poniedziałek, 14 lipca 2014

Birofilia 2014 – piwa z Polski i Europy

Birofilia 2014 – piwa

We wcześniejszym wpisem rozprawiłem się z festiwalem w kwestii organizacyjnej i całościowej. Tym, którzy go nie czytali polecam zachować chronologię publikacji. Czas zająć się tym co najważniejsze, czyli piwem. Nie będzie wnikliwych ocen z degustacji, nie będzie opisów. Nie robiłem notatek, a jedynie spis piw, które zdegustowałem. W zestawieniu są piwa wybitne, bardzo dobre, są i rozczarowania. Zasadniczo jest to materiał bardziej na mój użytek, ale Wam również może się przydać przy piwnych zakupach.

Polska

Piwa krajowe degustowałem na FDP, degustuję w miarę możliwości na co dzień. Dlatego nie stanowiły one ważnego punktu na mojej liście. Wyjątek stanowiły perły z korony Pracowni Piwa: RIS Mr. Hard Rocks i barley wine Mr. Hard. Obydwa piwa okazały się świetnymi wypustami z których możemy być dumni. W moim odczuciu ekipa z Modlniczki potwierdziła tymi piwami status lidera krajowego piwowarstwa. Z Pracowni pojawił się jeszcze Hunctwot pyszne AIPA!

Trafiły się również dwa piwa z Olimpu, których nie piłem- Imperial IPA Zeus i weizenbock Kentauros. Oba były solidne, acz nie wybitne. W planach miałem jeszcze Specyfik, ale zanim odhaczyłem inne pozycje rzeczony już się skończył.

Świat

Wielka Brytania stanowiła podstawę tegorocznej imprezy. Kraina Piwa sprowadziła flotyllę beczek i butelek browarów u nas mało znanych i bardzo trudnych do kupienia. I tak spróbowałem pierwszy raz solidnego piwa z Great Heck – Amish Mash (wheat ale), nudnego bittera Darwin's Origin z Salopian, który miał być rewelacyjny w swojej klasie. Dobry (ale niczym więcej) okazał się stout Dark Energy z Hardknott. Z Bristol Beer Factory wypiłem bezzapachowe Belgian Conspracy IPA. Były jeszcze trzy piwa z Wild Beer – „zwyczajne” Madness IPA, Somerset Wild, i Evolver IPA na „bretach” po którym sobie więcej obiecywałem. 


Niesamowicie ciekawą pozycją wydawało się Double Scotch z dobrze mi znanego Thornbridge. Scoty Ale leżakowane w beczce po whisky z Auchentoshan mocno rozczarowało.

Była jeszcze próbka Old Engine Oil (podstawa Ola Dubh) ze szkockiego Harviestoun.

Zapomniałem o efekcie wewnątrz angielskiej kolaboracji Norhern Monk z Saltaire. Ich Smoked Porter to słabe i nie wędzone piwo.

Do piwa z Holandii mam w zasadzie dostępne na co dzień, więc skusiłem się tylko na Kompaan 39 Bloedbloeder. RIS dobry, ale w tej cenie są dużo lepsze. W zasadzie tak samo sprawa się ma z Niemcami. Zdegustowałem tylko jedno piwo, którego byłem cholernie ciekaw, a które kosztuje jakieś 60 zł za butelkę. Mowa oczywiście o Weisse Tap X Meine Porter ze słynnego Schneider & Sohn. Piwo bardzo solidne i te 100 ml. wypiłem ze smakiem, ale na zakup butelki bym się nie zdecydował – liczyłem na nieco więcej. Od kolegi spróbowałem jeszcze Mikkeller Yeast Series 2.0 - Brettanomyces Lambicus i stwierdziłem, że nie kupuje mimo iż miałem na liście.

W drugiej części wpisu będzie o piwach z USA 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz