niedziela, 30 marca 2014

Dżok i Bobby, czyli o psiej wierności

Pracownia Piwa nie zwalnia tempa i wypuszcza dwie kolejne premiery! Tym razem są to piwa lekkie, sesyjne, bardzo pijalne, będące hołdem składanym ponoć najlepszemu przyjacielowi człowieka - psu. Wzruszające historie krakowskiego Dżoka i szkockiego Bobby'ego są do siebie bardzo podobne i pokazują wierność i oddanie tych czworonogów. Niewątpliwym celem ekipy Pracowni było przypomnienie i upamiętnienie losów piwnych imienników, dlatego, więcej będzie w tym wpisie o psach niż o piwie. Oba piwa wraz z Panem B degustowaliśmy w katowickiej Białej Małpie.

Dżok, Polska, Pracownia Piwa, lane 0,5l - 11 zł

 Jak wyglądał Dżok i czekał na swojego pana możecie zobaczyć tutaj. To najlepiej odda rzeczywistość. Dla uzupełnienia posłużę się cytatem z filmu: " Czarny pies czeka na swojego pana którego pół roku wcześniej zabrało pogotowie. Wierny kundel przeżył przeszło 200 dni i nocy - wie, że tutaj zostawił go pan i tutaj należy na niego czekać. Nie wie najgorszego, że jego pan już dawno nie żyje...". Dżok czekał około roku, po czym pozwolił się przygarnąć nowej właścicielce. Po śmierci Marii Muller zginą tragicznie. O historii Dżoka słyszałem już wcześniej, ba! Podczas którejś z wielu wizyt w Krakowie miałem okazję widzieć jego pomnik z bliska. znajduje się on niedaleko Wawelu od strony Wisły. Przedstawia Dżoka podającego łapę i ludzkie dłonie, co ma symbolizować psie oddanie i przyjaźń człowieka z czworonogiem.

Piwo w stylu mild, który można różnie interpretować i którego ramy są szerokie, zasadniczo ma to być piwo sesyjne, lekko chmielone o niskiej zawartości alkoholu. Styl ten wydaje się wymierający, dlatego cieszy iż takie piwo zostało uwarzone w Polsce. Degustacje zaczynamy od lżejszego: 9,5% ekstraktu, 3,2% alkoholu i 17 IBU. Trunek ma barwę mętnego brązu z rubinowymi refleksami. Piana jest obfita, gęsta, kremowa, drobnoziarnista. Aromat bardzo słodowy i niesamowicie owocowy. Owoce przechodzą nawet w marmoladę. Wyraźna nuta karmelków w czekoladzie, ale Łukasz tego nie czuje. W smaku również bardzo słodowo, owocowo, marmolada śliwkowa, "nadzienie do pierniczków, bez pierniczków", na finiszu lekka kawa zbożowa. goryczka niska. Jest sporo ciała, słodyczy, ale wszystko świetnie zbalansowane i bardzo pijalne. Panu B. coś marudził po ogrzaniu, ale to chyba przewidzenie bo wypił tak szybko, że nic mu się ogrzać nie mogło. Ja piłem dłużej i wszystko było dobrze :) AL: 8.25/10 PB:  8.5/10

Bobby, Polska, Pracownia Piwa, lane 0,5 - 11 zł

Historia Bobbyego miała miejsce w Skocji, a dokładnie w Edynburgu, gdzie żył John Grey miejscowy konstabl, który patrolował ulice wraz ze swoim małym przyjacielem Bobbym. Policjant zmarł w lutym 1858 roku, kiedy to Bobby miał dopiero dwa lata. Już dzień po pogrzebie swego pana Bobby odnalazł jego grób na cmentarzu Greyfriars Churchyard, gdzie pozostał aż do śmierci 14 lat później. Początkowo psa próbowano przepędzić, ale okazało się to niemożliwe i miejscowy cmentarny zbudował mu schronienie przy grobie. Wieść o oddaniu psa szybko obiegła miasto i mieszkańcy przychodzili na grób Greya, aby wspólnie z Bobbym czuwać na posterunku. Z racji iż psu groziło uśpienie (bezpańskie psy, za które nie opłacano podatku były likwidowane) miejscowy lord opłacał za Bobbyego podatki i ufundował mu obrożę, która przetrwała do dziś i jest eksponatem muzeum. Pies zdechł w 1872 roku mając 16 lat z których 2 spędził ze swoim panem, a 14 czuwając u jego grobu, został pochowany niedaleko grobu pana. Dla upamiętnienia tego niezwykłego psa, po jego śmierci lady Burdett-Coutts, która wielokrotnie go odwiedzała przez lata czuwania, ufundowała mu granitowy pomnik fontannę, aby symbolizował i przypominał o jego oddaniu. Od nazwy cmentarza pies nazywany jest Greyfriars Bobby. Doczekał się on nie tylko pomnika, ale i granitowego nagrobka z inskrypcją: „Greyfriars Bobby - zmarł 14 stycznia 1972 - przeżył 16 lat - Niech jego wierność i oddanie będzie lekcją dla nas wszystkich”. Pamięć o nim przetrwała do dziś, a historia ta była inspiracją dla książek i filmów. Teraz doczekał się również "swojego" piwa. Czy tak było na prawdę? Pewnie nigdy się nie dowiemy, ale istnieje wiele podobnych opowieści pozwalających dawać wiarę w takie przypadki.

Piwo uwarzono co logiczne w szkockim stylu scottish export 80/-, który charakteryzuje się lekkością, sesyjnością, nutami słodowo-karmelowymi z lekką chmielową goryczką. 10,5% ekstraktu, 3,5% alkoholu i 18 IBU. Bobby wizualnie prezentuje się bardzo zacnie, miedziano herbaciana barwa, nie wraca uwagi, gdyż uwagę koncentruje na sobie świetna drobnoziarnista, gęsta, trwała piana, oblepiająca szkło. W aromacie absolutnie dominują czerwone owoce czynią zapach nieco winnym, jest przyjemny, ale dla mnie nieco za płaski. Podobnie w smaku - owocowy kompot (min. czerwony agrest) i owocowy krem w jednym, wysoka słodowość, odrobina karmelu. goryczka niska. Dobre, ale jednolite w smaku. Łukasz odczuwał lekką cierpkość w ustach, ja nie. AL: 7/10 PB: 7.75/10

Na koniec mała uwaga odnośnie ceny obu piw. Bardzo podobało mi się iż Grodziskie z Pracowni kosztowało 9, a nie 11 zł i uważam iż przy typowo sesyjnych piwach i niskim ekstraktem taka niższa cena powinna być standardem.

piątek, 28 marca 2014

Lublin to Dublin na Św. Patryka

 Lublin to Dublin - Ohara's (Irlandia)/Pinta(Polska)


Doczekaliśmy się! Oto pierwsza międzynarodowa kooperacja piwna w naszym światku. Rodzima Pinta i irlandzka O'hara's uwarzyli na zielonej wyspie (tej prawdziwej nie tuskowej;)) Robust Oatmeal Stout. Polski chmiel lubelski znany w świecie jako Lublin, oraz płatki owsiane ekipa Pinty zabrała z kraju. Jest tego na 3 warki, dlatego w maju piwo ma powrócić tym razem w wersji butelkowej. Pierwsza warka była/jest dostępna tylko w wersji lanej. Początkowo miał to być owsiany double stout (16% ekstraktu i 6,5% alkoholu), ale coś poszło nie tak i mamy robust, co wydaje się początkowo nieco naciąganą nazwą, ale po degustacji i zestawieniu z robust porterami uważam iż jest właściwe.  Premiera piwa (nie wątpię iż celowo) zbiegła się ze świętem narodowym Irlandii, dlatego macie niepowtarzalną okazję wznieść kufel Irlandzko-Polskiego trunku właśnie w ten dzień (wpis miał się ukazać na Św. Patryka), nie dajcie się wmanewrować  żadne zielone piwo!

Barwa: bardo ciemny brąz.

Piana: niska, szybko redukuje się do zera. 0/0.5 i tutaj należy zobaczyć foto nr 2. bardzo ostro nalane, ale dało to piękny efekt. Uśredniając ostatecznie 0.25

Zapach: intensywny aromat, słodowy, owsiany, nuta pralin,  gęstej czekolady na gorąco, nieco kitu pszczelego.  0.75/1

Smak: silnie słodowe z delikatną palonoscią, może nawet odrobiną popiołu, nut prażonych, mocna aksamitna nuta owsa, kremowa ot taka owsianka na mleku (spokojnie diacetylu nie ma). Pralinowa czekolada, przywodzi również na myśl gęstą na gorąco, delikatna śliwka w czekoladzie i kit pszczeli. Piwo gęste, aksamitne, nisko wysycone, czuć ciało, ale jest bardzo pijalne. 6/8

Cena/Jakość: międzynarodowe warzenie, transport piwa itd. to dodatkowe koszty dlatego cena wydaje się uczciwa, a samo piwo jest bardzo smaczne. 0.5/0.5

Ocena ogólna: 7.5/10 

 
Lublin to Dublin, Irlandia/Polska, O'hara's/Pinta, butelka 0,5l – 12 zł

Druga warka piwa doczekała się wersji butelkowej, dlatego dodaję małe uzupełnienie wpisu. Piwo pite w nieco za wysokiej temperaturze.

Piana zdecydowanie obfitsza, ale szybko się dziurawi. 0.25 W aromacie ogromna słodowość, lekko kwaskowata, owies, nieco kawy, czekolady. W tle odrobina ciemnych owoców. 0.75. W smaku dominuje słodowość w klasycznej i palonej formie, mamy ogrom przypieczonego spodu od ciasta, tostowość, owies i bardzo dużo czekolady w formie pralin. W zasadzie po ogrzaniu zaczyna dominować czekolada. 6 Piwo bardzo dobre, a transport do Irlandii itd. podnosi cenę, co jest chyba w pełni zrozumiałe. 0.5 Należy podkreślić wysoką aksamitność i sporą pijalność. Ocena ogólna: 7.5

Mimo iż ocena wyszła taka sama (nie sprawdzałem przed degustacją na ile i jak oceniłem to piwo) to trunki nieco się różnią.

wtorek, 25 marca 2014

Prosty sposób na drogie piwa




Wielu nas boryka się ze sporym problemem jakim są bardzo wysokie ceny wielu ciekawych, zagranicznych piw. Wspaniałe, słynne, kuszące, coraz powszechniej dostępne piwa np. z USA są kosztowne, absolutnie niewspółmierne z naszymi zarobkami. 40, 60 czy nawet 75 zł za butelkę 0,66l czy 0,75l, przerasta możliwości finansowe nie jednego piwosza.

Chciałbym zaproponować Wam bardzo prosty sposób na przezwyciężenie tego problemu – degustacje grupowe. W naszym gronie degustatorów funkcjonują one jako „obiady czwartkowe” (pozdrowienia dla Piotrka, który zaproponował ta nazwę) – nawiązanie do czwartku, dnia w którym odbywają się nasze spotkania, oraz do słynnych kulturalnych spotkań artystyczno-literacko-politycznych, które odbywały się za czasów króla Stanisława Augusta Poniatowskiego. U nas motywem przewodnim jest oczywiście piwo i tematy z nim powiązane, a skład podobnie jak u króla jest rotacyjny w zależności od czasu, możliwości i chęci na dany trunek. Dzięki temu takie niesamowicie kosztowne perełki jak Bo & Luke, AleSmith Wee Heavy czy Cantillion Grand Cru mogliśmy wypić za ok 10 zł.

Wielu z Was pewnie powie – wszystko pięknie, ale moi znajomi gdy mają kupić butelkę piwa za 6 zł stukają się w głowę, więc tym bardziej wyśmieją taką propozycję. Myślicie, że u mnie jest inaczej? Jeżeli jednak dobrze poszukacie, popytacie jest wielka szansa iż znajdziecie osoby, które również kochają dobre piwo, każdy ma masę dalszych znajomych z którymi rzadko się widuje i możecie nawet nie widzieć o ich zamiłowaniu. Jeżeli to się nie uda idealnym miejsce na poznanie takich ludzi są sklepy w których kupujecie piwo, wielokrany, blogi piwne czy portale społecznościowe.

Dla potwierdzenia tej tezy kilka słów o tym jak odbyła się moja pierwsza degustacja z Marcinem, która w zasadzie zapoczątkowała obiady. Byłem na łowach w sklepie Piwa Regionalne w Katowicach i z rozczarowaniem stwierdziłem, że cena Thornbridge Imperial Raspberry Stout przewyższa moje możliwości finansowe. Do sklepu wszedł Marcin z którym znaliśmy się powiedzmy z widzenia, również miał ochotę na to piwo, ale ta cena... Padła propozycja: bierzemy na pół? I tak to się zaczęło.


Dzięki tej technice nie tylko zaoszczędzicie spore kwoty i spróbujecie piw inaczej nieosiągalnych (nieważne czy poza waszym zasięgiem jest Nogne za 18 zł czy White Oak za 60), ale poznacie również ludzi dzielących waszą pasję – bo piwo ma łączyć, a nie jak usiłują nam przemycić browary typu Brewdog – dzielić. Przekonacie się również jak różne osoby potrafią inaczej oceniać piwo jednej butelki :)

W najbliższym czasie postaram się umieścić relację, z obiadu :)

sobota, 22 marca 2014

Żniwa Chmielarzy - najlepsze Polskie (?) India Pale Ale?

Żniwa Chmielarzy IPA, Reden, butelka 0,5l* - 7,95 zł


Oj mam problem z tym piwem i to nie jeden. Po pierwsze piwo jest niepasteryzowane i niefiltrowane, a ja zafundowałem mu kilka dni w temp. pokojowej i następne kilka w lodówce. Ważne do 1go kwietnia więc mam nadzieje, że przetrwało bez uszczerbku. Po drugie piwo jest promowane jako Polskie India Pale Ale, ale użyto chmieli: Magnum, Marynka, Sybilla, Lubelski. Osoby bardziej wtajemniczone wiedzą iż Magnum jest odmianą niemiecką, a nie polską. Mamy informację, iż ta partia pochodzi z krajowej plantacji, ale czy używanie obcej odmiany i promowanie piwa jako PIPA jest poprawne? Co o tym sądzicie? Ja mam mieszane uczucia, ale zasadniczo uważam iż powinno się stosować w takim wypadku nazwę IPA, a nie PIPA. Po trzecie już od kilku osób słyszałem zachwyty nad tym piwem, które zniknęło ze sklepowej lodówki w kilka dni mimo, iż piwa było bardzo dużo, a w browarze podobno sprzedało się w nieco ponad tydzień całe. Śliczna etykieta, pełna informacja, 6% ekstraktu i 6% alkoholu.

Barwa: bursztynowe błoto, spore zmętnienie.

Piana: prawie na dwa palce, bardzo drobna, trwała. 0.5/0.5

Zapach: dominują owoce (truskawka, jabłko), ale wyraźnie wyczuwalne są również igły choinki. Niezbyt intensywny i nieco mdły. 0.5/1

Smak: igły, dużo igieł choinki, sporo owoców, odrobina karmelu, delikatna słodowość, a nawet słodkie pomarańcze. Goryczka jest wysoka, krótka i intensywna, nie zalega. Ciężko oceniać to "na język", ale obstawiał bym około 70-80 IBU. Bardzo dobrze zbalansowane, lekko słodkie, wyborne. 6.5/8

Uwagi: piwo jest niesamowicie pijalne, a 6% jest całkowicie niewyczuwalne. 

Cena/Jakość: kupować bez zastanowienia. 0.5/0.5

Piwo jest niewątpliwie lepsze od Misia, Prometeusza i PLONu, ale czy jest to PIPA?

Ocena ogólna: 8/10

*przynajmniej w teorii, bo w praktyce piwa było nieco mniej.

środa, 19 marca 2014

Dziwne Święta, Dobre Święta z Nogne O

Sezon świąteczno zimowy już chyba na dobre za nami, a ja nadal nie zakończyłem opowieści o piwach sezonowych z tego okresu. Przeglądając zawartość mojego składziku i pliku - "zaległe wpisy" widzę iż zostało niewiele do nadrobienia.  Są to dwa zaległe piwa z norweskiego Nogne - wypity i nie opublikowany Gud Jul, oraz czekający na degustację Underlig Jul.  Nie pozostaje mi nic innego jak przy wspomnianym trunku dokończyć wpis i go opublikować. 

God Jul, czyli Dobre Święta zakupiłem i zdegustowałem w pierwszej kolejności i zasadniczo na nim miałem poprzestać, ale jako wielbiciel piw ciekawych i świątecznych nie mogłem się powstrzymać i zakupiłem Underling Jul, czyli Dziwne Święta.

God Jul, Norwegia, Nogne, butelka 0,5l

Piwo re-fermentowane, 22%  ekstraktu, 8,5% alkoholu, 30IBU. Temperatura serwowania 12 C - osobiście piłem nieco cieplejsze. Niestety zdjęcie piwa przepadło w niewyjaśnionych okolicznościach.

Barwa: brązowa, spore zmętnienie. 

Piana: bardzo obfita, brązowa, drobnoziarnista, delikatnie znaczy szkło, trwały kożuch. 0.5/0.5

Aromat: pomarańcze, owoce, ciasteczka z kawałkami gorzkiej czekolady, śliwki/wiśnie w czekoladzie. 1/1

Smak: ciasteczka maczane w gorzkiej czekoladzie! Śliwki, wiśnie w czekoladzie, palony słód, nieco rodzynek, nuta koniaku, coś pomiędzy orzechami, a popiołem, delikatny brązowy cukier, karmel. Ciekawy i bogaty bukiet. Goryczka na średnim poziomie intensywności z gorzkim i palonym posmakiem. Piwo bardzo gęste, oleiste, treściwe, wręcz kremowe, słabiej słodkie, bardziej gorzkie. Po ogrzaniu ujawniają się coraz bogatsze nuty owocowe, odrobina wanilii w tle, ale słabnie czekolada. Alkohol przykryty, ale czuć jego obecność pod powierzchnią. 7.2510

Cena/Jakość: świetne piwo, decydowanie warto go spróbować mimo iż cena odpycha. Ja zakupu mimo wszystko nie żałuje. 0.5/0.5

 Underlig Jul, Norwegia, Nogne, butelka 0,5l 

Piwo wzorowane na tradycyjnym norweskim (i Szwedzkim) napoju świątecznym glogg, którego niestety nigdy nie piłem. Uwarzone z dodatkiem cynamonu, imbiru, goździków, kolendry i kardamonu. Piwo re-fermentowane, 15%  ekstraktu, 6,5% alkoholu, 30IBU. Temperatura serwowania 10 C, polecane do świątecznych ciasteczek.
 
Barwa: brązowa, spore zmętnienie. 

Piana: obfita, drobnoziarnista, bezowa, trwała. Ładnie oblepia szkło 0.5/0.5

Aromat: bardzo przyjemny, głównie przyprawowy z dominującymi: goździkiem, kolendrą i imbirem. Cynamon i kardamon są jedynie delikatnym muśnięciem, za to wyraźnie wyczuwalna jest nuta suszonych owoców 1/1

Smak: tutaj mamy dokładnie to co w składzie, przyprawowa mieszanka:  cynamonu, imbiru, goździków, kolendry i kardamonu, stanowiąca jedność z wyraźną nuta korzenną, piernikową, minimalnie gorzką czekolada. Do tego suszone owoce: śliwka, wiśnia, żurawina, borówka, a nawet migdały. Bardzo aksamitne, kremowe, a jednocześnie lekko kwaskowate i cierpkie. Goryczka wydaje się odrobinę wyższa niż deklarowana, ma przyprawowy, nieco gorzki posmak.  7.5/10

Cena/Jakość: długo wahałem się czy kupić, ale przyznaję warto, czysta rewelacja. 0.5/0.5

niedziela, 16 marca 2014

Smoky Joe edycja fanowska i czekolada

Początkowo planowałem osobny wpis o tej edycji, następnie stwierdziłem iż dodam ten opis do wersji klasycznej, aby ostatecznie wrócić do pierwotnej koncepcji.

Smoky Joe Edycja Fanowska

Jeżeli chodzi o parametry to pozostały one bez zmian, w przeciwieństwie do zasypu w którym udział słodu do whiskey został zwiększony o 100%, oraz dodano do leżakowania płatki dębowe. Wersję tą wybrali piwosze w internetowej ankiecie. Osobiście głosowałem na wypasioną wersję Sweet Cow, ale ten Smoky Joe był u mnie na drugim miejscu więc też się ucieszyłem z jego wygranej. Ta wersja piwa zostanie wysłana na konkurs World Beer Cup. Wizualnie piwo się nie różni od klasyka, no może piana jest słabsza, za to w aromacie mamy zdecydowanie wyraźniejsze nuty czekoladowe, brak kawy, a nuta torfowa pozostaje delikatna. W smaku intensywna prawdziwa czekolada, a nie substytuty typu Samuel Smith Chocolate Stout. Jej gorzkawy posmak miesza się z wyraźną i dużo intensywniejsza niż zazwyczaj nutą torfową – dla mnie bomba. Piwo jest ostrzejsze, pikantniejsze, ale nie zatraciło swojej aksamitności. Wyczuwalna jest nuta dębiny, która jak na płatki (a nie beczkę) daje bardzo dobry efekt. Lekka słodowa kwaskowatość. Piwo jest bardo dobre, czy lepsze od pierwowzoru? Ciężko powiedzieć, bo normalne było jednym z moich ulubionych z AleBrowaru, a i to takim się stało. Powinno wejść na stałe do oferty.

Jeżeli piwo Was zaciekawiło to biegiem do sklepów, wielokranów, czy gdzie tam się zaopatrujecie bo butelek i beczek jest bardzo mało i jego zdobycie to spore wyzwanie.

Godzinę później

Czekolada Smoky Joe, Manufaktura Czekolady

Drugim etapem będzie degustacja samej AleCzekolady Smoky Joe jest to wspólny projekt AleBrowaru i Manufaktury Czekolady. Sama tabliczka jest cholernie mała i droga, w składzie 70% ekwadorskiego kakao, cukier trzcinowy i słód po whisky – ten sam, który był użyty w piwie. Wszystko w pięknym opakowaniu - etui, a w środku opis procesu powstawania, krok po kroku ("150 lat temu tabliczki powstawały dokładnie tak, jak my je robimy dzisiaj"). Typowy smak czekolady, bardzo szlachetny, ot taka prawdziwa czekolada z najwyższej półki – mimo pewnej słodyczy wyraźnie idzie w stronę tzw. gorzkiej czekolady. Udział słodu jest nie tylko wyczuwalny w smaku (wyraźna, acz delikatna nuta torfu), ale i namacalny w postaci pozostałości łusek. Produkt bardo smaczny i wart spróbowania, ale stosunek wielkości tabliczki i ceny wyklucza ponowny zakup przy czym jak wiecie u mnie priorytetem są ciekawe piwa, a nie czekolady zwłaszcza iż wypadało by stracić kilka kilo. Taki produkt rzemieślniczy musi swoje kosztować, ale to nie mój priorytet, przy czym zakupu oczywiście nie żałuję, bo czekolada jest pyszna.

Etap trzeci to otwarcie drugiej butelki piwa i wspólna degustacja z czekoladą do nowego odcinka Hannibala.

Posłowie

Na koniec mała refleksja. Premiera klasycznej wersji miała miejsce w marcu 2013 roku, a zdobycie takiego piwa w moim rodzinnym mieście mieściło się w pliku Science Fiction, a czekolady nie było nawet w Krakowie. Dziś piwo i czekoladę kupiłem w Będzinie w Groszku! Rozmach i skala piwnej rewolucji w Polsce jest porażający, nawet w marzeniach nie liczyłem, że będzie tak dobrze. Ilość premier, nowych browarów po prostu nie mieści się w głowie i to jest piękne! Niech żyje piwna rewolucja!

czwartek, 13 marca 2014

Co jest, doktorku? Doctor Brew - American IPA

Rynek browarów kontraktowych rozbujał się nam niczym jaja buhaja i już naprawdę ciężko się połapać w premierach, nowych markach i browarach. A już bardzo często graniczy z niemożliwością być na każdej premierze nowego piwa. Nawet takiej lokalnej, u siebie na podwórku.

No chyba, że ma się to szczęście i jest się z pokolenia na pokolenie Warszawiakiem lub chociaż słoikiem tam rezydującym. Inni muszą się obejść smakiem. Sorry, takie mamy życie.

Tym razem udało mi się zdobyć butelkę najnowszego wypustu wrocławskiego browaru kontraktowego Doctor Brew pt. American IPA. Na pierwszą propozycję nie udało mi się niestety załapać. Nawet opisywane tu piwo w Katowicach było w mocno reglamentowanych ilościach - 20 szt. Jeden karton ...

Nie ma co narzekać tylko się cieszyć, iż tym razem mogę spróbować nowości. Jakie wrażenia, jest szansa na rynkowy przebój? Pewnie nie w dużej skali. Jednak takie piwo jak to ma wszelkie predyspozycje (he,he Warszawa) by być pragnieniem wielu.

Solidne piwo (16% ekstraktu), solidnie na chmielone (90 IBU) powinno raczej zmierzać w stronę piwa bardziej degustacyjnego. W tym przypadku tylko pierwszy, ewentualnie drugi może skłaniać do takiego myślenia. Mityczny trzeci łyk już zapala lampkę z napisem "Chcę jeszcze jedno".

Okazuje się, że doktorek jest bardzo pijalny. Bukiet chmielowy (Cascade, Galaxy, Magnum, Motueka) jest solidnie kontrowany przez zasyp (pale ale, pszeniczny, karmelowy). Daje to w połączeniu z praktycznie zerowym wysyceniem coś w rodzaju delikatnego soczku chmielowego. Dodając do tego przyjemny aromat w postaci igliwia, owoców tropikalnych i lekkiej słodyczy można powiedzieć tylko jedno - Aż chce się pić.

Jednak jest jeden minus. Niepozorne może 6,2% w połączeniu z mocną pijalnością, aż prosi się o kłopoty. A wtedy już nie zapytasz Co jest, doktorku? tylko możesz mieć ochotę poprosić o doktora ...

Teraz kilka cyferek i kończymy:
Piana: 0,25/0,5
Zapach: 0,75/1,0
Smak: 7,0/8,0
Stosunek ceny do jakości: 0,5/0,5

Łącznie 8,5/10,0

Polecam!

Aleksander Lisowski

Po sympatycznym wpisie Pana B. pozwolę sobie jedynie dodać moją ocenę piwa:
Piany praktycznie nie ma więc inna ocena niż 0 nie wchodzi w grę. Za to aromat przepełniony nutami sosnowych igieł i owoców egzotycznych, z odrobiną cytrusów jest wspaniały. 1 W smaku jest nieco gorzej, ale nadal dobrze. Absolutnie dominują nuty iglaste i żywiczne. Owoce egotyczne i sok cytrusowy z odrobiną kwaskowatości są w tle. Goryczka jest naprawdę silna, dominuje nad słodową słodyczą. Pije się je dobrze, ale dla mnie aż tak pijalne jak sugeruje Pan B. nie jest. 6 Piwo oczywiście warto kupić i wypić 0.5 Ocena ogólna: 7.5/10

środa, 12 marca 2014

Było nas trzech, w każdym z nas inna krew ... Weizenbock`i z Browaru Kormoran


Zafascynowany tym, że można leżakować piwa i sprawdzać jak się zmieniają z czasem postanowiłem pozwolić spędzić trochę czasu w mojej piwnicy różnym piwom. Najpokaźniejsza grupa to bez wątpienia wszelkiej maści portery i stouty. Z najliczniej reprezentującym to grono piwem Żywiec Porter.

Warka 001/2013
Lecz nie do końca o tym ma być. W tym tekście opiszę Ci czy warto leżakować i ile czasu - oczywiście na tym konkretnym przykładzie - koźlaki pszeniczne. Czyli weizenbock`i. Czym jest weizenbock? Najkrócej połączeniem piwa pszenicznego i koźlaka. Po więcej odsyłam tu.

A teraz konkrety.

W swej piwnicznej szafeczce zakamuflowałem na dłuższy czas 3 butelki weizenbock`a z Browaru Kormoran. O ile dobrze pamiętam - a jestem na tyle leniwy, że nie będę tego sprawdzał - było to pierwsze piwo z serii Podróże Kormorana. Etykieta bardzo ładna, miejscami tłoczona. Właśnie macnąłem - tłoczenie na napisie Podróże Kormorana i na torbie podróżnika. Na kontrze morskie opowieści i komplet najpotrzebniejszych informacji. A mianowicie - 16,5 per cent`a ekstraktu i 6,6 % ABV. Składniki, a wśród nich raczej nie spotykany orkisz i, oł, miód. Taka niespodziewanka.

Owe 3 butelki znamionowane są datami:
Warka 001/2013 - 02/05/2013
Warka 002/2013 - 15/07/2013
Warka 003/2013 - 30/07/2013

Z powyższego można by wysnuć wniosek, iż w 2014 roku zostaniemy uraczeni 999-cioma warkami tego piwa. Ciekawe.

Pod oznaczeniem numeru warki na każdej etykiecie jest dopisek "Niepowtarzalna każda warka". Czy aby na pewno i czy jest to wada czy zaleta dowiesz się już po krótkiej przerwie.




--Po reklamie--

Warka 002/2013
Nawiązując to tej niepowtarzalnej każdej warki. Zdecydowanie nie.
I nie jest to żaden zarzut. Raczej, a nawet zdecydowanie, komplement. Najlepszym wyznacznikiem jakości i solidności browaru jest właśnie powtarzalność. Co z tego, że dostaniemy jedną warkę kapitalną a kolejnych kilka będzie słabych? Tak było z kolaboracyjnym Sharkiem. Pierwsza jaką piłem, czyli 2ga, kapitalna lecz kolejna dawała masłem ja czeski pils. Albo i bardziej.

Wróćmy jednak do bohatera wieczoru. Nie będę rozpisywał Ci każdej z tych warek osobno. I tak już jej nie kupisz. Opiszę ogólne wrażenia artystyczne i wyciągnę to co najistotniej różni każdą kolejną warkę.

Szklanka w dłoń!

Na co zwracasz w pierwszej kolejności uwagę pijąc piwo? Na smak? Ta, jasne. Barwa i piana.
W przypadku wszystkich warek z pianą jest tak samo. Beżowa i momentalnie znika. Nie powinno tak być, lecz przy takim czasie leżakowania można jej to wybaczyć. Wszystkie piwa mają bardzo zbliżony zakres kolorystyczny (kolejno miedziana, ciemna miedź i mocna miedź). I wszystkie idealnie klarowne. 

W aromacie zasadniczo jest to samo tylko na różnym poziomie doznań. Można wyczuć karmel, rodzynki i leciutki alkohol oraz nuty utlenienia. Czyli mityczne kopyrowe sherry. Aromat jak można łatwo wywnioskować najsłabszy jest w pierwszej warce. Z każdą kolejną stopniuje się przynajmniej o ton wyżej.

Warka 003/2013
Ze smakiem jest bardzo podobnie. W każdej warce możesz znaleźć zasadniczo to samo - karmel, lekka skórka od chleba, rodzynki. I sherry. Każde jest rozgrzewające z delikatnie alkoholowym finiszem. Co ciekawe pierwsza warka była lekko klejąca słodyczą. Treściwość i wysycenie w każdej zasadniczo takie samo. Czyli odpowiednio wyższe stany średnie i praktycznie zerowe.

Można rzec, iż piwa te nie różnią sie od siebie w diametrany sposób. Jednak żadne słowa nie oddadzą nigdy pełni złożoności i niuansów takiego czy innego piwa. Dlatego kierując się właśnie swoimi zdolościami organoleptycznymi mogę Ci zasugerować, iż leżakowanie takiego piwa powyżej 6 miesięcy mija sie z celem. Już po tym okresie zaczyna tracić na ogólnym odbiorze. Także pij w miarę szybko.


Tak. Tylko jak się to ma do piwa Schneider Aventinus, które również jest bock`iem i ma termin przydatności do bodaj 2018 roku?

 O tym już przy kolejnej okazji.

wtorek, 11 marca 2014

15 najlepszych premier piwnych w Polsce w 2013 roku wg. Aleksandra

Planowaliśmy wielkie podsumowanie roku, ale Łukasz nie miał czasu, miesiące mijały i w marcu nie ma sensu już robić podsumowania, gdyż było by to nieco śmieszne i mocno spóźnione. Jednak z racji iż stworzyłem listę najlepszych debiutów 2013 roku postanowiłem ją opublikować. Zgadzacie się z tymi wyborami?

Browary - debiut roku:
1. Pracownia Piwa
2. SzałPiw
3. Reden

Najlepsze Polskie browary 2013
1. Pracownia Piwa
2. Pinta
3. Kormoran

TOP15  - AL

1. Czarna Krowa

2. Czerwony Kapturek

3. Gruit Kopernikowski

4. Imperator Bałtycki

5. Cent Us

6. Wołek Zbożowy

7. 6 Joseph Street

8. Dwa smoki

9. Podróże Kormorana Witbier


10. Rojber - SzałPiw

11. Robust Porter - Haust

12. Pacific Pale Ale - Artezan

13. Apetyt na Życie - Pinta

14. Smoky Joe - AleBrowar

15. Ox Bile - Haust (pierwsza warka zasłużyła na dużo lepsze miejsce, ale wszystko zniweczyła druga)

niedziela, 9 marca 2014

Na piwo (i koncert) do Warszawy! Część 2

Część druga piwno-muzycznej wizyty w stolicy. O tym dlaczego się tam znalazłem i co widziałem wcześniej możecie przeczytać TUTAJ.

Zadowolony i pojedzony udałem się do chyba najbardziej znanego z warszawskich wielokranów - Kufli i Kapsli. Dużo sobie obiecywałem po tym miejscu, ale okazało się największym rozczarowaniem, gdyż do niego nie wszedłem... Mimo iż było kilka minut po 14 (od której lokal miał być otwarty), drzwi pozostały zamknięte, ale nie zrażałem się i postanowiłem poczekać. Po chwili, któryś z pracowników wyszedł na zewnątrz, na pytanie czy już otwarte odpowiedział, że jeszcze zamknięte i bez dalszych wyjaśnień wrócił do środka zamykając drzwi na klucz. Rozumiem obsuwę z otwarciem, wszędzie się może zdarzyć, ale wypadało by powiedzieć - "sorry, jeszcze chwila, otwieramy za 15/20 minut" i było by po problemie, a tak...

... lekko zdegustowany udałem się do kontrowersyjnego - położonego bardzo blisko Kufli lokalu/sklepu wysyłkowego PiwPaw. Może się on pochwalić ponad 50 kranami, z których leją się w zdecydowanej większości piwa  (jest też kilka cydrów), oraz wywołaniem sporego poruszenia w światku piwnym dzięki wprowadzeniu sprzedaży wysyłkowej piw lanych do petów, co nie każdy przyjął z zadowoleniem, a AleBrowar wręcz zabronił takiej sprzedaży swoich piw. Przy tylu kranach dziwi duży wybór piw butelkowych - logiczniej było by promować piwo lane. Najlepsze jest to iż lokal jest otwarty przez 24! Dla przyjezdnych czekających na nocne powroty jest to wręcz miejsce idealne. Wizualnie lokal prezentuje się przyzwoicie, nie ma fajerwerków, ale i nie ma większych wad. Jest jednak dosyć mały, co przy tej ilości kranów nieco dziwi. Jeden istotny mankament dostrzegam, są  nim toalety! Ładnie obklejone etykietami, kapslami, ale tylko 1 pisuar i 1
kabina! Przy pełnym lokalu kolejki muszą być straszne. Przy tej ilości kranów idealnym rozwiązaniem są próbki (1zł) dzięki, którym można wybrać najciekawsze propozycje, niestety poza nimi piwo podawane jest tylko w jednej pojemności co jest sporym minusem, gdy chcemy spróbować większej ilości trunków. Podobnie jest ze szkłem praktycznie jeden rodzaj - zwykła szklanka do wszystkiego. Brak wafli. Te mankamenty pokazują iż jest nad czym popracować, a jednocześnie warto to miejsce odwiedzać, gdyż wybór piw jest świetny.

Ostatnim etapem wyprawy był koncert STEEL PANTHER Zespół istniej już kilkanaście lat, zmieniając w międzyczasie kilkakrotnie nazwę. Dopiero jednak pod obecnym szyldem Ci przerysowani, karykaturalni glamowcy parodiujący Pudli z lat 80tych zarówno w tekstach, strojach, jak i w zachowaniu scenicznym osiągnęli większy rozgłos. Singiel Death To All But Metal oraz cały album Feel The Steel był kamieniem milowym w karierze kapeli. Osobiście słuchałem ich dużo wcześniej i nie mogłem przegapić okazji zobaczenia tych świrów na żywo.

O tym, że Proxima będzie wypełniona w 100% było wiadomo już jakiś miesiąc przed koncertem, gdy gruchnęła wiadomość - WYPRZEDANY. Ja w bilet na szczęście zaopatrzyłem się nieco wcześniej. Do klubu przybyliśmy już po supporcie, dzięki czemu idealnie wpasowaliśmy się czasowo i już po kilkunastu minutach rozpoczęło się show (o dziwo nie było opóźnień). Koncert był naprawdę porywający! Jeden  najlepszych w ostatnich latach na jakim byłem. Zespół i widownia stanowili jedność, tak rewelacyjnego kontaktu dawno nie widziałem. Michael Starr i reszta bandy świetnie reagowała na zachowania publiczności i na odwrót (Motley Crue może się schować). Chłopaki nauczyły się co nieco Polskiego i nie były to tylko dwa ich ulubione słowa: cycki i cipki. Również muzycznie mieliśmy prawdziwą ucztę zwłaszcza przy rewelacyjnym nagłośnieniu i niesamowicie wysokim poziomie technicznym muzyków. Wokale MS to osobna bajka, jeden z lepszych wokalistów jakich widziałem na żywo. Osobiście najbardziej podobały mi się starsze kawałki takie jak Asian Hooker, Turn Out the Lights, wspomniany wcześniej Death, czy zaśpiewany w większości przez fanów Community Property (ciarki, gdy MS dyrygował chórem fanów śpiewających 1 zwrotkę). Spektakl zakończył kultowy hit Party All Day. W międzyczasie działo się wiele, Lexxi nieustanie poprawiał swoje włosy i makijaż, a scena zaroiła się od fanek, które chętnie pokazywały co mają pod koszulkami. Pozostaje tylko zapytać czemu tak krótko? Jeszcze kilka starych hitów by się przydało.

Rodzi się cień szansy, iż ten koncert i świetna frekwencja pokarzą organizatorom, iż warto zapraszać kapele z nurtu glam metalowego i może doczekamy się w spodku Motley Crue, czy innych amerykańskich kapel w Proximie. Jestem przekonany ich Quiet Riot, Great White, czy Cinderella również zapełniły by klub :)

Pełny set

Na koniec podziękowania dla Vikki i Jakuba za gościnę, oraz dla ekipy z nasiadówki po koncercie z Revenge'm na czele - pozdrawiam!

środa, 5 marca 2014

Grodziskie 2.0 i 3.0



Po różnie przyjmowanym i różnej jakości Ala Grodziskim Pinta wprowadza do swojego piwnego menu dwa kolejne piwa w tym stylu. Różnią się one minimalnie parametrami i mocno zasypem, ale o tym poniżej. Przypomnę iż niedawno premierę miał świetny grodzisz z Pracowni Piwa  - Smoked Cracow.


Grodziskie 2.0 

To ortodoksyjna wersja ze 100% zasypem ze słodu pszenicznego wędzonego dymem z dębu, chmiel Lubelski. 7,7% ekstraktu, 2,5% alkoholu, 21 IBU, polecane dania to kotlet schabowy i oscypek.

Barwa: słomkowa przechodząca w jasne złoto, na minus spore zmętnienie.

Piana: biała początkowo drobnoziarnista, ale w czasie ustawiania aparatu pęcherzyki znacznie się powiększyły. Trwały, solidny kożuch. 0.25/0.5

Zapach: głównie słodowy, nuty dymne w tle, bardzo miły dla nosa. Brakuje nieco intensywności.  0.75/1

Smak: ponownie słodowości i zdecydowanie silniejsze niż w zapachu nuty wędzone, dymne. Piwo dosyć aksamitne, minimalnie kwaskowate, orzeźwiające, bardzo pijalne. Goryczka wyraźnie zarysowana. 7 /8

Cena/Jakość: za 5,50 zł dostajemy idealne piwo na upalne dni - to powinien być hit! 0.5/0.5

Grodziskie z Pracowni Piwa było rewelacyjne, ale ze względu na niską dostępność i cenę na komercyjny sukces szans nie miało, Ala Grodziskie i to z Artezana były chimeryczne, raz dobre raz nie - to wydaje się tym piwem które ma szanse zawojować rynek. Jego smak, cena i niska zawartość alkoholu czynią go idealny na upalne dni, do obiadu, dłuższe posiedzenia na których niekoniecznie chcemy, aby zaszumiało w głowie itd. Jedynie nad klarownością trzeba by popracować.

Grodziskie 3.0

Wersja nawiązująca do późniejszych wersji piwa: w zasypie słód pszeniczny wędzony dymem z dębu i jęczmienny wędzony dymem  buku. 7.8% ekstraktu, 2,6% alkoholu, 20 IBU.

Barwa: o ton jaśniejsza - typowo słomkowa, zmętnienie mniejsze, ale nadal obecne.

Piana: biała, drobnoziarnista, minimalnie oblepia szkło, kożuch nieco gorszy niż w 2.0 0.25/0.5

Zapach: silniejsza nuta dymu z ogniska, słód, wyraźna nuta chmielu (trawiasta). Intensywniejszy, ale w wersji 2.0 był ładniejszy. 0.75/1

Smak: nuty dymne maja w sobie minimalną ilość popiołu, słodowość dla mnie nieco w mniej przyjemnej formie, zdecydowanie bardziej kwaskowate. Goryczka nieco gorzka, trawiasta, ale na zbliżonym poziomie intensywności. 6.5/8

Cena/Jakość: również dobre, również warte zakupu, ale ja będę wracał do wersji 2.0 0.5/0.5

Które jest lepsze? To chyba kwestia gustu i zarówno 2.0 jak i 3.0 będzie miało swoich fanów - ja zdecydowanie stawiam na wariant 2.0.

wtorek, 4 marca 2014

Gotuj z ABeerPlease: Kilka kęsów chmielu.

Dziś lekko nietypowo. Nie będzie degustacji. Przynajmniej w takim sensie do jakiego jesteś przyzwyczajony. Dziś zamiast pić chmiel troszkę go pogryzę. 

Pewien czas temu zastanawiając sie co można zrobić by ten blog był choć troszkę ciekawszy wpadłem na kilka, niezbyt odkrywczych, pomysłów. Dziś materializuje sie jeden z nich.

Jak powszechnie wiadomo picie piwa wzmaga apetyt. No nie czarujmy się, zasadniczo każdy po coś sięga. Paluszki, precelki, chipsy w domu/pubie lub tłusty kebab na mieście. Na szczęście w tym przypadku nie będę się skupiał na takich frykasach. Polecę w nieco ambitniejsze rejony sztuki kulinarnej. W nieco, podkreślam.

Na pierwszy ogień pójdzie kotlet ch-mielony. Dosłownie. Przyczynkiem do tego kulinarnego eksperymentu był komentarz Roberta, jednego z właścicieli katowickiego Browariatu, do mojego zdjęcia na prywatnym fb. 

Kiełkowało, kiełkowało i wykiełkowało. Przed Tobą przepis na "Z-mielona Citra".


Składniki:
  • 500 g mielonego mięsa z indyka
  • 1 całe jajko
  • mąka owsiana
  • 3 g granulatu chmielu CITRA
  • pieprz
  • sól
Wykonanie:

Dość skomplikowane, skup się! Wszystkie składniki wpakuj do miski (granulat wcześniej rozgnieć na pył, a jajko rozbij!) i dokładnie wymiętoś prawą, lewą lub obiema łapkami dodając tyle mąki żeby całość odklejała się od reki. Następnie uformuj kulki z mięcha i pacnij na rozgraną patelnię. Pilnuj, żeby się nie przypaliły, od czasu do czasu przewracaj z brzuszka na plecki (kotlet, nie siebie!).

Propozycja podania:

Z tym co lubisz - ziemniaki takie czy inne, frytki, ryż, buła, pajda chleba. Najlepiej z jakimś warzywkiem. I nie zapomnij o swoim ulubionym piwie. Polecam Ci coś mocno chmielowego.

A teraz zaopatrz się w potrzebne składniki i zasuwaj do kuchni!

niedziela, 2 marca 2014

Renegat - piwo niczym kultowy serial?

 Renegat, Ursa Maior, butelka 0,5l - 8.50 zł

Pamiętacie kultowy serial z lat 90tych Renegat? Ta czołówka mówi wszystko! Lorenzo Lamas jako łowca głów przemierzający Stany na harleyu i łapiący poszukiwanych listami gończymi. Jestem przekonany iż świetna etykieta tego American Black Ale to właśnie hołd dla tego serialu. 15% ekstraktu, 6% alkoholu i solidna mieszanka chmieli: Chinook, Palisade, Simcoe, Ahtanum, Willamette, Amarillo, Citra, Cascade.

Barwa: ciemny brąz.

Piana: niska, drobnoziarnista, szybko zostaje tylko kożuch, który wkrótce też znika. 0/0.5

Zapach: igły sosnowe, żywica, nieco karmelu i lekka nuta owocowo-cytrusowa. 0.75/1

Smak: igły choinki, żywica, delikatna mieszanka czerwonych owoców i cytrusów. W tle odrobina karmelu i czekolady. Delikatną słodycz i jeszcze delikatniejsza kwaskowatość łamie spora chmielowa goryczka. Dobra równowaga ciała i lekkości. 6/8

Cena/Jakość: piwo zdecydowanie na plus, ale dlaczego jest sporo droższe od wcześniejszych wypustów tego browaru? 0.25/0.5

Najlepsze z dotychczasowych Urs, wyrazista, odważna, z charakterem - brawo!

Ocena ogólna: 7/10

Mały dodatek by Łukasz.

Nie będę się wgłębiał w aspekty aromatyczno-smakowe. W porównaniu z Black IPA z Browar Wielkopolski w Bojanowie to piwo jest cieniutkie jak szpitalna zupka na dupie węża. Nijakie, żadne. A BIPA z Bojanowa w Żabce za 2 butelki 0,5 l kosztuje 10 zł. To sobie teraz odpowiedzcie sami co warto kupić. I pijcie BIPA lekko zimne, jest zdecydowanie smaczniejsze.