czwartek, 30 kwietnia 2015

(W)FDP jak u Jacka Gmocha

Mój wyjazd na tegoroczny Wrocławski Festiwal Dobrego Piwa wa(r)żył się do ostatniej chwili! W końcu się udało uzyskać wolne i inne tego typu frykasy. Jadąc jednak na 1 dzień trzeba uczynić taktyczne przygotowania i wszystko rozrysować niczym Jacek Gmoch! Cel jest jeden wypić jak najwięcej tych najciekawszych i wrócić do domu ;)


Informacje o części piw znajdziecie na FB i stronie festiwalu, na jej podstawię dokonuje selekcji na 3 grupy: * chcę ** bardzo chcę *** muszę i degustuję według tego schematu, a pierwsza grupa to raczej ławka rezerwowych z której może coś się zaliczy. Wybieramy piwa limitowane, leżakowane w beczkach i te z browarów, których nie ma w naszej okolicy. Po co kupować coś co będzie za tydzień w sklepie, jeżeli możemy zapolować na browar, którego nikt nie sprowadza, lub nie butelkuje? Do tego dochodzą piwa z zagranicy, oraz niespodzianki, których nie ma na liście

Butelki to trochę wróżenie z fusów, część krajowych browarów może coś mieć, dlatego zawsze coś może z listy lanych trafić do plecaka i możliwości degustacyjne rosną.  Butelki to jednak głównie piwa z zagranicy i ponownie polowanie na rarytasy. Ceny zazwyczaj wyższe niż w normalnym obrocie więc tez trzeba z głową dobierać i wybierać.

Po kilku piwach i tak nakupisz więcej niż w planach ;)

10 porad dla "świeżej krwi":

1. Warto mieć drobne, gdy nie ma żetonów z wydawaniem może być problem, a kolejki rosną!
2. Kup szkło! To nie tylko pamiątka, ale i cecha pozwalająca na zakup mniejszych próbek (0,2), co pozwoli zdegustować więcej :)
3. Kupuj "małe", 200 ml pozwala cieszyć się piwem i spróbować go więcej!
4. Zjedz solidnie przed i w trakcie, chyba wiecie dlaczego ;) Pamiętajcie, aby kupować jedzenie na porcje z góry określoną ceną, inaczej możecie dostać szaszłyka za 40, albo karkówkę za 60 zł.
5. Jeżeli nie masz noclegu zaplanuj powrót na dworzec wcześniej, po 6 rozsądek maleje, czasu jest więcej, a bus czekał nie będzie. Zawsze można popatrzeć za kimś szukającym TAXI w 4 osoby powinno być tanio :)
6. Planując zakupy wybieraj te piwa, których raczej nie kupisz w swojej okolicy, a zwłaszcza te limitowane, uwarzone specjalnie na festiwal
7. Miało być wcześniej, ale... W przypadku piw mocno limitowanych np. BA nie czekaj na później, mniejszą kolejkę, albo "eee RIS tak wcześnie", bo możesz skończyć z niczym.
8. Płucz szkło, płucz usta (wodą!)
9. Wrócę do kasy, planując budżet pamiętaj, że kasy zawsze brakuje i nigdy budżet się nie spina, ot jak partii rządzącej.
10. Baw się! Poznawaj ludzi, dziel się pasją bez napinki.

Piwo w wiadrze!
W planowaniu towarzyszył mi Doktor Faust, niby podwędzany FES, ale jak wieść niesie kwas. Z Faktorii. Bardzo ładna etykieta, 16,4% ekstraktu, 6,6(6)% alkoholu.

W zapachu silny słód (palony i ciemny), pumpernikiel, kwaskowate ciemne owoce.

W smaku podobnie dużo słodu (tak w stylu ciemnego ekstraktu) paloność, odrobina dymu drzewnego, sporo śliwek, rodzynek, czereśni, nieco mlecznej czekolady. Pumpernikiel, kawa. Daje to słodki efekt, który jest łamany wyraźną  i intensywną kwaskowatością. Jest kwaśne i nie stoutowe, ale czuć coś z tego stylu. Wędzenia niewiele, delikatny powiew palonego drewna. Poprawnią styl na kwaśny stout i będzie ok. Fajne piwo :) -4/6 W zasadzie słodko kwaśny, bo ta słodycz jest silna, wręcz lekko oblepiająca.

środa, 29 kwietnia 2015

Kapsle Kormoran - zamki

Dawno, dawno temu, gdy Podróżnik Kormorana popijał jeszcze Miodne w Olsztynie ukazała się wspaniała seria kapsli z polskimi zamkami. Jej zgromadzenie jest niezwykle trudnym wyzwaniem, ale może u kogoś z Was zalegają jakieś niepotrzebne podwójne? Mimo, iż nie jestem kolekcjonerem tylko wielbicielem zamków to mam coś na wymianę :)

Moja kolekcja jest niewielka:


wtorek, 28 kwietnia 2015

Trunki z innej półki: herbata Smoky Lapsang

Tak, tak, HERBATA! Człowiek coraz starszy, od piwa się głowa kiwa i ogólnie kraft się skończył, trzeba szukać nowego hobby! Hmm może to jednak tylko zmęczenie i brak sił na rzetelne degustacje? Tak, czy inaczej dziś WĘDZONA herbata za, którą serdecznie dziękuję Marcinowi z katowickiego Browariatu!


Na wstępie zaznaczam, że na herbatach znam się tyle co na hodowli dinozaurów, dlatego tylko zasygnalizuję tutaj co mi posmakowało, a Wy możecie podpowiadać, czy są następne etapy wtajemniczenia typu herbata torfowa :D

Już po otwarciu pudełka unosi się wspaniały wędzony, nieco żywiczny zapach, ale usłyszałem też stwierdzenie "Fuj co to za padlina!".

Zasada jest prosta jak w przypadku słodu, tylko drewno inne. Czarna herbata suszona jest dymem z drzewa sosnowego, dzięki czemu nabiera tak wspaniałych właściwości zapachowych i smakowych.

W pudełku 20 saszetek, ale ta odmiana podobno bywa też dostępna w wersji sypanej.

Po zaparzeniu (czajniczek to zły pomysł, porcja na kubek) wyraźny aromat żywicy, wędzonej szynki, nieco dymu drzewnego. W smaku bardzo podobnie, acz do głosu dochodzi też nuta klasycznej czarnej herbaty, jest bardziej żywiczny niż wędzony.

Jeżeli lubisz wędzone piwo, to i polubisz Lapsang, oczywiście analogicznie w drugą stronę... Ja już ją uwielbiam, a podobno jest jeszcze mocniejsza niż Souchong!

Jeżeli znacie inne wędzone, a najlepiej torfowe herbaty, lub inne ciekawe produkty z dymem w tle to dajcie znać!

sobota, 25 kwietnia 2015

Zabobony, czyli lepsze z kranu czy z butelki?

Jakość polskiego kraftu! Temat bumerang wracający przy każdej większej lub mniejszej wpadce czołowych browarów. Obrońcy często używają argumentu: "świeże, lane, było dużo lepsze niż to z butelek". Dziś postanowiłem zweryfikować ten argument i odwieczną zagadkę: czy piwo lane jest lepsze od butelkowego?

Kranu i chłodni użyczyła Absurdalna w Katowicach

Eksperyment miał być prosty. To samo piwo (ta sama warka) w wersji butelkowej i lanej. Mała butelka trafiła do tej samej chłodni co beczka, aby uzyskać jednakową temperaturę. Wcześniej nie piłam żadnej z wersji. Sporządziłem bardzo ładną tabelkę, przygotowałem się do punktowania różnic, a wszystko się na nic zdało... Po prostu piwo z butelki i beczki smakowało w zasadzie identycznie, czyli zaskakująco dobrze. Pomimo klęski/lub sukcesu, eksperymentu postanowiłem o piwie napisać kilka słód, gdyż Zabobon to piwo nieprzeciętne i warte wyróżnienia!  

Zabobon, Kraftwerk, butelka 0,33/lane 0,25

Styl pokręcony jak moda nakazuje: Imperial Smoked India Brown Ale, 18% ekstraktu i 6,8% alkoholu.

Trunek ma barwę miedziano-czerwoną z lekkim zmętnieniem. Piana z butelki początkowo jest nieco lepsza, ale szybko tworzy się identyczny, cienki, ale trwały kożuch.

W aromacie krem owocowy, wędzonka w stronę szynki, lekka wanilia, słody, a po ogrzaniu nawet minimalna nutka torfu. Bardzo przyjemny, acz jednoznaczny i nie wszyscy będą zachwyceni ;)

Smak jest równie intensywny, bogaty i nie dla każdego. Słód, wędzonka szynka, nieco torfu, płonącego drewna, popiołu. Krem owocowy, lekkie rodzynki, wanilia. Jakieś skojarzenie z czarną herbatą też miałem. Goryczka znaczna, mocno grejpfrutowa. Nieco ściągające (tak od deski ;)), jednocześnie słodkie i kwaskowate. Wraz z ogrzewaniem przybywa nut słodowych, a wędzonka staje się silniejsza.  

Już po degustacji doczytałem (przed nie wczytuję się raczej w etykiety), że piwo było leżakowane z płatkami z dębowej beczki po sherry co tłumaczy ściąganie, oraz powiew wanilii.

Ocena ogólna: 9.75/12

Główna kwestia wpisu pozostała nierozwiązana, ale przy najbliższej okazji powtórzę ten eksperyment z innym piwem. Na chwilę obecną przy tej samej warce, właściwym przechowywaniu i jednakowej temperaturze różnic nie widzę.

wtorek, 21 kwietnia 2015

Leksykon polskich browarów: Raduga

Kurde! Mam problem z tym browarem, niby piłem Metropolis, ale do końca przekonany nie jestem. Z drugiej strony coś mi świta: zamkowe mury, ciemna noc, kielichy w dłoni i notatek się nie robiło... Nosferatu znowu kupiłem zaraz po premierze i tyle... Niby pamiętałem, ale odnalazłem dopiero na początku stycznia, przy inwentaryzacji... O samym browarze wiem tyle co kot napłakał i właśnie na etykiecie wyczytałem, że warzą w Kłodawie i Witnicy. Głupio trochę i odrobinę wstyd, ale zamiast wstawiać smutne minki otwieram butelki!



Metropolis, Raduga, butelka 0.5l - 7,25 zł
Ogólnie twórcy założyli sobie, że piwa będą nazywane od tytułów filmów i tak pierwszy był Metropolis. Kupione jako ostatnie, bo to któraś z kolei warka (05.07.15). American Pale Ale, niefiltrowane, pasteryzowane, 14,1 ekstraktu, 5,7 alkoholu i 70 IBU, chmiele: Citra, Cascade, Tomahawk, Amarillo, Simcoe. Duży plus za tak wyczerpujące informacje.

Nalewa - piana obfita, nawet bardzo, w trakcie robienia zdjęć się rozszerza, powoli opada zostawiając ciapki na szkle. w barwie ni to bursztyn, ni to przymulona herbata. Wyraźne zmętnienie.

Wącham i czuje, że będzie ok, ale to nie mój ulubiony profil. Jest sporo słodu i silne nuty chlebowe, mocne, nieco przytłaczające owoce, odrobina cytrusów i żywicy. ciężki, słodki.

Smak ma odbicie w zapachu - dominują słód, chleb i dojrzałe owoce. Jako uzupełnienie cytrusy i lekka żywica. Goryczka średnio intensywna, lekko zalegająca, ale 70 IBU chyba nie ma.  Jest nieco pieprzne, agresywne. Kompozycja nie zachwyca poszczególne nuty się gryzą, piwo jest niespójne i przytłaczające.

Na plus i większych zastrzeżeń nie mam, ale nie do końca mój profil smakowy, a i do wybitnych się nie zalicza.

Ocena Ogólna: 7.5/12
(Wygląd: 0.75, Zapach: 1.5, Smak: 4.75, C/J: 0.5)

Nosferatu, Raduga, butelka 0,5l - 7,30
Drugim filmem ehm znaczy piwem jest Nosferatu - Black IPA nawiązująca do kultowego horroru. O piwie słyszałem sporo dobrego, ale nie mogłem długo zabrać się za degustacje. Trochę poleżało, ale ważne do 04.04.15 więc powinno być dobrze.

Beżowa drobna, obfita piana prezentuje się znakomicie i równie dobrze oblepia szkło co możecie zobaczyć na obrazku. Barwa czarna pod światło przebłyski.

W aromacie sporo ciemnych owoców, trochę leśnych co uzupełnia przyjemna woń choinki kompozycje uzupełniają nuty słodowe. Całość ma kremowy charakter.

W smaku tosty, spód od chleba - nuty podobne do poprzedniego, ale dużo delikatniejsze. Oczywiście ciemne słody - nuty zbożowe, palone i podobnie jak w zapachu ciemne i leśne owoce, które w swoim kremowym charakterze przywodzą na myśl deser. Są jeszcze lekkie posmaki żywicy, igieł sosny. Goryczka średnia.

Ani słodkie, ani wytrawne, dobrze skomponowane, smaki współgrają ze sobą. Warto spróbować - to solidna pozycja, która jednak kultowemu Nosfertu nie dorównuje.

Ocena ogólna 9/12
(Wygląd: 0.75 Zapach: 2 Smak: 5.5 Cena/Jakość: 0.75)

Sunset Blvd, butelka 0,5l -7,30
Bulwar Zachodzącego Słońca akurat widziałem, ale lata temu, a w krajowej wersji występują Amarillo, Mosaic, Citra, Simcoe i dają z siebie 70 IBU. 6,5% alkoholu.

W barwie mocna herbata, na dachu obfita, drobna, gęsta i trwała piana, która pięknie znaczy szkło. 

Pachnie znakomicie! Owocowy krem: leśne, klasyczne, nieco ciemnych, a do tego biszkopcik i nieco cytrusów, słodu w tle.

Słodowa podstawa ma w sobie bardzo dużo z karmelu, za czym nie przepadam, ale to kwestia gustu. Sporo owoców, ni to kompot, ni to galaretka, w tyle odrobina biszkoptów. Problemem jest szorstka, ściągająca,  nieprzyjemna goryczka, zostawiająca suchość na podniebieniu.  Nie jest ona wysoka, ale nieprzyjemna. Całość nieco mdła.

Ocena ogólna 8.25/12
(Wygląd: 0.75 Zapach: 2 Smak: 5* Cena/Jakość: 0.5)
* jeżeli lubicie mocno karmelowe IPA to +0.5~1 

Piłem jeszcze próbki:
Lost Weekend - Rye India Black Ale, które idealnie wpisuje się w schemat browaru, czyli piwo poprawne ze sporym udziałem słodów karmelowych, palonych. Ciemna wersja Sunset Blvd.
Naked City - Belgian IPA z dużym wpływem belgijskich drożdży, co zaowocowało sporą ilością nut przyprawowych w topornej formie. Muszę jednak zaznaczyć, że piłem końcówkę co mogło mieć wpływ na walory smakowe.

Wnioski? Jest to solidny browar, który ukochał słody karmelowe, nuty chlebowe za którymi ja w większych ilościach nie przepadam i który jeszcze nie uwarzył piwa, dającego awans do krajowej czołówki.

czwartek, 16 kwietnia 2015

Przedziwny Pivovar Hukvaldy

Myśląc o browarach restauracyjnych, czy konsumpcyjnych (tych w Polsce jest niewiele) mamy wyrobiony schemat. Większość tych miejsc jest do siebie podobna czy to pod względem wystroju, czy oferty piw. Jedne są klasyczne, inne nowoczesne, instalacja bywa w miedzi lub błyszczy industrialna nierdzewka. Nie dziwią już nawet takie potworki jak browary dyskoteki. Mnie jednak klasyczny szlak – zamek, piwo, i rock 'n' roll zaprowadził do miejsca wyjątkowego, które zadziwi nie jednego piwosza. Panie i Panowie – PIVOVAR HUKVALDY!




Hukvaldy gmina słynąca z przepięknego, dużego zamku, czy bardziej świetnie zachowanych ruin, kompozytora którego nie znam i browaru zlokalizowanego w Dolním Sklenovie! Około 2000 mieszkańców, czyli średniej wielkości osiedle i własny browar - ot magia Czech!

W 2003 roku właściciel lokalnej gospody, kupił sprzęt browarniczy z zamkniętego browaru Żabno. W piwnicy lokalu urządził minibrowar z którego piwo serwuje od tej pory w gospodzie. Podobno praktycznie całe wybicie rozchodzi się na miejscu.

Parkujemy przed browarem i już pierwsze zaskoczenie. Na ścianie budynku wisi dumnie tablica „Hukvaldske pivo”, podobnie na drzwiach, ale tu szok! Browar produkujący własne piwo okraszony jest reklamami Radegasta! Jeszcze w lekkim szoku otwieram drzwi i przenoszę się do innej epoki.Autentyczny, czeski odpowiednik PRLu, przynajmniej ja to tak sobie wyobrażam, bo w tamtych czasach piwa nie piłem.

Kraciaste obrusy, wszechobecna swojskość,  zdjęcia "mebli" na ścianach, goście zajadający ogromną golonkę. Taka swojskość mi pasuje. Miejscowi są przyjaźni, co nieco po naszemu również rozumieją. Browar jest centralnym punktem życia lokalnej społeczności, bilard, lodowisko, piwo, mocniejsze alkohole. Dwa lane piwa z browaru i dwa koncernowe, czyli Kozel i Radegast. Tego to ja nie pojmuję! Mając swoje dobre piwa lać coś takiego? Jedyne co mi przychodzi do głowy to nieśmiertelne "jeżeli nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze".

Jeżeli dotarliśmy już do piwa to w dniu wizyty były dostępne dwa rodzaje 12 i 14 odpowiednio po 24 i 26 koron czeskich. Piwo serwowane w sygnowanym szkle, były również podkładki z logo.


12 przyozdabia rewelacyjna czapa gęstej piany, tak charakterystyczna dla piw z tego kraju. W barwie lekko opalizujące złoto. W aromacie klasycznie bardzo dużo słodu i oczywiście nieśmiertelny czeski diacetyl, który w takim miejscu dodaje piwo smaku. Ach ta psychologia ;) W smaku to samo, wyrazista, bardzo przyjemna słodowość, okraszona, bo jak inaczej diacetylem. Goryczka niska, ale jak na 12 całkiem zacnie zarysowana. W swojej kategorii bardzo dobre piwo!
Ocena: 9.5/12

14 czyli typowo czeskie półciemne, co doskonale oddaje barwa. Ponownie świetna piana. Aromat już nie tak przyjemny jak w 12ce, słód, karmel i diacetyl to nie tak dobre połączenie.W smaku w zasadzie to samo, a ja nie przepadam za typowo karmelowymi piwami. Pomimo pewnej kremowości, jest dosyć wodniste. Ogólnie smaczne, ale bez szału.
Ocena: 7.75/12

W pewnym momencie dosiadł się do nas miejscowy z małym poczęstunkiem, myśmy się odwdzięczyli i pewnie toczyło by się to dalej gdyby nie konieczność dalszej drogi na rock 'n' rollowy szlak!

Jeżeli będziecie w okolicy to koniecznie wpadnijcie na jedno lub dwa w to urokliwe miejsce. Warto odwiedzić!


wtorek, 14 kwietnia 2015

Najlepsze piwo świata? Heady Topper

Lubię plebiscyty, wybory, oceny i tym podobne, bo to dobra zabawa, ale w ich wyniki nie wierzę. Gdy najlepsze piwo wybiera ogół to raczej nie wygra to faktycznie "naj", gdyż zazwyczaj powstaje go bardzo mało, jest drogie, a do tego pozbawione większych akcji marketingowych, bo po co reklamować coś czego i tak nie kupicie? Dlatego nie wygra imperialny stout leżakowany w beczce po x,y, czy z, którego piło 20 z 500 głosujących, a np. Ciechan GP, czy inny Deep Love, które również były smaczne, stosunkowo trudne do kupienia, ale jednak dostępne, tańsze i dobrze wypromowane. Podobnie zapewne jest w USA, dlatego nie oczekuję, że Heady Topper będzie najlepszy na świecie jak stwierdza jeden z najpoczytniejszych serwisów oceniających piwo Beer Advocate. 


Po Focal Banger przyszedł czas na drugą gwiazdę Beer Geek Madness z amerykańskiego The Alchemistna imperialne IPA! Heady Topper, czyli (przynajmniej w teorii) więcej, mocniej i potężniej! Większy jest na pewno alkohol, gdyż mamy 8% co nie jest wartością szokującą, pozostałych parametrów nie podano.

Puszka o niebo lepsza, z jednokolorowym, ale bardzo ładnie wypadającym nadrukiem. Barwa zmętnionej żółci, takie słoneczko, piana biała obfita, ale po kilku chwilach zostają tylko chaotycznie rozrzucone jej resztki.

W zapachu nuty chmielu zdominowała cebula, do tego żywica, nieco owoców egzotycznych, leciutkie igiełki, cytrusy i odrobina słodu.

Twórcy zachęcają do picia prosto z puszki, ale
Alchemik z etykiety raczy się piwem ze szkła;)
Smak wypada bardzo podobnie, absolutnie dominuje chmiel pod postacią wspomnianej cebuli, żywicy, cytrusów i w mniejszym stopniu igieł choinki, owoców egzotycznych, a na finiszu biały słodki winogron. Jest wyczuwalna lekka nuta słodu z chlebowym posmakiem. Podstawa jest słodka, ale złamana przez wysoką goryczkę, która sprawia, że wydaje się wytrawne. Pijalne, acz czuć, że jest zwiększony alkohol, bardzo mocno chmielone, ale nie jest to chmielowy likier, czyli forma IIPA, którą kocham najbardziej.

Hmm przyznam, że czuję lekki niedosyt. Zdecydowanie nie jest to najlepsze IIPA, taki Yule Smith, czy kultowe HOP 15 to piwa o niebo lepsze. Jeżeli jesteś maniakiem to kupuj bez obaw bo okazja szybko się nie powtórzy*, ale nie jest to piwo o które warto się zabijać.

Ocena ogólna: 9.25/12

Napisać o najlepszym piwie świata 2014 roku, że jest tylko dobre brzmi jak bluźnierstwo, ale takie są fakty, które potwierdzają moją tezę o ogólnoświatowej tendencji plebiscytów do wybierania hardych i twardych, zaprawionych w boju wojaków, a nie największych bohaterów przepełnionych brawurą i iście ułańską fantazją smaku.W tym przypadku również solidność przed wybitnością.

* nakład się nie wyprzedał więc piwo pojawi się pewnie na dniach w sprzedaży w internecie, lub będzie na innym festiwalu.

poniedziałek, 13 kwietnia 2015

Focal Banger, czyli sok z chmielu!

Wpis o BGM rodził się w bólu, dlatego powiedziałem stop! Trzeba napić się piwa i zacząć od nowa, bo czy można pisać o imprezie nie znając jej głównych gwiazd?  Dlatego najpierw degustacja The Alchemist, a następnie relacja z festiwalu i słów kilka o premierach!


Zdobycie piw z The Alchemist jest dużym wyzwaniem w Ameryce, nie mówiąc już o europie, ale dzięki działaniom Daniela i ekipy Beer Geek Madness stało się możliwe we wrocławskich Zaklętych Rewirach. Czy są to faktycznie puszki warte zachodu? Czy jak w przypadku W12 jest to lekki przerost otoczki nad samymi piwami? Osobiście marzę o innych browarach z za oceanu, ale nie powiem, na te też mam "smaka" :)

W myśl zasadny, najpierw lżejsze później cięższe, zaczynamy od Focal Banger, czyli India Pale Ale na chmielach Citra i Mosaic. 7% alkoholu, ekstraktu i IBU nie podano.

Puszka nie prezentuje się ładnie, zwykła srebrna pucha z naklejoną naklejką z nazwą piwa i podstawowymi informacjami. W barwie coś pomiędzy słomianym, a złotym, lekko zamglone. Piana obfita o zróżnicowanej ziarnistości, oblepia szkło.

Zapach roztacza się bardzo przyjemny, w zasadzie czysto chmielowy z leciutkim dodatkiem słodu. Cytrusy, żywica, lekkie igły i owoce egzotyczne. Minimalny powiew cebuli, co nie jest wadą, a specyfiką niektórych chmieli. Dobrze skomponowany, bogaty aromat.

Smak jest bardzo podobny, taki sok z chmielu! Cytrusowa podstawa, nieco owoców egzotycznych w stronę mango, bardzo przyjemna żywiczność i odrobina igieł. Całość uzupełnia nuta słodu z odrobiną skórki od chleba. Gdzieś na horyzoncie zamajaczyła mi kilka razy minimalna multiwitamina. Goryczka o średniej intensywności jest bardzo dobrze dopasowana do kompozycji smakowej.

Piwo jest ekstremalnie pijalne, lekkie, sesyjne, ale nie ma mowy o wodnistości. Świetny balans wyrazistego bukietu i goryczki, wszystko współgra. 

Nad ceną nie ma się co rozwodzić, swoje kosztowało, ale już sama możliwość spróbowania tak niedostępnego trunku ją uzasadnia, a smak się broni. Szczerze to chętnie wypiłbym drugie, z każdym łykiem smakuje mi coraz bardziej.

Ocena ogólna: 10.5/12
(Wygląd: 0.5/0.75, Zapach: 2/2.5 Smak: 7.25/8 Cena/Jakość: 0.75/0.75)

Chmielowy soczek, pokazujący przekrojowo właściwości tej wspaniałej rośliny, pyszne, ale nie najlepsze w moim degustacyjnym dorobku.

wtorek, 7 kwietnia 2015

Czeskie RISy

W powszechnej świadomości Czechy to piwny raj dla miłośników klasyki i lekka peryferia dla rewolucjonistów. Ci drudzy poczynają sobie coraz śmielej i ruszają do ofensywy! Dziś dwa Imperialne Stouty i to takie z przytupem. Beczka po whisky i płatki dębowe zapowiadają solidne starcie! 


Na początek Russian Imperial Stout Barrel Aged (tak, to taka oryginalna nazwa) Bievnovsky Benedict z praskiego browaru świętego Wojciecha. Będę tam gościł w czerwcu i wtedy opowiem o browarze, dziś tylko o piwie. 

Leżakowane w beczce po szkockiej whisky, niestety nie podano po jakiej. 8,5% alkoholu, nie podano ekstraktu.

W barwie smolista czerń, przyozdobiona bardzo ciemną drobną pianą, która niestety błyskawicznie znika. Etykieta nawiązująca do klasztornych naleciałości, no i mała butelka zamykana na krachle, które uwielbiam.

Aromat jest świetny! Potężna dawka torfu, gorzka czekolada, śliwka, rodzynki i powiew wanilii.

Dotarły do mnie plotki odnośnie smaku i niestety faktycznie coś poszło nie tak... Jest spora kwaskowatość, która w zestawieniu z silną nutą ciemnych owoców (wiśnia, śliwka, malina) sprawia wrażenie soku owocowego. Nie przykrywa ona jednak silnych nut torfowych, które kocham i słabszej gorzkiej czekolady, kakao, lekkiej wanilii. Palony słód wspólnie z silną nutą drewna powoduje wyraźne cierpkości i ściąganie na języku. Goryczka niska.

Nie żałuję zakupu, serio! Mimo tej kwaskowatości to nadal świetne piwo, w którym objawia się magia beczki i torfu! Jeżeli kochacie te klimaty to kupujcie, ale jeżeli jesteście uczuleni na kwaśne piwa i ściąganie to odradzam.

Nie jestem w 100% pewny, czy ta kwasność to zakażenie, ale zapewne tak. Piwo degustowałem jednak 9 dni po zabutelkowaniu, a do tego 8.5% alkoholu nie pozwoliło na jakieś silne zakażenie. To co powiem może będzie kontrowersyjne, ale ten RIS jest super! Kwaskowatość owocowa czyni go innym od wielu, a beczka wieńczy dzieło. Polecam i przestrzegam, to piwo tylko dla geeków!

Ocena ogólna:  10.25/12
(Wygląd: 0.5/0.75; Zapach: 2.5/2.5; Smak: 6.75/8; Cena/Jakość: 0.5/0.75)

Drugą gwiazdą wieczoru jest Sarah. Ta sympatyczna roboto-dziewczynka została zmajstrowana przez nawiedzonych wynalazców z browaru Clock. 24% ekstraktu zeszło do 8,5% alkoholu co zapowiada piwo treściwe i gęste (to lubię) do tego, aż 100 IBU, ale to nie głupie bo coś musi łamać słodycz.  Na dokładkę piwo leżakowane z płatkami dębowymi z beczki (najpewniej po winie).

Etykieta ładna, barwa nieprzeniknionej czerni i tylko piana się nie tworzy prawie wcale, co budzi lekki niepokój. Zapach również nie wzbudza entuzjazmu. Dominuje palony słód, a uzupełnia go odrobina czekolady i karmelu. Po ogrzaniu wychodzi jeszcze lekka wanilia, ale ogólnie aromat przywodzi na myśl średniej klasy porter bałtycki. RIS obiecuje nieco więcej.

Na szczęście w  smaku jest już o niebo lepiej! Piwo jest bardzo gęste, czekoladowe, a silna paloność łamie słodycz i wnosi odrobinę kwaskowatości. Ciemne owoce, lekko ściągająca taniniczność beczki i nutka wanilii uzupełniają główny plan.  W tle jest jeszcze gorzka kawa, nieco karmelu oraz odrobina cytrusów i korzeni od chmieli, które dają sporą, acz krótką goryczkę.Jest taka nutka kojarząca się z bourbonem, więc może moja teoria o beczce po winie była błędna. Alkohol minimalnie za mocny, miesiąc dłużej na leżaku i zapewne by się do reszty ułożył, przywodzi na myśl likier.

Nieco lepsze od RISa Doktorów, ale wyraźnie gorszy od Mr. Hard's Rocks z PP. Zdecydowanie warte zakupu i leżakowania. nic nie wskazuje negatywnych zmian, a wręcz przeciwnie, powinno jeszcze zyskiwać.

Ocena ogólna: 9.25/12
(Wygląd: 0.5/0.75; Zapach: 1.5/2.5; Smak: 6.5/8; Cena/Jakość: 0.75/0.75)

niedziela, 5 kwietnia 2015

Sake O na czerwonym horyzoncie!

W ostatnich tygodniach nie mam czasu na degustacje, nie mam go również na tworzenie wpisów, a akcje wideo Pana B chyba chwilowo umarły. Dlatego teraz będzie rzadziej, ale intensywniej! Na świąteczną degustację wybrałem Red Horizon z legendarnego Nogne O! 


Red Horizon 3 edition to barley wine fermentowany przez 10 tygodni na drożdżach do sake. Był to szczep no. 9 jeżeli coś to komuś mówi. Piwo i sake w jednym? Jest to połączenie wręcz naturalne, gdyż Nogne O to nie tylko browar, ale i pierwsza w Europie wytwórnia sake! Fermentować miało co w końcu 28% ekstraktu to solidna uczta, po której zostało 12,5% alkoholu. Na dokładkę 100 IBU. Uwarzone 20 grudnia 2011 roku, warka numer 742.

Samo piwo przepięknie opakowane, ale ja mam z tym problem. Elegancka puszka, piwo dodatkowo owinięte w papierze.  Tylko za to opakowania trzeba zapłacić. Po prostu idealny prezent, ale dla domowej degustacji już mniej. Osobiście wolałbym większą butelkę, lub po prostu niższą cenę, ale raz się pije, czy jakoś tak! Piana się nie tworzy prawie wcale. Barwa miedziana.

Zapach jest po prostu zniewalający! Tylu owoców jeszcze w piwie nie czułem! Od ananasa, przez cytrusy po truskawki! Tą owocową fiestę uzupełniają ciasteczka, wanilia i odrobina słodu z karmelem. Może do złudzenia, ale chyba jest jeszcze listek mięty.

Każda butelka jest numerowana
Smak to wyraźna słodowo karmelowa podstawa. W sumie bardziej toffi niż karmel.  Ponowny atak owoców. Jest coś suszonego, coś kandyzowanego. Od ananasa, przez figi, rodzynki, cytrusy po truskawki i wiele innych Całość uzupełniona przez nuty tytoniu, ciasteczek i wanilii. Jest lekkie ściąganie, takie drzewne, charakterystyczne dla dębowych beczek. Świetnie skomponowane w bogaty i spójny bukiet. Alkohol w smaku nie występuje, ale już w przełyku przyjemnie grzeje. Goryczka chmielowa, średnio intensywna. Gęste, słodkie, ale i lekko kwaskowate z nutą orzeźwienia.  Typowo degustacyjne. Ocena ogólna: 11/12

Sake piłem dwa razy i było to dosyć dawno, zapamiętałem głównie nieco trociniaste nuty, więc jakoś szczególnie dobrze nie wspominam tego wina. Po tej degustacji myślę, że narodowy napój Japończyków dostanie nową szansę. Buteleczka kosztowała 29 złotych, co odstrasza, ale warto na specjalną okazję zakupić taką perełkę, gdyż smak daje szczęście.Sam zapoluję na numer 2.

sobota, 4 kwietnia 2015

Wesołych Świąt... Bożego Narodzenia!?

Śnieg dziś padał, jest jajowata etykieta, choinka i ogólnie świąteczny nastrój. Tylko te daty w kalendarzu coś się nie zgadzają... Nie ma jednak co marudzić, gdy legenda czeka! Panie i Panowie najlepsze piwo świąteczne obchodzi 40 urodziny! Anchor Merry Christmas! Happy New Year 2014!


Rok temu była edycja 2013, oraz wspominki z 2011, teraz czas na kolejny, jubileuszowy rocznik. Piwo do Polski dotarło ze sporym opóźnieniem, ale najważniejsze, że wreszcie jest! Osobiście uwielbiam "świąteczniaki", więc tym większa moja radość!

Kapsel psssyt i pijemy!

Aaaa jak dobrze! Cynamon, ciasteczka owsiane, wanilia, imbir, skórka pomarańczy, pierniczki! To pachnie magicznie i świątecznie!

W smaku jest podobnie, acz dochodzą nuty słodu i karmelu. Teraz będę się powtarzać, ale tak trzeba! Ciasteczka owsiane z cynamonem i wanilią, subtelna nutka imbiru (z którym łatwo przesadzić), do tego pierniczki, suszone owoce (w zapachu też są, ale zgubiłem) zwłaszcza śliwki, wiśnie, kandyzowana skórka pomarańczy! Goryczka średnio intensywna, korzenna, ziołowa. Piwo zachowuje równowagę między słodyczą, a lekką kwaskowatością, jest bardzo lekki i niesamowicie pijalne.

Gdzieś w tej euforii zgubiłem wygląd, ale czy to ważne? Etykieta jest piękna, a piwo pyszne.

Jeżeli jesteś beton i ortodoks to nie pij! Wszystkim innym polecam ten rozkoszny trunek, w którym amerykańscy magowie zamknęli ducha świąt! 

Dla jasności piłem kilka lepszych piw, ale to w swojej kategorii nie ma sobie równych. No  może gdzieś tam ma, ale ja nie spotkałem!

Dla obchodzącym święta Wielkiej Nocy życzę błogosławieństwa Chrystusa Zmartwychwstałego, dla tych, którzy mają po prostu wolne życzę spokoju i wytchnienia od codziennych trosk, a dla Nas wszystkich wspaniałych piw i niezapomnianych sensorycznych doznań!

czwartek, 2 kwietnia 2015

Mr. Hard - ostatni honorowy!

Barley Wine to styl, który w Polsce ma problemy, nie udało się ekipie Doktorów, nie udało się AleBrowarowi. Mamy jednak w kraju browar, któremu prawie wszystko wychodzi i który gościł na blogu w zeszłym tygodniu z RISem. To oczywiście Pracownia Piwa. Tamto piwo towarzyszyło mi w lekturze i to również ma taki cel! Ba! W tej powieści (opartej na faktach), pojawia się również, niejako gościnnie Wieniawa. PRL, Legia Warszawa, szarość dnia i "ustawione" mecze. W czasach gdy honor umarł, a szable widuje się tylko w Trylogii żyją ludzie dla których nie są one tylko ozdobami, ale narzędziami pracy. Pojedynki na śmierć i życie, ułańska, sarmacka fantazja i świst szabel to motyw przewodni tej błyskotliwej i niesamowicie wciągającej powieści mistrza Komudy. Zmieniony styl i lekkość mimo odmienności i ucieczki od ciężaru Samozwańca, zachowuje świetny klimat, a do tego jest niesamowicie realistyczne. Opowieść, która mogła się wydarzyć gdzieś obok, która może trwać tu i teraz, a co więcej obok mnie spoczywa szabla...


Mr. Hard to piwo wybitne! Ot tak po prostu na wstępie odkrywam karty, ale tak trzeba! Piwo było już wielkie na świeżo (w moim rankingu nr 1 roku 2014), ale rok leżakowania w butelce uczynił go wielki, a nawet najlepszym krajowym piwem w tym stuleciu. 25 blg, 9,5% alkoholu i 67 IBU.

Eta klasyczna, barwa to połączenie rubinu z mahoniem. Piana niska drobna, kremowa z trwałym kożuchem.

Aromat mówi: potęga! Ciasteczka, rodzynki, wanilia, delikatny karmel, wiśnie, śliwki w mlecznej czekoladzie. Lekko słodowy, bajeczny.

Smak równie powalający! Silne nuty ciasteczek doprawionych wanilią. Rodzynki, śliwki, wiśnie w mlecznej czekoladzie, słodowo karmelowy fundament. Wyraźne nuty skórki pomarańczy, przeplatają się z grillowanymi, a może wędzonymi cytrusami. Jest jeszcze słodkość i smak miodu wielokwiatowego. Goryczka o dziwo wysoka, zachowała wyraźnie chmielowy charakter (zioła, skórka z cytrusów). Piwo jest gęste, słodkie, ale i lekko kwaskowate, jakby doprawione sokiem z cytrusów. Alkohol minimalnie grzeje w przełyku, ale w smaku nie występuje.

To nie tylko smaczki, nutki i inne rodzynki, to świetna kompozycja ułożona przez Mistrzów, ulepszona przez czas! Bukiet jest całością, a nie składanką pasujących elementów. Po prostu AMERYKA!

Najlepsze krajowe piwo, pierwsze, które zostaje piwem miesiąca ABP!