wtorek, 5 sierpnia 2014

Mrok, zamek, zło - warka 666!

Zapomniane przez Boga i ludzi zamczysko, trudne do odnalezienia i jeszcze trudniejszy w zdobyciu. Aby przestąpić progi tej tajemniczej ruiny należy przebyć strumień (w dniu naszej bytności wąski, ale koryto pokazuje, iż bywa szerszy i wzburzony), gęste chaszcze, pole pokrzyw sięgających ponad pas (krótkie spodenki były w sam raz...), mokradło i już jesteśmy pod wzgórzem! Teraz już tylko ścina krzaków, bardzo strome i śliskie podejście lesistym wzgórzem bez ścieżki i jesteśmy u celu! Ruiny zamku w Międzygórzu!

Zapada zmrok , powoli otacza nas nieprzenikniona ciemność, klimatu dodaje fakt iż w pobliżu wznoszą się tajemnicze kurhany i zagadkowe tunele (lochy?), nigdy nie badane przez archeologów. Spore zalesienie i szybko nadchodząca noc utrudniają badanie ruin. W takiej scenerii przyszło nam rozpalić ognisko i stawić czoła Bestii! 



Bida wszystkim na ziemi i morzu, gdyż Szatan wie, że czasu niewiele zostało i Bestię zsyła! Kto ma rozum niech liczbę Bestii przeliczy, liczba to bowiem człowieka. A liczba jego to WARKA 666

i objawił się 

Jackyl - Barley Wine from Hell!!!!!!!



Trunek uwarzyli wyznawcy złego z odległej Danii, gdzie Joan i David, w swoim tajny laboratorium zwanym HaandBryggereet zawarli czarcie przymierze i stworzyli ten piekielny nektar. Ciecz przelano do butelek 18 lutego tego roku i obdarzono mocą 9,5%.

Zamiast smolistej czerni mamy trunek rubinowo wiśniowy, przyozdobiony obfitą pianą. 

O dziwo nie unosi się aromat siarki, a przyjemna woń karmelu, owoców, nutka wanilii i biszkopty.

W diabelskim kotle czarty uwarzyły trunek o smaku karmelu, czerwonych owoców, biszkoptów, z lekką
nutą wanilii, cytrusów i mlecznej czekolady. Solidna chmielowa goryczka z herbacianym posmakiem. Alkohol jest wyraźny, ale ma formę likieru.

Degustację przerwał skrzydlaty wysłannik nocy, krążąc tuż nad naszymi głowami, obserwując poczynania dziwnych gości. 

Sam trunek zakupiony od krakowskiego alchemika w jego niepozornym, acz świetnie zaopatrzonym przez najlepszych kupców przybytku zwanym "Marią", nie był, ani drogi, ani tani, ot adekwatny do swoich właściwości. 







                                                              

                                                                





Po zakończeniu seansu, pokrzepieniu się mięsistym i wygaszeniu ognia zalała nas absolutna ciemność jakiej nie doświadczymy nigdy w mieście. Z ruin wyjście jest tylko jedno, z pozostałych stron otaczają je strome urwiska. Udało nam się jednak odnaleźć teoretycznie dogodniejsze zejście, co okazało się jednak pozorem za który zapłaciliśmy zjazdem na tyłkach i potarganymi spodniami. Ot cena przygody. Aby było zabawniej niby ścieżka doprowadziła nas w totalne zarośla, za którymi czekał sam środek mokradeł! Było świetnie, acz boleśnie ;) Pozdrowienia dla towarzyszy wyprawy - już obmyślam nowe atrakcje!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz