środa, 26 lutego 2014

Na piwo (i koncert) do Warszawy! Część 1


Od mojej ostatniej wizyty w Warszawie upłynęło już prawie 6 lat. Od tego czasu sporo się zmieniło, a z piwnej pustyni administracyjna stolica stała się pretendentem również do tytułu piwnej, który dumnie dzierżony jest, przez jak by nie było, byłą stolicę administracyjną - Kraków. Do miasta stołecznego udałem się na koncert fenomenalnego glam metalowego kabaretu - Steel Panther. Przy okazji oczywiście postanowiłem przyjechać wcześniej i zobaczyć kilka miejsc z Warszawskiego Szlaku Piwnego. Początkowo planowałem jeden wpis, ale z racji iż wyszedł za długi podzieliłem go na dwie części.

Dzięki Polskiemu Busowi udało mi się dojechać do celu stosunkowo tanio, szybko i wygodnie. Ten sposób podróżowania bardzo mi odpowiada i w planach mam piwne odwiedziny Torunia i Gdańska. W swoim notatniku umieściłem 4 punkty obowiązkowe i dwa rezerwowe, wybrane pod kontem godzin otwarcia i bliskości względem siebie. Czasu nie miałem za wiele, gdyż o 19 otwierano bramy Proximy. Z racji iż do rzeczonego klubu ze szkłem nie ma wstępu moje zwiedzanie ograniczyłem do knajp. Po zaopatrzeniu się w bilet 24 godzinny pozwalający jeździć wszystkim (metro, autobusy, tramwaje) ruszyłem w drogę! Dodam jeszcze iż byłem tam w poniedziałek, w godzinach pracy, a to chyba najgorszy dzień na odwiedzanie piwiarni - ludzi mało, oferta przetrzebiona, najlepsze piwa podpina się w weekend, więc i na to trzeba mieć poprawkę.

Punktem numer 1 były Cuda na Kiju (rewelacyjna nazwa!) ulokowane przy rondzie de Gaulle'a (to od palmy) w ogromnym partyjnym gmachu. Ze względu na trwająca budowę podziemnego parkingu widok i odnalezienie celu jest nieco utrudnione. Gdy wiemy iż to ten wielki budynek na placu trafimy bez problemu, ale idąc "po numeracji" ulicy Nowy Świat czeka nas mała zagryzka, gdyż ulica kończy się mniejszą numeracją.

Pierwszym zaskoczeniem jest menu na wypisane na szybie! Bardzo udany pomysł, gdyż bez wchodzenia do środka wiemy co jest na kranie, a że jest wiele to stanowi to dodatkową reklamę. Drugim zaskoczeniem były stoliki na zewnątrz mimo kalendarzowej zimy. Podejrzewam iż jest to ukłon w kierunku palaczy. Po przekroczeniu progu wita nas wnętrze bardzo nowoczesne, surowe wydaje się idealnie dostosowane do gustu pracowników pobliskich korporacji, dla których przygotowana jest również oferta lunchów. Nie jest to mój styl, wolę bardziej przytulny piwiarniany wystrój, ale w tym przypadku muszę przyznać iż wygląda to dobrze i wydaje się optymalnie dopasowane do warunków wnętrza. Poza salą barową mamy salę z kuchnią (Cuda serwują również pizze), oraz niewielki balkon wewnętrzny. Kranów jest 16 z czego 1 pusty, ale oferta piw jest zdecydowanie satysfakcjonująca. Uzupełniają ją dodatkowe lodówki z butelkami - dostrzegłem jeden rarytas, ale jak mówiłem butelek na koncert nie wniosę. Poza piwem i jedzeniem, mamy wino, coś mocniejszego i sporo przekąsek.

Samo piwo podawane jest w bardzo przyjemnej temperaturze, za co duży plus, ale brakuje wafli! Skusiłem się na Grodziskie z Artezana* i Waizenbocka z Matuski. To drugie niestety było wykończeniem beczki. Zwyczaj iż ostatnie piwo jest "za free" to świetna sprawa, ale z racji iż było pyszne wolałbym zapłacić i delektować się tym cudownym smakiem z pełnego szkła. Jak już przy szkle jesteśmy to z tym też było jak należy.

Nie ma co debatować trzeba Cuda na Kiju odwiedzić. Może nie do końca mój klimat, ale podobało mi się i mogę śmiało polecić.

* U nas nieosiągalny Artezan tutaj jest codziennością bo lokal kupuje ok 50% wybicia browaru, dlatego nie ma się co dziwić, że dla Śląska i Zagłębia prawie nic nie zostaje.

Drugim punktem na trasie nie jest piwo, a jedzenie. Trzeba mieć krzepę, aby po kilku degustacjach, być w formie na koncercie. Solidna porcja mięsiwa jest niezbędna! Barn Burger to podobne najlepsze tego typu jedzenie w stolicy i już po przekroczeniu progu wiedziałem iż coś w tym jest. Lokal, który wita mnie dźwiękami Twisted Sister I wanna ROCK musi być dobry! Świetny wystrój w amerykańskim stylu, wszystkie stoliki zajęte, dobry klimat! Lokal jest jednak wyraźnie za mały, gdyż w czasie gdy degustowałem swojego burgera, na wolne miejsce czekało już kilka osób. Z racji tłoku nie robiłem zdjęcia wnętrza, a jedynie samego burgera. Oferta jest bogata, zawiera również kilka pozycji sezonowych. Ja wybrałem Szpetną Helę - 200 gram mięsa, 4 rodzaje sera, bekon, warzywa, pesto szczypiorkowe, sosy: salsa i BBQ. W zestawie rewelacyjne frytki, niestety nieco ich mało. Słodka bułka maślana wybornie komponuje się z całością, powala zwłaszcza fenomenalny bekon! Chyba najlepszy burger jakiego jadłem, ceny nie są niskie, ale zdecydowanie warto! Co najwyżej tego sera dałbym nieco więcej. Przy każdych odwiedzinach Warszawy będzie to mój punkt obowiązkowy.

Ciąg dalszy nastąpi...

wtorek, 25 lutego 2014

Kawki dwie - jedna czarna, druga nie...

Duet Kolaborantów zaprezentował nam dwa piwa, jedno całkowicie nowe - Kawka Coffee Ale (to już 5 premiera na blogu w tym roku!), oraz od dawna nie warzone i niepite dotychczas przeze mnie -  Kawka Coffee Stout.


Kawka Caffee Ale, Widawa&Kopyra, butelka 0,33l - 8,5ł

Bed & Breakfast - lekkie jasne piwo z dodatkiem kawy i chmielu Amarillo z holenderskiego browaru DeMolen było najprawdopodobniej inspiracją dla Kopyra przy opracowaniu receptury. Jasna Kawka warzona z dodatkiem kawy, ma 4,9% alkoholu i 11,8% ekstraktu, chmielona jest Galaxy i Amarillo.

Barwa: mętny pomarańcz. 

Piana: nie bardzo jest o czym pisać, coś się zaczyna tworzyć, ale zaraz znika. 0/0.5

Zapach: wspaniały aromat świeżo zmielonej kawy! W tle owoce, cytrusy, nuty kwiatowe. 1/1

Smak: motywem przewodnim jest ponownie świeżo zmielona kawa, która dobrze, aczkolwiek bardzo nietypowo łączy się z nutą cytrusową, minimalnie kwiatową, egzotyczną może nawet nieco perfumową. Goryczka jak na piwo Kopyra niska. 7/8 

Uwagi: wysoka pijalność, nieco śliskie na języku.

Cena/Jakość: jedno z najlepszych piw Kolaborantów - polecam! 0.5/0.5

Bardzo przyjemne piwo z mocno nietypowym połączeniem smaków, które jest jednak świetne, a nawet lepsze od pierwowzoru.

Ocena ogólna: 8.5/10

 Kawka Caffee Stout, Widawa & Kopyra, butelka 0,33l.

Kawka mimo iż premierę miała w 2012 roku obecnie doczekała się dopiero drugiej odsłony. Czy pierwsza była nieudana, czy może nadmiar innych pomysłów odłożył w czasie jej reaktywacje nie jestem w stanie stwierdzić, ale będę jednak ukrywać, iż na to piwo czekałem z niecierpliwością, gdyż jak stali czytelnicy już wiedzą - uwielbiam piwa z dodatkiem kawy.12,5% ekstraktu, 5% alkoholu, kawa arabica i chmiele: chinook, galaxy, cascade.

Barwa: bardzo ciemny brąz

Piana: bardzo niska, drobnoziarnista, stosunkowo trwały kozuch. 0.25/0.5

Zapach: palony słód, nieco popiołu, przyjemna, ale nieco za słaba nuta kawowa, odrobinka nut owocowych i lekki diacetyl, który w przypadku tego stylu tworzy przyjemną nutę śmietankową. 0.75/1

Smak: słodka kawa z mlekiem, palony słód, nieco czekolady i owoców. Goryczka na średnim poziomie równoważy się ze słodyczą. Dosyć kremowe, diacetyl niski, dobrze komponuje się ze smakiem piwa, bardzo pijane. 5.5/8

Cena/Jakość: piwo dobre, ale brakuje w nim iskry, a cena nie jest zachęcająca. Liczyłem na nieco więcej. 0.25/0.5

Ocena ogólna: 6.75/10

Na koniec mała uwaga - kawa w Ale smakuje jak świeżo zmielone ziarna, natomiast w stoucie przywodzi na myśl filiżankę napoju.

poniedziałek, 17 lutego 2014

4 Elf - Dark Horse

4 Elf, USA, Dark Horse, butelka 0,33 - 14 zł

O browarze Dark Horse będzie więcej przy okazji  degustacji innych piw, dziś jeden z ostaniach etapów świątecznej wędrówki. Winter Warmer Ale to w luźnym tłumaczeniu zimowe rozgrzewające ale. Etykieta ładna i jak to w USA bardzo uboga w informacje - 8,75% alkoholu.

Barwa: bardzo ciemny brąz przechodzący w czerń.

Piana: niska drobnoziarnista, po zrobieniu zdjęć pozostał tylko pierścień. 0/0.5

Aromat: piernik, przyprawy korzenne, nuty iglaste, delikatne cytrusy, muśnięcie wanilii. 1/1

Smak: palony słód, gorzka czekolada, chmiel (bardziej nuty iglaste niż cytrusowe) idealnie równoważy się z nutą piernikową, korzenną okraszoną sporą lekko pikantną dawką przypraw (min. goździk, gałka muszkatołowa, a nawet odrobina wanilii), bakali (rodzynki, figi). Bukiet smakowy bardzo bogaty, wyrazisty i zbity - ciężko wyodrębnić poszczególne smaki, gdyż stanowi on zbalansowaną całość. Goryczka na średnim poziomie, bardziej chmielowa niż palona. Idealnie pokrywa się z delikatną miodową słodyczą. 7.25/8

Cena/Jakość: zdecydowanie lepsze od naszych i tak bardzo smacznych liderów świątecznych (Renifer i Kormoran) więc i kosztuje tyle co te dwa razem. 0.5/0.5

Idealne piwo dla wszystkich: wielbiciele klasycznych piw świątecznych będą zadowoleni, a reszta tym bardziej, gdyż nie jest to klasyczny X-mas, a jego wersja stanowiąca połączenie z black IPA. Czy ktoś z AleBrowaru to czyta? Właśnie tak się robi nieszablonowe piwa świąteczne i taki SnM pourywał by dupy ;)]

Ocena ogólna: 8.75/10

czwartek, 13 lutego 2014

Złota degustacja: 100% Peated (Almost Undrinkable), Nogne, Norwegia :D

Po złocie Kamila Stocha czas na kolejną złotą degustację! W przeciwieństwie do skoków, którymi interesowałem się na długo przed "małyszomanią", biegów kibicem nie jestem, albo trafniejsze będzie jestem "niedzielnym kibicem" oglądającym je jedynie na wielkich imprezach. Nie mogłem przejść jednak obojętnie wobec niesamowitego wyczynu Justyny Kowalczyk, która ze złamaną stopą niczym mityczny bohater, czy inny Conan wywalczyła złoty medal! To ekstremalne zwycięstwo zasługuje na ekstremalny toast! Sława!


100% Peated * Almost Undrinkable, Norwegia (czyż to nie ironia losu opijać sukces Justyny Norweskim piwem:D), Nogne, butelka 0,25l

To prawie niepijalne piwo powstało w 100% ze szkockiego słodu do whisky! Ma być ekstremalnie, wędzone, dymne, torfowe. Twórcy polecają go jako dodatek do potraw takich jak tłuste ryby, wędliny, czekolada, czy składnik sosów, marynat. Etykieta nieco krzywo wycięta, nie robi dobrego wrażenia, piwo butelkowane 25.10.2012 ważne do 25.10.2014, 8,5% alkoholu.

Barwa: bardzo ładny, mętny pomarańcz.

Piana: praktycznie nie występuje. 0/0.5

Aromat: niesamowicie torfowy, nuty dymu drzewnego, wędzonej ryby, niektórym może się kojarzyć minimalnie z lizolem, którego osobiście nie lubię, ale aromat tego piwa bardzo mi pasuje. 1/1

Smak: pierwszy łyk to mocne nieco paraliżujące ściąganie na języku. Motyw przewodni to silny torf, do tego rewelacyjne nuty dymu, płonącego drewna, popiołu, wędzonych potraw zwłaszcza szynki, ryby. W tle nieco owoców. Goryczki zasadniczo nie wyczuwam. Dobrze zbalansowane, gdyby nie spora cierpkość mogło by wydawać się aksamitne.  7/8

Cena/Jakość: malutka buteleczka jest optymalna, ale cena nieco za wysoka. Gdyby nie ona do piwa bym wrócił, a tak polecam spróbować chociaż raz bo naprawdę warto :) 0.5/0.5

Ocena ogólna: 8.5/10

wtorek, 11 lutego 2014

Złota degustacja! Santa's Little Helper - Port Brewing

Zgodnie  zapowiedzią degustacja dla uczczenia złotego medalu zdobytego przez Kamila Stocha :) Publikuje dopiero dzisiaj, gdyż czas nieco gonił, ale piwo było pite zaraz po zawodach.

 Santa's Little Helper, USA, Port Brewing, butelka 0,66l





O Port Brewing więcej pisał podczas degustacji rewelacyjnego Hop 15 dlatego przechodzę od razu do konkretów. Bardzo ładna etykieta, a na niej poza alkoholem (10%) pustka. Na szczęście jest internet: chmiele: East Kent Goldings, Mt. Okap, Liberty,  Challenger, dodatkowo brązowy cukier kandyzowany.

Barwa: głęboka czerń

Piana: bardzo obfita, brązowa, drobnoziarnista, puchowa, bardzo trwała. 0.5/0.5

Aromat: silna gorzka czekolada, kawa, owoce: śliwka, wiśnia. Minimalna szlachetna nuta alkoholu w tle, chyba nawet nieco winna. 1/1

Smak: silny palony słód, sporo owoców, gorzka czekolada, kawa. Alkohol silniejszy niż w aromacie, ale nie przeszkadza.Goryczka palona, dosyć intensywna, potęguje ją alkohol. Nic świątecznego nie stwierdziłem. 6.25/8

Cena/Jakość: za piwo zapłaciłem ok 30 zł i jak na amerykański Imperial Stout w dużej butelce jest to cena bardzo przyzwoita, nie będę jednak ukrywał iż smakowo liczyłem na nieco więcej. 0.25/0.5

Uwagi: wytrawne, gęste, nieco rozgrzewające.

Ocena ogólna: 8/10

Piwo dobre, ale zdecydowanie nie na złoty medal. Na ewentualne drugie złoto czeka Mikkeller Black :)

niedziela, 9 lutego 2014

Hoppy New Year & Smoked Cracow

Czasu na wpisy coraz mniej, ale trzeba nadgonić zaległości. Dziś kolejne premiery 2014 roku! Tym razem aż dwie nowości z Pracowni Piwa! Oba trunki piłem zarówno w wersji butelkowej jak i lanej - większe różnice między wersjami zaznaczyłem w tekście.

Smoked Cracow
Pod tą fenomenalną nazwą jednoznacznie nawiązującą do  słynnego krakowskiego smogu (nie mylić z miejscowym smokiem) kryje się piwo w stylu Grodziskie.* Dane techniczne: 100% słodu pszenicznego wędzonego dębem robi wrażenie, do tego chmiel Lubelski, 20 IBU, 2,4% alkoholu i 7,7% ekstraktu.

Barwa: słomkowa, piwo minimalnie mętne.

Piana: niezbyt obfita, biała w zdecydowanej większości drobnoziarnista z trwałym kożuchem 0.25/0.5

Zapach: bardo przyjemna drzewna nuta dymna, przy jednoczesnym klasycznym aromacie słodu pszenicznego z delikatnym chmielowym muśnięciem 1/1

Smak: nuta wędzonego słodu jest znacznie silniejszą niż w aromacie, ma bardzo przyjemną drzewną formę, do tego solidna dawka chmielu dająca dużo trawy, ziół przez co goryczka wydaje się wyższa niż 20 IBU, ale to też kwestia braku ciała. Świetne jest wniesienie typowej słodowości w najlepszej postaci oraz nut dymnych, dębowych przy użyciu jednego słodu 7/8

Uwagi: wysokie wysycenie, orzeźwiające, pijalne.

Cena/Jakość: bez dwóch zdań warto!  0.5/0.5

Najlepszy grodzisz jakiego piłem!

Ocena ogólna:  8.75/10

Hoppy New Year

Piwo w stylu, którego ekipa Pracowni miała nie warzyć, czyli American IPA. Ma to być jedyne IPA w ofercie, warzone tylko raz w roku, a dokładniej do sklepów ma trafiać w po nowym roku. Dane techniczne: chmiele Zeus, Cascade, Willamette, Amarillo, Simco, Citra (obiecująca i solidna mieszanka!) 85 IBU, 16,6% ekstraktu i 7,3% alkoholu.

Barwa: w zależności od szkła i światła: bursztynowo-miedziana, lub opalizujący pomarańcz. Przy czym ta druga wydaje się bliższa prawdzie - lepsze szkło i dzienne światło.
Piana: niska, drobnoziarnista, o kremowej barwie, znaczy szkło, ale szybko znika. 0.25/0.5
Zapach: cytrusy, klasyczne owoce, nuty iglaste żywiczne - to co w chmielu najlepsze. 1/1
Smak: słodowa pełnia z wyraźną słodyczą stanowi podstawę tego chmielowego likieru naładowanego cytrusami, owocami klasycznymi na czele z truskawką, nutą żywiczną, iglastą. Delikatna cytrusowa kwaskowatość idealnie równoważy słodycz, a uzupełnia to goryczka na wysokim poziomie, ale bardzo dobrze wkomponowana w całość. W wersji lanej w minimalnej formie wyczuwalna była obecność alkoholu, natomiast w wersji butelkowej jej nie ma. W wersji butelkowej czuć niesamowitą cytrusową kremowość  z nutą wanilii. 7.25/8

Cena/Jakość: jak to w przypadku Pracowni zakup obowiązkowy 0.5/0.5

Najlepsze rodzime IPA! 

Ocena ogólna: 9/10

czwartek, 6 lutego 2014

12 miesięcy minęło jak jeden dzień.

Dokładnie dziś mija pierwszy rok działalności naszego bloga. Przez ten czas powstało wiele recenzji piw, w większości napisanych przez Aleksandra. Niestety obowiązki służbowe i maksymalnie minimalna ilość wolnego czasu spowodowały, iż moja aktywność recenzencka pozostawiała wiele do życzenia. Zdecydowanie większe pole do popisu miałem w sferze administrowania blogiem. To jak wygląda (a trzeba sobie szczerze przyznać, że nie najlepiej) to właśnie moja zasługa. Mogę Wam obiecać, iż w najbliższym czasie pojawi się atrakcyjniejsza szata graficzna jak i więcej nowości, które rozszerzą w znacznym stopniu profil tego bloga. Oczywiście główny nurt pozostanie taki jaki winien być - piwo będzie tu dalej dominować - nie ma co do tego najmniejszej wątpliwości. Nie będę jednak odsłaniał wszystkich kart. Nie wchodzę all-in. Będę delikatnie podbijał stawkę. Wszystko w swoim czasie.

AL: Osobiście nie uważam aby te 12 miesięcy minęło jak jeden dzień - zwłaszcza iż działo się bardzo dużo, dokonało się kilka przemian, łamane były granice, a sam warsztat ewoluował dodatnio (tak, ewolucja może być regresywna:P). Co do zmian na blogu oczywiście zgadzam się iż są potrzebne, ale nie w proponowaną przez Łukasza stronę rozszerzania profilu, a wręcz odwrotnie! Trzeba wrócić do pierwotnych założeń, które mu przyświecały tak aby stał się wreszcie tym czym miał być od początku - więcej piwnego świata, publicystyki, wycieczek - mniej recenzji, zajadłe dyskusje, ciekawe argumenty i konkretne wnioski - piwo z dwóch różnych perspektyw!

Celebrowanie urodzin bloga uczciliśmy poprzez wspólną z Aleksandrem degustację wysoko ocenianych zagranicznych piw. Na bogato, a jak. Po amerykańsku. Do snifterów powędrowały kolejno Alaskan Smoked Porter 2012 (Alaskan Brewing Co.), Cafe Silk Porter (Hoppin` Frog Brewery) oraz na koniec Barleywine Style Ale Vintage 2013 (Green Flash Brewing Company). 

A na koniec końców był jeszcze Smoky Joe z AleBrowaru. To piwo, jak i inne z AB, zasługują na bliższe spojrzenie. AB zaczyna niemiłosiernie obniżać loty. Oby tylko w porę zareagowali na komunikat pull-up ...

AL: Niestety muszę się zgodzić. Wpadkę ze Smoky Joe można by uznać za wypadek przy pracy, ale tych wypadków jest coraz więcej min. słaba warka RJ. Reakcji bym się nie spodziewał, gdyż piwa sprzedają się na pniu mimo niższego poziomu.

Nie ma co zbytnio przedłużać i szybko trzeba ubrać w piękne słowa wrażenia z degustacji.

Niestety ten wieczór był pełen rozczarowań. Alaskan Smoked Porter i Cafe Silk Porter okazały się piwami mizernymi. W stosunku do oczekiwań. A te były bardzo duże. Alaskan - wysoko oceniany porter z Alaski, dodatkowo wymlaskany przez kopyra. Cafe Silk Porter ze Skaczącej Żabki - wspomnienie z żywieckiego festiwalu  A.D. 2013 utwierdziło mnie w przekonaniu, iż warto i trzeba kupić na Brackiej Jesieni słuszną butelczynę tego piwa.


Alaskan Smoked Porter 2012 okazał się w barwie i pianie typowym porterem - ciemnobrązowe z delikatnymi rubinowymi przebłyskami, piana drobna, obfita, brązowa.(0,5/0.5). W aromacie nie było szału. Troszkę dymu, lekkie owoce i delikatna nutka wina (nie w sensie zepsucia). Jednak był on przyjemny dzięki czemu otrzymał zasłużone (1,0/1,0). W smaku jest już decydowanie gorzej. Nie znaczy źle sensu stricto. Źle jeśli konfrontujemy zawartość szkła z oczekiwaniami. Dymienie, gorzka czekolada, kawa. Jednak wszystkiego za mało. Dodatkowo niskie ciało i brak wysycenia potęgowane mizerną goryczką prowadzi tylko w jednym kierunku - rozczarowanie... w nawiązaniu do oczekiwań (6,0/8.0) Powyższe powoduje, iż w kategorii cena/oczekiwania (taki doraźny wskaźnik) piwo otrzymuje okrągłe (0/0,5). Jeśli nie masz wybujałych oczekiwań pewnie będzie smaczne i dobrze ocenione. Jeśli masz, może być lipka. (7,5/10,0).

AL: Alaskan Smoked Porter 2012 Co do piany (0.5) i koloru nie ma większych rozbieżności za to w zapachu wyraźnie wyczuwałem jabłko wyjęte z kompotu, nuta wędzona miała nieco torfowy charakter, śliwka i minimalna nuta wanilii. Za mało intensywny i złożony, aby zgarnąć pełną pulę, ale niewątpliwie przyjemny. (0.75) W smaku zasadniczo jest jak napisał Pan B. dodam tylko iż było nieco owoców, delikatny posmak torfowy, a nuta palonego słodu zlewała się z goryczką. (5.5) Piwo jest lekkie, aksamitne, sesyjne, ale nieco płaskie i mało wyraziste - za takie pieniądze i z taką reputacją oczekuję czegoś decydowanie lepszego. (0 ) Ocena ogólna: 6.75/10 


Kolejnym gościem w szkle było Cafe Silk Porter. Piana i barwa typowe dla porteru. Piana była ... niska, drobna i szybko odeszła do Krainy Spokojnej Pienistości. Barwa dokładnie taka jak w Alaskanie (0,25/0,5). Początkowa intensywna kawa, czekolada z rodzynkami po krótkim czasie zanika zupełnie. Nastaje wielka pustka. (0,5/1.0). W smaku lekko, czyli słabo. Minimalna ilość kawy i czekolady, minimalna nuta czarnej porzeczki. Goryczka nikła i jak na 17-tkę ciało niesamowicie chuderlawe. A teraz zdecydowane minusy - usta i język atakuje nachalne wysuszenie i szorstkość na języku, do tego odczucie mocnego ściągania w ustach. Jest źle, bardzo źle. Nie tylko w odniesieniu do oczekiwań. (4,0/8,0). Mam mieszane uczucia. Czy to jednorazowa wpadka, złe przechowywanie (nie sądzę), jakiś feler po drodze do Cieszyna? Nie mam pojęcia. lecz wyszło słabo i będzie tłuściutkie (0/0,5). Łącznie tylko (4,75/10,0).

AL: Cafe Silk Porter piana faktycznie nie zachwyciła (0), za to aromat był bardzo przyjemny i obiecujący: czekolada z rodzynkami, kawa, odrobina miodu. (0.75) Smak, a zwłaszcza pierwszy łyk to prawdziwy szok! Tynk, wapno po prostu budowa! Z następnymi jest już trochę lepiej: kit pszczeli, wosk, ujawniają się nuty kawowe, czekolada, nieco owoców, rodzynki. Lekka czarna porzeczka czyni piwo nieco cierpkim, a tynk szorstkim. Niestety wszystko pozostaje nadal płaskie, bez wyrazu. (4.25). Co tu dużo mówić pieniądze wyrzucone w wapno (0), ale nie chce mi się wierzyć, aby to piwo było zawsze takie słabe więc podejrzewam jakiś błąd w produkcji. Niestety na większości piw z USA nie ma daty rozlewu, ani butelkowania, a w takich przypadkach takowa data jest niezbędna. Ocena ogólna: 5/10


Trzecie piwo pozwoliło się wzbić w przestworza wyobrażeniom o amerykańskim piwowarstwie. Barleywine Style Ale Vintage 2013. Cudowne piwo o barwie mocnej herbaty z dodatkiem soku malinowego. Piana drobna, obfita, beżowa. Dość szybko redukuje się do cienkiej warstwy. Jednak nie powinno być to zaskoczenie, gdyż piwo kryje w sobie 10,9 % alkoholu. (0,5/0,5). Aromat to czysta poezja - intensywny, chmielowy. Igły, sosna, cytrusy. Amerykańskie chmiele robią robotę. Cudnie (1,0/1,0). W smaku jest równiez cudownie. Likier chmielowy, ziołowo-żywiczny z odrobiną cytrusów. Goryczka bardzo intensywna. Skontrowana delikatną słodyczą. W tle nuta karmelowa - dekoracji do tortów. Wiecie - takie mazy do upiększenia okolicznościowego biszkoptowego piętrusa. (8,0/8,0). Piwo kosztowało w okolicach 30-35 zł za butelkę i warte jest każdego grosiwa na nią wydanego. Bez lipy. Rewelacja, poezja, miód na serce. (0,5/0,5).

AL:  Green Flash Barleywine Piana solidna (0,5), a aromat wspaniały! Cytrusy, iglaki, kwiaty, maliny, owoce, kremowe nadzienie waniliowe z wafelków, kiwi. 1! W smaku również jest bardzo dobrze. Silne nuty ziołowe, lekkie igły sosnowe i cytrusy, przypalony karmel, owocowy miks. Silna goryczka, dobrze równoważy się z likierową słodyczą. (7.25). Piwo bardzo gęste, likierowe, mocno rozgrzewające. Zdecydowanie warto zakupić (0.5) Bez wątpienia najlepszy trunek tych urodzin, a co lepsze najtańszy z tej 3! Ocena ogólna: 9.25/10

1/3 to niestety niezbyt dobry wynik naszej degustacji. Miejmy nadzieję, iż to był tylko prognostyk bardzo dobrego dla nas i bloga roku. Tego sobie i Wam serdecznie życzymy! Pan Duże B.