sobota, 28 lutego 2015

Śląski rogaty mutant!

Na Śląsku życie nie jest łatwe, bramy z neandertalczykami, pozamykane kopalnie w których rodzi się zło, "hołdy", szary dym spowijający niebo, zamiast rzek są toksyczne ścieki i wszystko jest "czorne" i lepkie od sadzy. Właśnie "kajś na grubie" był Bebok, gdy doszło do toksycznej eksplozji, która z połączenia chilli, laktozy i ziaren kakaowca przemieniła sympatycznego miska, w strasznego mutanta Rogatego! 


Uwarzone w Świętochłowickim  oddziale Browaru Reden z dodatkiem czterech rodzajów papryczek chilli, laktozy i ziaren kakaowca. 15 blg i 4,5% alkoholu co jak na milk stout jest świetną proporcją

Rogaty, Kraftwerk, butelka 0,5l. - 7,60 zł

Rogaty z etykiety będący połączeniem Wesołego Diabła i Gremlina urzeka. Piwo ma czarną barwę, tylko piana jest za niska i jakby uciekała przed Rogatym.

W zapachu ciemne słody, prawdziwa czekolada z ziaren, kawa, lekkie papryczki i kremowy powiwew laktozy.

Smak daje popalić! Mleczna czekolada, kakao, nieco ciemnych owoców, słodów i kawy. Wszystko spokojne kremowe od laktozy, ogónie sielanka, do czasu gdy przychodzi ognisty finisz dający mooocno popalić! Papryczki nie tylko palą, ale w smaku również są obecne. Goryczka niska.

Wygląd: 0.5/0.75
Zapach: 2/2.5
Smak: 6.25/8
Cena/Jakość: 0.75/0.75

Ocena ogólna: 9.5/12

Sympatyczna, acz pikantna bestia! Z jednej strony przyjemny kremik, a z drugiej piekielne ognie. Lubię takie bezkompromisowe piwa.

środa, 25 lutego 2015

Przegląd porterów krajowych: Jurajskie Porter Bałtycki

Cykl o porterach, po miesiącach uśpienia przeżywa prawdziwy renesans! Po porterach z Widawy i Raciborza, tym razem czarny trunek z Zawiercia, a do publikacji gotowy jest już tekst o Perle. Włodarze browaru Na Jurze zawiesili sobie poprzeczkę wysoko. 7 złotych za 0,33, gdy najlepszy Łódzki kosztuje 5,50 za 0,5 litra to dosyć ryzykowne, ale kto nie ryzykuje RISów nie pije! Pamiętajmy również, że w Łodzi browar warzy głównie konserwy do marketów, a Zawiercie  to tak zwany browar regionalny więc i odbiorca inny i skala produkcji. Do tego oczywistym jest, że ktoś tu się wzorował na Imperatorze Bałtyckim. 

 

Niejasne są parametry tego piwa. 7,5 % alkoholu zostało zadeklarowane na butelce i jak na ten styl to nieco mało. Taki wskaźnik sugeruje 18tkę. Tymczasem jest to 22ka, co zapowiada piwo bardzo płytko od fermentowane, a przez to słodkie i pełne.

Jurajskie Porter Bałtycki, Na Jurze w Zawierciu, butelka 0,33l - 7zł


Pomimo nieco dziwnej etykiety, która bardziej pasuje do Popeya, niż potęgi bałtyckiej, piwo wygląda wybornie. nieprzenikniona czerń, ozdobiona piękną beżową koroną bardzo drobnych i trwałych pęcherzyków. Krążkowanie to też klasa.

Kompozycja zapachów zdecydowanie na plus. Gorzka i mleczna czekolada, kakao, nieco palonego słodu, kawa z mlekiem, lekkie toffi, krówka. Po ogrzaniu dochodzi śliwka. Zapach słodki, bogaty i zaskakująco dobrze ułożony, jak na świeże piwo.

Podobnie jest w smaku. Masa czekolady, zarówno mlecznej jak i gorzkiej, kawa z mlekiem, toffi, wnoszący nieco cierpkości palony słód. Jest fajna kremowa nuta przywodząca na myśl laktozę. Jest wyraźna śliwka, delikatne rodzynki, ale te nuty dopiero nabierają mocy i proszą się o leżakowanie. Słodyczy jest dużo, ale kontruje ją palony słód i lekko chmielowa goryczka. Piwo jest kremowe, ale o dziwo nie czuć ciała w takim stężeniu jak by można się spodziewać. Po ogrzaniu doszło nieco malin i odrobina soku z winogron.

No to jeszcze kwestia ceny. Zaryzykowali i wygrali, bo 7 zł za piwo na tym poziomie to dobra stawka.  U mnie Łódzki niezachwianie numerem 1, ale ten wchodzi do ścisłej czołówki.

Wygląd: 0.75/0.75
Zapach: 2/2.5
Smak: 6.75/8
Cena/Jakość: 0.75/0.75

Ocena ogólna: 10.5/12

wtorek, 24 lutego 2015

Browar Zamkowy Cieszyn kontratakuje! Znamy piwa?

 

Czas na mały przeciek! Pils, Mastne, Pszeniczne (górna fermentacja), Double IPA, Stout (laska wanilii + chilli) i Porter 22 to nowa oferta browaru w Cieszynie! Dla marki Żywiec pozostanie ŻAPA i obecny Porter. Etykiety będą stylizowane na tych z Cieszyńskiego Dubbla. Piwa trafią do sprzedaży najpewniej pod koniec marca. Informacje nieoficjalne, ale wydają się być pewne. 


Czy będzie to kolejny etat piwnej wojny na linii koncern - rzemieślnicy? Na pewno tak i nie dziwię się niezadowoleniu części środowiska. W końcu to koncerny zabijają smak piwa, rzemieślnicy odbudowali  koniunkturę, a teraz Ci pierwsi chcą się pod to podpiąć i zgarnąć kawałek tortu.  

 

Patrząc jednak od strony konsumenta jest to świetna wiadomość. Jeżeli piwa będą powszechnie dostępne, w dobrej cenie i jakości to zniknie odwieczny problem: co pić do meczu, na grillu czy "na ławce". Każdy z nas ma znajomych z którymi się spotyka w miejscach gdzie picie drogich rzemieślników jest pozbawione sensu. Teraz się to może odmienić. 

 

Dodam jeszcze, że na świecie koncerny też mają swoich "rzemieślników". Odbywało się to na zasadzie zakupu browarów odnoszących sukces, ale efekt końcowy jest ten sam. Wymienię tylko Goose Island (USA, jeden z najlepszych RISów świata), Hoegaarden (Belgia), czy Nogne O (Norwegia). Nie słyszałem, żeby kraft w Norwegii czy USA umierał więc nie taki diabeł straszny :) 

 

Ostatni aspekt to jakość. Jeżeli będą to piwa na wysokim poziomie w przystępnej cenie to rzemieślnicy będą musieli się bardziej starać. Eliminacja wad i stałe podnoszenie walorów smakowych stanie się koniecznością, której niektórzy teraz chyba nie odczuwają.


Pociągnie to za sobą również zmiany w formule kultowe Birofilii, ale w tym temacie chyba jeszcze za wcześnie na przypuszczenia.

niedziela, 22 lutego 2015

Wanilia, sherry i etykieta, czyli urodziny u Doktora

Skandal, plagiat, podróbka! Internet grzmiał, gdy do Żabek trafiły trzy piwa o etykietach lekko podobnych do AleBrowaru. Dziś to kraftowiec "zgapił" z zagranicy i co do tego nie ma wątpliwości nikt kto widział etykiety szkockiego Brew Doga. O skandalu jakoś nikt teraz nie krzyczy i jakoś tak jest sielsko, anielsko i w ogóle to Szkoci ety zmieniają na bardziej klasyczne... Mnie nie przeszkadzały Valkirie, nie przeszkadza i to, ale zabawne jest u niektórych stopniowanie na równych i równiejszych. Brak oryginalności Doktorów to już inna sprawa...


Wstęp, wstępem, ale wpis będzie o piwie, a nie etykiecie. Pierwsze urodziny najlepiej wypromowanego browaru w kraju, bo przecież najlepszym zdecydowanie nie jest, to również urodzinowe piwo. Podwójny stout owsiany leżakowany z laską wanilii i płatkami z beczki po sherry oloroso. Sherry to moja nowa miłość, ale oloroso nie do końca mnie przekonuje, gdyż jest to kwaśna odmiana, a najlepsze jest słodkie. Wanilię kocham od zawsze. Oczekiwania spore, ale i obawy, przechmielili? Będzie łodyga?

Hoppy Birthday No.1, Doctor Brew, butelka 0,5l 


18 blg, 7,6% alkoholu i tylko 48 IBU co nastraja optymistycznie. O dodatkach już pisałem. Po nalaniu piana średnio obfita, ale nie najlepszej jakości, szybko znika. Barwa na granicy brązu i czerni.

Otwieram, wącham i jest obiecująco:  palony słód, silny słonecznik, w tle czekolada, lekka kawa, wanilia i owoce. Przyjemny, ale jakoś efektu płatków nie czuć w oczekiwanej formie.

W smaku podobnie. Jeszcze tak intensywnego słonecznika w piwie nie czułem, podejrzewam, że to może być efekt płatków z beczki, zwłaszcza, że jest też taka słonawy lubczyk, co występuje w sherry. Ogólnie jest nieco słonawo. Do tego palony słód, lekka czekolada, wanilia i odrobina owoców. Goryczka na szczęście na dolnym pułapie średniej intensywności. Dosyć gładkie, czuć, że jest dużo płatków owsianych.

Wygląd: 0.25/0.75
Zapach: 1.75/2.5
Smak: 5.25/8
Cena//Jakość: 0.5/0.75

Ocena ogólna: 7.75/12

Smaczne, ale nie tak dobre jak obiecywał styl i dodatki. Dobrze obrazuje ten pierwszy rok działalności browaru. Było kilka naprawdę dobrych piw, trafiły się spore niewypały, ale ogólny obraz browaru jest jak to piwo, solidnie, ale do krajowej czołówki brakuje.

czwartek, 19 lutego 2015

Leksykon polskich browarów: Bazyliszek część 2

"– Czy to prawda, że bazyliszka można zabić przy pomocy lustra?
– Prawda, pod warunkiem, że trafisz go nim w łeb."

 Saga o Wiedźminie


Ja lustra pod ręką nie mam, dlatego zastosuję szklane butelki i nimi będę lać! Z racji sporej ilości rzeczonych gadów lać będzie się dużo, a pisać mało, ale dzięki temu powstanie swoisty przewodnik po piwach warszawiaków. Dziś część druga, ale nie ostatnia (numer pierwszy) i do tego najciekawsza, bo z najnowszym imperialnym stoutem!


Sawa (American Wit IPA, 4,3% alko. 14,25 blg, 52 IBU) kolejne jasne piwo i kolejny raz diacetyl! Irytacja! Aromat jest nie do zaakceptowania, w  smaku na szczęście spora goryczka, chmiele i skórka pomarańczy ratują sytuację, ale i tak jestem rozczarowany. -3/6



PeKiN (Ryżowe IPA, 6,2% alko., 14,5 blg, 45 IBU): o jak ładnie pachnie! Diacetylu nie ma! wyraźnie słodowa podstawa, a do tego owoce egzotyczne, głównie ananas, silne nuty kokosowe (takie Rafaello), nieco kwiatów, lekkie zioła.  Smak jest mniej subtelny  - silne nuty ziołowe, trawiaste i spora goryczka utrudniają odbiór. Z pod spodu próbuje wybić się słód, nieco owoców egzotycznych, kwiatów. może jest nawet odrobina kokosu. Niestety smak nie dorównuje zapachowi, ale to piwo o sporym potencjale, a już teraz smaczne. Po ogrzaniu pojawiają się cytrusy. Kwaskowate, wytrawne. -4/6

Teraz uwaga, gitary i jedziemy! Kolejny krajowy imperialny stout!  Rafineria!

Rafineria (RIS, 8,4-9 alk., 21,5 blg, 95 IBU): aromat sugeruje, że będzie dobrze i jest dobrze! Gorzka czekolada, kakao, rdzawe nuty whisky, rodzynki , palony słód , a w smaku dochodzi jeszcze lekka wanilia. Jest bardzo przyjemna nuta drzewna charakterystyczna dla piw z beczek. Słodkie, ale i gorzkawe nieco kleiste, alkohol minimalnie wyczuwalny. Goryczka średnio intensywna ma cytrusowy posmak, który daje świetny efekt. Stosunkowo niskie ekstrakt rodził obawy, ale spora ilość płatków owsianych i żytnich spowodowała, że piwo ma bardzo fajne ciało. Lekko rozgrzewa. Jeden z najlepszych krajowych napitków imperialistów. +5/6

Ciąg dalszy nastąpi... 

Z uwagi na brak klasycznych etykiet na butelkach wykorzystałem  grafiki z profilu producenta.

wtorek, 17 lutego 2015

Zamek i browar w Strzelcach Opolskich

Dziś fotorelacja z wyprawy na zamek w Strzelcach Opolskich, oraz kilka słów o tamtejszym browarze, który niejako się napatoczył przy okazji. 

 


Zamek piastów (i późniejszy) w Strzelcach Opolskich nie należy do popularnych punktów wycieczek, a miasto bardziej kojarzy się z zakładem karnym niż z zabytkami. Czas zerwać z tym stereotypem i pokazać to co najpiękniejsze w tym sympatycznym miasteczku.

 

Tutaj muszę zaznaczyć, że plany rewitalizacji zamku wcale nie zachwycają. Zamiast odnowić teren, dokonać niezbędnych remontów i co najważniejsze udostępnić wieżę i podziemia to władze planują odbudowę zamku w jakimś niezrozumiałym nowoczesnym stylu.Czy odbudowa faktycznie będzie miała miejsce, nie wiem, ale obecnie żadne prace nie są prowadzone i nie ma najmniejszego śladu po pracy w sezonie.


Dziedziniec zamku jest niestety niedostępny, a jego teren szczelnie ogrodzony blachą i informacjami o remoncie, którego nie ma. Zamurowane jest również wejście do piwnic/podziemi, gdzie miejscowi z upodobaniem wyrzucali śmieci...

 
 
 
 
 
 

Po zwiedzeniu zamku czasu udać się do browaru!  Tak, tak, też się zdziwiłem. Browar w Strzelcach? Czy ja o czymś nie wiem? W centrum wisi wielka reklama zapraszająca do Browaru Centrum. Zapraszają, trzeba iść, widać o czymś nie wiem... 

 
 
 



Taaak ta lista to oferta "Centrum"! Świetnie, jednak nie jest ze mną tak źle, żeby nie znać warzelni :) To po prostu zabawownia (disco, kręgle itd.) w starym budynku browaru, a nie prawdziwy przybytek piwowarski.

poniedziałek, 16 lutego 2015

BAW. WTF?!? - Trzypalczasty goblin

Trzypalczasty goblin – Chmielogród (Browar Piwna/ Multitap Degustatornia) - Black American Wheat

I jak to oceniać? Przecież nie ma takiego stylu! Fanaberia, ipa - sripa jakaś?

Bazą dla tego piwa na pewno był styl American Wheat. Sam styl nie jest w linii prostej spadkobiercą bawarskiej pszenicy.


Nuty goździkowo – bananowe są mocno niepożądane. Za to aromatami i smakami oczekiwanymi w tym stylu są wszelkie pochodzące od słodu pszenicznego, zbożowe i owocowe. W aromacie natomiast powinny znaleźć się nuty amerykańskich chmieli. Od poziomu rozsądnie umiarkowanego, aż do akcentów bardzo wyraźnych.

Jeżeli chodzi o goryczkę to należy zachować umiar, nie jest to ekstremalnie nachmielone amerykańcami piwo. Poziom średnio wyczuwalnej goryczy jest raczej maksimum co powinno znaleźć się w tym piwie.

Piwo samo w sobie powinno być lekkie, orzeźwiające. Ekstrakt na poziomie 10 – 13,5 Plato oraz alkohol w okolicach 4 – 5,5 %. A magiczne IBU maksymalnie 30.

No i co?

No i nic się nie zgadza. Jeśli chodzi o liczby. To takie amerykańskie podejście do amerykańskiej pszenicy. Mocniej, bardziej.

Ekstrakt to 14,5 Plato, alkohol na poziomie 6,1%, a IBU 45. Do tego ciemne.

Może chociaż smaczne będzie?

Było. Jak dla mnie kawał porządnego BIPA/CDA/ABA. Chociaż sam nie wiem czego spodziewać się po BAW.

Koniec z tymi akronimami bo mi jeszcze jakiś bot pomyśli, że planuję jakiś tajny spisek.

Wracając do samego piwa. Maczał w nim swe paluchy Bartek Nowak z malepiwko.pl Uznany, doświadczony piwowar domowy i na ciut większą skalę też (współpraca z toruńskim Browarem Jan Olbracht).

Piwo prezentuje się całkiem ciekawie. Pod bardzo solidną poduchą brązowej piany kryje się piwo o dość rzadko spotykanej barwie – trochę brejowate, mętno - brązowe. Da się przeżyć.

Jednak tym co urzeka to smak i aromat. Typowe dla BIPA nuty chmielowe, podbite ciemnymi akcentami odsłodowymi. Goryczka solidna, intensywna, iglasta podbita akuratnym nagazowaniem.

Początkowo wydaje się bardzo ostre, nawet trochę nieprzyjemne. Jednak po kilku łykach łagodnieje. Co oczywiście nie oznacza, że goryczka maleje. Japunia przyzwyczaja się to tego intensywnego konglomeratu smaku.

Goblin okazuje się łatwopijalnym, sesyjnym – pomimo parametrów – piwem.

Nie wiem co poszło nie tak, lecz dla mnie jest to BIPA a nie Black American Wheat. Spodziwałem się większej aksamitności i niższej goryczki.
Smaczne. 9,5/12 szczura.

niedziela, 15 lutego 2015

Grzech, kuszenie, łakomstwo

Łakomstwo, czyli nieumiarkowanie w jedzeniu i piciu, piąty  z siedmiu grzechów głównych wypuszczonych w świat przez Duńczyków z Amager. Zdołam się oprzeć, a może pogrążę w grzesznym nieumiarkowaniu? Innymi słowy czy to piwo grzechu warte? 

 

Seria siedmiu piw uosabiających siedem grzechów głównych, Amager chce zawładnąć naszymi duszami i zniewolić nas smakiem. Ze złym trzeba ostrożnie, dlatego na początek zakupiłem tylko dwa z siedmiu, czy sięgnąć po więcej zdecyduję po degustacjach.

Gluttony, Dania, Amager, butelka 0,5l

Imperialne IPA z goryczką wynoszącą bajkowe 310 IBU. wysoki jest również alkohol 9,4%.

Rewelacyjna etykieta - zębata paszcza w brzuszysku łakoma szyszek chmielowych. Barwa złota, piwo klarowne. Piana biała, drobna, obfita, trwała - znaczy szkło.

Zapach jest ubogi, zwłaszcza jak na Imperial. Owoce, jabłka, pieprz, nuty winne to nie to czego oczekiwałem.

W smaku jest nieco lepiej, mamy  dojrzałe jabłka papierówki, nuta liści tytoniu, pokrzywa, zioła, cytrusy, miód wielokwiatowym, lekkie  igły. Przyjemna słodowa słodycz, dominuje nad goryczką, która może i jest wysoka, ale w IBU powyżej stu nie wierzę, zwłaszcza, iż w Wookie jest zdecydowanie silniejsza (wiem, ze inne ciało, ale to nie to). Taki napar ziołowy z dodatkiem cytrusów.

Nie jest to na co liczyłem, minimalnie za słodkie, brakuje bogactwa i intensywności chmieli i goryczki. Mimo mankamentów daje radę.

Dobre piwo za wygórowane pieniądze, słyszałem nad nim zachwyty, ale nie wiem czym były podyktowane.

Może być małym grzeszkiem, ale wodzić na pokuszenie to ono nie będzie. Nie ma w sobie pierwiastka, który by był w stanie przeciągnąć na ciemną stronę rozkoszy smaku.


Wygląd: 0.75/0.75
 Zapach: 1.5/2.5
Smak: 5.75/8
Cena/Jakość: 0.25/0.75

Ocena ogólna: 8.25/12

piątek, 13 lutego 2015

Wybory, podsumowania i inne takie...

Bloggerzy piwni wybrali najlepszą premierę 2014 roku. Zwycięskie piwo nie znalazło się nawet w moim TOP 10. Wybory były uczciwe, bo i w PSLu się Deep Love raczej nie pija dlatego trzeba pogrzebać w archiwum, oraz w skrzynkach z piwem i przybliżyć Wam triumfatora.



Na początek rankingi, statystyki i oddane głosy. Moja 10tka rożni się zasadniczo od tej zwycięskiej, ale podejrzewam, że duży wpływ na to miała dostępność, czy bardziej jej brak w przypadku wielu piw. W chwili obecnej w moim zestawieniu znalazło by się Wee Heavy Nessie, które piłem dopiero po zakończeniu wyborów. Skompletowanie dziesiątki  i obsadzenie podium sprawiło mi masę kłopotów. Nawet teraz bym co nieco pozmieniał, ale to tylko dobrze świadczy o poziomie i ilości piw w 2014 roku. Bardziej miarodajne było by TOP 25. Oczywiście ten rok to nie tylko piwa wybitne, było sporo nudnych i wadliwych, były liczne rozczarowania, była przeciętność, ale przy tej ilości browarów to nieuniknione.


Teraz zestawienie końcowe plebiscytu - opracował Piwny Inżynier, grafika Kacper z Piwnej Zwrotnicy:

Porównując moją dziesiątkę z tą finałową widzicie spore różnice. Po części wynikają one z dostępności piw w poszczególnych rejonach kraju (ja nie piłem 100 i Preparatu), a po części z różnic w gustach i warkach. Osobiście na pewno nie umieścił bym w dziesiątce numeru 1 od SzałuPiw i Pracowni, a laureatem zajmiemy się za chwilę. Pozostałe piwa to niewątpliwie trunki bardzo dobre, a o części z nich pisałem na blogu, ale u mnie nie załapały się do czołówki, chociaż we wspomnianej 25 by były.  

Dodam jeszcze, że najlepszym browarem w 2014 roku była dla mnie Pracownia Piwa, która gonił Artezan. Ta dwójka uciekła konkurencji i prezentuje poziom międzynarodowy. Rozczarowała Pinta i AleBrowara. Spore problemy z jakością piw to główny zarzut. Pinta do tego przynudzała, a po "ojcach założycielach" oczekuje się więcej. Debiut roku to niewątpliwie Podgórz, chociaż Korpoludek troszkę mnie zniesmaczył, ale to już piwo z 2015... Największe nadzieje pokładam w Piwnym Podziemiu, które z przytupem zadebiutowało pod koniec roku.Ponadprzeciętne pomysły i rewelacyjne etykiety robią wrażenie. Lekki falstart zaliczył Kingpin, ale już Muerto było bardzo dobre, a oczekuję piw jeszcze lepszych.

Beer Geek Madness i Birofilia to najlepsze imprezy piwne w jakich uczestniczyłem. W tym roku ta pierwsza zapowiada się jeszcze lepiej, a druga stoi pod znakiem zapytania, ale na pewno będzie się działo!

Co tu pisać więcej? Rewelacyjny rok dla piwnej Polski przejdzie do historii jako najlepszy, ale o którym szybko zapomnimy z uwagi na jeszcze lepszy 2015! 

Tradycyjnie się rozpisałem, dlatego o Deep Love w osobnym wpisie...

środa, 11 lutego 2015

Orzech z Wysp

Orzechowy gaj, Browar Perun , butelka 0,5l

Dziś lekki powiew nowości. Widać go poniżej. Nie jest to co prawda recenzja wideo, lecz wiedz, że coś się dzieje :)


Dziś na warsztat wziąłem jedno z dzieci Adama Czogalli - Orzechowy gaj - w stylu Brown Porter. Lub jak kto woli porter angielski. Nie jest to najmłodsze dziecko Pana Adama, jednak jest najświeższym jakie udało mi się dostać na zasadzie wymiany za bilety płatnicze Narodowego Banku Polskiego.

Z założenia porter angielski nie jest jakimś wymyślnym stylem piwa. Służy do sporej konsumpcji po pracy przez anglosaskiego robotnika. Zasadniczo raczej bezrefleksyjne. Jednakże można je uwarzyć z polotem. Może nie ma tu rzucających na kolana aromatów i smaków, jednak jest dość ciekawie.

W aromacie ciekawe, i intensywne, złożenie nut kawowych, czekoladowych z wyraźnym dziabnięciem orzechowym. Jednak po solidnym ogrzaniu wychodzi leciutki aromatu acetonu. Podobnie jest z nim w smaku. Gdzieś tam w tle, lecz na głębokim planie, jest równiez obecny.

Jeżeli chodzi o sam smak jest zdecydowanie gorzej niż w aromacie jednak z bardzo dużym plusem.
Jest nim bardzo duża i wyraźna orzechowość. Jakiego orzecha, nie mam pojęcia. Jednak nasuwa mi skojarzenie z Orzesz ku... Oczywiście zachowując wszelkie proporcje.

Poza tym jest dość nudne. Bardzo płaskie w ustach, bez gazu, trochę kwaskowości od palonego jęczmienia. I to tyle.

Może to jednak ma swój duży plus. Takie dość pospolite piwo z jednym wybijającym się akcentem może zyskać wielu zwolenników. A wtedy browar się cieszy, pub się cieszy i klient się cieszy.

Wszyscy zadowoleni jak wiewiór, który choć na chwilę złapał swój ... orzeszek.

Daję 7/12 orzeszków.

wtorek, 10 lutego 2015

Judas Priest, Potwór z Lochness i Wee Heavy!

Wieczór sponsorowany przez Judas Priest i browar Haust! 


Nessie, legendarny potwór z głębin szkockiego jeziora Lochness fascynował mnie jako małego chłopca zaczytującego się w książkach o tematyce paranaukowej i oglądającego kultowy serial Z archiwum X. Następnie jezioro i potwór zdobyły ponownie moje serce dzięki reaktywacji Judas Priest i cytowanemu powyżej utworowi o wiadomym tytule. Ostatnie stadium fascynacji zawdzięczam zielonogórskiemu browarowi Haust, który uwarzył rewelacyjne Nessie!

Nessie, Haust, butelka 0,33l. - 9,99 zł

Browar restauracyjny warzy Wee Heavy?! Piwna rewolucja zdobywa kolejny bastion! Barley wine po szkocku, bo tak można nazwać ten styl, to niewątpliwie pozycja rzadka i bardzo ciekawa, tylko jak powinna smakować? Podobno nie wszyscy są zwolennikami dodawania słodu wędzonego torfem, bo w klasyfikacji BJCP była jakaś nieścisłość, ktoś coś błędnie napisał... Dla mnie to jednak jakieś bzdury, gdyż torf to dla wielu jeden z symboli Szkocji, a do tego czyni on te piwa unikalnymi. Może informacja o nim faktycznie została dodana do klasyfikacji przypadkiem, ale mamy rewolucje, więc muszą być ofiary i muszą rodzić się nowe dzieci.

20 blg, 8,2% alkoholu i 33 IBU.

Po odkapslowaniu już wiem, że będzie to moje piwo. Aromat torfu zawsze wywołuje u mnie ogromną radość!

Etykieta prosta, ale bardzo elegancka. Piana początkowo drobna, z czasem się rozszerza, ale jest trwała. Piwo ma odcień rubinu.

Wspaniały aromat torfu dominuje i urzeka. Aptekarze BJCP stwierdzą, że nuty te są za silne, ale dla mnie są idealne. Uzupełnia je śliwka, rodzynka i minimum karmelu.

Smaku jest równie torfowy i równie wspaniale! Rewelacja! Bandaż, lizol, kabel, mówcie co chcecie, ale ja to kocham w piwie! Magi dodają śliwki, rodzynki, słodkie ciemne owoce, ocierające się nawet o jagody. Odrobina klasycznych nut słodowych i karmelu, może nawet nieco wanilii. Goryczka niska. Całość gładka, kremowa, słodka.

Jak na krajowe warunki nie jest tanie, ale wysoki ekstrakt i autorstwo browaru restauracyjnego to usprawiedliwa, a smak gwarantuje, że warto.

Hmm wersja tego piwa leżakowana w beczce lub chociaż w płatkach dębowych po sherry! Jest świetne już teraz, ale po takim zabiegu ocierało by się o doskonałość :) Swoją drogą pewnie pojawią się głosy, że jest niestylowe, zbyt torfowe i w ogóle po co ten torf. Ja odpowiadam wprost - torf jest wielki i czyni to piwo wielkim!

Wygląd: 0.75/0.75 
Zapach: 2.25/8
Smak: 7/8
Cena/Jakość: 0.75/0.75

Ocena ogólna: 10.75/12

sobota, 7 lutego 2015

Dwie inne beczki

Dziś browar nieco tajemniczy, wchodzący cichutko na krajową scenę. Bez zmasowanej akcji marketingowej i skandali, za to ze świetnymi etykietami. Inne Beczki to browar kontraktowy warzący w czeskim Konicku, piwowarem jest Marcin Pietranik, a wspiera go miejscowy sladek Mojmir Velky.


Opisane dziś piwa to w zasadzie debiut browaru, chociaż w Warszawie były podobno dostępne warki testowe.

Topaz, Polska/Czechy, Inne Beczki, butelka 0,5l – 7,99 zł

Haha kogoś tu poniosła fantazja, piwo w stylu „american weizen” na australijskim chmielu Topaz i czeskim Sladku. Troszkę to się kupy nie trzyma. 4,8% alkoholu i 12 blg.

Etykieta jest zwyczajnie prześliczna, kapsel Konicka też bardzo ładny, ale mimo wszystko nieco to mylące dla niewtajemniczonego odbiorcy. W barwie słomka przechodząca w złoto, ładne zmętnienie. Tylko piana nieco odstaje jakościowo, tworzy się średnio obfita, ale szybko pozostaje tylko dziurawy kożuch.

W aromacie słód pszeniczny i nieco drożdży, ziół, liczi, banan. 

W smaku liczi, jakieś białe egzotyczne owoce, odrobina ziół, zielony banan i słodowa podstawa. Kwaskowate, nieco ściągające, bardzo wytrawne ze średnio intensywną goryczką. Jest jakiś taki tabletkowy posmak, ale specjalnie nie przeszkadza. Nieco wodniste, ale na upały będzie silnym orzeźwieniem.

Przyjemne, ale pogoda za oknem nie sprzyja, a cena przy takim gasicielu pragnienia mogłaby być nieco niższa.

Ocena ogólna: 8.5/12
(Wygląd: 0.5/0.75; Zapach: 1.75/2.5; Smak: 5.5/8; Cena/Jakość: 0.75/0.75)

Sleeping Car Porter, Polska/Czechy, Inne Beczki, butelka 0,5l. - 7,99 zł

Porter mleczny, dolnej fermentacji to brzmi wybornie, a co za tym idzie oczekiwania rosną, gdyż uwielbiam piwa z laktozą. Ekstrakt trochę mały bo 16, przy 5,5% alkoholu.

Ponownie śliczna etykieta, piwo o barwie mahoniu i wspaniała drobna piana, pięknie oblepiająca szkło. 0.75/0.75

Oj tego się obawiałem, warzenie w Czechach pachnie diacetyle i właśnie on dominuje w zapachu. Spod spodu wydobywa się kawa, kakao, jakieś owoce. Stężenie jest na tyle duże, że przykrywa inne składniki aromatu, jednak nie aż tak olbrzymia aby odstraszyć. 1.25/2.5

W smaku jest dużo lepiej, diacetyl łagodnieje, miesza się z laktozą, palonym słodem, wyraźnymi nutami kawowymi, oraz owocami. Goryczka średnio intensywna, czuć wpływy palonego słodu i chmielu. Piwo jest bardzo gładkie, aksamitne, umiarkowanie słodkie. 5.25/8

Jeżeli jesteście uczuleni na diacetyl to poczekajcie na następną warkę, jeżeli go akceptujecie w umiarkowanej ilości to kupujcie. 0.5/0.75

Panowie musicie wyeliminować diacetyl, gdyby nie on piwo było by świetne, a tak jest tylko wadliwe z ogromnym potencjałem! Dobrym pomysłem wydaje się podniesienie ekstraktu np. do 18tu. Zwiększone ciało i zachowana gładkość dały by piorunujący efekt.

Ocena ogólna: 7/12
(Wygląd: 0.75/0.75; Zapach: 1/2.5; Smak: 5/8; Cena/Jakość: 0.25/0.75)

Byliśmy światkami debiutów spektakularnych i zachwycających, jak również ocierających się o kompromitację. Ten daje nadzieję na ciekawą piwną inicjatywę, która sama sobie rzuciła pod nogi kostkę masła. Jeżeli Panowie rozprawią się z tym śliskim problemem, to wróże im spore sukcesy, a nie oszukując się mam w sobie coś z Nostradamusa.

czwartek, 5 lutego 2015

Ale istnieje przecież Sarmatia...

Dziś chciałbym przybliżyć Wam trzy sarmackie opowieści pisane obrazem i dźwiękiem, produkcje amatorskie, ale przewyższające rodzime twory o lata. Filmy pełne pasji i uwielbienia dla historii, coś czym chciałbym się z Wami podzielić. Do seansu polecam oczywiście miód pitny półtorak, ja tym razem degustowałem Chrobrego z Nidzicy. 



Na początek produkcja najstarsza i najbardziej epicka, czyli szarża husarii na Szwedów. Twórcy Ogniem i Mieczem, a zwłaszcza beznadziejnej Bitwy Warszawskiej powinni pobierać od nich nauki.

Jeżeli chcemy w pełni w czuć się w ducha epoki, potrzebny nam godny napitek. Ja wybrałem kolejny półtorak do kolekcji (do tej pory: Jadwiga, Gronowy, Lubelski), tym razem Chrobry z Nidzicy (tej na południu). Miodosytnia ta działa od 1958 roku, a miód leżakuje 15 lat. 0,75l, 16% alkoholu i cena w okolicy 45 złotych.

Zdjęcie autorstwa Pati Roxx

Wizualnie etykieta nie wygląda najlepiej, ale nie to jest najważniejsze. Niestety całkowita porażką jest korek, który się kruszy i łamie. Sam miód ma ładną złotą, lekko opalizującą barwę. 

W aromacie co oczywiste miód i leciutkie nuty korzenne. Minimalnie wyczuwalny alkohol. W smaku ponownie miód, a dokładnie wielokwiatowy i lipa. Do tego lekkie nuty korzenne, jakby odrobina mięty. Delikatny, gładki, alkohol świetnie przykryty, czuć długie leżakowanie. W smaku nie ma wielkiego bogactwa, ale jest za to najczystszy profil miodowy z jakim się spotkałem.

Idealny dla osób szukających smaków ułożonych, aksamitnych, bez nadmiernej słodyczy i alkoholu. Dla mnie zdecydowanie na plus, ale wolę nieco intensywniejsze i bogatsze smaki.

Rozsmakowaliśmy się, więc czas ułożyć się w fotelu i wracać do oglądania.


Błogosławiona wina to inspirowany autentycznymi wydarzeniami i książką Zofii Kossak trailer filmu. Produkcja z patronem i sponsorami, ale mimo wszystko nadal podziemna produkcja. Jeżeli film faktycznie by powstał to jest szansa na odrodzenie się w kraju produkcji historycznych. Przerażające, że lata temu mogły powstać takie dzieła jak Pan Wołodyjowski czy serialowe Czarne Chmury, a w czasach współczesnych mamy same żenujące gnioty, a kultura, historia i zabytki umierają. Dlatego w powstanie filmu nie wierzę, ale już sam zwiastun jest wart zobaczenia.



Na zakończenie film krótkometrażowy, który po wyłożeniu odpowiednich środków miałby szansę, aby stać się produkcją pełnometrażową (trwają prace nad scenariuszem). Szans na to nie widzę podobnie jak we wcześniejszym przypadku, ale im więcej osób zobaczy te obrazy tym lepiej, a i twórcy będą mieć więcej zapału widząc rosnącą ilość wyświetleń. Tym razem jesteśmy bliżej fantasy, ale na tle historycznym tj. w czasach potopu.

Jeżeli się podobało to lajkujcie i udostępniajcie, aby tego typu produkcje dotarły do jak największe liczby osób, co będzie motywowało twórców, a w końcu może się znajdzie ktoś kto zekranizuje jakieś wielkie historyczne dzieło z epoki. Pomyśleć, że kiedyś HBO rozważało produkcję serialu o Jagiellonach...   

wtorek, 3 lutego 2015

Leksykon polskich browarów: Bazyliszek część 1

"– Czy to prawda, że bazyliszka można zabić przy pomocy lustra?
– Prawda, pod warunkiem, że trafisz go nim w łeb."

 

 Saga o Wiedźminie


Ja lustra pod ręką nie mam, dlatego zastosuję szklane butelki i nimi będę lać! Z racji sporej ilości rzeczonych gadów lać będzie się dużo, a pisać mało, ale dzięki temu powstanie swoisty przewodnik po piwach warszawiaków. W zasadzie będzie to pierwsza część cyklu przybliżająca browary do tej pory na blogu pomijane, ewentualnie obecne w niewielkim stopniu.


Bazyliszek to warszawski browar kontraktowy powiązany z wielokranem Piw Paw. Warzą swoje piwa w kilku browarach min. w Pivovarii, Trzech Koronach, Tumskim, ale w najbliższym czasie mają w planach uruchomić własny browar rzemieślniczy w oparciu o stary sprzęt ekipy Artezana. Piwowarem jest Arek Kalinowski. Na etykietach zazwyczaj nawiązują do Warszawy, jej miejsc, symboli.

Dla mnie jest to jeden z ciekawszych browarów krajowej sceny z uwagi na oryginalność receptur. Każde ich piwo jest wyjątkowe. Warzone z dodatkiem unikalnych roślin, owoców, czy po prostu z ziemniakami. Jestem wielkim zwolennikiem takich "naturalnych" wynalazków i dla mnie to jest gwarant trwania piwnej rewolucji. Wielbiciele prawa czystości słyszą ich nazwę dostają skrętu kiszek. Wracając do Bazyliszka jest z nim poważny problem i jest to dostępność. Poza Warszawą piwa są nie do kupienia, przynajmniej w południowej Polsce nie spotkałem ich nigdzie! W tej sytuacji browar pozostaje w podziemiu nawet względem podziemia rewolucji, a wielkość wybicia sprzętu Artezana nie gwarantuje wielkiej poprawy po otwarciu własnej warzelni.


Pyza na polskich dróżkach (ziemniaczana PIPA, 6,1% alk. 14,9 blg, 61 IBU, 20% zasypu to ziemniaki Agata, chmiel Sybilla). Oj dziwnie to pachnie, jest diacetyl i sporo dojrzałych owoców. W smaku podobnie aczkolwiek silne są skrobia ziemniaczane, jak woda z pokrojonymi ziemniakami np. na zalewajkę. Do tego owoce, takie dojrzałe polskie z kompotu no i niestety diacetyl. Goryczka o średniej intensywności z ziołowym posmakiem.  Oryginalności odebrać Pyzie nie można, ale diacetyl w tak dziwnym piwie totalnie rozwala smak. +2/6

 
W malinowym chruśniaku (malinowy kwas, 4% alk., 11,9 blg, 15 IBU ) Barwa różowa, mętna ot woda z sokiem z malin domowej roboty. W zapachu nadal bardzo dużo malin, taki świeży domowy sok i lekki, dziki kwas. W smaku podobnie: sok z malin, taki naturalny z wpływem pesteczek, do tego niezbyt intensywna, ale bardzo przyjemna kwaskowatość, dzikość i lekka nuta ziołowa. Goryczka niska, bardzo pijalne, orzeźwiające, acz lekko wodniste. Smaczne, acz nieco soczek, ale na upały będzie idealne. +4/6

WWA (whisky wooden ale, 18 blg, 7,2% alk.,35 IBU, płatki dębowe sherry). Wystarczy, że powąchałem i już wiem, że to moje piwo! Silne nuty torfowe, gorzka prawdziwa czekolada, lekki słód, dopalające się drewno, ale nie popiół. W smaku podobnie. Gorzka rozpływająca się w ustach czekolada miesza się ze wspaniałymi nutami torfowymi, słodem, dopalającym się drewnem. Na finiszu nuta rodzynek, a nawet wanilii, czyli płatki się sprawdziły. Goryczka niska. Słodkawe, kremowe, bardzo pijalne, kojarzy się z fanowskim SJ, ale jest nieco lepsze. Idealnie trafia w mój gust, rewelacyjne piwo! +5/6


Ciąg dalszy nastąpi... 

Z uwagi na brak klasycznych etykiet na butelkach wykorzystałem  grafiki z profilu producenta

poniedziałek, 2 lutego 2015

Minister C`mon!

Califronia Common uważany jest za iście usowski styl piwa. Powstał w okolicach początku kopania Kanału Panamskiego, czyli dawno. To istne pomieszanie z poplątaniem. Hybryda - drożdże lagerowe pracujące w ale`owych zakresach temperatur. Można domniemywać, iż nie da to najlepszego rezultatu.


Zawsze jednak można się mylić. I to jest właśnie ten moment. Tak, teraz.


W swej przygodzie z piwem miałem okazję pić dwa piwa typu Steam Beer. Znaczy jedno w stylu Steam Beer i jedno, Ministra, w stylu California Common. Czemuż tak? Ano dlatego, że nazwa Steam Beer jest zarejestrowana dla browaru Anchor. A obie nazwy oznaczają zasadniczo ten sam styl. Jednakże law is law, więc trzeba się trzymać litery prawa.


Samo piwo oryginalnie w zasypie posiadało słód pilzneński jako podstawę, monachijski dla dodania ciała oraz karmelowy dla lekkiego podkręcenia barwy. Jeżeli chodzi o zasyp Minister spełnia wszelkie warunki pokładane w takim mężu zaufania. Jest stylowo. W czasach tłusto wypasionych bizonów CC miał zdecydowany profil słodowy. Jednakże z czasem wszystko się zmieniło i już nie trzeba ganiać za bizonem by coś zjeść, a wystarczy podjechać rozklekotanym pick`upem do najbliższego okienka drive`a. Tak i sam profil piwa się zmienił. Obecnie jest zdecydowanie skierowany w stronę amerykańskich chmieli. Finisz ma być amerykański. W tej kwestii Minister również nie zawodzi. Smak i aromat amerykańskich chmieli (Tomahawk, Chinook, Simcoe) odpowiadają temu profilowi z pełnym zakresie.

Dodatkowo w smaku pojawiają się bardzo przyjemne akcenty ziołowo-przyprawowe: lekki posmak mięty i pokrzywy muśnięty lekkimi nutami pieprzowo-belgijskimi.

Jedyne co odbiega od ustaleń BJCP to ekstrakt i, co oczywiste, zawartość alkoholu w gotowym piwie. BJCP rzecze, iż ma być 11,5 do 13,5 BLG (9 BLG) ekstraktu oraz alko w widełkach 4,5 do 5,2% (3,6%).

Czy jest to zła wiadomość?

Jak dla mnie nie. Czyni to piwo miłym, wielogodzinnym kompanem spotkania w pubie ze znajomymi. Minister sprawia początkowo wrażenie mocno goryczkowej wody niegazowanej. Jednak jakimś magicznym sposobem po dosłownie dwóch łykach zyskuje na ciele. Oczywiście goryczka momentalnie maleje. Jest jednak wciąż wyraźna. Pozostaje kwestia prawie zerowego nagazowania. Osobiście mi nie przeszkadzało, czyniąc Ministra piwem bardzo mocno sesyjnym.

Całościowy odbiór Ministra każe kierować zdecydowane porównanie w stronę niskoalkoholowego Pale Ale. I jest to bardzo dobry kierunek. Nie wiem czy to było celem, lecz tak wyszło.

Dla mnie bardzo udane piwo na ten mroźny czas. Liquid California!!!

Mocne, solidne i, prawie do końca stylowe, 11/12.

Aleksander Lisowski  krzyczy VETO! 

Pan B bardzo kocha piwo, jest to miłość bezgraniczna i czasami ślepa. Po prostu z niektórymi ocenami liczbowymi zgodzić się zwyczajnie nie mogę. Wczoraj zdegustowałem omawiany SzałMinistra i jestem dalej w szoku. 11 na 12 za to piwo? O co chodzi!? Piwo może być stylowe, poprawne, smaczne itd., ale na takie oceny musi być zwyczajnie wybitne! No, ale miłość...

W kwestii wizualnej nie ma się co rozwodzić, widzicie jak jest, a  jest dobrze i tylko ta etykieta paskudna...

Gorzej jest w zakładce "aromat". Mamy dużo słodu, nieco cytrusów i owoców tropikalnych, a do tego lekki diacetyl. Jest ok, ale nos chce więcej!

Podobnie sprawa wygląda ze smakiem, jest poprawnie, w miarę smacznie, ale nic więcej. Lekkie, wyraźnie słodowe piwo z orzeźwiającymi nutami cytrusów, owoców tropikalnych, niestety jest też najpewniej chmielowy posmak kojarzący się z zapachem kliszy fotograficznej. Bardzo delikatny, na finiszu, ale jednak. Mamy również diacetyl, o niskim stężeniu, który osobą o większej akceptowalności nie będzie absolutnie przeszkadzał, ale mnie nieco wadzi. Goryczka zaskakująco wysoka, z iglastym posmakiem.

Ani mocne, ani silne, a wręcz lekkie, orzeźwiające, nieco wadliwe i zwyczajnie przeciętne. Cena też nieco przesadzona jak na tak lekkie piwo.

Ocena ogólna: 7.25/12
(Wygląd: 0.5/0.75; Zapach: 1.5/2.5; Smak: 5/8; Cena/Jakość: 0.25/0.75)

Mamy tutaj jedną z większych rozbieżności w ocenie piwa na blogu, gdzie 7.25, a gdzie 11? Która jest Wam bliższa?