sobota, 30 listopada 2013

Artezan: RIS bez beczki, ale z Czerwonym Kapeluszem

Pewnie się zastanawiacie jaki RIS jeżeli ten z beczek trafił niestety do kanalizacji (druga warka Chateau została przelana do kadzi) na skutek, jak rozumiem, kontroli z sanepidu i testu smakowego, który nie wypadł zadowalająco. Nie całe piwo jednak przepadło, gdyż część, która nie zmieściła się do beczek trafiła na Bracką Jesień i w bardzo limitowanej ilości do butelek. Właśnie na wspomnianym festiwalu miałem okazję piwa tego skosztować, ale nie publikowałem opisu, gdyż notatki mam ubogie i chciałem je zestawić z wersją z beczki. 

Porównywać nie będzie czego dlatego kilka zdań o tym co straciliśmy i czy jest czego żałować:

RIS, Arteza, lane

Barwa jak łatwo się domyślić czarna i w użytym szkle inna być nie mogła. Zaskakuje jednak piana, która jest jak na 9% alkoholu (22% ekstraktu) świetna. Drobnoziarnista, dość obfita i trwała. Aromat jak na imperial stout jest ubogi, aczkolwiek przyjemny: kawa, palony słód, krem śmietankowy. W smaku wyraźna, uwielbiana przeze mnie wanilia, kawa, czekolada, krem śmietankowy. Piwo było bardzo pijalne (przez co zdradliwe), lekkie jak na 9% i byłem w 100% przekonany, że po leżakowaniu będzie po prostu rewelacyjne! To mogło być piwo roku... 8/10

Tak sobie pomyślałem, że jak już nadrabiam zaległości z BJ i do tego jesteśmy przy Artezanie przedstawiem efekt degustacji Czerwonego Kapelusza:

Czerwony Kapelusz, Artezan, lane 

Barwa: mętny karmazyn, aczkolwiek szkło nie sprzyja ocenie barwy.

Piana: drobnoziarnista, o kremowej konsystencji i kolorze ecru.  Bardzo trwała - zdjęcie robione jakieś 10 min po zakupie. Delikatnie oblepia szkło. 0.5/0.5

Zapach: owoce z wyraźną nutą jabłkową i odrobiną palącego się drewna. Po ogrzaniu pojawia się wiśnia i leciutki diacetyl. Aromat mało intensywny. 0.5/1

Smak: dominują nuty świeżo palonego drewna z odrobiną popiołu, jabłka, wiśnie. Goryczka niska (w stronę średniej), osadza się na podniebieniu. Lekko śliskie, minimalnie kojarzy się z mydlinami. 5.25/8

Stosunek ceny do jakości: było warto, ale gdyby kosztowało 2 zł mniej byłbym w pełni zadowolony. 0.25/0.5

Ocena ogólna: 6.5/10
 

piątek, 29 listopada 2013

Love Beer i Eric's IPA z browaru Camba

Zasadniczo wpisów w piątki nie daję, gdyż wszyscy siedzą w knajpach, a nie przy komputerze.  Jednak dziś wpis będzie dotyczył właśnie tych osób wychodzących. Piwoszy  z okolic Katowic chciałbym zaproponować na miejsce wieczornej biesiady wizytę w Browariacie. Obecnie do kranu podpięte są dwa świetne piwa z browaru Camba, które wczoraj piłem jednak nie robiłem notatek, przez co opisy są bardzo ubogie i nie oddają pełni o piwach, jednak okazja aby ich spróbować szybko się nie powtórzy dlatego w ramach zachęty:  

Love Beer letnie sezonowe wheat ale chmielone Simco, czyli pszenica po amerykańsku. Trunek dedykowany bawarskiej gwieździe estrady Stefanowi Dattl. 5,2% alkoholu, 12,8% ekstraktu. Barwa będąca czymś pomiędzy słomkowym, a jasno złotym, ładne zmętnienie. Piana biała, drobnoziarnista, dosyć trwała, średnio obfita. W aromacie dominuje goździk, nieco nut perfumowych, odrobina chmielu.  W smaku banan z niewielkim dodatkiem goździka, odrobiną nut chmielowych cytrusów, które przenikają się z klasycznymi pszenicznymi. Bardzo pijalne, lekko kwaskowate przez co niesamowicie orzeźwiające - wymarzone piwo na lato. Właśnie na lato - dlatego jest to jedyna szansa na spróbowanie tego piwa - w lokalu jest tylko 1 beczka, a następna edycja pojawi się nie prędko :)

Mimo iż Love Beer jest bardzo dobry to moja miłość zdobyło inne piwo:

Eric's IPA sztandarowe dziecko browaru, perełka w koronie piwowara Erica Toft'a. 8% alkoholu, 17,8% ekstraktu. Piana niska, drobnoziarnista, niewiele z niej zostaje - najsłabszy punkt w tym piwie. Aromat i smak bardzo do siebie zbliżone. Soczyste cytrusy z dominacją  grejpfruta i pomarańczy, odrobina żywicy, charakterystyczna dla stylu słodowość. Goryczka na średnim poziomie, piwo dość aksamitne. Niestety trunek ekstremalnie pijalny, niestety dlatego iż błędnie zamówiłem "małe", a do tego zagadałem się i zanim zrobiłem jakiekolwiek notatki piwa praktycznie już nie było przez co nie mogę Was uraczyć solidną recenzją, a jedynie namiastką tego co się w piwie dzieje.

środa, 27 listopada 2013

Żyto z Pinty razy dwa!

Pinta sprawiła ogromną radość tym wszystkim, którzy smucili się zamknięciem browaru Konstancin i zniknięciem piwa Żytnie. Co więcej jest to radość podwójna, gdyż jednego dnia wypuszczono, aż dwa piwa żytnie.

W wersji klasycznej:

Apetyt na Życie, Pinta, Polska, butelka 0,5l - 6,70 zł

Roggenbier to styl piwa wywodzący się z Regensburga w Bawarii słynącej z piw pszenicznych i w zasadzie jest to właśnie takie piwo w którym zastąpiono pszenicę żytem. W strefie języka angielskiego piwa żytnie funkcjonują jako Rye.

Bardzo ładna etykieta i świetna nazwa, 13,1% ekstraktu, 5% alkoholu i 18 IBU.

Barwa: żółte błoto, bardzo mętna, oleista ciecz.

Piana: mimo bezpośredniego nalewania niska, drobnoziarnista, utrzymuje się tylko pierścień. 0/0.5

Zapach: nalałem piwa nieco za dużo więc wącham na początku głównie z butelki. Całkowita dominacja nut słodowych, żytnich, zbożowych i odrobina kitu pszczelego. Bardzo stylowy i przyjemny. 1/1

Smak: nuty słodowe, zbożowe, żytnie, nieco goździków, banana, drożdży. Spora goryczka, zdecydowanie powyżej zapowiadanego 18 IBU. Piwo jest bardzo treściwe, sycące, aczkolwiek jest tez leciutka orzeźwiająca kwaskowatość, można powiedzieć iż udało im się osiągnąć to co zapowiadali na etykiecie. 6.75/8

Stosunek ceny do jakości: warto kupić i spróbować, wspomnieć Żytnie z Konstancina z jego najlepszych czasów. 0.5/0.5

Uwagi: aksamitne, lekko rozgrzewające.

Ocena: 8.25/10

oraz w wersji nowofalowej: 
ŻytoRillo, Polska, Pinta, butelka 0,5l - 6,70 zł

Ciemne żytnie IPA o nieco źle kojarzącej się nazwie (przynajmniej ja mam dziwne skojarzenie) za to z piękną etykietą (jedna z najlepszych Pinty). Chmielone Amarillo, 14% ekstraktu, 5,3% alkoholu i 68 IBU.

Barwa: ponownie błoto, tyle ze ciemno brązowe :)

Piana: średnio obfita, drobnoziarnista, o kremowo-beżowym odcieniu, ładnie znaczy szkło. 0.5/0.5

Zapach: chmiel, jasny i ciemny słód, buty zbożowe. Niestety całość psuje wyraźny diacetyl, czyli aromat sztucznego masła. 0.25/1

Smak: nuty słodowe, głównie od słodów ciemnych: silnie czekoladowe, słabiej palone, odrobina owoców, cytrusy z przyjemna kwaskowatością niczym w świeżo wyciśniętym soku, żytnia treściwość. Goryczka na średnim poziomie w stronę wysokiej (ma deklarowana wartość) ma przyjemny cytrusowy posmak. 6.25/8

Stosunek ceny do jakości: dobre, ale nie wybitne. Na pewno spróbuję kolejnych warek. 0.5/0.5

Uwagi: syte

Ocena: 7/10

Liczyłem na nieco więcej, ale w smaku jest dobrze, niestety aromat nieco mniej przyjemny.
 

poniedziałek, 25 listopada 2013

Gueuze Lambic Beer - Cuvee Rene

Cuvee Rene, Belgia, Lindemans, butelka 0.375 -ok 12 zł

Dziś mała rozgrzewka przed degustacją jednego z najlepszych przedstawicieli stylu oude geuze. Gueuze Lambic Beer to mieszanka trzyletniego, od fermentowanego lambika i rocznego z pozostałościami cukru do re-fermentacji w butelce.

Piwo prezentuje się bardzo ładnie w szampańskiej butelce z kapturkiem. Śliczna elegancka etykieta. Na niej zawartość alkoholu 5,5%, informacja o fermentacji spontanicznej i data rozlewu - grudzień 2011. Butelka zakapslowana, a pod kapslem niespodzianka – korek! Tu pojawia się pytanie – gdzie ja dałem korkociąg z którego od dawna nie korzystałem. Po pokonaniu ostatniej przeszkody czas na degustację!

Barwa:
jasnozłota, niestety za mocno przechyliłem butelkę i napłynęło sporo osadu.

Piana: o średniej obfitości, białej barwie, średnio ziarnista. Utrzymuje się bardzo długo dość gruby kożuch. Piana brzydka, kozuch świetny. 0.25/0.5

Zapach: dominująca końska derka (wreszcie spotkałem piwo z jej wyraźnym aromatem!), nuty szampańskie, winne, wyraźna kwaśność. 0.75/1

Smak: końska derka, nuty szampańskie, pojawia się bardzo przyjemna, naturalna nuta wiśniowa, kwaśne jabłko posmak korkowy (specjalnie nie razi, ale mimo wszystko nie powinno go być). Piwo bardzo kwaśne, cierpkie, występuje wręcz leciutka octowa nuta (ocet jabłkowy, nie spirytusowy). Goryczka na poziomie minimalnym jest za to nieco przyprawowej ostrości, pikanterii. Kwaśne, szampańskie, bardzo wytrawne. Z wystawieniem oceny mam spore problemy, gdyż nie bardzo mam punkt odniesienia, ale mnie to piwo zdecydowanie smakowało 6.25/8

Stosunek ceny do jakości: w przystępnej cenie, można spróbować bardzo ciekawe piwo. Jak wypada na tle innych w tym stylu nie mam pojęcia, ale wkrótce się przekonam. 0.5/0.5

Uwagi: wysokie wysycenie.

Ocena: 7.75/10

niedziela, 24 listopada 2013

Jak tam PLON`y na Antypodach panie?

PLON, Browar Kormoran, Polish India Pale Ale, butelka, 6,75 zł.

Dlaczego taki głupi tytuł? Czytajcie a się dowiecie:)

PLON to najnowsze piwo z olsztyńskiego Browaru Kormoran. Browar ten można pochwalić za bardzo kreatywne podejście do piwa: bezchmielowy Gruit, cała seria Podróże Kormorana, niespotykane czosnkowe czy też nagradzany, wyśmienity Porter Warmiński. Tym razem postanowili uwarzyć polską interpretację IPA. Używając tylko własnego (pochodzącego z browarnianej plantacji) chmielu odmiany Sybilla. Chmiel ten został dodany aż w 5ciu dawkach - na zacier, 2 dawki do kotła warzelnego, kadź zawirowania oraz chmielenie na zimno. Kadź zawirowania to taka specyficzna machina zwana whirpool`em - brzeczka zostaje wprawiona w ruch wirowy aby na środku kadzi utworzył sie kopczyk chmielin. Ułatwia to przetoczenie czystej brzeczki do tanku leżakowego. IBU na poziomie 50 pozawala bezproblemowo zapoznać się z tym piwem praktycznie każdemu.

Szklanki w dłoń i zapoznajmy się z piwem uwarzonym na 20-lecie olsztyńskiego browaru.

Barwa: Jasna miedź, lekko zamglone. Barwa bardzo ładna.

Piana: Lekko beżowa. Początkowo obfita, niestety w krótkim czasie opada do cienkiego kożucha. 0,25/0,5

Zapach: Lekko zielony, delikatny, kwiatowy, w tle aromat delikatnego białego wina. Aromat mógłby być bardziej rozbudowany. 0,75/1,0

Smak: I robi się ciekawie. Smak przywodzi na myśl chmiele NZ, czyli takie pochodzące z Nowej Zelandii. Piwo jest lekko słodkie, jednak nie nachalnie. Pomimo tej pozornej słodyczy finisz jest już wytrawny. Niezbyt nachalnie, jednak taki jest. Goryczka delikatnie pozostająca w formie delikatnego, przyjemnego posmaku. Bardzo delikatnie ściąga na krótki czas. Treściwość powyżej średniej (16% ekstraktu i 6,2% alkoholu). Wysycenie niskie, wręcz zerowe. I to co jest bardzo dużym argumentem na plus dla tego piwa - wzorowa wręcz pijalność!

Stosunek ceny do jakości: Warto, warto. I nie zgadniecie - WARTO!!! Propozycja dla ludzi szukających nowych smaków, jak i starych wyjadaczy mających "między zębami kilogramy chmielin". IBU na poziomie 50 pozwoli zapoznać się zarówno z mocniejszą goryczką, jak i odpocząć od IBU-bomb. Bardzo sesyjne, smaczne, ułożone. I co dość ważne - za przystępną cenę. 0,5/0,5

Ocena łączna: 9,0/10

ALEKSANDER:

Moje odczucia są nieco inne dlatego pozwolę sobie dodać coś z moich notatek:

Zapach: chmiel, truskawki, lekkie cytrusy i wyraźnie wyczuwalny słód. 0.75/1 - coś zielonego, kwiatowego faktycznie może i było, ale aromatu białego wina absolutnie nie wyczułem.

Smak: chmielowe nuty dominują: żywiczne, iglaste, nieco owoców z truskawką, a nawet odrobina cytrusów. Silnie wyczuwalne są również słody, bardzo delikatny posmak świeżej skórki od chleba. Całość jest odrobinę za słodka, czego nie jest w stanie zrównoważyć nieco za niska goryczka. 6.25/8 - jak dla mnie przy piwach chmielonych NZ to nawet nie stało, co nie zmienia faktu iż trunek bardzo smaczny.

Jest to zdecydowanie najlepsza PIPA. Kormoranowi udało się wycisnąć najwięcej z polskich chmieli zostawiając w tyle Misia i Prometeusza, oczywiście warto, a wręcz trzeba ją zakupić, ale aż tak wielkiego entuzjazmu jak Pan B. nie przejawiam.

Ocena łączna: 8/10 

Uzupełnienie by PDB (Pan Duże B):

Niezły ping nam tu wychodzi:) Jest to moje 2gie podejście do tego piwa. Pite dokładnie 27.10 było zdecydowanie inne. W aromacie lekko owocowe, słodkie. W smaku natomiast delikatne, okrągłe, z podbudową słodową. Jednak, jak to, niesamowicie pijalne. Wynika z tego, że leżakowane niecały miesiąc nabiera ciekawych treści.

sobota, 23 listopada 2013

50 urodziny Doctora Who!

W dniu dzisiejszym planowałem degustacje wyjątkowego piwa na wyjątkową okazję. Dziś mija 50 lat od emisji pierwszego odcinka najstarszego serialu S-F w historii telewizji - tym serialem jest oczywiście DOCTOR WHO! Niestety z przyczyn zdrowotnych degustacja takiego piwa nie wchodzi w grę i zdrowie kolejnych reinkarnacji Władcy Czasu wypiję w najbliższym dogodnym terminie. Nie mogłem jednak się powstrzymać i nie napisać krótkiej notki o tym serialu :)

Głównym bohaterem brytyjskiego serialu BBC jest tytułowy Doctor (jego prawdziwe imię nie jest znane) pochodzący z wymarłej rasy Władców Czasu. Podróżuje  w czasie i przestrzeni w swoim statku/budce telefonicznej TARDIS. Statek ten mógł przyjmować dowolna formę, charakterystyczna dla danej epoki (wtapiał się w tło) uległ jednak awarii na stałe przybierając formę kultowej niebieskiej budki. Jest mniejszy na zewnątrz, a większy wewnątrz ;) Główny bohater ma 13 żyć - po śmierci ulega regeneracji - odradza się jednak w innym ciele dlatego każdy doctor mimo, że inny, obdarzony zmiennymi cechami i sposobem bycia jest nadal tą samą osobą. Może właśnie w tym kryje się ponadczasowość serialu i jego nie mijająca atrakcyjność.

Poza budką Doctor posiada również gadżety, których nie powstydził by się agent 007, oraz towarzyszy z którymi przemierza czas i przestrzeń. Kolejnym fenomenem jest fakt iż odcinki rozgrywają się zarówno w przyszłości, teraźniejszości i przeszłości ziemi jak również niezliczonej ilości planet. Jeden odcinek rozgrywa się podczas olimpiady w Londynie,  następny przenosi nas na drugi kraniec wszechświata, by w kolejnym powrócić na ziemię tyle, że do epoki wiktoriańskiej. W międzyczasie spotykamy realne postacie historyczne jak również przeróżne rasy obcych i toczymy boje z największymi wrogami Doctora (Dalekami, Cybermenami itp.) o uratowanie wszechświata. Jak już przy obcych jesteśmy to wreszcie serial w którym logicznie rozwiązano i wyjaśniono sprawę języków, porozumiewania się w przeciwieństwie do standardowego kosmici mówią po angielsku i już:)

Zachęciłem Was choć odrobinę? To teraz słów kilka jak rozpocząć oglądanie: fani przyjmują podział na stare i nowe sezony (od 2005 roku) i właśnie od tych nowych proponuje rozpocząć. Znajomość starych sezonów nie jest konieczna i najlepiej najpierw dać się ponieść nowym serią, a dopiero później zacząć zgłębiać starsze odcinki zwłaszcza, że nie wszystkie się zachowały. Należny pamiętać również iż miedzy sezonami wychodzą odcinki specjalne, najczęściej świąteczne i są one również istotne dla fabuły. Nie dajcie się zwieść pozornej kiczowatości bo liczy się treść, a pewne rozwiązania to po prostu urok serialu do którego trzeba się przyzwyczaić. Nie da się też ukryć, że BBC nie do końca wierzyło w sukces po reaktywacji i nieco skąpiło funtów.


Moim ulubionym Doktorem jest zdecydowanie 10ty, trudniej wybrać ulubiona towarzyszkę: Rose, Donna, Sufletowa Dziewczyna są rewelacyjne, natomiast Marty nie cierpię, a Rory działa mi na nerwy (Amy nieco mniej, ale też drażni). Mógłbym pisac jeszcze wiele, ale idę zobaczyć urodzinowy odcinek! może jeszcze ulubiona rasa? Oczywiście Dalekowie -  EXTERMINATE!!!

Kolaboranci z Redenu (Jednak nie - aktualizacja)

Milk Stout, Minibrowar Reden, Milk Stout, butelka, 7,95 zł

W okolicach przełomu października i listopada w chorzowskim minibrowarze Reden (nasze wrażenia) został uwarzony milk stout. W kolaboracji brał udział rzeczony wcześniej Minibrowar Reden oraz utytułowany piwowar domowy Jacek Stachowski, czyli Stasiek z μBrowar Staśka. Jest to jedno z dwóch piw jakie mieli sposobność uwarzyć w tej kolaboracji. Tym drugim jest schwarzbier. Jego recenzja znajdzie się również na blogu.


Z powyższego tekstu zgadza się tylko schwarzbier i Minibrowar Reden. Jeden z naszych czytelkików zwrócił mi uwagę na błąd w tym tekście. Receptura jest autorstwa tylko i wyłącznie Łukasza Łazinki, piwowara Minibrowaru Reden. Szukając materiałów do tego wpisu zasugerowałem się jedną z galerii zalezionych na stronie piwo.org. Przepraszam za wprowadzenie w błąd Czytelników, a Łukasza Łazinkę za nieprawdziwą informację. Łukasz.

Jeszcze tylko minutka o tym czym powinien charakteryzować się milk stout i gnamy do degustacji.

Otóż milk stout, jak sama nazwa wskazuje, powinien charakteryzować się pewną mleczną słodyczą. Dlaczegóż? Poniewóż jednym ze składników użytych do jego warzenia jest laktoza, czyli cukier mleczny. Jego charakterystyczną cechą jest to, iż jest odporny na działanie drożdży, co przejawia się niemożnością przefermentowania go do alkoholu i CO2 przez rzeczone. Pozostałe parametry są takie same jak dla zwykłego stouta.

Szklanka w dłoń:)

Barwa: Raczej ciemnobrązowa niż czarna. W tym szkle oczywiście nieprzejrzysta

Piana: Beżowo-brązowa, obfita i bardzo drobna. Niestety szybko opada do delikatnej warstewki 0,25/0,5

Zapach: Typowy dla takiego stylu: lekka czekolada, trochę kawy, paloności oraz odrobina słodyczy. Bardzo ładnie 1,0/1,0

Smak: Tu niestety następuje lekkie rozczarowanie. Za mało mlecznej słodyczy. Bardziej podchodzi pod kawowy stout. Nie jest jednak źle. Lekko palone, troszkę kawowego kwasku, goryczka raczej średnia. Duży plus za aksamitność w ustach. Treściwość powyżej średniej. 6,0/8,0

Stosunek ceny do jakości: Nie jest to najlepszy przedstawiciel stylu milk stout. Bardziej przywodzi na myśl coffee stout. Ogólnie nie jest to złe piwo, mogę go Wam polecić (jeśli jeszcze jest w Browarze lub w sklepach). 0,25/0,5

Macie jakieś doświadczenia z piwami typu milk(sweet) stout?

Ocena: 8,0/10,0

ALEKSANDER:

Nie mogę się powstrzymać i muszę dorzucić swój kamyczek ;) 14,% ekstraktu i 5,1% alkoholu w wersji butelkowej śliczna etykieta. Piwo degustowałem zarówno w wersji lanej w browarze jak i w wersji butelkowej.U mnie piana była bardzo trwała (0.5) w aromacie dominuje kawa, a do niej nieco nut palonych, owocowych - niestety bardzo słabo wyczuwalny, acz przyjemny (0.5). W smaku bardzo delikatne, aksamitne z wyraźnie wyczuwalną i przyjemną nutą laktozy, wnosi satysfakcjonującą słodycz. Do tego kawa, czekolada, owoce, palony słód - dobrze ułożone. Goryczka o palonym charakterze przyjemnie podkreśla smak. 6.5. Co do ceny piwo drogie zwłaszcza zaskakuje to  iż w browarze lane jest droższe niż w sklepie w butelce! Smak wart spróbowania, ale minus za windowanie cen na miejscu 0.25. Ocena ogólna: 7.75/10

ps. kusisz los chłopaku dając taki tytuł :> nie wiesz, że kolaboranci są tylko jedni :]?;)!

czwartek, 21 listopada 2013

Brunetka wieczorową porą.

Brown Foot, AleBrowar, India Brown Ale, butelka, 7,25 zł.

No właściwie nie brunetka, a szatynka zasadniczo:)

Właśnie jestem w trakcje (kiedy już to czytacie to dawno po) picia najnowszego piwa z AleBrowar`u - Brown Foot w stylu India Brown Ale. Styl ten można określić jako piwo z kategorii 10C - American Brown Ale wg BJCP. Czyli zdecydowana goryczka i posmaki czekoladowe. Jednak w definicji 10C jest wzmianka żeby oceniać to piwo jako kategoria 23 Specialty Beer (Brown ale o mocy IPA powinny być oceniane na podstawie kategorii 23 (Specialty Beer category) -czyli wszystko ze wszystkim ). Już wiecie czego można się spodziewać, więc pora opisać to co znajduje się w butelce.

Barwa: Ciemno miedziana, klarowna. W całej toni piwa znajduje się zawiesina przypominająca zatopiony dym papierosowy. Pierwszy raz coś takiego widzę. 

Piana: Gęsta, drobna i średnia. Z wyglądu przypomina pianę białoką - bardzo sztywna. 0,5/0,5 

Zapach: Dominuje to co powinno dominować, czyli chmiel (cytrusy i troszkę igły sosnowej) oraz troszkę czekolady. Fantastyczne połączenie. 1/1

Kapsel tym razem golasek.
Smak: To co pędzi na pierwszy plan to goryczka - zdecydowana, grejpfrutowa. Podbudowana delikatną palonością słodu Crystal. Po pierwszych łykach miałem wrażenie, iż czuję nuty dymione - ogniskowe. Po tych kilku łykach smak zanikł. Na jego miejsce pojawił si delikatny posmak torfowego kabla. Całość daje bardzo udane połączenie, przywodzące na myśl mocniej chmielonego Smoky Joe. Treściwość raczej średnia, finisz zdecydowanie wytrawny. 7,0/8,0

Stosunek ceny do jakości: Pomimo 80 IBU, 6,2% alkoholu i ekstraktu na poziomie 16 Blg piwo ma niesamowitą pijalność. Starczyło mi tylko do napisania mniej więcej połowy tego tekstu i obrobienia zdjęć (około 2 minut) 0,5/0,5


. Jestem ciekaw, czy prze-leżakowanie pozwoliłoby na uwydatnienie czekolady. Byłby ogień:)


ALEKSANDER:

Dodam swoje 3 grosze: India Brown Ale, 16% ekstraktu, 6,2% alkoholu. Mocno chmielone: Simcoe, Cascade, Chinook, Zeus - 80 IBU.

Barwa: brązowo rubinowa, wydaje się klarowna, ale w tym szkle nie ma pewności. Co do Twojego opisu jak może być klarowne i jednocześnie unosić się zawiesina?

Piana 0.5: „przypomina pianę białoką „ że niby co ?!

Zapach 0.75: chmiel (cytrusy, lekka choinka), ciemny słód, nieco czekolady. Przyjemny.

Smak 6.75/8:
  • jest rewelacyjny: sok z grejpfruta, cytrusy, nuty palone, lekki popiół, czekolada, owoce. Goryczka na wysoki, dla mnie na optymalnym poziomie. Lekko zalegająca.
  • nut dymu, ogniska nie poczułem wcale.
  • owszem delikatnej torfowo-kablowej nuty można się doszukać, ale z naciskiem na delikatną. Dodaje to piwu uroku.
  • mnie nie przypomina SJ

ScdoJ 0.5: zdecydowanie warte swojej ceny, ale nie wiem czemu piszesz tutaj o pijalności, która swoją drogą, dla mnie nie jest aż tak wysoka zwłaszcza przy zalegającej goryczce. 

Ocena: 8.5/10

Browar w cieniu Kuchennych Rewolucji

Piwowar musi być choć odrobinę kucharzem, aby łączyć smaki, odpowiednio je balansować i tworzyć jak by nie patrzeć smakowe dzieła sztuki jakimi są udane piwa. Dlatego dziś będzie nie tylko o piwie, ale i o jedzeniu. Przedstawiamy Cieszyński Browar Mieszczański, który co tu dużo mówić bardziej znany jest z udziału w Kuchennych Rewolucjach niż z warzonego tam piwa. Czy udział w telewizyjnym show odsuną piwo na dalszy plan? 

Piwosz nie samym piwem żyje i dlatego podczas pobytu w Cieszynie na Brackiej Jesieni trzeba było coś zjeść. Wybór co chyba oczywiste padł na Browar Mieszczański słynący nie tyle z piwa co z udziału w popularnym programie Kuchenne Rewolucje (s07e07), którego gwiazdą jest Magda Gessler. Osobom związanym z piwowarstwem na pewno najbardziej w pamięci utkwił błąd pani Magdy, która stwierdziła, że piwo się pędzi. Pomijając jednak ten szczegół rewolucja była udana i uzyskała rekomendację restauratorki. Nie będę ukrywać iż byłem ciekawe nie tylko piwa, ale również jedzenia, dlatego i o nim słów kilka.

W sali barowej było sporo ludzi (część z nich tak jak my była uczestnikami BJ), aczkolwiek sala druga
świeciła pustkami. Po usadowieniu się przy stoliku kelnerka przyniosła nam czytelne i dobrze skomponowane menu w którym jednak razi źle zeskanowany autograf na którym widnieje nazwisko Gessl. Najciekawszym piwem wydawał się Koźlak Wędzony i mimo iż kusił jeszcze stout czekoladowy (jakoś kelnerka nie rozwiała moich wątpliwości czy czekoladowy jest od słodu czy od aromatu) na nim poprzestaliśmy, gdyż na festiwalu czekało jeszcze sporo piw do spróbowania. Co do jedzenia to wybór zupy piwnej na rosole z dodatkiem chleba kminkowego (7zł) wydawał się oczywisty, natomiast drugie danie stanowiło trudny orzech do zgryzienia. Kusił faszerowany kurczak, ale odstraszała skutecznie jego cena (45zł), zastanawiałem się nad golonką w piwie, ale ostatecznie zdecydowałem się na gulasz z jelenia na ciemno z knedlem czeskim i sosem śliwkowym (29zł).

Przejdźmy jednak do konkretów!

Zupa posypana zieloną cebulką, smaczna, dość pikantna, aczkolwiek nuta piwna była niewyczuwalna, a posmak wołowy kojarzył się z sosem z torebki Knorra. Grzanka z mazią z bryndzy przyjemna w smaku, ale kminku absolutnie tam nie wyczułem.


Drugie danie zrobiło na mnie dużo lepsze wrażenie:  świetny knedel, którego nie powstydziły by się czeskie hospody, co najważniejsze był to knedel, a nie klusek na parze. Bardzo dobry sos i kruchutkie świetne mięso rysują obraz dania smacznego i satysfakcjonującego, ale nie wybitnego. Tak więc jeżeli chcecie zjeść coś dobrego w polskim Cieszynie to śmiało możecie udać się do... browaru.

Czas na Koźlaka Wędzonego... główny bohater wchodzi na scenę na sam koniec? No właśnie... piwo nie będzie głównym bohaterem. Zapowiada się dobrze: piana może nie bardzo obfita, za to ładna i trwała (0,5/0,5), aromat również przyjemny: wędzona szynka, ser mieszają się z wędzoną śliwką (0,75/1). W smaku jest niestety gorzej. Owszem mamy ponownie wędzoną śliwkę z lekką nutą boczku (wyraźniejszą niż w Voodoo:P) , jednak smak jest bardzo płaski, a piwo wodniste (4/8). Brakuje wyrazistości i treści, jakby piwo zostało uwarzone w myśl zasady: "piwo dla wszystkich". Niestety piwa wędzone to specyficzny styl, który nie każdemu posmakuje, a dla osób lubiących "wędzonki" ten Koźlak jest zwyczajnie nijaki.

Ciężko oceniać całość na podstawie 1go piwa, ale odniosłem wrażenie iż w tym browarze nie trunek jest najważniejszy, a kuchnia. Nie jest to jednak ocena definitywna i przy najbliższej nadarzającej się okazji odwiedzę browar ponownie i zdegustuję większa ilość piw. Wnioski Pana B. są chyba bardzo zbliżone do moich :)

Co sądzicie o samej idei Kuchennych Rewolucji? Jedliście w jakimś lokalu, który uczestniczył w tym programie? Może byliście właśnie w Browarze Mieszczańskim? Dla mnie było to pierwsze spotkanie z lokalem po rewolucji i jestem ciekaw jak to wygląda w innych. Osobiście program oglądam sporadycznie i nie zawsze przemawia do mnie sposób i forma zachodzących zmian, ale mimo wszystko uważam iż pani Gessler rewolucjonizując polską gastronomię, ma co nieco wspólnego z nami - piwnymi rewolucjonistami.

wtorek, 19 listopada 2013

Schlenkerla Urbock edycja 2013 i 2014!

Po roku przerwy piwo wróciło do sklepów, co postanowiłem wykorzystać  i sprawdzić jak prezentuje się z perspektywy krajowego hitu -  Rauchbocka z Kormorana. Z uwagi na obecność piwa na blogu postanowiłem uzupełnić zeszłoroczny wpis.

Urbock 2014, Niemcy, Schlenkerla/Heller Brau, butelka 0,5l - 8.65

Wizualnie oprawa prezentuje się wybornie, jak zawsze w przypadku tego browaru. Piana obfita, drobna, beżowa, bardzo trwała, pięknie krążkuje. Wygląd 0.75/0,75

Aromat: wyraziste nuty wędzonego sera, szynki, solidna słodowość i owoce. 2/2.5

Smak: nuty wędzonego sera, szynki, sporo owoców zwłaszcza śliwka, lekki karmel, kakao. Na finiszu spora drzewność z charakterystycznym ściągającym efektem i gorzkim korowym posmakiem. Goryczka średnio intensywna. Treściwsze od Kormorana. 7/8

Cena/Jakość: piwo warzone raz do roku więc każdy szanujący się piwosz powinien przez ten czas uzbierać 9 zł i skosztować tego słusznie kultowego piwa. 0.75/0.75

Ocena ogólna: 10.5/12

Piwo wydaje się lepsze niż wersja z zeszłego roku, a matematyka wskazuje, że to identyczny poziom jak nasz rodzimy wędzony koźlak.  Decydują niuanse i indywidualne preferencje odbiorców, oba trunki są świetne.

Aktualizacja dokonana 29.XI.14 r. Aleksander

Urbock 2013, Niemcy, Schlenkerla/Heller Brau, butelka 0,5l - 8.50

Najsłynniejsze, warzone tylko raz w roku, piwo z Bambergu. Na blogu oceniałem już rewelacyjny marzen, a opis wędzonej pszenicy z niewyjaśnionych przyczyn się nie ukazał. Klasyczna dla browaru etykieta tym razem w złotej ramce, 6,5% alkoholu. Jak smakuje tegoroczna edycja?

Barwa: miedziana, lekko mętna.

Piana: niska, drobnoziarnista, pozostaje po niej dziurawy kożuch. 0/0.5

Zapach: silne nuty wędzone w stronę wędzonego sera z przyjemna słodową podstawą. 0.75/1

Smak: ostre, wręcz drapieżne nuty wędzonego sera, nieco wpływu jasnego i ciemnego słodu. Wędzonka zabija inne smaki, ale przebija się lekki karmel z kakao, które w tym połączeniu nie do końca pasują. Tworzy to bardzo dziwne odczucie, ale dziwne nie znaczy złe. Goryczka na średnim poziomie z gorzkim posmakiem. 6.25/8

Stosunek ceny do jakości: warto zakupić, ale lepszy Marzen jest tańszy. 0.25/0.5

Ocena: 7.25/10

U mnie numerem 1 z tego browaru pozostaje marzen.

sobota, 16 listopada 2013

Kret i Lemur od Kolaborantów

Nie udało mi się zakupić nowych piw Kolaborantów w wersji butelkowej, ale pojawiła się okazja spróbować Lemura i Armadillo w wersji lanej w krakowskiej Strefie Piwa.
Lemur, Polska, Kopyra & Widawa, lane 0,5l. - 14 zł

Barwa: zamglone złoto.

Piana: jaka piana? Co najwyżej kozuch po inwazji moli! 0/0.5

Zapach: o niskiej intensywności (nawet po ogrzaniu słabo wyczuwalny) jednoznacznie przywodzi na myśl stęchłe drewno, trociny w tle nieco cytrusów. Nieprzyjemny, pozostaje się tylko cieszyć, że słabo wyczuwalny. 0/1

Smak: cytrusy z dominującym grejpfrutem z białą skórką. Intensywny posmak drewna, nie przyjemny efekt beczki, czy płatków dębowych przy udanym zastosowaniu, a właśnie wiórów drewnianych z odrobiną wanilii. Goryczka na średnim poziomie ma posmak chmielu i drewna dość dobrze komponuje się z delikatną cierpkością 4.5/8

Stosunek ceny do jakości: to jakaś tragedia, bardzo przeciętne piwo w cenie w jakiej można kupić prawdziwe perełki o rewelacyjnych walorach smakowych... Nie wiem jaki udział w podyktowaniu takiej kwoty miał browar, a jakie pub, ale mówię jednoznacznie NIE WARTO!*  0/0.5 
Ocena: 4.5/10

Lemur pachnie brzydko, piany nie ma praktycznie wcale, kosztuje tyle co rewelacyjne Ruthless Rye z Sierra Nevady, a smakuje przeciętnie i jestem przekonany, że dla wielu jest niepijalny. Dla mnie wypić jednak się da i sam smak nie jest zły.

* pod wpływem tejże ceny zrezygnowałem z zakupu Armadillo.

Na tej dwójce jednak nie koniec - Kolaboranci uwarzyli jeszcze trzecie premierowe piwo - Kreta. Jest to klasyczny stout stworzony na Międzynarodowy Dzień Stoutu.

Kret, Polska, Kopyra & Widawa, butelka 0,33l - 8,5 zł

Etykieta w zasadzie nie jest nawiązaniem, ale wręcz plagiatem ze słynnego czeskiego Krecika bohatera popularnej kreskówki.  Trzeba jednak przyznać iż jest śliczna, choć krzywo naklejona.

Barwa: czarna.

Piana: średniej wysokości, bardzo drobna o kremowej barwie z trwałym kożuchem. 0.5/0.5

Zapach: palony słód z wyraźnym popiołem, odrobina kawy, czekolady, lody owocowe. 1/1

Smak: dominują nuty palonego słodu z popiołem, który dla niektórych może być za silny - mnie pasuje. Nieco gorzkiej czekolady i kawy, lekko owocowy. Aksamitne, wręcz kremowe. Goryczka na średnim poziomie, dobrze komponuje się z delikatną słodyczą.  6.5/8

Stosunek ceny do jakości: nie popieram polityki cenowej tego duetu o czym już pisałem, ale piwo to warto zakupić, gdyż jest jednym z lepszych z tej "stajni".  0.25/0.5

Uwagi: warto dodać iż piwo jest bardzo klasyczne

Ocena: 8.25/10

środa, 13 listopada 2013

Little Lover, czyli milk stout po włosku

Little Lover, Włochy/Anglia, Revelation Cat, butelka 0,33 – 14 zł


Trzecie piwo z Revelation Cat, które mam okazje pić. O samym browarze więcej we wpisie o Death Star. Little Lover to milk stout z dodatkiem laski wanilii o niskiej zawartości alkoholu (4,5%) ze wspaniałą rock 'n' rollową etykietą przypominającą tatuaż! Na niej również fraza kojarząca się jednoznacznie z jedną z najpiękniejszych rockowych ballad mistrza Vinnie Vincent Invasion: Love Kills. Śliczny dedykowany kapsel.

Barwa:
w zastosowanym szkle jest czarna.

Piana: niestety piana praktycznie się nie tworzy. 0/0.5

Zapach: gorzka czekolada, czekoladowo rumowy likier z nuta kitu pszczelego! Genialny! 1/1

Smak: gorzka czekolada w płynie z nutami rumowymi i mlecznymi z dodatkiem kitu pszczelego, wanilii i odrobiną palonego słodu i owoców. Bardzo udany balans słodowej kwaskowatości i słodyczy z goryczką na niskim poziomie. 7/8

Stosunek ceny do jakości: dla etykiety, dla aromatu, dla smaku – warto. 0.5/0.5

Ocena: 8.5/10

Świetne piwo z niesamowitą czekoladową pełnią, intensywnością smaków, sprawia wrażenie gęstego, ale jest bardzo lekkie i pijalne.

poniedziałek, 11 listopada 2013

Westvleteren 12 - za Marszałka i Ojczyznę!

  Mimo iż miałem ochotę wypić to piwo już wcześniej to czekałem na odpowiednie święto.  Niewątpliwe takim jest 11ty listopada, dlatego "najlepszym piwem świata" wznoszę toast za Marszałka bez którego by Polski nie było i który by nie dopuścił, aby była taka jak teraz, za powstańców, żołnierzy wielu frontów i wojen, za bezimiennych bohaterów, których działania i poświęcenie doprowadziły do odrodzenia Ojczyzny. Za Polskę, aby była silna, niezależna i dumna, aby była prawdziwą matką dla obywateli, którzy noszą ja w sercach!

 
Westvleteren 12, Belgia, Trappist Westvleteren, butelka 0,33l

Najsłynniejszy browar Trapistów, piwo legenda wielokrotnie ogłaszane najlepszym piwem świata min. wg Ratebeer. To biały kruk wśród piw, jego zdobycie to prawdziwe wyzwanie, gdyż piwo jest warzone i sprzedawane w niewielkich ilościach jedynie w klasztorze. Kupujący musi się umówić na wcześniejszą wizytę co już nie jest łatwe, następnie mnisi wyznaczają mu termin (data i godzina) w jakim ma odebrać piwo, a przy zakupie podpisuje się dokument iż piwo będzie degustowane na własny użytek i nie można go odsprzedawać. Oczywiście są osoby, którym udaje się obejść zasady i od czasu do czasu piwo pojawi się na "czarnym rynku". Zdarzyło się również, że zbierając środki na remont klasztoru mnisi wypościli partię piwa na rynek (ta wersja miała etykietę).

Butelka bez etykiety, jedynie z wypustką z napisem Trappist. Sygnowany kapsel na którym podano zawartość alkoholu – 10,2%, oraz datę przydatności – 21.02.16 r. Piwo w stylu quadrupel jest najmocniejszym z warzonych w zakonie, a do tej pory na blogu przedstawiłem dwa takie trunki: Monk's Brew i Rochefort 10.

Barwa:
mętny, bardzo ciemny brąz.

Piana: tworzy się dość obfita, o bardzo zróżnicowanej ziarnistości. Utrzymuje się trwała, gruba poducha. Super trwałość, brzydki wygląd. 0.25/0.5
Zapach: intensywne nuty winne, owocowe. 0.5/1

Smak: nuty winne, owocowe, czekolada, nieco nut rumowych, brązowy cukier. Smak tworzy złożony bukiet, a nie czynniki pierwsze, co znamionuje piwa z najwyższej półki. Nie ma dzikich drożdży, derki itp., ale czuć charakterystyczny belgijski posmak. Goryczka nie jest duża, ale ładnie zarysowuje swoja obecność, współgra z lekką słodyczą i kwaskowatością. Alkohol jest dobrze przykryty, daje bardzo szlachetny posmak. 7.25/8

Stosunek ceny do jakości: zakup w klasztorze po standardowej cenie na pewno się opłaca, ale kupowanie za dużo większe pieniądze pozbawione jest sensu, gdyż w takich cenach są piwa lepsze. 0/0.5

Uwagi: silnie rozgrzewa, dosłownie czuć jak fala ciepła przemieszcza się w przełyku. Jak na ten woltaż bardzo pijalne.

Ocena: 8/10

Powiem wprost – liczyłem na więcej! Na pewno jest to najlepszy quadrupel jaki piłem, ale zdecydowanie nie najlepsze piwo. Pije się je z ogromnym smakiem i przyjemnością, jest świetnie zbalansowane, piwo z najwyższej półki, ale nie najlepsze na świecie. Legenda i trudności ze zdobyciem robią swoje i jak często bywa w takich przypadkach mamy delikatny przerost formy nad treścią.  

niedziela, 10 listopada 2013

Śrup z tytką haferfloków

Śrup, Polska, SzałPiw, butelka 0,5l - 7,65 zł

Śrup to w gwarze wielkopolskiej koń, a opisywane dziś piwo to Black IPA* z dodatkiem płatków owsianych i chmieli: Chonook, Centennial, Citra, 15% ekstraktu i 6% alkoholu. Tradycyjnie ładna etykieta w stylu tej z Kejtra.

Barwa: bardzo ciemny brąz.

Piana: niska, drobnoziarnista, ciemno beżowa z trwałym kożuchem. 0.25/0.5

Zapach: silne chmielowe uderzenie (cytrusy, drzewa iglaste) miesza się z palonym słodem i gorzką kawą. Gdzieś w tle pojawia się nuta bliska palonemu kablowi, ale nim nie będąca, jednak jest odrobinę drażniąca – dlatego nie ma 1. 0.75/1

Smak: palony słód, gorzka kawa i czekolada, odrobina prażonych orzechów. Do tego solidna porcja chmielu z przewagą nut iglastych nad cytrusowymi. Goryczka na wysokim poziomie z cechami chmielowymi i słodowymi. 6.75/8

Stosunek ceny do jakości: warto kupić. 0.5/0.5

Ocena: 8.25/10Bardzo dobre piwo, zdecydowanie lepsze od Kejtera i jedno z najlepszych rodzimych Black IPA. 

* osobiście przedkładam nazwę Black IPA nad Cascadian Dark Ale z prostej przyczyny - obie mają błędy wewnętrzne, ale BIPA lepiej określa z jakim typem piwa mamy do czynienia i najzwyczajniej w świecie dla osób mniej wtajemniczonych jasno mówi o co chodzi.

piątek, 8 listopada 2013

Zwarte Riek, czyli milk sout po holendersku

Dziś międzynarodowe święto stoutu i w zasadzie tylko dlatego udało mi się zrobić małą degustację we wczesnych godzinach rannych. Stout w różnych wersjach to zdecydowanie mój ulubiony styl, dlatego jego i Wasze zdrowie! Promujmy ten wspaniały styl.

Milk Stout/Zwarte Riek, Holandia, Brouwerij de Prael, butelka 0,33l - 11,50 zł


Brouwerij de Prael, czyli Perła to mini browar z Amsterdamu, ulokowany w jednym z najstarszych budynków w mieście. Poza browarem mieści się tam sklep i lokal. Swoim piwom nadają nazwy od znanych(chyba tylko u nich) piosenkarzy. Tak też jest w tym przypadku - Zwarte Riek to jakaś ich ludowa gwiazda z lat minionych.

Oprawa wizualna piwa jest przyzwoita, kapsel sygnowany. Piwo zawiera 4,9% alkoholu.


Barwa: bardzo ciemny brąz w zastosowanym szkle wręcz czarna.

Piana:
średnio obfita, beżowa, drobnoziarnista. Zostaje przyzwoity kożuch. 0.25/0.5

Zapach: nieco owoców, odrobina palonego słodu i kwaskowatość. Aromat mało intensywny i nie wprawiający w zachwyt. 0.25/1

Smak: oj jest słodko, nawet bardzo słodko, czego nie jest w stanie przełamać odrobina kwaskowatości i niska goryczka. W smaku nieco palonego słodu, kakao, nuta śmietanki do kawy, odrobina owoców (agrest). 4.5/8

Stosunek ceny do jakości: piwo w smaku przyzwoite, ale nie warte takich pieniędzy 0/0.5

Ocena: 5/10

Jest ok, trunek pijalny i w zasadzie smaczny, ale przeciętny – wypijesz, zapomnisz. W ostatnim czasie piłem kilka milk stoutów z różnych browarów i krajów ten jednak jest zdecydowanie najsłabszy.

środa, 6 listopada 2013

Oatmeal Stout i Taddy Porter z Samuel Smith's

Pamiętacie browar Samuel Smith? Zapowiadałem recenzje ich 4 piw więc czas nadrobić zaległości :) Do tej pory oceniłem bardzo nieudany  Chocolate Stout, gdzie również opis samego browaru, oraz delikatny i bardzo smaczny Imperial Stout. Dziś dwa ostanie piwa, które zakupiłem, degustowane już dość dawno, ale z racji iż od kilku dni nie mam jak wypić czegoś nowego:
 
Oatmeal Stout, Anglia, Samuel Smith's, butelka 0,355l – 11 zł

5% alkoholu, etykieta przeciętnej urody.
 
Barwa: bardzo ciemny brąz przechodzący w czerń.

Piana: umiarkowanie obfita, drobno i średnio pęcherzykowa, o jasno bezowej barwie. Trwały kożuch. 0.5/0.5

Zapach: lekka kawa, palony słód, śliwka i leciutki zapach gotowanych warzyw, co w przypadku tego stylu wywalało szok. 0.25/1

Smak: delikatnie kremowy, nieco owocowy z nutą palonego słodu. Wytrawny, delikatnie kwaskowy. Nie jest on mocny, ale wyraźnie wyczuwalny smak gotowanych warzyw Goryczka na niskim poziomie z lekko popielistym muśnięciem. 4/8

Stosunek ceny do jakości: rodzimy Dobry Wieczór jest piwem dużo smaczniejszym i tańszy. 0/0.5

Uwagi: piłem nieco za ciepłe.

Ocena: 4.75/10

Z jednej strony najsłabszy stout owsiany jaki piłem, z drugiej nie jest tragiczny, ale ponownie na pewno nie kupię.
 
Taddy Porter, Anglia, Samuel Smith's, butelka 0,355l – 11 zł

Najsłabsza etykieta, a na niej informacja o zawartości alkoholu (5%) i temperaturze serwowania 13 stopni.

Barwa: ciemny brąz przechodzący w czerń.

Piana: obfita, drobnoziarnista, o beżowej barwie. Trwała. 0.5/.5

Zapach: kawa, palony słód, odrobina leśnych owoców. 0.75/1

Smak: odbicie zapachu, czyli palony słód, kawa, owoce leśne. Nuta charakterystyczna dla milk stoutów z dodatkiem laktozy. Goryczka bardzo niska. Smaczny, bardzo pijalny i lekki. 6.5/8

Stosunek ceny do jakości: do zaakceptowania, ale można wydać lepiej pieniądze. 0.25/0.5

Ocena: 8/10

Preferuję portery bałtyckie, a nie angielskie, ale w taki upał jak dziś jest to piwo w sam raz, a jego walory smakowe zadowolą nawet wybrednych piwoszy.

Dwa piwa nie zachwyciły, dwa były na wysokim poziomie - ogólny obraz browaru wypada przeciętnie, taki średniak, który potrafi uwarzyć piwo bardzo dobre, a następne sknocić. Piliście coś innego? zgadzacie się z moją oceną?


poniedziałek, 4 listopada 2013

Przy piwie o Wiedźminie, czyli Sezon Burz i Mikkeller Weizenbock

 Nie planowałem umieszczać na blogu i poruszać tematów nie związanych z piwem chociażby pośrednio, ale to wydarzenie jest warte wyjątkowego potraktowania! Panie i Panowie literacka premiera roku! Andrzej Sapkowski - Sezon Burz! Możecie czytać bez obaw - brak spoilerów!

Plotki krążyły od dawna - Sapkowski pisze nową książkę o Wiedźminie - nie były one jednak podparte żadnymi szczegółami, nikt nic nie wiedział, dlatego tym większe było zaskoczenie, gdy przez internet przetoczyła się informacja: 6 listopada premiera nowej książki o Wiedźminie!  Powieść miała jednak już swoją przed premierę na serwisie allegro, gdzie można ją było zamówić i odebrać jeszcze w październiku. Z opcji tej bezzwłocznie skorzystałem i już w czwartek odebrałem swój egzemplarz z paczkomatu. Pierwszy raz korzystałem z tej usługi i jestem pod wrażeniem - 24 godziny od wpłaty, książka była do obioru w wybranym paczkomacie. 

Aby jednak wpis miał również wartość dla osób nie będących czytelnikami najlepszej sagi fantasy postanowiłem opisać degustowane właśnie piwo - Mikkeller - Weizenbock.

Wizualnie okładka książki prezentuje się dobrze, aczkolwiek nie zachwycająco, natomiast świetna jest jej faktura przywodząca na myśl rękojeść wiedźmińskiego miecza, oraz tekst na kontrze, skonstruowany niczym opis aukcji na allegro (co zresztą ma odbicie w fabule). Książka liczy 404 strony.

Etykieta typowa dla Duńczyków nie trafia absolutnie w mój gust i nie potrafię doszukać się w niej związku z piwem (zawierającym 8,5% alkoholu), które uwarzono w belgijskim De Proef. Co do stylu nie jest to weizenbock w klasycznym rozumieniu, czyli trunek o barwie brązowej, wręcz błotnistej, a wersja jasna jak rozumiem nawiązanie do jasnych koźlaków z których piłem tylko Weiheren Bock i był paskudny


Wydarzenia opisane w powieści mają miejsce rok po porzuceniu Yennefer przez Geralta, czyli przed wydarzeniami opisanymi w opowiadaniu "Granica możliwości" ze zbioru "Miecz przeznaczenia". Stanowi zwartą całość, aczkolwiek akcja jest wielowątkowa i składa się z kilku niezwiązanych ze sobą spraw. Rozdziały tradycyjnie poprzedzone są cytatami zarówno ze znanych nam dzieł takich jak "Encyklopedia Maxima Mundi" czy "Pół wieku poezji" jak i nowych pomysłów min. przepis na zalewajkę krasnoludów, który obowiązkowo przetestuję! Jeżeli chodzi o bohaterów to poza Geraltem większą role odgrywa jedynie Jaskier, ale przewijają się również inni starzy, czy chronologicznie przyszli znajomi. 

Piwo ma barwę herbaty z miodem i średnio ziarnistą pianę na dwa palce, która dość szybko się redukuje do niezbyt ładnego kożucha (0/0.5). W aromacie silne nuty owocowe z dominująca maliną, odrobiną czekoladek z bombonierki i wyraźnym słodem w tle. Po ogrzaniu lekko wyczuwalny staje się alkohol, jego forma jednak nie odpycha (0.5/1).

A co w środku?

Pierwsze kilkadziesiąt stron nieco rozczarowuje: brakuje typowej lekkości pióra, błyskotliwych tekstów, a jedna ze scen stanowi jakoby polityczną deklarację poglądów autora. Kolejne rozdziały są jednak coraz ciekawsze i zaczynamy czuć iż "to jest to". Są odniesienia do popkultury i jakże popularnych ostatnio programów kulinarnych, jest co nieco o modyfikacjach genetycznych, pojawiają się nowe potwory itp.

Mimo wszystko przez cały czas czytania odnoszę wrażenie iż książka pisana jest jako scenariusz gry komputerowe! Konstrukcja poszczególnych scen np. arena, teleporty, jak również ogólna akcja przypomina kolejne misje, rundy gry. Wrażenie to towarzyszy mi w zasadzie przez cały i jestem przekonany iż okaże się to trafne przypuszczenie.


No to wasze zdrowie! Czy może po krasnoludzku: "za pomyślność sprawy słusznej, a na pohybel skurwysynom"! W smaku maliny, marmolada śliwkowa, czekoladki owocowe - wiśnie w czekoladzie, nuty słodowe.  Goryczka na niskim poziomie, nie do końca równoważy ogólną słodycz. Po ogrzaniu nieznacznie ujawnia się alkohol i nuta syropu, którego nie pamiętam nazwy. 5/8 Piwo smaczne, ale za mniejsze pieniądze (to kosztowało 13 zł) można kupić: lepsze, tańsze i większe :) 0/0.5 

Książka nie rozczarowuje, wnosi nowe światło na pewne sprawy, odsłania nieznane fakty i schematy względem funkcjonowania rzeczywistości. Dzieje się dużo i jest ciekawie, ale muszę pokreślić iż w zachwyt nie popadłem, ale powieść wpisuje się dobrze w całość sagi, jednak nazwał bym ją projektem pobocznym, a nie jej częścią. Czy będą kolejne dzieła nawiązujące pośrednio, lub bezpośrednio do wiedźmińskich opowieści? Myślę, że tak. Ja za jakiś miesiąc, dwa przeczytam ponownie Sezon burz i przemyśle wszystko od nowa :)

"Opowieść trwa. Historia nie kończy się nigdy. Dopóki będzie istniała ciemność, dopóty będą potrzebni wiedźmini. A ciemność wciąż istnieje!"