środa, 30 kwietnia 2014

Moja pierwsza "wędzonka" - Rauchbier, Rittmayer

Piwa wędzone to grupa bardzo specyficzna, różnorodna i przede wszystkim trudna do przełknięcia za pierwszy razem. Od płonącego drewna po silne nuty torfowe, różne style i słody. Obecnie gdy odrodziło się Grodziskie pierwszy kontakt z wędzonka może być bezbolesny, ale kilka lat temu takie spotkanie szokowało i wykręcało kubki smakowe. Gdy jakieś 5 lat temu usłyszałem o piwie wędzonym byłem mocno zdziwiony. Myślałem o co chodzi, gdy właściciel nieistniejącego już, rewelacyjnego sklepu piwnego z Bytomia przedstawiał mi taką nowość. Piwo może smakować jak wędzona szynka, czy dym z ogniska!? Idea spodobała mi się bardzo, dlatego bez wahania kupiłem ładną butelkę z tandetną etykietą. Zderzenie z tym smakiem zapamiętałem jako porażające i niezbyt przyjemne -  smak wędzonej makreli ze słodkimi nutami. Byłem mocno rozczarowany i zrażony. Od tego czasu piłem wiele wędzonek i pokochałem ten typ piw. Jednak do tej pierwszej nie miałem okazji powrócić, aż do tego roku kiedy to piwo pojawiło się na Mariackiej. Mimo złych wspomnień kupiłem bez wahania i postanowiłem sprawdzić jak zareaguję na ten trunek po latach.

Rauchbier, Niemcy, Rittmayer, butelka 0,5l - ok. 7 zł 

Barwa: piękna rubinowo brązowa, w pełni klarowna.

Piana: obfita, drobno, średnio i grubo pęcherzykowa, trwała, delikatnie oblepia szkło. Może nie idealna, ale bardzo solidna. Za trwałość - 0.5/0.5

Aromat: mocno słodowy z nutą wędzonej szynki. 0.75/1

Smak: pierwsza myśl to „ale wodniste i słodkie”. Piwo mocno słodowe, nuta wędzonej szynki (haha chyba faktycznie makreli, albo to auto sugestia), nie do końca współgrają z wysoką słodyczą. W tle dosyć przyjemna nuta owocowa w stronę wędzonej śliwki. Goryczka niska. Wędzonka nie jest specjalnie mocna, chociaż zapamiętałem ją silniej. Coś mi się kołatało i chodziło po głowie – sprawdziłem i faktycznie jest lekkie żelazo. 4.25/8

Cena/Jakość: piwo jest przyjemne, ale przeciętne, wypiłem ze sporym oczekiwaniem mocnej wędzonej przygody, a dostałem spokojny płaski trakt. 0.25/0.5

Ocena ogólna: 5.75/10

Oj chochliki namieszały i skasowały podsumowanie... Po tej degustacji sam nie wiem czy 5 lat temu zwyczajnie nie byłem gotowy na wędzonkę, czy może to wina piwa, które nie jest złe, a jedynie bardzo przeciętne i nie wzbudza entuzjazmu. Będę się trzymał opinii iż w wędzonkach nie pierwsze wrażenie jest najważniejsze, bo to trunki które potrzebują czasu by nas uwieść i w sobie rozkochać. Refleksja jest jedna - wędzenie to jedno z najważniejszych odkryć ludzkości - wędzimy mięso, kiełbasy,ryby, owoce, pijemy piwa na wędzonym słodzie więc wypijmy zdrowie twórców tej wspaniałej metody! 

poniedziałek, 28 kwietnia 2014

T.E.A. Time, Kraków - Poland's First Real Ale Brewpub



W wyniku mojego pobytu w szpitalu blog umiera, ale postaram się uraczyć Was, krótką foto relacją z pobytu w krakowskim T.E.A. Time. 

 
Przy okazji koncertu legendarnego wokalisty Iron Maiden Paul'a DiAnno postanowiłem odwiedzić najnowszy punkt na piwnej trasie Krakowa. Brewpub T.E.A. Time jest dosyć dobrze zlokalizowany (ul. Dietla 1) dla piwnych wędrowców - blisko Wawelu i po drodze do Omerty, czy Strefy, łatwo trafić.  Jest to lokal wyjątkowy, gdyż jako pierwszy w Polsce warzy piwo w angielskim duchu "real ale". Duch jest solidny tym bardziej, iż ojciec jednego z szefów był właścicielem browaru, oraz piwowarem docenionym min. przez CAMRA. Obecnie jest już na emeryturze, ale podobno przekazał synowi część receptur, które są wykorzystywane przy warzeniu piwa w Polsce. Jak zrozumiałem część piw będzie klasykami wg tych receptur, a część własną inicjatywą piwowarów.

Docelowo w lokalu ma być 6 miejscowych piw w stałej ofercie. Wszystkie 6 będzie nalewane z pompy! Dla mnie po prostu genialna sprawa, gdyż kocham to urządzenie i to co robi z piwem! Podczas moich odwiedzin było niestety tylko jedno. Na oficjalne otwarcie przygotowano dwa trunki w warkach testowych (300 litrów, klasyczna będzie miała 600) i oba zeszły praktycznie w 2 dni... 1200 piw w dwa dni? Zanosi się na spory sukces, który niestety doprowadził do tego iż nie spróbowałem golden ale, którego nowa warka nie była jeszcze gotowa. Samo piwo jest podawane "po angielsku" w pintach, a nie litrach w trzech pojemnościach. 1 pinta porteru kosztowała 9 zł, dodatkowo było jeszcze pół pinty i 1/3. O dziwo w ofercie można dostać również butelkowe piwa czeskie (w myśl zasady dla każdego coś miłego, a pils i tak być musi?), cydr, oraz ciężki alkohole. Do przekąszenia mamy ciasto i smacznie pierożki, którymi zostałem poczęstowany.

Sam lokal to dwie sale i bar na paterze, oraz w piwnicy: browar, którego akurat nie dało się zwiedzić, gdyż odbywało się warzenie  i sala kibica! Tak, tak kibica :) Świetna sprawa - możliwość wypicia dobrego piwa do np.  Ligi Mistrzów.  Mecze to właśnie to czego brakuje mi w większości rodzimych wielokranów. Jest to dla mnie niezrozumiałe, gdyż telewizor i ciekawe spotkania na pewno by ściągnęły nowych klientów. Zaraz odezwą się głosy - co Ty mówisz, przyjdą kibole i wyrwą wszystkie krany... Nie dajmy się jednak oszukać, kibol stoi w bramie, lub czai się na dworcu, a nie chodzi do lokalu z piwem za kilkanaście złotych, zresztą nie trzeba pokazywać meczów z krajowego podwórka!



Jak już wspomniałem jedynym wypitym piwem był porter - Black Prince. Tutaj muszę dodać iż jedynym,
ale nie jednym, gdyż skusiłem się na kolejne pinty. W barwie trunek przechodzi z bardzo ciemnego brązu w czerń. Piana pompowa co jest synonimem piany idealnej - gęsta, kremowa, maksymalnie drobna i do samego końca trwała. W aromacie * palony słód, słodka gorzka kawa, nieco owoców. W smaku umiarkowana paloność, słodka kawa, gorzka czekolada, delikatne ciemne owoce w tle. Lekka słodycz jest równoważona przez delikatną kwaskowatość od słodu i goryczkę na dolnym pułapie średniej intensywności. Bardzo pijalne, aksamitne, smaczne i warte swojej ceny zwłaszcza iż pinta, to więcej niż pół litra. 7.75/10 Do piwa przygotowano dwa rodzaje podkładek w wersji jasnej i ciemnej.

* akurat tego dnia odbywało się warzenie, co spowodowało iż cały lokal był przepełniony cudownym zapachem słodu, co jednak utrudniało ocenę

                                                                                      



czwartek, 17 kwietnia 2014

High Tide Fresh Hop IPA - kwintesencja stylu!

High Tide Fresh Hop IPA, USA, Port Brewing, butelka 0,66

Rewelacyjne imperial IPA Hop 15 zdobyło brązowy medal na WBC, a mnie udało się zdobyć kolejne piwo z tego wybitnego browaru. Tradycyjnie piękna etykieta w klimacie surferów. Tym razem jest to IPA chmielone świeżą szyszką Centennial i Simcoe, 6,5% alkoholu i 60 IBU.

Barwa: jasno złota, opalizująca, pod światło żółciutka.

Piana: biała, początkowo drobnoziarnista, szybko się rozszerza, oblepia szkło, ale utrzymuje się do samego końca degustacji. 0.5/0.5

Aromat: słodkie pomarańcze, mandarynki, nieco owoców egzotycznych i delikatne nutki iglaste, nuty słodowe. Minimalne likierowe wyostrzenie, bez nuty alkoholowej. 1/1

Smak: bardo cytrusowy z naciskiem na słodkie pomarańcze, mandarynki, ale nie tylko. Słodowa słodycz, nuty żywiczne, iglaste. Wiele IPA ma te cechy, ale tutaj są one idealnie zbalansowane i niesamowicie wyraziste, ot grzybowa, grzybowej nie równa ;) Na finiszu świeżo wyciśnięty sok ze słodkiej pomarańczy. Goryczka na środkowym pułapie wysokiej intensywności, lekko grejpfrutowa. Żywiczna, lekko zalegająca, w moim odczuciu wyższa niż deklarowana. Słodkie, goryczkowe, przede wszystkim cytrusowe, ale też żywiczne, iglaste – pyszne! Optymalnie dopasowane wysycenie i jak na IPA dość kremowe odczucie w ustach. Należy podkreślić iż słodycz jest bardzo wyważona i nie jakiś „ulepek” 7.5/8 ps. im cieplejsze tym bardziej przypomina świeżo wyciśnięty sok cytrusów, pojawia się odrobina kwaskowatości i owoców egzotycznych (mango, papaja).

Cena/Jakość: jedno z najlepszych IPA jakie piłem, więc polecam zakup wszystkim. 0.5/0.5

To piwo to jednak nieco inna liga IPA niż rodzimi liderzy typu GP z Ciechana czy Rowing Jack. Takie piwa pokazuje iż mimo niesamowitego rozwoju naszego piwowarstwa do najlepszych nam odrobinę brakuje. Zrzućmy to na fakt iż nie mamy możliwości korzystania ze świeżych chmieli amerykańskich ;)

Ocena ogólna: 9.5/10

wtorek, 15 kwietnia 2014

Gotuj z A Beer Please: Smoky Sos

Smoky Sos (Sos BBQ z dodatkiem piwa Smoky Joe - Whisky Extra Stout)


Dziś kolejne spotkanie z piwną kuchnią. Poprzednio użyłem samego chmielu do doprawienia kotletów mielonych. Tym razem za dodatek posłużyło mi już gotowe piwo – Smoky Joe. Była to edycja stworzona przez fanów w ankiecie na profilu AleBrowaru. Po sukcesie komercyjnym (piwo było silnie reglamentowane (sic!)) właśnie taka wersja ma trafić do regularnej sprzedaży. Taka to znaczy o zwiększonym o 100% udziale w zasypie słodu wędzonego torfem.

Jestem zadeklarowanym mięsożercą, więc i tym razem będzie mięsiwo. Jednakże nie będzie ono głównym bohaterem, lecz tylko podstawą służącą do rozsmarowania gwiazdy tego wpisu.

Gwiazdą - mam nadzieję, że nie celebrytą – dzisiejszego wpisu będzie Smoky Sos. Mianowicie sos BBQ, który wg mnie idealnie pasuje do wszelkiego rodzaju mięs pieczonych, grillowanych czy burgerów wszelkiej maści.

Przepis nie jest mojego autorstwa, jednakże został lekko dostosowany do naszych warunków i zoptymalizowany pod względem ekonomicznym (płacenie 13 zł za mały słoiczek miodowej musztardy dijon to już nawet nie lekka przesada).

Składniki, jeżeli ich nie posiadamy na stanie, na pierwszy raz będą niestety troszkę kosztować. Jednakże takie produkty jak sos Tabasco, ostry sos, brązowy cukier czy miód pozwolą przygotować wiele kilogramów tego sosu.

To czego potrzebujesz masz troszkę poniżej.

Składniki:
- 1 łyżka oliwy z oliwek
- 1 mała lub pół dużej cebuli
- 2 łyżeczki sosu Tabasco
- 500 g ketchupu łagodnego
- 2 łyżki musztardy Dijon
- 2 łyżki miodu
- 1 łyżka brązowego cukru
- 1/2 łyżeczki soli
- 1 łyżeczka pieprzu cayenne
- 1 łyżeczka ostrego sosu
- 2 łyżki czosnku granulowanego
- 1/2 łyżeczki czarnego pieprzu
- 250 ml piwa

Wykonanie jest banalnie proste.

Do około 1-1,5 l garnka należy wlać łyżkę oliwy (lub dowolnego innego tłuszczu) i dodać posiekaną cebulę. Warto ją naprawdę drobniutko posiekać lub użyć blendera do uzyskania jednolitej konsystencji. Ja sam ją drobno posiekałem i nie znalazłem jak na razie cząstek cebuli. Więc jak kto woli.

Po zarumienieniu cebuli (jakieś 2-4 minut) idziesz na całość i pakujesz do garnka wszystkie pozostałe składniki oprócz piwa. Tutaj praktyczna porada – miej naprawdę mały, lub nawet malutki, ogień. U mnie keczup miał rozbuchaną ambicję wydostania się z garnka niczym lawa z wulkanu. Na takim malutkim ogniu podgrzewaj ok. 15 minut dość często mieszając. Po tym czasie dodaj piwo i trzymaj na ogniu jeszcze maksymalnie 10 do 15 minut.

Później już wystarczy ostrożnie przetransportować sos do wcześniej przygotowanych słoików. Pozostawić do ostygnięcia i umieścić w lodówce. U mnie sos przegryzał się przez ok. tydzień.

Sos BBQ bez mięsa jest jak piwo bez szklanki.

Smoky Sos postanowiłem przetestować w połączeniu z domowej roboty burgerami. Składniki proste, wykonanie proste. Wrażenia smakowe niezapomniane.

Do przygotowania burgerów posłużyłem się metodą „na lenia”. W Auchan`ie zakupiłem już doprawioną i podzieloną na kotlety mieloną wołowinę, 2 chlebki ciabata, sałatę, pomidora. Reszta już czekała w lodówce.

Filozofii w tym nie ma praktycznie żadnej. Kotlety wygodnie położyły się na patelni grillowej opiekając swe jestestwa. Przekrojone ciabaty posmarowałem majonezem, udekorowałem sałatą, pomidorami i cebulą. Na to pacnąłem wypieczone kotlety i wierzchnią część bułki obficie posmarowałem Smoky Sos-em.

Całość smakowała wybornie. Ostro – słodki smak sosu idealnie komponował się ze średnio wysmażonym mięsem. Warzywa zbytnio nie przeszkadzały. Taką porcję jaką widzisz obok musiałem już lekko męczyć. A chłop ze mnie jak dąb. Więc porcja dla drwala lub dla dwóch filigranowych ogrodniczek.

Polecam przygotowanie takiego sosu. Prosto i smacznie.

niedziela, 13 kwietnia 2014

Lubuskie IPA - Lwówek Jankes

Dziś kolejna podwójna premiera na blogu. Tym razem jednak są to piwa stosunkowo łatwe do zakupu i jak rozumiem będą dostępne w stałej ofercie browarów. Czy to już ta chwila w której doczekamy się wysokiej jakości "codziennego" pale ale, a może Witnica udowodni, że potrafi uwarzyć piwo ponad przeciętne?

Lubuskie IPA, Witnica, butelka 0,5l - 6,20 zł

Witnica warzy IPA! Jeszcze rok temu nikt by w to nie uwierzył,  browar specjalizujący się warzeniem jednego piwa pod kilkoma etykietami, na swoim sztandarze mający Celtyckie - piwo idealne do nauki rozpoznawania wady diacetylu, a tu takie "coś"? Nie wiem czego oczekiwać, dlatego czas na konkrety. Etykieta taka "zwyczajna", nie wprawia w zachwyt, na plus natomiast podanie użytych chmieli - Centennial, Citra, Amarillo, Chinook, Cascade, Zeus, 5,6% alkoholu.

Barwa: pomarańczowa przechodząca  miedź - lekko zamglona.

Piana: mimo ostrego nalewania nie tworzy się zbyt obfita, co zakończyło się nalanie za dużej ilości piwa. Mimo to jest biała, drobnoziarnista, ślicznie znaczy szkło. Jest trwała. 0.5/0.5 

Zapach: przypieczona skórka od chleba silnie dominuje, dodatkowo słód, żywica, igły, nieco owoców. 0.5/1

Smak: pierwsze co się nasuwa to wysoka slodowość i bardzo silna nuta chlebowa, do tego sporo igieł z choinki, nieco żywicy. Nieco białych owoców, a nawet cytrusów. Goryczka na górnym pułapie średniej intensywności. Mimo i gdzieś w tle plącze się odrobina miodowej słodyczy to piwo jest zdecydowanie wytrawne. 5/8

Cena/Jakość: tu jest problem, gdyby kosztowało tyle co inne Witnice byłby hit, jednak cena powoduje iż lepiej dołożyć 50 gr. i kupić Atak Chmielu. 0.25/0.5

Ocena ogólna: 6.25/10

Jeżeli to piwo wkomponowało by się cenowo w odbiorców Celtyckiego, czy Raciborskiego, czyli "ekonomicznych" bywalców lokali mogło by robić rewelacyjna robotę promocyjną dla IPA, a tak maniacy wybiorą co innego.


Lwówek Jankes, Lwówek, butelka 0,5l - 5,80 zł

Oj nasłuchałem się o tym piwie wiele dobrego, więc trochę się obawiam rozczarowania, ale staram się nie mieć wygórowanych oczekiwań. Etykieta nieco szara, nie emanuje rewolucją. 4,2% alkoholu przy 12,5% ekstraktu. Jankes ma w sobie 5 odmian chmielu, ale zostaną one odsłonięte przy następnych warkach. W tej poznaliśmy pierwszy, którym jest... Sybilla

Barwa: miedziano - herbaciana, piwo lekko mętne.

Piana: obfita, zasadniczo drobnoziarnista, oblepia szkło, trwały kożuch. 0.5/0.5

Zapach: owoce, cytrusy, nieco słodu, przyjemnie słodki, ale mało intensywny. 0.5/1

Smak: świetna owocowa mieszanka, taka najwyższych lotów uzupełniona o delikatne cytrusy z minimalna kwaskowatością, która równoważy ogólną delikatną słodycz i dodaje piwu orzeźwiającej nuty. Wyraźnie słodowe. Goryczka na średnim poziomie intensywności, dobrze dopasowana do całości. Piwo jest ekstremalnie pijalne, świetnie zbalansowane. 6.25/8

Cena/Jakość: obok Pinty 2.0 to będzie prawdziwy hit tego lata, zwłaszcza, że cena jest zachęcająca. 0.5/0.5

Ocena ogólna: 7.75/10

Bardzo dobre, obok Ciechana 22, najlepsze piwo z grupy Marka Jakubiaka - polecam! 

czwartek, 10 kwietnia 2014

German IPA Camba - Das IPA Pinta


Pinta mówi "sprawdzamy niemieckich chmielarzy" ja mówię sprawdzam podwójnie! Niemieckich chmielarzy, oraz polskich i niemieckich piwowarów! Dziś degustacja dwóch IPA na niemieckich chmielach - jedna z Pinty, druga z bawarskiej Camby.

Na pierwszy ogień idzie Pinta - Das IPA - chmiele to Polaris, Hallertau,  T'n'T, Fantasia i Mandarina Bavaria. 13,1% ekstraktu, 5% alkoholu i 52 IBU. Etykieta dla mnie dziwna i niezbyt atrakcyjna, ale mój kolega z pracy ją rozszyfrował - to nawiązanie do dresów w podobnej tonacji, które lata temu "sprowadzano" z a zachodniej granicy ;)

Barwa: przy ostrożnym nalewaniu klarowne złoto, ale na dnie butelki pozostało nieco piwa z osadem.

Piana: biała, niska, drobnoziarnista, dosyć trwały, ale cienki kożuch. 0.25/0.5

Zapach: silnie słodowy, z wyraistą nutą białych owoców, które nadają mu winny aromat. Nie jest źle, ale nie ma też zachwytu. 0.5/1

Smak: wyraźna nuta słodowa, bardzo dużo białych owoców z winną nutą, ziołowe muśnięcie, odrobina skoszonej trawy. Na finiszu nieco białej skórki z cytrusów. Goryczka krótka, na dolnym pułapie wysokiej intensywności, sprawia wrażenie większej niż deklarowana. Całość dosyć wytrawna, lekko orzeźwiająca ze sporym wysyceniem.5/8

Cena/Jakość: piwo znacznie się różni od IPA, które są ogólnie dostępne na rynku i za to plus. Cena również w normie.0.5/0.5

Ocena ogólna: 6.25/10


Co na to Niemcy? Camba (Bavaria) * oferuje nam German IPA na niemieckich chmielach, których niestety nie wymieniono na etykiecie. Za to mamy na niej jakiegoś pruskiego generała z okresu I Wojny Światowej, oraz alkohol 6,5% i ekstrakt 15,5%. 

Barwa: opalizujący pomarańcz.

Piana: niska, drobnoziarnista, szybko redukuje się do trwałego, ale cienkiego kożucha.  0.25/0.5

Zapach: kwiatowy z wyraźnym podbiałem, (a może mleczem?) leciutkim cytrusem, dojrzałym winogronem i powiewem owoców egzotycznych (ananas). Przyjemny i intrygujący, gdyż nie do końca go chyba dobrze rozgryzłem. 0.75/1 

Smak: bardo podobny do zapachu, pierwsze skrzypce gra nuta mleczo-podbiału z charakterystycznym gorzkim posmakiem, dochodzi nuta herbaciana, nieco lekko przejrzałych owoców, kwiaty. W tle nieco cytrusów, multiwitaminy. Goryczka jest długa, ale umieścił bym ją na średnim pułapie intensywności. German IPA ma w sobie coś dziwnego, intrygującego i nie dla wszystkich smacznego. Jak zapewne już wiecie ja dziwne smaki lubię i jestem zadowolony. 6/8

Cena/Jakość: ciężko porównywać - w smaku wygrywa Camba, w cenie Pinta przy czym ja z zakupu jestem zadowolony. 0.25/0.5

Ocena ogólna: 7.25/10

Co wyłania się z tego obrazu? Wniosek łatwy do wyciągnięcia - chmiele niemieckie mają sporo ciekawych właściwości do "wyciągnięcia" i są to cechy zdecydowanie różne od tych rodem z USA. Niech niemieccy chmielarze pracują nadal nad swoimi odmianami, bo efekty są ciekawe i warte wypróbowania. Myślę iż warto będzie te odmiany łączyć z odmianami z innych krajów, a niekoniecznie trzymać się GIPA. Co do pracy piwowarów to Pinta uwarzyła piwo przystępniejsze w odbiorze i dobrze wpisujące się w rynkową lukę, natomiast Niemcy serwują nam trunek ekscentryczny, który mnie smakuje, ale znajdzie też oponentów.

* pierwotna wersja browaru ostała skrócona do Camby. Wyłączność na sprzedaż tych piw w Polsce ma katowicki Browariat. 

środa, 2 kwietnia 2014

Bourbon Baby - anty-piwo od BrewDog

Bourbon Baby, Szkocja, Brew Dog

Barrel Aged Scotch Ale, 5,8% alkoholu, śliczna metalizowana etykieta. Piwo uwarzone we współpracy z lokalem Honest Burgers - ma być doskonałym uzupełnieniem dla kanapki BrewBurger z piwnym sosem BBQ. Kolejne marketingowe zagranie, tym razem wydaje się bardzo ciekawe, a i na burgera człowieka bierze ochota. Tutaj jednak pojawia się pytanie, czy to nie kolejny przerost formy nad treścią? Zważywszy na wysoka cenę trunku oczekiwania są wysokie. 

Barwa: bardo ciemny brąz z rubinowymi refleksami.

Piana: niska, drobnoziarnista, kremowa w barwie i konsystencji. Szybko pozostaje po niej tylko kożuch i to dziurawy. 0/0.5

Zapach: czekolada, karmel, lekki diacetyl, bardzo płaski. 0.25/1

Smak: dominuje karmel, nieco czekolady, nuta miodu, cukru kandyzowanego, odrobina dębu, agrestowo-figowe muśnięcie. Przyjemny waniliowy finisz jest tym co najlepsze w tym piwie. Gdzieś w tle odrobina mokrego kartonu. Goryczka niska. Wodniste, płaskie, nudne – po opisie może się wydawać, że dzieje się dużo, ale tak nie jest. To bardziej jedno liniowy zbitek kilku lekkich smaków, a nie głęboki bukiet. To tak jakby ktoś beczkę po leżakowaniu dobrego piwie wypłukał wodą i powstały roztwór zlał do butelek. 3.25/8

Cena/Jakość: wyrzucone w błoto pieniądze, drogie, słabe - nie warte zakupu. 0/0.5

Ocena ogólna: 3.5/10
 
Brew Dog od samego początku był browarem nastawionym na kontrowersyjny marketing i otoczkę skandalu jednak coraz bardziej zaczyna to wszystko przypominać Janusza Palikota z gumowym penisem. Etykieta z Putinem, walka o orientacje seksualne, zabawa w politykę jest dla mnie tym czego w piwie absolutnie być nie powinno. Dla mnie piwo to trunek, który ma jednoczyć i dostarczać pozytywnych emocji, a nie bawić się w politykę i spory. Tani skandal to nie droga do solidnego piwa, co widać po obniżającej się jakości ich produktów. Bourbon Baby to jedno z najbardziej przepłaconych piw w moim życiu. Za 18-20 zł można kupić rewelacyjne półlitrowe piwa z Nogne, za 15-18 Mikkellery, za rzeczone 26 zł świetnego RIS z ToOl leżakowanego w beczce... Osobiście daje sobie spokój z piwami z BrewDoga, gdyż piłem ich wiele i większość była średnia, kilka było dobrych, a nawet 1 rewelacyjne, ale ogólny obraz tego browaru to solidny średniak, wywindowany na skandalach i zazwyczaj udanym marketingu.  

wtorek, 1 kwietnia 2014

Pani Citra

 Citra, Polska, Birbant, butelka 0,5l - 6,95 zł

Przed Państwem drugie piwo duetu piwowarów powiązanych z browarem Haust. Ładna etykieta stylistycznie jednoznacznie nawiązująca do pierwszego piwa. Jest to single hop IPA chmielone odmianą Citra. 5,9% alkoholu, 14,2% ekstraktu i 62 IBU, w składzie kaszka kukurydziana.

Barwa: złota, lekko mętna, ładnie opalizuje. 

Piana: obfita, biała, początkowo drobnoziarnista, pięknie krążkuje. Trwała. 0.5/0.5

Zapach: cytrusy, nuty żywiczne, iglaste, nieco aromatu chlebowego. 0.75/1

Smak: nuty żywiczne i iglaste zdecydowanie dominują, przyjemna słodka nuta cytrusów z wyraźną cytryną jest na drugim planie wraz z nutą chlebową, która nie do końca mi tu masuje. Na finiszu nutka miodu wielokwiatowego. Słodowa słodycz ładnie równoważy się z przyjemną iglasto grejpfrutową goryczką, którą lokuję na dolnym pułapie wysokiej intensywności. 6/8

Cena/Jakość: 6,95 zł to dobra cena, a smak jeszcze lepszy. Polecam. 0.5/0.5

O debiucie pisałem "Kocham chmiel, ale on sam w sobie nie jest uniwersalną receptą na wszystkie piwa" i odnoszę wrażenie iż twórcy doszli do tego wniosku, gdyż piwo ma przyjemne ciałko (delikatna aksamitność będąca zapewne "efektem kaszki"), dobry balans i świetnie wpasowany poziom goryczki, która jest istotnym elementem kompozycji, a nie składnikiem absolutnie dominującym. 

Ocena ogólna: 7.75/10