czwartek, 6 lutego 2014

12 miesięcy minęło jak jeden dzień.

Dokładnie dziś mija pierwszy rok działalności naszego bloga. Przez ten czas powstało wiele recenzji piw, w większości napisanych przez Aleksandra. Niestety obowiązki służbowe i maksymalnie minimalna ilość wolnego czasu spowodowały, iż moja aktywność recenzencka pozostawiała wiele do życzenia. Zdecydowanie większe pole do popisu miałem w sferze administrowania blogiem. To jak wygląda (a trzeba sobie szczerze przyznać, że nie najlepiej) to właśnie moja zasługa. Mogę Wam obiecać, iż w najbliższym czasie pojawi się atrakcyjniejsza szata graficzna jak i więcej nowości, które rozszerzą w znacznym stopniu profil tego bloga. Oczywiście główny nurt pozostanie taki jaki winien być - piwo będzie tu dalej dominować - nie ma co do tego najmniejszej wątpliwości. Nie będę jednak odsłaniał wszystkich kart. Nie wchodzę all-in. Będę delikatnie podbijał stawkę. Wszystko w swoim czasie.

AL: Osobiście nie uważam aby te 12 miesięcy minęło jak jeden dzień - zwłaszcza iż działo się bardzo dużo, dokonało się kilka przemian, łamane były granice, a sam warsztat ewoluował dodatnio (tak, ewolucja może być regresywna:P). Co do zmian na blogu oczywiście zgadzam się iż są potrzebne, ale nie w proponowaną przez Łukasza stronę rozszerzania profilu, a wręcz odwrotnie! Trzeba wrócić do pierwotnych założeń, które mu przyświecały tak aby stał się wreszcie tym czym miał być od początku - więcej piwnego świata, publicystyki, wycieczek - mniej recenzji, zajadłe dyskusje, ciekawe argumenty i konkretne wnioski - piwo z dwóch różnych perspektyw!

Celebrowanie urodzin bloga uczciliśmy poprzez wspólną z Aleksandrem degustację wysoko ocenianych zagranicznych piw. Na bogato, a jak. Po amerykańsku. Do snifterów powędrowały kolejno Alaskan Smoked Porter 2012 (Alaskan Brewing Co.), Cafe Silk Porter (Hoppin` Frog Brewery) oraz na koniec Barleywine Style Ale Vintage 2013 (Green Flash Brewing Company). 

A na koniec końców był jeszcze Smoky Joe z AleBrowaru. To piwo, jak i inne z AB, zasługują na bliższe spojrzenie. AB zaczyna niemiłosiernie obniżać loty. Oby tylko w porę zareagowali na komunikat pull-up ...

AL: Niestety muszę się zgodzić. Wpadkę ze Smoky Joe można by uznać za wypadek przy pracy, ale tych wypadków jest coraz więcej min. słaba warka RJ. Reakcji bym się nie spodziewał, gdyż piwa sprzedają się na pniu mimo niższego poziomu.

Nie ma co zbytnio przedłużać i szybko trzeba ubrać w piękne słowa wrażenia z degustacji.

Niestety ten wieczór był pełen rozczarowań. Alaskan Smoked Porter i Cafe Silk Porter okazały się piwami mizernymi. W stosunku do oczekiwań. A te były bardzo duże. Alaskan - wysoko oceniany porter z Alaski, dodatkowo wymlaskany przez kopyra. Cafe Silk Porter ze Skaczącej Żabki - wspomnienie z żywieckiego festiwalu  A.D. 2013 utwierdziło mnie w przekonaniu, iż warto i trzeba kupić na Brackiej Jesieni słuszną butelczynę tego piwa.


Alaskan Smoked Porter 2012 okazał się w barwie i pianie typowym porterem - ciemnobrązowe z delikatnymi rubinowymi przebłyskami, piana drobna, obfita, brązowa.(0,5/0.5). W aromacie nie było szału. Troszkę dymu, lekkie owoce i delikatna nutka wina (nie w sensie zepsucia). Jednak był on przyjemny dzięki czemu otrzymał zasłużone (1,0/1,0). W smaku jest już decydowanie gorzej. Nie znaczy źle sensu stricto. Źle jeśli konfrontujemy zawartość szkła z oczekiwaniami. Dymienie, gorzka czekolada, kawa. Jednak wszystkiego za mało. Dodatkowo niskie ciało i brak wysycenia potęgowane mizerną goryczką prowadzi tylko w jednym kierunku - rozczarowanie... w nawiązaniu do oczekiwań (6,0/8.0) Powyższe powoduje, iż w kategorii cena/oczekiwania (taki doraźny wskaźnik) piwo otrzymuje okrągłe (0/0,5). Jeśli nie masz wybujałych oczekiwań pewnie będzie smaczne i dobrze ocenione. Jeśli masz, może być lipka. (7,5/10,0).

AL: Alaskan Smoked Porter 2012 Co do piany (0.5) i koloru nie ma większych rozbieżności za to w zapachu wyraźnie wyczuwałem jabłko wyjęte z kompotu, nuta wędzona miała nieco torfowy charakter, śliwka i minimalna nuta wanilii. Za mało intensywny i złożony, aby zgarnąć pełną pulę, ale niewątpliwie przyjemny. (0.75) W smaku zasadniczo jest jak napisał Pan B. dodam tylko iż było nieco owoców, delikatny posmak torfowy, a nuta palonego słodu zlewała się z goryczką. (5.5) Piwo jest lekkie, aksamitne, sesyjne, ale nieco płaskie i mało wyraziste - za takie pieniądze i z taką reputacją oczekuję czegoś decydowanie lepszego. (0 ) Ocena ogólna: 6.75/10 


Kolejnym gościem w szkle było Cafe Silk Porter. Piana i barwa typowe dla porteru. Piana była ... niska, drobna i szybko odeszła do Krainy Spokojnej Pienistości. Barwa dokładnie taka jak w Alaskanie (0,25/0,5). Początkowa intensywna kawa, czekolada z rodzynkami po krótkim czasie zanika zupełnie. Nastaje wielka pustka. (0,5/1.0). W smaku lekko, czyli słabo. Minimalna ilość kawy i czekolady, minimalna nuta czarnej porzeczki. Goryczka nikła i jak na 17-tkę ciało niesamowicie chuderlawe. A teraz zdecydowane minusy - usta i język atakuje nachalne wysuszenie i szorstkość na języku, do tego odczucie mocnego ściągania w ustach. Jest źle, bardzo źle. Nie tylko w odniesieniu do oczekiwań. (4,0/8,0). Mam mieszane uczucia. Czy to jednorazowa wpadka, złe przechowywanie (nie sądzę), jakiś feler po drodze do Cieszyna? Nie mam pojęcia. lecz wyszło słabo i będzie tłuściutkie (0/0,5). Łącznie tylko (4,75/10,0).

AL: Cafe Silk Porter piana faktycznie nie zachwyciła (0), za to aromat był bardzo przyjemny i obiecujący: czekolada z rodzynkami, kawa, odrobina miodu. (0.75) Smak, a zwłaszcza pierwszy łyk to prawdziwy szok! Tynk, wapno po prostu budowa! Z następnymi jest już trochę lepiej: kit pszczeli, wosk, ujawniają się nuty kawowe, czekolada, nieco owoców, rodzynki. Lekka czarna porzeczka czyni piwo nieco cierpkim, a tynk szorstkim. Niestety wszystko pozostaje nadal płaskie, bez wyrazu. (4.25). Co tu dużo mówić pieniądze wyrzucone w wapno (0), ale nie chce mi się wierzyć, aby to piwo było zawsze takie słabe więc podejrzewam jakiś błąd w produkcji. Niestety na większości piw z USA nie ma daty rozlewu, ani butelkowania, a w takich przypadkach takowa data jest niezbędna. Ocena ogólna: 5/10


Trzecie piwo pozwoliło się wzbić w przestworza wyobrażeniom o amerykańskim piwowarstwie. Barleywine Style Ale Vintage 2013. Cudowne piwo o barwie mocnej herbaty z dodatkiem soku malinowego. Piana drobna, obfita, beżowa. Dość szybko redukuje się do cienkiej warstwy. Jednak nie powinno być to zaskoczenie, gdyż piwo kryje w sobie 10,9 % alkoholu. (0,5/0,5). Aromat to czysta poezja - intensywny, chmielowy. Igły, sosna, cytrusy. Amerykańskie chmiele robią robotę. Cudnie (1,0/1,0). W smaku jest równiez cudownie. Likier chmielowy, ziołowo-żywiczny z odrobiną cytrusów. Goryczka bardzo intensywna. Skontrowana delikatną słodyczą. W tle nuta karmelowa - dekoracji do tortów. Wiecie - takie mazy do upiększenia okolicznościowego biszkoptowego piętrusa. (8,0/8,0). Piwo kosztowało w okolicach 30-35 zł za butelkę i warte jest każdego grosiwa na nią wydanego. Bez lipy. Rewelacja, poezja, miód na serce. (0,5/0,5).

AL:  Green Flash Barleywine Piana solidna (0,5), a aromat wspaniały! Cytrusy, iglaki, kwiaty, maliny, owoce, kremowe nadzienie waniliowe z wafelków, kiwi. 1! W smaku również jest bardzo dobrze. Silne nuty ziołowe, lekkie igły sosnowe i cytrusy, przypalony karmel, owocowy miks. Silna goryczka, dobrze równoważy się z likierową słodyczą. (7.25). Piwo bardzo gęste, likierowe, mocno rozgrzewające. Zdecydowanie warto zakupić (0.5) Bez wątpienia najlepszy trunek tych urodzin, a co lepsze najtańszy z tej 3! Ocena ogólna: 9.25/10

1/3 to niestety niezbyt dobry wynik naszej degustacji. Miejmy nadzieję, iż to był tylko prognostyk bardzo dobrego dla nas i bloga roku. Tego sobie i Wam serdecznie życzymy! Pan Duże B.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz