wtorek, 28 kwietnia 2015

Trunki z innej półki: herbata Smoky Lapsang

Tak, tak, HERBATA! Człowiek coraz starszy, od piwa się głowa kiwa i ogólnie kraft się skończył, trzeba szukać nowego hobby! Hmm może to jednak tylko zmęczenie i brak sił na rzetelne degustacje? Tak, czy inaczej dziś WĘDZONA herbata za, którą serdecznie dziękuję Marcinowi z katowickiego Browariatu!


Na wstępie zaznaczam, że na herbatach znam się tyle co na hodowli dinozaurów, dlatego tylko zasygnalizuję tutaj co mi posmakowało, a Wy możecie podpowiadać, czy są następne etapy wtajemniczenia typu herbata torfowa :D

Już po otwarciu pudełka unosi się wspaniały wędzony, nieco żywiczny zapach, ale usłyszałem też stwierdzenie "Fuj co to za padlina!".

Zasada jest prosta jak w przypadku słodu, tylko drewno inne. Czarna herbata suszona jest dymem z drzewa sosnowego, dzięki czemu nabiera tak wspaniałych właściwości zapachowych i smakowych.

W pudełku 20 saszetek, ale ta odmiana podobno bywa też dostępna w wersji sypanej.

Po zaparzeniu (czajniczek to zły pomysł, porcja na kubek) wyraźny aromat żywicy, wędzonej szynki, nieco dymu drzewnego. W smaku bardzo podobnie, acz do głosu dochodzi też nuta klasycznej czarnej herbaty, jest bardziej żywiczny niż wędzony.

Jeżeli lubisz wędzone piwo, to i polubisz Lapsang, oczywiście analogicznie w drugą stronę... Ja już ją uwielbiam, a podobno jest jeszcze mocniejsza niż Souchong!

Jeżeli znacie inne wędzone, a najlepiej torfowe herbaty, lub inne ciekawe produkty z dymem w tle to dajcie znać!

2 komentarze:

  1. Polecam czystą, czerwoną herbatę pu-erh- smakuje jak ziemia z ogródka lub jak ściana w piwnicy.

    OdpowiedzUsuń
  2. Dzięki! Zbadam temat, brzmi bardzo apetycznie :)

    OdpowiedzUsuń