środa, 30 grudnia 2015

Lemmy & Ace Of Spades!

Trudno o coś bardziej oczywistego niż picie i słuchanie Motorhead! Dlatego w gardło Ace of Spades, a "spoczywaj w spokoju" w przypadku Lemmego wydaje się nie na miejscu!




Dziś same konkrety, bo czasu jest niewiele... To zmierzch gigantów rocka... Lemmy to symbol epoki i niezniszczalności rock'n'rolla, wydawał się wieczny, ale nikt takowym nie jest... Herosi lat 70tych i 80tych też takimi nie będą, dlatego radujmy się, że dane nam zobaczyć i usłyszeć największych o czym następne pokolenia będą marzyć, ale miały być konkrety: Ace of Spades z amerykańskiego HUB (Hopworks Urban Brewery) to imperial IPA 19 BLG, +100 IBU, 8,6% alk.

W aromacie słodko i chmielowo. Cytrusy, ananas, trawa, cebula i żywica. Intensywnie i przyjemnie.

Słodkie, lekko miodowe (szlachetne utlenienie), przepełnione kwiatami, żywicą, cytrusami, ze specyficzną amerykańską nutą cebuli i lekkim ananasem w zalewie. Jest jeszcze trawa, ale nie taka szorstka, ściągająca, a bardzo zacna jak zapach łąki. Wraz z ogrzewaniem wychodzą lekkie zioła. Goryczka ostra jak żyletka i tak też tnie: pewnie, prosto i zdecydowanie, a jest to bardzo przyjemne, tak różne od krajowego tępego przechmielenia. Jeżeli jest tak intensywna przy 19 BLG to ponad 100 IBU jest pewne. Czuć, że to więcej niż IPA, ale nie jest to imperial w formie potężnego likieru.

Bardzo dobre i bezkompromisowe z uwagi na potężną goryczkę, która w swej wytrawności dobrze równoważy słodową słodycz! Pasuje do Lemmego, daje czadu jak on, gdziekolwiek jest teraz!

poniedziałek, 28 grudnia 2015

Kalendarz Adwentowy 15: Saint No More 2015, AleBrowar i Σολο

Saint No More zachwycił mnie tylko raz, w pierwszej edycji. Następne były przeciętne, zwłaszcza wersja z 2013, ta z 2014 była znacznie smaczniejsza, ale zdecydowanie nie świąteczna. Jak będzie w tym roku?


Piwo uwarzono we współpracy z greckim browarem  Σολο, którego właścicielem i piwowarem jest dobrze Wam znany Kjetil Jikiun ex Nogne O! Co wymyślono tym razem? Double Black Rye (żytnie) IPA o sile 8,7% alkoholu przy 20 BLG i 70 IBU.

Etykieta kolorystycznie nawiązuje do pierwotnej wersji, obrazem również jak w 2012 i 13. Piwo ma barwę bardzo ciemnego brązu. Piana niska za szybko redukuje się do resztkowego kożucha.

W aromacie ciemne, palone słody, cytrusy i nieco czekolady. Wraz z ogrzewaniem rośnie siła czekolady, pojawiają się ciemne owoce.

W smaku krem czekoladowy, sporo palonych słodów, cytrusy (kwaskowate, soczyste), ciemne owoce i lekkie orzechy. Fajne słodkawe, gładkie ciałko, które jest efektem żyta. Goryczka to faktycznie ok 70 IBU, tyle, że jest taniniczna, zalegająca i stanowi najsłabszy punkt piwa.

Dobre Black IPA, które nie ma nic wspólnego ze świętami.

Ocena ogólna: 8.5/12
(Wygląd: 0.5/0.75; Zapach: 1.75/2.5; Smak: 5.75/8; Cena/Jakość: 0.5/0.75)

Jako bonus ostatnia Pinta miesiąca, czyli bezglutenowa IPA o nazwie Gluten Tag. Piwo bezglutenowe, które nie jest jasnym lagerem to na pewno coś co osoby chore docenią i jest to trunek na rynku potrzebny. Wątpliwości budzi jednak forma promocji i sprzedaż jako Pinta miesiąca. Większość czekała na świąteczne, a dostaliśmy piwo skierowane do osób, które nie chodzą do multitapów i zwyczajnie nie dowiedzą się o tym piwie. Ja mam chłopaków z najstarszego browaru uczyć marketingu i biznesu? Trzeba było piwo zabutelkować i wyjść z nim do osób chorych! Jeżeli nie możesz spożywać glutenu to nie siedzisz w piwiarni, a jeżeli spożywasz to piwo nie jest dla Ciebie atrakcją...

Gluten Tag IPA nie będę oceniał w klasyczny sposób bo nie to jest tu najważniejsze. Po wszelkie parametry i potwierdzenie "czystości" odsyłam do producenta. Co do klasycznych danych: 14 BLG i 5,7% alk..

Piana obfita, trwała, pięknie oblepia szkło. Piwo bursztynowe, lekko mętne. Pachnie słodowo z dodatkiem cytrusów, swojskich owoców i trawy. Aromat niewiele różniący się od wielu krajowych IPA. W smaku słodowa podstawa jest nieco dziwna, trudna do określenia, a do tego klasyczny Pintokarmel. Są cytrusy i dużo swojskich owoców. Goryczka na dolnym pułapie średniej intensywności.

Z punktu widzenia maniaków kraftu piwo niewiele wnosi i absolutnie niczym się nie wyróżnia, ale z perspektywy chorych powinno być dużym plusem i zaskoczeniem względem jasnych bezglutenowych lagerów.

niedziela, 27 grudnia 2015

Przegląd porterów krajowych: 55 Porter Bałtycki Wędzony, Gościszewo

Po wigilijnym hicie z USA pierwszy dzień świąt wymagał piwa o podobnym kalibrze. No może nieco mniejszym, ale za to krajowym! Zakupiony w maju na WFDP wędzony, urodzinowy porter bałtycki z Gościszewa wydaje się idealny, a przy okazji można ożywić stary, dobry Przegląd Porterów.


55 (2015) Porter Bałtycki Wędzony to 24 BLG na 24 lata działalności browaru Gościszewo, a wyszło z tego 9,6% alkoholu. Zakładam, że w edycji 2016 będzie 25 BLG i tak dalej.  Zastosowano słody wędzone bukiem i czereśnią.

Oj namęczyłem się! Otwarcie tego piwa to prawdziwe wyzwanie! Wszystko wydawało się proste, szampański korek, raz, dwa i pijemy! Niestety jego wyciągnięcie było ponad moje siły, a do tego okazał się za gruby względem osi korkociągu... Sukces był nieunikniony, ale piszę o tym abyście byli odpowiednio przygotowani do degustacji.


Wizualnie faktycznie "czarne jak węgiel", piana również "daje radę". Butelka ze złotym "nadrukiem", "autografem" Michała Saksa prezentuje się elegancko. W wersjach sklepowych było jeszcze pudełko, ale przez to kosztowało jeszcze więcej, więc nie czuję się pokrzywdzony ;)

W aromacie silne nuty wędzone w postaci drewna i wędzonej szynki, do tego masa czekolady, ciemne owoce, wanilia i palony słód. Zapowiada się słodsza strona Bałtyku, co mnie bardzo odpowiada. Po "dolewce" pojawiają się lekkie nuty drożdżowe, co dziwne na dnie butelki nie ma ich pozostałości.

Smak to potwierdza słodkość, aczkolwiek słodycz jest stonowana. Na pierwszym planie mamy ciemne owoce z dominującą śliwką (w świeżej oraz wędzonej formie), czereśnie nawet lekka malina i rodzynki. Nuty wędzone wspaniale łączą się z owocami, oraz intensywną czekoladą. Mają w sobie cechy wędzonej szynki, jak również drzewa z ogniska. Drzewo w smaku odgrywa spora rolę, co w zestawieniu z lekką wanilią daje wiadome skojarzenie. Palony słód jest również obecny co podbija nieco goryczkę o średniej intensywności.  Całość jak wspomniałem jest umiarkowanie słodka, ale przede wszystkim niesamowicie gładka, dobrze ułożona, poziom odfermentowania wydaje się optymalny. Na finiszu wyraźny posmak miodu gryczanego.

Pyszne piwo, jeden z najlepszych porterów bałtyckich, ale cena budzi pewne wątpliwości... Ciechan Grudniowy, Podgórz, czy Kormoran 12 miesięczny kosztują mniej, lub dużo mniej pomimo wysokich kosztów leżakowania... 50 zł za 0.75l. bez pudełka (wersja opakowana 10-15 zł więcej) to przesada, ale piwo smakowo się broni i to jest najważniejsze, chociaż szkoda, że cena nie pozwala na zakup 2-3 butelek do piwnicy. Co ciekawe rynek chyba ma podobną opinię, gdyż piwo pomimo premiery w maju jest nadal do kupienia.

Ocena ogólna: 10.5/12
(Wygląd: 0.75/0.75; Zapach: 2.25/2.5; Smak: 7/8; Cena/Jakość: 0.5/0.75)

Rozochocony walorami smakowymi porteru, wolnym czasem i atmosferą świąt postanowiłem sięgnąć po coś jeszcze, co z uwagi na ekstrakt może nie być dobrym pomysłem, ale chociaż wędzony klimat pozostaje:

Nafciarz Dukielski to wspólne piwo ciekawych, acz rzadko goszczących na blogu browarów: Dukla i Brokreacja uwarzone w Szczyrzyckim Browarze Cystersów. Styl jak to często bywa mocno naciągany: żytni Double Brown  Porter na słodzie do whisky 45 ppm., co jest na tyle wydumane, że piwo nazwałbym po prostu whisky ale.

Etykieta ładna, ale nie tak jak pozostałe Dukle, chociaż w ich klimacie. Barwa czarna, piana beżowa, średnio obfita, jednak brakuje nieco trwałości - utrzymuje się tylko cienki kożuch.

W zapachu na pierwszym planie silne nuty torfu, szkockiej whisky co mnie bardzo pasuje. W tle nieco słodu, zboża, czekolady i ciemnych owoców.

W smaku nieco gorzej, przynajmniej dla mnie, gdyż torf nie jest już tak dominujący, a do głosu dochodzą nuty palonego słodu i zboża. Mamy również sporo czekolady deserowej, kakao i nieco ciemnych owoców. Na uwagę zasługuje bardzo niskie wysycenie, co czyni piwo z jednej strony bardzo pijalnym, ale z drugiej jest nieco wodniste, chociaż z uwagi na wcześniejszą degustację może to być tylko odczucie. Pomijając to piwo jest gładkie. Jest również  nieco kwaskowatości, minimalne ściąganie, goryczka niska, acz nieco trawiasta-pietruszkowa.

Smaczne, zdecydowanie na plus, ale jest tu pewna pustka, brakuje bogactwa i głębi. Dobre na co dzień, ale nieco ubogie jak na piwo od wielkiego dzwonu.

Ocena ogólna: 8.75/12
(Wygląd: 0.5/0.75; Zapach: 2.25/2.5; Smak: 5.5/8; Cena/Jakość: 0.5/0.75)

piątek, 25 grudnia 2015

Kalendarz Adwentowy 24: Santa's Little Helper BA 2013 Port Brewing

Dziś ukoronowanie kalendarza! Okienko nr 24 to perła, która leżakowała u mnie dwa lata i mam nadzieję, że było warto czekać tyle czasu, zwłaszcza z perspektywy całej tegorocznej serii, która nie oszukujmy się wypadła przeciętnie...


 Z okazji trwających świąt Bożego Narodzenia chcieliśmy życzyć wszystkim czytelnikom, znajomym z piwiarni, sklepów, browarów i wszystkim tym, którzy lubią dobre piwo: przede wszystkim zdrowia, bo ono jest najważniejsze, wspaniałego piwa, którym będziecie mogli się dzielić z rodziną i znajomymi przy świątecznym stole, pysznych potraw dla ciała i pokrzepienia dla ducha!

Santas Little Helper z Port Brewing gościł już na blogu w lutym 2014 roku, kiedy to Kamil Stoch zdobywał olimpijskie złoto. Tym razem kulminacyjnym punktem Kalendarza Adwentowego 2015 jest to piwo leżakowane w beczce po bourbonie z rocznika (vintage) 2013! Czekało na ten dzień ponad dwa lata, co potęguje moje oczekiwania! Od wersji podstawowej różni się zawartością alkoholu, który tutaj wynosi 12%, co może być "bonusem" od beczki.

Etykieta prezentuje się bardzo dobrze i do tego pasuje do osi czasu - Mikołaj rozdał prezenty 6go grudnia i w Wigilię raczy się z reniferami i skrzatami RISem :) Piwo ma kolor smolistej czerni, a zdobi je sporej wysokości piana, która niestety mocno buzuje co sugerować spore wysycenie co w tym stylu nie jest plusem.

Oj jak miło pachnie! Czekoladowe ciasto, wanilia, kokos, bourbon, i ogromna ilość rodzynek i śliwek! W tle delikatna nuta palonego słodu. Czuć szlachetne utlenienie! Aromat jest bogaty i intensywny, wspaniały!

Pachnie świetnie i równie dobrze smakuje! Ponownie bardzo czekoladowe ciasto, mleczna czekolada, tym razem skontrowane wytrawną nutą palonych słodów. Są to elementy jakby podstawowe, ale pozostałe są równie ważne, gdyż jest to wielopłaszczyznowa, bogata jak arabscy szejkowie mozaika smaków. Wanilia, kokos, rodzynki są po prostu cudowne, otoczone bourbonem i dębiną z posmakiem gorzkiej czekolady. Silnym efektem utlenienia są śliwki. Całość słodka, deserowa, ale i palona, minimalnie kwaskowata z goryczką na górnym pułapie średniej. Wysycenie o które się martwiłem jest ok. Piwo pełne, gęste, choć nie przesadnie. 12% alk.? Bez żartów, nie dałbym więcej niż 6, góra 7.

Warto było czekać dwa lata i warto leżakować RISy! Obecnie wydaje się optymalne i sam nie wiem co mogło by jeszcze zyskać, zwłaszcza, iż mam wrażenie, że dłuższe leżakowanie mogło by zaowocować nutą grafitu. Coś w smaku to sugeruje.

Ocena ogólna: 11.25/12
(Wygląd: 0.5/0.75; Zapach: 2.5/2.5; Smak: 7.5/8; Cena/Jakość: 0.75/0.75*)

Ps. na blogu było jeszcze jedno piwo o tej nazwie tyle, że z duńskiego Mikkellera.

* niestety była to ostatnia edycja o pojemności 0,66l, kolejne to 0,375l, a cena jak za większe...

środa, 23 grudnia 2015

Kalendarz Adwentowy 14: Flat White, Mikkeller


Dziś piwo budzące moje spore wątpliwości z uwagi na jego zaklasyfikowanie jako świąteczne/zimowe. Dobrze Wam znany Mikkeller wypuscił mleczną wersję swojego flagowego stoutu owsiano-kawowego pod nazwą Beer Geek Flat White. Sama etykieta wygląda bardzo świątecznie, przy założeniu, że scenerię otula warstwa śniegu, a nie wykipiałe mleko… Przyjmijmy jednak wersję optymistyczną :)


Z serii Beer Geek piłem już co nieco i muszę przyznać, że piwa są bardzo dobre, acz ich sława jest nieco naciągana. Mocno wierzę, że doczekacie się głębszej analizy zarówno popularności Mikkelera jak i omówienia wspomnianych piw, ale kiedy to nastąpi…

Tymczasem dziś wspomniany kawowy stout owsiany z dodatkiem laktozy …

Płatki owsiane, kawa, laktoza i 7,5% alk.. Uwarzone w norweskim Lervig, któregościło w tegorocznym kalendarzu.

Butelkę zdobi jedna z najładniejszych etykiet z serii, ale samo czarne piwo jest niestety przyozdobione tylko niską i szybko znikającą pianą.

W zapachu dominuje czarna, słodka, ale i kwaskowata kawa, a w tle gorzka czekolada.

Dopiero w smaku czujemy, że to milk stout. Laktoza wyraźna, w delikatnej formie jak śmietanka w dominujące tutaj słodkiej kawie. Kwaskowatość również występuje, ale nie jest specjalnie dominująca. Dodatkowo mamy czekoladę, ciemne owoce, oraz lekkie porzeczki (od kawy). Na finiszu lekko palone ciemne słody. Goryczka niska.

Kolejne piwo od Mikkellera o którym mogę napisać smaczne, ale nic więcej. Doszliśmy do punktu w którym płacenie za zagraniczne europejskie piwo w małej butelce 15-20 zł nie ma sensu, bo rodzinne browary potrafią ugotować trunek równie dobry, a tańszy, lub Mikkeller autentycznie obniżył loty idąc w ilość premier i piw, zapominając o jakości…

Ocena ogólna: 8.25/12
(Wygląd: 0.5/0.75; Zapach: 1.75/2.5; Smak: 5.75/8; Cena/Jakość: 0.25/0.75)

Zanim przystąpiłem do degustacji gwiazdy wieczoru postawiłem sprawdzić najnowsze i najciekawsze piwo z browaru Amber:

(Po godzinach) Cherry Milk Stout, Amber, 14,5 BLG, 4,7% alk.
Stout uwarzony z dodatkiem soku z wiśni w ramach limitowanej serii Po Godzinach w której piwowar realizuje ciekawsze pomysły w mniejszych, sezonowych odsłonach.

Etykieta nieco marketowa, ale nie jest zła. Piwo ma barwę ciemno brązową, jest wyraźnie zmętnione. Piana średnio obfita, drobna, bardzo ładnie krążkuje.

W aromacie wyraźnie palony jęczmień, sporo czekolady i kwaskowate nuty wiśni. Miłe dla nosa.

W smaku na pierwszym planie czekolada, a w zasadzie kakao, łączące się dobrze z kremowymi, słodkimi nutami laktozy i paloną, wręcz popielistą nutą słodu. Wiśnie wyraźne, kwaskowate, nieco cierpkie w przyjemnej naturalnej formie. Goryczka bardzo niska.

Może to jeszcze nie krajowa ekstraklasa, ale już I liga na pewno. Bardzo przyjemne, acz mogło by być bogatsze. Słodko-kwaśne, dosyć gładkie, w swoim przedziale cenowym milk stout zdecydowanie wart uwagi.

Ocena ogólna: 9.25/12
(Wygląd: 0.75/0.75; Zapach: 2/2.5; Smak: 5.75/8; Cena/Jakość: 0.75/0.75)

Kurde nigdy bym nie przypuszczał, że dojdzie do równie kuriozalnej sytuacji, ale cyfry mówią same: Amber zrobił lepsze piwo niż Mikkeller… 

Kalendarz Adwentowy 9: Bożonarodzeniowe
Kalendarz Adwentowy 10: Nissefar Fatlagret, HaandBryggeriet
Kalendarz Adwentowy 11: PiS & Love, Birbant
Kalendarz Adwentowy 12: X-Rye, Doctor Brew
Kalendarz Adwentowy 13: Ale Zimowe, Jan Olbracht

 

poniedziałek, 21 grudnia 2015

Kalendarz Adwentowy 12: X-Rye, Doctor Brew

12 grudnia uczestniczyłem w krakowskim koncercie legendy polskiego heavy metalu MonstruM. Spowodowało to brak wpisu, gdyż nie miałem możliwości degustacji, ale niejako w "okienku dwunastym siedział" Doctor Brew, dlatego nadrabiam zaległości, a przy okazji kilka słów o krakowskich degustacjach.


Zacznijmy jednak od końca, czyli nr 12 po czasie. W zeszłym roku Doktorzy uraczyli nas dwoma wersjami świątecznego trunku, w tym sezonie mamy jeden, acz inny od zeszłorocznych:

X-Rye, Doctor Brew, 18 BLG, 7,5% alk., 48 IBU, butelka 0,5l

Świąteczne Ale z dodatkiem goździków, curacao, oraz uwaga (!) aromatu pomarańczowego, uwarzone w Browarze Bartek.

W barwie często spotykane u Dr błoto, piana średnio obfita, lekko znaczy szkło.

W aromacie lekkie goździki, piernik i bardzo silny, acz nieco sztuczny, czy może za mocny zapach pomarańczy. Przyjemnie dla nosa, ale nieco nienaturalnie.

W smaku jest podobnie chociaż do głosu dochodzi słód z lekkim kakaowym posmakiem i wyraźne nuty chmielowe z średnio intensywną goryczką. Do tego oczywiście wspomniane goździki, coś jak nutka piernikowa i pomarańcze, dużo i intensywnie, zarówno w formie miąższu, soku jak i pestek, oraz skórki.

Jest smaczne, ale czy rzemieślnicze? Z jednej strony jednorazowy wybryk potrafię zaakceptować, ale z drugiej strony nie jest to dobra droga, gdyż na końcu czeka kraftowy sok do piwa! Już teraz to piwo przypomina nieco grzańca. Podkreślę jeszcze raz jest dobre, ale martwi sposób uzyskania smaku.

Ocena ogólna: 8.5/12
(Wygląd: 0.5/0.75; Zapach: 1.75/2.5; Smak: 5.75/8; Cena/Jakość: 0.5/0.75)

Po przyjeździe do dawnej stolicy Polski udałem się po nowe opowiadanie o przygodach Kacpra Ryxa, a następnie czekając na kolegę wstąpiłem na jedno do Viva la Pinta, lokalu który już wcześniej mnie nie zachwycił, ale na jego korzyść przemawiała lokalizacja. Niestety lokal kolejny raz rozczarował, największym mankamentem była woń smażonego jedzenia, czułem się jak w smażalni kurczaków, co zdecydowanie nie idzie w parze z degustacją piwa kraftowego. Samo piwo było jednak świetne:

Buena Vista Brown, Piwne Podziemie, lane 0,5l
Brown Ale z dodatkiem ziaren kakaowca i kawy, 13.8 BLG i 5,2% alk. Rubinowa barwa, piana średnio ziarnista, niska ale bardzo trwała, znaczy szkło.

W zapachu fajne espresso, silna, prawdziwa czekolada, sporo ciemnych owoców, marmolada śliwkowa. Piwo pachnie super, ale jak wspomniałem nie współgra to z zapachem lokalu.

W smaku szał, zwłaszcza jak na ten styl. Orzechy, migdały, czekolada, ciemne owoce w formie marmolady, a to wszystko gładkie, kremowe z waniliową nutką. Ten smakowy pejzaż uzupełnia silna kawa, wnosząca leciutką kwaskowatość. W tle delikatna paloność z odrobiną popiołu. Goryczka bardzo niska.

Całość sprawia wrażenie kawowego deseru, jest to jeden z najlepszych brown ale jakie piłem.
  
Ocena ogólna: 10/12
(Wygląd: 0.75/0.75; Zapach: 2.25/2.5; Smak: 6,25/8; Cena/Jakość: 0.75/0.75)

Kolejnym przystankiem po drodze na koncert był wspomniany już brewpub T.E.A. Time. Od samego wejścia wiedziałem, że mój wybór padnie na milk stout:

Sweet Ol' Kraków, T.E.A. Time, 5,7% alk., lane 0,5l
Wizualnie piwo i piana prezentują się wzorowo, ale czego innego oczekiwać po pompie? Na uwagę zasługuje natomiast całkiem udana "etykieta" na kran.

W zapachu cappuccino z kremową pianką - dosłownie.

Niestety smak odbiega mocno od aromatu. Jest silna nuta palonego słodu ze zdecydowanie za dużą kwaskowatością i lekką kawą. Doszukałem się jeszcze delikatnych owocowych wstawek. Goryczka na górnym pułapie niskiej.

Wytrawny, kwaskowaty milk stout? Zdecydowanie nie jest to moja bajka, a samo wykonanie pozostawia wiele do życzenia. Przez myśl przeleciały mi również magiczne literki układające się w DMS, ale to jednak nie to.

Ocena ogólna: 7.5/12
(Wygląd: 0.75/0.75; Zapach: 2/2.5; Smak: 4.5/8; Cena/Jakość: 0.25/0.75)

Czas pozwolił na jeszcze jedną degustację, która miała zatrzeć niekorzystne wrażenie. Wybrałem do tego IPA z epicką (Rhapsody i ManOwaR się kłania) nazwą i klimatyczną etykietą - Land of Hop & Glory (15 BLG, 6% alk.). Niestety potężny aromat i smak chmielowego granulatu skutecznie ostudził mój zapał, zwłaszcza, że w smaku dochodzi jeszcze wyraźna łodyga.

Ponowne odwiedziny w TEA Time zatarły korzystne, pierwsze wrażenie. Niestety dwa przeciętne piwa i nic więcej.

sobota, 19 grudnia 2015

Kalendarz Adwentowy 13: Ale Zimowe, Jan Olbracht

Jan Olbracht z Piotrkowa ma w swoim piwnym CV rewelacyjnego Piernikowego Focha, który ze świętami kojarzy się w stu procentach, ale nie jest przedstawiany jako piwo świąteczne. To dziwne potraktowanie piwa piernikowego pozwoliło na wypuszczenie trunku już w pełni sezonowego, czyli kolejną odsłonę Piotrka z Bagien nazwaną Ale Zimowe.


"Ale Zima" (ta przeinaczona nazwa brzmi lepiej) to winter ale uwarzone z dodatkiem jałowca i fig. Oba te składniki bardzo lubię w piwowarstwie, dlatego to niecodzienne połączenie wydaje się dobrą opcją. Zabawnym pomysłem na etykiecie jest znaczek "sezon grzewczy 2015". Do tego pełne informacje: 15 BLG, 6% alk., 20 IBU.

Etykieta prezentuje się ładnie w zimowej odsłonie, ale już piwo wygląda jak błotko.  Piana początkowo prezentuje się dobrze, ale za szybko znika.

W aromacie potężna dawka jałowca! Las i jałowiec po protu i tylko - fig nie czuć wcale. Po mocniejszym ogrzaniu ujawniają się motywy słodowe.

W smaku zaskakująco słodkie, wyraźnie karmelowe, z lekkim kakao i ciemnymi owocami. Jałowiec jest wyraźny, ale zdecydowanie nie tak dominujący jak w zapachu, co o dziwo nie wychodzi piwu na dobre, gdyż jest nieco mdłe. Figa w bardzo znikomej ilości łączy się z nutami ciemnych owoców.  Goryczka niska.

Lubię piwa słodkie, ale to jest lekko mdłe, mało się dzieje, ale jałowiec działa tu bardzo na korzyść. Niestety fig praktycznie nie czuć, ogólnie nie jest źle i śmiało można wypić, ale pojawia się takie: "szkoda kurde, że to nie to na co liczyłem."

Ocena ogólna: 8/12
(Wygląd: 0.25/0.75; Zapach: 2/2.5; Smak: 5.25/8; Cena/Jakość: 0.5/0.75)

Poziom świąteczności (od 1 do 5): trudno ustalić, jest to coś innego, ale czy świątecznego? Nie do końca chociaż jałowiec, ze świętami się kojarzy. +2

środa, 16 grudnia 2015

Kalendarz Adwentowy 11: PiS & Love, Birbant

Po udanej wycieczce do Norwegii czas wrócić do Polski. Pojawiło się kilka świątecznych premier! Na początek RIS ze świąteczną etykietą, ale chyba nie smakiem...

...który zwiastuje torf, a nie cynamon i pierniki. P.iS. & Love to Peated Imperial Stout z dodatkiem słodu do whisky, o ekstrakcie 24,5%, alkoholu 10,5% i 78 IBU. Samej nazwy o lekko prowokacyjnym zabarwieniu nie będę komentować, gdyż na blogu unikamy polityki. Etykieta za to jest śliczna, bardzo dobrej jakości papier, rysunek w klimacie "złego Mikołaja" prezentuje się bardzo zacnie.

Zachwyty nad etykietą nie przekładają się na pianę, która jest niska i szybko redukuje się do dziurawego kożucha. W barwie smolista czerń.

W zapachu torf i czekolada z odrobiną ciemnych owoców. Jest bardzo przyjemny, ale jak na RISa nieco ubogi.

W smaku jest super! Już od pierwszego łyku wiem, że to mój smak! Torf, torf, czekolada to potężny fundament tego piwa. Potężna czekolada (dominuje gorzka, ale jest też mleczna) sprawia wrażenie rozpuszczającej się w ustach kostki, a torf wspaniale dopełnia tą inwazję z mocą szarżującej kawalerii. Jest nieco morski, taki ze szkockiej, a nie w stylu kabla, czy lizolu. Na drugim planie owoce z dominującą wiśnią i nieco szorstki palony słód, który wnosi lekką kwaskowatość i nasuwa skojarzenie z dębiną. Wraz z ogrzewaniem staje się coraz słodsze, wychodzą rodzynki. Alkohol tylko minimalnie obecny na wierzch, ale mnie nie przeszkadza, a wrażliwsi niech poczekają 2-3 miesiące, aż się jeszcze lepiej ułoży.

Może jeszcze nie do końca ułożone, ale miejsce w topowej liście premier 2015 ma zapewnione. Muszę jednak podkreślić, że to piwo dla zaawansowanych piwoszy i fanów szkockiej whisky, jeżeli nie wiecie o co chodzi lub nie lubicie torfu to odpuście. Ja idę jutro kupić więcej butelek, zwłaszcza, że cena jak na RISa jest bardzo przystępna - ok 10 zł za 0,33l.

 Ocena ogólna: 10/12
 (Wygląd: 0.5/0.75; Zapach: 2/2.5; Smak: 6.75/8; Cena/Jakość: 0.75/0.75)

O świętach w przypadku tego piwa nie ma co pisać, gdyż jedynie etykieta nawiązuje do nich w mocno wypaczony, acz sympatyczny sposób ;)

Kalendarz Adwentowy 5: Christmas Ale, St. Bernardus
Kalendarz Adwentowy 6: Grand Champion 2015 
Kalendarz Adwentowy 7: Frosted Frog, Hoppin' Frog

Kalendarz Adwentowy 8: Winter Ale, Lervig
Kalendarz Adwentowy 9: Bożonarodzeniowe
Kalendarz Adwentowy 10: Nissefar Fatlagret, HaandBryggeriet

niedziela, 13 grudnia 2015

Kalendarz Adwentowy 10: Nissefar Fatlagret, HaandBryggeriet

Lervig rozczarował? W sumie tak, ale co z tego? Przed nami najlepszy norweski browar HaandBryggeriet, który poznaliśmy podczas mrocznej degustacji na zamku w Międzygórzu. Ba! Poznaliście również młodszego brata dzisiejszego bohatera, gdyż klasyczny Nissefar gościć na blogu, a dziś pojawi się ponownie tyle, że w wersji Barrel Aged.



Nissefar Fatlagret z browaru HaandBryggeriet pochodzi z rocznika 2013, a zabutelkowane zostało dokładnie 06.04.2013 roku, leżakowane w beczce po Akevitcie (produkowana w Skandynawii kminkówka z dodatkiem ziół i przypraw, a nawet skórki pomarańczy). Co do stylu to mam wątpliwości, ratebeer pisze o Old Ale. Teoretycznie 7% alkoholu, ale wynika to chyba z używania jednej etykiety, gdyż podejrzewam, iż beczka dodaje nieco procentów...  

Etykiet identyczna jak w wersji klasycznej, jedyna różnica to widoczna na zdjęciu naklejka. Piwo pod światło ma barwę rubinu, przechodzącego w czerń. Piana średnio obwita, jasno beżowa, utrzymuje się kożuch.

W aromacie czekolada zmieszana ze szlachetnym alkoholem, palony słód, masa wanilii z beczki, suszone owoce, rodzynki.

W smaku o pierwsze skrzypce walczą suszone owoce, śliwki, morele, rodzynki przechodzące w sherry z wyraźną lekko pikantną nutą szlachetnego alkoholu, jest to zapewne Akevitt, który znam tylko z opisów, ale walory smakowe pasują. To jednak nie koniec atrakcji: jest dębina i wanilia od beczki, nieco orzechów, czekolada, nuty korzenne, kawa. Goryczka średnio intensywna, przyprawowa. Słodkie, gładkie, ale złamane lekką goryczą przypraw i kwaskowatością.

Zarówno w smaku jak i w zapachu pojawia się nuta ni to torfowa, ni wędzona...

W porównaniu do wersji bez beczki, to jest bardziej szorstkie, nieco inne, mniej kompotowe (w sensie suszu), ale równie dobre i warte spróbowania! Co ciekawe cena była bardzo podobna do podstawowej edycji i nie przekraczała 20 zł za 0,5l.

Ocena ogólna: 10.5/12
(Wygląd: 0.5/0.75; Zapach: 2.25/2.5; Smak: 7/8; Cena/Jakość: 0.75/0.75)

Kalendarz Adwentowy 5: Christmas Ale, St. Bernardus
Kalendarz Adwentowy 6: Grand Champion 2015 
Kalendarz Adwentowy 7: Frosted Frog, Hoppin' Frog 

Kalendarz Adwentowy 8: Winter Ale, Lervig
Kalendarz Adwentowy 9: Bożonarodzeniowe

piątek, 11 grudnia 2015

Kalendarz Adwentowy 9: Bożonarodzeniowe

Planowałem drugą szansę dla Norweskiej wizji świąt, gdyż pierwsza nieco rozczarowała. Trafiłem jednak na krajową nowość, która wydaje się mieć predyspozycje do leżakowania i może szybko zniknąć ze sklepowych półek, dlatego sprawdzam poza kolejnością.


Już na początek duży plus za nazwę piwo Bożonarodzeniowe, gdyż w dobie wyimaginowanej poprawności, nagonki na Kościół trzeba mieć odwagę (co brzmi jak kuriozum, ale jednak takich czasów dożyliśmy), aby nazwać piwo od właściwej nazwy świąt. Tak, obchodzimy święta Bożego Narodzenia, a nie choinki z marketu, świecących lampek i nie jest to również dzień kapusty z grochem! Jak słusznie zauważył pewien Tomasz MigMig etykieta z Mikołajem nie pasuje jednak do krajowej tradycji, ale pamiętajmy, że stajenka i Jezusek na etykiecie piwa wzbudziły by kontrowersje.

Koniec dywagacji, teraz konkrety! Bożonarodzeniowe to dziecko browaru Wąsosz i Krzysztofa Czechanowskiego zwycięzcy Konkursu Piw Domowych Bractwa Piwnego 

W składzie: cukier kandyzowany, imbir, cynamon, gałka muszkatołowa, goździki, przyprawa do piernika. Ciekawe parametry (19 BLG i 9% alk.) zachęcają do leżakowania.

Prosta, nieco oklepana, ale bardzo ładna i klimatyczna etykieta. Kapsel zalany woskiem, czyli piwo przygotowane do leżakowania. Trunek ma czarną barwę, oraz niską, ale trwałą i gęstą, beżową pianę.

Po odkapslowaniu butelki z szyjki czujemy nuty wosku pszczelego co dobrze świadczy o użytym tworzywie do zabezpieczenia kapsla. Już ze szkła unosi się aromat palonego słodu, zboża, kawy, imbiru i delikatnych przypraw korzennych.

W smaku również dominuje nuta ciemnych słodów, paloności, ale idealnie łączy się ze sporą porcją czekolady (dominuje mleczna, ale jest i gorzka). Główne nuty silnie i bardzo przyjemnie dopełnia smak cynamonu, imbiru, przypraw korzennych, ale nie piernika w czystej postaci. Goryczka średnio intensywna, przyprawowa. Piwo po słodkiej stronie mocy. Po ogrzaniu lekka wanilia, skórka pomarańczy, kawa. Cukier kandyzowany obecny gdzieś na horyzoncie, ale w pozytywnej postaci.

Już teraz jest bardzo dobre, ale za kilka miesięcy, gdy w pełni się ułoży i lekko utleni powinno być świetne! Jeszcze dziś idę do sklepu po 2-3 butelki do piwnicy :) Kosztowało poniżej 6 zł co czyni go hitem w tym przedziale cenowym.

Ocena ogólna: 9.5/12
(Wygląd: 0.75/0.75; Zapach: 2/2.5; Smak: 6/8; Cena/Jakość: 0.75/0.75)

Poziom swiąteczności (od 1 do 5): solidne 4.


Kalendarz Adwentowy 5: Christmas Ale, St. Bernardus
Kalendarz Adwentowy 6: Grand Champion 2015 
Kalendarz Adwentowy 7: Frosted Frog, Hoppin' Frog 
Kalendarz Adwentowy 8: Winter Ale, Lervig

czwartek, 10 grudnia 2015

Kalendarz Adwentowy 8: Winter Ale, Lervig

Kolejne okienko w Kalendarzu to norweski Lervig i ich Winter Ale. 8,3% alkoholu i dodatek rodzynek sporo obiecuje.

Stylizacja etykiety spójna z innymi ich oprawami, ale ja nie lubię minimalizmu bez elegancji, a tej tutaj nie dostrzegam. Krzywo naklejona etykieta, kiepskiej jakości papier, data ważności bita na kapslu - wszystko to jakieś niechlujne. Piwo ma barwę miedziano czerwoną, jest lekko zmętnione. Piany praktycznie brak, utrzymuje się jedynie pierścień.

Aromat słodow-karmelowy uzupełniony nutami suszonych owoców i rodzynek. 

Smak jest bardzo podobny. Mamy tutaj solidną słodową podstawę uzupełnioną o duże ilości karmelu, a wszystko w otoczeniu owoców, winogron i rodzynek. Po mocniejszym ogrzaniu pojawia się lekkie kakao i herbatnik. Goryczka niska. Piwo jest słodkie, ma spore ciało, ale wiele się w nim nie dzieje. Alkohol przykryty, ale czuć, że to mocne piwo.

Jeżeli kupuję trunek z pułapu 20 złotych to oczekuję czegoś więcej niż tutaj. Wieje nudą i nasuwa skojarzenie z czymś pomiędzy dubblem, a podwójnym koźlakiem. Nie oznacza to jednak, że jest nie smaczne, po prostu są w tej cenie piwa dużo lepsze.

Ocena ogólna: 7.5/12
(Wygląd: 0.25/0.75; Zapach: 1.75/2.5; Smak: 5.25/8; Cena/Jakość: 0.25/0.75)

Świąt tu nie czuć wcale, ale piszą o "winter" więc niech im będzie...

Kalendarz Adwentowy 5: Christmas Ale, St. Bernardus
Kalendarz adwentowy 6: Grand Champion 2015 
Kalendarz Adwentowy 7: Frosted Frog, Hoppin' Frog 

Nieco rozczarowany postanowiłem zdegustować w ten wieczór jeszcze coś. Pogrzebałem w zapasach i padło na:

Black Window, Baba Jaga, butelka 0,5l.

Black Widow, czyli słynny pająk Czarna Wdowa to whisky stout. Na duży plus solidna dawka informacji. Uwarzono w Olbrachcie w Piotrkowie, 16,5 BLG co nam daje Foreign Extra Stout, a do tego alkohol 6,7%, 27 IBU. Użyto również płatków z dębu amerykańskiego.
W tle ponownie powracające The X Files

Bardzo ładna etykieta, w mistycznym-okultystycznym klimacie. Barwa czarna. Piana niska, drobna, beżowa z trwałym kożuchem.

Aromat whisky, torfu z butelki bardzo intensywny, a ze szkła nieco słabszy, ale również dominujący co bardzo mi pasuje. Do tego dochodzi lekki słonecznik i czekolada.

W smaku również fajnie, ale wyraźnie kwaskowate co nie jest dla mnie plusem. Whisky i torf bardzo wyraźne, acz nie tak silne jak w zapachu, do tego nuty palone, ciemne i czerwone owoce, czekolada. Niestety nie czuć zapowiadanego kokosu i wanilii, a sama dębina jest bardzo delikatna i minimalnie taniniczna. Niskie wysycenie nadaje pijalności i gładkości. Goryczka niska.

Piwo idzie w wytrawną stronę, jak na 16,5 BLG powinno być więcej ciała, a dla mnie również więcej słodyczy i czekolady. Warto dodać również więcej płatków, aby dębina zrobiła swoje i dała oczekiwane nuty. Zawarte uwagi są jedynie udoskonalające, a piwo już teraz jest bardzo dobre i warte uznania. Jedyny minus to spora kwaskowatość.

Ocena ogólna: 9.5/12
(Wygląd: 0.75/0.75; Zapach: 2/2.5; Smak: 6/8; Cena/Jakość: 0.75/0.75)

wtorek, 8 grudnia 2015

Kalendarz Adwentowy 7: Frosted Frog, Hoppin' Frog

Po wizycie w Belgii czas sprawdzić jak smakują święta w światowym centrum craft beer, czyli USA. Piwo jest tym bardziej światowe, że kupiłem je w czeskiej Pradze w czerwcu, czyli jest to edycja 2014!


Frosted Frog z doskonale Wam znanego Hoppin Frog, to oczywiście Christmas Ale z dodatkiem cynamonu, imbiru i gałki muszkatołowej. Z danych mamy 12 IBU i 8,6% alkoholu. Oczekiwania mam spore, zwłaszcza po ostatnich degustacjach Gangstera i jego Waniliowej prawej ręki, nie wspominając już o zamkowej Doris

Etykieta oczywiście z doskonale znaną Żabą tym razem w czapce Mikołaja i ze świątecznym stroikiem. W barwie dojrzała czereśnia-rubin, piwo wydaje się klarowne. Beżowa piana jest niska i szybko opada do poziomu cienkiego kożucha. 

WOW! Powąchałem i poczułem, że przenoszę się do chatki świętego Mikołaja, w której Pani Mikołajowa wypieka świąteczne przysmaki! Pierniki, nuty korzenne, cynamon, pieczone jabłka , słodkie nuty cytrusów, miód, wanilia, gałka muszkatołowa! To tylko wskazówki, ułamek bogactwa i złożoności tego świąteczno-piernikowego bukietu! Cudowny zapach!

Smak jest równie upojny, chociaż  nieco uboższy od aromatu. Ponownie dominuje piernik z nutami korzennymi, cynamonem, ale równie silny jest krem waniliowy z pasiecznymi nutami miodu i kitu. Pojawia się spora ilość suszonych owoców, moreli, śliwek, pomarańczy, ciasteczka kakaowe, minimalny imbir, gałka muszkatołowa. Bardzo ciekawym akcentem jest nuta różana w stylu takowej marmolady. Jest słodkie, ale nie przesłodzone. Leciutka goryczka od przypraw, chmielu nie czuć wcale.

Niesamowicie pijalne, o niskim wysyceniu i alkoholu którego totalnie nie czuć, co przy dużej butelce i 8,6% może być zdradliwe. Ceny niestety nie pamiętam, ale była zbliżona, no może minimalnie niższa od tych jaki piwa z HF mają w Polsce.

Ocena ogólna: 11/12
(Wygląd: 0.5/0.75; Zapach: 2.5/2.5; Smak: 7.25/8; Cena/Jakość: 0.75/0.75)

Poziom świąteczności (od 1 do 5): -5 w zasadzie to święta w płynie, a ten "-" tylko dlatego, że to początek tegorocznych degustacji i nie wiem czy jeszcze grudzień zaskoczy.

KA 2015:
05 Christmas Ale, St. Bernardus
06 Red Roeselare Ale,Grand Champion 2015

poniedziałek, 7 grudnia 2015

Kalendarz adwentowy 6: Grand Champion 2015

Kalendarz adwentowy jest tradycją samą w sobie, ale dodatkowo w jego głębi jest kolejna tradycja. Piwna Polska od kilku lat oczekuje 6go grudnia, gdyż właśnie tego dnia piwny Mikołaj wypuszcza zwycięzcę największego konkursu piw domowych Grand Chempiona i jest to jedyne nie świąteczne piwo w KA.


Tegorocznymi triumfatorami jest duet piwowarów: Piotr Terka i Piotr Marczyk, którzy wygrali w kategorii piw kwaśnych swoim Flanders Red Ale. Produkt finalny zyskał nazwę Red Roeselare Ale, ma 17 BLG i 7,5% alk..

Na start niestety spore minusy:
- brak szkła, które było bardzo pożądanym dodatkiem
- brak dedykowanego kapsla, którego obecność w rocznikowej kolekcji będzie razić
- etykieta też mi się nie podoba, ale to już kwestia gustu

Niestety wspomniane ułomności odbiły się nieco na otoczce, która mocno ucierpiała już na skutek zawieszenia Birofilii. GCH to kawał historii krajowego piwowarstwa i szkoda by było utracić wyjątkowość tej premiery, tak różnej od setek innych. Przejdźmy jednak do konkretów.

W barwie ciemny rubin, piana o kremowym kolorze jest niska, nie odznacza się wysoką trwałością.

W zapachu kompot z porzeczek, wiśni, swojskich owoców, kwaskowaty. Całość uzupełnia nutka kakao, karmelu i słodu.

Smak jak zapach: dużo owoców z przewagą wiśni i czerwonej porzeczek, do tego słodowa podbudowa z lekkimi nutami kakao i karmelu. Goryczka niska. Kwaskowatość umiarkowana, wyraźna, ale dużo jej brakuje do potężnych wykrzywiaczy twarzy. Zdecydowanie pochodzi od lacto, a nie dzikusów. Lekko ściągająca dębina od płatków.

Nie jest to Flanders, ale rasowy kwas jak najbardziej. Pijalne, jak na ten woltaż na pewno zdradliwe, ale niczym specjalnym się  nie wyróżniające. Nie pod fanów dzikości, a pod wielbicieli kwasków jedynie od lactobacillus.

Ocena ogólna: 8/12
(Wygląd: 0.5/0.75; Zapach: 1.75/2.5; Smak: 5.25/8; Cena/Jakość: 0.5/0.75)

KA 2015:
05 -  Christmas Ale, St. Bernardus

sobota, 5 grudnia 2015

Kalendarz Adwentowy 5: Christmas Ale, St. Bernardus

Kolejny raz coś pokrzyżowało prawidłowy przebieg corocznej tradycji Kalendarza Adwentowego. Dla nowych czytelników szybko wyjaśnię - jest to grudniowa seria codziennych degustacji piw świątecznych/zimowych, codziennie jedno nowe piwo i tak od 1go do 24go grudnia. Seria ta pokazuje wspaniałość i różnorodność szeroko rozumianej kategorii, podejście do tematu w różnych zakątkach świata i zwyczajnie buduje klimat świąt. 


Tym razem wszystko zepsuło wspomniane przeziębienie, dlatego startujemy dopiero 5go, ale postaram się nadrobić zaległości jeszcze w tym roku.

Na początek sprawdzam jak święta w kieliszku widzą Belgowie:

Christmas Ale, St. Bernardus, Belgia, butelka 0,33l- 10 zł

Na etykiecie znany z innych piw tego odłamu Trapistów mnich, tym razem przyodziany w czapkę Mikołaja, a w tle pada śnieg. Z informacji technicznych jedynie zawartość alkoholu 10%. W barwie rubin-czereśnia, piana niska, ale z bardzo trwałym kożuchem.

W zapachu suszone owoce, karmel, lekka wędzona śliwka, czuć wyraźnie ducha piw belgijskich.

W smaku dominuje karmel, ale jest też przyjemna nuta mlecznej czekolady, sporo suszonych owoców, lekki rodzynek, śliwka z nieco wędzonym posmakiem. Goryczka niska, całość słodka. Dużym minusem jest wysokie wysycenie, które utrudnia odbiór.  Alkohol leciutko daje o sobie znać, grzeje w przełyku i jest to sympatyczne.

Bardzo solidne Belgian Strong Ale z lekkim skojarzeniem z nutą świąteczną w typowo belgijskim wydaniu. Dobry start, ale to nie mój ulubiony typ piw świątecznych.

Ocena ogólna: 9.25/12
(Wygląd: 0.5/0.75; Zapach: 2/2.5; Smak: 6/8; Cena/Jakość: 0.75/0.75)

Dodatkowo w tej serii przyznaję punkty za poziom świąteczności w skali od 1 do 5, gdzie 5 to święta w płynie. Tutaj oceniam na 3.

piątek, 4 grudnia 2015

Browar Grodzka 15 w Lublinie

Odwiedziny w lubelskim Browarze Lwów zapoczątkowały relację z wycieczki na Lubelszczyznę. Dziś ciąg dalszy w postaci kilku słów o samym mieście, oraz degustacje w browarze Grodzka 15.



Jest klimat, przyda się remont.
Lublin to miasto jakich wiele, nie wyróżnia się, ani brakiem marketów, gdyż tych jest pod dostatkiem, ani brakiem blokowisk, czy pomalowanych murów. Nie widać, aby była tam Polska B, czy C. Miasto wyróżnia za to piękna starówka z wąskimi uliczkami, rynkiem, ratuszem i kilkoma bramami. Tworzy to świetny klimat i oddaje ducha kresów, chociaż do tych z Lublina jeszcze daleko. Stare miasto niewątpliwie wymaga sporych nakładów finansowych, gdyż część budynków ma wypisaną niemą prośbę o remont, ale mimo tego jest bardzo ładne i klimatyczne. Na osobny wpis zasługuje lubelski zamek i o nim opowiem następnym razem, a dziś...

Browar Grodzka 15 może pochwalić się rewelacyjną lokalizacją, gdyż jest usytuowany na głównej ulicy starego miasta. Zajmuje bodaj 3 kondygnacje w zabytkowej kamienicy. Odniosłem wyrażenie, że grupą docelową są turyści. Znajduje się tutaj również restauracja, ale nie skusiłem się na jedzenie na co miało wpływ zarówno meno jak i ceny. Innymi słowy, gdy mam wydać ok 30 zł za danie to musi być to coś wyjątkowego i lokalnego, gdyż w podróży stawiam właśnie na smaki lokalne.

W browarze gościłem dwa razy, przy pierwszej wizycie degustowałem premierowe AIPA, oraz Marcowe.

AIPA, Grodzka 15, lane 0,5l - 9 zł
Barwa bursztynowa, piwo przyozdobione pianą, która przemienia się w solidny, trwały kożuch. Piana lekko znaczy szkło, którego doboru nie komentuje. W zapachu dużo owoców i nieco słodu, brakuje intensywności i chmielowego uderzenia, zwłaszcza z perspektywy stylu. W smaku wytrawne owoce, nieco cytrusów (skórka pomarańczy), miód wielokwiatowy, a nawet nuta kojarząca się z kolendrą, minimalna nuta perfumowa. Słodowa podstawa. Goryczka jak na styl niska.

Piwo jest smaczne i to najważniejsze, ale jest również niestylowe. Więcej chmielu, więcej goryczki i będzie bardzo dobrze. Zastanawia mnie cena, 9 zł za piwo, którego uwarzenie odbyło się w tym samym miejscu co degustacja? Nie ma pośredników, kosztów transportu itd.

Ocena ogólna: 8.5/12
(Wygląd: 0.75/0.75; Zapach: 1.5/2.5; Smak: 5.75/8; Cena/Jakość: 0.5/0.75)

Marcowe, Grodzka 15, lane 0,3l - 7 zł
W barwie złoto, piana niska z trwałym kożuchem. Zapach odstrasza - maślany diacetyl i nieprzyjemna słodowość. W smaku lepiej, ale więcej słodu i nieco chmielu nie jest w stanie przykryć diacetylu. Słód niestety również ma w sobie coś nieprzyjemnego, nieco stęchłego. Są jeszcze lekkie, słodkie owoce, które wnoszą nieco pozytywu.

Nie mój styl, a do tego podłe wykonanie, dobrze, że kupiłem małe...

Ocena ogólna: 5/12
(Wygląd: 0.5/0.75; Zapach: 0.5/2.5; Smak: 4/8; Cena/Jakość: 0/0.75)


Druga wizyta to degustacja pozostałych piw, czyli Pilsa i Dunkela. Niestety w czasie mojej wizyty nie było specjalności browaru, którą jest podobno pszenica.

Pils, Grodzka 15, lane 0,3l - 7 zł
Barwa słomkowa, lekko mętna, piana biała, średnio obfita, bardzo trwała - na oko pszenica, a nie pils. W aromacie też nieco pszeniczne w sensie nut słodowych, lekkie owoce (jabłko w stronę banana), nutka chmieli. W smaku już lagerowo, słód, kwaskowate jabłko w stronę aldehydu. Goryczka niska, ale nuty chmielu wyczuwalne od razu. Dosyć słodkie.

Na pewno lepsze niż koncernowy euro-lager, ale na tle pilsów z browarów restauracyjnych wypada średnio. Daleko mu do Krajcara, czy chorzowskiego Redenu.  Będąc w Lublinie warto wejść i wypić, nawet dużego, ale nic więcej.

Ocena ogólna: 7.25/12
(Wygląd: 0.5/0.75; Zapach: 1.5/2.5; Smak: 4.75/8; Cena/Jakość: 0.5/0.75)

Dunkel, Grodzka 15, lane 0,3l - 7 zł
W barwie mieszanka miedzi z rubinem, piany praktycznie brak. Zapach o niskiej intensywności: karmel, słód i lekki diacetyl. W smaku karmel z lekkim diacetylem nawet przyjemnie się łączy, do tego trochę czerwonych owoców z kompotu i lekkie kakao.  Goryczki brak, wodniste.du

Bezrefleksyjne, z serii wypij - zapomnij.

Ocena ogólna: 6/12
(Wygląd: 0.25/0.75; Zapach: 1/2.5; Smak: 4.5/8; Cena/Jakość: 0.25/0.75)

To tyle jeżeli chodzi o browary w trakcie tej wycieczki, będzie jeszcze wpis o
lokalnym multitapie i zamku, oraz wyprawie z miodem pitnym w tle. Tymczasem mała refleksja. Odwiedziłem dwa z czterech lubelskich browarów. Teoretycznie te najciekawsze, bo Perła to Perła, a BH mamy chociażby w Katowicach. Niestety przeżyłem rozczarowanie, może nie jest tam tragicznie, ale ilość nie idzie w parze z jakością. Piwa są przeciętne, nudne, a nawet wadliwe. Najjaśniejszym punktem Grodzkiej była zdecydowanie AIPA, chociaż niestylowa, to smaczna. To dobry znak, że zabierają się za ambitniejsze style. We Lwowie o piwnej rewolucji nawet nie słyszeli, ale mają lepszego Pilsa i ambitniejszą (nie wiem czy smaczniejszą) kuchnię.

poniedziałek, 30 listopada 2015

Premiery na gorąco

"Dziś relacja na żywo z multitapu!" Tak miał wyglądać ten wpis - relacje na bieżąco z weekendowych premier. Niestety przeziębienie uniemożliwiające sensoryczne doznania zakończyło projekt już pierwszego dnia, czyli w piątek, dlatego tylko dwa piwa...


Dynastia, czyli kolejna Pinta Miesiąca! Łatwo zgadnąć po nazwie, że będzie to imperialna (BLG: 19,1; Alk.: 7%) wersja Dyniamitu, czyli sezonowego piwa dyniowego.

Barwa pomarańczowo-czerwona, lekko opalizująca, piana niska, utrzymuje się cieniutki kożuch. W zapachu dużo goździków, słód, przyprawy, nieco trawiastego chmielu, nutka dyniowo-marchewkowa. W smaku czuć sporą pełnię z bardzo silną dynią i gryzącymi (pieprznymi) przyprawami, co jest przyjemne. Goździki są niesamowicie potężne, mega fenolowe. Pozostałe przyprawy stanowią zwarty miks, ale stawiałbym min. na imbir i cynamon w nieco gorzkiej formie. Lekka nuta pomarańczy (skórka słodka) i kandyzowane owoce. Goryczka średnio intensywna, nieco szorstka.

Bardzo fajny pumpkin, który jednak nie zdetronizuje królowej sezonu, czyli Grubej Kaśki!

Ocena ogólna: 
(Wygląd: 0.5/0.75; Zapach: 2/2.5; Smak: 5.75-6/0.75

Łódzkie Grafitti (14 BLG, 5,5% alk.) to drugie piwa, które udało mi się zdegustować, tylko czy to nadal piwo? Piwoteka kolejny raz wykazuje się pomysłowością i wyznacza nowe szlaki. Graff to połączenie piwa i cydru - przy warzeniu użyto soku z jabłek.

Barwa żółto-złota, lekko zamglone, piana biała, drobna, niska. W aromacie słody, lekki banan, jabłko, ale i silna nuta siarki, która psuje całość... Po mimo lekkiego kataru siarka jest intensywna. Silnie jabłkowy, w stronę soku-cydru, ale słodkawego, chociaż są elementy kwaskowate. Wyraźna słodowość z lekką nutą banana w stylu pszenicy. Kanaliza w zasadzie nie występuje, no może gdzieś ją czuć podświadomie z uwagi na zapach. Goryczki praktycznie brak. Dobre, ciekawe, acz wymaga dopracowania, bardzo orzeźwiające.

Ocena ogólna: 7.75/12
(Wygląd: 0.5/0.75; Zapach: 1.25/2.5;Smak: 5.5/8; Cena/Jakość: 0.5/0.75)
Ocena jakoś tak niższa niż ogólne wrażenie, ale wynika to z mocnej wady...

sobota, 28 listopada 2015

Ponad dwuletni BLACK na 11go listopada!

Wznoszę toast za Marszałka bez którego by Polski nie było i który by nie dopuścił, aby była taka jak teraz, za rycerzy z pod kresowych stanic, za powstańców, żołnierzy wielu frontów i wojen, za bezimiennych bohaterów, których działania i poświęcenie doprowadziły do odrodzenia Ojczyzny. Za Polskę, aby była silna, niezależna i dumna, aby była prawdziwą matką dla obywateli, którzy noszą ja w sercach!


To już trzecie obchody 11 listopada na blogu. Do tej pory toast za Marszałka i Ojczyznę wznosiłem legendarnym Westvleteren 12, oraz rodzimy, leżakowany w beczce po winie Duke of Flanders. Tym razem kolejna legenda, Mikkeller Black! Prawdziwa magia tej butelki wynika z jej wieku. Piwo leżakowało u mnie w piwnicy dwa lata, a oczywistym jest, że zanim do mnie trafiła też nieco czasu upłynęło. Ten potężny Russian Imperial Stout to 16,5% alkoholu (chociaż pojawiają się informacje o 17,5%) i ekstrakt w okolicach 40 BLG!

W barwie zgodnie z nazwą najczarniejsza czerń, zaskakuje bardzo obfita i bardzo drobna, beżowa piana, znacząca szkło i obecna do samego końca piana. Etykieta również robi klimat. Innymi słowy, wizualnie ekstraklasa.

Masa, po prostu ogrom owoców! Rodzynki, śliwki, figi, suszona mieszanka! Jest krem śmietankowy, wanilia, mleczna czekolada, lekki miód i paloność. Wyraźne są również wpływy chmielu w kwiatowych, lekko cytrusowych nutach.

Pierwszy łyk i wszystko wiem, no prawie wszystko*, ale po kolei. Silnie palona podstawa jest równoważona przez czekoladę (mleczną, deserową), to jednak nie koniec walki goryczy, ze słodyczą! Kolejny front to nuty miodowe i mocniejsze owocowe (głównie śliwki, rodzynki, ale nie tylko) kontra nieco ściągająca dębina i chmielowa goryczka (gorycz "białego" z cytrusów i cytrusów) podbijana jeszcze przez alkohol. No właśnie alkohol... 16% jest wyczuwalne, grzeje w przełyk, jest pikantny, ma w sobie coś z mocniejszych trunków Co jeszcze? Cukier kandyzowany, krem waniliowo-śmietankowy, a po mocniejszym ogrzaniu nieco żywicy i owoców leśnych. Ogólnie słodycz wygrywa ten pojedynek, co utwierdza czas/temperatura. Inna kwestia to konsystencja, piwo jest niesamowicie gęste, to prawie syrop, co dodaje mu uroku.

Do myślenia daje stężenie alkoholu, jeżeli teraz jest on tak wyraźnie wyczuwalny to co było w świeżym piwie? To jest taka kategoria RIS-IPA, czyli mocniej, bardziej, imperialnej i nie BIPA, bo bardziej RIS, ale jednak mocno chmielone, bardzo mocno. Na pewno nie jest to mój nr 1, ba nawet nie top 3, ale i tak piwo bardzo dobre.

Ocena ogólna: 11/12
(Wygląd: 0.75/0.75; Zapach: 2.5/2.5; Smak: 7.25/8; Cena/Jakość: 0.5/0.75)

* brzmi słabo? Pewnie tak, ale znam ten typ RISów i wiem, że wiele się nie zmienia i miałem rację ;)

czwartek, 26 listopada 2015

Browar Lwów i rezydencja Zamoyskich

 
Pałac Zamoyskich w pełnej krasie

Ostatnia w tym roku tułaczka zawiodła mnie do Lublin, miasta w którym działają, aż cztery browary, a w okolicy znajduje się kilka ciekawych zamków o innych atrakcjach nie wspominając. O samym mieście i miejscowym zamku napiszę przy okazji Grodzkiej 15, a dziś browar hotelowo-restauracyjny Lwów, oraz rezydencja Zamoyskich w Kozłówce!


Jak wspomniałem bazą wypadową był Lublin, miasto posiadające jedynie wewnętrzną komunikację miejską co pociąga za sobą konieczność korzystania z prywatnych busów. Chwilę zajmuje zrozumienie co, jak, gdzie, dlaczego i czemu tak drogo, ale gdy to mamy za sobą można planować trasy. Tutaj nie polecam zdawać się na internet, gdyż nie wszystkie busy są uwzględnione, dlatego łatwiej wypisać wszystko z rozkładów na dworcu, a o nieuniknione przesiadki dopytać kierowców.

Zamek-pałac Lubartów

Moim pierwszym celem był kompleks pałacowy Muzeum Zamoyskich w Kozłówce, ale żeby tam dotrzeć konieczna jest przesiadka. Dobra przesiadka to taka, która pozwala zobaczyć coś więcej niż przystanek i właśnie Lubartów spełnia ten warunek! Największą atrakcją jest XVI wieczny zamek Firlejów przebudowany na pałac przez Sanguszków od których nazwiska pochodzi obecna nazwa Pałac Szanguszków w którym siedzibę ma Starostwo Powiatowe. Za pałacem znajduje się park, oraz jezioro. Nie można pominąć również pięknej Bazyliki św Anny.

Po zapoznaniu się z atrakcjami wsiadamy na rynku w kolejny busik i jedziemy praktycznie pod sam kompleks pałacowy.

Dawna rezydencja rodziny Zamoyskich obecnie jest własnością Państwa, ale poprzedni właściciele nadal ją odwiedzają, ciesząc się sporymi przywilejami. 

Wspaniale zachowany zespół pałacowy otoczony parkiem z ptaszarnią i różanymi ogrodami, które niestety już przekwitły, robi rewelacyjne wrażenia, a uroku dodają mu  spacerujące pawie. Prawdziwym WOW są jednak wnętrza. Ich zwiedzanie odbywa się z przewodnikiem, a bilet kosztuje 20 zł. Dodatkowo można dokupić wejściówkę do powozowni (ładna, ale to nie Łańcut) za 5 zł. Nie skorzystałem z wystawy socrealizmu - to nie moje klimaty.



Wnętrza pałacu przenoszą nas w czasie, dosłownie! Czas stanął tutaj w miejscu! Pokoje, korytarze, są
W sezonie kwitnie tu kilka tys róż
od podłogi do sufitu obwieszone obrazami, od malutkich, po wielkie całościenne dzieła. Salony, sypialnia, pokój dzienny - wszystko wyposażone, jak by czekało, aż pan wróci z polowania i zasiądzie w fotelu. Czujemy się jak w filmie kostiumowym. Jak to możliwe? Większość polskich zabytków zniszczyły wojny i okupacje, a na dobitkę liczne pożary. Dla Kozłówki los był łaskawy i wojenne zawieruchy obeszły się z pałacem na tyle łaskawie, że przetrwały nawet zestawy porcelany.

W środku nie wolno robić zdjęć więc zainteresowanych odsyłam na google. Tradycyjnie nie będę pisał o historii i przeobrażeniach rezydencji, bo od tego są specjaliści. Napiszę tylko "punkt obowiązkowy" każdego miłośnika historii i zabytków.

Żegnając się z pałacem warto pamiętać, że busiki nie jeżdżą co 5 minut i lepiej sobie zawczasu wszystko sprawdzić. W czasie mojej wizyty rozkład był zerwany, ale bez problemu znajdziecie pracownika muzeum, który wie co i jak. 

Browar Perła

Po powrocie z wycieczki postanowiłem coś zjeść i wypić w lubelskim browarze Lwów. Ze starego miasta to około 15-20 minut spacerem, który warto odbyć, gdyż po drodze mijamy Browar Perła. Sam Lwów to popularne 3 w 1 - hotel, restauracja, browar. Z zewnątrz budynek prezentuje się przyjemnie dla oka, a przerobiony wóz strażacki na Pogotowie Piwne stanowi pocieszne dopełnienie.

Podczas mojej wizyty było dostępnych pięć piw - Jasne, Bursztyn, Pszenica i Karmelowe, które można było zamówić w formie deski degustacyjnej, oraz sezonowe Miodowe do dokupienia osobno. Takie rozwiązanie właśnie wybrałem.


Jasne 12,5 BLG, 5,2% alk.
Klasyczny pils z browaru restauracyjnego. Słód z delikatną nutą chlebową, nuta chmielu w stronę pokrzywy, oraz lekkie żelazo również pochodzące od chmielu. Goryczka niska, chociaż jak na styl i miejsce to całkiem przyzwoita. Z perspektywy całości najlepsze z degustowanych piw. -4/6

Bursztyn 14 BLG 5,6%
Wbrew nazwie piwo o złotej barwie, bardzo podobne do pierwszego, a w zasadzie jego gorsza wersja. Słodkie, nieco puste, słabo nachmielone i to wszystko. -3/6

Pszenica 12,5 BLG 5,1% alk.
Uwagę zwraca świetna piana - wypiłem 2 próbki, zjadłem zupę, a ona nawet nie drgnęła. Pachnie bardzo obiecująco: goździki, banan, nieco drożdży i słodu. Niestety w smaku dominują drożdże i słód, co nie do końca trafia w mój gust. Z pod spodu wydobywa się lekki banan i goździk. Jest kwaskowate, rześkie, daje radę! +3/6


Deska piw
Karmelowe bd
Ała... Miks karmelu z potężnym diacetylem w formie margaryny to dla mnie dawka nie do przejścia. Słodkie, ulepkowate, złe! Jedyny plus to lekkie nuty słodowe... 2/6

Tym przykrym akcentem skończyłem degustację piw "z deski", do spróbowania zostało dokupione osobno (0.3l -7zł):

Miodowe bd
Kolor, barwa, smak, potwierdzają jednoznacznie, że mamy tutaj do czynienia z Jasnym z dodatkiem miodu. Działa to na plus, gdyż czuć, że to piwo, a nie przesłodzony napój, a miód nadaje umiarkowanej pełni i smaku co dobrze komponuje się z nutami słodu, chleba i chmielu.  Na plus.

Pozostaje kwestia jedzenia. Było smaczne, ale drogie i nieadekwatne do ceny. Solianke (kilka wersji pisowni, więc niech będzie swojska) jadłem pierwszy raz więc nie mam porównania, aby oceniać. Za to pielmienie były zwykłymi (smacznymi) pierogami z mięsem, ale nie tym czym miały być. Farsz był zbity w bryłę i suchy co sugeruje mrożenie, a w pielmieniach przecież chodzi o formę i specyfikę nadzienia.


W czasie mojej obecności odbywało się w browarze warzenie i próbowałem podpytać piwowara o nastawienie do piw nowofalowych, amerykańskich chmieli itd., ale niestety nie znaleźliśmy płaszczyzny do rozmowy, gdyż nie orientował się w tym temacie. Potwierdza to wniosek, który nasunął mi się po degustacji - to jeden z tych browarów warzących piwo według instrukcji dołączonej do sprzętu i według schematu jasne, pszenica, miodowe jakieś marcowe czy inny koźlak jako sezonowe. W zasadzie to nic szczególnie złego, gdyż takie miejsca celują w nieco inną klientelę, ale piwa z książeczki powinny być dobre, albo bardzo dobre tutaj są co najwyżej przeciętne.

Na dziś to koniec, ale z Lubelszczyzny będą jeszcze dwa lub trzy wpisy oczywiście tyczące piwa, browaru, ale również miodu pitnego i w szczególności zamków!

Paw