niedziela, 29 czerwca 2014

Jan Olbracht z Piotrkowa - Kazamaty Króla

Kazamaty Króla, Jan Olbracht (Piotrków T.)

Czas zdegustować, któryś z łupów przywiezionych z Birofilii. Kazamaty Króla to jedno z pierwszych piw uwarzonych w nowym browarze rzemieślniczym Jan Olbracht. Zaskoczeni? Coś się nie zgadza? Już wyjaśniam - TEN Olbracht to browar tego samego właściciela, co Jan Olbracht z Torunia, który jest browarem restauracyjnym. Piwo omawiane dziś powstało w Piotrkowie Trybunalskim. W chwili obecnej browar jest jeszcze w stanie początkowego rozruchu i (z małymi wyjątkami) piwa leje tylko do beczek. Najprawdopodobniej już za jakieś 2 miesiące wszystko ruszy pełną parą, zostanie uruchomiona linia rozlewnicza i piwa będą dostępne w butelka.

Czym są tajemnicze Kazamaty? Nie wiem! Ekipa browaru nie chciała zdradzić, mówiąc – niespodzianka, a ja niespodzianki lubię więc nie sprawdzałem w internecie.

Tajemnicze piwo niespodzianka już po pierwszym niuchu po odkapslowaniu butelki okazuje się stoutem!

Już po degustacji postanowiłem wyszukać jakieś dane i dokopałem się 5,6% alkoholu, 12,5% ekstraktu.

Barwa: czarna, pod światło brązowieje.

Piana: niska, drobna z trwałym kożuchem. 0.25/05

Aromat: silne nuty ziemiste, palone, odrobina ciemnych owoców. Jest też lekka wada coś pomiędzy przypalonym mlekiem, a kablem. 0.5/1

Smak: podobny do zapachu – dominują nuty ziemiste, palony słód, lekkie ciemne owoce, przyjemna czekolada. Ponownie lekka nuta przypalonego mleka, w smaku nie przypomina kabla. Goryczka na dolnym pułapie średniej intensywności. Piwo gładkie, bardzo pijalne. Leciutko słodkie.  5.25/8

Cena/jakość: stout za 6 zł to zdecydowanie to czego brakuje na rynku, smaczny pijalny i w dobrej cenie. Piwo można jeszcze delikatnie podrasować, ale jest już teraz dobre. 0.5/0.5

Aromat do poprawy, w smaku wyeliminuje się przypalone mleko i będzie bardzo sympatycznie:

Ocena ogólna: 6.5/10

piątek, 27 czerwca 2014

Nie w temacie - Luis Suarez

W tekście tym chciałbym poruszyć kwestię całkowicie nie związaną z piwem i dotyczącą trwającego Mundialu. Zasadniczo chciałbym zadać pytanie, na które jak mniemam odpowie mi masa przeciwników postawionej tu tezy! 
Grafika z profilu FB serwisu bukmacherskiego eFortuna.pl

O tym co zrobił Suarez wiedzą wszyscy korzystający z masowych nośników informacji, niezależnie od tego czy piłką się interesują czy nie. Z zawodnika Urugwaju media zrobiły niebezpiecznego psychopatę, a media zaszczuwają go od czasu feralnej akcji do teraz. FIFA nałożyła karę, która wydaje się wręcz śmieszna - zakaz gry na 4 miesiące... Może jeszcze areszt domowy?

W obliczu tej jawnej próby zaszczucia postanowiłem wyrazić głos sprzeciwu! Dla jasności zaznaczam wyraźnie - to co zrobił było haniebne, niedopuszczalne i stanowi szczy debilizmu! Tylko nie jest on wyjątkiem i podobnych popisów było już kilka na tych MŚ, a nikt nikogo nie ukamienował!
 
Chciałbym zadać wam pytanie, nie mając innej opcji wybralibyście, aby ktoś:
A - ugryzł was
B - kopnął "korkiem" w głowę
C - uderzył z łokcia w twarz

We wszystkich tych przypadkach mówimy o działaniu z premedytacją. Zaczynacie rozumieć o co mi chodzi? Na tych mistrzostwach miało miejsce wiele brutalnych fauli z których cześć kończyła się kartkami, część uchodziła na sucho, ale były one dużo bardziej brutalne i zagrażające zdrowiu przeciwnika! Faule te przeszły bez większego echa, na nikogo nie robiono nagonki, nie zbierała się komisja, aby nałożyć drakońskie kary!

Suarez zawiódł cały zespół Urugwaju, całą swoją ojczyznę, swojego rehabilitanta chorego na raka, który zrezygnował z leczenia, aby Urugwaj mógł zdobyć medal, skompromitował się tym faulem, który był nieszablonowy, szalony i zaskakujący jak jego bramki, dryblingi i zagrania w wielu spotkaniach. Myślę, że najgorszą karą jest właśnie ta świadomość, iż zawiódł cały kraj i zminimalizował szanse Urugwaju na dalsze etapy mistrzostw. Geniusz i szaleniec, Doktor Jekyll i Mr. Hyde. Nie jest on jednak gorszy od brutalnych Włochów, Brazylijczyków czy innych mundialowych brutali! Również zwyczajni brutale to recydywiści więc nie ma to związku! To media zrobiły na niego dziką nagonkę, a FIFA kozła ofiarnego. Uczyniono medialny szum, aby zagłuszyć skandaliczny poziom sędziowania! Tyle w temacie :)

czwartek, 26 czerwca 2014

Wielki mecz Pale Ale! Kernel kontra Partizan!

Mundial to czas wielkich pojedynków, dlatego i ja zaprezentuję Wam pojedynek gigantów piwnej rewolucji z Anglii. Ostrząc sobie zęby <pisząc te słowa nie wiedziałem, że sprawy przybiorą TAKI obrót> na jutrzejszy spektakl i triumf Urugwaju nad Włochami, oraz przygotowując tekst i zdjęcia na wpis o Birofilii 2014  zapraszam na mecz Pale Ale w którym zagrają: Partizan i Kernel!



The Kernel Pale Ale (Citra, Simcoe) : Partizan Pale Ale (Mosaic, Kazbek)

 Witam państwa serdecznie z tej strony Dario Szara - Szpak, przed nami półfinałowe spotkanie o puchar AngloBrowariata! W derbach Londynu Kernel podejmuje ekipę Partizana!

Oba zespoły występują w złotych kostiumach, ale nie ma obawy ich pomylenia - ekipa z Almond Road ma stroje jakby zamglone, ale poprzeplatane obficie białymi krążkującymi, nitkami. Natomiast stroje bardziej tajemniczej ekipy z Business Park zdają się opalizować, przyozdobione jedynie białymi cienkimi kołnieżami, ale uwaga! My tu gadu gadu, a tu pierwsza akcja, krosowe podanie, Andy Smith strzela w prawy dolny róg i GOOOL! Partizan obejmuje prowadzenie już na początku pojedynku!

Nad stadionem gospodarzy unosi się nie tylko chóralny doping kibiców, ale  i aromat ogromu cytrusów składowanych w pobliskich dokach! Czuć jak by ktoś wycisnął sok ze świeżych pomarańczy, mandarynek i cytryn z lekką wonią nut żywicznych od otaczających stadion iglaków. Chyba właśnie ten aromat rozkojarzył obrońców gości! Citra mija jak tyczkę Kazbega wychodzi sam na sam z bramkarzem i posyła piłkę w  górny róg bramki! Po pierwszej połowie 1:1!!

Na drugą część spotkania obie ekipy wyszły bez zmian, ale to ponownie gospodarze ruszyli do ataku! To ich zespół jest wyrazistszy, bogatszy i pełen polotu. Kernel to zgrana ekipa, świetnie złączony bukiet,  a goście? Nieco egzotyczna mieszanka, multiwitamina - Mango na prawej pomocy, rozgrywa IgłoŻywica, para stoperów Cytrus i Grejpfrut, ale o grze zespołu decyduje charakterystyczny Mosaic. Tymczasem gospodarze wychodzą z kombinacyjna akcją - Sok-Cytrusowy wymienia serię podań z Mandarynką, który mija IgłoŻywicę, dośrodkowuje do świetnie ustawionego O'Riordaina, który lobuje wychodzącego bramkarza i goo... Grejpfrut próbuje wybić piłkę z lini bramkowej, ale ta wpada do siatki! Jest gooool Kernel prowadzi 2:1! 

Na zegarze już 92 minuta, sędzia Lisowski sięga po gwizdek i kończy to pasjonujące spotkanie.

Był to zacięty pojedynek w którym działo się wiele, a obie ekipy zaprezentowały się bardzo dobrze! Losy awansu nie zostały definitywnie rozstrzygnięte, już za tydzień rewanż na boisku Partizana "India Pale Ale". Dziękuję za uwagę i oddaję głos do studia, gdzie Jaro Ślimak i Daniel Robert wszystko państwu rozrysują, a Rowerzysta Marcin poda płyny!

The Kernel Pale Ale (Citra, Simcoe) - 8.75/10
Partizan Pale Ale (Mosaic, Kazbek) - 7.5/10

niedziela, 22 czerwca 2014

Birbant na lato

Zanim powstanie tekst z Birofilii muszę pożegnać moje szkło do pszenicy. Kilka chwil po opisanej degustacji miał miejsce straszliwy wypadek w wyniku którego szkło poniosło natychmiastową śmierć :(

O Mundialu dziś nie będzie, gdyż ostatnich spotkań nie oglądałem, ale wyniki są mocno zaskakujące...

American Wheat, Birbant, butelka 0,5l - 6,60 zł

Kolejna bardzo ładna etykieta na niej wyczerpujące informacje: piwo niefiltrowane, pasteryzowane, 11% ekstraktu, 4,5% alkoholu, 30 IBU, chmiele: centennial, tomahowk, cascade.

Barwa: jasnozłota, trunek mętny.

Piana: średnio obfita, biała, drobna, ale jak na pszenicę niezbyt trwała. 0.25/0.5

Zapach: silne nuty żywiczne, drożdżowe, przykrywają słodkie owoce, a może banana? Niestety jest też wyraźny DMS, który psuje całość. 0.25/1 

Smak: silne nuty drożdżowe, żywiczne, iglaste cytrusy, lekkie mango. Wyczuwalny jest DMS, ale w przeciwieństwie do aromatu tutaj jest słabszy i przytłumiony przez pozostałe smaki. Piwo jest kwaskowate, silna żywica i igły wnoszą nieco cierpkości, czyniąc je orzeźwiającym i pijalnym. Pojawia się również nieco słodyczy, która jest bananowa. Goryczka jak na ten styl wysoka, sprawia wrażenie zdecydowanie potężniejszej niż deklarowane 30 IBU 4.5/8

Cena/Jakość: po aromacie spodziewałem się klęski, ale w smaku jest całkiem dobrze. Piwo wymaga lekkich modyfikacji i wtedy będzie w pełni wartościowym produktem. 0.25/0.5

Ocena ogólna: 5.25/10, ale ma potencjał na dużo więcej.

czwartek, 19 czerwca 2014

Ola Dubh 12 - piwo i szkocka whisky z mundialem w tle

Mundial w pełni, świetne mecze (z małym wyjątkiem), a ja głównie w pracy :/ Cieszy jednak piękne zwycięstwo Niemców z Portugalią, której szczerze nie lubię, cieszy wygrana USA, które dzięki Klinsmannowi ma realne szanse na wyjście z grupy. Szkoda Hiszpanów, którzy dla mnie nie byli faworytem, ale żeby z grupy nie wyjść... Tutaj Chile zasługuje na najwyższe uznanie i tylko Australii żal.

Dziś dla mnie najważniejszy mecz fazy grupowej - Urugwaj : Anglia. Wszystko wskazuje na klęskę moich ulubieńców i prawdę mówiąc sam nie wierzę w ich sukces, po tym co zaprezentowali w pierwszym meczu. Jak to bywa jednak u kibica zawsze gdzieś w środku tli się nieuzasadniona nadzieja na  odmianę losu. Jak zagra Suarez to może odmieni oblicze tego zespołu, po kontuzji nie liczę na wysoką formę, ale może duch zespołu odżyje!

Ola Dubh 12, Szkocja, Harviestoun, butelka 0,33l

Podstawą piwa jest porter Old Engine, którego nie było mi dane pić. Trunek wlewany jest do beczek po 12letniej szkockiej whisky Highlsnd Park's Singel Malt.

Na osobny akapit zasługuje szata butelki - jest przepiękna i daje wrażenie produktu luksusowego! Kapturek (pod nim sygnowany kapsel), przywieszka, rewelacyjna etykieta i osobna nalepka z logo browaru będąca wisienka na torcie. Nie trzeba udziwnień i kombinacji, aby butelka wyglądała rewelacyjnie!Dodatkowo na etykiecie podpisy piwowara i osoby odpowiedzialnej za beczki.  Nr 58349, butelkowane luty 2012. 8% alkoholu.

Barwa: czerń z brązowymi przebłyskami pod światło

Piana: bardzo niska, błyskawicznie znika. 0/0.5

Zapach: odnoszę wrażenie iż podobny aromat miałby Porter Łódzki, gdyby wlać go do beczki. Słodkie aromat ciemnych owoców, czekolady z odrobiną słodkiego winogrona miesza się z wyraźnymi nutami torfowymi. Słodycz i torf mocno ze sobą kontrastują. 1/1

Smak: smak jest naprawdę przedziwny - masa czekolady (gorzkiej, deserowej), deser czekoladowy z kubeczka, miesza się z silną nutą torfową z posmakiem whisky. Ciemne owoce są schowane. Jest lekki popiół, ale nie czysty, a jedynie jego powiew w tle, coś co się kojarzy z fusami z sypanej herbaty. Alkohol w czystej formie niewyczuwalny, ale jest posmak whisky, który wprowadza wrażenie "czegoś mocniejszego". Lekko grzeje w przełyk. Goryczka niska, na finiszu posmak beczki. Na sam koniec pojawiło się nieco wanilii. 7/8

Cean/Jakośc:jak na piwo leżakowane w beczce po whisky to cena i jakość idą z sobą w parze. 0.5/0.5

Ocena ogólna: 8.5/10

niedziela, 15 czerwca 2014

Kufel na Mudnial dzień 3 - smoked pilsner

Dzień 3

Mecze:

Tego dnia wyczekiwałem! Mój ukochany Urugwaj rozpoczyna drogę po mistrzostwo świata! Pewny zwycięstwa, ale nieco zaniepokojony brakiem Suareza wierzę w wygraną minimum dwubramkową. Skończyło się tak iż wściekłość miesza się z szokiem, totalnym niedowierzaniem i smutkiem... Do tego faul Maxi Pereiry dopełnił czarę goryczy. Szczy debilizmu...Niestety sędzia klasycznie się nie popisał - druga bramka dla Kostaryki zdobyta ze spalonego... Dla Urusów mistrzostwa się skończyły, bo frazesy o graniu do końca i okrągłej piłce przy tym poziomie mijają się z celem. Najgorsze jest to, że to niem Kostaryka zagrała wybitny mecz (chociaż grali bardzo dobrze i odważnie), ale to Urugwaj nie pokazał nic.  2-3 akcje w pierwszej połowie napawały optymizmem, ale ogólny obraz gry był porażający.

Kibicować będę im oczywiście dalej, ale obawiam się iż po meczu z Anglią będzie już pozamiatane i nie będę musiał kombinować wolnego na Włochy. Pojedynek kolejnych rywali oglądałem przez stronę TVP i niestety trochę się wieszało, ale i tak wyłonił się obraz ekip lepszych od tego co zaprezentowali moi faworycie.

Meczu Kolumbii niestety nie widziałem, ale wynik zgodny z oczekiwaniami. Spotkania WKS : Japonia oglądać nie planuję. Trzecia w nocy to jednak przesada, ale Japończycy powinni spłatać figla. Dodano rano:  figla niestety nie spłatali, będzie trzeba obejrzeć skrót.

Piwo:

Klęskę Urugwaju oglądałem "na sucho", ale już hit wieczoru umilał mi smoked pilsner The Cowboy z duńsko-amerykańskiego Evil Twin. Rzadko pilsy goszczą na blogu, ale wędzonego piwa w tym stylu jeszcze nie piłem więc trzeba było zrobić wyjątek.

Barwa złota, piwo klarowne, piana biała, sztywna trwała - wszystko elegancko i stylowo. W aromacie sporo słodów i nuta dymu drzewnego, drewna - bardzo przyjemna. Po ogrzaniu ujawnia się lekka kwaskowatość, która psuje nieco efekt. Za to smak to już pełna, niczym nie zmącona maestria! Nuty dymu drzewnego, wędzenia, wysoka słodowość. Goryczka chmielowa, bardzo ładnie zarysowana, odnoszę wrażenie iż gdzieś w tle są minimalne nuty cytrusów. Piwo jest gładkie, lekko słodkawe, orzeźwiające i bardzo pijalne. Rewelacyjne!

Kupowanie drogich pilsów jest mi obce, gdyż styl ten wydaje się mieć pewne ograniczenia, to piwo je łamie i dlatego warto go wypić! Cenowo szału nie ma, ale jest to kwota do przełknięcia (około11-12 zł).  Ocena ogólna: 8.5/10

Pilica - ratujmy bastiony!

Dziś nie będzie nic o piwie, a o sprawie, która mnie niesamowicie zasmuciła. Uważni czytelnicy wiedzą, iż poza piciem piwa uwielbiam min. zwiedzać zamki. Właśnie jedna z takich wypraw zawiodła mnie do Pilicy, gdzie przeżyłem spory szok i o tym chciałem Wam opowiedzieć. Tekst jest pisany na szybko i pod wpływem emocji, dlatego przepraszam za ewentualne błędy.

Historię zamku/pałacu znajdziecie w internecie czy fachowej literaturze więc nie będę nudził, a od razu przejdę do rzeczy. Zbulwersowało mnie niszczenie tak pięknych bastionów! Stan tego wspaniałego zabytku woła o pomstę do nieba, a unikalne piękne bastiony po prostu się walą! Jedno osuwisko jest stosunkowo stare i zabezpieczone, natomiast drugie wyglądające na świeże to już totalna rozpatrz! Zero zabezpieczeń, nikt nawet nie próbuje ratować tego wspaniałego miejsca, a na moje nie fachowe oko dalsze osuwisko to kwestia tygodni, czy nadejścia ulewnych deszczy! Jeżeli odpowiednie władze nie zaczną działać to wkrótce nie będzie czego ratować. 

Z racji iż ograniczał mnie czas, brak aparatu i utrudniony dostęp, zdjęć jest mało i są średniej jakości, ale nieco na nich widać. Jeżeli wiecie coś więcej o sprawie, macie doświadczenie z tego typu przypadkami czy chcecie pomóc nagłośnić ten przypadek to piszcie, udostępniajcie ten wpis. Może jest jednak inaczej i oczy lajka wyolbrzymiają problem, lub nie doceniam władz, które już działają - jeżeli macie jakieś informacje w tej kwestii to też dajcie znać. Ja ze swojej strony na pewno wystosuję zapytanie do lokalnych władz, konserwatora zabytków itp. 

Nowe osuwisko:







Stare, zabezpieczone osuwisko:









Czytałem o procesach w sprawie własności kompleksu (pisał o tym min. Dziennik Zachodni), o osobie, która chciała to wszystko kupić i wyremontować, ale jakie to ma znaczenie gdy dobro narodowe przepada?! Tyle mówi się o dotacjach z UE o ratowaniu zabytków, a te przepadają bezpowrotnie na naszych oczach! Jedyne na co było stać miejscowe władze (??) to wywieszenie tabliczki iż wstęp grozi śmiercią.
Stan pałacu/zamku i powozowni jest opłakany, ale natychmiastowa zagłada im jeszcze chyba nie grozi.




sobota, 14 czerwca 2014

Kufel na Mundial dzień 1 i 2

Zaczęło się! Największe piłkarskie święto na które czeka się latami, święto klasycznie bez Polaków, ale z wielkimi meczami i zespołami. Do meczu warto wypić piwo i właśnie o meczach i piwie będzie ten cykl. Luźne subiektywne wynurzenia i ciekawe trunki. forma nieco pamiętnikarska, ale może Wam się spodoba.

Dzień 1

MECZ: Oj nie tak to miało wyglądać... Zaczęło się pięknie przedłożonym hymnem Brazylii i zapowiedzią sporych emocji. Osobiście byłem za Chorwacją i to oni zagrali świetny mecz, odważnie, bez krępacji z sercem, ale sędzia po mistrzowsku wypaczył wynik. Bez skrępowania i czekania na okazję wydrukował gospodarzy bo to oni musieli przecież wygrać! Jak na mecz otwarcia spotkanie było bardzo dobre, ale fatalnie wróży na przyszłość... Co będzie się działo w fazie pucharowej gdy już w grupie, gospodarz ma takie wsparcie? Typowałem obie strzelą i to po rewelacyjnym kursie 2.7 :)

PIWO: brak! zaskoczeni? :P

Dzień 2 

MECZE: 

Spotkanie Meksyku z Kamerunem oglądałem z doskoku w pracy i zdecydowanie życzyłem powodzenia Latynosom. Zniesmaczyła mnie afera i żądanie pieniędzy przez Kameruńczyków i bez wątpienia odbiło się to na ich formie. Typ na Meksyk też wzmagał emocje. Niestety i w tym spotkaniu to sędzia był anty bohaterem. Dwa nieuznane gole dla Meksyku i różnie mogło być... Na szczęście panowie się nie poddali i strzelali do skutku :) Niesmak jednak pozostał... 

 Drugie spotkanie to zwyczajnie szok! 1:5!!!!! Co więcej pisać? Lubię Hiszpanów, wierzyłem w ich sukces, ale typowałem obie strzelą. Gdyby przegrali po zaciętym spotkaniu by się nie dziwił, ale wynik jest szokujący... Totalna klęska i po takim wyniku już na pewno dalej niż do 1/8 nie zajdą o ile wyjdą z grupy. W końcu czeka Brazylia i sędziowie ;)

Piszą te słowa spoglądam na poczynania Chile i Australii. Typ już trafiony (ponownie obie strzelą) i pozostaje tylko przyjemność, a patrzy się dobrze - otwarty pozytywny futbol, bez kalkulacji i udziwnień. Chile musi, a dla Australii każdy gol to sukces, a jak się trafi punkt to już będzie pełnia radości. Naprawdę przyjemnie się ogląda te mistrzostwa, ciekawe mecze, dużo goli i dobry klimat. Po niemrawym RPA jest prawdziwe święto :)

Piwo:

Tym razem z piwem! I to jakim! Do katowickiego Browariatu na MŚ dotarła wyjątkowa przesyłka z Anglii w postaci piw z rzemieślniczego browaru Partizan. Co nieco o browarze skreślę w poniedziałek bo tekst jest już długi, a teraz X-Ale - imperial mild, 6,3% alkoholu, przedziwna etykieta i świetny smak! Rubinowo brązowa barwa, piana niska, drobna, utrzymuje się tylko kożuch. W aromacie świetna kawa zbożowa, nieco czekolady i ogrom nut słodowych. Bardzo przyjemny, stylowy. W smaku jest równie dobrze - klasyczna kawa z mlekiem, kawa zbożowa, słody, czekolada, w moim odczuciu nieco laktozy, cień paloności. Po ogrzaniu śliwka, ciemne owoce i coś kwaskwoatego, nieco mdłego. Goryczka niska. Przyjemne ciało, kremowość i świetne piwo, jak gra Holandii ;) 8/10

***
3:1 dla Chile, szkoda Australijczyków bo dzielnie walczyli, ale wygrywa faworyt i w tej grupie wszystko jest jeszcze możliwe! 
***

Na drugą nogę nowe piwo z bawarskiej Camby - Jager Weisse. Barwa słomkowa, piana biała, acz niezbyt obfita, trwałością też nie zachwyca. W aromacie nuty pszeniczne drożdżowe, można doszukać się nieco cytrusów, ale szaleństwa nie ma.  W ustach za to doznajemy szoku - wibowit, może wapno w tabletkach o cytrusowym smaku, a w zasadzie cytrynowym. Ten smak to nieco smak dzieciństwa i to mi pasuje bardzo! Lekkie, pijalne, leciutko kwaskowate, z kremowym ciałem - kupuje to :) Spodziewałem się jednak ziołowej /pszenicy, nazwa Jager tylko mi nasuwa na myśl nieco cięższy alkohol? Nie jest to również klasyczna pszenica, ot taki wariat :) 6.75/10

środa, 11 czerwca 2014

Chateau - warka numer 2

Początkowo miała to być, krótka notatka o 2 warce piwa, będąca uzupełnieniem wcześniejszego wpisu. Piwo jednak okazało się zdecydowanie ciekawsze od pierwszego wypustu, dlatego będzie to, krótka, acz osobna publikacja. O tym czym jest to piwo dowiecie się TUTAJ.

Przygotowując się do Birofilii muszę nieco przewietrzyć piwne zapasy.  Na dworze upał więc padło na piwo, które chociaż trochę pasuje do takiej pogody. Druga warka jest mocniej od fermentowana (do 7% alkoholu), ekstrakt to nadal 17. Etykieta nieco zmodyfikowana, zatraciła swój ekskluzywny charakter - zniknęły numery butelek. 

Co się zmieniło w walorach piwa?

Po otwarciu delikatny gushing. Barwa to piękny, lekko opalizujący rubin, a piany nadal brak. W zasadzie tworzy się jak w gazowanym napoju i natychmiast znika. 0/0.5

W aromacie dominuje wiśnia, kilka z tych wisienek może jest nawet w czekoladzie, wyraźnie wyczuwalna dębina. Wydaje się intensywniejszy niż w 1 warce. 0.75/1 W smaku jest bardzo dobrze! Silne nuty dojrzałych czereśni, wiśni, wyraźna dębina - w 1 warce brakowało smaku beczki. Gdzieś na horyzoncie błąka się odrobinka mlecznej czekolady. Kwaskowatość jest spora i co najlepsze jest końska derka, jest spora dzikość! Można się też doszukać odrobiny słodyczy. Goryczka niska. Jak na mój gust wysycenie jest nieco za wysokie, ale pijalność jest wysoka. W przeciwieństwie do 1 warki jest pełnia i wyrazistość smaku - zdecydowanie lepsze! 6.75/8

Piwo było dużo łatwiej kupić niż pierwszy wypust, ale jego cena była dużo wyższa! Co więcej jest to najprawdopodobniej najdroższe piwo w historii rodzimej piwnej rewolucji. Czy było warto? Zdecydowanie tak, ale mimo to uważam, iż powinno być minimum kilka złotych tańsze. Pojawiły się głosy, że cena tego piwa była obciążona dodatkiem za imperialny stout, który w tym samym czasie popłyną kanalizacją. Pewnie to tylko spiskowa teoria dziejów, ale gdy smak się broni to nie ma to większego znaczenia:) 0.25/0.5

Ocena ogólna: 7.75/10

poniedziałek, 9 czerwca 2014

Chwalcie łąki umajone

 Blossom (American Wheat), Dania, To Ol, butelka 0,33 l.

Z piwem jak z życiem, człowiek tęskni za czymś czego już nie ma, idealizuje to co było. Tak zapewne jest ze mną i Czerwonym Kapturkiem, dzieckiem Piwoteki i Artezana. Ta pszenica z hibiskusem oczarowała mnie i zawładnęła kubkami smakowymi. Nic nie wskazuje na to aby Kapturek miał wrócić do żywych, dlatego wypatrzyłem substytut. Duńczycy z To Ol zaprezentowali swój nowy wypust - pszenicę na amerykańskich chmielach (Simcoe, Citra,Galaxy*, Amarillo) z dodatkiem mieszanki roślin w skład, której wszedł właśnie hibiskus, chabry, nagietki, róże i głóg. Imponująca mieszanka, przy której chmiel wydaje się zbędny. Na etykiecie kwiecista łąka i alkohol - 6,3%.

Barwa: jasnego złota, trunek zmętniony.

Piana: średnio obfita, biała, o średniej ziarnistości. Ładnie oblepia szkło, jest trwała. 0.5/0.5

Zapach: nuty żywiczne, trawiaste z delikatnymi cytrusem i kwiatami. Po ogrzaniu coraz więcej kwiatów i coraz przyjemniejsze doznania.0.75/1

Smak: tutaj jest bardzo podobnie do zapachu. Silne nuty żywiczne, sosnowe z delikatnym cytrusem (zwłaszcza grejpfrut), odrobiną trawy i świetną kwiatową mieszanką. Kwiaty są jak bukiet, nuty się łączą tworzą całość. Goryczka na średnim poziomie intensywności, ale jak na ten styl wysoka. Bardzo pijalne, orzeźwiające, kwaskowate i słodkie. Wraz z ogrzewaniem coraz bardziej cytrusowe. Klasycznych nut pszenicznych brak. 6.25/8

Cena/Jakość: niestety tutaj nie ma rewelacji, albo inaczej: jakość jest wysoka, ale i cena jeszcze wyższa. 0.25/0.5

Dziwnie to zabrzmi, ale to piwo było by rewelacyjne, gdy nie zawierało chmielu! On zwyczajnie przeszkadza i utrudnia cieszenie się kwiatami, które zamiast grać pierwsze skrzypce są tylko tłem. Dodając taką mieszankę piwowar powinien tworzyć gruit, a nie american wheat - zabrakło odwagi lub konsekwencji.

*z dodatkiem australijskiego

piątek, 6 czerwca 2014

Co zmieniła beczka po bourbonie?

Etykieta wydaje się znajoma? Zgadza się! Piwo było już prezentowane na blogu TUTAJ w wersji standardowej, tam też znajdziecie informacje o browarze. Opisując tamto piwo wspomniałem o wersji leżakowanej w beczce po bourbonie, niedostępnej w Polsce. Kilka miesięcy później do naszego kraju trafiło nieco limitowanych butelek. Sama etykieta bez zmian, dolepiono tylko zwykłą kartę - proste i tanie rozwiązanie. Piwo butelkowane 03.03.2013 czyli przeszło rok temu – ślinka ciekanie! Będzie to idealna okazja, aby przekonać się co zmieniła, dodała do piwa beczka. 


Double Oatmeal Stout Bourbon Barrel Aged, Holadnia, Rooie Dop

 
Barwa: czarna, pod światło delikatne, brązowe refleksy.

Piana: niska, beżowa, drobnoziarnista. 0.25/0.5

Zapach: boże, ależ cudowny! Rodzynki, czekolada, cudowna wanilia, sherry, bourbon, wiśnie i śliwki w czekoladzie. Perfekcyjny! 1/1

Smak: „rodzynki, czekolada, cudowna wanilia, sherry, bourbon, wiśnie i śliwki w czekoladzie.” tyle, że smaki są przytłumione przez silną nutę palonego słodu, dochodzi delikatna gorzka kawa. Goryczka lekka, palona. Jak na imperialny stout owsiany brakuje mi mocnej kremowości, aczkolwiek jest delikatna aksamitność. Przyjemnie słodkie, degustacyjne, deserowe. Do ogrzaniu delikatnie wyczuwalny w szlachetny sposób staje się alkohol, ale i wzmacnia się nuta mojej ulubionej wanilii. 7.5/8

Cena/Jakość: różnica cenowa z wersją klasyczną wynosiła bodaj 3-4 zł, a piwo jest lepsze dlatego warto wybrać tą wersję. 0.5/0.5

Z piwa bardzo dobrego, beczka i czas uczyniły trunek jeszcze lepszym. Wielki plus za schery i wanilię, aczkolwiek w tym przypadku nie było nut czystej beczki w formie dębiny, drzewa, ani bourbonu. Myślę iż to piwo nie obrazuje całkowicie uroku  leżakowania, ale jest w pełni warte polecenia! 

Ocena ogólna: 9.25/10 

niedziela, 1 czerwca 2014

Czy jestem hopheadem? Sprawdza Crazy Mike i Mikkeller 1000 IBU

Dziś prawdziwe wyzwanie – 100 i 1000 IBU! Mike zapowiada, że „skopie moje dupsko chmielem. Dokładnie na miękko, bez litości.” Mało się tym przejmuję, gdyż w następnej rundzie czeka na mnie prawdziwa chmielowa bestia będąca połączeniem Conana Barbarzyńcy i nazgula.

Crazy Mike, AleBrowar, Polska, butelka 0,5l – 8,25 zł


Crazy Mikke? Korwin Mikke? Czy Crazy Mike wywołał poruszenie w światku piwnym. Przeróbka etykiety piwa autorstwa małepiwko.pl zrobiła furorę. Do tego akcja promocyjna Hop Heads Of Poland spowodowała spore zainteresowanie i to Imperialne IPA sprzedaje się tylko odrobinę gorzej od legendarnego widma, zwanego Imperatorem Bałtyckim. Co w środku tej bestii siedzi? Już piszę: Cascade, Citra, Chinook, Centennial, Columbus, cukier kandyzowany, 20% ekstraktu, 9% alkoholu i wspomniane 100 IBU.

Barwa: bursztynowo-miedziana, delikatnie zamglona.
Piana: niska, zasadniczo drobna, szybko pozostaje po niej tylko samotna kra na bursztynowej tafli piwa. 0/0.5

Zapach: spora owoców, kwiatów, nieco nut żywicznych. Słodki, słodowy, przyjemny, ale nieco „niewyraźny”. 0.5/1

Smak: słodowa, słodka solidna podwalina, masa nut owocowych min. truskawka, nieco kwiatów, żywica, a nawet delikatna, kremowa wanilia. Goryczka wysoka, nieco zalega na podniebieniu. Silna słodycz przełamuje goryczkę, przez co nie wydaje się ona tak potężna. Alkohol ładnie przykryty, ale czuć iż czai się gdzieś za horyzontem. Niskie wysycenie i sporo ciała. Dobre, ale dla mnie nieco przyciężkawe, odrobinę za słodkie chociaż aksamitność jest bardzo przyjemna. 5.5/8

Cena/jakość: cena jest dobra, a na jakość piwa nie można narzekać. 0.5/0.5

Ocena ogólna: 6.5/10

Miało być mocno, wytrawnie i bez litości, a jest słodko i nie czuję aby mnie ktoś skopał. Piłem sporo lepszych IIPA, ale to też jest warte degustacji. Natomiast nachmielenie nie robi takiego wrażenia jakiego można by oczekiwać po akcji promocyjnej. 

 
W zeszłym roku na dzień dziecka miałem Death Star, a dziś:

1000 IBU, Dania, Mikkeller, butelka 0,33

1000 IBU to natężenia goryczki, które jest wartością nieco abstrakcyjną, gdyż pochodzi tylko z wyliczeń. Piwo zostało nachmielone do wartości 1000 IBU wg programu komputerowego, a w rzeczywistości może to być maksymalnie 140 – 180 IBU (różne opracowania, podają różne wartości), gdyż po tych wartościach nie dokonuje się dalsza izomeryzacja.

Pod nazwą 1000 IBU pojawia się nie tylko omawiane Imperiale IPA, ale również Pale Ale. Poza IBU mamy podaną tylko zwartość alkoholu (9,6%) i miejsce warzenia, czyli belgijski browar De Proef.

Barwa: miedziano brązowe błotko.

Piana: niska poduszka, o kremowej barwie i wysokiej trwałości. Pięknie krążkuje. 0.5/0.5

Zapach: sporo cytrusów, mango, nuty ziołowe, nieco trawy, żywicy. Cała gama chmielowych doznań i odrobina słodowości. 1/1

Smak: przygotowywałem się na ekstremalną jazdę, a mam świetny chmielowy likier. Goryczka jest potężna (mimo zalegania jest bardzo szlachetna) i nie do zatrzymania (niczym szarża husarii), ale nie jest to dawka nieprzyswajalna. Ogromny wpływ na to ma potężne słodowe ciało (z odrobiną herbatników) ze sporą słodyczą, leciutką dawką miodu, który łagodzi rany po przejściu chmielowego tornada. Nut chmielowych mamy multum: zioła, żywice, cytrusy, mango, igły sosny i delikatna trawa. Alkohol świetnie przykryty, piwo jest dosyć gęste, lekko kremowe w taki bardzo przyjemny lekko waniliowy sposób. Jak na taką goryczkę jest świetnie zbalansowane. 7.5/8

Cena/jakość: dwadzieścia kilka złotych za dwie godziny chmielowej rozkoszy to cena do przyjęcia. 0.5/0.5

Spodziewałem się ekstremalnej goryczki, która zabije wszystkie smaki, a dostałem rewelacyjne, świetnie zbalansowane IIPA. Nie jest to piwo tylko do odhaczenia, ale prawdziwa perła. Typowo degustacyjne, pite ponad dwie godziny. Na moim top 3 najlepszych piw w tym stylu wskakuje na drugie miejsce po Hop 15. Zdecydowanie polecam! Teraz moim celem staje się dopadnięcie 1000 IBU Pale Ale, gdyż to będzie prawdziwa masakra. Tutaj goryczka miała bardzo potężną kontrę, a tam będzie już tylko jej potęga.

Ocena ogólna: 9.5/10