poniedziałek, 12 stycznia 2015

Jakie Quatro taki cały rok? Pinta 2014

Rok 2013 w wykonaniu Pinty był wyjątkowo udany co podkreśliła grudniowa premiera świetnego Imperatora Bałtyckiego. Niestety 2014 przyniósł kryzys formy i sporą zadyszkę. Problemy z jakością, brak spektakularnych premier i jakaś taka przeciętność powoduję, że w moim prywatnym rankingu z 2 miejsca w 2013 wśród najlepszych krajowych browarów, w 2014 spadli do kategorii rozczarowanie. Powiecie, że było dużo gorszych browarów, a jak się przyjrzymy bliżej, to nie wygląda to źle. Ja się z wami zgodzę, były udane kolaboracje (Ohara, Pracownia, B day), był najlepszy z serii Grodziszy (2.0), udany powrót Pierwszej Pomocy. Po tym browarze spodziewać się należy jednak dużo więcej, Pinta to symbol piwnej rewolucji w tym kraju, browar, który to wszystko napędził, dlatego wymagam od nich dwa razy więcej! To był rok poniżej możliwości i poniżej oczekiwań. Zwłaszcza, że nawet Imperator z 3 warki jest dużo słabszy od tego z 1 i 2. Dziś jednak czas przedstawić piwo spinające i kończące rok 2014 - Quatro. Czy zatrze niekorzystne wrażenie i będzie godnym następcą grudniowego debiutu z 2013? Czy wręcz przeciwnie, potwierdzi, że nie był to rok najlepszy?

Quatro, Pinta (Na Jurze), butelka 0,33 - 8,75 zł   



Zazwyczaj przedstawiam Wam piwa, które piję pierwszy raz, tym razem jest to moje drugie spotkanie z tym potężnym IPA. Pierwsze było "letnie" - niby smakowało, niby piwo udane, ale kilka mankamentów obniżyło moją ocenę. Piwo jednak było wytrzęsione po podróży co niewątpliwie wpływa na smak, dlatego ma u mnie czystą kartę. 

Tradycyjnie komplet informacji: chmiele: Columbus, Citra, Mosaic, Simcoe. W składzie ekstrakt słodowy, co mi nie przeszkadza i cukier, który nie należy do lubianych składników - uzyskano ekstrakt 24,7 i tylko 8% alkoholu co daje do myślenia i nie dziwi 110 IBU w końcu musi być solidna kontra dla słodyczy. 

Wizualnie klasa - bardzo ładna etykieta, świetna obfita, bardzo drobna piana szczelnie oblepiająca szkło. Barwa złota ze sporą ilością pływających drobinek. Nie jest to może najładniejsza forma zmętnienia, ale piwo jest niefiltrowane. 

Oko ucieszone, czas na nos. Owoce, cytrusy lekka  żywica i słodowość. Jest słodko z minimalnym śmietankowo karmelowym diacetylem, który gdzieś pałęta się w tle, ale zbytnio nie przeszkadza. Brakuje trochę mocy i chmielowej erupcji.

Zgodnie z oczekiwaniami w smaku jest duża słodycz, ale już wbrew oczekiwaniom goryczka jest nieco za niska aby wystarczająco dobrze kontrować. 110 IBU? Słodycz robi swoje, ale bardzo wątpię. Są cytrusy, ale nie ma z nich kwaskowatego soku, który mógłby łamać smak.  Są owoce, lekka żywica, wyraźna słodowa podstawa. Wyszło od tyłu, ale sumują jest słodko z cytrusami, owocami, odrobina żywicy, ale jednolicie i nudnawo. Pojmuję idee dodawania cukru, ale odnoszę wrażenie, że wbrew założeniom odbija się on na szlachetności słodyczy. 

Po pierwsze degustacji byłem nieco rozczarowany, ale stwierdziłem "piwo z drogi, zmęczone" więc... Teraz widzę, że nie ma więc, a zwyczajnie piwo jest smaczne, ale nie zachwyca. Poprawne, sympatyczne, warte zdegustowania, ale nic więcej - niestety jak cały zeszły rok w wydaniu Pinty - poniżej oczekiwań.

Wygląd: 0.75/0.75
Zapach: 1.5/2.5
Smak: 5.25/8
Cena/Jakość: 0.5/0.75

Ocena ogólna: 8/12

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz