wtorek, 28 października 2014

Browar Krajcar i zamek w Żywcu

Mówisz Żywiec - myślisz piwo! Dla większości Polaków będzie to "ten" Żywiec, dla piwnych maniaków to przede wszystkim Birofilia, Kraina Piwa i omawiany dziś Krajcar, browar restauracyjny.

Po wizycie w najlepszej piwnej hurtowni w południowej, jeśli nie całej Polsce postanowiłem skorzystać z okazji i odwiedzić browar Krajcar. 


 
Na miejscu zdegustowałem cztery piwa, oraz zjadłem obiad - burgera z frytkami. Sam burger był średniej klasy (w lokalach specjalizujących się w takiej kuchni są zdecydowanie lepsze), za to frytki to rewelacja!
 

Na sali jest telewizor, na którym akurat leciał mecz Premier League. Wiem, że nie wszyscy będą zadowoleni, ale dla mnie możliwość obejrzenia do piwa meczu to duży plus.

Ceny piwa kształtowały się od 7 do 8 złotych za 0,4l co przy klasycznych stylach nie jest szczególnie atrakcyjne, ale nie jest też kwotom zaporową.

Krajcar Zdrój to złoty, lekki pils z rewelacyjną białą w barwie i kremową w konsystencji pianą. W aromacie przyjemna klasyka: słód i chmiel z lekkim zapachem kwiatów. W smaku podobnie - intensywna przyjemna nuta słodu łącząca się delikatnymi kwiatami. Piwo wyraźnie chmielowe, z wysoką jak na ten styl goryczką. W swojej kategorii bardzo udane. Ocena 7.5/10

Marcowe to nie mój styl, ale spróbować wypada jak już przyjechałem. W smaku i zapachu piwo stanowi połączenie słodów i słodyczy, co czyni je nieco mdłym. Goryczka niska, z lekko wyczuwalną nutą chmielu. Ocena 5/10

Po dwóch piwach przerwa na nieco kultury i zwiedzanie pobliskiego zamku. Nie pamiętam ceny biletu, ale było całkiem przyjemnie, acz obiekty do zwiedzania są rozsiane po parku co czyni zwiedzanie nieco chaotycznym. Dosyć dobrze wyposażona sala tortur i budynek myśliwski.


Przed powrotem do domu wracam do browaru dokończyć degustację piw.

Mocne to piwo miedziano-pomarańczowe z drobną kremową pianą o średniej obfitości. W zapachu mamy truskawki i karmel - bardzo przyjemne doznanie, ale nie tego się spodziewałem po mocnym. W smaku ponownie truskawki i karmel, oraz nieco orzechów i chmielu  w ziołowo-miętowej formie. Goryczka niska, acz wyraźnie zarysowana, całość dosyć słodka. Ocena 6.5/10

Koźlak
ma barwę ciemnego brązu z rubinowymi refleksami. Piana trwała, drobna, ładnie znaczy szkło. W zapachu dominuje wiśnia, jest nieco karmelu, a po ogrzaniu ujawnia się kawa i odrobina czekolady. W smaku wiśnie, będące czymś pomiędzy kandyzowanymi, a wiśniami w czekoladzie. Jest lekka śliwka, a po ogrzaniu kawa i nieco ostrzejszej nuty pieprzowej. Ocena 7.5/10



niedziela, 26 października 2014

Buffalo Trance i imperialny stout

Po kolejnym chłodnym dniu spędzonym w pracy przyszedł czas, aby oficjalnie otworzyć sezon picia imperialnych stoutów! Od początku roku zgromadziłem spory zapas piw w moim ulubionym stylu więc po każdym przemarznięciu będziecie mogli liczyć na ciekawą recenzję.

Imperial Russian Stout White Label: Buffalo Trance, Holandia, Emelisse, butelka 0,33l

Imperialny Stout z Emelisse zwyczajnie mnie rozczarował. Mimo obaw postanowiłem zaryzykować z jego wersją leżakowaną w beczce po bourbonie Buffalo Trance. Jeżeli ponownie będzie słabo to kończę z ich RISami, jeżeli się obroni kupię wersję z innej beczki.

Wyrobów z destylarni w Kentucky nie miałem okazji degustować, ale od niedawna widuję je w sklepach.  Na etykiecie widnieje charakterystyczny bizon. Jest to uznana marka, która zdobyła wiele medali i nagród. Zastanawia fakt zdobywania tylu amerykańskich beczek, przez Holendrów. Polskie browary mogłyby spróbować podchwycić temat.

11% alkoholu, 25% ekstraktu, 75 IBU

Butelka prezentuje się elegancko, ogólnie wzornictwo serii White Label wypada dużo lepiej od większości klasycznych etykiet, mimo podobnej stylizacji. Barwa czarna. Piana średnio obfita, bezowa, bardzo drobna, puchowa. Utrzymuje się trwały kożuch. Wygląd: 0.75/0.75

Zapach: mleczna czekolada, owoce (śliwka, gruszka), palony słód, lekki kokos. Po ogrzaniu staje się mocno owocowy. 2/2.5

Smak: mleczna czekolada Studencka z bakaliami, kokos, śliwki, gruszka, ogólnie owoce, kakao. Palony słód jest wyraźny, ale nie dominujący. Posmak bourbonu jest wyczuwalny i wzmacnia się wraz z ogrzewaniem, sama beczka wnosi również delikatne ściąganie od dębu. Smaczków jest więcej, ale to już zwarty bukiet, ja opisałem to co się wyróżnia. Po ogrzaniu waniliowy budyń  - mniam! Goryczka średnio intensywna z cechami ciemnego słodu i chmielu, który wnosi odrobinę cytrusów.  Piwo gęste, słodkawe z delikatną kwaskowatą kontrą, świetnie zbalansowane. Alkohol całkowicie niewyczuwalny. 7.25/8

Cena/Jakość: kupione na Birofilii za żetony, wychodziło jeżeli dobrze pamiętam ok 20 zł,  co jak na ten smak i leżakowanie w beczce jest dobrą stawką. 0.75/0.75

Ocena ogólna: 10.75/12

Jest wyraziste, bogate, kremowe i głębokie w smaku, bez porównania ze zwykłą wersją. Świetne piwo w którym intryguje zwłaszcza kokos i zbieżność z czekoladą Studencką. 

wtorek, 21 października 2014

Laboratorium Szalonego Alchemika – słoneczne starzenie porterów

Dziś coś nowego i niekonwencjonalnego. Czasami wpadam na głupie pomysły, których realizacja wydaje się nie do końca rozsądna i właśnie takie pomysły w Laboratorium Szalonego Alchemika będę wprowadzać w życie, abyście mogli uczyć się na moich błędach i wyciągać wnioski.

Odcinek 1 – Nasłoneczniony porter

O tym, że portery bałtyckie warto leżakować, gdyż znacznie zyskują na smaku pisałem już nie raz, pisali inni przede mną i po mnie. Dlatego o tym tylko w jednym zdaniu dla początkujących w ogromnym skrócie: ciemne, wysoko procentowe piwa jak porter bałtycki, czy imperialny stout dzięki długoletniemu leżakowaniu i procesowi utlenienia stają się dużo ciekawsze i lepiej ułożone, zyskują nuty utlenienia np. rodzynki. Proces ten jest czasochłonny, przebiega w niskiej temperaturze, w ciemnym pomieszczeniu i nie każdy ma warunki ku temu, dlatego postanowiłem sprawdzić inną metodę jednocześnie zdecydowanie polecając wersję klasyczną.

Cel eksperymentu: sprawdzenie czy piwo po długotrwałym naświetlaniu zyska na walorach smakowych w porównaniu do obiektu trzymanego w zaciemnionym, chłodnym pomieszczeniu. Innymi słowy zweryfikowanie sensowności brutalnego naświetlania.

Obiekt eksperymentu: Ciechan Porter 22 - 9% alkoholu, 22% ekstraktu, data ważności 26.11.2014. Butelki zakupione w tym samym czasie, w tym samym miejscu pochodzą z jednej skrzynki.

Miejsce i warunki eksperymentu: okno z widokiem na zachód, w którym słońce nie operuje zbyt długo. Piwo umieszczone na podwyższeniu, aby cała butelka była równomiernie nasłoneczniona. Z uwagi na obawy przed zbyt wysokimi temperaturami wybrałem okno, które najmniej się „nagrzewa”. Dużo sensowniej było by próby tej dokonywać w okresie jesienno-zimowym, ale zżerała mnie ciekawość, a ewentualnie eksperyment można kiedyś powtórzyć.

Przebieg eksperymentu: piwo było przez 80 dni poddawane działaniu światła, butelka była obracana co kilka dni, tak aby każda strona była naświetlona w podobny sposób. Następnie przez 20 dni wracało do równowagi w jednakowych warunkach z wersją z piwnicy.

Wyniki eksperymentu: zaznaczam, że celem nie jest ocena piwa, które było już na blogu prezentowane, a jedynie porównanie zawartości butelek.

Kilka dni po zakupie testowych butelek kupiłem jeszcze jedną i wypiłem – piwo nie było porywające, a wręcz była to jedna z najsłabszych warek dwudziestki dwójki.

Wygląd w barwie czerń z rubinowo brązowymi refleksami pod światło. Piana beżowa średnio obfita, utrzymuje się kożuch. Wszystko jest identyczne.

Aromat: porter z piwnicy to śliwki w czekoladzie, lekkie rodzynki, nieco słodu i minimalny mokry karton (tak w wersji z piwnicy – nie pomyliłem szkła!). Brakuje nieco intensywności. Wersja naświetlana pachnie podobnie, ale nieco intensywniej. Wyraźniejsza jest wiśnia w czekoladzie, rodzynki, słód nadal bardzo lekki. Doszła nuta kawy, a kartonu nie czuję. Wersja piwniczna jednoznacznie przegrywa, ale nie są to jakieś różnice kolosalne.

W smaku rozbieżności są dużo większe – „piwniczanka” jest nieco wodnista i płytka, brakuje bogactwa smaku – jest zasadniczo tylko śliwka w czekoladzie i słód. Na upartego można by się doszukać lekkich wiśni i rodzynek. W smaku piwo nasłonecznione jest wyrazistsze – ma zdecydowanie więcej czekolady, śliwki i rodzynki są intensywniejsze. Pojawia się kawa i przypalony karmel - nuty których nie ma w wersji pierwszej, są wiśnie i słód. Piwo jest pełniejsze, bardziej słodowe – znika wrażenie wodnistości, a w jej miejsce mamy fajne ciało i gęstość. Wersja nie poddana naświetlaniu przypomina piwo, które piłem przed eksperymentem.

Wnioski: bałem się, że test zakończy się kompletną klapą – piwo „z okna” będzie niesmaczne i do tego „wykipi” z butelki. Tymczasem jest zdecydowanie lepsze w smaku i minimalnie w zapachu. To właśnie smak pokazał, że test miał sens i piwo faktycznie zyskało! Wad nie stwierdzono. Tutaj oczywiście pojawią się głosy, że jedna próba o niczym nie świadczy i mógł to być przypadek. Będą to głosy słuszne, dlatego w najbliższym czasie „na okno” i do piwnicy pójdą dwa lub trzy następne portery, aby uwiarygodnić wynik.

Jeżeli ktoś z Was robił już coś podobnego to chętnie poznam rezultat, jeżeli Was ten eksperyment zainteresował i chcecie spróbować w domu to tez informujcie o wynikach!

niedziela, 19 października 2014

Hades

Browar Olimp zabiera nas w podróż do podziemnej krainy zmarłych, gdzie niepodzielną władzę sprawuje Hades. Nie będzie to moje pierwsze spotkanie z tym starożytnym bogiem, wcześniejsze nie było zbytnio udane. Piwo było zdecydowanie za świeże, nieułożone, płaskie wyraźnie potrzebowało czasu. Po kilku miesiącach leżakowania taryfy ulgowej już nie będzie.

Hades, Olimp, butelka 0,33 - 11 zł

Każdy szanujący się browar powinien mieć w swoim piwnym CV trunek w najszlachetniejszym stylu, jakim niewątpliwie jest Russian Imperial Stout. Olimp poszedł w tej materii na całość i uwarzył osobliwą wariację z dodatkiem mleka w proszku, ziaren kakaowca i kilku odmian papryczek chilli. Parametry piwa przedstawiają się obiecująco - 25,2% ekstraktu, 11,1% alkoholu i 66,6 IBU. Hades doczekał się również wersji leżakowanej w beczce, która na chwilę obecną jest najdroższym polskim piwem.

Butelka prezentuje się bardzo okazale, duży plus za przygotowanie jej do leżakowania, oraz za kompletne informacje o składzie piwa. Po światło trunek ma barwę ciemnego brązu. Piana średnio obfita, beżowa, utrzymuje się cienki kożuch. Wygląd 0.75/0.75

Aromat bardzo delikatny z dominującą rolą śliwki, oraz dodatkiem rodzynek i kawa z mlekiem z tuby. Przyjemny, ale jak na ten styl zbyt ubogi i mało intensywny. 1.5/2.5

Smak ponownie dominuje śliwka, jest nieco rodzynek, słodu, delikatna kawa i kakao. Papryczki bardziej pieką w gardle niż smakują, ale są wyraźnie obecne.  Piwo jest gładkie, delikatne, a jednocześnie ostre i nieco gryzące od papryczek i alkoholu, który rzeczone wydają się podbijać. Goryczka o umiarkowanej intensywności, lekko ziołowa.  5.5/8

Cena/Jakość: piwo w tym stylu musi kosztować więcej niż IPA, czy bitter, ale nie mamy tutaj wybitnego przedstawiciela gatunku. Trunek już od dawna nie do kupienia. 0.5/0.75

Ocena ogólna: 8.25/12

Hades zdecydowanie nie zalicza się do wybitnych przedstawicieli gatunku, ale jest piwem smacznym. Brakuje nieco ciała, gęstości, intensywności i bogactwa. Mam jeszcze jedną butelkę, która poleży pewnie kilka lat w piwnicy, ale cudów się nie spodziewam. Po tej degustacji mam również poważne obawy względem sensowności zakupu wersji z beczki. Za czterdzieści parę złotych można kupić legendarnego Blacka, a Hades raczej mu nie dorówna. 

środa, 15 października 2014

Artezan w Katowicach! Białe IPA

Nieobecność piw z "jeżykiem" w stolicy Śląska, od dawna wzbudzała kontrowersje, emocje i niezadowolenie miejscowych smakoszy. O przyczynach takiego stanu rzeczy można by napisać wiele, ale teraz to już bezcelowe, gdyż Artezan ma na stałe zagościć w katowickim klubie podróżników Namaste! Prawdziwym testem dla tej współpracy będzie sprowadzenie, podobno najciekawszych piw tego roku - Preparatu i Petrolio.

W startowej dostawie pojawiły się dwa piwa, których jeszcze nie piłem - Funky IPA i Białe IPA. Niestety piwa znikały błyskawicznie i nie kooperowały z moimi godzinami pracy w związku z czym udało mi się upolować tylko to drugie.

Białe IPA, Artezan, lane 0,5l - 12 zł

Piwo to w teorii jest połączeniem IPA z witem. Na naszej scenie dokonała już tego Pracownia Piwa, ze świetnymi Dwoma Smokami, było to jednak bardziej IPA w tym wypadku wyraźne są nuty i jednego i drugiego stylu. 

Z etykiety na kranie 14% ekstraktu i 5,6% alkoholu. W sieci można doszukać się jeszcze chmieli - Citra i Galaxy.  

Piwo lane więc etykiety jako takiej nie ma, ale pojawia się "na kranie". Barwa słomkowa, piwo mętne. Piana biała, drobna, trwała. Wygląd 0.75/0.75

Aromat: bardzo intensywny zapach cytrusów, okraszony igłami sosny, białym winogronem i odrobiną kolendry. Czuć od niego słodycz. 2.25/2.5

Smak: orzeźwiająca nuta cytrusów, lekka brzoskwinia, kolendra, igły sosny, delikatna słodowość. Jest jeszcze coś pomiędzy mango, a zielonym bananem. Goryczka z ziołowo-grejpfrutowym posmakiem. Słodko-kwaśne, orzeźwiające. 6.75/8

Cena/Jakość: cena barowa, piwo zdecydowanie warte degustacji. 0.75/0.75

Ocena ogólna: 10.5/12

poniedziałek, 13 października 2014

Ice BOCK Challenge!

Na fali dziwnej mody na ice bucket challenge, ekipa katowickiej piwiarni Browariat zaserwowała swoim gościom równie ciekawe wyzwanie Ice Bock Challenge! Na szczęście w tym zadaniu nie trzeba wylewać na siebie, a jedynie wlewać w siebie koźlaka lodowego! 


Hofstettner Granitbock Ice, Austria, Hofstetten, butelka 0,33l


Tabliczkę zachęcająca do podjęcia wyzwania stworzył na moją prośbę znany piwny Jarosław (pozdrawiam!), wisi do tej pory i zachęca do skosztowania - możecie się przyłączyć do wyzwania :) 

Podczas warzenia piwa do kadzi wrzuca się rozgrzane kawałki granitu i dlatego w nazwie Granit. Dlaczego Ice? Otóż dzięki procesowi przetrzymywania trunku w minusowych temperaturach, woda wytrąca się na powierzchni i zamarza. Następnie skuwa się lód i zostaje esencja piwa ze zwiększonym alkoholem. Proces można powtarzać kilkakrotnie, dzięki czemu uzyskujemy piwa z wysokim alkoholem, ale i z bogatym, intensywnym smakiem. Właśnie temu procesowi poddano Granitbocka uzyskując 11,5% alkoholu i właśnie z tym gigantem przyszło mi się zmierzyć! Nie jest to jednak najmocniejsze piwo w moim dorobku, więc bez obaw ;) 

Etykieta jest miła dla oka, ale nieco nieczytelna, kapsel sygnowany. Piwo ma barwę opalizującego rubinu. Piana niska, bardzo szybko znika. Jest to w tym stylu akceptowalne, ale z drugiej strony piwa z dużo większym stężeniem alkoholu miały pianę ładną i trwałą. Wygląd 0.5/0.75

Aromat ogromna ilość rodzynek, słodkie białe winogrona, śliwki w mlecznej czekoladzie, chleb razowy z morelami, bakalie, pumpernikiel, karmel, zboże. Czuć, że to ciężkie, słodkie piwo. 2.5/2.5

Smak karmel, ciemny chleb z owocami suszonymi (można czasem dostać w piekarniach), pumpernikiel, nuty zbożowe, rodzynki, słodkie winogrona, mleczna czekolada, śliwki. O dziwo po ogrzaniu piwo nieco straciło, stało się bardziej jednowymiarowe, pojawiły się galaretki owocowe. Słodkie, ale jest minimalna kwaskowatość. Bardzo gęste, oleiste, intensywne, wyklejające. Alkohol bardzo szlachetny, wyraźnie ogrzewa. Goryczka na dolnym pułapie średniej intensywności, zapewne podbija ją alkohol. 7/8

Cena/Jakość: piwo świetne, ale i nieco za drogie. Trudny proces produkcji robi swoje, ale np. taki Aventinus ma większy alkohol i jest tańszy, wiec to bardziej specyfika austriackich cen. 0.5/0.75

Ocena ogólna: 10.75/12

Podejmiecie wyzwanie? 

piątek, 10 października 2014

Moskwa zdobyta! RIS wypity!

404 lata temu Polacy (jako jedyny naród w historii) zdobyli Moskwę! 9 października 1610 roku polskie chorągwie pod dowództwem hetmana Żółkiewskiego wkroczyły na Kreml! Za nich właśnie wznoszę toast piwem luksusowym i mam nadzieję wybitnym!

George vs. Brian BA: Cherry, Dania, Mikkeller, butelka 0,33l 

W przypadku piw z Mikkellera mamy poważny problem z brakiem informacji, poznaniem genezy trunku, jego zasypu, chmieli. Browar nie podaje tych informacji zarówno na etykiecie, jak i na stronie www. W tym przypadku musimy się zadowolić suchymi faktami: imperialny stout, leżakowany w beczce po cherry, 15% alkoholu, uwarzone w norweskim Lerving. W kwestii domysłów jest to piwo oparte na połączeniu dwóch piw George'a i Brian'a, a etykieta sugeruje, że to pojedynek o dominację w smaku. 

Etykieta typowa dla Mikkellera, albo się lubi ten styl, albo nie... Ciecz gęsta, czarna. Piana zasadniczo nawet się nie tworzy. Poziom alkoholu i styl wiele wybacza, ale nie wszystko. Wygląd 0.5/0.75

Aromat słodkie czereśnie, wiśnie, rodzynki, gorzka czekolada, kakao, wanilia, nuta ciemnych słodów, zboża. 2.5/2.5

Smak gęsty czekoladowo-kakaowy eliksir. Słodkie ciało ma w sobie ciemne owoce (śliwka, czereśnia, wiśnie), rodzynki, wanilię. Jest kontrowane przez palony słód z odrobiną goryczy, wytrawności, ale nie kwaskowatości. Wraz z ogrzewaniem wanilia staje się coraz silniejsza, co czyni piwo coraz wspanialszy. Silniejsza staje się również gorzka czekolada, pojawia się nuta płatków róży, a wiśnia staje się nieco kandyzowana. Alkohol świetnie przykryty, ale rozgrzewa bardzo silnie. Goryczka na średnim poziomie intensywności z wyraźnie cytrusowym posmakiem 7.75/8

Cena/Jakość: piwo rewelacyjne i zdecydowanie warte zakupu, ale cena to lekka przesada zwłaszcza przy tej pojemności. 0.5/0.75

Ocena ogólna: 11.25/12

W tle Samozwaniec autorstwa Jacka Komudy, powieść opisująca perypetie Jacka Dydyńskiego w czasie wyprawy na Moskwę. Książka rewelacyjna i zdecydowanie warta lektury, ale napisana językiem, który nie każdemu przypadnie do gustu. Dla miłośników historii i powieści przygodowych z szablami i husarią w tle to punkt obowiązkowy.

wtorek, 7 października 2014

Orange Crush!

Oj punktuje duński Amager - po kolaboracji z Three Floyds, przyszedł czas na kolejny legendarny browar na którego piwa miałem ochotę od dawna. Ponownie amerykanie (była jeszcze IPA z Port Brewing), tym razem z Cigar City! 

Orange Crush, Dania/USA, Amager/Cigar City, butelka 0,5l 

Session IPA, czyli lekkie, pijalne i sesyjne IPA , a co za tym idzie jedynie 5% alkoholu. Chmiele: Herkules, Citra, Simcoe, Mosaic. 

Mistrzowska etykieta z wojownikiem w stylu gier wideo. Barwa bursztynowa z leciutką domieszką czerwieni, piwo lekko mętne. Piana niska, drobna, szybko redukuje się do marnego kożucha. Wygląd 0.5/0.75

Aromat to cytrusy, igły sosny, nieco nut dzikich, przypraw, minimalna ilość skórki od chleba. Po ogrzaniu robi się syrop cytrusowy 2/2.5

Smak: cytrusy (pomarańcza, cytryna, grejpfrut, mandarynka), owoce, igły sosny, liście tytoniu, skórka od chleba, delikatny powiew belgijskiej dzikości. Po ogrzaniu coraz bardziej cytrusowy sok/syrop, z dominującą rolą grejpfruta. Goryczka na średnim pułapie intensywności. Na finiszu delikatna pieprzność/przyprawy. wytrawne, silnie orzeźwiające. Na sam koniec degustacji pojawia się sporo nut brzoskwiniowych. 6.75/8

Cena/Jakość: piwo jest pyszne, lecz nie wybitne, jednak wypić zdecydowanie warto.  0.5/0.75

Ocena ogólna:  9.75/12

Na jakość zdjęcia niestety kolejny raz muszę spuścić kurtynę milczenia... Jednak piwo jest za dobre, aby pomijać go z tej przyczyny.

niedziela, 5 października 2014

Dobry, zły i brzydki, czyli piwny Dziki Zachód!

Znoszone kowbojki, kapelusz pokryty kurzem z traktu i dwa nabite rewolwery! Brewfist wraz z Sergio Leone i Ennio Morricone przenosi nas na Dziki Zachód, do świata spaghetti westernów w który wprowadzą nas Dobry, Zły i Brzydki! Jeżeli ktoś nie wie o czym tu pisze niech zacznie od nadrobienia filmowych zaległości.


Spaghetti Western, Włochy/USA, Brewfist/Prairie Artisan Ales, butelka 0,33l 

Piwo - hołd złożony gatunkowi, który odszedł do lamusa, ale który nadal żyje w sercach wielbicieli na całym świecie, którzy wychowali się na tych filmach. Sam w młodości byłem entuzjastą westernów i książek o tej tematyce, dlatego ten "imperial chocolatte coffee stout" kupiłem bez zastanowienia. Jest to owoc współpracy Włochów z Brewfist z Amerykaniami z Prairie Srtisan Ales. 

Etykieta jest nie tylko piękna, ale i bogata w informacje - 8,7% alkoholu, 60 IBU, a w składzie kawa, ziarno kakaowca i uwaga - spaghetti!

Etykieta jest fenomenalna i przypomina plakat reklamowy z wspomnianego filmu. Piwo jest czarna, z brunatną, średnio obfita, drobną pianą, która prezentuje się ładnie, ale mogła by się dłużej utrzymywać. Dzięki etykiecie za wygląd 0.75/0.75

Aromat to absolutna dominacja kawy, zarówno tej świeżo zaparzonej, jak i tej jeszcze w ziarnach. Jest również charakterystyczna dla kawy kwaskowatość. w tle czekolada. Jak na klasycznego RISa trochę ubogo, ale jak na chocolate coffee stout jest właściwie.  2/2.5

Smak to spory dysonans, z jednej strony potężne ciało i gęstość co sugerowało by dużą słodycz z drugiej ogromna dawka kawy wnosi lekką kwaskowość i nutę orzeźwienia, przez co mimo aksamitności i kremowej słodyczy piwo wydaje się wytrawne. Mamy tutaj również ogrom gorzkiej czekolady, sporo owoców (w tym charakterystyczna dla piw kawowych leciutka porzeczka), może nawet nieco cytrusów, ale głowy nie dam. W tle  ciasteczka, coś co porównał bym do ubitej piany. Goryczka na średnim poziomie intensywności, alkohol przykryty, ale lekko rozgrzewa. Gęste gorzko-słodkie z lekkim kwaskiem.7/8

Cena/Jakość: piwo jest wyśmienite, zdecydowanie polecam zwłaszcza, przy tak przystępnej cenie. Myślę nad zakupem butelki do leżakowania. 0.75/0.75

Ocena ogólna:  10.5/12

piątek, 3 października 2014

Trunki z innej półki: Półtorak Jadwiga i Potop!

Do kin wraca kultowy Potop! W wersji okrojonej i odnowionej film ma być bardziej widowiskowy i dużo lepszy wizualnie. Co do tego pierwszego mam duże wątpliwości, natomiast w dostępnych zapowiedziach wizualnie film prezentuje się faktycznie bardzo dobrze. Z tej okazji postanowiłem sobie przypomnieć oryginał. Z czasem u mnie bardzo kiepsko, ale to prawie pięciogodzinne widowisko jest warte nie tylko czasu, ale i czegoś wyjątkowego do przepłukania gardła. Padło na najbardziej sarmacki z trunków - miód pitny Jadwiga!

Miód pitny: Jadwiga, Polska, Apis, butelka 0,75l

Trunek wielokrotnie nagradzany min. jako najlepszy miód pitny świata wg. ratebeer! Produkowany z dodatkiem owoców maliny i dzikiej róży. 16% alkoholu.

Butelka sama w sobie ładna, ale etykieta nie wygląda dobrze. Należy jednak zaznaczyć, iż miód dostępny jest również w pięknej kamionkowej butelce, oraz karafce, jednak to upiększenia idealne na prezent. Oczywiście piękno dodatkowo kosztuje, a mnie na smaku zależało. Trunek o barwie czerwono herbacianej. Wygląd 0.5/0.75

Aromat: dominuje oczywiści miód, zwłaszcza wrzosowy, sporo malin, kwiatów, delikatna róża, odrobina przypraw korzennych. Minimalnie czuć alkohol. 2.25/2.5
 
Smak: miód bardzo gęsty, słodki, oblepiający, gładki. Absolutna miodowa pełnia - bez porównania do dwójniaka czy trójniaka, można porównać do świeżo wy wirowanego rzadkiego miodu. Maliny, gryka, róża, wrzos, przyprawy Korzenne, zioła, figi. Miód wydaje się połączeniem gryczanego, lipowego, spadziowego z wielokwiatowym. Alkohol niewyczuwalny sam w sobie, ale mocno grzeje. 7.75/8

Cena/Jakość: konieczność kilkuletniego leżakowania, oraz wysoki ekstrakt powodują, iż trunek tani być nie może. 0,75l jednego z najlepszych miodów pitnych świata za 46 zł wydaje się ceną przyzwoitą. Dodatkowo jeżeli popatrzymy na ceny najlepszych win czy whiskey to tym bardziej warto kupić, bo innych alkoholi z najwyższej półki, nie kupimy nawet za kilka krotność tej sumy. 0.75/0.75

 Ocena ogólna: 11.25/12

Trunek potężny i wspaniały jak szarża husarii! Polecam wszystkim :)