piątek, 8 maja 2015

Barrel Aged po polsku, czyli Jack Daniels w natarciu! Część 2

Tegoroczny FDP odbywał się pod znakiem wielkich dębowych beczek z napisem Jack Daniels, które do kraju sprowadził Wojtek Frączyk, a piwowarzy wykorzystali je jak Duch Kraftu przykazał! Na początku był Artezan i Widawa, a na zakończenie ciężki kaliber od Doktorów!


Sytuacja jest o tyle ciekawe, że piwa te gościły już na blogu w wersji klasycznej. RIS zebrał pozytywne recenzje, ale nie wzbudził zachwytu, natomiast Barley Wine było piwem przeciętnym. Na ile beczka jest w stanie odmienić trunek? Czy z przeciętnego piwa może zrobić świetne?

Może! I sam jestem zdziwiony, jak bardzo leżakowanie wyszło na plus! Dlatego przeczytaj koniecznie przed oceną Barley Wine Jack Daniels BA!

Barwa zaskakująco jasna względem pierwowzoru, piana praktycznie nie istnieje co przy formie nalewania jest jakoś uzasadnione.

W aromacie i smaku kokos, kokos i batonik Bounty! W smaku dochodzą nuty Werther's Original, zmielony mak z makowca, masa kajmakowa, wanilia, nieco owoców, cytrusów. Goryczka o średniej intensywności, niewiele pozostało z jej wcześniejszego charakteru. Nuty Jacka Danielsa wyczuwalne zarówno w smaku jak i zapachu w postaci kojarzonej z bourbonem, ale w moim odczuciu ta masa kajmakowa, czy WO to też zasługa beczki, gdyż JD ma w smaku właśnie takie nuty i stawiam na niego, a nie na lekki diacetyl.

Piwo przepyszne, bardzo słodkie, deserowe, a jego przemiana jest wprost niewyobrażalna! Mogło w nim być coś więcej i na plus i na minus, gdyż piwo zaczęto sprzedawać ok 18, a wcześniej trochę degustacji odbyłem, ale mimo to zachwyca! Czy to zasługa Doctor Brew, czy samej beczki w zestawieniu z jasnym piwem oceńcie sami.

RIS Jack Daniels BA po który jak łatwo wywnioskować oczekiwałem więcej, zyskał dużo mniej. Zwłaszcza w aromacie brakuje intensywności i smuci jednowymiarowych charakterem. Jest sporo chmielu, orzechy, czekolada i tyle... W smaku znacznie lepiej, ale ponownie dominuje czekolada i orzechy. Jest nieco kremu owocowego, wanilia, posmak drewna i szlachetnego alkoholu. Wychodzi lekki kokos co jest sporym plusem. Goryczka niska, ale z chmielowo-cytrusowymi akcentami.

Na uwagę zasługuje efektowna forma podawania piwa prosto z beczek w których leżakowało. Marketingowy strzał w 10tę! Cena 20 złotych za 0,3l. Tylko małym zgrzytem był tłum ludzi kupujący te piwa do plastikowych kubeczków. Czy na to zasługuje BA? Warto nie tylko dbać o marketing, ale i piwną edukację...

Zaryzykuję twierdzenie, że w piwach ciemnych, bardziej intensywnych beczka została nieco zagłuszona, a w jasnym mniej bogatym pierwotnie w smaku (zwłaszcza, gdy chmiel się nieco utlenił) pokazała w pełni swoją klasę.

Zastanawia mnie jednak jak smakowały piwa w sobotę? Ktoś degustował? W końcu miały być już inne beczki więc piwo mogło nabrać innych cech, a nawet ulec zakażeniu...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz