poniedziałek, 29 czerwca 2015

Piwo na upał?

Zeszły rok pokazał, że krajowe browary mają poważny problem z planowaniem i rozsądnym dopasowaniem piw do pory roku. Najwyrazistszym przykładem był brak piw pszenicznych w okresie letnich upałów i ich zatrzęsienie na jesieni... Przykłady można by mnożyć, ale nie o tym dziś będzie, gdyż niektórzy wyciągnęli wnioski. W sklepach i wielokranach pojawia się coraz więcej  lekkich, orzeźwiających, przeznaczonych na upalne dni trunków. Brawo to już sukces, ale czy pełny? Postanowiłem sprawdzić realną wartość szeroko rozumianych piw na lato.

 
Cytron, Bednary, butelka 0.5l, summer ale (Citra + skórka cytryny), 10,5 BLG, 4% alk., 30 IBU.
W barwie matowe złoto, piwo lekko zmętnione, piana o średniej obfitości, nie cechuje się zbytnią trwałością. W zapachu sporo słodu, który ma w sobie lekką tostowość i coś nieprzyjemnego, a do tego krajowe owoce i pokrzywy. W smaku ponownie dominuje słód z całkiem przyjemną nutą chleba, nieco owoców, cytrusów, lekkie zioła. Toporna, łodygowa goryczka o średniej intensywności walczy o dominację z dużą słodyczą. Jest lekkie, nawet nieco puste, ale wysoka słodycz i łamiąca ją goryczka czynią piwo przytłaczającym, nie czuję tu letniego orzeźwienia. Wrażenia nie robi, na upały nie polecam, ale wypić się da i etykieta fajna.
Ocena ogólna: 7/12
(Wygląd: 0.5/0.75; Zapach 1.5/2.5; Smak: 4.75/8 Cena/Jakość: 0.25/0.75)

Świdermajer, Bazyliszek, lane 0,4l, sosnowy summer ale, 11 BLG, 3,8% alk., 42 IBU.
W barwie słoneczko. Piana niska, biała, drobna, ale szybko pozostaje tylko cienki kożuch.  W zapachu sosna, kwiaty, słód, lekki miód, ale nie utlenienie. Gdzieś w tle kołacze neon z napisem "siarka", ale jest to wrażenie, a nie pewność. W smaku ponownie sosna (skojarzenie z syropem Pini), kwiaty, słodka miodowo-słodowa podstawa. Leciutko cukierkowe, ale nie landrynka. Goryczka na górnym pułapie niskiej ma w sobie nuty sosny i ziół od chmielu. Pijalne, pomimo dozy słodyczy orzeźwiające. Wraz z ogrzewaniem sosna i kwiaty przybierają na sile. Do kupienia tylko lane, ale w dobrej cenie 0,4l za 8 zł.
Ocena ogólna: 8.75/12
(Wygląd: 0.25/0.75; Zapach: 1.75/2.5; Smak: 6/8; Cena/Jakość: 0.75/0.75)

WIT-AMINA CH, Raduga/Waszczukowe, butelka 0,5l, wit IPA, 16 BLG, 6,5 alk., 70 IBU.  
Pielęgniarka rodem z filmów dla dorosłych, a i nazwa dwuznaczna więc muszą uważać na łowcę kogutów ;) Dla mnie etykieta jest dobra, a co ważne zmieniona stylistyka względem serii filmowej co w przypadku kooperacji jest słuszne. Przejdźmy jednak do setna. Barwa bursztynowo-złota, lekko zamglona na wita zdecydowanie za ciemna. Piana drobna, biała, o średniej obfitości, trwała.  W bardzo przyjemnym zapachu brakuje nieco intensywności, ale czujemy cytrusy i przyprawy (gałka muszkatołowa, cynamon, lekka kolendra). Bardzo udany miks. W smaku jest równie dobrze. Słód z lekkimi biszkoptami, cytrusy, przyprawy  wyraźną gałką, silne nuty ziołowe, ale nie jest to typowa dla stylu kolendra, a bardziej coś w stronę liści laurowych. Wraz z ogrzewaniem cytrusy (pomarańcza, grejpfrut, świeży sok) nabierają siły i przejmują władzę. Bardzo dobre, ma w sobie coś z wita i z cytrusowego IPA, jest orzeźwiające i bardzo pijalne.
Ocena ogólna: 9.75/12
(Wygląd: 0.5/0.75; Zapach: 2/2.5; Smak 6.5/8; Cena/Jakość: 0.75/0.75)

Ufff nie jest źle! Dwa piwa z pierwszej trójki są zdecydowanie godne polecenia, a Wit-amina to prawdziwy hit! Nawet Cytron nie jest specjalnie zły, ale na tle konkurencji odstaje. Na głębsze wnioski przyjdzie czas po następnej części tekstu, gdyż czekają jeszcze cztery piwa z tej serii.

piątek, 26 czerwca 2015

Zamek Krivoklat i Benedict RIS

Uzbrojony w Imperialny Stout zakupiony dzień wcześniej w browarze Benedict po zwiedzeniu zamku Karlstejn wracam na stację CzD i wraz z ekipą ruszam na podbój kolejnego zamczyska!

 

Podróż nie trwa długo, ale z uwagi na remont torów jest urozmaicona przesiadką i popisami czeskich kierowców "PKSów", którzy  na wąskich, krętych, podgórskich drogach nie ściągają nogi z gazu.  Drogę umilają śliczne widoki ,  które wraz ze zbliżaniem do celu stają się coraz bardziej górskie. Samo miasteczko, a raczej wioska jest malutka, a całe centrum stanowi knajpka, sklep w stylu GS i informacja turystyczna. Atrakcją jest również muzeum motocykli, niestety otwarte tylko w weekendy.

Od stacji do celu dzieli nas kilka minut spaceru pod górkę, na której szczycie wita nas ciekawy sklep z piwem w nazwie. Niestety jest zamknięty... Problemy pojawiają się przy kasie, opcja zwiedzania bez przewodnika jest tylko w weekendy, a w tygodniu trzeba dopłacać, za jego opowieści, których nie zrozumiemy, gdyż mówi tylko po czesku :) Bilet z przewodnikiem to 120 kc, a za kolejne 100 można dokupić kilka kartek z drukarki z polskim opisem. Zdzierstwo - jeżeli zmuszają do zapłaty za przewodnika to kartki powinny być za free, a nie za 15 zł wydrukowane kilka stron... Nie kupujemy, a Wam proponuję poszukać w sieci odpowiednich informacji :) Na szczęście jest to jedyny minus, gdyż sam zamek jest bardzo urokliwy.


Same ekspozycje niczym nie powalają, gdyż zamek spłonął i znaczna jego część jest nadal niedostępna. Klimat za to jest świetny, zwiedzaniu towarzyszą jaskółki, które nie boją się ludzi, a nad wszystkim unosi się jak to często w Czechach bywa duch alchemików. Zamek niby odnowiony, ale jest też nieco ruiniarski, sporo intrygujących miejscówek i zwyczajnie człowiek się tam dobrze czuje. Zakaz robienia zdjęć we wnętrzach, chyba, że wykupimy odpowiedni bilet. Zdecydowanie wart odwiedzenia i tylko żal zamkniętej wieży widokowej... Odniosłem wrażenie, że zamek jak i miasteczko ożywają w weekendy.

Po zwiedzaniu zgodnie z zapowiedzią degustacja Russian Imperial Stoutu zakupionego dzień wcześniej w browarze Benedict. Właśnie to piwo trafiło do beczki po whisky i w wersji BA zostało już opisane.

Barwa czarna, brunatna obfita piana, acz utrzymuje się tylko kożuch. Plus za butelkę. W zapachu palony słód, kawa, czekolada, lekkie ciemne owoce. Miły dla nosa, ale nie przepełniony bogactwem.

W smaku podobnie: palony słód, kawa, gorzka czekolada, nieco ciemnych owoców. Wyrazisty, intensywny, ale bez głębi i bogactwa. Więcej nut wytrawnych niż słodkich. Dobre, ale nie wybitne. Kosztowało poniżej 10 złotych, co jest ceną bardzo przyzwoitą.

Ocena ogólna: 9.5/12
(Wygląd: 0.75/0.75; Zapach: 2/2.5; Smak: 6/8; Cena/Jakość: 0.75/0.75)

Karlstejn na zdjęciach z odległości wygląda bajerancko, ale to Krivoklat ma dużo lepszy klimat i polecam go zdecydowanie bardziej! Do tego kupiłem tam świetną mapę czeskich zamków, dlatego spodziewajcie się kolejnych wycieczek!



Praga 2015:
1. Zamek Karlstejn & Zvikov RIS
2. Praskie browary: U Medvidku
3. Praskie browary: Benedict/Sv. Vojtech
4. Zamek Krivoklat i Benedict RIS

wtorek, 23 czerwca 2015

Praskie browary: Benedict/Sv. Vojtech

Dziś zabieram Was do praskiego Klasztoru Św. Wojciecha! Klasztorne zabudowania i ich otoczenie zachowały się w pięknej formie, acz w dużej mierze przeszły na świecką stronę. Kościół i zakonnicy trwają na posterunku, ale na terenie klasztoru działają: hotel, restauracja, warsztat samochodowy i co najważniejsze Benedict Brenovsky klasterni pivovar sv. Vojtech! Niestety dzień był bardzo pochmurny i zdjęcia to oddają.


Do tego browaru planowałem wybrać się już dwa lata wcześniej, a RIS BA gościł na blogu. Wtedy nie wyszło, ale co się odwlecze...

W Pradze komunikacja miejska funkcjonuje bez mała perfekcyjnie, zwłaszcza po rozbudowie zielonej linii metra, którą dotrzemy w pobliże browaru. Dojazd do przedostatniej stacji i 15 minut spacerkiem przez nowoczesną (czytaj zwyczajną) dzielnicę Pragi  i nieco zaniedbany park, który służy bardziej wyprowadzaniu psów niż spacerom i jesteśmy znowu w innym świecie :)



Piękne doskonale zachowane i zadbane budynki klasztorne otacza park. Cisza spokój, szum liści i śpiew ptaków. Na terenie obiektu znajduje się kościół, hotel z restauracją w której można napić się piwa z ulokowanego po drugiej stronie dziedzińca browaru i tylko warsztat samochodowy absolutnie nie pasuje do krajobrazu...

Szkło firmowe tylko w
browarze.


Po wejściu do lokalu czuję małe rozczarowanie, gdyż lane są tylko dwa miejscowe piwa, a reszta to koncerny... Jednak wizualnie lokal zdecydowanie na plus: kominek, drewniany, stylizowany na stare czasy wystrój, a nawet alkierz do którego na posiłek i piwo udał się miejscowy mnich :) Restauracja jest popularna, o czym świadczy spora ilość gości i rezerwacje na wolnych stolikach. Jedzenie najtańsze nie jest, ale ceny też nie przerażają. Zamówiłem jeden z moich ulubionych przysmaków bryndzowe haluski (bodaj 149 kc), ale kusiły też żeberka. Smaczne, jednak jadałem znacznie lepsze, brakowało nieco wyrazistości.

Do picia Benedict IPA, kufel złoto-pomarańczowego piwa 0,5l za 49 kc. Kremowa piana, pięknie oblepia szkło.  W aromacie cytrusy, owoce, lekki słód.


W smaku wyraźna słodowość, ale i sporo cytrusów, klasycznych owoców, nieco kwiatów, a w  tle igły. Goryczka na górnym pułapie średniej.  Porównując do krajowych IPA powiedziałbym, że górna część środka tabeli, czyli bardzo solidny średniak z ambicjami na więcej.

Więcej daje na pewno kupiona już w browarze, w litrowym PETcie ciemna pszenica Benedict Psenicne Pivo. Jedna z lepszych ciemnych pszenic jakie piłem. Niestety notatek nie poczyniłem. 

Serce rośnie! Porter poleży do świąt :) Beczki po szkockiej.

Po obiedzie do browaru! Ot po prostu otwarte wrota, w środku beczki, sprzęt warzelniczy itd. Na samym końcu sklepik w którym można kupić szkło w trzech odsłonach i aktualnie dostępne piwo w butelkach i plastykowych PETach. Wszystko na luzie, można podejść, zobaczyć , podotykać - nasz sanepid by oszalał, ale w innych krajach można i jakoś ludzie od tego nie umierają... Sympatyczny gospodarz może nie wszystko rozumiał, ale zdecydowanie wolał aby mówić po "naszemu" niż angielsku co zawsze się ceni :) Piwa w większości to "czeska" klasyka, czyli lagery w kilku postaciach, ale obecność IPA, RISa (w wersji zwykłej i BA), oraz porteru (którego niestety w sprzedaży nie było) świadczą o otwartości piwowarów na rewolucję.

Cały kompleks klasztorny, jak i sam browar to miejsca z klimatem, do których chce się wrócić. Widać tutaj czeski luz i normalność, ale i czuć oko Świętego Wojciecha, który zdaje się czuwać nad tym miejscem, zwłaszcza, że w browarze wisi krzyż co w tym państwie jest rzadkością :) Kilka ładniejszych zdjęć również na Rock and Roll Style.


Praga 2015:
1. Zamek Karlstejn & Zvikov RIS
2. Praskie browary: U Medvidku
3. Praskie browary: Benedict/Sv. Vojtech

piątek, 19 czerwca 2015

Cudze chwalicie, grodzisza nie znacie!

Inicjatorem święta jest Jacek Domagalski
z brow. Nepomucen, autor świetnej
interpretacji stylu!



Piwo grodziskie, czyli potocznie grodzisz to najbardziej Polski styl. Jego historia sięga średniowiecza i jest ściśle związana z Wielkopolską, a w szczególności z Grodziskiem Wielkopolskim. Jak to często u nas bywa, to co trwało przez lata, czy nawet setki lat nie przetrwało nowego ładu z Magdalenki i w 1993 roku piwo ostatecznie przeszło do historii. Na szczęście Wielka Piwna Rewolucja doprowadziła do reaktywacji stylu, a nawet jego gwałtownego rozwoju i mutacji! Po tego po 22 latach niebytu odrodził się browar w Grodzisku (Fortuna II), a wraz z nim coś co w teorii najbliższe oryginałowi. Całość dopełni jutrzejsze (20.VI) I Ogólnopolskie Święto piwa Grodziskiego! Dlatego zachęcam wszystkich, a zwłaszcza niedzielnych krafciarzy, początkujących i tych, którzy trafili tu przypadkiem do zakupu piwa w tym stylu (dostępne nawet w Żabce!), zainteresowania się wyrobem z którego powinniśmy być dumni (USA, Australia, Niemcy, Czechy, Holandia to tylko niektóre z państwa zarażonych grodziszem), oraz oczywiście degustacji i polecania znajomym!


Krótka teoria

Nie każdy grodzisz
smaczny jest...


Pewnie wielu z Was myśli, co tak wyjątkowego w tym piwie, żeby robić jakiś szum? Najważniejsze jest orzeźwienie! Grodzisz w swojej doskonałości  stanowi najlepsze lekarstwo na upalne dni, suchość w ustach i ogólne wykończenie ciepłem! Schłodzona butelka tego trunku postawi na nogi i orzeźwi nawet takiego wroga upałów jak ja, a co więcej bardzo niska zawartość alkoholu (klasyczny około 2,5%) nie tylko pozwoli na wypicie kilku, ale i nie stworzy koszmarku pt. słońce + alkohol. Są oczywiście mocniejsze interpretacje, ale to już bardziej wariacje rzemieślników nie tak proste do kupienia jak Pinta, czy Oryginalne.

Jest to piwo pszeniczne na słodzie wędzonym dębem lub mieszanką z bukiem. Powinno być jasne, zapewne gdzieś na pograniczu złota i słomki. Istotna jest również klarowność (karuk to słowo klucz, ale słabsze umysły niech nie sprawdzają)  i wysokie wysycenie,  co w połączeniu ze specjalnym szkłem (o takim nawet ja mogę tylko pomarzyć) zbliżonym nieco do szampanówki wyjaśnia w dużym stopniu określenie "szampan wschodu". Niski alkohol idzie oczywiście w parze z niskim ekstraktem, ale i goryczka jest niewielka. Całość uzupełnia specjalny szczep drożdży i przynajmniej w teorii refermentacja w butelce.

Przykłady

Planowałem większą degustację, ale problemy zdrowotne uniemożliwiły picie piwa. Na szczęście mam zaległy tekst o świetnym grodziszu Sophia uwarzonego przez browar kontraktowy Olimp oraz browar domowy Absztyfikant. Parametry plasują je w kategorii klasycznej interpretacji: 2,7% alkoholu, 7,8% ekstraktu, 21 IBU, a 100% zasypu stanowi słód pszeniczny wędzony dębem.

Po przelaniu świetna, bardzo obfita, drobna, biała piana. Niestety piwo o sporym zmętnieniu co jest zmorą kraftowych interpretacji... W zapachu dominuje słód z wyraźną nutą wędzenia, oraz lekko kwiatową nutą od chmielu.

Słód, wędzenie i chmiel! Trzy słowa mówią wszystko, ale rozwiniemy. Początkowo wędzonka bardziej drzewna, niż szynkowa, po ogrzaniu idzie w stronę wędzonego sera. Słodkawe, ale i kwaskowate, orzeźwiające, lekko kwiatowe. Goryczka jak na styl wysoka, lekko gryząca. Bardzo pijalne, orzeźwiające, wysoko wysycone.

Bardzo dobry przedstawiciel gatunku, śmiało możecie kupować! Posmakuje zarówno wyjadaczom, jak i osoba, które pierwszy raz spotkają ten styl.

Ocena ogólna: 9.25/12
(Wygląd: 0.5/0.75; Zapach: 2/2.5; Smak: 6/8 Cena/Jakość: 0.75/0.75)           

Praktyka

Ten dział należy do Was! Odwiedzajcie sklepy z piwem (przybywa ich wszędzie), pytajcie o grodzisza, kupujcie i degustujcie! Jeżeli nie macie specjalisty pod nosem, a chcecie wypić w Święto właśnie to piwo to idzcie do Żabki, tam za niewielkie pieniądze dostaniecie  Grodziskie i opisane Bernardyńskie z browaru w Grodzisku wielkopolskim!

Udostępniajcie i polecajcie tekst znajomym, aby jak najwięcej osób dowiedziało się o naszym skarbie!

wtorek, 16 czerwca 2015

Praskie browary: U Medvidku

Najsłynniejsze piwo z praskiej restauracji - browaru U Medvidku, czyli X33 na blogu już gościło 2 lata temu. Niestety nietypowe godziny otwarcia uniemożliwiły mi odwiedziny w samym browarze, ale co się odwlecze to...  Wpis krótki jak moja wizyta, ale upamiętnić ją warto.


Browar zlokalizowany jest w samym centrum Pragi, co wszystkim turystą powinno być na rękę. Trafić do niego nie jest jednak łatwo, gdyż znajduje się we wnętrzu innej, dużo większej restauracji przez co dostęp jest utrudniony i tylko dla wtajemniczonych. Z ulicy przypadkiem nikt tam nie trafi.


Wystrój jest bardzo klimatyczny, chociaż lokal jest niewielki. Cały sprzęt warzelniczy znajduje się na widoku. Niestety obsługa bardzo spięta, nie czuje klimatu browaru, a jedynie restauracji. Usiądź tu i tu, czekaj, aż podejdzie odpowiednia osoba, a zamówienie samego piwa chyba nie zostało dobrze odebrane. Wygląd super, ale za sztywne podejście do gości minus. W ofercie poza wspomnianym X 33 było jasne, półciemne i pszeniczne, czyli zestaw klasyczny, nierewolucyjny.

Z braku czasu i chęci u innych uczestników wycieczki ograniczyłem się do jednego piwa. Padło na lekką pszenicę z dodatkiem płatków róży Ruzenka/Rosie o niewielkiej zawartości alkoholu 3,9%.

Piana obfita, podobnie jak barwa z różowym polotem. Piwo silnie zmętnione, jak sok z owoców.

W aromacie dominują goździki, nuty kwiatowe, a w tle lekki banan.

W smaku wyraźne nuty słodu pszenicznego, silny goździk, sporo kwiatów - róża faktycznie dominuje. Piwo bardzo pijalne, orzeźwiające, idealne na lato.


Praga 2015:
1. Zamek Karlstejn & Zvikov RIS
2. Praskie browary: U Medvidku
3. Praskie browary: Benedict/Sv. Vojtech

poniedziałek, 15 czerwca 2015

Zamek Karlstejn & Zvikov RIS!

O wyjeździe na koncert KISS i krótkim odpoczynku w Pradze już Wam pisałem. Do klasycznego trójkąta: koncert, piwo i zamek brakowało tylko tego ostatniego, ale napatoczyły się dwa! Uzbrojony w RISy ruszam na podbój czeskich twierdz.


Dzięki wynalazkowi zwanemu Ceske Drahy przemieszczanie się po tym niedużym, ale bardzo pięknym kraju jest stosunkowo tanie (chociaż, już nie tak jak kiedyś), szybkie, punktualne i wygodne. To niesamowite, że po drugiej stronie mostu (tego w Cieszynie) wszystko może funkcjonować inaczej niż w PKP... Polecam wybranie tej formy komunikacji. Po niecałej godzinie, ot idealny czas na degustację(jest to legalne) docieramy do miejscowości Karlstejn. Zamek o takiej samej nazwie stanowił skarbiec Pragi i miejsce przechowywania insygniów władzy. Tradycyjnie nie będę rozpisywał się nad historią o której zainteresowani znajdą naukowe źródła, a skupię się na piwie i ewentualnych poradach.

Sama droga ze stacji nie jest szczególnie długa, ale stale pnie się pod górę, prawie do samego końca jest to asfalt, a w około knajpki, lodziarnie, pamiątki. Widać, że całe miasteczko żyje z turystów, którzy licznie odwiedzają zamek. W jednej z knajpek znalazłem informację o piwie z jednego z licznych małych browarów, ale było niedostępne... Jest również piwo zamkowe Hrad Karlstejn., który jest masówką z browaru Chotebor przyozdobioną zamkową etykietą. Ot zwykły jasny lager, nie ma o czym pisać.


Po dotarciu do celu trzeba zakupić bilet, który do najtańszych nie należy. 170 koron + dopłata za polskiego przewodnika 30 kc. Wejście dla Polaków było tego dnia raz o 11:50. Zwiedzanie tylko z przewodnikiem.  Niestety aby wejść do skarbca należy zarezerwować miejsce kilka dni wcześniej, oczywiście cena jest adekwatnie wyższa. Sam zamek z dołu wygląda dużo okazalej, a już na górze jest bardzo zbity, przez co trudno o dobre zdjęcia. Poruszanie się jest również ograniczone dlatego do większości miejsc nie można dotrzeć. Ogólnie dziwny rygor typu "nie można tłumaczyć słów przewodnika".

We wnętrzach robienie zdjęć tylko za dodatkową opłatą 150 kc. Same ekspozycje nie robią wielkiego wrażenia. Większość komnat jest pusta, a "tekturowy" kominek to prawdziwy hit. W "moim" malutkim zamku w Będzinie zbiory są dużo bogatsze i ciekawsze, co przy bilecie za 30 złotych wcale nie jest satysfakcjonujące. Fajna wycieczka w dobrym towarzystwie, ale mimo wszystko lekki niedosyt pozostał, gdyż "skarbiec Pragi" zapowiadał nieco więcej.

Po zakończonym zwiedzaniu czas na chwilę relaksu przy czeskim RISie. Zakupiony w Pradze 20 Stout z browaru Zvikov to 9,5% alkoholu, 60 IBU, a za butelkę 0,33l zapłaciłem 85kc. Sam browar mieści się również na zamku/hotelu o tej samej nazwie, ale od Pragi to kawał drogi, chociaż następnym razem...  

W barwie oczywiście trunek czarny, ale drobna bezowa piana nieco za szybko opada. Zapach bardzo przyjemny. Kakao i czekolada mieszają się z ciemnymi owocami (śliwka) i rodzynkami, delikatne nuty ciemnych słodów. Jest nawet skojarzenie z beczką (po rumie?), ale o niej nie ma słowa na etykiecie.

Smak równie przyjemny i bogaty. Czekolada, palony słód z minimalnym popiołem, ciemne owoce (głównie powidła śliwkowe), rodzynki. Ponownie skojarzenie z beczką po rumie/bourbonie z odrobiną wanilii. Od chmielu mamy bardzo ciekawą nutkę owoców egzotycznych, multiwitaminy, ale goryczka jest bardzo niska. Jak na tak mocne odfermentowanie jest zaskakująco słodkie, co dla mnie jest dużym plusem.

Ocena ogólna: 10.25/12
(Wygląd 0.5/0.75; Zapach: 2.25/2.5; Smak: 6.75/8; Cena/Jakość: 0.75/0.75) 


Stout smakował nawet bardzo, a i teren do degustacji był idealny. Piwo polecam zdecydowanie, a zamek? W zasadzie też, ale bardziej przy okazji, a nie jako główny cel wyprawy, gdyż nasze dużo mniej reprezentacyjne twierdze oferują więcej. Po prostu mamy wyższe standardy zamkowe :)


Praga 2015:
1. Zamek Karlstejn & Zvikov RIS
2. Praskie browary: U Medvidku
3. Praskie browary: Benedict/Sv. Vojtech

piątek, 12 czerwca 2015

KISS i Waniliowy Gangster!

Wyprawa do Pragi została już zapowiedziana, ale przed koncertem ulubionej kapeli (tak, to KISS!) trzeba się odpowiednio rozgrzać! Do Polski trafiło jedno z najciekawszych IPA o których czytałem i stwierdziłem "taaaak tego bym się napił". Zasadniczo nie miałem wydumanych oczekiwań, bo sam nie wiedziałem co z tego może wyjść. Połączenie IPA i laski wanilii to niespotykana, ale bardzo intrygująca zabawa!

Tower Tuesday Series: Infusion C - Vanilla Bean Gangster Frog IPA (taaaak, to pełna nazwa), Hoppin Frog, USA, butelka 0,66l

Infusion to seria eksperymentalnych piw w których do klasycznego stylu wstrzyknięto nietypowe dodatki, w tym przypadku laskę wanilii do IPA. Jeżeli dobrze to przetłumaczyłem to odbywa się to niejako na zasadzie "chmielenia" w przepływie co pozwala wyciągnąć więcej z użytej substancji. 7,5% alkoholu.

Nawet Simmons jest w szoku!
Świetna etykieta, dopracowana, wreszcie sygnowany kapsel. Piana nie zachwyca, barwa złota, nieco zamglona. 0.5/0.75

Zapach trudny do oddania na "papierze". Z jednej strony silny waniliowy krem do markiz, a w zasadzie markizy, gdyż jest wyraźna ciasteczkowość. Z drugiej cytrusy od amerykańskich chmieli! Gdzieś w tle, nieco słodu. 2.25/2.5

Pierwszy łyk to bardzo dziwne doznanie, chwilowe zamroczenie, czy mi smakuje(!?) i ten gong! Jest zaj...e! Ponawiam stwierdzenie ciasteczka z waniliowym kremem! Biszkopty, ciasteczka owsiane. Do tego silne cytrusy, w bardzo przyjemnej formie, zwłaszcza pomarańcze, mandarynki, doprawione odrobiną żywicy. Nieco tropików (mango? papaja?) Wanilia jest bardzo silna, ekstraktywna, naturalna z laski, a nie w stylu tej z dębowych beczek. Słodka słodowa podstawa, stanowi solidny, acz nie natarczywy fundament. Połączenie cytrusów i wanilii, daje wrażenie kremu, lodów. Goryczka o średniej intensywności, krótka z grejpfrutowym posmakiem. Coś chodziło mi jeszcze po głowie i wreszcie dotarło! Biała czekolada :) Tak wyrazistej w piwie jeszcze nie spotkałem. Orzeźwiające, umiarkowanie słodkie. Niepowtarzalne i pyszne 7.5/8

Jest drogie i z tym niema co dyskutować. Pytanie czy warto? Jeżeli jesteś zaawansowanym graczem to tak, gdyż piwo pokarze Ci nowe drogi i horyzonty piwowarstwa - możliwości rozwoju w inne, niż te lansowane kierunki. Jeżeli piłeś głównie polskie IPA, ewentualnie pojedyncze z USA to raczej za wcześnie na tak wysokie kwoty, gdyż to piwo dostarcza niuansów i przemyśleń powalając właśnie nimi. 0.75/0.75

Ocena ogólna: 11/12

To niesamowicie nietypowe i fascynujące połączenie pokazuje jak wiele roślin i naturalnych tworów możemy dodać do przeróżnych stylów. Nowoczesne technologie pozwalają "wycisnąć" więcej i intensywniej! Rewolucja będzie trwać, a jej przyszłością nie jest kwas, a beczka i gruit :) 

piątek, 5 czerwca 2015

Kostamera i pytanie do Was!

W Pradze byłem już kilkukrotnie między innymi na bardzo udanym  Festival minipivovarů na Pražském hradě 2013. Była to jednak moja ostania wizyta w stolicy Czech, a dwa lata rewolucji to jak 10 stagnacji, dlatego kieruję do Was pytanie: co szczególnie polecacie? Gdzie kupić najciekawsze butelki (najlepiej USA niedostępne w Polsce)? Gdzie mamy najlepszy wybór lanych?


Oczywiście przed zadaniem pytania zrobiłem spore rozeznanie, zestawiłem miejsca odwiedzone z tymi najwyżej ocenianymi przez RB, porównałem adresy z mapą, ale wniosek jest prosty - ilość nowych pozycji jest tak duże, że nie będę w stanie odwiedzić nawet połowy wypisanych, dlatego proszę Was o dodatkowe informacje :) 

W przygotowaniach oczywiście towarzyszyło mi piwo.Kupione za pierwszym razem jako zwykły stout owsiany. Ot styl, który lubię, zobaczyłem - kupiłem. Otworzyłem któregoś dnia po pracy bez wczytywania się w etykietę i już po pierwszym łyku wiedziałem, że coś się kroi. Po dwóch następnych byłem zachwycony. Po skończonej zabawie przeczytałem "leżakowane z płatkami dębowymi aromatyzowanymi wanilią i macerowanymi w 6cio letnim bourbonie". Wszystko stało się jasne... 

Ten niespodziewany hit to Kostamera oatmeal stout z browaru Bednary. 14% ekstraktu i 5,5% alkoholu o dodatkach już wspomniałem.

Etykieta zdecydowanie przypada mi do gustu. Barwa bez niespodzianek, czyli czarna. Piana beżowa, drobna, może niespecjalnie obfita, ale trwała. 

W zapachu palony słód, czekolada, rodzynki, nuty beczki/drewna i szlachetnego alkoholu od niej.

Na głównym planie palony słód, gorzka czekolada, kakao. Nieco dalej ciemne owoce, rodzynki. Świetną robotę wykonały płatki (co w ich przypadku nie jest oczywiste). silna nuta drewna beczkowego, delikatna nuta bourbonu. Gdy piłem pierwszy raz była wanilia, dziś jej nie wyczułem. goryczka palona o średniej intensywności.

Mankament to brak ciała, jednak to 14tka, więc nie ma co wybrzydzać... Świetny stosunek ceny do jakości, zwłaszcza, że piwo jest namiastkom dużo droższych, leżakowanych w beczkach.

Ocena ogólna: 9.5/12
(Wygląd: 0.75/0.75; Zapach: 2/2.5; Smak: 6/8; Cena/Jakość: 0.75/0.75)

Jeżeli już przy Bednarach jesteśmy, to piłem dwa bardzo ciekawe piwa z których niestety nie poczyniłem notatek. 

Pierwszym było leciutkie pale ale Orange Machine. Idealne piwo dla osób początkujących obawiających się goryczki. Pomarańcze, cytrusy, nutki kwiatów, nieco słodu, wyważona goryczka. Czyni to piwo bardzo sesyjny i przystępnym. Nie mamy eksplozji i bogactwa, ale nie o nie chyba tutaj chodziło. 

Jeszcze ciekawszy jest Sweet Boy - milk stout z dodatkiem wanilii uwarzony specjalnie na urodziny dziecka. 12% ekstraktu, 4,6% alkoholu.  Dostajemy sporą dawkę czekolady deserowej, kakao, czy innych pralin okraszonych dużą dawką wanilii. Wyraźnie czuć również wpływ laktozy, a dużo słabiej ukrytą nutkę kawy i palonego słodu. Gdy słyszę "waniliowy milk stout" dostaję dreszczy i muszę to mieć! Rodzi to wygórowane oczekiwania i w konsekwencji rozczarowanie, ale mimo to jest to piwo bardzo dobre, acz nie piorunujące.

wtorek, 2 czerwca 2015

Dzień dziecka: braterski bój na portery - Evil Twin

Czy po degustacji piwa bardzo dobrego wypada mówić o rozczarowaniu? Chyba nie, dlatego napiszę, że Brian pozostawił pewien niedosyt. Zaowocowało to chęcią degustacji jeszcze czegoś na Dzień Dorosłego Dziecka! Na zakupy się nie udałem, ale przegląd "piwniczki" zrodził szatański plan! Był "imperial porter" od Mikkela, to może mała konfrontacja z jego (podobno) znienawidzonym braciszkiem? Taaaak to jest myśl! Czy Jeppe zatriumfuje nad bratem? Panie i Panowie Lil'B od Evil Twin!


Butelkowane 06.10.2013 lub 10.06.2013 - w zależności od sposobu zapisu daty... Tak czy tak leżakowane grubo ponad rok z czego większość czasu u mnie.Imperialny porter, czyli w moim rozumowaniu porter bałtycki, o sporej dawce alkoholu - 11,5%.

Smolista, nieprzenikniona, bardzo intensywna czerń, której niestety nie ozdabia praktycznie nic. 0.5/0.75

Prym wiodą śliwki i rodzynki, ale pięknie pachną również suszone owoce, czekolada, kawa, delikatna paloność. Pojawia się rewelacyjny kokos czym podbija już absolutnie moje serce. 2.5/2.5

Smak to ponowna eksplozja! Bukiet stanowi całość, co znamionuje tylko najwybitniejsze piwa, ale przez to ciężko mówić o pojedynczych smakach. Spróbujmy jednak coś z tego wydobyć: czekolada, budyń czekoladowy, palony słód w drzewnej, ale nie popielistej formie, suszone owoce, śliwki, rodzynki, kokos, kawa, na finiszu kakao. Niesamowicie gęste, szlachetne i gładkie, alkohol świetnie ukryty, ale jego potęgę czuć z pod powierzchni. Lil'B jest słodkie, ale w bardzo zrównoważony sposób, jest minimalne ściąganie z kwaskowatością. Nasuwa to skojarzenie z beczką, ale tym razem to efekt palonego słodu. 7.5/8

Zdecydowanie "musisz spróbować" wszystkich maniaków! Kupowałem dawno, ale o ile pamięć nie myli kosztowało około 16 złotych, czyli mniej niż kontrkandydat! Jest tak szlachetnie i przepełnione smakiem, że ciężko uwierzyć, że nie było leżakowane w beczce. 100% rekomendacji! 0.75/0.75

Ocena ogólna: 11.25/12

No i o to mi chodziło! Taki, Dzień Dorosłego Dziecka to ja uznaję za bardzo udany! Różnica punktów wyniosła tylko 1, ale gdy walczą giganci jest to naprawdę dużo, zwłaszcza, że Mikkeller wygrał tylko pianą, reszta to jednoznaczny plus po stronie Evil Twin!

poniedziałek, 1 czerwca 2015

Dzień dziecka: braterski bój na portery - Mikkeller

Kurde! Mam spory problem z tegorocznym Dniem Dziecka. Przez dwa lata kupowałem sobie ekstrawaganckie prezenty, które stawały się bardzo popularnymi wpisami. Był to "gwiezdno-wojenny" RIS z wanilią, czyli Death Star, oraz legendarne 1000 IBU z Mikkellera. W tym roku nie kupiłem nic... No może nie do końca nic, gdyż w maju wydałem na piwo majątek (portfel zmarł z głodu), ale nie kupiłem nic z dedykacją na ten dzień. Rozpocząłem przeglądanie zapasów i padło na Briana, ale nie do końca to czuję, jednak to nie to... Może trzeba wybrać się na zakupy :>

Aktualizacja 02.06: do sklepu się nie wybrałem, ale zmieniłem koncepcję :) Przeglądając  zapasy natrafiłem na "imperial porter" z Evil Twin, czyli od brata Mekkela. Rodzeństwo podobno ostro ze sobą rywalizuje, dlatego czas rozstrzygnąć kto warzy lepsze piwo!

Piwo w swoisty sposób gościło już na blogu w zeszłym roku, kiedy to degustowałem George vs. Brian BA: Cherry wtedy będąc jedynie po degustacji pierwszego z bokserów George'a, który na blog powrócił w wersji Bourbon Barrel Aged. Teraz czas na rywala tego super pojedynku wagi ciężkiej. Porter bałtycki (?) o mocy 12,3% alkoholu, który uwaga, został uwarzony w hiszpańskim Del Montseny. W sumie w Katalońskim, gdyż to browar w Barcelonie. Więcej informacji klasycznie brak. 

Etykieta spójna z pozostałymi z wspomnianej serii. W barwie czerń, piana bardzo obfita, brązowa, nieco za szybko znika, ale jak na ten styl i alkohol jest dobra. 0.75/0.75

W aromacie jest potężnie, ale jednotorowo - silnie palony słód, nawet skojarzenie z prażeniem, oraz nieco ciemnych owoców, jakieś chmielowe niuanse. 2/2.5

W smaku dzieje się duuużo więcej, chociaż paloność nadal jest silna. Dostajemy potężną dawkę czekolady, mieszającą się z kawą ze śmietanką, plus ciemne owoce, zwłaszcza śliwki, nieco rodzynek. Do tego owoce od chmielu, zwłaszcza cytrusy, kwiaty (fiołki?). W tle nieco pasieki (kit) i cukier kandyzowany, który jest jednak na tyle delikatny, że nie mam pewności jego użycia. Goryczka o średniej intensywności. Po ogrzaniu wychodzi lekka wanilia w formie kremu do wafelków, wiśnie, ale i popiół z palonego słodu. 7/8

Bardzo gęste, zaskakująco słodkie (w zestawieniu z zapachem), na wysokim poziomie, ale nie ze ścisłego topu moich najsmaczniejszych degustacji.  0.5/0.75

Ocena ogólna 10.25/12

George był lepszy. Trzeba jeszcze jakoś uatrakcyjnić ten Dzień Dużego Dziecka!