piątek, 20 września 2013

Bracka Jesień 2013

 Wpis powstał zaraz po imprezie - z publikacją czekałem, aż Pan B zgra zdjęcia. Niestety nie zrobił tego do tej pory dlatego publikuję sam tekst. Jeżeli Łukasz łaskawie je kiedyś zgra będą dodane :) (Dobra synek, już nie marudź, wszystko jest jak miało być:) - ŁB)

W dniach 6-7 września w polskim Cieszynie, a dokładniej na terenie tamtejszego Browaru Brackiego miała miejsce trzecia edycja festiwalu Bracka Jesień. Impreza składa się z 3 zasadniczych część: konkursu piw domowych (w tym roku w kategorii porter bałtycki), giełdy kolekcjonerów, oraz części wystawowej, gdzie mogliśmy degustować piwa lane, oraz butelkowe.

Stoisko PSPD
Na teren festiwalu dotarłem 7go (6go niestety z przyczyn zawodowych nie mogłem przyjechać)  nieco po godzinie 10tej, gdy giełda trwała w najlepsze(aczkolwiek wystawców nie było za dużo), a stoiska browarów pomału wracały do życia po piątkowej zabawie. Swoje lane piwa wystawiły: Artezan, AleBrowar, Browar Bracki, Krajcar, Miejski (Bielitzer z Bielska Białej), Mieszczański z Cieszyna, Pinta, Pracownia Piwa, Reden i Widawa. Dodatkowo można było skosztować kilku lanych piw zagranicznych i aż 343 butelkowych, oraz zakupić ciekawe szkło dzięki stoisku Krainy Piwa. Wybór był naprawdę olbrzymi, ceny przyzwoite, a i piwnych perełek sporo. Swoje stoiska mieli również PSPD (min. pokaz warzenia piwa), oraz sklep dla piwowarów domowych homebrewing.pl. Na terenie imprezy można było również zjeść coś z grilla, oraz zakupić sery, wędliny i ciasta produkowane tradycyjnymi metodami.

Jako, ze czasu tak naprawdę było bardzo mało po obejściu stolików giełdowych, zakupie szkła (niestety nie było dedykowanego imprezie) przystąpiłem do degustacji :) Największą atrakcja dla mnie były piwa z Artezana z racji ich całkowitego braku w moich okolicach. Podczas mojego pobytu przewinęły się 3 ich piwa - zdegustowane Czerwony Kapelusz, RIS (o tym jak smakowały w oddzielnym wpisie), oraz pity już wcześniej i opisany na blogu Pacyfik. Niestety zabrakło już podobno bardzo mocno chmielonej IPA. Następny był And Rus i rewelacyjna nowa warka Dwóch Smoków (tekst  o tych i pozostałych degustowanych piwach z PP już wkrótce). Niestety nie udało mi się skosztować Kolonialnego IPA z Krajcara (na szczęście załapałem się na wersję butelkową) i Pale Ale z Bielska.  Dzięki uprzejmości piwowarów domowych miałem za to możliwość skosztować ich wyrobów - dziękuje i pozdrawiam.

Sklep festwalowy
W Cieszynie miały miejsce również dwa piwne powroty: pierwszym było miejscowe Mastne, a drugim Koniec Świata z Pinty. Mastne o herbacino-miedzianej barwie było wcześniej chyba nieco jaśniejsze. Piana nie zachwyciła, ale była. W zapachu silne nuty słodowo-chlebowe, a w smaku lekka owocowość, ponownie słodowość, spore wysycenie i niska goryczka. Zapamiętałem go nieco inaczej, ale nowa warka jest smaczna, bardzo pijalne, idealne "na co dzień". Z Brackiego wypiłem też miejscowy, bardzo dobry Żywiec Porter. Nieco rozczarował natomiast Koniec Świata, który w zeszłym roku mi bardzo smakował. Piany praktycznie brak, co przy praktycznie zerowym wysyceniu jest zrozumiałe, barwa brudnej żółci. Smak to mieszanka słodowo-kukurydziana, charakterystyczny, wspaniały jałowiec tym razem prawie niewyczuwalny, brakuje porzeczki.  Może piwo było za świeże? Jak pojawi się butelka to kupię i się przekonam.

Sporym pozytywem była obecność przedstawicieli browarów, a co za tym idzie możliwość rozmowy i zadawania pytań.Kilka ciekawych informacji uzyskałem, ale nie czuje się upoważniony do ich publikowania.

W konkursie piw domowych zgłoszono 33 trunki z czego 11 zostało uroczyście wyróżnionych na festiwalowej scenie. Na podium znaleźli się:
1. Jacek Stachowski 
2. Łukasz Jajecznica
3. Mateusz Kupracz

Na koniec czas odebrać zamówione wcześniej i odłożone dzięki uprzejmości Grzegorza Zwierzyny bardzo pokaźne zakupy i udać się w drogę powrotną. Do domu przywiozłem 18 swoich zdobyczy, oraz 5 piw kupionych do spółki z Łukaszem. Recenzje zakupionych piw będą systematycznie ukazywać się na blogu.

Mimo iż impreza nie jest duża, to 1 dzień okazał się za krótki, aby wszystkiego skosztować i zobaczyć. Dlatego z przyczyn czasowo logistycznych nie udało nam się zwiedzić browaru, ale nadrobimy to za rok. Ludzi nie było zbyt dużo, ale i teren festiwalu nie świecił pustkami, dzięki czemu był ruch, ale nie było sporych kolejek. Zaskoczeniem był całkowity brak plakatów reklamujących imprezę w Cieszynie. Minusem było zdecydowanie za mało miejsc siedzących (najlepsze były zarezerwowane dla wycieczek), oraz bardzo głośna muzyka pod sceną. Poza tymi małymi uchybieniami, wszystko na solidny plus, a osoby, które nie pojechały mogą tylko żałować.

AKTUALIZACJA by ŁB

Powrót z martwych, czyli pierwszy tekst po chyba 2`óch czy 3`ech miesiącach.

Po małym zniechęceniu do wszelakich wysiłków intelektualnych postanowiłem powrócić do twórczego, zabawnego i niezwykle inteligentnego przelewania swych myśli na bity.

Odnośnie Brackiej Jesieni dodam, a może od nowa opiszę swe wrażenia z tej imprezy.

Sklep festiwalowy - ujęcie 2
Niestety, jak to w życiu bywa, nic nie można sobie zaplanować tak jak powinno być. A jak powinno być? Ano tak, że w sobotę, czyli 2gi dzień BJ (Brackiej Jesieni  - wiem, że jesteście inteligentni i się już domyśliliście) o godzinie 7:50 powinienem być w pełnym rynsztunku i gotowości na pl. Andrzeja w Katowicach i wciskać stopę do busa Braci Bus. Ale jak  postanowiło pomieść mną życie? Ano tak, że pracę skończyłem o godzinie 2.00 z piatku na sobotę. Pewnie niewielu/niewiele z Was zna stand-up Kacpra Rucińskiego o imprezie z piątku na sobotę. W skrócie - "Pier**lę, mogę spłonąć" - a odnosi sie to do wstania ( w moim przypadku jakiegokolwiek zwleczenia sie z łóżka po ok. 3,5h snu).

Koniec końców udało mi się dotrzeć do Katowic w okolicach godziny 8. Z bezpiecznym zapasem czasu udałem się via dworzec kolejowy na stanowisko odjazdu busów do Cieszyna. Notabene to jest niepojęte, iż z miasta będącego stolicą województwa, do rzeczonego wcześniej Cieszyna można się dostać tylko i wyłącznie prywatnymi busami (a właściwie busikami - około 30 osób przewożonych co godzinę). Oraz państwową koleją odchodzącą z częstotliwością cofania się lądolodu z bieguna północnego.
Zdjęcie piwne w stopniu znikomym - dla kibiców piłkarskich
powinno mówić wiele lub nawet wszystko.

W wyniku nieprzewidzianych sytuacji i złych zbiegów okoliczności z Katowic wyjechałem gdzieś w okolicach godziny 10. Po dotarciu do Cieszyna w kilkanaście minut byłem już na miejscu. Oczywiście Aleksander raczył się już na dziedzińcu browaru którymś z kolei piwem. I oczywiście nie pomyślał, żeby zakupić mi kończącego się już And Rus`a. Egoista jeden. Już raz tak zrobił w Krakowie - wypił ostatnie 0,5l piwa z Pracowni Piwa - Dwa Smoki. Dzięki Bogu, Opatrzności czy koninkcji planet, tym razem miałem możliwość skosztowania tej ambrozji, ale o tym później.

Co do samego festiwalu (?). Nie jest to jakaś szczególnie wielka impreza. Teren to wg. mnie jakaś 1/4 terenu Birofili. Największym mankamentem jest minimalna ilość mniejsc siedzących. Niby jest namiot, pod którym działają kolekcjonerzy i tam można usiąść. Jednak nie ma tych miejsc jakoś dużo. Może przy okazji kolejnej edycji wycieczki mogłyby degustować piwo w murach browaru, zwalniając jednocześnie najlepsze miejsca na dziedzińcu dla reszty odwiedzających. Może to jest pomysł do przemyślenia Panie Grzegorzu?

Sam festiwal upłynął nam bardzo szybko. Kilka piw lanych  (na mnie konkretnie 2 zrobiły duże i dość duże wrażenie). Tym najlepszym wg. mnie były Dwa Smoki w Pracowni Piwa. Piwo genialne w swej całej objętości. Lekkie, niesamowicie pijalne i jeszcze bardziej niesamowicie chmielone. Jednakże nie było w nim nieposkromionej goryczy idącej w 3rzy cyfrowe IBU. Wszystko było niesamowicie z wyczuciem zbalansowane. Lekko żałuję, że nie wypiłem więcej niż 2 takie fascynujące borsuko-sharko pokale. 2gim piwem godnym polecenia, i już niedostępnym, był RIS z Browaru Artezan. Na pierwszy rzut oka, kubków smakowych i błędnika, bardzo lekkie, smaczne i jak to określił Aleksander - letni RIS. Chyba później tego określenia żałował :D

Jednym z zaplanowanych punktów wyprawy do Cieszyna było odwiedzenie Browaru Mieszczańskiego. To jedna z restauracji, którą miała odmienić wizyta Kuchennych Rewolucji Magdy Gessler. Nie mam pojęcia jak wyglądała sprawa kuchni przed rewolucją. Jakimś szczególnym smakoszem nie jestem, lecz zupa piwna na bazie rosołu wołowego była calkiem ok, a gulasz z jelenia w sosie śliwkowym z knedlem i grzanką z bryndzą był smaczny, jednak niczego nie urywał. A tak wogóle to nie z grzanką tylko, bo ja wiem, mikrogranką? A co do samego piwa. Koźlak wędzony, na którego ostrzyliśmy sobie zęby, był... tego dowiecie się z recenzji Aleksandra.

Po powrocie na teren browaru wypiliśmy jeszcze po kilka piwek, odebraliśmy zamówione piwa, po których płakały nasze portfele (dwa razy do roku można, a nawet trzeba - oczywiście to wszystko dla Was moi Kochani :)). Kolejne degustacje nie zrobią się z niczego.

W tym czasie udało się nam zamienić kilka słów z czołowymi postaciami polskiej sceny piwowarstwa rzemieślniczego - Grzegorzem Zwierzyną (PINTA), Wojtkiem Frączykiem (Browar Widawa, KOLABORANCI - Browar Widawa&Browar Kopyra), Bartkiem Napierajem (AleBrowar) oraz Tomkiem Rogaczewskim (Pracownia Piwa). Tomkowi pogratulowaliśmy sukcesu na egzaminie BJCP.
Wszyscy są jak najbardziej sympatycznymi osobami, bardzo kontaktowymi. Jeżeli macie okazję podejdźcie, zagadajcie. Napewno warto porozmawiać. Można dowidzieć się wiele ciekawego. Tak jak my, ale jak pisał Aleksander, nie czujemy się upoważnieni do przekazywania dalej tych informacji.

Jest tytuł - jest radość:)
Dzięki zbiegowi okoliczności udało nam się wrócić do Katowic samochodem dzięki uprzejmości Remika z Piwa Regionalne - Mariacka, Katowice. Podczas podróży poróżnił nas z Aleksanderm jak zwykle jeden temat (nic z polsko-imprezowo-pijackiego zestawu, czyli  "polityka-religia-kto-powinien-być-selekcjonerem-reprezentacji-polski-w-piłce-nożnej), a tradycyjnie (oczywiście dla nas) ceny piw kolaboracyjnych Widawa-Kopyr:)


Podsumowując. Impreza bardzo udana, Ciekawe zamknięcie/otwarcie sezonów festiwalowych/warzelniczych. Możliwość spotkania ciekawych osobistości polskiej sceny piwnej, spróbowania kilku ciekawych piw. Możliwość dokonania zakupów do domowych piwniczek, półek piwnych też jest niekwestionowanym atutem. Jeżeli kogoś zabrakło szczerze zapraszam. Nie trzeba spędzać tam całego dnia, jest wiele atrakcji w okolicy, które mogą zapełnić/uzupełnić ciekawie spędzony czas na terenie Brackiego Browaru Zamkowego.

POZDRO!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz