sobota, 1 listopada 2014

Piwo dla żywych i zmarłych

Czym tak naprawdę był Gravøl trudno jednoznacznie stwierdzić, gdyż historia trunku sięga w Danii i Norwegii czasów mitologicznych. Dużym problemem jest brak źródeł polskojęzycznych. Przekazy są nieco sporne, albo z biegiem lat zwyczaj ulegał zmianie. Po części było to piwo pite podczas ceremonii zbliżonej do naszych Dziadów, po części piwo pogrzebowe pite siedem dni po śmierci. Stanowiło symbol pożegnania zmarłego, aby nie musiał już wracać na ziemię i przejęcia jego majątku przez spadkobierców. Pierwszy pił je ten, który przejmował jego siedzibę. Trzeba zaznaczyć, iż ceremonie te były raczej radosne i stanowiły pożegnanie ducha, który przechodził do innego świata.  Gravøl według źródeł to ale, a nie jak w tym przypadku lager.

Gravøl - Death is not the end, Dania, Mikkeller, butelka 0,33l 

5% alkoholu, uwarzone w belgijskim De Proef.  Na etykiecie jest informacja o współpracy z panią, która zajmuje się pogrzebami... Totalnie nie wiem o co chodzi więc pewnie o reklamę i pieniądze, bo kobieta od pogrzebów raczej chmielu nie sypała.

Trunek w blasku świecy jest rubinowo-wiśniowy, zamglony, opalizujący. Piana nie jest zbyt ładna i szybko znika, pozostawia ślady na szkle. Wygląd 0.25/0.75

W aromacie mamy to co w piwie tmavym - sporo słodu i karmelu. Nuda. 1/2.5

Smak również nie porywa. Ponownie dużo karmelu, słód (bardziej prażony, niż palony), silna nuta ziemista, nieco czerwonych owoców. Goryczka średnio intensywna z ziołowym posmakiem, łamie się z lekką słodyczą i kwaskowatością. 5/8

Cena/Jakość: gdybym był duchem to zdecydowanie wybrał bym inny poczęstunek, z drugiej strony duch nie płaci więc... 0/0.75

Piwo ze świetną otoczką, ale ze zwyczajną zawartością, liczyłem zdecydowanie na więcej. Chyba najsłabsze piwo z Mikkellera jakie piłem do tej pory.

Ocena ogólna 6.25/12

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz