środa, 21 stycznia 2015

Ulubiony, bo najlepszy

Port Brewing ze słonecznej Kalifornii zdobył moje serce i miano najlepszego dostępnego w Polsce browaru, dzięki rewelacyjnym India Pale Ale.  Dziś kolejne piwo w tym stylu, a smakowa ekstaza wydaje się być gwarantowana! 


W powszechnym mniemaniu IPA to IPA, na amerykańskim lub innym chmielu. W mateczniku odrodzonego stylu jest podziałów nieco więcej min. na wschodnie i zachodnie wybrzeże. Tutaj mamy West Coast, ale z dopiskiem San Diego style, co jak zrozumiałem oznacza, że poza wyznacznikami WC dochodzi konieczność zastosowania minimum pięciu odmian chmielu. Nie dam sobie nosa uciąć, że to pewniak dlatego jak wiecie coś więcej to piszcie.

Wipe Out IPA, USA, Port Brewing, butelka 0,66 -  ok 30 zł

Amerykanie są skryci, ale tym razem dali sporo informacji: 7,5% alkoholu, 78 IBU i chmiele Amarillo, Cascade, Centrnnial, Simcoe, Summitt. 

Na butelce nowy kapsel i tradycyjnie śliczna, ale nie najładniejsza z serii etykieta z surferem. Piwo ma barwę słoneczno-pomarańczową, lekko opalizującą. Piana biała, obfita, znaczy szkło i jest bardzo trwała. 

Jak to pachnie! subtelny aromat polnych kwiatów, na myśl pierwszy przychodzi rumianek, do tego lekki miód wielokwiatowy (nie typowe miodowe utlenienie). Z pod spodu wyłaniają się brzoskwinia i słodkie cytrusy, pomarańcza, dojrzała mandarynka. Nie jest specjalnie intensywny, ani ostry za to świetnie skomponowany.

Jeżeli piwo  w tym  stylu smakuje jak sok ze świeżo wyciśniętych cytrusów to jest to mój smak! Pomarańcza, grejpfrut, mandarynka to mieszanka z cytrusową goryczą, kwaskowatością i odrobiną słodyczy. Słodowe podwaliny w tle kwiaty, lekka brzoskwinia, minimum żywicy. Jest jeszcze nutka charakterystyczna dla chmielu Summitt, która ma w sobie coś z cebuli, ale wielu źle to odbierze, dlatego zostańmy przy "charakterystyczna". Goryczka na górnym pułapie średniej intensywności. Lekkie, orzeźwiające, ale i przyjemnie zaokrąglone, świetnie skomponowane IPA. 

I widzicie o co chodzi? Nie najlepsze ich piwo, a mimo to bajeczne! Tak to się robi w USA! Dodatkowo przepłynęło ocean, następnie przejechało pół Europy, a zabutelkowano je w lipcu! Odmian chmielu rodzimi piwowarzy używają tych samych, a piwo trafia do nas świeże. Siedem miesięcy dla IPA to już starość, a ono i tak wyprzedza o lata świetlne krajowe trunki. Subtelna, ale wyrazista kompozycja, każdy element pasuje do siebie jak w puzzlach - po prostu piwo jest bardzo dopracowane, dopieszczone w każdym aspekcie.

Dla jasności nie chodzi mi o to, że polskie IPA są złe, niewarte zakupu i w ogóle istna Tatra.  Chcę po prostu podkreślić, że płacąc 30 złotych otrzymujesz inną jakość, która jest warta swojej ceny :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz