wtorek, 27 maja 2014

Mikkeller - Black Hole! Czyli Czarna Dziura po Duńsku :)

 Black Hole, Dania, Mikkeller, butelka 0,375l


Dla rodzimych piwoszy Czarna Dziura kojarzy się zdecydowanie z piwem Pinty. Tymczasem w Danii ekipa browaru Mikkeller wpadła na podobny pomysł i mianem Black Hole ochrzciła swój stout imperialny. Piwo reklamowane jako: "odważne, wulgarne, ekstremalne". Oczekiwania ogromne i stawka spora! Płatki owsiane, cukier kandyzowany, miód, kawa, wanilia - 13,1% alkoholu!

Po otwarciu lekkie zdziwienie - kapsel brzydko zardzewiał.

Barwa: czarna

Piana: jak na RIS bardzo obfita, drobnoziarnista, brązowa, oblepia szkło. 13,1% alkoholu i taka piana! Co na to twierdzący, że się nie da!? 0.5/0.5

Zapach: delikatna kremowość, nieco wanilii, chmielu z nutą cytrusową, kwiatową, melasa, odrobina cukru kandyzowanego. 0.75/1

Smak: miód wielokwiatowy, chmiel z delikatnie kwaskowatą nutą cytrusów, która bardzo dobrze równoważy słodycz podbijaną przez cukier brązowy. Mleczna czekolada, ciemne owoce (śliwka, jagody). Goryczka niska. Mocno rozgrzewa w przełyku, "zwyczajnie" płynne, brakuje trochę aksamitności, oleistości. Obecność alkoholu wyczuwalna w szlachetny sposób, ale jak na te 13% jest dobrze przykryty. Po ogrzaniu (chociaż od początku pite było w dosyć wysokiej temperaturze) ujawnia się nuta palonego słodu, intensywniejsze stają się cytrusy, ale i alkohol. Kawa całkowicie niewyczuwalna, wanilii można się doszukać szczątkowej formie.  6.75/8

Cena/Jakość: dwadzieścia kilka złotych to dużo pieniędzy więc i oczekiwania są spore, piwo jest bardzo smaczne, ale coś mi tu nie gra.  0.25/0.5

Dziwna ta recenzja wyszła, trochę czasu upłynęło od degustacji i coś mi tu nie pasuje, ale szkoda by było takiej perełki nie opublikować. Naszło mnie stwierdzenie, iż jest to delikatniejsza wersja Imperatora Bałtyckiego.

Ocena ogólna: 8.25/10

niedziela, 25 maja 2014

I Krakowski Festiwal Piwa w Zabierzowie

I Krakowski Festiwal Piwa w Zabierzowie

Obawy i wątpliwości co do tego festiwalu miałem od dawna. Jarmarczna, festynowa oprawa strony, masa informacji, o jakichś totalnie nie związanych z piwem artystach, dmuchańcach (co za słowo;)), zabawach dla dzieci, szaszłykach itd. wyłaniały obraz dni Krowiej Górki, a nie piwnego święta. Na stronie festiwalu o piwie było tyle co kot napłakał, ale od organizatora słyszałem zapewnienia o ok. 40 browarach i kilkunastu premierach. Na tydzień przed rozpoczęciem festiwalu pojawiła się wreszcie informacja o browarach jakie będą dostępne. Niestety informacja ta znalazła się tylko na stronie Facebook, a na www imprezy nic, a nic w tym temacie... Ostatecznie lista browarów liczyła ponad 30 pozycji i prezentowała się całkiem, całkiem jak na nowy festiwal, dlatego w sobotę (24.V) jechałem ze pozytywnym nastawieniem :)

Dojazd
Sama impreza mimo Krakowa w nazwie odbywała się w miejscowości Zabierzów. Powodowało to pewne obawy co do dojazdu i nie były one pozbawione podstaw. O ile dojście ze stacji PKP było proste i dobrze oznaczone to osoby korzystające z komunikacji miejskiej i busów siarczyście przeklinały idąc drogą wzdłuż rzeki przekonani, iż tam będzie wejście. Osób takich było dużo, a brak jakichkolwiek drogowskazów to fatalna organizacyjna wtopa. Rozmawiając ze znajomymi kierowcami słyszałem to samo – "fatalnie, zero oznaczeń", "jeździliśmy 3 razy w kółko" itp.

Lokalizacja
Pomijając problemy z dotarciem na miejsce same „zabierzowskie błonia” (w trakcie pobytu kilkakrotnie padało pytanie „czemu nie krakowskie?”, przecież to lepszy punk itp.) są bardzo ładnie zlokalizowane, otaczające to miejsce lesiste wzgórza, tworzą klimatyczny krajobraz. Teren imprezy jest bardzo duży posiada parking na dwa tysiące aut, ogromne przestrzenie, które można wykorzystać na stoiska z piwem, a nie odpustowy szajs. Jest to ogromny potencjał rozwoju, ale organizatorzy musieli by chcieć stworzyć prawdziwie piwny festiwal. Sporym minusem jest minimalna ilość miejsc zacienionych – chwilami ludzie smażyli się jak na patelni i jedynie w namiocie można było posiedzieć w cieniu.

Informacje ogólne
Wstęp na teren festiwalu był płatny: 3 zł bilet ulgowy, 5 zł normalny, aczkolwiek były pewne ulgi pozwalające wejść bezpłatnie. Niestety przy wejściu miał miejsce pewien zgrzyt – na teren imprezy nie można wnosić wody mineralnej i butelek z napojami! Rozumiem zakaz wnoszenia alkoholu, ale wody!? Ktoś tu upadł na głowę, a jak leżał to jeszcze go kopną kucyk krążący po okolicy! Upał, patelnia, brak możliwości przepłukania szkła, czy ust między degustacjami – ciekawa opcja. Polak i tak wniesie, ale po co te cyrki? Po trzepanku na bramce idziemy dalej, a tam istny festyn – karuzele, słynne dmuchańce, scena, strefa gastronomiczna, drewniany gród u którego bram kupowało się żetony... No właśnie żetony były tutaj
środkiem płatniczym, niestety nie wszędzie - jedzenie, piwa butelkowe, szkło za złotówki, a lane za żetony. Powodowało to spore zamieszanie i utrudniało sensowne dysponowanie budżetem. Wpłynęło również negatywnie na ceny 1 żeton stanowił równowartość 3 zł, co spowodowało, iż te same piwa u jednego wystawcy były droższe niż we Wrocławiu. Ładne szkło festiwalowe kosztowało bodaj 12 zł. 

Stoisk gastronomicznych było sporo, jeżeli człowiek trochę pochodził  to bez trudu mógł trafić na smakołyki w przyzwoitych cenach. Hitem były pyszne langosze sprzedawane przez bardzo sympatyczną Czeszkę. Pod względem żywieniowym festiwal wypadł pozytywnie. 

Piwa i wystawcy
Tutaj zaczynają się problemy wystawców było po prostu mało! Swoje stanowiska miały min. Bednary, Doctor Brew, Reden. Piw z Pracowni Piwa czy Artezana można było spróbować na stoisku Strefy Piwa - niestety 1 kran na Artezan i 2 na PP to ilość poniżej oczekiwań. Nie jest to oczywiście wina Strefy, a organizatora. Niestety wielu z zapowiadanych trunków przez cały dzień pobytu nie udało mi się ujrzeć. Całkowicie niedostępne były min. Thornbridge, Nomad, Haust, a inne sprowadzały się do jednego piwa jak np. Anchor, czy Ohara's.

Nie oznacza to jednak tragedii, dobrego piwa było sporo. Doctor Brew przedstawił dwie nowości, bezpłatnie można było pozyskać etykiety, oraz podkładki. Była okazja zdegustowanie kilku świeżych wypustów jak: Luzy Rajtuzy, Świński Ryjek. Nadrobiłem również braki w degustacji Bednarów.
Dodatkowo w sklepie festiwalowym można było zakupić piwa butelkowe i gadżety z logo KFP. Oferta piw to głównie Skandynawia: Mikkeller, To Ol, BeerHeer, HornBeer i prawdziwy hit cenowy – HaandBryggeriet. Z browaru tego piłem do tej pory tylko jedno piwo z uwagi na wysokie ceny (30-40 zł) tutaj piwa były w graniach 19-24 zł. Nie oznacza to jednak iż wszystko było tanie, o nie! Np. BrewDog Paradox kosztujący normalnie ok 37 zł tam kosztował grubo ponad 40.

Błędy
Na koniec kilka uwag ogólnych. Na festynie panował ogromny hałas! Muzyka, wystąpienia, komentowanie nadziewania szaszłyka, to wszystko zagłuszało rozmowy i było przytłaczające! Jeżeli nie słyszysz osoby siedzącej naprzeciw Ciebie to coś jest nie tak! Podobno organizacyjną wtopą był również konkurs piw domowych na, którym dochodziło do kuriozalnych sytuacji w których jeden sędzia musiał ocenić ponad 40 piw! Sprzedaż żetonów w godzinach porannych, gdy ludzi nie było dużo, prowadzona była przez 4 osoby, po południu, gdy zaczęły schodzić się tłumy zmniejszono obsługę do 2 osób, co spowodowało spore kolejki. Na szczęście, ktoś to w porę naprawił. Myjka – to był fenomen, działkowy kran do mycia szkła to nowość na krajowym rynku :) Akcent bardziej humorystyczny, bo mimo śmieszności spełniał swoje zadanie.

Perspektywy
Mimo sporej ilości słów krytyki festiwal ma potencjał, ale trzeba zmienić kilka kwestii, aby impreza za rok
była dużo lepsza:
  • termin maj, czerwiec to największe nasilenie piwnych imprez, dlaczego wcinać się między wódkę, a zakąskę? FDP, Birofilia, a w międzyczasie jeszcze inne imprezy w kraju i za granicą. Nie lepiej przenieść festiwal na nudnawy sierpień? Powinno to ściągnąć więcej ludzi i ułatwić sprowadzanie browarów, które uzupełnią zapasy piwa i nie będą w rozjazdach.
  • oznakowanie (o tym było już wcześniej)
  • walka z hałasem
  • ograniczenie strefy zabawowo muzycznej i skupienie się na piwie! Więcej browarów, więcej piwa lanego i najważniejsze – więcej reklamy samego piwa! Komercyjna część jest dla mnie zrozumiała i mam świadomość, że potrzebna, ale trzeba reklamować imprezę również wśród piwoszy i przygotować część oferty typowo dla nich.

To tak na szybko. Może wyszło nieco zbyt krytycznie, ale nie jest to krytyka złośliwa, a uwagi warte przemyślenia, gdyż chciałbym aby festiwal odbył się również za rok i był zdecydowanie lepszy. Pierwsze koty za płoty, nie było tragedii, ale mogło być lepiej i wierzę iż za rok lepiej będzie:) Pozdrowienia dla wszystkich znajomych spotkanych na festiwalu, towarzyszy degustacji i do zobaczenia w Żywcu :)

Na koniec mistrzowie kupażowania:



Lista degustacji:
  • Mordyr - IPA
  • Doctor Brew – American Weizen
  • Colomba – Biere Blanche
  • Świński Ryjek – Opolski Łącznik
  • Doctor Brew – Weizen
  • Bednary – Pale Ale
  • Pod Kycmolem – Tmave
  • Bednary – Amber Ale
  • Pod Kycmolem – 11
  • Podgórz – Luzy Rajtuzy
Dodatkowo po otrzymaniu przez Pana B. informacji o zdobyciu mistrzostwa Polski przez pewien klub z którym on sympatyzuje, rozpoczęła się mistrzowska feta piwami butelkowymi:
  • Lucky Bastard – Weizen
  • To Ol – Goliat Bourbon BA – najlepsze piwo tego dnia :)

środa, 21 maja 2014

Pamiętny dzień część 2 - The Lost Abbey: Serpents Stout

Po ponad 10 latach zapuszczania włosów nastał dzień rozstania. Dla większości z was wyda się to wydarzeniem błahym, ale kto miał długie ten będzie wiedział o co chodzi :) Tak, czy tak to bardzo istotne wydarzenie w moim życiu, dlatego chciałem, aby towarzyszyło mu wyjątkowe piwo. Koncepcji miałem kilka, ale wygrał Serpents Stout z Port Brewing, a dokładniej z ich serii piw belgijskich Lost Abbey. Warto nadmienić iż obecnie szalejące z Kalifornii pożary niebezpiecznie zbliżyły się do browaru (teren ewakuowano), ale wiatr zmienił kierunek i ogień, póki co, przeszedł bokiem. Na rozgrzewkę tego dnia zdegustowałem inne słynne piwo z amerykańskiego browaru, warzone w belgijskim stylu - AllagashWhite

The Lost Abbey: Serpents Stout, USA, Port Brewing

Pisanie o etykietach piw z Port Brewing, że są piękne to taka "oczywista oczywistość". Butelka, korek, nakładka, etykieta - wszystko dopracowane do perfekcji. Obraz przedstawiający Adama i Ewę, kiedy to wąż skusił niewiastę do zerwania zakazanego owocu, ma sugerować iż właśnie to wężowe piwo uosabia czarny owoc poznania zła, czy bardziej czarnej strony mocy ;) Jedyny mankament to informacje - podano jedynie zawartość alkoholu (11%).

Barwa: czarna, pod mocne światło brązowe przebłyski. Przy nalewaniu widać czarny strumień.

Piana: obfita, brązowa, początkowo drobnoziarnista, ale szybko się rozszerza. Jej trwałość nie zachwyca, ale w końcu mamy tu 11% alkoholu. 0.5/0.5

Aromat: kurde... jest pustka! Prawie nic nie czuć. Niby jest leciutki palony słód, jakaś kawa, andruty, ciemne owoce, ale wszystko bardzo słabo wyczuwalne z lekką kwaskowatością. Po ogrzaniu się nieco wzmocnił, ujawnia się czekolada, ale to nadal mało, zwłaszcza w tym stylu. 0.25/1

Smak: od pierwszego łyku czuć niesamowitą gęstość, niczym rozpuszczająca się kostka czekolady – bo to właśnie czekolada jest tutaj dominatorem. Zasadniczo mamy cały przekrój czekolad – mleczna, gorzka, deserowa. Na drugim planie wyrazisty palony słód - czysty, bez popiołu i kwaśności. W tle solidna porcja ciemnych owoców z dominującą śliwką, wiśnią. Jest też wanilia (im cieplejsze tym więcej), delikatna kawa. Wyczuwalna nuta belgijska, charakterystyczna, leciutko przyprawowa, może nawet cukier kandyzowany. Niesamowicie gęste, kremowe, aksamitne, mimo potężnego ciała, piwo jest wytrawne, może nie tak totalnie bo jest delikatna słodycz, ale jednak. Alkohol w smaku całkowicie przykryty, ale w przełyku mocno rozgrzewa. 7.5/8 Na sam koniec tj. przy końcu butelki piwo staje się nieco winne.

Cena/Jakość: myślę ile kosztowało i po prawdzie nie wiem, ale najważniejsze iż wiem za co zapłaciłem. Piwo na najwyższym poziomie, ścisła czołówka imperialnych stoutów, ale powinno być nieco tańsze (w końcu to nie BA), no i ten aromat, czy raczej jego brak. 0.25/0.5

Ocena ogólna: 8.5/10

Yeti pozostaje na tronie, kolejny pretendent odchodzi z opuszczoną głową.

piątek, 16 maja 2014

Pamiętny dzień część 1

W dniu dzisiejszym (w chwili opublikowania pewnie już wczorajszym) po ponad 10 latach zapuszczania, ściąłem włosy. Dla większości z was wyda się to wydarzeniem błahym, ale kto miał długie ten będzie wiedział o co chodzi :) Tak, czy tak to bardzo istotne wydarzenie w moim życiu, dlatego chciałem, aby towarzyszyło mu wyjątkowe piwo. Koncepcji miałem kilka, ale wygrał Serpents Stout z Port Brewing, a dokładniej z ich serii piw belgijskich Lost Abbey. Warto nadmienić, iż obecnie szalejące z Kalifornii pożary niebezpiecznie zbliżyły się do browaru (teren ewakuowano), ale wiatr zmienił kierunek i ogień, póki co, przeszedł bokiem.

Zanim jednak przejdziemy do dania dnia muszę nadmienić iż miałem okazję zdegustować na rozgrzewkę równie wielki rarytas, dostępny najprawdopodobniej pierwszy raz w Polsce Allagash White, wit z amerykańskiego Allagash Brewing. Piwo dotarło do Katowic, dzięki staraniom ekipy piwiarni Browariat i leje się tam obecnie z kranu. Jest ono okrętem flagowym browaru, zdobywcą wielu medali na konkursach piwnych.

Sam browar rozpoczynał działalność w 1995 roku, a jego założycielem jest Rob Tod. Nie był on jednak nowicjuszem, gdyż wcześniej pracował w branży i zdobywał doświadczenie. Od samego początku postawił na piwa belgijskie, których ponoć wtedy brakowało w USA, a co więcej zaprojektował charakterystyczne, stosowane do dziś 15 litrowe beczki na swoje wyroby. Ciekawostką jest fakt iż w tym czasie był to browar jednoosobowy! Podobno również jako jedni z pierwszych w Stanach zdecydowali się na re-fermentację piwa w butelce. Pierwszym uwarzonym piwem było właśnie to które miałem przyjemność degustować :) 

Przejdźmy jednak do konkretów: 5% alkoholu, warzone z dodatkiem kolendry, curacao i przypraw.

Barwa: mocno zamglona, opalizująca żółć.

Piana: biała, obfita, drobnoziarnista, sztywna, bardzo trwała, pięknie oblepia szkło. 0.5/0.5

Zapach: słód pszeniczny, kwaskowatość, nuta belgijska, kolendra, cytrusy, skórka pomarańczy, lekka nuta drożdżować. Bardzo stylowy. 1/1

Smak: słód pszeniczny, leciutki banan wnoszący nieco słodyczy, świetna stonowana kwaskowatość w stylu rozcieńczonego soku z cytryny, kolendra, skórka pomarańczowa, drożdżowa nuta belgijska. W tle minimalna nuta przypraw, perfum. Goryczka na górnym poziomie niskim intensywności. Świetna kremowa konsystencja i balans kwaskowatości, słodyczy, goryczki przy zachowaniu walorów orzeźwiających. 7/8

Cena/jakość: piwo jest drogie, nie czarujmy się jak na nasze zarobki bardzo drogie, ale to nie wina lokalu czy browaru. Sprowadzenie takich perełek jest kosztowne, a piwo w swoim stylu jest świetne, dlatego zdecydowanie warto. Ja sam nie odmówię sobie ponownej degustacji, gdyż szansa szybko się nie powtórzy. 0.25/0.5

Z dużą dozą prawdopodobieństwa jest to najlepszy wit jakiego piłem, ale nasze Podróże Kormorana z najlepszych warek czy zeszłoroczny Jasny Dynks niewiele mu ustępują. Piwo jest bardzo stylowe, klasyczne, więc nie oczekujcie amerykańskich wariacji.

Ocena ogólna: 8.75/10

W tym miejscu przerwę, gdyż już ten wpis jest długi, a część 2 również do krótkich nie należy.

Ciąg dalszy nastąpi...

piątek, 9 maja 2014

Piwa z Tesco - wit, weizenbock, tripel



Wit, weizenbock i tripel z Tesco? Czy ten świat powariował? Jeszcze 2 lata temu nikt by w to nie uwierzył, a teraz takie jaja...Browar Sulimar, którego marką przewodnią jest Cornelius, wypuścił na rynek dwa nowe trunki z serii dla marketu Tesco Rebel, oraz tripl, który chyba też jest dostępny tylko w Tesco. Najlepsza w tym wszystkim jest cena za 3 piwa zapłaciłem 10,50 zł! Nie mam pojęcia kiedy ostatnio udało mi się kupić, aż trzy piwa w tak niskiej cenie... Tutaj pojawia się jednak kluczowe pytanie - czy za ceną poszła jakość? Moje dotychczasowe doświadczenia z marką Rebel są niekorzystne dla piwa. Degustowany dunkel i coś jeszcze na 90% Bohemia Pilsner. Oba były słabe, nie pozbawione wad, ale szczegółów nie pamiętam.

Na pierwszy ogień idzie Rebel Kolendra. Zwraca uwagę całkiem ładny firmowy kapsel, ale etykieta już nie zachwyca, aczkolwiek jest lepsza od tych z klasycznej serii piw. 4,5% alkoholu, 11.7% ekstraktu. Po przelaniu otrzymujemy trunek o barwie ładnego, acz nieco zamglonego złota, pokryty tylko przez krótką chwilę pianą. Jest naprawdę kiepska, przypomina taką z napojów gazowany, po chwili nie ma po niej śladu. 0/0.5. Po pierwszym rozczarowaniu bardzo miło zaskakuje aromat - sporo kolendry, silna nuta bananowa, lekkie przyprawy/perfumy. Jest przyjemny, ale jak na wita brakuj nieco skórki pomarańcza. 0.75/1. W smaku solidna bananowa podstawa (naprawdę przyjemna), wyraźna nuta kolendry, nieco skórki pomarańczowej i nuta perfumowa, dla mnie nieco za mocna. Goryczka niska, lekko ziołowa. Spore wysycenie. 4.75/8 Zbyt mocno perfumowe, nieco wodniste, ale ogólnie całkiem smaczne, pijalne i orzeźwiające. Przy tej cenie, to świetna opcja na piwo do posiedzenia ze znajomymi itd. 0.5/0.5

W typ stylu i podobnym przedziale cenowym: Namysłów Białe > Rebel Kolendra > Żywiec Białe

Ocena ogólna: 6/10 

Pszenica Dubeltowa to weizenbock o zawartości alkoholu 8% i 18,1% ekstraktu. Piwo ma barwę pomarańczowo-bursztynową, jest ładnie zmętnione. Piana biała, drobnoziarnista, na dwa palce, wykazuje się sporą trwałością. 0.5/0.5 W aromacie dominuje banan, w tle nieco ciemnych owoców, goździk. Lekko kwaskowaty, przyjemny. 0.75/1 Smak jest agresywny, pieprzny, pikantny w takiej alkoholowej formie. Ponownie silny banan, podobnie jak w poprzednim piwie wyraźna nuta perfum, lekko ściągające owoce. Goryczka nie jest wysoka, ale podbija ją alkohol. Treściwe, ale niezbyt bogate w smaku. 4/8 Piwo nie jest drogie, ani szczególnie złe, ale ja wracać do niego nie będę - Kolendra wypada lepiej. 0.25/0.5

Ocena ogólna: 5.5/10

Triple blond może pochwalić się najlepszą etykietą z piw Corneliusa. Świetnie dopasowane kolory, bardzo estetyczna i miła dla oka. Zawiera sporo informacji: chmielone Cascade, dodano skórki pomarańczy i zmielone ziarna kolendry, 8% alkoholu przy ekstrakcie 18,1%. Czy podobny poziom ma piwo? Na pewno nie trzyma go piana, która mimo iż obfita i dosyć ładna, to buzuje i znika jak w napoju. 0/0.5 Samo piwo ma ładną złotą barwę, jest minimalnie mętne. Aromat to połączenie bananów, słodu z odrobiną przypraw. Przyjemny acz nie stylowy. 0.75/1 bardzo przyjemny banan (wręcz taki budyń bananowo-waniliowy), słód, bardzo delikatne nutki przypraw, ziół, cytrusów (chyba zarówno od skórki, jak i od chmielu). Dobry, całościowy bukiet. Goryczka niska, chmielowa. Piwo jest bardzo dobrze ułożone, czuć belgijskość, alkohol dobrze przykryty. 5.75/8 To naprawdę smaczne piwo i przy tej cenie zdecydowanie warto go kupić, tylko to nie jest stylowy tripel... 0.5/0.5 Zdecydowanie najlepsze z omawianej trójki i najlepsze piwo z Corneliusa w ogóle, bardzo udany trunek, do którego trzeba podejść z otwartym umysłem, a nie linijką stylistyczną. Przy tej cenie to hit - polecam!

Ocena ogólna: 7/10

Obecna we wszystkich trzech piwach silna nuta bananów sugeruje te same drożdże, piwa w swoim profilu są do siebie zbliżone, ale to tripel wyraźnie wybija się ponad średniakami. Muszę przyznać iż piwa prezentują się dobrze i nie zniechęcą marketowiczów do poznawania nowych kierunków w piwowarstwie, a mogą im wskazać nowe horyzonty.   

wtorek, 6 maja 2014

Festiwale, festiwale, Birofilia, czyli gdzie nas spotkacie!

Tegoroczny sezon piwnych festiwali został już otwarty w Łodzi, ale zważywszy na obowiązki zawodowe, oraz inne czynniki zewnętrzne dla nas się dopiero rozpocznie. Dlatego w poniższym tekście o tym gdzie i kiedy będziecie mogli nas spotkać, oraz zwyczajnie gdzie warto być!

09-11.V - Festiwal Dobrego Piwa, Wrocław

Trzydniowa impreza w okolicach stadionu Śląska Wrocław zapowiada się bardzo ciekawie, ale ze względu na pracę w piątek i sobotę wybieram się dopiero 11go. Organizatorzy poza ciekawą ofertą browarów i piw (szczegóły TUTAJ), przygotowali warsztaty piwne, strefę kulinarną, koncerty oraz jarmark produktów rzemieślniczych.  Sporą atrakcja będzie niewątpliwie festiwalowe szkło, którym w tym roku jest teku! Mam świadomość, że najciekawsze piwa butelkowe będą już wyprzedane, ale liczę, że browary tak rozdysponują beczkami iż w ostatni dzień również uda się popróbować rarytasów. Do Wrocławia jedziemy z Panem  B. Polskim Busem więc jeżeli ktoś wie jak najprościej dostać się z dworca na teren festiwalu to prosimy o info :)

23-25.V - Krakowski Festiwal Piwa

Na początku trzeba podkreślić iż krakowski festiwal wcale nie odbędzie się w Krakowie, a w pobliskim Zabierzowie, co z jednej strony jest zrozumiałe, ale z drugiej rodzi pytanie - jak będzie z dojazdem? Z dworca można dojechać podobno komunikacją miejską oraz PKP wiec nie powinno być tragedii. Należy pamiętać również iż jest to pierwsza edycja festiwalu, więc wszystko musi się "dotrzeć" i należy patrzeć z wyrozumiałość na ewentualne niedociągnięcia. Martwi nieco promocja festiwalu, która stawia na atrakcje dodatkowe, a nie na piwo. Zarówno na plakatach, ulotkach jak i na stronie internetowej więcej treści poświęca się na loty balonem, dmuchańce (??),  średniowieczny gród itp, niż temu co najważniejsze. Ze strony internetowej dowiemy się, że zagrają jakieś Baciary, czy inne rapery, ale nie ma słowa o browarach, które tam zagoszczą. Wszystko to przypomina rodzinny festyn, a nie piwny festiwal, ale organizatorzy zapewniają iż pojawi się ok 40 browarów (głównie z Polski) i odbędzie się kilkanaście piwnych premier. Brzmi to bardzo obiecująco tylko czemu o tym nie piszą? Z racji bliższej niż Wrocław odległości i mimo wszystko wiary w piwny sukces imprezy planuję być tam 24 i 25.


20-21.VI - Birofilia, Żywiec

Tej imprezy nikomu chyba polecać nie trzeba. Najważniejsze święto polskich piwoszy, piwowarów domowych, kolekcjonerów i wszystkich, którzy piwo kochają! Wybory Grad Championa i konkurs piw domowych oraz rzemieślniczych, giełda birofilów, wykłady, a przede wszystkim Aleja Piw Świata!  Do Żywca jedziemy z Panem B. na dwa dni, nocleg udało się zarezerwować, urlop też jest i tylko w skarbonce pustawo. O atrakcjach edycji 2013 przeczytacie TUTAJ.

??.IX - Bracka Jesień, Cieszyn

Na zakończenie sezonu, kameralna, a co za tym idzie bardzo sympatyczna, sprzyjająca integracji i zawieraniu nowych znajomości impreza w Cieszynie. O programie za wcześnie mówić, ale TUTAJ możecie poczytać jak było rok temu. 


To jest plan żelazny i tam nas spotkacie na (99,99%), ale nie wykluczam spontanicznego wypadu w jakieś inne ciekawe miejsce. Wszystko zależny od zdrowia, finansów i czasu

niedziela, 4 maja 2014

Smoked Cracow By Night i Ortodox Mild - niski alkohol i bogactwo smaku?

Po chorobie (nie to, żeby mnie wyleczyli, ale powoli wracam do życia) trzeba zaczynać od piw delikatnych, zwłaszcza gdy człowiek bierze leki. Dlatego piwami po które sięgnąłem w pierwszej kolejności były grodziskie i mild. Dzięki niskiej zawartości alkoholu style te idealnie nadają się do wypicia w sytuacji, gdy mocniejsze trunki są niewskazane. 

Smoked Cracow By Night, Pracownia Piwa, lane 0,5l - 10 zł

Jeszcze nie tak dawno marzono o wskrzeszeniu w Polsce tego stylu, a obecnie doczekaliśmy się już pierwszej wariacji na jego temat! Pracowania Piwa zaprezentowała nam ciemną wersję swojego świetnego grodzisza - Smoked Cracow. Piwo degustowane w katowickiej Białej Małpie, która doczekała się 4 nowych kranów :)

Trunek wydaje się brązowo rubinowy ze spory zmętnieniem, ale próbka na barwę w innym szkle pokazała iż jest w odcieniu dojrzałej czereśni, rubinu, klarowniejsze niż się wydawało w szklance. Piana jest niska, ale bardzo ładna, kremowa drobnoziarnista, delikatnie krążkuje i jest trwała. 0.5/0.5 W przyjemnym aromacie mamy nuty kawowe, palony słód, płonące drewno. 0.75/1 W smaku gorzka czekolada, kakao, kawa zbożowa, lekkie nuty dymu drzewnego. Spore ciało (przy tym ekstrakcie to fenomen!) i wysoka słodowość. Goryczka wyraźnie zaznaczona, acz niska. 6.5/8 Cena w normie, piwo bardzo dobre, to po prostu spełnienie marzeń każdego piwosza, który musi ograniczać procenty! 0.5/0.5 Jestem pod wrażeniem tej wspanialej treściwości i bogatego, wyrazistego smaku przy tak niskim ekstrakcie. Eksperyment bardzo udany, acz smakowo bliżej trunkowi do stoutu niż do grodzisza. Polecam.

Ocena ogólna: 8.25/10


Ortodox Mild, AleBrowar, butelka 0,5l - 6,20 zł

Drugim lekkim, acz nieco mocniejszym piwem jest mild z serii Ortodox. Pod tym szyldem AleBrowar przedstawia klasyczne piwne style w ortodoksyjnych (przynajmniej w teorii) wersjach. Etykieta stoutu mi się podobała, tutaj styl jest ten sam, ale wykonanie straszne – odblaskowy łososiowo-różowy wręcz odstrasza. 4,2% alkoholu i tyle w kwestii danych - trochę mało.

Barwa rubinowo brązowa, ze sporym zmętnieniem. Piana obfita, ale niezbyt ładna – średnio ziarnista, chaotycznie się rozchodzi. 0.25/0.5 W aromacie silna słodowość, kawa zbożowa, owoce z kompotu, karmel, a nawet leciutki popiół. 0.75/1 W smaku zdecydowanie dominuje słód – w wersji klasycznej, palonej, nieco popiołu.* Dodatkowo nuty tytoniu, nieco orzechów, kawa zbożowa, mieszanka owoców w kompocie, karmel. Lekko zalegająca goryczka jak na tego typu piwo jest spora, ale ma przykry posmak palony, popielisty, co do mnie nie trafia. 4.25/8 Dzieje się dużo, ale wszystko jest nieułożone, poszczególne smaki nie współgrają ze sobą tworząc nieprzyjemne zbitki – popiół, tytoń i palony słód to nie jest ciekawa opcja, no chyba, że dla palacza, którym nie jestem. 0.25/0.5 Mild z Pracowni był świetny, ten jest co najwyżej przeciętny, wymaga zdecydowanie poprawy.

Ocena ogólna: 5.5/10

* to połączenie popiołu i palonego słodu może kojarzyć się z mokrym kartonem, ale nim nie jest.