na pewno niejednego zmyliła, ale jest to zupełnie inne piwo niż pierwsza edycja. Zastosowano tą samą taktykę co z Lublin to Dublin - nazwa ta sama, inny styl. Bitter to nudny styl, ale tutaj postanowiono nadać mu imperialnego charakteru i udowodnić, że się da. Etykieta ładna, zbliżona do wersji pierwszej. W barwie bursztyn, opalizacja i zmętnienie. Piana obfita, oblepia szkło. W zapachu dużo słodu, lekkie owoce, sporo ziół. Nuta odstanej kilka godzin końcówki piw z drożdżami. Przykre dla nosa. W smaku potężne uderzenie alkoholu (fuzle, zero szlachetności), który przykrywa nuty mokrego, zaczynającego pleśnieć zboża. Są jakieś owoce (morele?), zioła, karmel i drożdże. Lekka apteka. Nie da się tego pić, unikam wylewania piwa, ale to idzie w kanał. Unikajcie!
Ocena ogólna: 3.5/12

Drugim, lepszym, ale nadal rozczarowującym piwem jest amerykańska pszenica z AleBrowaru.

Be Like Mitch, AleBrowar, 11,6 BLG, 4,4% alk., butelka 0,5l
Ten swoisty hołd dla kultowego w latach 90tych Słonecznego Patrolu zapowiadał się bardzo obiecująco, a otwierając piwo liczyłem na potężną dawkę orzeźwienia w kolorze "blond Pameli". Piana biała, oblepia szkło, ale nieco brakuje jej trwałości. W zapachu potężna dawka przejrzałych, wręcz nadpsutych owoców i nieco słodu. Nieprzyjemnie to pachnie, ale smakuje nieco lepiej. Silne nuty słodowe, z chlebowo-drożdżowymi wstawkami, do tego mieszanka przykrych, nadpsutych owoców z kompotu i przyjemnych (morela + cytrusy), słabiej wyczuwalnych. To wszystko... Płaskie, z lekko ściągającą, jak na styl wysoką goryczką. Dopite do końca, ale bardzo nudne, bez wyrazu i orzeźwienia.
Ocena ogólna: 6/12


Niestety nadal pozostaję bez komputera i na kolejne wpisy przyjdzie Wam pewnie znowu poczekać... Materiału mam dużo: premiery, wizyta w browarze, zamki i oczywiście hity z USA! Postaram się jeszcze dziś opisać urodzinową degustację Paradoxa, ale nie wiem czy czasu starczy...