sobota, 29 listopada 2014

Trunki z innej półki: Półtorak Gronowy Jaros

Po rewelacyjnej Jadwidze od największego producenta miodów pitnych w Polsce – Apisu, czas na trunek z małej miodosytni Jaros z Tomaszowa Mazowieckiego. Czy będzie to prawdziwy rzemieślniczy majstersztyk?

Miód pitny: Półtorak Gronowy, Jaros, butelka 0,75l

Pasieka Jaros to przedsiębiorstwo rodzinne zajmujące się syceniem miodów od 1991 roku. Jest to jedna z kilku odnóg działalności opierającej się na przetwórstwie owoców pracy pszczół, oraz wyrobie naczyń ceramicznych. Produkcje opierają na własnych miodach i naturalnych produktach. Niestety nie znalazłem informacji co do czasu leżakowania półtoraka.

Na jedną miarę miodu dodano pół miary soku winogronowego zamiast wody. Bez środków konserwujących. 16% alkoholu.


Butelkę wybrałem w klasycznej/tańszej wersji, jest dostępna również elegancka i zdecydowanie droższa kamionka. Butelka typu „do wina” i mocno kojarzącą się z winem etykieta to jednak nie najlepsze rozwiązanie – opakowanie ekonomiczne nie musi być brzydkie. Ładny korek z logo pasieki. Trunek o ślicznej rubinowo-miedzianej barwie Wygląd 0.25/0.75

Aromat: miód wielokwiatowy, nuty korzenne i winogrona, sok z agrestu, leciutkie rodzynki, suszone owoce. Minimalnie alkoholowy. 2.25/2.5

Smak: podstawa to oczywiście miód: na pewno wielokwiatowy, może nieco lipowego. Właśnie nuty kwiatowe z minimalną domieszką nut korzennych, ziołowych dominują. Sok winogronowy oczywiście odcisną swoje piętno, ale wyczuwam również nutę soku z agrestu, rodzynki, nieco suszonych owoców, bakalii. Doszukałem się również jabłek duszonych z cynamonem. Niesamowicie aksamitny, delikatny, wręcz głaszcze przełyk i dopiero w żołądku czuć rozgrzewanie alkoholu. Oczywiście gęsty, słodki, przy czym mimo, że słodyczy nic nie kontruje to jej poziom jest właściwy. Ostatnie dwa łyki, to nowe skojarzenie – beza? Wanilia? Hmm kiedyś zweryfikuje ;) * 7.5/8

Cena/Jakość: nie dostałem jeszcze rachunku, ale to kwestia około 50 złotych. Zdecydowanie warto. 0.5/0.75

Ocena ogólna: 10.5/12

Delikatniejszy i nieco uboższy, (ale w żadnym razie nie ubogi!) od Jadwigi, z drugiej strony jestem przekonany, że dla wielu z Was okaże się lepszy. Bardzo subtelny, degustacyjny, żałuję, że nie mam kominka ;)

* bez obaw, nie wypiłem 0,75l, po prostu reszta trunku zakorkowana pozostanie na ciężkie czasy

piątek, 28 listopada 2014

Strzał z Winchestera

 Winchester, Faktoria, butelka 0,5l - 8.50 zł

Imperialne IPA z IBU przekraczającym podobno 100, a była nawet informacja o 150. Brzmi bardzo dobrze, ale 18,1% ekstraktu? Dolna granica, czyli imperialność nieco naciągana, 8,4% alkoholu. Chmiele: Tomahawk, Simcoe, Cascade, Amarillo

Etykiety Faktorii są bardzo specyficzne i nieco nieczytelne, ale to prezentuje się świetnie. Ma barwę mętnego bursztynu. Piana obfita, drobna, trwała. Wygląd 0.75/0.75

Aromat przyjemne nuty cytrusów, mieszanka ziołowo-iglasta, lekka słodowość. Przyjemny, ale jak na ten styl nieco za płaski. 1.75/2.5

Smak: zaskakująco silna słodowość, mieszająca się z nutami żywicy, igieł sosny, są owoce, lekki cytrus. Goryczka na dolnym pułapie wysokiej (nie czuć wartości powyżej 100 - szukacie takiej to spróbujcie Wookiee). Ziołowy finisz. Czuć, że jest to 18tka, realnie na Imperial to trochę mało, brakuje nieco ciała i potęgi. Minimalny diacetyl. 5.75/8

Cena/Jakość: dobre piwo, fajny styl, przystępna cena - dlaczego by nie wypić? 0.5/0.75

Ocena ogólna: 8.75/12

Teraz, krótki wkręt natury ogólnej. 

Nie do końca rozumiem robienie piw imperialnych według parametrów z początkowej granicy. Inaczej - wiem dlaczego tak jest (marketing, pieniądze), ale ambicjonalnie, twórczo nie pojmuję tego w piwowarstwie rzemieślniczym.

środa, 26 listopada 2014

Charon, a moze Szaron...

Dziś cotygodniowa dawka relaksu: Castle (tym razem na Dzikim Zachodzie) i piwo. Odcinek, może nie porywający, ale będący hołdem dla dzikiego zachodu.  Przy okazji uwielbiam ludzi, którzy na siłę próbują być bardziej angielscy od Anglików, popisywać się jak to oni znakomicie władają tym językiem. Właśnie dzięki takiemu chodzącemu słownikowi dzisiejszy pacjent z mitologicznego Charona stał się SZARON:D   Do zestawu oczywiście delikwent prosi Ejjjl Browar ;)

Charon, Olimp, butelka 0,5l - 6,70 zł

Belgian Pumpkin Ale hmmm dyniowe to ono nie jest w potocznym pojęciu. Zamiast dyni i przypraw mamy tutaj pestki dyni i prażoną cykorię. 13% ekstraktu, 5,2% alkoholu, chmielone Sybillą.

Etykieta bardzo ładna. Barwa czarna. Piana średnio obfita, drobna z trwałym kożuchem. Wygląd 0.75/0.75

Aromat: słód pszeniczny, czekolada, cykoria. Pestek z dyni nie wyczuwam. Zapach jest lekko kwaskowaty. 1.5/2.5

Smak: nuty pszeniczne z lekkim bananem, czekolada. Jest lekka nuta pestkowa, ale to bardziej taki cierpki posmak palony/prażony. Lekka kwaskowatość i gorycz, ale sama goryczka niska. Płaskie, wodniste, silnie pszeniczne, mało belgijskie. 4.5/8

Cena/Jakość: nic specjalnego, ale też nic szczególnie złego. 0.25/0.75

Odnoszę wrażenie, że panowie na siłę chcieli zrobić coś innego  i nie do końca sprawdzili recepturę. Piwo nie jest ani dyniowe, ani belgijskie, a pszeniczne. Do tego jest nudne...

Ocena ogólna 7/12

niedziela, 23 listopada 2014

Wpis numer 300, 65 tys. odwiedzin - Yule Smith od AleSmith!

Jeżeli jednego dnia niespodziewanie wpada w moje ręce unikalne piwo z USA (dzięki Marek!), a blog notuje 65 000 wyświetleń to jakiś znak :) Z ogólnej perspektywy blogosfery to tyle co nic, ale gdy przystępowałem do tego projektu nawet mi się tyle nie śniło, dlatego Wasze zdrowie piwem (mam nadzieję wybitnym) AleSmith - Yule Smith! Dodatkowo to chrzciny pięknego szkła sensorycznego z Pracowni Piwa, oraz wpis numer 300!

 Yule Smith (Summer Holiday), USA, AleSmith, butelka 0,66l - 36 zł

Do tej pory piwa z AleSmith gościły na moim podniebieniu czterokrotnie. Niestety w wyniku mojego lenistwa, chaosu w notatkach i braku czasu to pierwsze ich dzieło na blogu. Obiecuję odrobić chociaż część zaległości i w najbliższym czasie opublikować tekst o browarze i jego najsłynniejszym piwie Speedway Stout. Tymczasem...

Warzone raz do roku na przełomie lipca i sierpnia Imperialne IPA, 8,5% alkoholu, 105 IBU.

Butelka ładnie zdobiona nadrukiem, chociaż nieco nieczytelna. Firmowy kapsel z kowadłem. Barwa złota, piwo klarowne. Piana obfita, biała, drobna, utrzymuje się trwała poducha. Nieregularnie oblepia szkło. Wygląd 0.75/0.75

Aromat unosi się po całym pokoju. Cytrusy, biszkopty, leciutka sosna, mango, pestka z brzoskwini. 2.5/2.5

Smak: sok z cytrusów (pomarańcza, grejpfrut) z charakterystyczną kwaskowatością, sosna, zioła, biszkopty, pestka, leciutki perfum, brzoskwinia. Jest przyprawowe, ale może to być wpływ drożdży. Słodowa, słodka podstawa nadaje piwu cech likieru, ale kontruje to wspomniana kwaskowatość i bardzo wysoka goryczka. Czuć, że to piwo potężne, agresywne i bezkompromisowe w którym pod powierzchnią czai się alkohol, który rozgrzewa i lekko drapie w przełyku. Patrząc z perspektywy tej potęgi wysycenie jest za wysokie. Po ogrzaniu wychodzi taki cytrynowo waniliowy. 7.25/8

Cena/Jakość: piwo jest świetne, a cena? Też! Do tej pory ceny piw z tego browaru kształtowały się na poziomie 50> więc 36 zł to uczciwa stawka, zwłaszcza, że taka butelka idealnie starczy na dwie osoby.  0.75

Ocena ogólna 11.25/12

sobota, 22 listopada 2014

Ciechan AIPA - pijesz czy wylewasz?

Jak można było się spodziewać po sukcesie Grand Prix, browar Ciechan wypuścił swoje firmowe American India Pale Ale. Co więcej w Poznaniu przebojowymi koszulkami z napisem "Pijesz czy wylewasz?" udowodnili, że potrafią podejść do "zadymy" z poczuciem humoru i marketingowym drygiem. Ja oczywiście piję i mam nadzieję, że do wylewania mnie jakość piwa nie zmusi ;)

AIPA, Ciechan, butelka 0,5l - 7 zł

Chmiele: Warrior, Magnum, Columbus, Centenial, Simcoe, Mosaic, Amarillo.5,4% alkoholu i 16,5% ekstraktu.

Etykieta klasyczna, jak wiecie lubię zamki, więc i etykiety Ciechana darzę sympatią. Piwo ma barwę miedzi i jest bliskie klarowności. Piana na dwa palce, początkowo drobna, później różnoziarnista. Cienki, ale trwały kożuch. Dużo pozytywniej wypadła po dolewce. Wygląd 0.75/0.75

Aromat: iglasto ziołowy z lekkim dodatkiem cytrusów, owoców i słodu. Przyjemny. 1.75/2.5

Smak: na pierwszym planie silne nuty żywiczne, iglaste, a w tle cytrusy, owoce i słód. Goryczka wysoka, lekko zalegająca, z ziołowym posmakiem. Lekka słodowa słodycz, ustępuje miejsca goryczce i przyjemnej cytrusowej kwaskowatości. Pijalne. 5.75/8

Cena/Jakość: obok Porteru najlepsze piwo Ciechana, może nie wybitne, ale bardzo smaczne i warte zakupu. Cena na poziomie innych krajowych piw w tym stylu. 0.75/0.75

Ocena ogólna: 9/12

Pewnie zastanawiacie się czy jest to, to samo piwo co GP - nie jest. Jest zbliżone, ale bardziej wytrawne z wyższą goryczką, wyraźnie żywiczne. Podniesiony jest ekstrakt, ale piwo jest słabiej od fermentowane, acz efektu w postaci większego ciała brak, zmiany w chmieleniu też zrobiły swoje.

wtorek, 18 listopada 2014

Kormoran w Bambergu

Seria Podróże Kormorana to pewnego rodzaju alfabet początkującego piwosza. Wysoka jakość piw, stosunkowo szeroka dostępność, przystępne ceny i ciekawe style sprawiły, że śmiało mogę polecić trunki z Podróżnikiem na etykiecie jako zestaw startowy. Również zaawansowani piwosze czekają z niecierpliwością na kolejne wyprawy, gdyż jakościowo jest to ścisła czołówka. Zaskoczeni takim początkiem? Macie rację, zazwyczaj nie wystawiam laurek, zwłaszcza przed opisem piwa, ale tym razem wstęp piszę na koniec, a Rauchbock po prostu rządzi! 

 
Podróże Kormorana Rauchbock, Kormoran, butelka 0,5l - 6.85 zł

Piąta podróż doprowadziła nas do Bambergu, niemieckiego miasta, które przez wielu uważane jest za europejską stolicę piwa. Najsłynniejsze są oczywiście bamberskie wędzonki, zwłaszcza legendarna Schlenkerla. Czy polska odpowiedź na kultową wędzonkę będzie jak ostatnie wyczyny naszych reprezentacji w starciach z sąsiadami?

6,5% alkoholu, 16,5% ekstraktu. 

Tradycyjnie świetna etykieta i kapsel serii. Ciecz ma barwę brązowo-rubinową. Piana drobna, niska, utrzymuje się cienki kożuch. 0.5/0.75

Aromat: dym z ogniska, słód, lekki karmel i śliwka. 2/2.5

Smak: ponownie dym z płonącego drewna, lekka nuta spopielonych gałęzi, nuty słodowe, karmel, owoce (śliwka!). Goryczka niska, ale chmiel wnosi korzenną nutę. Niesamowicie gładkie, delikatnie słodkie. Bukiet bardzo dobrze skomponowany, przy zachowaniu czysto lagerowego profilu. Ekstremalnie pijalne, w tym stylu absolutny szlagier, ciężko będzie doszukać się lepszego. 7.25/8

Cena/Jakość: to piwo to jest hit! Mamy polską Schlenkerle! 0.75/0.75

Ocena ogólna: 10.5/12

Z tej serii opisaliśmy: American IPA, Witbier (Aleksander) i  Weizenbock (Pan B). Dodatkowo ukazał się stout kawowy, który bardzo mi smakował i nie wiem dlaczego nie został dodany...

niedziela, 16 listopada 2014

Tap House - … i Przyjaciele

Po ogólnych wrażeniach i piwach gospodarza, czas zapoznać się z gośćmi. Ponownie trzy piwa i jak przystało na ten dzień, trzy stouty! Gdyby nie pojemność 200 ml tak rozbudowana degustacja nie była by możliwa, dlatego doceniajmy to rozwiązanie.

Na początku udało się nadrobić nieco zaległości związanych z Browarem Bednary. Do tej pory na blogu gościło tylko świetne Ale Ciacho.

Polish Stout, Bednary, lane 0,2l – 5 zł

12,5% ekstraktu. 3,5% alkoholu i 34 IBU.

Dostałem piwo o barwie czarnej z brązowymi przebłyskami pod światło. Piana beżowa, drobna, bardzo ładna. Wygląd 0.75/0.75

Aromat śliwkowo wiśniowy z lekkim dodatkiem wędzenia w stronę kabla. Nieco palonego słodu. 1.75/2.5
Smak palony słód, z odrobiną (taką akceptowalną) palonego kabla, śliwka, wiśnia, delikatna gorzka czekolada i kawa. Po ogrzaniu staje się nieco słodsze, pojawia się lekkie toffi. Goryczka o średniej intensywności, lekko chmielowa. 5.75/8
Powiedziałbym, że jest półwytrawne, smaczne, ale nie wybitne. 0.5/0.75

Ocena ogólna: 8.75/12

Osteroida, Bednary, lane 0,2l – 5 zł

Jedno z ciekawszych piw w tym roku - przynajmniej w teorii. Pierwszy polski stout ostrygowy i bodaj 3 mój w karierze. Do jego uwarzenia użyto 15 kilogramów ostryg, które były dodawane do gotowania. Co ciekawe nie każdy stout ostrygowy jest warzony z ostrygami, część browarów (zwłaszcza w Anglii) idzie na łatwiznę i ostrygi stosuje tylko do filtracji – tu mamy 100% rzetelnej roboty :) 12,5% ekstraktu, na tablicy 6,1% alkoholu, ale w sieci podano 4,3%.

W barwie nieprzenikniona czerń. Piękna beżowa bardzo drobna piana, która ślicznie oblepia szkło. Wygląd 0.75/0.75
Aromat świeżych śliwek, ale również śliwka w czekoladzie, wiśnie. Nieco wędzonki w stronę kabla. Przyjemny, ale jednotorowy. 1.75/2.5
Smak lekko słona woda, coś pomiędzy palonym słodem, a delikatnym kablem. Wyraźna czekolada, kawa, wiśnie, śliwki. Goryczka niska, dobry balans. 6/8
Warto zdegustować i znać, ale nie jest to piwo z serii „musisz”. 0.5/0.75
 
Ocena ogólna: 9/12

Royal Dark, Austria, Loncium, lane 0,2 – 7zł

Milk stout, 5,7% alkoholu.

Piwo rubinowo czarne. Piana pomimo niesprzyjającego szkła (foto robione długo po nalaniu) prezentuje się dobrze. Drobna, beżowa z trwałym kożuchem. Może nieco na wyrost, ale to szkło... Wygląd 0.75/0.75

Aromat słabo wyczuwalny, ale przyjemny. Owoce leśne, palony słód, kawa, coś pomiędzy sherry, a rumem. Było by wyżej, ale za niska intensywność. 1.5/2.5
Smak owoców leśnych w stylu lodów Schellera z lat 90tych, co samo w sobie jest świetne. Jednak reszta jest nieco „niemrawa”: palony słód, lukrecja, lekki herbatnik w czekoladzie. Wyczuwalny również w niskim stężeniu mokry karton. Goryczka niska, piwo słodkie. 5.5/8
Przyzwoite, ale z tej trójki najsłabsze i najdroższe. 0.25/8

Ocena ogólna: 8/12

piątek, 14 listopada 2014

Leżakowany rok Durham Temptation Russian Stout

Dziś pierwszy raz na blogu piwo z małego browaru Durham we wsi Bowbrum w hrabstwie Durham. Jest to rodzinny biznes, w który zaangażowane jest 7 osób, a piwowarem i współzałożycielem jest Steve Gibbs. Jak sami mówią, stawiają na jakość, a nie ilość. 

Temptation Russian Stout, Anglia, The Durham, butelka 0,5l


Piwo zakupione rok temu (więc jest starsze niż 12 miesięcy), czekało zasadniczo nie wiem na co, ale się doczekało :) Imperialny stout refermentowany w butelce, 10% alkoholu, chmielony Goldings. Na plus wymienienie z nazwiska piwowara, którym jest wspomniany Steve Gibbs.

Etykieta i butelka prezentują się bardzo elegancko. Piwo czarne, ale pod światło ujawniają się brązowe przebłyski. Piana jest obfita, beżowa, ale różnoziarnista i musująca, szybko pozostaje po niej tylko kożuch. Wygląd 0.5/0.75

Aromat jest zaskakujący - charakterystyczny zapach nadzienia z delicji w połączeniu z karmelem przywodzi na myśl piwa belgijskie. W tle herbatniki w gorzkiej czekoladzie i palony słód. Po ogrzaniu delikatna kawa zbożowa. 2/2.5

Smak to przede wszystkim palony słód ze zbożową nutą, herbatniki w gorzkiej czekoladzie, słodkie nadzienie do delicji, odrobina kawy i karmelu. Jest sporo owoców, minimalne muśnięcie kremu waniliowego i lukrecji. Goryczka na dolnym pułapie średniej. Piwo bardziej słodkie niż gorzkie, rozgrzewające. Wysycenie na mój gust i ten styl za mocne. Ma w sobie coś z belgijskich ciemnych, mocnych piw. 6/8

Cena/Jakość liczyłem na nieco więcej, ale piwo i tak bardzo smaczne, acz nie rewelacyjne. Przez rok zapomniałem ile kosztowało, ale było to ok. 20 zł i za te pieniądze można kupić, ale można też odpuścić i zdobyć coś  lepszego. 0.25/0.75

Ocena ogólna 8.75/12

wtorek, 11 listopada 2014

Za Marszałka i Ojczyznę - Duke of Flanders!

11go listopada obchodzimy jedno z najważniejszych świąt w roku, dlatego i piwo musi być wyjątkowe. Rok temu był to legendarny Westvleteren 12 ale przez ten czas rodzime piwowarstwo zrobiło tak kolosany postęp, że śmiało mogę dziś wznieś toast polskim piwem. 

Wznoszę toast za Marszałka bez którego by Polski nie było i który by nie dopuścił, aby była taka jak teraz, za rycerzy z pod kresowych stanic, za powstańców, żołnierzy wielu frontów i wojen, za bezimiennych bohaterów, których działania i poświęcenie doprowadziły do odrodzenia Ojczyzny. Za Polskę, aby była silna, niezależna i dumna, aby była prawdziwą matką dla obywateli, którzy noszą ja w sercach! 

Duke of Flanders, SzałPiw, butelka 0,375 - 30 zł

Pierwszym uwarzonym w kraju flamandzkim czerwonym ale było Chateau z browaru Artezan (warka 1 i smaczniejsza 2). Było to jednocześnie najdroższe polskie piwo. Omawiany Duke zdetronizował Chateau, ale i sam został momentalnie przebity przez Hadesa BA. Flandersa od rodziny Szałów miałem już przyjemność pić w Żywcu na Festiwalu Birofilia - piwo było rewelacyjne, ale była to wersja domowa.

Duke przez rok leżakował w dębowej beczce po winie Bordeaux, ma 7% alkoholu i 16% ekstraktu, użyto jednego chmielu - Marynki. Kapslowane i korkowane.

Trójczłonowa etykieta prezentuje się znakomicie, niestety piwo dotarło do mnie nieco sfatygowane. Trunek ma brązową barwę, jest zmętniony. Piana tworzy się chętnie, ale błyskawicznie znika. Wygląd 0.25/0.75

Aromat: bardzo dojrzałe wiśnie, czereśnie, rodzynki, nuty sherry. Jest nuta przywodząca mi na myśl czekoladki z masą marcepanową. Zapach słodki, ale nie pozbawiony kwaskowatości. 2.5/2.5

Smak: kwaśne wiśnie, dojrzałe słodkie czereśnie, sherry, wyraźna dębina, minimalna ziemistość. Zasadniczo podstawa piwa jest słodka, ale mamy również wyrazistą kwaskowatość i garbniki od dębiny, które minimalnie ściągają. Gdzieś w bukiecie przepłynęły nuty czekoladek orzechowych, marcepanowych, karmelu. Goryczka niska. Wysycenie wysokie, ale szybko ucieka. Piwo jest bardziej kwaskowate niż dzikie, ale pojawiają się nutki mogące sugerować ciekawy rozwój i wzrost dzikości. 6.75/8

Cena/Jakość: bardzo dobre i polecam wszystkim bardziej zaawansowanym odbiorcą, chociaż cena mogła być nieco niższa. Artezan za mniejsze pieniądze dawał 0,5l... Jeżeli nie piliście nic w tym stylu, sprawdźcie najpierw tańsze belgijskie klasyki. 0.5/0.75

Ocena ogólna 10/12

sobota, 8 listopada 2014

Tap House – Pracownia Piwa i ...

Stout Day teoretycznie mam na co dzień, w końcu to moja ulubiona gałąź piwnego drzewa, jednak dzień ten obfituje w wyjątkowe piwa w lokalach. Niestety w Katowicach nie działo się zbyt wiele, dlatego postanowiłem wykorzystać kilka godzin wolnego i udać się do piwnej stolicy Krakowa! Początkowo myślałem o szlaku z kilkoma lokalami, ale czas mocno mnie ograniczał, a oferta Tap House była na tyle ciekaw, że postanowiłem posiedzieć tam dłużej.

W lokalu firmowanym przez Pracownię Piwa byłem pierwszy raz. Ulokowany jest blisko rynku, ale trafić do odpowiedniej bramy za pierwszym razem nie jest łatwo, brakuje dobrego oznakowania. Wystrój może nie do końca w moim klimacie (nowocześnie i minimalistycznie), ale to mniej ważna sprawa. Plusów jest kilka: przede wszystkim świetna temperatura podawania piwa. W obawie przed mrożonkami zamówiłem od razu dwa – niepotrzebnie, temperatura była bardzo przyjemna. Na plus również muzyka, delikatna metalowa nuta, ot tak, żeby wszystkim pasowało. Piwa podawane są w dwóch pojemnościach 200 ml małe i 400 duże, ceny dostosowane do pojemności. Ja skupiłem się na małych, idealna porcja, żeby spróbować kilku sztuk z bogatej oferty. Z gadżetów są koszulki Pracowni, szkło, podkładki. Obsługa sympatyczna, na wysokim poziomie. Porównanie do Viva la Pinta nasuwa się samo - Tap House zdecydowanie wygrywa.

Smoked Cracow By Sunrise, Pracownia Piwa, 0,2l – 4 zł

Grodziskie na amerykańskich chmielach, 20 IBU, 2,4% alkoholu przy 7,7% ekstraktu.

Piana obfita, bardzo sztywna i trwała, znaczy szkło. Barwa zamglonego bursztynu. Wygląd: 0.75/0.75
Aromat wędzony w stylu oscypka łączy się z nutami owoców (klasyka i egzotyka). Wyjątkowo specyficzna woń! 2.25/2.5
Smak to klasyczne nuty wędzone (znowu oscypek!) w połączeniu z nutami owoców (klasyka-egzotyka, a nawet lekka mandarynka). Goryczka zdaje się nieco wyższa od deklarowanej. 6.5/8 Wypić oczywiście warto. 0.75/0.75

Ocena ogólna 10.25/12

6 Josephs Street Coffe, Pracownia Piwa, 0,4l – 9 zł

Specjalna beczka (30l.) przygotowana na Stout Day. Rewelacyjny już sam w sobie Józef, czyli stout żytni w limitowanej wersji kawowej! Prawdziwy król wieczoru i jedyna okazja, aby spróbować tego majstersztyku. 38 IBU, 6% alkoholu i 15% ekstraktu.

Piwo ma barwę brązu przechodzącego w czerń. Piana brązowa, drobna, niska. W klasycznej wersji była dużo lepsza. Wygląd 0.5/0.75
Aromat silnie kawowy – ziarna kawy, biało brązowa czekolada kawowa (taka!), odrobina słodu. Rewelacyjny. 2.5/2.5
Smak kawowo-czekoladowa miazga! Od kawy w formie świeżych ziaren, zaparzonej, słodkiej z mlekiem, po fusy. Ponownie wspomniana czekolada niemiecka, lekkie zboże, paloność. Genialne słodko gorzkie połączenie ze średnio intensywną goryczką. Lekko oblepia, jak kostka czekolady rozpuszczająca się w ustach. 7.25/8 Nie tyle warto co wręcz trzeba. 0.75/0.75

Ocena ogólna 11/12

Mr. Hard's Rocks, Pracownia Piwa, 0,2l – 8 zł

Imperialny Stout z Pracowni piłem już w wersji z warki pierwszej i był świetny. Co więcej dzięki uprzejmości Tomka Rogaczewskiego mam jedną butelkę na leżaku i za kilka lat pojawi się recenzja! Teraz jednak pierwsze spotkanie z warką drugą. 55 IBU, 9,5% alkoholu i 25% ekstraktu. 

Barwa czarna z minimalnymi rubinowymi refleksami. Piana niska, drobna, szybko znika (dłużej pozostaje pierścień). Wygląd 0.5/0.75
Aromat lukrecji, marcepanu, czekolady, lekkie herbatniki i torf, rodzynki, delikatna nuta rumowa. Dziwi brak chmielu, który był wyraźny w pierwszej warce. Przyjemny, acz zaskakujący. 2.25/2.5
Smak to ponownie marcepan, lukrecja, palony słód, ale przede wszystkim likier arachidowy, z odrobiną rumu. Herbatniki w czekoladzie, orzechy, może nawet mak, lekka wiśnia, śliwka. Goryczka średnio intensywna, ale bez wyczuwalnych cech amerykańskiego chmielu. Gorzko-słodkie, nieco pikantne od alkoholu, który jest dobrze przykryty. 6.5/8 Zdecydowanie warte zakupu, ale jeszcze nie do końca ułożone, warto upolować butelkę i leżakować. 0.75/0.75

Ocena ogólna: 10/12

Podsumowując rok 2013 napisałem, że Pracownia Piwa jest najlepszym krajowym browarem, Kolejne degustowane piwa utwierdzają mnie w tym przekonaniu! Powiedzmy sobie jasno taki BrewDog nie może się do nich równać. Doczekaliśmy się browaru na światowym poziomie, a kolejne zmierzają w tym samym kierunku. Tylko ta dostępność... 

środa, 5 listopada 2014

Summer Ale na jesień

Castle to zdecydowanie najlepszy serial kryminalny ostatnich lat. Świetne poczucie humoru, niekonwencjonalne rozwiązania i masa odniesień do szeroko rozumianej pop kultury. Mimo mocno ograniczonego czasu to jednak z tych rozrywek, których sobie nie odmawiam. Ostatni odcinek (s07e05) jest o tyle ciekawe, że dotyczy osób działających w mediach społecznościowych i blogosferze. Do tego oczywiście coś dla kubków smakowych. 

Summer Ale, Doctor Brew, butelka 0,5l - 6,50 zł

Etykieta jak wszystkie od Doktora. Barwa złota, zamglona. Pian drobna, niezbyt obfita, ale z solidnym, trwałym kożuchem. Wygląd 0.5/0.75

W aromacie bardzo przyjemne cytrusy zwłaszcza pomarańcza, mandarynka i grejpfrut. Dodatkowo delikatne mango i igły choinki.  2.25/2.5

Smak: podobnie jak w zapachu dominują cytrusy, ponownie są pomarańcza, mandarynka, grejpfrut. Do tego dochodzą mango, odrobina "iglaka" i słodka brzoskwinia (ale nie w belgijskim stylu). Piwo jest minimalnie słodowe i nieco wodniste, ale przy tym ekstrakcie i stylu to raczej norma, a nie uchybienie. Goryczka stonowana, bardzo przyjemna. Deklarowane 46 IBU wydaje się prawdziwą miarą. Orzeźwiające. 6.5/8

Cena/Jakość: patrząc na ceny rodzimych craftów i jakoś piwa, to 6,50 zł jest w pełni akceptowalne. 0.75/0.75

W swojej kategorii piwo jest świetne i wypicie go w upalny dzień było by prawdziwą ulgą, ale pojawiło się w sklepach na przełomie września i października więc w czasie, gdy nadeszły zimne dni... Piwo bardzo podobne do Sunny Ale, sprawia wrażenie podrasowanego brata.

Ocena ogólna: 10/12

poniedziałek, 3 listopada 2014

Naked Mummy

Wpis o Naked Mummy miał powstać już rok temu, co więcej jego wersja robocza do dziś była w katalogu. Czemu go nigdy nie opublikowałem? Podejrzewam, że zdjęcie było paskudne. Z racji warzenia piwa tylko raz w roku będę za to miał możliwość porównania swoich odczuć.

Naked Mummy, AleBrowar, butelka 0,5l - 8,85 zł

O warzonych raz do roku piwach dyniowych pisałem już rok temu. Moda na ten styl przywędrowała do nas  z USA wraz z piwną rewolucją i w 2014 roku  kilka browarów może się pumpkinami pochwalić. Mumia to jednak nie debiutant, a piwo, które doczekało się już trzeciej edycji! Zasadnicza idea jest taka, że piwo ma smakować jak placek dyniowy, dlatego mamy w nim dużo przypraw. W tym przypadku dodano: cynamon, wanilię, gałkę muszkatołową, imbir, ziele angielskie. Użyte chmiele to: Willamette, Cascade, Palisade. 45 IBU, 16% ekstraktu i 6,2% alkoholu.

Etykieta rewelacyjna, obok SnM najlepsza z AleBrowarowych. Piwo ma barwę przybrudzonej miedzi. Piana jest niska, w stylu napojów gazowanych, błyskawicznie znika. Wygląd 0.5/0.75

Zapach to nadzienie różane do pączków, słód, przyprawy, imbir, dynia. 1.75/2.5

Smak jest bardzo intensywny, przepełniony przyprawami, ale i nieułożony. Dominuje konfitura z dzikiej róży, jest cynamon w za dużym stężeniu co czyni piwo gorzkim, można się doszukać imbiru i odrobiny gałki muszkatołowej. Jest również słód. Goryczka, a w zasadzie gorycz jest wysoka, ale to efekt przypraw. Dynia obecna, ale w niewielkiej ilości. Na chwilę obecną 5.5/8, ale mam przeczucie, że piwo będzie smaczniejsze, gdy poleży jakieś dwa tygodnie i się ułoży.

Cena/Jakość: standardowa cena piw z AleBrowaru to 6,95, Mumia kosztuje 8,85 i w tym stanie to nieco za dużo, ale tak jak pisałem widzę potencjał, aby stało się lepsze. 0.5/0.75

Ocena ogólna: 8.25/12

Na koniec cytat z notatek opisujących wersję 2013: "...słód ma w sobie nieco nut wędzonych/torfowych, a z przypraw dominuje gałka muszkatołowa, nieco nut korzennych, cynamonu, jakby skórka pomarańczy, imbir. Bardzo fajne, acz śladów dyni totalnie brak. Goryczka na dolnym pułapie średniej. 6.25/8"

sobota, 1 listopada 2014

Piwo dla żywych i zmarłych

Czym tak naprawdę był Gravøl trudno jednoznacznie stwierdzić, gdyż historia trunku sięga w Danii i Norwegii czasów mitologicznych. Dużym problemem jest brak źródeł polskojęzycznych. Przekazy są nieco sporne, albo z biegiem lat zwyczaj ulegał zmianie. Po części było to piwo pite podczas ceremonii zbliżonej do naszych Dziadów, po części piwo pogrzebowe pite siedem dni po śmierci. Stanowiło symbol pożegnania zmarłego, aby nie musiał już wracać na ziemię i przejęcia jego majątku przez spadkobierców. Pierwszy pił je ten, który przejmował jego siedzibę. Trzeba zaznaczyć, iż ceremonie te były raczej radosne i stanowiły pożegnanie ducha, który przechodził do innego świata.  Gravøl według źródeł to ale, a nie jak w tym przypadku lager.

Gravøl - Death is not the end, Dania, Mikkeller, butelka 0,33l 

5% alkoholu, uwarzone w belgijskim De Proef.  Na etykiecie jest informacja o współpracy z panią, która zajmuje się pogrzebami... Totalnie nie wiem o co chodzi więc pewnie o reklamę i pieniądze, bo kobieta od pogrzebów raczej chmielu nie sypała.

Trunek w blasku świecy jest rubinowo-wiśniowy, zamglony, opalizujący. Piana nie jest zbyt ładna i szybko znika, pozostawia ślady na szkle. Wygląd 0.25/0.75

W aromacie mamy to co w piwie tmavym - sporo słodu i karmelu. Nuda. 1/2.5

Smak również nie porywa. Ponownie dużo karmelu, słód (bardziej prażony, niż palony), silna nuta ziemista, nieco czerwonych owoców. Goryczka średnio intensywna z ziołowym posmakiem, łamie się z lekką słodyczą i kwaskowatością. 5/8

Cena/Jakość: gdybym był duchem to zdecydowanie wybrał bym inny poczęstunek, z drugiej strony duch nie płaci więc... 0/0.75

Piwo ze świetną otoczką, ale ze zwyczajną zawartością, liczyłem zdecydowanie na więcej. Chyba najsłabsze piwo z Mikkellera jakie piłem do tej pory.

Ocena ogólna 6.25/12