sobota, 31 stycznia 2015

Córa i Maks na zapleczu Piwoteki...

Dziś o efekcie igraszek Ślepego Maksa z Córą Koryntu w Królewskiej Piwotece.


Weizenbock to mój ulubiony podgatunek Koźlaków, a ten dodatkowo jest podwójny, czyli więcej, mocniej i intensywniej. Oczekiwania wzmaga również fakt współpracy Marcina Chmielarza i Wikktora Saczuka, odpowiednio piwowarów z łódzkiej Piwoteki i piotrkowskiego Olbrachta, którzy są autorami bardzo zacnych piw w tym stylu czyli Ślepego Maksa i Córy Koryntu

Królewska Piwoteka, Jan Olbracht (Piotrków Trybunalski)/Piwoteka, butelka 0,5l - 7,90 zł

 18,5 blg. i 8,5% alkoholu zapowiada solidnego rozgrzewacza.

Wizualnie etykieta nie zachwyca, ani nie oddaje magii ślicznych dzieł Piwoteki, ani nie stanowi całości z etykietami Olbrachta. Sam pomysł jest niezły, ale wizualizacja nie cieszy oka. Podobnie jest z pianą, która tworzy się obficie, ale bardzo szybko znika. W barwie bursztyn zmieszany z czerwienią i spore zmętnienie.

W aromacie głównie słód, mocno dojrzałe owoce, lekki banan i nieco drażniący alkohol.

W smaku najfajniejszy jest banan, który mimo, iż nie gra pierwszych skrzypiec to jest solidnym fundamentem na którym wyrosła spora warstwa słodu i dojrzało dużo owoców. Goryczka średnio intensywna, ale swój udział ma tu nieco agresywny alkohol. Odnoszę wrażenie, że gdzieś na horyzoncie pałęta się nutka chmielu.

Piwo jest intensywne, ale jednowymiarowe, alkohol nie byłby dużym problemem, gdyby nie gryzienie. Jest na szczęście banan...

Wygląd: 0.25/0.75
Zapach: 1.5/2.5
Smak: 5/8
Cena/Jakość: 0.5/0.75

Ocena ogólna: 7.25/12

piątek, 30 stycznia 2015

Piwo ze stuletniej beczki

Wyobraźcie sobie najwspanialszy piwny styl, sherry z najsłodszego hiszpańskiego szczepu winogron Pedro Ximenez, oraz ponad stuletnią dębową beczkę. Jeżeli przeszły Wam ciarki po grzbiecie to zapraszam na dzisiejszą degustację! 

 

Sherry Pedro Ximenez to moja nowa fascynacja. Bardzo gęste, bardzo słodkie i przepyszne wzmacniane wino z najsłodszego szczepu w Hiszpanii gwarantuje niepowtarzalne doznania smakowe o czym napiszę za kilka dni. Dziś hiszpański imperialny stout leżakowany właśnie w ponad stuletniej dębowej beczce po Pedro Ximenez.  

Solera BA, Hiszpania, Nomada, butelka 0,25l

RIS o potężnych parametrach: 16% alkoholu, 34% ekstraktu, 50 IBU od Magnum.

O ku... wyrwało mi się pod odkapslowaniu butelki. Tak silnej woni ziaren kakaowca, czekolady, sherry, wanilii dawno nie czułem! 

Wróćmy jednak do wyglądu. Etykieta, ani brzydka, ani ładna, gubi się w przeciętności. Za to barwa piwa to hipnotyzująca, głęboka czerń. Piana tworzy się brązowa, bardzo niska, utrzymuje się tylko pierścień. 

Aromat ze sniftera jest nieporównywanie gorszy od tego z butelki. Waniliowo-śmietankowy krem przykrywa opisane wcześniej nuty, pojawia się taka sztuczność czekolady zaburzająca harmonię, stanowi to cień na horyzoncie przyjemności. Po ogrzaniu dochodzi jeszcze niezbyt przyjemna lekka nuta piwniczna.

Smak intensywny, czekoladowy, palony od słodu z wanilią, wiśnią. Nieco winne, lekko kawowe. Jest wyraźny krem śmietankowy, ale nie chce mi się wierzyć, że to diacetyl. Alkohol przykryty, ale czuć wyraźnie jego obecność , która nieco przytyka. Przy 16% to jednak tyle co nic. Czuję niestety mały zgrzyt czekoladowy, obok szlachetnej bardzo przyjemnej jest posmak sztucznego kakao. Im cieplejsze tym bardziej wiśniowe, śliwkowe z rodzynkami w stylu sherry co jest największym plusem. Goryczka na dolnym pułapie średniej od palonego słodu.

Fajne piwo, ale z uwagi na beczkę i pierwsze wrażenie po odkapslowaniu pozostawia niedosyt. Gdyby poleżało rok czy nawet pół było by na pewno lepsze. Nie jest bardzo słodkie, ani gładkie czego oczekiwałem po PX.  Obecnie jest mocno chaotyczne, nieułożone i czai się w nim coś nieszlachetnego typu kakao za 3 złote.

Wygląd: 0.5/0.75
Zapach: 1.75/2.5
Smak: 6.25/8
Cena/Jakość: 0.25/0.75

Ocena ogólna: 8.75/12

poniedziałek, 26 stycznia 2015

Kontrola u Doktora

Dziś realizacja dwóch wyczekiwanych recept wystawionych przez Doctor Brew! Pierwsza - Barley Wine - została już zrealizowana. Teraz RIS i ostateczny sprawdzian słuszności  wyróżnienia ratebeer. Jest to również mój ulubiony styl więc taryfy ulgowej nie będzie. 


Parametry bardzo zbliżone do tych z barley wine: 24% ekstraktu przy alkoholu 10,5%. 80 IBU z chmieli: Chinook, Galaxy, Ella, Centennial. 

Wizualnie jest świetnie, piana jest doskonała. Beżowa, bardzo drobna, trwała, genialnie oblepia szkło. W barwie czerń.

Pierwszy niuch był nieco rozczarowujący, ale już następne daje sporo radości. Ciemne owoce, nieco cytrusów, palony słód, cukier kandyzowany, słodkawy krem. Na minus lekka łodyga.

Smak jest bogatszy: palony słód z wyraźną nutą popiołu, ciemne owoce, rodzynki, gorzka czekolada, prażony słonecznik. W składzie się nie pojawia, ale w smaku czuć cukier kandyzowany. Jest słodki owocowy krem, ale i gorycz od słodu, oraz intensywna chmielowa goryczka z nutami cytrusów i tej nieszczęsnej łodygi, która na szczęście nie daje się tak we znaki jak w barley wine. Alkohol dobrze ukryty, przyjemne ciało, ale brakuje nieco gęstości. Czuć, że to RIS, ale silne chmielenie pozostawiło piętno.

RIS jest o klasę lepszy od BW, ale to jeszcze nie poziom międzynarodowy, chociaż piwo ma potencjał, aby zmierzać w tym kierunku. Powinno dużo zyskać na leżakowaniu, gdy łodyga zostanie zastąpiona przez rodzynki będę usatysfakcjonowany.
 
Piwo kosztowało 9 złotych za co brawo! Panowie pokazali, że można uwarzyć piwo z wysokim ekstraktem, sprzedawać je w bardzo dobrej cenie i na tym zarobić. Łatwo strzelić np. 15 zł bo i tak się sprzeda, ale to nie droga do celu. Uczciwe działanie się ceni i jestem przekonany, że zaowocuje to w przyszłości.

Wyniki testu nie są jednoznaczne. Z jednej strony imperialny stout to piwo, którym mógłbym witać zagranicznych gości i które w pełni polecam. Z drugiej barley wine, gdzie łodyga wyrządziła sporo szkód, a całość jest nie do końca stylowa. Stosując szkolną terminologię egzamin zdany, ale droga do tytułu Doktora daleka.

Wygląd: 0.75/0.75
Zapach:1.75/2.5
Smak: 6.25/8
Cena/Jakość: 0.75/0.75

Ocena ogólna: 9.5/12

niedziela, 25 stycznia 2015

Recepta od Doktora

Dziś realizacja dwóch wyczekiwanych recept wystawionych przez Doctor Brew! Mistrzowie przechmielenia stawią czoło koronnym stylom piwowarstwa, aby potwierdzić wyróżnienie ratebeer, lub utwierdzić niedowiarków w przekonaniu, że ten wynik to tylko efekt falowego oceniana na portalu przez zwolenników.


Na początek Paradox, znaczy american Barley Wine, którego etykieta wyjątkowo kojarzy mi się z rzeczonym. Najpotężniejsze jasne piwo, nieprzypadkowo nazywane winem jęczmiennym w tym wypadku ma ekstrakt 24% od fermentowany do 10,5% alkoholu. Oczywiście wysokie IBU (80), które akurat przy tym ciele nie powinno przytłaczać, zostało uzyskane przy użyciu chmieli: Ella, Mosaic, Amarillo, Centennial. Zaskakuje, krótka data ważności: 03.04.2015. Mimo informacji: "niepasteryzowane, niefiltrowane", nie powinno być problemu z leżakowaniem.

No i zamiast pić niepotrzebnie się rozpisałem, ale mimo to biała, drobna piana nadal pokrywa wierzch piwa, a szkło zostało oznaczone jej opadającymi resztkami. Trunek ma barwę złoto-miedzianą z lekkim zmętnieniem.

Wącham i nie padam z zachwytu. Mamy słodową podstawę z za mocnymi nutami skórki od chleba, nieco owoców, miód wielokwiatowy i nuty łodygowo-pokrzywowe, które nieco przeszkadzają.  Ogólnie przyjemny, ale jak na ten styl bez szaleństwa.

W smaku podobnie - słód, skórka od chleba, nieco owoców, miód wielokwiatowy i ta nieszczęsna łodyga, która wszystko psuje. Po ogrzaniu nieco cytrusów. Alkohol wyraźnie wyczuwalny, rozgrzewający, lekko gryzie, ale mnie nie przeszkadza. Goryczka średnio intensywna, łodygowa, lekko zalegająca.

Cieszy rozsądne podejście do ceny, mimo pewności, że wszystko się sprzeda nie krzyknęli wygórowane kwoty, bo 9-10 zł to uczciwa stawka.

Pacjent nie umarł, ale nie była to w pełni udana kuracja. Są plusy, są minusy, a efekt końcowy jest zadowalający, ale daleko mu do takich tuzów stylu jak np. Big Worse WORSTER czy Green Flash Barleywine. W sumie niepotrzebnie odwołuję się do zagranicznych, bo barley wine z Pracowni Piwa był zdecydowanie lepszy.

Wygląd: 0.75/0.75
Zapach: 1.5/2.5
Smak: 5/8
Cena/Jakość: 0.5/0.75

Ocena ogólna: 7.75/12

piątek, 23 stycznia 2015

Kontynuacja Konrada

W Katowicach Duch Kraftu budzi się z letargu i wygrzebuje z kopalni by przejąć władzę nad miastem! Zwiastunem tego jest otwarcie w ten weekend katowickiej filii Kontynuacji, a za jakiś miesiąc nowego multitapu Absurdalna.

 Conrad, Widawa/Kontynuacja/B.Napieraj, butelka 0,33l - prezent

Wspomniana Kontynuacja działa prężnie we Wrocławiu, gdzie w dawnych latach piwowarski prym wiódł Conrad Kissling. Zaowocowało to niecodziennym piwem na jego 204 urodziny. Uwarzone zostało w browarze Widawa przez trio: Frączyk, Kontyunacja, Bartek Napieraj (AleBrowar) i jak łatwo się domyślić użyto iii tu Was mam - wcale nie jest to piwo według receptury Kisslinga, a coś absolutnie odmiennego i odjechanego. Użyto z soku z brzoskwiń i uwarzono IPA! Do tego chmiele: Zeus i Mosaic, 6,2% alkoholu i 16% ekstraktu. Czas na mały zgrzyt - piwo jest przeterminowane, ale bez obaw cały czas przechowywane w lodówce, a w przypadku oznak zepsucia wpis się nie ukarze.

Otwieram butelkę, nic nie wyskakuje więc powinno być dobrze. Piana obfita, drobna, gęsta i trwała. Samo piwo ma barwę herbaciano-rubinową, ze sporym zmętnieniem. Pływa sporo farfocli, ale jest niefiltrowane więc nie ma się co czepiać. 

Aromat nie grzeszy intensywnością, ale jest przyjemny. Nuty słodowe, nieco czerwonych owoców, brzoskwinie, ale nie w belgijskim stylu i lekka trawa cytrynowa.

Również w smaku prym wiedzie słód, są czerwone owoce, delikatna nuta brzoskwiń i trawiasto cytrusowy finisz. Goryczka niska jak na styl, acz z przyjemnym chmielowym konturem. Dobrze ułożone, spokojne, delikatne, wszystko tu fajnie gra, a sok brzoskwiniowy w swojej subtelności dopełnia dzieła.

Jest ok, śladów rozkładu nie stwierdzono, więc publikuje.

środa, 21 stycznia 2015

Ulubiony, bo najlepszy

Port Brewing ze słonecznej Kalifornii zdobył moje serce i miano najlepszego dostępnego w Polsce browaru, dzięki rewelacyjnym India Pale Ale.  Dziś kolejne piwo w tym stylu, a smakowa ekstaza wydaje się być gwarantowana! 


W powszechnym mniemaniu IPA to IPA, na amerykańskim lub innym chmielu. W mateczniku odrodzonego stylu jest podziałów nieco więcej min. na wschodnie i zachodnie wybrzeże. Tutaj mamy West Coast, ale z dopiskiem San Diego style, co jak zrozumiałem oznacza, że poza wyznacznikami WC dochodzi konieczność zastosowania minimum pięciu odmian chmielu. Nie dam sobie nosa uciąć, że to pewniak dlatego jak wiecie coś więcej to piszcie.

Wipe Out IPA, USA, Port Brewing, butelka 0,66 -  ok 30 zł

Amerykanie są skryci, ale tym razem dali sporo informacji: 7,5% alkoholu, 78 IBU i chmiele Amarillo, Cascade, Centrnnial, Simcoe, Summitt. 

Na butelce nowy kapsel i tradycyjnie śliczna, ale nie najładniejsza z serii etykieta z surferem. Piwo ma barwę słoneczno-pomarańczową, lekko opalizującą. Piana biała, obfita, znaczy szkło i jest bardzo trwała. 

Jak to pachnie! subtelny aromat polnych kwiatów, na myśl pierwszy przychodzi rumianek, do tego lekki miód wielokwiatowy (nie typowe miodowe utlenienie). Z pod spodu wyłaniają się brzoskwinia i słodkie cytrusy, pomarańcza, dojrzała mandarynka. Nie jest specjalnie intensywny, ani ostry za to świetnie skomponowany.

Jeżeli piwo  w tym  stylu smakuje jak sok ze świeżo wyciśniętych cytrusów to jest to mój smak! Pomarańcza, grejpfrut, mandarynka to mieszanka z cytrusową goryczą, kwaskowatością i odrobiną słodyczy. Słodowe podwaliny w tle kwiaty, lekka brzoskwinia, minimum żywicy. Jest jeszcze nutka charakterystyczna dla chmielu Summitt, która ma w sobie coś z cebuli, ale wielu źle to odbierze, dlatego zostańmy przy "charakterystyczna". Goryczka na górnym pułapie średniej intensywności. Lekkie, orzeźwiające, ale i przyjemnie zaokrąglone, świetnie skomponowane IPA. 

I widzicie o co chodzi? Nie najlepsze ich piwo, a mimo to bajeczne! Tak to się robi w USA! Dodatkowo przepłynęło ocean, następnie przejechało pół Europy, a zabutelkowano je w lipcu! Odmian chmielu rodzimi piwowarzy używają tych samych, a piwo trafia do nas świeże. Siedem miesięcy dla IPA to już starość, a ono i tak wyprzedza o lata świetlne krajowe trunki. Subtelna, ale wyrazista kompozycja, każdy element pasuje do siebie jak w puzzlach - po prostu piwo jest bardzo dopracowane, dopieszczone w każdym aspekcie.

Dla jasności nie chodzi mi o to, że polskie IPA są złe, niewarte zakupu i w ogóle istna Tatra.  Chcę po prostu podkreślić, że płacąc 30 złotych otrzymujesz inną jakość, która jest warta swojej ceny :)

niedziela, 18 stycznia 2015

Panzerfaust wystrzelił, a niesmak pozostanie

Panzerfaust, Kraftwerk, butelka 0,5l - 7,7 zł

"Panzerfaust - niemiecki bezodrzutowy granatnik przeciwpancerny jednorazowego użytku."* Czyli łatwy w użyciu i tani w produkcji sposób na likwidację wrogów III Rzeszy. Tak, tak to Niemiaszkowie od Hitlera, mordowania w obozach zagłady i eksperymentów na ludziach. Ofiary tamtych czasów nadal żyją, a pamięć o niemieckich zbrodniach powinna trwać zwłaszcza w dobie zintensyfikowanej polityki historycznej Niemiec, próbującej wybielić swoje "matki i ojców" często szkalując Polaków. Nie bawię się na blogu w politykę i nie lubię jej mieszania z piwem, dlatego nazwa dzisiejszego pacjenta wywołuje pewien niesmak i sugeruje brak szacunku dla historii. Nazwanie piwa czyimś imieniem, czegoś nazwą to swoisty hołd - tutaj wychodzi na to, że twórcy wyjątkowo cenią broń III Rzeszy...

Czy twórcy chcieli zaszokować, czy najzwyczajniej nie widzą w takiej nazwie niczego złego nie mnie oceniać. Jednak do tej pory na inicjatywę Kraftwerk patrzyłem z dużą sympatią i nadzieją na konkretny piwny projekt na Śląsku. Teraz padła pierwszy cień, który mam nadzieję będzie ostatnim, bo ewentualny hit typu New Silesian Double American  Pils już nie przejdzie.

Dobra, tyle słowem wstępu, a z racji, iż się nie obrażam, ani nie rzucam bojkotami tylko zwracam uwagę, czas przystąpić do degustacji. Silesian (jakoś nie lubię tego słowa, ale...) Rye India Pale Ale to żytnie IPA uwarzone w Witnicy, 16% ekstraktu i 6,7% alkoholu. Interesujący zestaw chmieli: Amarillo, Belma, Citra, Athanum, Palisade, Simcoe, Chinook, Zeus.

Wizualnie piwo dyskredytuje omówiona już nazwa, ale piana jest rewelacyjna! Gęsta, drobna, obfita pięknie oblepia szkło. Barwa złoto pomarańczowa, piwo prawie klarowne.

Aromat zaskakuje niską intensywnością - tyle chmieli, a mało co czuć... Nuty słodowo-chlebowe dominują, a chmiel w formie białych owoców i cytrusów jest drugoplanowym dodatkiem.

W smaku jest o niebo lepiej - bardzo ciekawe zestawienie słodyczy i wytrawności białych owoców (zwłaszcza słodkich winogron), cytrusów. Nuty słodowe z chlebowym posmakiem w tle, uzupełniane o lekkie zioła, igły. Goryczka o średniej intensywności. Piwo mięciutkie, aksamitne = dobra robota żyta.

Czuć, że piwo jest żytnie do tego pijalne, smaczne, ale jak na taki chmielowy miks to nieco słabo to czuć. Wreszcie IPA, która się wyróżnia i jest czymś nowym wobec wylewu przeciętnych klonów. Popracował bym jednak nad aromatem i dodał nieco więcej chmielu.

Wygląd: 0/0.75
Zapach: 1.5/2.5
Smak: 6/8
Cena/Jakość: 0.75/0.75

Ocena ogólna: 8.25/12

* wiki

środa, 14 stycznia 2015

Lubelski, Apis, czyli znowu półtorak!

Zdjęcia to moja pięta achillesowa, ale to doskonale zapowiada nowy kierunek w którym podążam. Czyli zdecydowanie więcej półtoraków - mojej nowej fascynacji! Traktat, też nie przypadkowy, bo to takie małe wyzwanie na nowy rok ;)

Lubelski Półtorak, Apis, butelka 0,5l

Tym razem prześliczna kamionkowa butelka, która ślicznie się prezentuje, ale ma też wpływ na stan konta. Niestety zakup Lubelskiego w mniej ozdobnym opakowaniu w moich rejonach jest bardzo trudny. 

Sycony z dodatkiem soku z runa leśnego. 16% alkoholu. 

 Korkociąg w dłoń, pyk i...

Zaskakująco ciemna barwa - bursztyn, rubin, a może wręcz opalizująca czerwień?  Miód jest gęsty, powoli spływa po ściankach szkła jak na półtoraka przystało.

W zapachu miód wielokwiatowy, malina, róża, śliwka, lekkie nuty korzenne i  delikatny alkohol. 

Zastosowany miód jest wyrazisty co odbija się na zdecydowanym smaku, odnoszę wrażenie, że to wielokwiatowy z domieszką gryki. Czuję też owoce, zwłaszcza maliny, może głóg, czarny bez, nieco przypraw, nut korzennych. Wraz z ogrzewaniem uwydatnia się śliwka. Mimo sporej słodyczy jest agresywny, nieco alkoholowy. Odnoszę wrażenie, że powinien dłużej leżakować.

Znowu pyszny miód! W sumie złego półtoraka nie piłem, jednak Lubelski to nie ten poziom co Jadwiga, czy Gronowy od Jarosa. Pijcie miody bo to przeszłość i przyszłość!

Wygląd: 0.75/0.75
Zapach: 1.75/2.5
Smak: 6.5/8
Cena/Jakość: 0.5/0.75

Ocena ogólna: 9.5/12

poniedziałek, 12 stycznia 2015

Jakie Quatro taki cały rok? Pinta 2014

Rok 2013 w wykonaniu Pinty był wyjątkowo udany co podkreśliła grudniowa premiera świetnego Imperatora Bałtyckiego. Niestety 2014 przyniósł kryzys formy i sporą zadyszkę. Problemy z jakością, brak spektakularnych premier i jakaś taka przeciętność powoduję, że w moim prywatnym rankingu z 2 miejsca w 2013 wśród najlepszych krajowych browarów, w 2014 spadli do kategorii rozczarowanie. Powiecie, że było dużo gorszych browarów, a jak się przyjrzymy bliżej, to nie wygląda to źle. Ja się z wami zgodzę, były udane kolaboracje (Ohara, Pracownia, B day), był najlepszy z serii Grodziszy (2.0), udany powrót Pierwszej Pomocy. Po tym browarze spodziewać się należy jednak dużo więcej, Pinta to symbol piwnej rewolucji w tym kraju, browar, który to wszystko napędził, dlatego wymagam od nich dwa razy więcej! To był rok poniżej możliwości i poniżej oczekiwań. Zwłaszcza, że nawet Imperator z 3 warki jest dużo słabszy od tego z 1 i 2. Dziś jednak czas przedstawić piwo spinające i kończące rok 2014 - Quatro. Czy zatrze niekorzystne wrażenie i będzie godnym następcą grudniowego debiutu z 2013? Czy wręcz przeciwnie, potwierdzi, że nie był to rok najlepszy?

Quatro, Pinta (Na Jurze), butelka 0,33 - 8,75 zł   



Zazwyczaj przedstawiam Wam piwa, które piję pierwszy raz, tym razem jest to moje drugie spotkanie z tym potężnym IPA. Pierwsze było "letnie" - niby smakowało, niby piwo udane, ale kilka mankamentów obniżyło moją ocenę. Piwo jednak było wytrzęsione po podróży co niewątpliwie wpływa na smak, dlatego ma u mnie czystą kartę. 

Tradycyjnie komplet informacji: chmiele: Columbus, Citra, Mosaic, Simcoe. W składzie ekstrakt słodowy, co mi nie przeszkadza i cukier, który nie należy do lubianych składników - uzyskano ekstrakt 24,7 i tylko 8% alkoholu co daje do myślenia i nie dziwi 110 IBU w końcu musi być solidna kontra dla słodyczy. 

Wizualnie klasa - bardzo ładna etykieta, świetna obfita, bardzo drobna piana szczelnie oblepiająca szkło. Barwa złota ze sporą ilością pływających drobinek. Nie jest to może najładniejsza forma zmętnienia, ale piwo jest niefiltrowane. 

Oko ucieszone, czas na nos. Owoce, cytrusy lekka  żywica i słodowość. Jest słodko z minimalnym śmietankowo karmelowym diacetylem, który gdzieś pałęta się w tle, ale zbytnio nie przeszkadza. Brakuje trochę mocy i chmielowej erupcji.

Zgodnie z oczekiwaniami w smaku jest duża słodycz, ale już wbrew oczekiwaniom goryczka jest nieco za niska aby wystarczająco dobrze kontrować. 110 IBU? Słodycz robi swoje, ale bardzo wątpię. Są cytrusy, ale nie ma z nich kwaskowatego soku, który mógłby łamać smak.  Są owoce, lekka żywica, wyraźna słodowa podstawa. Wyszło od tyłu, ale sumują jest słodko z cytrusami, owocami, odrobina żywicy, ale jednolicie i nudnawo. Pojmuję idee dodawania cukru, ale odnoszę wrażenie, że wbrew założeniom odbija się on na szlachetności słodyczy. 

Po pierwsze degustacji byłem nieco rozczarowany, ale stwierdziłem "piwo z drogi, zmęczone" więc... Teraz widzę, że nie ma więc, a zwyczajnie piwo jest smaczne, ale nie zachwyca. Poprawne, sympatyczne, warte zdegustowania, ale nic więcej - niestety jak cały zeszły rok w wydaniu Pinty - poniżej oczekiwań.

Wygląd: 0.75/0.75
Zapach: 1.5/2.5
Smak: 5.25/8
Cena/Jakość: 0.5/0.75

Ocena ogólna: 8/12

sobota, 10 stycznia 2015

Kalendarz adwentowy 18: 25 dodici - del Borgo

Czas ostatecznie zakończyć publikowanie piw wypitych w ramach kalendarza adwentowego. Dziś włoska wariacja w tym temacie - z naciskiem na wariacja. 

25 dodici (Natale), Włochy, Del Borgo, butelka 0,75l. - prezent

Alkohol 9,5%. Warzone z pestkami pomarańczy, rodzynkami, cukrem kandyzowanym i przyprawami.

Wizualnie jest wzorowo - bardzo ładna, elegancka butelka, świetny kształt etykiety. Drobna kremowa piana, pozostawiająca koronę na szkle. Samo piwo ma barwę rubinowo brązową.

Aromat zaskakuje - nieco mnie skołował - nuty winne, białe winogrona, spora ilość słodu, nieco karmelu. Dziwna mieszanka, której pierwszym skojarzeniem jest saison.

Pierwsze łyki i nadal nie wiem z czym się to je... Słodka kremowa podstawa ze spora ilością słodkich, dojrzałych winogron, słód, coś jak świeży liść tytoniu, "pestkowa" pomarańcza. Goryczka średnia, acz nie wiem ile z niej to chmiel, a ile pestki - stawiał bym na te ostatnie. Do tego jest jeszcze karmel, powiew niezidentyfikowanych przypraw. Ogólnie słodkie, geste, kremowe, ale to mocno kontrastuje z goryczą od pestek. Ma w sobie winne konotacje.

Oj same problemy z tym piwem... Czy mi smakuje? Zasadniczo tak. Czy jest dziwne? Zdecydowanie tak! Czy warto kupić? Jeżeli szukasz nowych doznań smakowych to tak, ale jeżeli preferujesz spokojną klasykę to daj sobie spokój.

Wygląd: 0.75/0.75
Zapach: 1.5/2.5
Smak: 5.5/8
Cena/Jakość: -

Ocena ogólna:  7.75/11.25

środa, 7 stycznia 2015

Mozajka smaków - Ola Dubh 16

Pod wpływem degustacji szkockiej whisky Smokey Joe z Islay naszła mnie niezmierna ochota na piwo z tej bajki! Pomyślałem, pogrzebałem i triumfalnie stwierdziłem "to będzie to!" Starsza siostra omawianej już Olki po 12 letniej whisky!

Ola Dubh 16, Szkocja, Harviestoun, butelka 0,33l - ok. 16 zł

Podstawą piwa jest solidny porter angielski Old Engine, który prawdziwe życie zaczyna dopiero po wlaniu do dębowej beczki przemieniając się w Ola Dubh. 12, 16 i 18 to ilość lat jakie leżakowała whisky w beczce do, której wlano piwo.

Oprawa tego piwa to absolutna maestria! Etykieta w stylu najlepszych soków ze szczura z podpisem piwowara i osoby odpowiedzialnej za beczki, numerowana butelka (2336) napełniona w kwietniu 2013 roku, wcześniej trunek leżakował w beczce po 16 letniej whisky Highland Parks Single Malt, 8% alkoholu. Do tego kapturek, przywieszka, okrągła naklejka z logo browaru.

Piwo ma barwę smolistej czerni. Mimo minimalnej piany za opisany wcześniej wygląd zewnętrzny komplet punktów.

Pachnie po prostu zniewalająco! Ogrom rodzynek, śliwek, wanilii miesza się z subtelną nutą torfu, przeplatanego gorzką czekoladą, herbatnikami i słodem. Poezja!

W smaku na sile zyskał palony słód i czekolada (zwłaszcza gorzka), ale rodzynki i śliwki nadal są bardzo intensywne, zresztą co nie jest? Torf, wanilia, herbatniki - wszystko to jest wyrazistą, bajeczną mieszanką smaków idealnie ze sobą współgrającą! Jeszcze lekki karmel i najważniejsze! Whisky, która odcinała swój rdzawy ślad, dopełniający tą perfekcyjną kompozycję! 12tke zapamiętałem jako piwo dosyć słodkie, tutaj mamy istną walkę żywiołów - słodycz, lekka słodowo-czekoladowa gorycz, a nawet lekka słoność. Goryczka niska. Jeżeli już musiałbym wskazać jakiś mikro mankament to ciało mogło by być minimalnie większe.

Wiele produktów próbują nam zareklamować jako przepełnione emocjami, to piwo rzeczywiście takie jest! Pomyśleć, że w składziku czeka jeszcze 18tka...

Po prostu OLA LA! 

Wygląd: 0.75/0.75
Zapach: 2.5/2.5
Smak: 7.75/8
Cena/Jakość: 0.75/0.75

Ocena ogólna: 11.75/12

wtorek, 6 stycznia 2015

Chwalić, ale nie karcić, czyli browar kontra bloger

Dziś tekst spontaniczny i na szybko, ale temat na tyle istotny, że muszę go poruszyć. 

W dniu wczorajszym piwna blogosfera weszła na nowy pułap, przemieniając dzień spod znaku „wysiudali Korwina” na „jak sfrustrowany piwowar straszy blogera”. Kuba z blogu The Beervault w swoim podsumowaniu roku skrytykował poziom piw warzącego w Czechach przez browar kontraktowy Spirifer. W odpowiedzi został zwyzywany przez jednego z właścicieli browaru. Co więcej posunął się on nawet do groźby... Tekst znajdziecie tutaj.

Jako bloger nie mogę przejść obojętnie wobec tam żenującego wybryku. Właściciel browaru, piwowar, też człowiek, wkłada pracę, pieniądze, serce w to co robi i może go zaboleć krytyka, ale taki sposób odpowiedzi i straszenia przenosi nas do krainy tępych dresów, a nie piwnej rewolucji! W tekście Kuby nie było niczego co usprawiedliwiało by takie zachowanie. Granice kultury i wolności wypowiedzi zostały przekroczone i nie może to być tolerowane. 

Browar to nie święta krowa na którą trzeba chuchać, głaska i wychwalać nawet jak daje diacetyl w butelkach! Nie ma tu wyjątków, niezależnie czy słabe piwo wypuszcza AleBrowar, Doctor Brew, Spirifer czy inna Pivovaria! Krytyka/pochwała danego piwa jest subiektywną oceną tworzoną dla kupujących, a skrytykowany/pochwalony piwowar powinien zbierać informację i wyciągać wnioski na przyszłość. To, że jesteś piwnym rewolucjonistą nie czyni Cie nietykalnym, a blogerzy nie są prywatnymi piewcami chwały i bezpłatną reklamą! Płacimy za piwo, często spore pieniądze i oczekujemy pełnowartościowego produktu. Jeżeli ten takim nie jest to trzeba o tym otwarcie mówić.

Nie może być w blogosferze pozwolenia na takie zachowanie, a konstruktywna krytyka jest, była i będzie częścią piwnych blogów i browary muszą się z tym liczyć wypuszczając wadliwe lub kiepskie piwa.. Pamiętać jednak należy, że jako miłośnicy nowej fali nie chcemy niszczyć, szkalować czy obrażać nikogo z twórców bo w końcu nasz cel jest wspólny - jak najlepsze piwa i rzesze nowych czytelników/odbiorców. Po prostu czarne owce muszą zostać naprostowane, albo rynek się z nimi rozliczy.

poniedziałek, 5 stycznia 2015

Trunki z innej półki - Smokey Joe - Scotch Whisky

Na blogu nowy rok to swoiste nowe otwarcie. Trzeba wyrwać się ze stagnacji i monotonii, dlatego będę zamieszczał coraz więcej tekstów nie związanym z piwem. Na pierwszy ogień nowa odsłona serii "Trunki z innej półki". Po miodach pitnych, które pojawiać będą się częściej, nadszedł czas na cięższy kaliber - szkocka whisky!

 

Moja wiedza w tej dziedzinie pewnie jest nieco większa niż statystycznego Kowalskiego gustującego w czystej, ale i tak jest malutka dlatego potraktujcie ten tekst z dystansem z jednej strony, a z drugiej pamiętajcie, że torfowe smaki są mi bardzo bliskie.

Jeżeli trafiłeś tutaj, gdyż jesteś fanem cięższych trunków niż piwa to sprawdź koniecznie!  Smoky Joe, Paradox: Jura i Isle Of Arran, czy Ola Dubh!


Idea była taka - spróbować szkockiej, silnie torfowej Whisky, która dodatkowo będzie z znośnej cenie... Proste? Cholernie trudne... To prawdziwe wyzwanie o czym się przekonałem w trakcie poszukiwań. Względem dostępności, tych torfowych jest stosunkowo mało, a te dostępne są znowu drogie, lub słabo torfowe... Ostatecznie po namowie Tomka z Whisky & Spirit i sprawdzeniu opinii, które jednoznacznie były przychylne, wychwalając zwłaszcza stosunek ceny do jakości padło na Smokey Joe!

 Smokey Joe, Szkocja, Angus Dundee, butelka 0,7l

Trunek pochodzi z destylarni Angus Dundee ulokowanej na wyspie Islay. Część źródeł podaje, że jest to single malt, z mojej analizy wynika, że to mieszanka kilku singli z Islay. Na etykiecie jest jeszcze informacja "not chill-filtered" co jest niczym innym jak "niefiltrowana". Spece spierają się czy to dobrze czy źle, a ja jako piwosz nic złego w tym nie widzę. Za to 46% alkoholu robi na mnie wrażenie i rodzi wątpliwości czy będzie się dało degustować, czy trzeba będzie pic ;)

Za dużo jednak o otoczce, czas posmakować trunku!

Etykieta i tuba, stylowa i elegancka. W barwie jasne, słoneczne złoto. 

Bardzo przyjemna woń torfu miesza się z karmelem, słabsze suszone owoce, pestka, minimalna wanilia. Aromat jest urzekający, ciężko mi oderwać nos, tylko minimalnie większa intensywności by nie zaszkodziła... Alkohol jak na takie stężenie dobrze przykryty.

Smak jest odwzorowaniem zapachu - bardzo przyjemne, nieco tekturowe (nie wiem jak to nazwać!) nuty torfu, ale nie jest to stężenie 100% Peated, do tego kremowy karmel z odrobiną wanilii i owoców. Na finiszu nuta kojarząca się z prawdziwą czekoladą, takie 80%! Moją największą obawą był alkohol - niesłusznie i słusznie. Z jednej strony jest dużo mniej wyczuwalny niż zakładałem i pozwala bawić się smakiem, z drugiej to jednak potężne stężenie, które daje o sobie znać. Oczywiście silnie rozgrzewa. Całość dobrze skomponowana, lekko słodowa, słodka.


Ogólnie jest czad, ale nie tak wielki abym rzucił piwo i przerzucił się szkockie wysepki. Na plus oczywiście walory smakowe i przede wszystkim zapachowe.  Ogromną przewagą whisky nad piwem jest oczywiście jej "wielokrotność" - ta butelka ma kilka miesięcy i jeszcze trochę przetrwa.

Problematyczne są oczywiście ceny, ale raz na jakiś czas można zaszaleć. Stężenie alkoholu jest dobrze przykryte i skutecznie oszukuje kubki smakowe, ale mimo wszystko to duża moc.

Jeżeli chcecie zresetować podniebienie (nie siebie!), połechtać kubki smakowe czymś nowym, a do tego macie nadmiar gotówki to Smokey Joe jest dobrym wyborem :)

piątek, 2 stycznia 2015

Beczka, imperialny stout i nowy rok!

Pamiętacie George'a? To taki mocno poobijany afro-duńczyk, który solidnie namieszał wśród najlepszych piw 2014 roku. Dlatego w kwestii "pierwsze piwo w roku", który przecież będzie lepszy i obfitszy od minionego postanowiłem zmierzyć się z bratem rzeczonego, skądinąd też Georgem tyle, że starszym i potężniejszym, gdyż zaprawionym w noszeniu beczek z bourbonem!

33 miejsce wśród najlepszych RISów na świecie wg. ratebeer, ponad rok leżakowania w butelce (rozlew 30.X.13r.), doświadczenia z młodszym braciszkiem i kosmiczna cena tej malutkiej buteleczki powoduje, iż spodziewam się petardy, która przyćmi wszystkie sylwestrowe wybuchy w promieniu 100 kilometrów!

 George Bourbon Barrel Aged, Dania, Mikkeller, butelka 0,33l

Etykieta jak w wersji standardowej, parametry utajnione (alkohol 12,12%) co jest normą w przypadku piw od Mikkellera.

Wącham, nalewam, tworzy się niska, brunatna, drobna piana, ciecz ma smolistą barwę i bardzo gęstą konsystencję. 

W pokoju unosi się silna woń palonego słodu, rodzynek, śliwek, gorzkiej czekolady. Z mniej intensywnych aromatów czuję lukrecję, herbatniki, leciutkie nuty wanilii i bourbonu.

Smak to połączenie potęgi słodów, mocy alkoholu i subtelnych nut od beczki. Palony słód, gorzka czekolada, kakao, herbatniki stanowią fundament. Uzupełnienie to śliwki, rodzynki, lukrecja, oraz efekt beczki: wanilia i nuta bourbonu. Goryczka średnio intensywna, ma w sobie lekkie nuty cytrusowe. Alkohol obecny, ale bardzo szlachetny. Jest lekka słodycz, ale i  pewna gorycz co stawia piwo, gdzieś pośrodku szlaku słodkie - wytrawne.

Problemem tego piwa jest cena, kosztuje dwa razy więcej niż wersja zwykła, a w moim odczuciu jest na porównywalnym poziomie...

Wybuch nastąpił, ale nie była to eksplozja jakiej oczekiwałem - piwo z ekstraklasy, ale to środek tabeli, a nie czołówka! Starter z 2014 to była prawdziwa atomówka!

Wygląd: 0.5/0.75
Zapach: 2.5/2.5
Smak: 7.5/8
Cena/Jakość: 0.25/0.75

Ocena ogólna:10.75/12

Tym sposobem zakończyłem swoistą trylogię Georga, gdyż na blogu gościł jeszcze wraz z Brianem. Jej dopełnienie wypadło dobrze, ale z perspektywy całości najsłabiej.