środa, 30 lipca 2014

Bourbon Barrel Stout

Czas wygrzebać coś z odmętów czasu - mocno zaległa recenzja, ale czas jest odpowiedni. Piwo idealne dla wielbicieli bogatego smaku, imperialnych stoutów i dębowych beczek. Wszystko to w lekkiej, pijalnej i niskoalkoholowej wersji, czyli w sam raz na lato!

Bourbon Barrel Stout, USA, Anderson Valley, butelka 0,66l 

Już na samym początku pojawia się kłopot z nazwą piwa... Część źródeł podaje, iż jest to to samo piwo co BBS Wild Turkey, opatrzone etykietą z indykiem, natomiast ratebeer ma te dwa piwa osobno. To widnieje jako BBS Bear. Zważywszy na jednakowe parametry i brak tego piwa na stronie producenta, przyjmę założenie, że jest to jakaś wersja na Europę ze zmienioną etykietą. Trwając w powyższej tezie podaję dane indycze: trunek leżakuje przez trzy miesiące z dębowej beczce po bourbonie Wild Turkey. Etykieta szykowana, ale ta z indykiem zdecydowanie bardziej przypada mi do gustu. 6,9% alkoholu, 14 IBU

Barwa: w tym szkle czarna.

Piana: trwała, beżowa, drobnoziarnista, średnio obfita, oblepia szkło. 0.5/0.5

Zapach: połączenie czekolady, karmelu, wanilii, owoców i beczki - bardzo przyjemy, ale mało intensywny. 0.75/1

Smak: czekolada, palony słód z muśnięciem popiołu, karmel, delikatna wanilia, cappuccino nieco owoców, ściągająca kwaskowata nuta dębowej beczki. Na finiszu wyraźna nuta whiskey.  Goryczka bardzo łagodna. Niskie wysycenie, świetne zbalansowanie i aksamitność czynią piwo ekstremalnie pijalnym. 6.75/8

Cena/Jakość: piwo bardzo dobre, zdecydowanie warte polecenia, ale cena jak na krajowe warunki płacowe jest odstraszająca, zwłaszcza przy piwie sesyjnym. 0.25/0.5
Ocena  ogólna: 8.25/10

poniedziałek, 28 lipca 2014

Urodzinowe specjały część 3 - Paradox Isle Of Arran

Równo rok temu po degustacji Paradox Jura postanowiłem kupić i zdegustować za rok kolejne piwo z tej serii. Dostępny był tylko RIS leżakowany w beczkach po whisky Isle of Arran. Ta destylarnia z wyspy Arran działa od 95 roku i o dziwo (niestety) do swojej klasycznej whisky nie używa torfu. Kosztuje od 110 zł za butelkę w wersji "orginal". 

 Paradox Isle of Arran, Szkocja, Brew Dog, butelka 0, 33l

Podstawą piwa pozostaje imperialny stout Paradox, który onieśmiela 15% alkoholu! Ważne do 15.III.2023 roku. Autorzy twierdzą, iż jest to rock'n'rollowy efekt współpracy najlepszego browaru i destylarni w Szkocji.

Wygląd: śliczna metalizowana etykieta prezentuje się wybornie, piwo ma czarną barwę z ciemno brązowymi przebłyskami pod światło. Piana niska drobna, beżowa, wolno znika. 0.5/0.75

Aromat: silna mleczna czekolada, rodzynki, śliwki w czekoladzie, ogrom fenomenalnej wanilii, kit pszczeli z dodatkiem miodu (specyficzna mikstura pszczelarzy). Aromat whisky bardzo delikatny, alkohol minimalnie obecny. Mleczna czekolada, wanilia, rodzynki to połączenie tak doskonałe, iż lepsze nie przychodzi mi do głowy - ten aromat jest perfekcyjny. 2.5/2.5 

Smak: wanilia w oszałamiającej ilości, mleczna czekolada, ciasteczka owsiane, rodzynki, śliwki w czekoladzie (delikatne powidła), nuta whisky (jak to określam "rdzawa") z odrobiną dymu drzewnego, toffi w stylu cukierków krówek.  W tle delikatna kawa z mlekiem, odrobina palonego słodu z mikro nutą popiołu. Goryczka niska. Rewelacyjny, bardzo złożony bukiet. Alkohol solidnie rozgrzewa, jest umiarkowanie wyczuwalny w szlachetnej formie. Klasyczny słodki RIS, bardzo gęsty, aksamitny, likierowy. Wysycenie niskie. 8/8

Cena/Jakość: za butelkę 0,33 płaciłem 30 zł i nie żałuje, ani złotówki - polecam wszystkim i zaznaczam, że piwo u mnie leżało rok, a data ważności sugeruje, iż ma prawie półtorej roku. 0.75/0.75

Ocena ogólna: 11.75/12

Czy warto leżakować dłużej? Myślę, że kolejne pół roku zminimalizowało by alkohol, ale walorów smakowych raczej nie zwiększy, gdyż już teraz jest genialne. Obok Yeti i Older Viscosity to mój absolutny top.

niedziela, 27 lipca 2014

Marcin Gajda: piwne Koszyce

Pierwszy raz na blogu gość specjalny! Autorem dzisiejszego tekstu jest Marcin Gajda, który miał ochotę podzielić się z Wami swoimi doznaniami z wycieczki do słowackich Koszyc.

Piwne Koszyce

Nigdy wcześniej nie byłem na Słowacji. Gdy tylko pojawiła się okazja, by się tam wybrać przed oczyma stanął mi obraz kraju pogrążonego w kryzysie, brzydkiego, z wyraźnie odciśniętym piętnem minionej epoki. Szybki research w Internecie oraz doświadczenia organoleptyczne już na miejscu uświadomiły mi jak bardzo się myliłem. Jeszcze ostrzeżenie, wszystkie stawiane w tym tekście tezy wynikają z trzydniowego pobytu, intensywnej obserwacji i własnych przemyśleń, więc nie uważajcie ich za prawdę objawioną. Zapraszam do lektury!

O mieście

Samo miasto jest ślicznie położone, otoczone wzgórzami z każdej strony. Jest drugim największym miastem Słowacji, ważnym ośrodkiem akademickim i odniosłem wrażenie, że nosi taki status, jaki u nas Kraków.

Zachowało się wiele wspaniałych zabytków, wszystkie są położone bardzo blisko względem siebie, zorientowane wokół ulicy Hlawnej, która pełni funkcję głównego deptaku, tudzież długiego rynku. Właśnie w tych okolicach jest najwięcej lokali z dobrym piwem, a to interesuje nas w tym tekście najbardziej.
Jednak nie sposób nie wspomnieć o życiu w mieście. Na Słowacji obowiązuje Euro, więc można było zakładać, że będzie drożej niż w Polsce. I owszem, podstawowe produkty żywieniowe w hipermarketach są średnio o 20%/30% droższe po przeliczeniu na złotówki. Czyli nie jest fajnie. Ponoć Słowacy aż z Koszyc potrafią jeździć do Polski na większe zakupy. Mając ok. 30 km na Węgry, gdzie też powinno być taniej!

Jak zatem Słowacy sobie radzą? Jedzą na mieście! Porównałem ceny pod tym kątem i taniej wychodzi iść do drogiej pizzerii na Hlavnej niż kupić w Kauflandzie (najtańszy z marketów) wszystkie składniki na pizze i upiec ją samemu. I tak jest ze wszystkim, ponoć w Koszycach jest największy procent zarejestrowanych własnych działalności na jednego mieszkańca. To się tam opłaca, nie wiem na czym to polega, czy niskie podatki, czy niskie czynsze… Ale właśnie usługi napędzają ich gospodarkę, nie dają zarobić koncernom tylko wspierają się nawzajem. Da się? Oczywiście, że się da! Poza tym mieszkańcy Koszyc w większości to otwarci, uśmiechnięci, zadowoleni z życia ludzie, na dodatek dość majętni.

Co do spraw technicznych życie nocne zamiera dość wcześnie, bo około 23 zdecydowana większość knajp już jest pozamykanych, w niedzielę spora część się nawet nie otwiera (Koszyce to generalnie bardzo religijne miasto). Jest bardzo czysto mimo braku… koszy na ulicach;) No i słowacki jest jeszcze bardziej zrozumiały dla Polaka niż czeski, z każdym można się dogadać mówiąc po prostu w swoim języku.

O knajpach

Przejdźmy do spraw piwnych. W Koszycach mamy 2 multitapy, Dobre Casy (Cajkovskeho 4) i Red Nose Pub (Zbrojnicna 2), w każdym po 24 nalewaki. Nazwa pierwszego ewidentnie kojarzy się ze słynnym praskim wielokranem Zly Casy, może zabieg marketingowy? Może filia? Nie wiem, nie potrzebuję wnikać. W piwnicznej części jest nieco klaustrofobicznie i ciemno, z głośników dobiegały dźwięki radia. Więc zamówiliśmy piwo i uciekliśmy do ogródka piwnego znajdującego się przed lokalem. Wybór piw spory, ale raczej czesko – słowacki. Z innych był To Ol Reparationsbajer, poza tym coś z Matuski, sporo czeskich klasyków takich jak Pardubicky Porter z Pernsteina, no i słowacki kraft w postaci tych bardziej wykręconych piw Kalteneckera i kontrakty przy rzeczonym w postaci browarów Mekfartin i Padre Craft Beers (którego American Wheat o nazwie Mustaz dosłownie zalał Koszyce, w co drugiej knajpie można było go spotkać). Ogólnie miejsce jakoś nie zdobyło mojej sympatii, szybko dopiliśmy piwo i uciekaliśmy stamtąd. Może to przez tragiczny poziom pitego piwa? Ale o tym później…

Red Nose Pub za to zaskarbił sobie naszą sympatię, jako jedyna knajpa została odwiedzona podwójnie! Bardzo sympatyczne panie barmanki, które raczej nie mają pojęcia co sprzedają;), fajna muzyka (Beatlesami nas kupili!) i fakt, że aby przedostać się na ogródek trzeba przejść za barem! Na nalewakach tylko Czechy i Słowacja. W lodówkach jeszcze kilka pozycji Brew Doga i Mikkellera (o fenomenie tej dwójki będzie jeszcze osobny akapit). Oczywiście Kaltenecker, trochę większych czeskich browarów no i święta dwójka czeskiego kraftu, czyli Matuska i Nomad, z którego cieszyły mocno limitowane Poustni Kraska APA i Crna Vdova Porter.

Byłem jeszcze w kilku innych miejscach i stwierdzam, że nadziać się na kraftowe piwa w Koszycach nadzwyczaj łatwo. Dostępność Brew Doga i Mikkellera bardzo dobra, podobnie Kalteneckera (choć raczej bardziej klasycznych ich piw) no i wszechobecny Mustaz. Szczególnie polecam knajpę Pokhoi (Hlavna 20 w bramie), gdzie oprócz 4 nalewaków (2 jasne lagery, 1 pusty i Matuska Fastball) bardzo duży wybór butelek z dwóch rzeczonych browarów. Do tego punkowa muzyka i klimat, choć pewnie większość powiedziałaby, że hipstersko. Cóż, jestem hipsterem, czułem się tam świetnie i do tego wypiłem najlepsze piwo w życiu, czyli Croocked Moon DIPA z Mikkellera. Do tego polecam Tabacka Kulturfabrik na Gorkeho 2, gdzie oprócz sporego wyboru Mikkellerów i Brew Doga (tu padł m.in. nie widziany nigdy w Polsce Riptide RIS z BD) odbywają się koncerty muzyki alternatywnej i inne kulturalne wydarzenia. Marzę o takiej koncertówce w Katowicach i wiem, że ona nie powstanie dopóki sam jej nie otworzę;)

Potwierdzając swoje hipsterstwo wybawiliśmy się do dźwięków Terror Bird, kanadyjskiego jednoosobowego projektu New Romantic/Disco bardzo w duchu wczesnych Depeche Mode. Nie wiedziałem o nim nic, a teraz jestem fanem. Ach te Koszyce

 O sklepach specjalistycznych i cenach

Odkryłem jedno konkretne miejsce z piwami, znajdowało się w miejskiej galerii handlowej i nazywało się Kubbo Select. Jest to bardzo luksusowy sklep z alkoholami, mnóstwo wina, mnóstwo mocniejszych trunków, jest też sporo rzemieślniczych słodyczy (ta branża też ma się dobrze i jestem fanem od dawna) kaw i herbat. No i ok. 4 niewielkich półek z piwami plus pustawa lodówka. Co tam mamy?

Werble… Tak! Brew Dog i Mikkeller! No dobra, oddajmy sprawiedliwość, były 2 rodzaje piwa z browaru Buntavar, AIPA i BIPA, na dodatek w promocji bo termin się kończył. Chyba 3 z Nogne O i 2 z Williams Bros. Reszta to naprawdę pokaźna oferta monopolistów. W tym takie perełki jak ok. 5 sztuk Tactical Nuclear Pinguinów, nigdy przeze mnie nie widziany Lost Dog, czyli kolaboracja Brew Doga i Lost Abbey, kolaboracja Mikkellera i Praire w butelce 0,75… długo mógłbym wymieniać. Jak cenowo? Jak w barze! Serio! Za Rip Tide w Tabacka Club dałem 3.8 euro, w sklepie kosztował bodajże 3.75. Piękne, prawda? Powiem więcej! Na eksponowanym miejscu stał też Padre Mustaz za 1,99 za butelkę 0,33. W knajpie dałem 1,50. Kocham ten kraj! A kochałbym bardziej, gdyby poziom słowackiego kraftu był wyższy… Niestety!
O piwach

Nie były to okoliczności i czas na profesjonalne recenzje, mam nadzieję, że krótkie notki o piwach i przedstawienie ogólnej kondycji słowackiego piwowarstwa w zupełności wystarczą. Mam świadomość tego, że na podstawie zaledwie kilku wypitych słowackich piw nie można wysnuwać wniosków odnośnie całego tamtejszego piwnego świata. Wiadomo, mogłem mieć wyjątkowego pecha, ale z 7 spróbowanych słowackich piw w 5 był DMS, w 3 z nich w stężeniu tak wysokim, że pić się nie dało. Te dwa bez DMSu były odpowiednio Dunkelem i Black IPA i były to jedyne ciemne piwa słowackie jakie piłem. Czyli w każdym jasnym warzywniak, tudzież słodka kukurydza z puszki. Ale po kolei…

Zacznijmy od jedynego odwiedzonego przeze mnie browaru restauracyjnego. Pivovar Golem mieści się przy ulicy Dominikanske Namestnie 15, lekko na uboczu od Hlavnej, obok placyku, gdzie co niedzielę odbywa się targ staroci. Dostępne były 3 rodzaje piwa, Jasne, Ciemne i Ciemny special. Oryginalnie, prawda? Zamówiliśmy Jasne i Ciemne specjalne, które rożni się od regularnego tym, że ma 1,5 stopnia plato więcej. W jasnym warzywniak nie do zniesienia, groch z kapustą, dosłownie! Za to ciemne urzekło mnie czekoladowym aromatem i smakiem, przyjemnym, lekko palonym finiszem i ogromną pijalnością. Na to piwo warto do Golema zawitać.

Ze słowackich kraftów najlepsze wrażenie na mnie zrobił Buntavar. Miałem okazję spróbować dwóch ich piw, American India Pale Ale i Black India Pale Ale. Pierwsze nieco herbaciane, ziołowa goryczka, DMS tylko w postaci słodkiej kukurydzy. Ogólnie całkiem niezłe i zdecydowanie najlepsze jasne słowackie piwo jakie piłem. Black IPA była jeszcze lepsza, w aromacie bez zaskoczeń, ciemne słody i żywiczno – leśny aromat chmielowy. Podobnie w smaku, kawa, czekolada, długi, nieco zalegający finisz chmielowo – palony, może ciut zbyt wytrawne. Porządne rzemiosło.

Do miana czegoś więcej niż rzemiosło, wręcz sztuki, aspiruje browar Mekfartin, którego statusu do tej pory nie rozgryzłem. Reklamuje się jako domowy browar, lecz swoje ostatnie piwo, czyli Mad Bull ESB uwarzył w browarze Kaltenecker. Więc kontrakt? Jednorazowa współpraca? Raczej to drugie, browar pojawił się na stoisku piwowarów domowych na Birofilii właśnie z Bykiem. A dlaczego piszę o sztuce? Sprawdźcie design ich butelek. To są arcydzieła! Jednak zawartość pozostawia wiele do życzenia. Mad Bull jest wyraźnie słodki, lekko brzoskwiniowy i potężnie DMSowy, aromat gotowanej fasoli zabija całą radość z picia. Można sobie wyobrazić, że tego DMSu tam nie ma i wtedy byłby potencjał na naprawdę smaczne piwo. Choć raczej nie w stylu, ESB z brzoskwiniową słodyczą?

Innym browarem działającym na tej samej zasadzie jak Mekfatrin jest Padre, z którego spróbowałem wyżej wspominanego, wszechobecnego w Koszycach Mustaza w stylu American Wheat. Tu DMS uderza z opóźnieniem, bo najpierw czuć bardzo fajne cytrusowe nuty. Wraz z ogrzaniem grochówka w nieco mniejszym stężeniu niż w Mad Bullu psuje drugą połowę piwa. Dorzućmy do tego nieco mdłą słodowość i mamy przeciętne, wadliwe piwo.
 
Na koniec Kaltenecker, największy zawodnik słowackiego kraftu. W ofercie mają style klasyczne i nowofalowe, są szeroko dostępni (w Kauflandzie widziałem ich Marzena i Schwarzbiera), lubią eksperymenty, współpracują z innymi browarami. Owoc jednej z tych współpracy miałem okazję pić, mowa o Suzuki India Pale Lager, kooperacji Kalteneckera i japońskiego browaru Bay Brewing z Yokohamy. Brzmi światowo, pomyślałem. India Pale Lager to świetny styl podkreślający potęgę amerykańskiego chmielu, pomyślałem. Pomyliłem się srogo, piwo wygrywa złotą fasolę w kategorii najsilniejszy DMS. Do tego tępa, zalegająca goryczka.

Po tym piwie odechciało mi się jakichkolwiek słowackich trunków, przerzuciłem się na sprawdzone Mikkellery, Matuski i Nomady. Ich opisywać nie będę, mógłbym je wypić i w Polsce i w Czechach. Odpowiedź na pytanie „dlaczego na Słowacji tyle Mikkellerów i Brew Dogów?” brzmi: żeby było co pić. A może jednak pech? Śmiem wątpić. Przed Słowackim piwowarstwem długa droga.

środa, 23 lipca 2014

Amager & Three Floyds ujawiniają subtelną duszę Wikinga!

Duński Amager cieszy się w świecie bardzo dobrą opinią, czego owocem są liczne współprace z uznanymi browarami. Taki owoc właśnie dziś skonsumuję! Arctic SunStone to dziecko kooperacji z legendarnym amerykański Three Floyds!

O Amager będzie jeszcze okazja napisać (mam 4 piwa z czego 3 warzone we współpracy), a o Three Floyds? Wcześniej czy później też, bo coraz więcej pereł przyozdabia rodzime sklepy z piwem! Teraz o samym piwie, które jest królikiem doświadczalnym, dla nowej skali ocen.

Arctic SunStone, Dania/USA, Amager/Three Floyds, butelka 0,5l

Piwo uwarzone przy głośnych dźwiękach muzyki Kinga Diamonda, ma udowodnić, iż dusza Wikinga ma też subtelną stronę. Jest to pale ale, czyli styl pasujący do subtelności i delikatności, uwarzony z udziałem chmieli: Tomahawk, Citra, Centennial, Simcoe. 6% alkoholu, warka 804 (V.15r.)

Wygląd (barwa, piana, estetyka opakowania) 0.5/0.75

Barwa: żółto-złota, duże zmętnienie. Piana: średnio obfita, różnoziarnista. Kożuch w miarę trwały. Mogło być lepiej. Piękna etykieta niweluje za wysokie zmętnienie. Kapsel z logo browaru.

Aromat: żywica, nuty ziołowe/trawiaste, igły sosny, cytrusy, białe owoce w tym lekko nadgniły winogron. Po ogrzaniu dominują zdecydowanie nuty sosnowe, pozostałe zapachy słabną. 2/2.5

Smak: igły sosny, świeżo wyciśnięte cytrusy (mandarynka, pomarańcza, grejpfrut), lekkie zioła i białe owoce, minimalne biszkopty. Piwo jest bardzo gładkie, nisko wysycone, ale krótka, średnio intensywna goryczka pokazuje pazur! 7.5/8

Cena/Jakość: piwo bardzo dobre i wypite z ogromnym smakiem, ale cena (19-20zł) jest nieco za wysoka jak na nasze zarobki. 0.5/0.75

Ocena ogólna 10.5/12

Ścisły top najlepszych Pale Ale jakie piłem! W smaku jest naprawdę rewelacja, a piwo przywodzi na myśl (zwłaszcza przy niskim wysyceniu i mętności) świeżo wyciśnięty sok z cytrusów!

Na zakończenie parafraza słów z etykiety - Sława Three Floyds, Sława Amager!

poniedziałek, 21 lipca 2014

Zmiana systemu oceniania

Od dłuższego czasu docierają do mnie głosy mówiące o niedoszacowaniu aromatu w skali ocen. Niestety jakoś nie było okazji omówić nowej skali z Panem B., a co tu dużo mówić głosy mają rację, a czas ucieka! Dlatego postanowiłem coś zmienić i od następnych degustacji przetestować nowy system!

Będzie tak:

Wygląd łącznie 0.75:
- piana (0,5)
- barwa i estetyka opakowania (0.25)

Aromat łącznie 2.5

Smak bez zmian 8

Cena/Jakość 0.75 gdzie:
- 0 nie warto
- 0.25 można kupić, ale są ciekawsze pozycje
- 0.5 zdecydowanie warto
- 0.75 trzeba, niezależnie od cenę! 

Wydaje się bardziej restrykcyjny, ale też bardziej złożony, a przez to sprawiedliwszy. Zadowoleni? Jutro postaram się coś ocenić wg. tej skali.

niedziela, 20 lipca 2014

Mleko, jagody i Czarny Koń!

Dziś miałem prawdziwy dzień jagody :) Najpierw pierogi z jagodami, później świeże jagody, a na koniec dnia stout mleczny warzony z jagodami :)

Tres Blueberry Stout, Dark Horse, USA, butelka 0,33l – 16 zł

O browarze Dark Horse już kiedyś pisałem i muszę przyznać, iż Amerykanie zrobili na mnie bardzo dobre wrażenie dlatego zdecydowałem się na zakup trzech kolejnych piw ze stajni Czarnego Konia. Będą to stouty z ich wakacyjnego projektuHoliday Stout Series”. Cała seria liczy 5 stoutów: mleczny, wędzony, jagodowy (te mam), oraz niedostępne w Polsce owsiany i imperialny.

Etykieta artystyczna, w stylu wszystkich piw z serii, jednak to nie mój klimat. Informacji tradycyjnie na niej nie uświadczymy, podano tylko alkohol – 7,5%.

Barwa: bardzo ciemny brąz przechodzący w czerń.

Piana: tworzy się minimalna, brązowa i błyskawicznie znika. 0/0.5

Zapach: wyrazista czekolada, kawa z odrobiną mleka z tubki, jagody i palony słód. 1/1

Smak: podbudowa z palonego słodu, spora ilość czekolady (deserowa, po ogrzaniu również gorzka), kawy i ponownie jagody! Bez sztucznych aromatów, ulepszaczy – po prostu smakują jak te w pierogach :) Pierogi są ze śmietaną, kawa również – efekt laktozy bardzo udany. Całość słodka, ale nie przesłodzona, łamie się ze średnio intensywną goryczką o palonym charakterze. Przyjemne ciało, spora gęstość, leciutka cierpkość na języku. 7/8

Cena/Jakość: nie jest najtańsze, ale jest wyśmienite! Zdecydowanie warto :) 0.5/0.5

Amerykanie pokazują jak robić wspaniałe piwa z owocami bez sztucznych aromatów i innych dziwów, prawdziwe piwo z prawdziwych jagód! Ciekawe czy to ten trunek był inspiracją dla browaru Podgórz? Ktoś pił ich wypust - Borówkowe pole? Jak się prezentuje? W moje obszary pewnie nie zawita. Zwłaszcza przy tej nazwie... Nigdy nie zrozumiem jak można nazywać jagody borówkami... 

środa, 16 lipca 2014

Birofilia 2014 - piwa z USA

Po ogólnym omówieniu festiwalu i dokładniejszym przyjrzeniu się piwom z Polski i Europy czas zająć się tymi z za oceanu.

USA

Bez wątpienia to na piwa z USA człowiek czeka najbardziej. Co pojawi się nowego? Czy będą jakieś legendy, o których marzymy od lat? W tym razem, było „na spokojnie”, czyli niewiele nowości i sporo piw, które już gdzieś były. To, że były nie oznacza, że je piłem dlatego wyszukałem kilka drogich pozycji, na które ostrzyłem sobie zęby, ale zakup całej butelki był za dużym wydatkiem. Takim piwem był niewątpliwie Sour Porter leżakowany w beczce po bourbonie z browaru Almanac. Trunek smaczny, ale praktycznie tylko sour, nuty kojarzące się z porterem były znikome. Zakup butelki byłby kosztownym błędem. Za taki uznałbym również Barley Legal Coconut Porter z Palo Alto. Jest to klasyczny angielski porter, w którym kokosu jest jak na lekarstwo. Nie jest zły, ale nie wart swojej ceny. Za to Onoskelis Barleywine z tego samego browaru jest trunkiem bardzo zacnym i wartym degustacji. Oczywiście barley wine na amerykańską modłę.

Z mojego ulubionego Port Brewing skosztowałem tylko dwa piwa – Hot Rocks Lager, czyli tmave i Shark Attack Double Red Ale. Lepszym okazało się oczywiście to drugie, ale to już kwestia stylu. Oba to trunki wysokiej jakości, których butelką bym nie pogardził.

Z browaru The Bruery piłem do tej pory tylko jedno piwo i z racji wysokich cen ichniejszych trunków na więcej się nie zanosiło. Dlatego przy nadążającej okazji zamówiłem 100 ml świetnego Oude Tark i jeszcze lepszego Rugbrod!

Zagadkowym browarem był Two Roads – drogim i nieznany. Padło na bardzo dobry RIS – Unorthodox i solidne, acz nie ekstra-klasowe Imperial IPA – Road 2 Ruin. Jak już przy IIPA i ekstraklasie jesteśmy to do niej zaliczę na pewno High Water - Hop Logic. Całkowicie przypadkowy zakup – zamówiłem Denogginizer, ale ktoś źle odstawił butelkę i pani nalała co innego...

Było jeszcze bardzo dobre IPA (faktycznie Imperial) z ekologicznej serii z Rogue – Farms 7 Hop IPA, chyba najlepsze piwo z tego browaru, jakie piłem. Totalną porażką było natomiast Voodoo Doughnut Chocolate Peanut Butter and Banana Ale, którym poczęstował mnie Marcin. Trunek bez smaku i wyrazu, bazujący jedynie na wyrazistej butelce i niby dziwnym połączeniu smaków. Niestety smaku w tym piwie totalnie brak.

Czas na najlepsze piwa festiwalu, trunki wspaniałe i gigantyczne! Piwem piątku był genialny Russian Imperial Stout – Drakonic! Piwo z browaru Drakes to niesamowite połączenie ciasteczek i gorzkiej czekolady – płynna ambrozja! Nie ma tu miliona smaków, bogatego bukietu, ale to co jest daje ogromną intensywność, wyrazistość... Nie będę się rozpisywać - kupię butelkę (jak tylko spotkam...) i będzie osobna recenzja!
Królem soboty było Belgian Barley Wine – Sweet Evil od Hoppin Frog. Tak wspaniałej wanilii i ciasteczek chyba jeszcze nie spotkałem, ale piwo mam już kupione więc będzie osobna recenzja! 

Najdziwniejszym piwem niewątpliwie był Luksus One - berliner weisse z  duńsko-amerykańskiego Evil Twin. Limitowana edycja piwa warzona z burakami specjalnie dla nowojorskiej restauracji Luksus! W smaku kwas i ekstrakt z buraków. 

Na miejscu zdegustowałem także trzy piwa butelkowe, które nie były dostępne w wersji 100 ml. Schlenkerla Helles Lagerbier okazała się jednym z najlepszych lagerów jakie piłem. Na pół z Panem B. na kolację wypiliśmy Put it in Your Pipe z wspomnianego już Wild Beerrozczarowujący stout wędzony. Za to typ śniadaniowy okazał się przebojem. Rewelacyjne Hop Odyssey Black IPA z Green Flash to piwo pyszne i warte polecenia.

Lista piw:


  1. Almanac, USA - Sour Porter BBA
  2. Palo Alto, USA, - Barley Legal Coconut Porter
  3. Palo Alto, USA - Onoskelis Barleywine
  4. Port Brewing, USA - Hot Rocks Lager
  5. Port Brewing, USA - Shark Attack
  6. The Bruery, USA - Oude Tark
  7. The Bruery, USA - Rugbrod
  8. Two Roads, USA - Unorthodox
  9. Two Roads, USA - Road 2 Ruin
  10. High Water, USA - Hop Logic
  11. Rogue – Farms 7 Hop IPA
  12. Rogue – Voodoo Doughnut Chocolate Peanut Butter and Banana Ale
  13. Drakes – Drakonic
  14. Hoppin Frog - Sweet Evil
  15. Schlenkerla, Niemcy - Helles Lagerbier
  16. Wild Beer, Anglia - Put it in Your Pipe
  17. Green Flash, USA - Hop Odyssey Black IPA
    35 . Evil Twin, USA/Dania - Luksus One

poniedziałek, 14 lipca 2014

Birofilia 2014 – piwa z Polski i Europy

Birofilia 2014 – piwa

We wcześniejszym wpisem rozprawiłem się z festiwalem w kwestii organizacyjnej i całościowej. Tym, którzy go nie czytali polecam zachować chronologię publikacji. Czas zająć się tym co najważniejsze, czyli piwem. Nie będzie wnikliwych ocen z degustacji, nie będzie opisów. Nie robiłem notatek, a jedynie spis piw, które zdegustowałem. W zestawieniu są piwa wybitne, bardzo dobre, są i rozczarowania. Zasadniczo jest to materiał bardziej na mój użytek, ale Wam również może się przydać przy piwnych zakupach.

Polska

Piwa krajowe degustowałem na FDP, degustuję w miarę możliwości na co dzień. Dlatego nie stanowiły one ważnego punktu na mojej liście. Wyjątek stanowiły perły z korony Pracowni Piwa: RIS Mr. Hard Rocks i barley wine Mr. Hard. Obydwa piwa okazały się świetnymi wypustami z których możemy być dumni. W moim odczuciu ekipa z Modlniczki potwierdziła tymi piwami status lidera krajowego piwowarstwa. Z Pracowni pojawił się jeszcze Hunctwot pyszne AIPA!

Trafiły się również dwa piwa z Olimpu, których nie piłem- Imperial IPA Zeus i weizenbock Kentauros. Oba były solidne, acz nie wybitne. W planach miałem jeszcze Specyfik, ale zanim odhaczyłem inne pozycje rzeczony już się skończył.

Świat

Wielka Brytania stanowiła podstawę tegorocznej imprezy. Kraina Piwa sprowadziła flotyllę beczek i butelek browarów u nas mało znanych i bardzo trudnych do kupienia. I tak spróbowałem pierwszy raz solidnego piwa z Great Heck – Amish Mash (wheat ale), nudnego bittera Darwin's Origin z Salopian, który miał być rewelacyjny w swojej klasie. Dobry (ale niczym więcej) okazał się stout Dark Energy z Hardknott. Z Bristol Beer Factory wypiłem bezzapachowe Belgian Conspracy IPA. Były jeszcze trzy piwa z Wild Beer – „zwyczajne” Madness IPA, Somerset Wild, i Evolver IPA na „bretach” po którym sobie więcej obiecywałem. 


Niesamowicie ciekawą pozycją wydawało się Double Scotch z dobrze mi znanego Thornbridge. Scoty Ale leżakowane w beczce po whisky z Auchentoshan mocno rozczarowało.

Była jeszcze próbka Old Engine Oil (podstawa Ola Dubh) ze szkockiego Harviestoun.

Zapomniałem o efekcie wewnątrz angielskiej kolaboracji Norhern Monk z Saltaire. Ich Smoked Porter to słabe i nie wędzone piwo.

Do piwa z Holandii mam w zasadzie dostępne na co dzień, więc skusiłem się tylko na Kompaan 39 Bloedbloeder. RIS dobry, ale w tej cenie są dużo lepsze. W zasadzie tak samo sprawa się ma z Niemcami. Zdegustowałem tylko jedno piwo, którego byłem cholernie ciekaw, a które kosztuje jakieś 60 zł za butelkę. Mowa oczywiście o Weisse Tap X Meine Porter ze słynnego Schneider & Sohn. Piwo bardzo solidne i te 100 ml. wypiłem ze smakiem, ale na zakup butelki bym się nie zdecydował – liczyłem na nieco więcej. Od kolegi spróbowałem jeszcze Mikkeller Yeast Series 2.0 - Brettanomyces Lambicus i stwierdziłem, że nie kupuje mimo iż miałem na liście.

W drugiej części wpisu będzie o piwach z USA 

sobota, 12 lipca 2014

Dwa półfinały - jak Niebo i Ziemia - z De Molena

Drugi z półfinałów był spotkanie nudnym i skazanym na szybkie zapomnienie, ekipy zawiodły, a plany taktyczne opierające się na doczekaniu karnych są delikatnie mówiąc chore. Z racji iż byłem po stronie Argentyny, a piw z tego (podobno) pięknego kraju nie posiadam, postanowiłem uczcić awans piwem... holenderskim :) Postawa Niemiec zachwyciła, ale piwo lekko zawiodło, czy teraz będzie na odwrót?

Hemel & Aarde, Holadnia, De Molen, butelka 0,33l 

Wędzony Stout Imperialny w niektórych kręgach znany jako WSI został zabutelkowany ponad rok temu (14.05.13 r.), ma w sobie 10% alkoholu przy 24% plato.

Barwa: czarna

Piana: brązowa, o różnorodnej ziarnistości, musuje i szybko zniknęła. 0/0.5

Aromat: ogrom rodzynek, czerwonych słodkich dojrzałych winogron, silna w intensywności, acz nie w swojej skali nuta torfowa z delikatną mleczną czekoladą 1/1

Smak: ponownie masa rodzynek, winogron, śliwek, nuta wanilii, solidna porcja torfu, lekko ściągająca nuta drewna. Szczerze to w ciemno bym powiedział, iż jest to piwo leżakowane w beczce najpewniej po bourbonie, ale nigdzie o tym nie ma słowa. Szlachetna nuta kakao, mleczna czekolada, na finiszu odrobina palonego słodu i jeszcze mniej popiołu. Goryczka nie jest intensywna, ale dobrze się równoważy ze słodyczą całości. Gęstość podwyższona, ale mogły by być odrobinę większe - innych uwag nie mam, rewelacyjne piwo. Po ogrzaniu odrobina ciasteczek. Alkohol minimalny w szlachetnej, likierowej formie.  7.5/8

Cena/Jakość: kupować bez wahania.0.5/0.5

POLECAM! Gdyby Holendrom obiecano kilka skrzynek tego piwa, na 100% żwawiej by biegali i więcej strzelali w półfinale :)

piątek, 11 lipca 2014

Etagate i ... hunów sto.

Miałem ambitny plan recenzji tych piw nawiązując do "afery taśmowej". Już miałem w głowie postaci, dialogi, zadufanie w sobie, przekleństwa i inne takie flepy występujące pod dostatkiem na tych taśmach. No i oczywiście błyskotliwą puentę o tym, że lepiej żeby ABW, KGB czy inne CIA nie wpadło mi do mojej "redakcji" bo nie mam sprzętu od Ś.P. Stefka Jobs`a i mogliby łatwo skopiować wszystkie dane z mego lapa. Oraz okładkę tygodnika "Na Wprost".

A co mam w zamian. Mam nadzieję, że solidną recenzję piw dostępnych w Żabce pod marką Alter Beer.

Cała Etagate miała swój początek jakieś dwa dni temu. Na fejsie pojawiły się zdjęcia porównujące etę Polskiego Chmielu do Wiosłującego Jacusia z AleBrowaru. Rozumiem Bartka Napieraja, że się burzy, bo jednak pewne podobieństwa występują. Jednakże trzeba by mieć inteligencję na poziomie mieszadła do betonu, czyli popularnej betoniarki, żeby nie odróżnić ety RJ od ety Polskiego Chmielu. Bo tak na prawdę to jeśli ktoś jest kumaty w kwestii AleBrowaru i piw browarów rzemieślniczych/kontraktowych to nie pomyli się i nie weźmie Krula zamiast Jacusia. A dla statystycznego klienta Żabki nazwa Rowing Jack mówi pewnie tyle samo co dla większości z nas anihilacja elektron - pozyton.

Jeśli przebrnąłeś/przebrnęłaś przez ten nad wyraz błyskotliwy wstęp teraz już będzie tylko z górki.

Dziś miałem okazję (a może przyjemność?) degustowania trzech piw będących pod patronatem marki Alter Beer i dostępnych w Żabce. Były to mianowicie numerki 1, 2 oraz 3. Czyli Polski Chmiel, Rubi Lager oraz Valkiria. Reszty, czyli namberków 4 oraz 5, w odwiedzonej Żabce nie stwierdzono (są tak BTW wszystkie dostępne teraz?).

Na pierwszy ogień poszedł Polski Chmiel. A, nie zaznaczyłem, że nie będzie punktów za poszczególne składowe - dziś jestem leń i mi się nie chce. Zróbcie mi coś :) Piwo po przelaniu prezentuje się ładnie - klarowne złoto, średnio nasycone, o takiej sobie pianie, która po dolaniu reszty piwa robi się drobniutka i nawet zaskakująco trwała. Aromat jest typowy dla... No właśnie. Pilsa? Piwa typu pilzneńskiego? Jest pusty, chmielu nie czuć. Jednakże nie jest źle, jest czysto, nie odrzuca, nie ma skunksa. Czyli nawet pozytywnie. Bardziej pozytywne jest to co jest w smaku. Jest goryczka! I to dość solidnie zaznaczona. Taka ziołowa, lekko łodygowa i ciut za długo zalegająca. Chmiele to polska klasyka: Marynka, Sybilla, Iunga i Lubelski. Piwo jest zdecydowanie wytrawne. Piłem je dość zimne, jak na tę porę chyba w najlepszej temperaturze. Jednak nie zmrożone. W takiej postaci to może być ten nasz mityczny pils za 3 zł. Dokładnie za 2,99 PLN. Marketing i księgowość w Sulimarze mają opanowane internety.

Później wpadł do mnie Lemmy na customowym chopperze od Panów Teutul z hrabstwa Orange County, New York. Uprzedzając fakty nie wiem czemu na ecie bano się użyć słowa bock/koźlak używając pięknego "piwo typu Lager". Poniekąd rozumiem, numerek 4 to pszeniczny bock. Lecz można było użyć słowa koźlak. I po temacie. Lecz wracając to meritum. Barwa typu rubi - klarowny rubin z pianą typu żart. Po 30 s. nie ma po niej śladu. Sprinterka... Aromat całkiem zacny. Lekko winny z nutami wiśni. Gdzieś w tle mignęła mi nutka zapachu cukru. Takiego białego, zwykłego. W smaku dość wytrawne czerwone wino, lekko alkoholowo rozgrzewa. Goryczka w stronę alkoholowej. Jednym słowem - smaczne. Cena 3,99 PLN

Na sam koniec piwo, które nie powinno być w tym momencie degustowane. Czyli Valkiria. Czyli... Belgium Wit Ale. WTF??? Nawet internety nie znają takiego stylu. Może to jakiś mityczny styl? Who knows? Może narzeczona Obeliksa z ety? Skąd taka nazwa dla wita? Morska opowieść na kontrze tylko powoduje facepalm. Lecz co jest w butelce? W aromacie perfumy, początkowo skórka pomarańczy, po krótkim czasie przechodząca w intensywną woń skórki cytrynowej. Aromat jest cudowny - lekki, rześki. Lekka kwaskowość cytrynowa w smaku podbija efekt orzeźwienia. Gdzieś w tle pałęta się kolendra. I niech tam zostanie. Trzy słowa na billbord - Smaczne, Orzeźwiające i Odświerzające. Cena 3,49 PLN.


Konsumując te piwa nie poczułem się rozczarowany. Żadne z nich nie jest mistrzostwem świata, jednakże są dość lub nawet smaczne i w większości przynajmniej poprawne. Za 3 piwa zapłaciłem 10,47 PLN. Można ryzykować.

środa, 9 lipca 2014

Z okazji 1:7 - Nogne Imperial Stout!

Pierwszy półfinał kończącego się Mundialu to spotkanie, które na zawsze pozostanie w pamięci wielbicieli kopanej. Do tego niesamowitego pogromu będzie wracać się latami, a Brazylia w mojej opinii długo z kolan się nie podniesie. Dodatkowo przed rozpoczęciem imprezy typowałem finał Niemcy - Urugwaj, dlatego tym bardziej ściskałem kciuki za naszych sąsiadów. Jednak to wynik zdecydował iż skusiłem się na spontaniczną degustację jednego z ciekawszych (przynajmniej w teorii) piw z mojej kolekcji. Założenie było takie, abym pamiętał nie tylko mecz, ale i piwo, które do niego piłem :)  


Imperial Stout, Norwegia, Nogne, butelka 0,5 l - ok 19 zł

Uwielbiam piwa z Nogne! Co więcej to w mojej opinii jeden z najlepszych europejskich browarów. Z drugiej strony Imperial Stout - mój ulubiony piwny styl! Oczekiwania ogromne, ale i lekka obawa - stout owsiany z tego browaru był najsłabszym ich piwem, a porter był bardzo dobry, ale nie zachwycający... Czyżby problem z ciemnymi piwami? 

Etykieta klasyczna, pełna informacji: 9% alkoholu, 22% ekstraktu, 75 IBU, temp. serwowania 12 C, butelkowane 24.07.2013 rok, czyli ma prawie rok. Zdjęcie jeszcze słabsze niż zazwyczaj, ale to kwestia spontaniczności i warunków ;)


Barwa: czarna

Piana: obfita, drobna, brązowa, trwała. 0.5/0.5

Aromat: słodkie, ciemne owoce zwłaszcza świeże śliwki, rodzynki, lekka czekolada. 0.5/1

Smak: siła ciemnych owoców, zwłaszcza świeże śliwki, rodzynki, palony słód z lekką nutą popiołu. Kremowa słodycz z nutą karmelu, na finiszu odrobina lukrecji. Goryczka na średnim poziomie intensywności z wpływem chmielu i palonego słodu. Delikatne, ale nie płaskie, aczkolwiek brakuje nieco gęstości i bogactwa.6.5/8

Cena/Jakość: RIS to stylowo jedno z najdroższych piw, dlatego 20 złotych w tym przypadku za butelkę 0,5 litra to cena w normie. Jakościowo też jest bardzo dobrze, ale to nie ekstraklasa. 0.25/0.5

To jest dobre piwo, ale liczyłem na coś więcej. Może nie na trunek do TOP 3, ale przynajmniej jedno z najlepszych z tego browaru. Tak nie jest, to RIS bardzo poprawny i smaczny, ale brakuje mu gęstości, głębi i bogactwa smaku. 

Ocena ogólna: 7.75/10

Ps. mam jeszcze wersję leżakowaną w beczce - może ona zachwyci.

poniedziałek, 7 lipca 2014

Czyja PIPA lepsza?

Dziś zajmiemy się kwestią PIPY, gdyż jak bardziej doświadczeni z Was wiedzą PIPA, PIPIE nie równa! Przyjrzymy im się dogłębnie i sprawdzimy co do której wsadzono!

 Prometeusz (czerwony), Olimp, butelka 0,5l - 6,75 zł

Na pierwszy ogień idzie odmieniony Prometeusz z Olimpu - PIPA napakowana Sybillą, Jungą, Lubelskim i Marynką. Zmieniły się proporcje chmielowej mieszanki - pierwotna wersja opisana została tutaj. Ekstrakt 14,1, alkohol 5,5%, IBU 55. Zmieniona etykieta prezentuje się zdecydowanie lepiej, kapsel nadal goły.

Barwa: barwa złota, pływają minimalne drobinki.

Piana: obfita, drobna, trwała, lekko znaczy szkło. 0.5/0.5

Aromat:  ziołowy, trawiasty, nieco tytoniu i trawy cytrynowej. W tle nuta owoców, miód wielokwiatowy. 0.75/1

Smak: intensywne chmielowe doznania: zioła, trawa, tytoń, zielona herbata i cytrusy, ale nie w formie amerykańskiej, a bardziej w stylu trawy cytrynowej. Słodki finisz to miód wielokwiatowy. Goryczka na górnym pułapie średniej intensywności, minimalnie zalega. Orzeźwienie, słodycz i goryczka świetnie się równoważą. 6.25/8

Cena/Jakość: bardzo dobre piwo w konkurencyjnej cenie. 0.5/0.5

Piwo o niebo lepsze od pierwotnej wersji Prometeusza, w takiej formie powinien zostać na stałe - polecam.

Ocena ogólna: 8/10

Poprzeczka została zawieszona wysoko - czy AleBrowar sprosta wyzwaniu?

Hop Sasa, AleBrowar, butelka 0,5l - 6,95 zł

Na etykiecie Babka Kiepska w wersji folklorystycznej, ludowa serweta w tle. Ekstrakt 14%, alkohol 5% i 60 IBU. Jest to singiel hop - Junga.

Barwa: jasno złota, lekko zamglona.

Piana: obfita, biała, drobna, pięknie oblepia szkło. 0.5/0.5

Aromat: ciężka woń owoców, nieco trawy. 0.5/1

Smak: mocno dojrzałe owoce, słodkie winogrona, nuty chlebowe, słodowa słodycz. Goryczka na podobny poziomie co w Prometeuszu, również nieco zalega. Lekko aksamitne. 4.5/8

Cena/Jakość:  lekkie rozczarowanie, z jednej strony nie ma jakiejś tragedii, ale z drugiej Prometeusz jest zdecydowanie lepszy. 0.25/0.5

Piwo nie jest złe, ale dla mnie nieco za ciężkie i za słodkie, brakuje jakieś nuty orzeźwienia. To starcie wygrywa zdecydowanie Olimp. Oni jednak też potrzebowali czasu, aby doprowadzić swoje piwo do obecnego poziomu, dlatego nie skreślam Hop Sasa, oby następne warki były lepsze. 

Ocena ogólna: 5.75/10

Chyba nie ma co się silić na głębsze podsumowanie Olimp wygrywa zdecydowanie smakiem i aromatem, oba piwa mają bardzo dobrą pianę, a cenowo jest podwójny sukces Olimpu, gdyż piwo jest i tańsze i smaczniejsze.

Aktualizacja 12.11.2014

Do sklepów trafiła kolejna warka Hop Sasa, ale nie jest to klasyczna wersja, a edycja chmielona świeżą szyszką, zaraz po zbiorach. W związku z tym pozwolę sobie na "trzy" zdania o tym piwie.

Etykieta i wszystkie parametry bez zmian. Piana drobna, obfita, trwała. Piwo o barwie złota, lekko zmętnione. Aromat zdecydowanie przyjemniejszy: słodowo-miodowa podstawa, lekkie owoce i krem. 

W smaku jest również ciekawie: słodowa słodycz w podstawie, dalej cytrusowo owocowa kwaskowatość i przyjemny krem. Goryczka na dolnym pułapie wysokiej.

Całkowicie odmienione piwo, zdecydowanie smaczniejsze, ciekawsze i bogatsze w doznania smakowe. Ciężko mi ocenić czy ta poprawa to efekt świeżego chmielu, czy dopracowania receptury. Skłaniam się jednak do jednego i drugiego z większym naciskiem na ulepszenie przepisu.

niedziela, 6 lipca 2014

Jan z Kaskady w Ciemnej Alei czy jakoś tak...

Cascadian Dark Ale, Haust, butelka 0,5l - 8.75 zł

O browarze Haust mieliście już okazję poczytać min. przy okazji takich piw jak Ox Bile, Robust Porter, czy Klasztorne w jednym z pierwszych wpisów. Obecnie zaszły tam pewne zmiany i pojawili się nowi piwowarzy. Czas zobaczyć jak poradzili sobie w nowej roli. Chmielowy miks wygląda następująco: Zeus, Chinook, Cascade. 16% ekstraktu, 6,5% alkoholu, 65 IBU. Etykieta ładna, ale wolę określenie Black IPA niż CDA. 

Barwa: rubinowo brązowa.

Piana: bardzo obfita, beżowa, drobnopęcherzykowa, gęsta (krem, który można jeść łyżeczką) i niesamowicie trwała. Bardzo ładnie krążkuje. Świetna. 0.5/0.5

Aromat: jeżyny, wiśnie, maliny, powiew chmielu, nieco palonego słodu. Gdyby nie silny diacetyl, był by świetny. Zasadniczo nie jestem specjalnie uczulony na tą wadę, zwłaszcza w ciemnych piwach, ale tutaj jest za silny. 0.5/1

Smak: słodki, owocowy krem, odrobina cytrusów (grejpfrut), nuta palonego słodu. Diacetyl obecny, nie tak intensywny jak w aromacie, ale nadal przeszkadza. Goryczka jest agresywna i intensywna, niby chmielowa, ale podbija ją nieco palony słód. W składzie nic o tym nie ma, ale odnoszę wrażenie, iż słodycz podbija cukier kandyzowany używany do piw belgijskich. Piwo jest dobre i piję je ze smakiem, chociaż diacetyl nieco przeszkadza, a słodkość jest minimalnie za wysoka. 4.75/8

Cena/Jakość: zgubiłem rachunek, ale kosztowało chyba 6-7 zł, a co najlepsze kupiłem je w Będzinie :) Naprawdę cieszy obecność sklepu, który sprzedaje rewolucyjne piwa w przyzwoitych cenach w mieście, które nikt o tym nie marzył. 0.5/0.5 Udało mi się zweryfikować cenę i okazała się zdecydowanie wyższa. 8.75 zł za pół litra w przypadku browaru restauracyjnego jest jeszcze do zaakceptowania, ale nie w piwie z wyraźnym diacetylem, dlatego 0.25.

Piwo wymaga nieco dopracowania, ale ma w sobie duży potencjał. Trzeba go bardziej zharmonizować, zlikwidować diacetyl i odrobinę obniżyć słodkość.

Ocena ogólna: 6.25/10 6/10