czwartek, 25 grudnia 2014

Kalendarz adwentowy 24: Christmas Paradox 2012 - BrewDog

Okienko numer 24 zawsze w kalendarzu adwentowym zawiera największą czekoladkę. Tak też jest i u mnie - 24 grudnia czeka piwo wyjątkowe, po którym spodziewam się smakowej ekstazy. Zapewne część z Was pamięta o moim mocno wstrzemięźliwym podejściu do szkockich mistrzów marketingu. Nie lubię przerostu formy nad treścią i szokowania na siłę, zwłaszcza gdy nie idzie za nimi doskonały produkt. Seria Paradox to jednak wyjątek - piję leżakowane przez rok piwo z tej serii w urodziny. Do tej pory był to imperialny stout w beczce po whisky Jura i Isle of Arran. Na przyszłoroczne urodziny leżakuje już butelka z klasycznej serii, ale trafiła się okazja pozyskać wersję świąteczną, dlatego dziś butelkowany 28go października 2012 roku:

Christmas Paradox 2012, Szkocja, BrewDog, butelka 0,33l 

W  przeciwieństwie do wcześniej opisanych wersji ta nie jest leżakowana 12 miesięcy w beczkach po whisky, a w dębinie po rumie. Rum moim ulubionym alkoholem nie jest, ale co innego beczka, a co innego flaszka. Alkohol bez zmian - 15%!

Buteleczka bardzo elegancka - jak wszystkie z tej serii, dochodzi tylko kartonik, który podnosi szykowność, ale pewnie dokłada też kilka złotych do ceny.

Po odkapslowaniu piwa tej klasy już wiemy, że to trunek wybitny. Butelka wypełniona jest bez mała do końca, co zaowocowało nieco zardzewiałym kapslem. Piwo ma czarną barwę, piana tworzy się i znika.

Nie zalecam zbliżać nosa do szkła - pachnie obłędnie - ciężko go oderwać! Ogrom rewelacyjnej wanilii, gorzka czekolada, mleczna czekolada, rodzynki, herbatniki, śliwki, kit pszczeli. Rumu nie czuję, ale szlachetny alkohol owszem, tylko to bardziej nuta bourbonu.  Niesamowicie złożony i wspaniały, tak pachnie genialny imperialny stout!

Pierwszy łyk i częściowe zaskoczenie - świetny smak nie dziwi, ale już spory alkohol to niespodzianka. We wcześniejszych degustacjach tej serii jego przykrycie było idealne, tutaj stężenie minimalnie przeszkadza, jest wyraźnie rozgrzewające. Mamy rewelacyjne połączenie mlecznej czekolady z herbatnikami w gorzkiej czekoladzie, rodzynki, figi i fenomenalna intensywna wanilia! Palony słód i kit pszczeli stanowi dobre uzupełnienie. Kwestia najważniejsza - beczka - poza cudowną wanilią, wnosi w smaku faktyczne nuty rumowe, które w moim odczuciu przegrywają z whisky. Mimo tego pozostaje nuta kojarząca się z bourbonem. Lekko palony słód, wraz z alkoholem sprawia wrażenie wyższej goryczki, ale ogólnie ta jest niska. Piwo jest gęste, treściwe, ze stonowaną słodyczą - typowo degustacyjne.

Niestety brakuje akcentów świątecznych, aż prosi się o dosypanie przypraw w końcu "christmas" w nazwie zobowiązuje! 

Na koniec kwestia ceny. Wiecie już, że piwo jest świetne, ale jest też cholernie drogie! Piwa z najwyższej półki, zwłaszcza te leżakowane w beczkach zazwyczaj sporo kosztują i to nie podlega dyskusji. Zastanawia jednak różnica między tym, a wcześniejszymi Paradoxami. Z mojej perspektywy to jest najsłabsze, aczkolwiek nadal świetne, dlatego jeżeli zaczynacie przygodę z tymi piwami to wybierzcie tańsze np. Arran, jeżeli chcecie pić wyśmienite stouty niezależnie do kosztów bierzcie bez obaw.

Na minus: piana, nieco za mocno wyczuwalny alkohol, no i cena zwłaszcza z perspektywy wcześniejszych piw z tej serii.
Na plus: cała reszta! 

Wygląd: 0.5/0.75
Zapach: 2.5/2.5
Smak: 7.5/8
Cena/Jakość: 0.5/0.75

Ocena ogólna: 11/12

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz