piątek, 29 maja 2015

Pinta miesiąca

Rok 2014 nie był dla Pinty udany, sam pisałem o lekkim rozczarowaniu i zadyszce. Wydaje się, że Panowie w 2015 postanowili sobie i/lub innym udowodnić, że nie zrezygnowali z walki o krajową czołówkę i ruszają z nowymi projektami! 


Na plus działają kooperacje z zachodnimi browarami, ale głównym silnikiem pogoni za uciekającą konkurencją jest nowa seria "Pinta miesiąca". Co miesiąc mała eksperymentalna warka nowego piwa, które trafia tylko do beczek i jest rozsyłana do 80-100 miejsc w Polsce. Najcieplej przyjęte piwa trafią do oferty, a mniej udane odejdą w zapomnienie i będą dawać satysfakcję nielicznym, którzy za kilka lat powiedzą: "ja to piłem!". Piwa ukazują się od lutego i już teraz można powiedzieć, że akcja jest udana i sprawia sporo frajdy odbiorcą.

Akcja trwa od lutego, kiedy to ukazało się pierwsze z piw I'm so horny kawowy, ciemny lager warzony  we współpracy z krakowską palarnią kawy Coffee Proficiency. W składzie kawy: Adelante i Rio Azul, przy czym mnie nic to nie mówi. 18% ekstraktu i 6,7% alkoholu. Jest dokładnie tym co sugeruje nazwa. Silny lagerowy profil z wyraźnym wpływem palonego słodu i lekkimi owocami. Kawa zdecydowanie dominuje, ale daje kwaśny efekt za czym nie przepadam. Obszerniejszych notatek niestety nie poczyniłem, ale +3/6 wydaje się trafną oceną.

Marzec to imperialna wersja Oto Mata IPA, czyli Raj z rajs. Podwójne IPA z dużą dawką ryżu i chmielu Galaxy, 19,1 BLG, 7,9% alkoholu. Piwo jako pierwsze doczekało się wznowienia, czyli drugiej warki. Z pierwszej zanotowałem jedynie: "Panowie przypomnieli sobie jak warzyć piwo z jajami i wyrazistym smakiem. Imperialna Oto Mata IPA to najtrafniejsze określenie tego piwa. Jest przyjemne, acz umiarkowane ciało i słodycz, a do tego kwaskowate orzeźwienie. Pijalne, że sporą, acz nie wybitnie wysoką goryczką." Tą wersję oceniłem na +4/6, niestety nowa warka wypada nieco słabiej. W barwie słoneczna żółć, czego zdjęcie nie oddaje. W zapachu cytrusy (dojrzałe, a wręcz przejrzałe), białe owoce, sporo słodu. W smaku ponownie przejrzałe pomarańcze, mandarynki, białe owoce, lekko trawiaste-iglaste. Bardzo silnie słodowe, wręcz chlebowe. Nadal smaczne, ale brakuje nieco lekkości i orzeźwienia zestawionego z pełnią i słodyczą pierwotnej wersji. -4/6  

Kwietniowe piwo zostanie przedstawione we wpisie o piwowarskich szaleństwach BGM.  

Majowe piwo wywołało spore zainteresowanie, gdyż jest dopiero drugim (po Ślepym Maxie) w Polsce koźlakiem orkiszowym, czyli dinkelbockiem. Orkisz, czyli dawna pszenica w piwowarstwie wykorzystywany jest przez browar Kormoran, dlatego sama w sobie nie jest sensacją, ale w zestawieniu z koźlakiem zapowiada ciekawe doznania. Nie przedłużając Ruchy orkisz, ruchy!  W barwie błoto o niezidentyfikowanym kolorze, które nie prezentuje się najlepiej. Piana za to ma ładną strukturę i wygląda godnie. Zapach silnie owocowy (estry dominują) z lekkim bananem i dużą ilością słodu. Niestety dochodzi lekka kanaliza. Smak silnie słodowy z wpływem pszenicznego. Sporo mega estrowych owców, lekki drożdżowy banan. Niestety ponownie lekki kanał. Goryczka niska. Nie do końca mój profil smakowy. 3/6

Za trzy miesiące kolejne Pinty :)

czwartek, 28 maja 2015

B Day 2.0 na B Day 3.0!

Urodzinowe piwo Pinty, Piwoteki i AleBrowaru na stałe miało wejść do piwnego kalendarza, a ja na premierę B Day 3.0 zostawiłem sobie butelkę 2.0. Niestety premiery nie będzie, gdyż podobno piwo nie nadawało się do sprzedaży i zostało "zlikwidowane". Nie pozostaje mi nic innego jak zdegustować roczną wersję B Day 2.0 Przewrót Mleczny i wznieść toast za solenizantów!


Piwo warzone w Gościszewie, co sugeruje brak pasteryzacji, a data zdaje się to potwierdzać (09.06.2014), dlatego całe przedsięwzięcie było ryzykowne pomimo przechowywania piwa od czasu zakupu w lodówce. Oczywiście Mlecznego Potwora piłem już na świeżo, ba nawet przygryzając do niego dedykowaną czekoladę, dlatego mniej więcej wiem czego się spodziewać. Obawiam się jednak zakończenia wpisu wraz z otwarciem butelki, ale kto nie leżakuje ten ambrozji nie pije!   

Double Chocolate Milk Stout leżakowany z ziarnami ekwadorskiego kakaowca, 16% ekstraktu i 6,2% alkoholu.

Zaczynamy!

Ufff odkapslowałem i nie wyskoczyło z butelki! W barwie czerń, piana drobna, obfita, brunatna niestety szybko znika.

W zapachu magiczne uderzenie czekolady! Tej "prawdziwej" z najwyższej półki, do tego nutka ciemnych słodów, kremowy powiew owoców w stronę śliwki. Bardzo przyjemnie i bez śladów zepsucia! Apetyt rośnie, podobnie jak obawy!

Pierwszy łyk i sukces! Nie popsuło się i zyskało! Niesamowicie czekoladowe, ziarna kakaowca bardzo wyczuwalne, czego nie doświadczyłem w świeżym piwie. Tak smakuje czekolada z kakaowca, a nie podejrzane substytuty. Są śliwki, ale i silne rodzynki, które zawdzięczamy leżakowaniu. Delikatne, ułożone, kremowo słodkie z wyczuwalnym w smaku wpływem laktozy. Słodycz nadal wysoka, ale nie tak potężna i lepiej wpasowana w całość niż na starcie. Zaskakują nuty liści tytoniu, czego zdecydowanie nie było rok temu. Słodowa, nieco palona podstawa ma w sobie odrobinę kwaskowatości, ale to częsty efekt przy ciemnych słodach. Goryczka niska.

Wyraziste, intensywne, świetnie zbalansowane, bogate, przepełnione laktozą i czekoladą! Wielka szkoda, że miałem tylko jedną butelkę...

WASZE ZDROWIE PANOWIE! Oby pomysłów i zapału nigdy nie zabrakło, a wysoka jakość i powtarzalność stały się codziennością! Samych sukcesów i beczkowanych RISów - niech rewolucja trwa!

środa, 27 maja 2015

Skandal i korupcja w FIFA?! Vote Sepp!

Luksusowe hotele, wielkie pieniądze, korupcja i aresztowania to niestety obraz najważniejszej piłkarskiej federacji FIFA w przeddzień wyborów. Szkoci z BrewDoga ze swoistą ironią postanowili poprzeć obecnego prezydenta "Fuhrera Footballu" Seppa Blattera i ofiarować mu łapówkę w postaci piwa, aby Szkocja została wybrana organizatorem Mistrzostw Świata w 2022 roku! Czy warto kolejny raz "ustawić" zwycięzce sprawdzamy już dziś!


Vote Sepp to wit z dodatkiem hibiskusa, 25 IBU i 3,4% alkoholu. Hibiskus w piwie sprawdza się wspaniale, dlatego kupiłem bez wahania.

Na plus etykieta - plakat wyborczy, na minus piana. Różnoziarnista, obfita, musująca, szybko znika. W barwie złoto z różowym nalotem. Pływa sporo drobinek. 0.25/0.75

W aromacie mocno słodowe z przyprawową nutą drożdży belgijskich i sporą dawka hibiskusa i nadzienia do pączków z dzikiej róży. 2/2.5

W smaku podobnie, bardzo przyjemna słodycz jak w nadzieniu z róży, hibiskus ze swoją charakterystyczną orzeźwiającą kwaskowatością, słodowa podstawa. Owoców wydaj się być więcej jakiś słodki agrest, coś w tym stylu. Bardzo orzeźwiające, kwaskowate, ale i  słodkie przyjemnie zaokrąglone. Lekka nuta przypraw, pieprzu, belgijskie drożdże. Goryczka niska. 6.25/8

Piwo kosztowało poniżej 10 złotych co jak na szkocki produkt jest przystępną ceną, aczkolwiek płacić za łapówkę? 0.5/0.75

Ocena ogólna: 9/12

wtorek, 26 maja 2015

Pinta w natarciu!

Rok 2014 nie był dla Pinty udany, a sam pisałem o lekkim rozczarowaniu i zadyszce. Wydaje się, że Panowie w 2015 postanowili sobie i/lub innym udowodnić, że nie zrezygnowali z walki o krajową czołówkę i ruszają z nowymi projektami! 


Głównym silnikiem pogoni za uciekającą konkurencją jest nowa seria "Pinta miesiąca". Co miesiąc mała eksperymentalna warka nowego piwa, które trafia tylko do beczek i jest rozsyłana do około 100 miejsc w Polsce. Najcieplej przyjęte piwa trafią do oferty, a mniej udane odejdą w zapomnienie i będą dawać satysfakcję nielicznym, którzy za kilka lat powiedzą: "ja to piłem!". Piwa ukazują się od lutego i już teraz można powiedzieć, że akcja jest udana i sprawia sporo frajdy odbiorcą.


Do tego dochodzą kooperacje z zagranicznymi browarami! Liczba mnoga nie jest tutaj błędem, gdyż już pojawiły się trzy takie piwa, z czego w piłem tylko dwa, ale na trzecie pewnie ostatecznie też się zdecyduję.

Lublin To Dublin 2015
Na początek wyprawa do odległej Irlandii, gdzie powstała edycja 2015 opisywanego piwa Lublin To Dublin. Pomimo tej samej nazwy jest to totalnie inne piwo. Tym razem otrzymaliśmy stout mleczny. 6% alkoholu, dodatek laktozy i lukrecji, warzone oczywiście we współpracy z Carlow/O'Hara's.

W barwie czerń, a przyozdabia ją beżowa, obfita, drobna, bardzo trwała, oblepiająca szkło piana. Nie tylko wygląd, ale i zapach mówi: jest bardzo dobrze! Lekki palony słód, czekolada deserowa, ciemne owoce (śliwka), nieco rodzynek, krem śmietankowy, ale nie diacetyl. Żadna z nut nie dominuje. Smak jest jeszcze lepszy: krem śmietaknowo-owocowy, śliwki, rodzynki, delikatny palony słód, kawa, czekolada deserowa. Lukrecji na szczęście prawie nie czuć. Poczatkowo niesamowicie delikatne, ale po ogrzaniu staje się ostrzejsze. Delikatna słodycz, łamana jest przez minimalną słodową kwaskowatość, a goryczka jest oczywiście niska. Laktoza wykonała swoje zadanie  w sposób podręcznikowy. Polecam!

Ocena ogólna: 10/12
(Wygląd: 0.75/0.75; Zapach: 2/2.5; Smak: 6.5/8; Cena/Jakość: 0.75/0.75)

Kwas Alfa
Drugim międzynarodowym piwem jest Kwas Alfa  warzony z duńskim To Ol.  Kwaśne, ale nie dzikie, ot taki żytni berliner weisse. 11,5 BLG, 4,3% alk., z dodatkiem bakterii Lactobacillus, czyli tak zwanego kwasu mlekowego. Co więcej jest to "jednochmiel" na nowozelandzkim Green Bullet.

Wizualnie wygląda nie najlepiej, jest bardzo mętne, błotniste, ale żyto po części to usprawiedliwia. Piana jest niska, drobna, utrzymuje się tylko cienki kożuch. W zapachu silne jabłka i lekka multiwitamina. Bez bogatego wachlarza, ale bardzo miły dla nosa. W smaku ponownie soczyste zielone, czerwone jabłka, ocet jabłkowy, lekko wapienne w stylu musujących tabletek multiwitaminy. Czuć żytnią i pszeniczną słodowość, co działa na spory plus, gdyż przyjemnie zaokrągla piwo, przy jednoczesnym orzeźwieniu. Goryczka niska z ziołowym posmakiem. Kwaskowatość spora, ale nie bardzo wysoka, octowa. Kwaśne, a nie dzikie.

Ocena ogólna: 8.75/12
(Wygląd: 0.5/0.75; Zapach: 2/2.5; Smak: 5.75/8; Cena/Jakość: 0.5/0.75)

Dodatkowo we Francji uwarzono saisona, który nie jest moim ulubionym stylem, a do tego sprzedawany jest w butelkach 0,75. Jeżeli się zdecyduję to uzupełnię wpis, a już teraz zapraszam na drugą odsłonę przeglądu Pinty w których przeanalizuję piwa miesiąca.


Aktualizacja 03.06.2015

Na Księżniczkę Wiosny nadal się nie skusiłem, ale zdecydowałem się spróbować Króla Lata (Roi de Lete). Jest to drugie piwo uwarzone przez duet Pinta - du Pays Flamand, tym razem w Zawierciu. Witbier z dodatkiem płatków owsianych, które stanowią, aż 15% zasypu. 11,5% ekstraktu i 4,5% alkoholu. Przedrostek "hoppy" sugeruje mocniejsze chmielenie francuskim Strisselspalterem i amerykańską Citrą.

Piana biała, drobna, średnio obfita znaczy szkło, ale jej trwałość jest umiarkowana. W barwie słoma z mlekiem.

W zapachu słód, zioła-trawa, lekkie cytrusy i cebula od chmielu.

W smaku mocno słodowe, nuty owsiane bardzo wyraźne przez co piwo jest gładkie, nieco śliskie. Cytrusy, lekka cebula, trawa-zioła, ale raczej nie kolendra. Spora jak na wita goryczka. Początkowo zdecydowanie na plus, ale pod koniec stało się męczące.

Ocena ogólna: 8/12
(Wygląd: 0.5/0.75; Zapach: 1.5/2.5; Smak: 5.5/8; Cena/Jakość: 0.5/0.75)

piątek, 22 maja 2015

Fabryka Piwa

Zaryzykuję twierdzenie, że Fabryka Piwa to nie do końca trafna nazwa dla browaru z pod znaku piwnej rewolucji. Fabryka mimo wszystko kojarzy się z wielkim zakładem idącym w masową produkcję (czytaj koncerny), a nie w rzemiosło. Nie czepiając się (póki co) więcej i startuję z testowaniem piwa. Na początek trzy fabryczne produkty, czyli IPA, amerykańska pszenica i FES.


Swoje wyroby obecnie warzą w małym browarze Marysia w Szczyrzycach, a w przyszłości w dużo większym, acz jeszcze nie ukończonym. Wszystkie piwa degustowałem w wersji lanej, ale muszę pochwalić browar za bardzo ładne etykiety i sporą dawkę informacji.

Summer Memories (alk. 5,2%,12 BLG, 28 IBU)
to piwo pszeniczne, chmielone amerykańskimi chmielami. Słoneczna, mętna barwa zachęca do degustacji, ale pianie brakuje nieco obfitości i trwałości. W aromacie czuć słód, multiwitaminę, nieco brzoskwini, cytrusy. Przez chwilę miałem odczucie lekkiej siarki. W smaku bardzo podobnie, aczkolwiek cytrusy są mocniejsze (zwłaszcza grejpfrut), ujawnia się banan. Jest delikatne, słodkie ciałko i kwaskowate nuty orzeźwiające. Pijalne, lekkie, acz nie wodniste. Goryczka o średniej intensywności z lekko trawiastym, iglastym finiszem.  8.75/12


Hoppy Hour (alk. 5,7%, 14 BLG, 60 IBU)
Jak łatwo zgadnąć AIPA. W barwie lekko mętny bursztyn, piana niska, a w zasadzie kożuch. Aromat zdominowany przez słód i karmel, nieco landrynkowych owoców i lekkie zioła. Jest też coś niepokojące. W smaku ponownie owoce jak w landrynkach, lekkie cytrusy, miód wielokwiatowy, słód z karmelem. Słodkie, ale z lekką kwaskowatością. Goryczka o sporej mocy, ale nieprzyjemnym charakterze. Trawiasta, gryząca, nieco drażni. Nic nie wnosi, ale pić się da. 7/12

Deep Space (alk. 6,5%, 16 BLG, 50 IBU)
Foreign Extra Stout o czarnej barwie przyozdobionej beżową, trwałą pianą. Intensywny, słodki aromat czekolady, wiśni, ciemnych owoców i palonego słodu. W smaku intensywna i szlachetna czekolada, palony słód, śliwki, wiśnie w czekoladzie, rodzynki w formie kojarzącej się z czekoladkami Malaga. Słodkie, delikatne, ale nie ulepkowate. Goryczka niska. Bardzo, bardzo dobre piwo, a jego jedyny mankament to za małe ciało. Zmieńcie 16 na 18% ekstraktu i będzie optymalnie. 9.75/12 Zdecydowanie najlepsze z tej trójki!

Obecnie piwa dostępne są już w butelkach, a do oferty doszedł koźlak, którego nie spotkałem. Nie jest to debiut z wielkim przytupem, ale stout zrobił spore wrażenie, a pszenica po drobnych modyfikacjach również może cieszyć przełyki wybrednych piwoszy. Tylko AIPA odstaje i wpisuje się w krajową przeciętność. Obiecujący start.

środa, 20 maja 2015

Dynia po amerykańsku!

Historycznie piwa dyniowe wywodzą  się z biedy i mieszania słodu, który był drogi z tanią dynią. Piwna rewolucja zmieniła jednak ten styl w piwa w których nie dynia, a przyprawy odgrywają główną rolę, a same trunki pojawiają się w sprzedaży w sezonie halloween. Moda ta dotarła z USA również do Polski i pomimo negatywnego odbioru kopiowania samego święta na polskim gruncie, to piwa przyjmuje z otwartymi ramionami. Dziś przyjrzymy się tym z za wielkiej wody, a dla podtrzymania klimatu do degustacji pierwsze odcinki dwóch seriali w klimacie "strachów".


Nie będzie to pierwsze piwo dyniowe rodem z Ameryki, gościliśmy już The Fear z Flying Doga, a na dniach pojawi się prawdziwa petarda w postaci dyniowego barley wine.

Na pierwszy ogień startowy odcinek czwartej opowieści z cyklu American Horror Story i Fall Hornin' z Anderson Valley. Warzone z dodatkiem dyni i przypraw, 6% alkoholu, a ze strony www uzupełniam o 20 IBU i informację, że dynia była w formie puree i użyto chmielu Bravo.

Etykieta utrzymana w klimacie charakterystycznym dla browaru, ale uzupełniona o halloweenowe dodatki prezentuje się bardzo klimatycznie. Piana wypada już gorzej, szybko znika, a jej ziarnistość jest zróżnicowana. Piwo ma barwę będącą czymś pomiędzy rubinem, a brązem.

Już w aromacie czuć, że będzie słodko i gęsto. Są świetne nuty cynamonu, wanilii, lekki imbir, karmel, świetne pierniki, chleb razowy z rodzynkami, odrobina gałki muszkatołowej.

Podobnie jest w smaku, ciemne pieczywo z dużą ilością rodzynek, karmel, cynamon, imbir, suszone owoce, dynia, nuty korzenne - pierniki. Jest jeszcze wanilia, ciasteczka owsiane i lekki miód gryczany, co dopełnia ten bogaty wachlarz smaków. Goryczka jest niska, piwo słodkie, kremowe, ale z odrobiną kwaskowatości, czy bardziej orzeźwienia, dobrze zbalansowane.

Jedno z najlepszych dyniowych jakie piłem, zdecydowanie warte degustacji.

Ocena ogólna: 10.5/12
(Wygląd: 0.5/0.75; Zapach: 2.5/2.5; Smak: 6.75/8; Cena/Jakość: 0.75/0.75)

Na drugim biegunie Brooklyn Brewery z Nowego Yorku, oraz nowy serial w klimatach grozy i strachu - Penny Dreadful. Jest to moje pierwsze spotkanie zarówno z serialem jak i z browarem. Post Road Pumpkin Ale to 13,5% ekstraktu przy 5% alkoholu i 24 IBU. Co ciekawe twórcy odwołują się do historycznych, a nie halloweenowych tradycji.

Etykieta w klasycznym, ale nie porywającym stylu. Kapsel dedykowany, ale nie wysilili się. Piana niska, niczym w napoju gazowanym, szybko znika. Barwa miedziana, piwo klarowne.

W aromacie o dziwo (co nie jest oczywiste) dominuje dynia i przyprawy wśród których wyróżnia się imbir, cynamon, lekka gałka i odrobina liścia laurowego.

W smaku jest podobnie. Dynia, przyprawy w takim samym składzie, lekkie, kwaskowate jabłko, które nie przykrywa ogólnej słodyczy.  Jest jeszcze nieco karmelu i na tym koniec. Płaskie, nieco wodniste, goryczka niska, aczkolwiek nieco podbijana przez przyprawy

Cenowo zbliżone do Fall Hornin (tj. ok 14 zł), ale jakościowo mocno odstaje, to liga niżej, dlatego wybór jest bardzo prosty. Z drugiej strony przy takim  Pumpkin Head (blee) od BrewDoga to całkiem zacne piwo.

Ocena ogólna: 7/12
(Wygląd: 0.25/0.75; Zapach: 1.5/2.5; Smak: 5/8; Cena/Jakość: 0.25/0.75)

wtorek, 19 maja 2015

Marszałek i I warka Imperatora Baltyckiego!

Dziś (tj. w dniu degustacji) przypada 80ta rocznica śmierci jedne z najwybitniejszych Polaków. Długo zastanawiałem się czym wznieść toast za Marszałka, aż w końcu przyszło olśnienie! Na taką okazję czekała cierpliwie butelka Imperatora Bałtyckiego z pierwszej warki! Dlatego wcześniejszy wpis tyczył tego samego piwa "na świeżo".


Porter bałtycki w niekonwencjonalnej, mocno chmielonej wersji to niewątpliwie największy sukces Pinty. Piwo z półek sklepowych znikało w kilka godzin od dostawy, pomimo wypuszczenia już trzech warek. W stosunku - ilość piwa/szybkość sprzedaży to zdecydowanie lider i najbardziej poszukiwane piwo w kraju.  

Bodaj najładniejsza etykieta Pinty. Barwie najbliżej do mahoniu, piana beżowa, drobna, lekko znaczy szkło. 0.75/0.75

W zapachu jest wszystko o czym marzy piwosz! Waniliowo cytrusowy krem, przeplata się z nutami rodzynek, ciemnych owoców, miesza z nutami palonego słodu i mlecznej czekolady, gdzieś w oddali przemyka karmel. Piękny i świetnie ułożony aromat! 2.5/2.5

W smaku od samego początku atakują cytrusy, lekko kwaskowate (niczym sok) pomarańcze, mandarynki mieszają się z czekoladą, z za której wyłania się nieco agresywniejsza nuta palonego słodu. W tle śliwki, rodzynki, odrobina wanilii. Goryczka nadal spora, ale dużo przyjemniejsza niż na świeżo. Silnie cytrusowe z charakterystyczną kwaskowatością, a jednocześnie słodki krem, przyprawiony goryczą - dla każdego coś miłego. 7/8

Chyba już nikt nie ma wątpliwości, że piwo warto kupić w większej ilości i leżakować, a nowa (4) warka już wkrótce. Cena/Jakość: 0.75/0.75 Ocena ogólna: 11/12

Wznieście toast za Marszałka! Nie o taką Polskę walczył, ale przynajmniej piwo mamy godne światowych salonów :)

poniedziałek, 18 maja 2015

Galeony wojny - Imperator Bałtycki

Wpis powstał zaraz po ukazaniu się I warki Imperatora Bałtyckiego, z niewyjaśnionych przyczyn nigdy się nie ukazał. Publikuje bez szlifu i uzupełnień, tak jak został zapisany w wersjach roboczych. Dlatego teraz? Jestem po degustacji tej warki po prawie półtorej roku leżakowania - będzie ciekawy materiał porównawczy :)

 

"Śmierć i chwała! Bitwy wojennych galeonów, salwy całoburtowe, kaperskie rajdy i abordaże na pokłady tonących okrętów, niszczycielskie sztormy. Smak morskiej wody i krwi. Gorycz porażki i słodki zapach zwycięstwa. Świat żaglowców, morskich awanturników, kaszubskich piratów, kaprów i kapitanów XVII wiecznej Rzeczpospolitej" Tak za panowania Zygmunta III Wazy wyglądało życie na Bałtyku, kiedy to Rzeczpospolita odniosła największe zwycięstwo morskie pokonując w bitwie morskiej pod Oliwą Szwedów.  W roku 2013 nikt już nie wątpi, że to Polska panuję w basenie morza Bałtyckiego warząc najlepsze portery bałtyckie. Porter Łódzki, Warmiński, Komes, Ciechan 22 niczym wspaniałe żaglowce wiodą prym i płyną po podniebieniach piwoszy. Nadszedł jednak czas totalnej dominacji z portu wypływa jednostka, która już na zawsze zmieni piwne morze i obejmie panowanie nie tylko na Bałtyku, ale i wyruszy na podbój Indii to Imperator Bałtycki!

Ekipa Pinty o piwie napisała już wszystko, odpowiadając jednocześnie na wiele pytań i domysłów - mam nadzieję, iż swoim tekstem rozpoczęli nowy rozdział w piwowarstwie rzemieślniczym i w ich ślady pójdą inni.  Tekst dostępny pod wpisem.

Barwa: bardzo ciemny brąz

Piana: jest wręcz wzorcowa, dosyć obfita, drobnoziarnista, gęsta, trwała, pięknie krążkuje. Jej barwę określił bym jako brunatną przechodzącą w brąz. 0.5/0.5 Idealna! Trzeba ją jeść aby dostać się do piwa ;)

Zapach: intensywny chmiel (żywiczno-cytrusowa mieszanka), krem owocowy, mleczna czekolada, odrobina kawy 1/1

Smak: pierwsze co zwraca uwagę to niesamowita gęstość na języku czuć krem. Mleczna czekolada, owoce, cytrusy, a może bardziej mus, kawa z mlekiem, silne nuty chmielu (ziołowe, iglaste, cytrusowe).109 IBU to nie fikcja, ale z racji, iż piwo jest bardzo potężne i słodkie nie odczuwamy aż tak silnej goryczki. 7/8

Stosunek ceny do jakości: za piwem ustawiają się kolejki jak za mięsem, są zapisy, a większość odchodzi i tak z pustymi rękami  - to chyba tyle w tej kwestii 0.5/0.5

To piwo jest jak wykwintny deser, słodki, ale odpowiednio skontrowany. Prawdziwej mocy i pełni smaku nabierze zapewne za jakieś 3-4 miesiące - do piwnicy idą 4 sztuki zobaczymy czy rewolucyjny porter stanie się jeszcze lepszy.

piątek, 15 maja 2015

Double Jack, czyli o co tu chodzi!?

Kupujac drogiego i wiele obiecującego RISa trzymam go na specjalną okazję. Gdy mam IPA, niezależnie jak ekskluzywne i drogie muszę je wypić jak najszybciej, zwłaszcza w sytuacji, gdy ktoś ściemnia z datą ważności! W przypadku piw mocno chmielonych świeżość ma zasadnicze znaczenie, gdyż chmiel utlenia się w pierwszej kolejności i piwo traci swe walory, dlatego bez wyczekiwania na ten dzień, słynny Double Jack.


Czemu piszę o ściemie? Otóż piwo zostało zakupione 1go maja 2015 roku, a z etykiety dowiadujemy się, że to właśnie tego dnia zostało zabutelkowane!  Miało to miejsce o 17:02, czyli jakieś dwie godziny po zakupie... Samoczynny skok w czasie i przestrzeni? Czy o to tu chodzi? Data ważności to 05.12.2016 tylko teraz pojawiają się wątpliwości, czy nie została ona "wystawiona" pod datę niby butelkowania...

Na dniach wyślę zapytania do browaru i importera (Braufactum), a teraz zabieram się za degustację.

Double Jack, USA, Firestone Walker, butelka 0,66l.

Podwójne IPA chmielone trzykrotnie na zimno przy użyciu: Warrior, Columbus, Cascade, Centennial, Amarillo, Simcioe. 9,5% alkoholu, IBU i ekstrakt nieznane.

Bardzo ładna, dostojna i klasyczna etykieta z "autografem" piwowara Matthew Brynildsona. Butelkę zdobi kapturek, pod którym ku mej radości sygnowany kapsel. Barwa złota, piwo klarowne. Biała, początkowo drobna piana jest trwała, ładnie oblepia szkło. Z uwagi na niezgodności na etykiecie nie może być kompletu punktów. 0.5/0.75

Już po odkapslowaniu czuć, że będzie dobrze. Silne uderzenie cytrusów! Po przelaniu i pochyleniu nad szkłem dochodzą kwiaty, lekkie zioła, delikatne biszkopty. 2.25/2.5

W smaku dostajemy po prostu szarżę chmielu po kubkach smakowych! Ta galopada kończy się wysoką ziołowo grejpfrutową goryczką. Na polu zostają grejpfruty, słodkie pomarańcze, mandarynki , słodkie czerwone owoce, nieco żywicy, lekkie biszkopty, zioła, kwiaty. Jest zaskakująco słodkie, taką lekko miodową słodyczą, łamie to oczywiście wspomniana goryczka i umiarkowana kwaskowatość. Po ogrzaniu można wychwycić karmel i słodowość. Jest leciutki likierek, ale to jeszcze nie to, alkohol lekko grzeje w przełyku. 7.25/8

Warte zakupu i zdegustowania, ale cena pozostawia pewne wątpliwości, zwłaszcza gdy ocenimy ja przez pryzmat innych IIPA z USA. 0.5/0.75

Ocena ogólna:  10.5/12

Niewątpliwie to piwo jest warte wyrazistszego określenia niż bardzo dobre. Ba jest niewątpliwie lepsze od podobno najlepszego Heady Toppera, ale już rywalizację z Hop15 czy Yule Smith przegrywa.

środa, 13 maja 2015

Nie na temat: związki

Nie na temat, czyli tekst bez piwa i innych napitków!

Będzie krótko. Na tym blogu nie bawimy się w politykę i nie toczymy światopoglądowych batalii, gdyż piwo ma jednoczyć, a nie dzielić. Cenimy za to dobrą i interesującą lekturę, dlatego co jakiś czas polecam coś ciekawego. Niedawno były "Gawędy o Wieniawie" oraz "Ostatni honorowy", a dziś coś z innej beczki. 

Wojciech Sumliński "Niebezpieczne związki Bronisława Komorowskiego" to lektura warta czasu, niezależnie od opcji politycznej i nastawienia. Książkę czyta się jak świetny thriller polityczno-szpiegowski i tylko nazwiska, miejsca, sprawy jakoś dziwnie znajome... Smaczku dodaje znajomość "Alfabetu mafii", ale nie jest to konieczne. Warto też śledzić  reakcję głównego bohatera na pytania dziennikarzy o WSI, autora publikacji i jego książkę. Jest ich niewiele, ale czasem się ktoś odważy, chociaż dobrze na tym nie wychodzi.

 

Miłej lektury i spokoju ducha po jej skończeniu...

poniedziałek, 11 maja 2015

Beer Geek Madness 2 od strony organizacyjnej

Z oceną drugiej edycji BGM mam poważny problem. Z jednej strony był to niewątpliwie spory sukces komercyjny, miło spędzony czas, sympatyczni ludzie, a z drugiej brakło piwa, co ciężko racjonalnie wytłumaczyć i przejść nad tym do porządku dziennego. Zacznijmy jednak od początku...

 


Pierwsza edycja imprezy była totalnym odlotem i nową jakością na krajowym rynku. Jakieś małe mankamenty oczywiście był, ale plusy przykryły wszystko. Jak łatwo się domyślić po takim debiucie oczekiwania rosły, a gdy ogłoszono, że tematem przewodnim będą piwa z USA ciśnienie skoczyło jeszcze bardziej! Decyzja była prosta, trzeba jechać...

... i kupić pakiet, bo w zasadzie był to jedyny sensowny sposób wejścia na festiwal bez stania w sporych kolejkach. System był prosty. Wybierasz jeden z kilku pakietów (od samego szkła-wejściówki i żetonów) po bardzo rozbudowane warianty z masą gadżetów. Dla mnie najsensowniejszy wydał się ten za 90 zł, czyli koszulka, szkło do wyboru (były dwa) i 20 żetonów, które były środkiem płatniczym. 1 żeton = 2 złote to dobry przelicznik i duże ułatwienie przy wydawaniu reszty. Odbiór pakietów odbywał się na miejscu, sprawnie i bez kolejek. Nieco chaosu był z wejście, jednio wchodzili, drudzy stali w kolejce, ktoś sadził drzewo, ot takie udziwnienia, ogólnie poszło sprawnie, a żetony z pakietu umożliwiły degustację jeszcze przed ich sprzedażą.

Teren imprezy został znacznie powiększony, co oczywiście okazało się strzałem w 10tkę. We wrocławskich Zaklętych Rewirach, gdzie odbywa się impreza udostępniono kilka nowych sal, czy bardziej piwnic, gdzie grano koncerty i rozmieszczono dodatkowe stanowiska z polskimi piwami. Na plus również zaplecze sanitarne, był jakiś problem z umywalkami, ale kolejki nie były długie, a to najistotniejsze. W koncertach nie uczestniczyłem, dodatkowe atrakcje też raczej omijałem, chociaż na lego i HD zawsze miło popatrzeć.

Na malutki minus trzeba zapisać jedzenie. Było smaczne i w przyzwoitych cenach, dlatego minus ten mogli odczuć tylko uczestnicy pierwszej edycji. Zabrakło cudownej dziczyzny z musem cytrynowym i ogólnie rzemieślniczego podejścia do sprawy, ale było na tyle dobre, że przerwy na żeberka czy inne smakołyki uchroniły nas od negatywnych skutków spożywania.

Sklepik festiwalowy, a bardziej butelki to miały być wisienką na torcie, ukoronowaniem festiwalu i w ostateczności zapewnić plecak. Niestety po ogłoszeniu listy przeżyłem wielkie rozczarowanie. 90% procent pozycji była już w Polsce dostępne. Jedynie 18th street stanowiło atrakcję. Uciekając jednak od osobistych rozczarowań muszę stwierdzić, że kilka ciekawych numerków na liście się znalazło, niestety ich ceny były delikatnie mówiąc zawyżone. W sklepach specjalistycznych pojawiały się już wcześniej w dużo mniejsze pieniądze.

Na koniec zostawiłem największy minus i sporą wtopę organizatorów, czyli brak piwa! Nie może być tak, że na festiwalu tego kalibru brakuje piwa już po 22, a o 23 jest ostateczny koniec. Część osób kierując się rozsądkiem stwierdziła, że na początek Polska, a później "ciężki kaliber" z USA. Niestety był to strzał w stopę, gdyż piw było po 1 (JEDNEJ) beczce i zniknęły błyskawicznie. Polskich specjałów zaczęło brakować, tylko nieco później, a co jakiś czas ludzie mruczeli pod nosem, coś o żetonach, których nie ma już na co wydawać... Impreza powoli umierała, co przy kończących się zapasach piwa było naturalne, ludzie wychodzili lub krążyli w okolicach wyjścia na dach czekając na finał. Tam przygotowano, całe trzy beczki piwa, co oczywiście ponownie szybko wykończyło imprezę, gdyż trunki zniknęły błyskawicznie i trzeba było zbierać się do wyjścia. Szkoda, gdyż sam pomysł dachu i jego klimat był świetny, grill z mini burgerami, odpowiednio odmalowane ściany, dobra pogoda i miłośnicy piwa, którego brakło... Była jeszcze scena i DJ o której napiszę tylko, że nie przeszkadzała, co już jest dużym plusem, gdyż słucham zupełnie innej muzyki.

Od razu odpieram zarzut, że to wina browarów. Z przeprowadzonych rozmów jasno wynika, że to organizator narzucił limit. Przy całej sympatii dla nich nie pojmuję tak zachowawczej postawy, zwłaszcza, że zaraz po imprezie były duże festiwale na których też się wystawiali i sprzedawali lane piwa ze Stanów.  Dla nich był to niewątpliwy sukces, dlatego wierzę, że następny raz zza oceanu dotrą już wymarzone petardy i nie braknie ich tak szybko! Zostało tylko nieco puszek, ale te rozeszły się zapewne na festiwalu, gdyż w piątek było ich już niewiele.

Wypad udany, ale pozostawiający lekki niedosyt, miało być rewelacyjnie, było dobrze, w przyszłym roku podobno druga odsłona piw z USA, więc będzie szansa na rehabilitację.

Tyle w kwestii technicznej, praktyczna degustacja w oddzielnym wpisie.

piątek, 8 maja 2015

Barrel Aged po polsku, czyli Jack Daniels w natarciu! Część 2

Tegoroczny FDP odbywał się pod znakiem wielkich dębowych beczek z napisem Jack Daniels, które do kraju sprowadził Wojtek Frączyk, a piwowarzy wykorzystali je jak Duch Kraftu przykazał! Na początku był Artezan i Widawa, a na zakończenie ciężki kaliber od Doktorów!


Sytuacja jest o tyle ciekawe, że piwa te gościły już na blogu w wersji klasycznej. RIS zebrał pozytywne recenzje, ale nie wzbudził zachwytu, natomiast Barley Wine było piwem przeciętnym. Na ile beczka jest w stanie odmienić trunek? Czy z przeciętnego piwa może zrobić świetne?

Może! I sam jestem zdziwiony, jak bardzo leżakowanie wyszło na plus! Dlatego przeczytaj koniecznie przed oceną Barley Wine Jack Daniels BA!

Barwa zaskakująco jasna względem pierwowzoru, piana praktycznie nie istnieje co przy formie nalewania jest jakoś uzasadnione.

W aromacie i smaku kokos, kokos i batonik Bounty! W smaku dochodzą nuty Werther's Original, zmielony mak z makowca, masa kajmakowa, wanilia, nieco owoców, cytrusów. Goryczka o średniej intensywności, niewiele pozostało z jej wcześniejszego charakteru. Nuty Jacka Danielsa wyczuwalne zarówno w smaku jak i zapachu w postaci kojarzonej z bourbonem, ale w moim odczuciu ta masa kajmakowa, czy WO to też zasługa beczki, gdyż JD ma w smaku właśnie takie nuty i stawiam na niego, a nie na lekki diacetyl.

Piwo przepyszne, bardzo słodkie, deserowe, a jego przemiana jest wprost niewyobrażalna! Mogło w nim być coś więcej i na plus i na minus, gdyż piwo zaczęto sprzedawać ok 18, a wcześniej trochę degustacji odbyłem, ale mimo to zachwyca! Czy to zasługa Doctor Brew, czy samej beczki w zestawieniu z jasnym piwem oceńcie sami.

RIS Jack Daniels BA po który jak łatwo wywnioskować oczekiwałem więcej, zyskał dużo mniej. Zwłaszcza w aromacie brakuje intensywności i smuci jednowymiarowych charakterem. Jest sporo chmielu, orzechy, czekolada i tyle... W smaku znacznie lepiej, ale ponownie dominuje czekolada i orzechy. Jest nieco kremu owocowego, wanilia, posmak drewna i szlachetnego alkoholu. Wychodzi lekki kokos co jest sporym plusem. Goryczka niska, ale z chmielowo-cytrusowymi akcentami.

Na uwagę zasługuje efektowna forma podawania piwa prosto z beczek w których leżakowało. Marketingowy strzał w 10tę! Cena 20 złotych za 0,3l. Tylko małym zgrzytem był tłum ludzi kupujący te piwa do plastikowych kubeczków. Czy na to zasługuje BA? Warto nie tylko dbać o marketing, ale i piwną edukację...

Zaryzykuję twierdzenie, że w piwach ciemnych, bardziej intensywnych beczka została nieco zagłuszona, a w jasnym mniej bogatym pierwotnie w smaku (zwłaszcza, gdy chmiel się nieco utlenił) pokazała w pełni swoją klasę.

Zastanawia mnie jednak jak smakowały piwa w sobotę? Ktoś degustował? W końcu miały być już inne beczki więc piwo mogło nabrać innych cech, a nawet ulec zakażeniu...

środa, 6 maja 2015

Gose i wodorosty

Do Katowic, a dokładniej do wielokranu Absurdalna dotarły wreszcie piwa z Browaru Piwoteka, które przez długi czas były nieobecne na naszym poletku. Premiery były dwie i stanowiły swoiste starcie klasyki z nowoczesnością. Z jednej strony zapomniane Gose, z drugiej IPA, ale nie taka zwyczajna, a podrasowana wodorostami... 


Materiał o Gose połączony z degustacją kilku piw w tym stylu powstaje od dawna i jest bliski publikacji, dlatego tutaj ograniczę się do tego co najważniejsze. Mamy do czynienia ze specyficzną odmianą piwa pszenicznego, charakterystyczną dla rejonów Lipska i Goslar z których to styl się wywodzi. Co w nim wyjątkowego? Sól! Tak, piwo jest słone, do tego kwaskowate z dodatkiem kolendry. To dopiero drugie takie piwo w Polsce, a pierwsze piło niewielu, gdyż autorem był Artezan, którego dostępność była wtedy fatalna.

Zacny Zalcman, Piwoteka, lane 0,4l - 10 zł
W składzie jak się rzekło sól, kolendra i słód zakwaszający. 12 blg, 4,5% alkoholu.

W barwie słoma, piwo jest mętne, przyozdobione niską białą pianą z której pozostaje tylko dziurawy kożuch.

Aromat zwiastuje sukces! Cytrusy, nieco witaminy C w musujących tabletkach, lekki ananas, kolendra i nieco słodu.

W smaku zaskakuje świetny ananas, czy raczej zalewa z wersji konserwowej, cytrusy w stronę cytryny, leciutkie muśnięcie kolendry. Całość słona, ale nie przesolona. Kwaskowate w stylu naturalnego soku z owoców. Goryczka niska, ale nutka chmielu wyczuwalna. Zaskakująco pełne, mięciutkie, a jednocześnie orzeźwiające i lekkie.

Zacne gose! Rzadko powtarzam piwa, ale w tym przypadku sięgnąłem po drugie i niech to będzie moja rekomendacja :) Ocena ogólna: 9.5/12

Mawashi Geri, Piwoteka, lane 0,4l - 11,50 
W przypadku drugiego piwa mam większy problem. Co to IPA, wszyscy już wiecie, a co to sushi? Tego to znowu ja nie wiem. Tak, wiem, blogger, który nie je sushi?!* Ano nie je i dlatego nie znam smaku wodorostów wakame, których użyto do warzenia. Poza nimi płatki ryżowe i japoński chmiel Sorachi Ace. 15 blg i 6% alkoholu.

W barwie lekko opalizujące, jasne złoto. Piana zbliżona do tej z gose.

W kwestii aromatu zacytuję pewnego Wojtka: "wodorosty z akwarium", do tego przyjemny powiew owoców, chmielu.

Nigdy nie jadłem wodorostów, ale z uwagi na zapach rzeczonych tak sobie wyobrażałem ich smak jak dominująca nuta w tym piwie. Sympatyczne nutki białych owoców, nieco cytrusów, ziół. Goryczka spora, wodorostowo-ziołowa, ale krótka. Wyczuwalna podbudowa słodowa. Jak na piwo chmielone tylko SA to brakuje mi tego w smaku

Brzmi  zapewne  średnio i jest dziwne, ale SMACZNE! To ciekawe i egzotyczne piwo, które może nie powala, ale wnosi coś nowego, a to się ceni. Ocena ogólna: 8/12

* dobrze, że chociaż steki i burgery nie są mi obce ;)

niedziela, 3 maja 2015

Barrel Aged po polsku, czyli Jack Daniels w natarciu! Część 1

Star Cysterna

Tegoroczny FDP odbywał się pod znakiem wielkich dębowych beczek z napisem Jack Daniels, które do kraju sprowadził Wojtek Frączyk, a piwowarzy z kilku browarów postanowili je wykorzystać jak Duch Kraftu przykazał!


Wrocławski Festiwal Dobrego piwa trwa jeszcze w najlepsze, ale dla mnie zakończył się już pierwszego dnia ok 21. Żal było opuszczać imprezę tak wcześnie, ale dobrze, że udało się być chociaż te kilka godzin. Najważniejsze jednak, że zrealizowałem plan degustacyjny prawie w całości jeżeli chodzi o kategorię "muszę".

Czarny Kamaz
Jako pierwszy na scenę wjechał Star Cysterna  z Jackiem Materskim za kierownicą, który osobiście polewał piwo. Artezan przygotował na festiwale Czarnego Kamaza w wersji leżakowanej w beczce po rzeczonym Jacku. Pierwotny Kamaz to 16% ekstraktu i 6,5% alkoholu w podwójnym stoucie owsianym. Wizualizacja na zdjęciu, wiec przejdźmy od razu do aromatu. Słód, kawa, gorzka czekolada, nuta rumowo-kokosowa (były kiedyś takie kulki). Nieco ciemnych owoców. Efekt beczki bardziej rumowy. W smaku jest podobnie, bardziej rum, koniak, niż Jack Daniels. Efekt jest jednak świetny, piwo jest bardzo kremowe, delikatne. Dominują nuty czekolady, kakao, lekki karmel, kawa, masa ciemnych owoców, nieco wanilii. Są jeszcze rodzynki macerowane w rumie, kulki kokosowe, cierpkość bardziej od drewna niż słodu. Goryczka niska.

Jak Star wypada na tle Kamaza? Oczywiście o niebo lepiej. Nie robiłem notatek, ale w tym drugim dominowała kawa, czekolada, palony słód z wyraźną kwaskowatością od tego ostatniego. Brakowało nieco ciała, kremowości, której oczekuję po podwójnej owsiance. Było dobre i warte zakupu, ale dopiero wersja z beczki nabrała szlachetności i bogactwa. Spore poruszenie wywołała cena - 20 złotych za 0,3l.


Drugim hitem miał być FES Black Kiss z Widawy i w zasadzie był nim, aczkolwiek rozmowy około piwne i spotkania nieco zablokowały notatki, przez co opis jest skąpy z mojej pamięci. Pamiętajmy jedna, że ważni na festiwalu są właśnie ludzie i spotkania. Piwo leżakowało przez 5 miesięcy w dębowej beczce. Już po aromacie czuć, że będzie słodko i kwaskowato, że wiśnie i bourbon (czy tennessee whisky) zrobią robotę.  Tak też jest. Wyraźnie słodka czekoladowa podstawa z dużą dawką śliwek i rodzynek jest łamana falą kwaśnych wiśni. Wyraźnie wyczuwalna drewno od beczki, oraz bourbon. Beczka ponownie zrobiła piwo, chociaż nie wiem czy ta kwaśność była zamierzona, czy to jednak lekka infekcja? Nieco przywodził na myśl flandersa. 15 złotych za 0,3l, 0,2 za 10. Tylko porteru z warszawy żal... W sumie nie jego, a mnie i tego, że nie spróbowałem...